Siatkówka
Roszady kadrowe w PlusLidze na sezon 2017/18 [część 1]
Rozpoczęcie nowych rozgrywek w siatkarskiej ekstraklasie tuż, tuż… więc pora przyjrzeć się zmianom w kadrach poszczególnych drużyn. Na początek pierwsza ósemka z zeszłego sezonu.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
Największą stratą dla mistrzów Polski jest oczywiście odejście reprezentanta Polski, Dawida Konarskiego oraz Francuza Kevina Tillie. Nową gwiazdą PlusLigi ma być atakujący z Portoryko, Maurice Torres, który był jednym z wyróżniających się zawodników włoskiej Serie A. Naszą uwagę skupiła oczywiście „wymiana” na linii GKS-ZAKSA czyli Witczak za Falaschiego, na której to my wyszliśmy lepiej, ponieważ Marco jest obecnie kontuzjowany i kędzierzynianie zostali zmuszeni do zakontraktowania jeszcze jednego rozgrywającego. Czy transfery pokroju Bieńkowskiego, Jungiewicza, Zapłackiego czy Szymury są na miarę najlepszego zespołu w Polsce, oceńcie sami.
Przyszli: Krzysztof Bieńkowski (BBTS), Marco Falaschi (GKS), Sławomir Jungiewicz (TV Ingersoll Buehl – Niemcy), Maurice Torres (Ravenna – Włochy), Krzysztof Rejno (Będzin), Krzysztof Zapłacki (Krispol Września), Rafał Szymura (Częstochowa).
Odeszli: Grzegorz Pająk i Grzegorz Bociek (Warta Zawiercie), Dawid Konarski (Ziraat Bankasi – Turcja), Dominik Witczak (GKS), Patryk Czarnowski (Skra), Kevin Tillie (Beijing Volleyball – Chiny).
Skra Bełchatów
Spore przetasowania nastąpiły w Bełchatowie, ale trudno się dziwić, tam wciąż aspiracje sięgają mistrzostwa Polski. Strata takich graczy jak Uriarte, Kurek, Gładyr, Winiarski czy Szalpuk może być znacząca, aczkolwiek nabytki powinny zrekompensować te odejścia. Za rozegranie będzie odpowiedzialny reprezentant Polski Grzegorz Łomacz. Na przyjęciu zagra Milad Ebadipour czyli pierwszy Irańczyk w polskiej lidze. To oczywiście etatowy reprezentant swojego kraju, a w zeszłym roku otrzymał nagrodę dla najlepszego przyjmującego Klubowych Mistrzostw Azji. To gracz nieprzeciętny, pytanie jak odnajdzie się w innym kulturowo (dla niego) świecie?
Przyszli: Grzegorz Łomacz (Cuprum), Szymon Romać (Trefl), Aleksandar Nedeljković (Kosovska Mitrovica – Serbia), Patryk Czarnowski (ZAKSA), Milad Ebadipour (Sarmayeh Bank – Iran), Milan Katić (Łuczniczka), Wiktor Nowak, Sebastian Adamczyk, Hubert Węgrzyn, Antoni Piotrowski (rezerwy).
Odeszli: Nicolas Uriarte (Sada Cruzeiro – Brazylia), Bartosz Kurek (Ziraat Bankasi Ankara – Turcja), Mariusz Marcyniak (Warta Zawiercie), Jurij Gładyr (Fenerbahce Stambuł – Turcja), Michał Winiarski (koniec kariery), Artur Szalpuk (Trefl Gdańsk).
Jastrzębski Węgiel
W brązowym medaliście poprzedniego sezonu nastąpiły najmniejsze zmiany w całej lidze. Odeszli gracze będący tylko zmiennikami, a na przyjęciu wzmocniono się Argentyńczykiem, który jest bratem nowego zawodnika GieKSy – Gonzalo Quirogi. Pierwotnie w Jastrzębiu miał występować Kevin Tillie z ZAKSY, ale przyjmujący francuski… rozmyślił się otrzymując lukratywną ofertę przejścia do ligi chińskiej. Tak kosmetyczne zmiany w kadrze Jastrzębskiego na pewno będą działać na ich korzyść, bo odpada zgrywanie składu. Dojdą jednak mecze w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, a to może wpłynąć na dyspozycję w spotkaniach ligowych.
Przyszli: Dardan Lushtaku (Hylte/Halmstad Volley – Szwecja), Rodrigo Quiroga ( Al Nasr – ZEA).
Odeszli: Radosław Gil (Calcit Kamnik – Słowenia), Marcin Bachmatiuk (Aero Odolena Voda – Czechy), Scott Touzinsky (koniec kariery), Sebastian Schwarz (United Volleys Rheinman – Niemcy).
Asseco Resovia Rzeszów
W największym przegranym ostatniej kampanii, nastąpiły bardzo duże zmiany. Z wyjściowej „szóstki” ostał się praktycznie tylko Bartłomiej Lemański, który i tak nie grywał za często, teraz zapewne to się zmieni, bo został reprezentantem kraju. Na koniec jeszcze Perrin wystawił ich do wiatru, podobnie jak Tillie „uciekając” do Chin i stąd mocno niespodziewany transfer Łotysza w barwach… Finlandii, Elvissa Krastinsa. Czy nowi siatkarze są wstanie dać większą jakość tej drużynie, przekonamy się niebawem. Na początek muszą poradzić sobie ze zgraniem nowej ekipy.
Przyszli: Michał Kędzierski (Czarni Radom), Jakub Jarosz (El Jaish – Katar), Łukasz Perłowski i Dominik Depowski (Espadon), Elviss Krastins (TopVolley Callant Antwerpia – Belgia), Aleksander Śliwka (AZS Olsztyn), Paweł Rusek (Cuprum), Marcin Cebula, Maciej Jakubek, Mikołaj Olejnik, Dominik Paszek (rezerwy).
Odeszli: Fabian Drzyzga (Olympiakos Pireus – Grecja), Gavin Schmitt (Torray Arrows – Japonia), Piotr Nowakowski (Trefl Gdańsk), Marko Ivović (Funvic Taubate – Brazylia), Frederic Winters (szuka klubu), John Gordon Perrin (Beijing Volleyball – Chiny), Thomas Jaeschke (Calzedonia Werona – Włochy), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa).
Indykpol AZS Olsztyn
Po dobrym zeszłorocznym wyniku w drużynie olsztyńskiej niema wielu zmian, aczkolwiek została całkowicie przebudowana pozycja „przyjmującego”. Po odejściu Włodarczyka oraz Śliwki ściągnięto Holendra Andringę, Belga Rousseaux oraz Kanadyjczyka Scheerhoorna. Na papierze zmiany wydają się na plus, ale wszystko zweryfikują mecze na parkietach PlusLigowych. AZS na pewno będzie groźnym zespołem dla każdego, nawet dla medalistów poprzedniego sezonu.
Przyszli: Mateusz Kańczok (MOS Wola Warszawa), Robbert Andringa (Stade Poitiers – Francja), Tomas Rousseaux (VfB Friedrichshafen – Niemcy), Blake Scheerhoorn (Trinity Western – Kanada), Rafał Maluchnik, Kamil Leliwa, Dawid Sokołowski (rezerwy).
Odeszli: Hidde Boswinkel (Bruno Bolzano – Włochy), Aleksander Śliwka (Resovia), Ezequiel Palacios (Ciudad Voley – Argentyna), Wojciech Włodarczyk (ONICO Warszawa).
Cuprum Lubin
W Lubinie nastąpiła zmiana na newralgicznej pozycji, tj, rozgrywającego. Czy wiekowy już troszkę Michal Masny będzie wstanie zastąpić reprezentanta Polski, Grzegorza Łomacza? Nie będzie to proste. Drużynę wzmocnił doświadczony Serb, Milos Terzić. Również na przyjęciu będzie grał dobrze znany naszym kibicom, Filip Biegun, który grywał w GKS-ie Katowice w rozgrywkach pierwszoligowych (2015/16). Podstawowy trzon składu został w Cuprum utrzymany, więc zapewne liczą w Lubinie na powtórzenie wyniku z poprzedniej kampanii.
Przyszli: Michal Masny (Trefl Gdańsk), Adrian Patucha (Dukla Liberec – Czechy), Filip Biegun (Barkom Kazhany Lwów – Ukraina), Milos Terzić (Nice Volley-Ball – Francja), Przemysław Smoliński (ONICO Warszawa), Bartosz Makoś (Jastrzębski Węgiel – rezerwy).
Odeszli: Grzegorz Łomacz (Skra), Mateusz Malinowski (Espadon), Marcus Boehme (Olympiakos Pireus – Grecja), Rafael Koumentakis (UGS Nantes-Reze – Francja), Igor Grobelny (Alpen Volleys Innsbruck – Austria), Paweł Rusek (Resovia).
Trefl Gdańsk
Drużyna z Gdańska dokonała solidnych wzmocnień w osobach Kanadyjczyków Sandersa i Guntera oraz Amerykanina McDonnella, do tego doszli reprezentanci Polski Nowakowski oraz Szalpuk i… straciła największego sponsora, firmę LOTOS. Przez chwilę wydawało się, że drużyna przestanie istnieć, a teraz aby ratować klubowe finanse ogłoszono akcję crowdfundingową „DoLEWamy do pełna” i pytanie na ile pozwoli to załatać dziurę w budżecie klubu? Czy w takich warunkach zechcą grać w Gdańsku obcokrajowcy oraz Mateusz Mika? Zbyt dużo niewiadomych przed startem ligi.
Przyszli: Michał Kozłowski (Espadon), Tyler James Sanders (Arkas Izmir – Turcja), Bradley Gunter (Bigbank Tartu – Estonia), Daniel McDonnell (Chaumont – Francja), Piotr Nowakowski (Resovia), Artur Szalpuk (Skra), Maciej Olenderek (ONICO Warszawa), Jan Tomczak (rezerwy).
Odeszli: Przemysław Stępień (Dafi Społem Kielce), Michal Masny (Cuprum), Szymon Romać (Skra), Bartosz Gawryszewski (Espadon), Dmytro Paszycki (Kuzbass Kemerowo – Rosja), Miłosz Hebda (Castellana Grotte – Włochy), Bartosz Pietruczuk (Alpen Volleys Innsbruck – Austria), Piotr Gacek (koniec kariery).
Cerrad Czarni Radom
Sporo zmian nastąpiło w klubie z Radomia, wymiana aż ośmiu siatkarzy jest prawdziwą rewolucją. Z podstawowego składu z zeszłego sezonu zostali praktycznie tylko Wojciech Żaliński oraz Tomasz Fornal. Najlepszych zawodników ma zastąpić sama młodzież wsparta Słoweńcem Vinciciem oraz Ukraińcem Teremienko. Co z tego wyniknie, ciężko wyrokować, ale trudno może być radomianom utrzymać pozycję w górnej połówce tabeli.
Przyszli: Kamil Droszyński (Lindemans Aalst – Belgia), Dejan Vincić (Halbank Ankara – Turcja), Michał Filip (ONICO Warszawa), Norbert Huber i Jakub Rybicki (SMS Spała), Dmytro Teremienko (Biełogorie Biełgorod – Rosja), Kamil Kwasowski (BBTS), Kacper Wasilewski (rezerwy).
Odeszli: Michał Kędzierski (Resovia), Kacper Gonciarz (Ślepsk Suwałki), Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen – Niemcy), David Smith (Warta Zawiercie), Emanuel Kohut (GKS), Łukasz Wiese (Posojilnica Aich/Dob – Austria), Jakub Urbanowicz (KPS Siedlce), Piotr Filipowicz (szuka klubu).
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze