Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Sensacja w Pruszkowie. Znicz lepszy od GKS Katowice – media o meczu Znicz Pruszków-GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu II ligi Znicz Pruszków – GKS Katowice. GieKSa przegrała w Pruszkowie 0:1 (0:1).

 

sport.tvp.pl – 2. liga. Sensacja w Pruszkowie. Znicz lepszy od GKS Katowice

Znicz Pruszków wygrał z GKS Katowice 1:0 (1:0) w meczu 26. kolejki 2. ligi. Dzięki trafieniu Macieja Firleja gospodarze pokonali lidera rozgrywek.

[…] Dzięki sensacyjnej wygranej Znicz awansował na czternaste miejsce w tabeli 2. ligi. GKS, pomimo porażki, pozostał na pierwszej lokacie. Górnik Polkowice, już w tej kolejce, będzie mógł jednak wskoczyć na fotel lidera.

dziennikzachodni.pl – Lider II ligi zatrzymany w Pruszkowie

W czwartek 8.04.2021 r. w meczu 26. kolejki eWinner II ligi GKS Katowice grał w Pruszkowie ze Zniczem. GieKSa jest liderem tabeli i zmierza do Fortuna. 1 Ligi, ale zaliczyła potknięcie w Pruszkowie.

 

zniczpruszkow.com.pl – Pokonujemy lidera ligi! Znicz 1:0 GKS Katowice

Walka, siła, odpowiednia taktyka i wiara w siebie samych czyli recepta na pokonanie lidera ligi. Dzisiejszy wieczór w Pruszkowie otworzył 26. kolejkę eWinner 2 Liga. Jak mawiali sceptycy: przeciętny zespół z Pruszkowa będzie musiał się namęczyć, by pokonać lidera. Cóż.. o tym jak grał lider mogli przekonać się wszyscy przed telewizorami.

W dzisiejszym meczu gospodarze zdecydowanie przeważali od pierwszego gwizdka Ewy Augustyn. Byli szybsi, wykorzystywali sytuacje, przerywali akcje przeciwników i oddali więcej strzałów na bramkę. Gola dla żółto-czerwonych w 45′ zdobył Maciej Firlej, który po ostatniej kolejce znalazł się w „11” Tygodnika Piłka Nożna. Po przerwie Znicz nie spoczął na laurach i nie dał się sprowokować drużynie Arkadiusza Jędrycha, wychowanka Znicza grającego dziś w katowickich barwach. Kilka prób zdobycia punktów skutecznie przerywał Piotr Misztal, który w dzisiejszym meczu nie puścił żadnej bramki i bardzo dobrze pomagał zawodnikom z pola, co nie umknęło uwadze komentatorom podczas transmisji w TVP Sport. Znicz mógł zdecydowanie wyżej wygrać, niestety poza dobrymi sytuacjami było też kilka niewykorzystanych, w tym pojedynek sam na sam z bramkarzem Gieksy.

 

sportslaski.pl – Wyjazdowa passa „GieKSy” przerwana. Osłabiony lider bez patentu na Znicz

Z pewnością nie takiego przebiegu rywalizacji w Pruszkowie spodziewali się zawodnicy katowickiej „GieKSy”. Lider drugoligowej tabeli poległ bowiem z walczącym o utrzymanie Zniczem 0:1, a jedyna bramka padła na samym końcu pierwszej części gry. Tym samym podopieczni Rafała Góraka ponieśli pierwszą wyjazdową porażkę od 24 października i mogą po tej serii gier stracić pozycję lidera.

[…] Podopieczni Rafała Góraka musieli mieć jednak z tyłu głowy fakt, że choć oba zespoły przez bezpośrednią rywalizacją dzieliło aż 14 pozycji i 30 punktów, Znicz w ostatnim czasie bywał dla GKS-u dość niewygodnym rywalem.

Dość powiedzieć, że w trzech ostatnich starciach wspomnianych drużyn w 2. Lidze, katowiczanie byli w stanie wywalczyć tylko jedno oczko.

[…] Klub poinformował bowiem w oficjalnym oświadczeniu, że u dwóch zawodników pierwszego zespołu potwierdzono obecność wirusa SARS CoV-2, a zgodnie z zaleceniami Zespołu Medycznego PZPN, od niedzieli zostali oni odizolowani od drużyny. Jak pokazał wyjściowy skład na dzisiejsze spotkanie w Pruszkowie, owymi pechowcami zostali dotychczasowi pewniacy w talii trenera Góraka – lewy obrońca Grzegorz Rogala oraz skrzydłowy Szymon Kiebzak.

Zmiany w jedenastce „żółto-zielono-czarnych” były zatem konieczne, a od pierwszej minuty szkoleniowiec lidera postawił m.in. na Daniana Pavlasa czy też na „rezerwowe” trio, które miało mniejszy bądź większy udział w zdobyciu jedynej bramki przeciwko Olimpii Grudziądz. W Pruszkowie ofensywnie usposobionemu GKS-owi szło jednak jak po grudzie. W poczynaniach gości brakowało bowiem odpowiedniej płynności, przyspieszenia czy po prostu pomysłu, by przełamać bardzo dobrze dysponowaną obronę przeciwnika. Potwierdza to choćby statystyka oddanych strzałów, bowiem do przerwy zespół ze Śląska oddał zaledwie jeden strzał w kierunku bramki Piotra Misztala.

Jakby katowiczanie mieli mało problemów, powiązanych choćby z dość powolnym rozegraniem piłki czy początkową nieumiejętnością kreowania okazji bramkowych, zakończyli oni pierwszą połowę w najgorszy możliwy sposób. W ostatniej akcji przed zmianą stron na listę strzelców wpisał się Maciej Firlej, który po przyjęciu futbolówki obrócił się z nią i pokonał golkipera mierzonym strzałem. Jak się okazało, więcej goli w czwartkowym pojedynku już nie wpadło. Gościom w ewentualnej zmianie wyniku nie pomogła mocniejsza końcówka i zepchnięcie rywala do defensywy, czy też dokonanie po godzinie gry aż czterech roszad w jedenastce.

– Mecz wyglądał jak wyglądał i być może dopiero w ostatnich 20 minutach prezentowaliśmy się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Nie ustrzegliśmy się jednak błędów i na pewno czeka nas dość mocna analiza tego wszystkiego. Musimy jak najlepiej przygotować się do kolejnego spotkania – zapowiedział rozgoryczony po ostatnim gwizdku trener Rafał Górak.

Tym samym „GieKSa” przerwała swoją serię sześciu wyjazdowych zwycięstw (pierwsza porażka na obcym stadionie od 24 października) i ponownie dała się zaskoczyć niżej notowanemu rywalowi z Mazowsza. Co jednak równie istotne, podopieczni trenera Góraka mogą po tej serii gier stracić nawet pozycję lidera, choć w tym przypadku wszystko zależy od wyniku sobotniego spotkania Górnika Polkowice z Pogonią Siedlce.

 

sportdziennik.com – GKS Katowice potknął się w Pruszkowie

Koniec rekordowej wyjazdowej serii GieKSy, która zawitała do Pruszkowa osłabiona, zagrała kiepsko i już w weekend może stracić fotel lidera II-ligowej tabeli na rzecz Górnika Polkowice.

Na cyfrze sześć zatrzymał się licznik wyjazdowych zwycięstw GKS-u, który od dnia porażki w Częstochowie – 24 października – w delegacji wyłącznie wygrywał. Wrocław, Suwałki, Bytów, Rzeszów, Wronki, Siedlce… Zgarnięcie pełnej puli w tych miejscowościach oznaczało wyśrubowanie rekordowej serii w historii występów katowiczan na szczeblu centralnym. Jej kres nastał wczoraj w Pruszkowie.

Od chwili spadku do II ligi GieKSie nie wiedzie się w konfrontacjach ze Zniczem. Jesienią przy Bukowej była w stanie zremisować, pozostałe trzy spotkania z tym rywalem przegrała.

Drużyna Rafała Góraka zawitała na Mazowsze osłabiona. Do autokaru nie wsiedli Grzegorz Rogala i Szymon Kiebzak. Dwaj podstawowi zawodnicy otrzymali pozytywny wynik testu na koronawirusa i zostali odizolowani od zespołu podczas przygotowań do tego meczu. Na ławce rezerwowych zaczął tym razem lider ofensywy Adrian Błąd. I takiego lidera GieKSie w Pruszkowie brakowało.

Widoczny był Dominik Kościelniak, robił na skrzydle sporo szumu, ale bez efektów, zaś Rafał Figiel nadal daleki jest od dyspozycji, jakiej oczekiwałoby się po kimś, kogo zakontraktowanie określono mianem transferowego hitu. Starał się prowadzić grę, ale poza kilkoma niezłymi dośrodkowaniami ze stałych fragmentów oraz minimalnie niecelnym (górna siatka) uderzeniem z rzutu wolnego w końcówce, niewiele pozytywnego można o Figlu napisać.

Uczciwie trzeba jednak zauważyć, że powinien zakończyć występ z asystą. W I połowie sprytnie, krótko, zagrał z wolnego do Filipa Kozłowskiego, ale ten uderzył w dobrze ustawionego bramkarza, a nie pomogła mu też murawa, której stan generalnie pozostawiał nieco do życzenia.

Trener Górak jeszcze przed upływem godziny dokonał… poczwórnej zmiany, posyłając w bój Błąda, a także Bartosza Jaroszka, Arkadiusza Woźniaka i Piotra Kurbiela. Gra GieKSy trochę drgnęła, dwaj ostatni mieli okazje na wyrównanie, ale to było za mało, by zdobyć choćby punkt. Przewaga nad grupą pościgową z miejsc 3-5 wciąż jest bezpieczna, ale już w weekend katowiczanie mogą stracić na rzecz Górnika Polkowice fotel lidera tabeli.

– GKS Katowice oczekuje od siebie dużo więcej. Niestety, nie udało się nawet zremisować w Pruszkowie. Z czego to wynikało? Najprawdopodobniej ze słabej gry. Mamy na tyle wyrównaną kadrę, że trener przyzwyczaił już do wpuszczania w jednym momencie 3-4 zawodników, ale tym razem nie udało się pomóc drużynie, nad czym mocno ubolewam – komentował rezerwowy pomocnik Bartosz Jaroszek.

Jedyny gol padł tuż przed przerwą – dosłownie do szatni. Lukasz Hrnciar dośrodkował z prawego skrzydła, piłkę zgrał Owe Bonyanga, a Maciej Firlej z dużym spokojem przygotował sobie pozycję do strzału, przymierzył między nogami Michała Kołodziejskiego w „długi” róg, nie dając szans Bartoszowi Mrozkowi. Znicz miał swoje atuty z przodu, a przede wszystkim cierpliwie się bronił. O ile na poprzednim wyjeździe, do Siedlec, katowiczanom pomógł bramkarz Pogoni Rafał Misztal, o tyle wczoraj jego młodszy brat Piotr spisywał się w pruszkowskiej „świątyni” bez żadnego zarzutu.

– Dopisujemy kolejne 3 punkty, starając się wyjść z dołka i spokojnie walcząc o utrzymanie. Czuliśmy na boisku, że gdy staliśmy blisko siebie i podchodziliśmy do wysokiego pressingu, to GKS nie zagrażał nam, nie stwarzał sytuacji. Wypełniliśmy nasz plan na ten mecz – mówił Maciej Firlej, napastnik Znicza. Słowo pochwały należy się też pani sędzi. Ewa Augustyn z Gdańska, czyli arbiter międzynarodowy, prowadziła zawody bardzo stanowczo i konsekwentnie, dzięki czemu obyło się bez kontrowersji i negatywnych emocji.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga