Dołącz do nas

Piłka nożna

Rywal pod lupą: Maciej Górski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W tym tygodniu bierzemy pod lupę doświadczonego napastnika z przeszłością Ekstraklasową, a zarazem jeden z najnowszych nabytków naszego najbliższego rywala, czyli Macieja Górskiego. W jego piłkarskim CV znajdziemy między innymi takie kluby jak: Korona Kielce, Arka Gdynia, Jagiellonia Białystok czy Legia Warszawa.

Mizerne początki

Maciej Górski swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał Mazowszu Miętne, KS Piaseczno, Agrykoli Warszawa i Amice Wronki. Z tego ostatniego klubu w 2008 roku trafił do Legii Warszawa, gdzie otrzymał możliwość zaprezentowania swoich umiejętności w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy. Przez półtora roku gry w bezpośrednim zapleczu pierwszej drużyny rozegrał 41 spotkań, w których zdobył 14 bramek. Solidne występy w „Młodej Legii” nie umknęły uwadze sztabowi szkoleniowemu i w końcówce sezonu 2009/10 otrzymał on szansę debiutu w Ekstraklasie. Premierowy występ Górskiego na najwyższym szczeblu rozgrywkowym przypadł na mecz 25. kolejki, w którym „Wojskowi” mierzyli się przy Łazienkowskiej z Piastem Gliwice. W 72. minucie przy trzy bramkowym prowadzeniu Legii zmienił on na placu gry doświadczonego snajpera Marcina Mięciela. Do końca rozgrywek wystąpił jeszcze w meczu z GKS-em Bełchatów.

Mając nikłe szanse na wywalczenie sobie stałego miejsca w kadrze pierwszego zespołu Legii, został wypożyczony do pierwszoligowego GKP Gorzów Wielkopolski. Tam większej furory jednak nie zrobił i zakończył pobyt z zaledwie dwoma bramkami na koncie.

Górski w trakcie swojego pierwszego sezonu na zapleczu Ekstraklasy w jednym z wywiadów porównał te rozgrywki do Ekstraklasy i Młodej Ekstraklasy i dość mocno narzekał na jej fizyczność:

”Na pewno rozgrywki są bardzo siłowe. To da się odczuć na pierwszy rzut oka. Każdy tutaj jest silniejszy i idzie na całość. Gdyby porównać do rozgrywek Ekstraklasy, gdzie sporadycznie występowałem to tutaj gra się ciężej. Gra jest bardziej szarpana, nie jest ułożona, jest bardzo dużo walki. Ciężko się do tego zaadoptować”

Jakby potwierdzeniem tych słów są kolejne 3 sezony w wykonaniu Górskiego. Po powrocie do Legii owszem zdobywał gole, ale tylko i wyłącznie na boiskach Młodej Ekstraklasy, a jego występy w pierwszej drużynie sprowadziły się zaledwie do dwóch meczów. Jego wygasającego kontraktu z klubem z Warszawy oczywiście nie zdecydowano się przedłużyć i napastnik musiał ponownie szukać szczęścia w I lidze. Mimo drugiego podejścia na tym szczeblu rozgrywkowym – adaptacja Górskiego do tej „fizycznej” ligi zakończyła się kolejnym niepowodzeniem. Najpierw odbił się od Arki Gdynia, a później od Sandecji Nowy Sącz. Przez dwa sezony zdobył tylko 2 bramki (!) w 44 ligowych spotkaniach.

Poważne wątpliwości i eksplozja formy

24-letni napastnik dość brutalnie zweryfikowany przez seniorską piłkę zaczął się poważnie  zastanawiać czy aby jest dalszy sens kontynuowania sportowej kariery.

„To był krytyczny moment. Myślałem: Człowieku, masz już 24 lata i niczego nie osiągnąłeś. Musisz podjąć decyzję, czy w ogóle powinieneś grać dalej w piłkę”.

Górski wraz z narzeczoną bardzo poważnie rozważał wyjazd do pracy za granicę, ale pojawiła się oferta zatrudnienia z drugoligowego Znicza Pruszków, gdzie pracował wtedy jego były trener z drużyn młodzieżowych Legii – Dariusz Banasik. W zespole z Mazowsza stał się z miejsca fundamentalną postacią i strzelał bramki jak na zawołanie, czym mocno odpłacił za dany mu kredyt zaufania. W sumie zdobył 15 goli w lidze i dołożył kolejne 4 w rozgrywkach Pucharu Polski.

.
Świetna dyspozycja zaowocowała zainteresowaniem ze strony pierwszoligowego Chrobrego Głogów. Górski otrzymał więc od losu następną szansę na przełamanie się na boiskach zaplecza Ekstraklasy, która w przeszłości tak brutalnie go zweryfikowała.

Maciej Górski napędzony bardzo dobrym sezonem w drugiej lidze nie zamierzał się zatrzymywać również szczebel wyżej i wziął pierwszą ligę szturmem. Rozgrywki ligowe 2015/16 zakończył z 15 trafieniami na koncie, co dało mu drugą pozycję w tabeli strzelców na koniec sezonu. Do korony króla strzelców zabrakło mu tylko jednej bramki, bo właśnie tyle tracił na finiszu rozgrywek do napastnika Zawiszy – Szymona Lewickiego.

Za słaby na Ekstraklasę

Górskim zaczęły się interesować kluby z Ekstraklasy, co dwa lata wcześniej wydawało się praktycznie nierealne. 26-latek otrzymał propozycję z Wisły Płock i Jagiellonii Białystok. Zdecydował się na wybranie tej drugiej opcji, na co ogromny wpływ miał osoba Michała Probierza, który bardzo chciał go widzieć w swoim zespole.

Górski jednak rozczarował i po zaledwie jednej rundzie w Białymstoku został wypożyczony do Korony Kielce, gdzie także furory nie zrobił. Bilans pierwszego pełnego sezonu w Ekstraklasie w wykonaniu Macieja Górskiego to 21 meczów i 2 bramki. Kolejne słabiutkie półrocze na wypożyczeniu w Koronie (15 meczów, 2 gole) poskutkowało powrotem do Białegostoku, gdzie oddelegowano go do następnego klubu na pół roku. Tym razem nie był to już klub z Ekstraklasy, a odbudowywać formę przyszło mu w pierwszoligowej Chojniczance. Niestety nic z tego nie wyszło. Tam zdobył można by rzec swoje „standardowe” dwie bramki i stało się jasne, że w Białymstoku nie ma już czego szukać.

Hejt kibiców Korony

Jego kontrakt z Jagiellonią został rozwiązany za porozumieniem stron, a ku zaskoczeniu wszystkich na jego angaż ponownie zdecydowała się Korona Kielce, gdzie kompletnie się przecież nie sprawdził. Przeciwko ponownemu zatrudnieniu Górskiego byli kibice „złocisto-krwistych”, którzy niejednokrotnie z trybun dawali mu o tym znać.

„Nie jest miło, gdy na trybunach naszego stadionu jest moja rodzina, moja żona, a niektórzy nasi kibice, lekko podchmieleni, w koszulce Korony, krzyczą bezpośrednio w moim kierunku: „Wyp…”.

Jednak fani zespołu z Kielc nie pomylili się praktycznie wcale w ocenie powrotu Górskiego do ich klubu. Napastnik znów notował mizerne liczby (15 meczów 2 gole) i po roku pożegnał się z Koroną.

Ostatni sezon zawodnik spędził w pierwszoligowym Radomiaku, z którym do samego końca walczył o awans do Ekstraklasy. Sam zawodnik nie może zaliczyć jednak tego sezonu do udanych, bo w 30 spotkaniach znów zdobył tylko i wyłącznie 2 gole.

7 września podpisał 2-letni kontrakt z Pogonią Siedlce.

Mecze przeciwko GieKSie

Maciej Górski w przeszłości rywalizował z GKS-em ośmiokrotnie i raczej nie może zaliczyć tych występów do udanych. Udało mu się wygrać zaledwie raz i ani razu nie znalazł drogi do bramki GieKSy, mimo iż w większości spotkań wychodził w pierwszej „jedenastce” swoich ówczesnych drużyn.

Wszystkie spotkania:

2010/11
GKS Katowice – GKP Gorzów Wielkopolski 4:2 (zagrał 1 minutę)
GKP Gorzów Wielkopolski- GKS Katowice 3:3 (zagrał 90 minut)
2012/13
Arka Gdynia – GKS Katowice 1:2 (zagrał 45 minut)
GKS Katowice – Sandecja Nowy Sącz 0:0 (zagrał 4 minuty)
2013/14
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (zagrał 74 minuty)
2015/16
Chrobry Głogów – GKS Katowice 0:0 (zagrał 90 minut)
GKS Katowice – Chrobry Głogów 0:0 (zagrał 90 minut)
2017/18
Chojniczanka Chojnice – GKS Katowice 0:2 (zagrał 90 minut)

Bilans: 1 zwycięstwo, 4 remisy, 3 porażki (rozegrane 480 minut)

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Sarat

    26 września 2020 at 04:00

    Ja tam widze inny bilans, 2 zwycięstwa, 2 porażki.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga