Piłka nożna
Remis w bezbarwnym pojedynku
Po bezbarwnym meczu GieKSa remisuje z Górnikiem Łęczna 0:0, tracąc trzecie miejsce w tabeli na rzecz GKS-u Tychy.
Mecz rozpoczął dalekim wykopem Arkadiusz Jędrych, Adrian Błąd niestety nie miał szans w walce o piłkę z rosłymi stoperami gości. W 2. minucie Łukasiak zgrał do dobrze ustawionego Adama Deji, który nieczysto uderzył i Dawid Kudła bez problemów wyłapał uderzenie. GieKSa nie potrafiła przejąć inicjatywy, Górnik Łęczna zdominował pierwsze minuty i zdobywał kolejne stałe fragmenty w okolicy “szesnastki” gospodarzy. W 7. minucie Grzegorz Rogala próbował zaskoczyć bramkarza centrostrzałem spod linii bocznej, trafił jednak w chorągiewkę po drugiej stronie murawy. W odpowiedzi Bednarczyk zewnętrzną częścią stopy strzelił wprost w rękawice bramkarza Trójkolorowych. 11. minuta to bardzo niecelne zagranie Mateusza Marca w środku pola, na szczęście bez konsekwencji. Rywale rozpamiętywali straconą szansę, a w tym czasie Rogala urwał się lewym skrzydłem, Maciej Gostomski uprzedził go jedynie o ułamek sekundy. Cztery minuty później znów czujnie interweniował Kudła przy głębokiej centrze rywali, którzy mieli mnóstwo miejsca na konstruowanie swoich akcji. W 16. minucie swój katastrofalny błąd w wyprowadzeniu naprawił Baranowicz, a rywale już szykowali się do wyjścia dwóch na jednego. W 19. minucie po przechwycie Wasielewskiego Błąd posłał podanie na 8. metr, wybitą piłkę zebrał Janiszewski, ale uderzył wysoko nad poprzeczką. Po przechwycie Kuuska w 20. minucie GieKSa wyprowadziła szybką kontrę, a niecelnie strzelał Adrian Błąd. Dobra piłka Błąda do Marca cztery minuty później, a ten po solowej akcji nie potrafił wybrać między dośrodkowaniem a strzałem. W odpowiedzi Ilkay Durmus posłał piłkę wysoko nad stadion przy próbie dośrodkowania – nie był to najefektowniejszy okres tego spotkania. Okazja na szybką kontrę Mateusza Marca po przejęciu? Nic bardziej mylnego, oba zespoły sumiennie wymieniały kilka podań w defensywie przed każdą akcją. W 29. minucie Baranowicz przejął futbolówkę i szybkim podaniem ta znalazła się pod nogami Marca, który oddał piłkę golkiperowi gości kiepskim strzałem. Groźna sytuacja miała miejsce w okolicach 30. minuty, gdy Roginić nieumyślnie kopnął Jędrycha w głowę, a ten padł na murawę. Kapitan GieKSy zdołał wrócić ostatecznie do gry po dłuższej przerwie. Następny okres to nieudane próby skonstruowania ataku po obu stronach, piłkarze mieli problem z wykonaniem kilku celnych podań. W 41. minucie brutalnie potraktowany został przy linii bocznej Wasielewski, za co rywal obejrzał żółty kartonik. Wrzutka Kozubala z rzutu wolnego została pewnie wybita przez gości. Co chwilę oglądaliśmy zatrzymania gry i stałe fragmenty, co zupełnie zabiło dynamikę meczu. W ostatnich chwilach pierwszej części Bergier sprytnie przepuścił między nogami podanie Wasielewskiego, ale nie połapał się w tym Kozubal.
Na początku drugiej połowy Jędrych prezentował się bardzo niepewnie, poświęcając zbyt dużo czasu na podejmowanie decyzji. Łatwo ograny Rogala miał na szczęście za plecami Janiszewskiemu, który podręcznikowo zażegnał niebezpieczeństwa. Najwięcej emocji przysporzył Dawid Kudła, który w 50. minucie niemalże wprowadził futbolówkę do własnej bramki, w ostatniej chwili ją wybijając. W 53. minucie groźna strata Baranowicza dała szansę Górnikowi Łęczna na szybki kontratak, ale spalili akcję. Solowa akcja Marca w 57. minucie, Wasielewski zgrywa do Błąda, a ten kilkukrotnie kiksuje, wprowadzając sporą dawkę śmiechu na trybuny. Po wejściu na plac gry w 59. minucie Starzyński od razu rozpracował defensywę GieKSy i groźnie dośrodkował po ziemi, ale Jędrych przeczytał jego zamiary i wybił futbolówkę. Minutę później otrzymał kapitalne podanie od Warchoła i wpakował bramkę na 1:0, na szczęście wcześniej znalazł się na pozycji spalonej. Katastrofalny okres GieKSy, której nie wychodziło absolutnie nic, trener Rafał Górak musiał zareagować zmianami. W 66. minucie Arkadiusz Jędrych sprezentował rywalom wspaniałe podanie i mieli szansę wyjść dwóch na jednego, Kuusk na szczęście zdołał powstrzymać ten atak w ostatniej chwili. Mateusz Mak i Marzec starali się złamać obronę z Łęcznej w 70. minucie, ostatecznie zdobyli rzut rożny. Po stałym fragmencie najpierw uderzał Janiszewski, a poprawiał Kuusk. Drugi corner to zablokowana próba Marca – pierwsza groźna sytuacja gospodarzy w tej części gry. Osamotniony Kuusk nie zdołał powstrzymać dwóch rywali na skrzydle w 77. minucie, Warchoł nie skorzystał jednak z dogodnej pozycji i nieczysto trafił w piłkę. W 85. minucie Pietrzyk zagrał długie podanie w kierunku Maka, ten nie zdołał dojść do futbolówki. Po chwili trybuny zobaczyły strzał Sebastiana Bergiera, bardzo daleki od bramki. Kolejny rzut rożny, wrzutka Marca, znów niecelne uderzenie. W 90. minucie na boisku pojawił się Jakub Arak.
25.04.2024, Katowice
GKS Katowice – Górnik Łęczna 0:0 (0:0)
GKS Katowice: Kudła – Wasielewski (75. Pietrzyk), Kuusk, Jędrych, Janiszewski, Rogala (64. Mak) – Błąd (90. Arak), Kozubal, Baranowicz (64. Shibata), Marzec – Bergier.
Górnik Łęczna: Gostomski – Bednarczyk, Klemenz, Cisse, Zbozień (83. Podliński) – Durmus, Deja, Łukasiak (74. Gąska), Żyra (60. Pawlik), Młyński (60. Starzyński) – Roginić (60. Warchoł).
Kartki: Wasielewski, Baranowicz – Roginić, Durmus.
Sędzia: Łukasz Karski (Słupsk).
Widzów: 2863.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


moj nik
26 kwietnia 2024 at 08:48
szanowny panie redaktorze….to byl bezbarwny pojedynek????? bardzo delikatnie pan to ujal…to byl obraz nedzy i rozpaczy to sa demony ktore …tfu wroc to jest robienie kibicow za ciu…li i traktowanie ludzi majacych pojecie o pilce jak idiotow… a wiec powidzmy sobie prawde w oczy w tym sezonie nasza Gieksa znow nie chce awansowac przeslanek moze byc wiele ja mysle ze glowna jest to ze stadion na pewno nie bedzie gotowy do wrzesnia ,,,to co pokazali pilkarze to dywersja i okazuje sie prawda ze grali tylko do dnia wyborow wlodarzy miasta ,teraz juz mozna spokojnie dalej krecic lody…mozna mowic ze wygralismy 6 meczow z rzedu ….pewnie byla euforia przede wszystkim byla gra i checi po szczesliwej wygranej z lechia w wyborcze popoludnie pilkarze stwierdzili oczywiscie do spolki z trenerem dekady ze juz na ten sezon wystarczy …oni swoje zrobili…podziwiam wszytskich ktorzy wczoraj wytrzymali na tym meczu zmarznietych optymistow przychodzacych w tak nieatrakcyjnym czasie na mecz i ogladanie takiego gowna mam wielki niedosyt i zal do siebie ze znow dalem sie omamic i poszedlem na stadion bedac naiwnym frajerem wierzacym ze to jest futbol…nie moi drodzy to nie futbol to w katowicach jest patologia od lat
Dzbanek
27 kwietnia 2024 at 19:12
Stracone 2 punkty,zdecydowanie.
Stara Gieksa wrocila.
Nie mozna awansowac bo w ex trzeba wymienic sklad a gks katowice to dobry pracodawca.
Robote trzeba sobie szanowac.