Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Olsztynie
Było bardzo blisko przełamania GieKSy w meczu z AZS-em, ale niestety nie udało się tego dokonać. Media elektroniczne wreszcie mogły napisać coś pozytywnego o grze naszego GKS-u…
katowickisport.pl – Za wczesna radość siatkarzy GieKSy
Drużyna z Katowic zaprezentowała w Olsztynie dwa oblicza. W pierwszym i trzecim secie spisała się fatalnie. Błędy i nieporozumienia graczy GieKSy napędzały grę gospodarzy. Inaczej wyglądały druga i czwarta odsłona. W nich zespół trenera Piotra Gruszki pokazał, że ciężkie treningi powoli zaczynają przynosić efekty. Świetna postawa Dominika Witczaka, który wystąpił od początku w miejsce Karola Butryna oraz Gonzalo Quirogi na skrzydłach, a także Emanuela Kohuta i Tomasza Kalembki na środku, a później także Pawła Pietraszki sprawiły, że GKS doprowadził do tie-breaka.
Decydująca partia rozpoczęła się pomyślnie dla gospodarzy. Już po chwili GKS przegrywał 0:3 na co Gruszka zareagował wzięciem przerwy. Zabieg poskutkował (6:6). Od tego momentu na parkiecie trwała wymiana ciosów. Oba zespoły miały piłki meczowe, a po autowym ataku Jana Hadravy GKS cieszył się nawet ze zwycięstwa. Wideoweryfikacja wykazała dotknięcie bloku. Chwilę później Indykpol AZS skończył dwa ataki i to on zainkasował dwa punkty.
– Jestem wkurzony, bo powinniśmy wygrać. Zabrakło naprawdę niewiele, więc niedosyt jest jeszcze większy. Może za kilka dni będę potrafił docenić ten punkt, ale na tę chwilę jestem rozczarowany. Oczywiście, to pewien impuls przed styczniowymi meczami, bo ten mecz pokazał, że idziemy w dobrym kierunku – ocenił Piotr Gruszka. (…)
siatka.org – PL: Ogromne emocje w Olsztynie i wygrana gospodarzy
Ogromną dawkę emocji i blisko dwie i pół godziny walki zafundowały kibicom w hali Urania siatkarze Indykpolu AZS-u Olsztyn i GKS-u Katowice. Ostatecznie po granym na przewagi tie-breaku lepsi okazali się podopieczni Roberto Santillego, wśród których prym wiedli Jan Hadrava i Jakub Kochanowski. Pierwszy z nich zdobył 26 punktów, drugi 19, w tym 6 blokiem. Katowiczanom tym samym nie udało się przerwać pasma porażek, bowiem było to siódme przegrane spotkanie z rzędu, ale tym razem podopieczni Piotra Gruszki jednak skromnie powiększyli swój dorobek punktowy. (…) Drugą partię atakiem otworzył Gonzalo Quiroga, ale szybko w podobny sposób odpowiedział Jan Hadrava, a po chwili blokiem popisał się Kochanowski. Dobra gra w ataku i bloku Emanuela Kohuta pozwoliła przyjezdnym wyjść na trzypunktowe prowadzenie (5:2). O czas w tej sytuacji poprosił trener Santilli, który poskutkował. Jego podopieczni za sprawą ataków Hadravy i Scheerhoorna wyrównali na 7:7. Po ataku Dominika Witczaka i błędzie ataku Kochanowskiego GKS znów odskoczył, na 12:9. W kolejnej akcji młody środkowy zaatakował już jednak skutecznie, a jego kolejne zbicie, a także i blok pozwoliły zmniejszyć straty do jednego punktu. Na 14:14 wyrównał Jan Hadrava, ale wkrótce katowiczanie znów przeważali dwoma oczkami po błędzie gospodarzy. Kiedy w ataku pomylił się Andringa, było już 20:17 dla gości i o drugi czas poprosił trener Santilli, po którym udanie atakował Jakub Kochanowski. Cały czas prowadzili jednak podopieczni Piotra Gruszki, kiedy udanie atakował Witczak, a asy serwisowe dołożył Quiroga, tablica pokazała wynik 24:18. Seta zakończył atak Kapelusa. (…)
siatka.org – Marcin Komenda: Zapominamy wtedy o wszystkich problemach
Marcin Komenda: – Jak co roku Święta spędzę w domu rodzinnym w Krakowie. Zamierzam jak najwięcej czasu poświęcić bliskim, gdyż przez większą część roku nie mam takiej możliwości. Na pewno dużo czasu przeznaczę na odpoczynek, szczególnie mentalny, Święta są przecież do tego idealnym czasem. Jak Boże Narodzenie wygląda w twoim rodzinnym domu? Kto ubiera choinkę, przygotowuje świąteczne potrawy? – Boże Narodzenie spędzamy w rodzinnym gronie, rozmawiając i wspominając różne ciekawe momenty z poprzedniego roku. Jest to świetny czas. Za przygotowanie potraw odpowiedzialna jest płeć żeńska naszej rodziny, bo nie ma co ukrywać, że zna się ona na tym jak mało kto. Natomiast mężczyźni pomagają w innych czynnościach, w których ryzyko pomyłki jest dużo mniejsze. Myślę, że podział jest sprawiedliwy i bardzo rozsądny. Co najbardziej lubisz w Bożym Narodzeniu, co sprawia, że to wyjątkowy, magiczny czas? – Przede wszystkim cenię w czasie Świąt to, że wszyscy jesteśmy blisko siebie. Spotykamy się, jest bardzo ciepła i miła atmosfera. Zapominamy wtedy o wszystkich problemach i cieszymy się chwilą. Myślę też, że jestem dużym szczęściarzem, bo mam naprawdę świetną rodzinę, w której wszyscy chcą dla drugiej osoby jak najlepiej. Jestem przekonany, że wszystkie życzenia składane w czasie Świąt wychodzą prosto z serca. Która z wigilijnych potraw jest twoją najmniej, a która najbardziej ulubioną? – Szczerze mówiąc, lubię wszystkie potrawy, nie mam najbardziej ani najmniej ulubionej. U nas w rodzinie panuje też tradycja, że każdy uczestnik Wigilii musi spróbować każdej potrawy. Dla niektórych jest to trudne do wykonania, ale zawsze koniec końców jest to spełnione. Czy któreś Święta zapamiętałeś jakoś szczególnie? Dlaczego? – Dla mnie każde Święta z osobna są szczególne i mają w sobie coś wyjątkowego. Patrząc z perspektywy czasu, nie pamiętam, żeby Święta nie przebiegały w miłej i rodzinnej atmosferze. Kończący się rok to czas na przemyślenia. Jaki był dla ciebie 2017 rok? – Wydaje mi się, że ten rok był dla mnie udany, choć było też sporo sytuacji, z których nie jestem zadowolony. Patrząc na sferę sportową, ten rok dał mi dużo momentów, z których mogę wyciągnąć odpowiednie wnioski, które w przyszłości zaprocentują. Pod względem mentalnym też dostałem dużo porad, które staram się realizować. Prywatnie, tak jak wspomniałem wcześniej, jestem bardzo szczęśliwy, gdyż mam rewelacyjną rodzinę, a także wspaniałą dziewczynę. Czego życzysz kibicom w tym wyjątkowym czasie? – Kibicom życzę dużo radości, zdrowia, ale przede wszystkim domowej i rodzinnej atmosfery, która pozytywnie nastroi wszystkich na ten Nowy Rok.
sportowefakty.wp.pl –Indykpol AZS – GKS: przedświąteczny thriller. Olsztynianie wyszarpali wygraną
(…) Początek konfrontacji był wyrównany, a jako pierwsi inicjatywę przejęli gospodarze. Przy serii trudnych zagrywek Jakuba Kochanowskiego AZS odskoczył na trzy punkty (11:8). Ślązacy mieli kłopoty ze skończeniem akcji, a momentami również z przyjęciem. Prowadzenie olsztynian wzrosło do sześciu „oczek”, co przy spokojnej grze pozwoliło im na pewną wygraną. Porażka dodatkowo zmobilizowała podopiecznych Piotra Gruszki; po dwóch blokach i skutecznym ataku Emanuela Kohuta prowadzili 5:2. Akademicy nie umieli utrzymać równej gry, więc po doprowadzeniu do remisu ich straty znów rosły. Ponadto popełnili proste błędy, co tylko napędzało prowadzenie GieKSy. W samej końcówce nie zawiódł Rodrigo Quiroga, jego dwa asy dały wynik 18:24. Gospodarze już się nie podnieśli. Dziesięciominutowa przerwa wybiła z rytmu Ślązaków. Choć początkowo gra była wyrównana, to Indykpol AZS odskoczył przy trudnej zagrywce Robberta Andringi (11:6). Olsztynianie zdominowali tę odsłonę, mimo że nie rozbili przeciwnika, to triumfowali bardzo pewnie, dzięki czemu prowadzili 2:1. Początek czwartego seta znów był bardzo wyrównany, grę GieKSy napędzał Dominik Witczak. Ślązakom udało się przełamać rywali, którzy popełniali sporo błędów (16:21). Dwa skuteczne ataki Tomasa Rousseaux doprowadziły do stanu 21:22. Końcówka rozgrzała kibiców, a o tie-breaku przesądził atak Kohuta. Świetny start AZS-u w tie-breaku był głównie dziełem Kochanowskiego (5:1). Po takim otwarciu Ślązacy podnieśli się bardzo szybko, po punkcie Kohuta prowadzili 7:6! Po emocjonującej walce na przewagi triumfowali gospodarze, zwycięstwo dały dwa ataki zmiennika, Adriana Buchowskiego. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Indykpol AZS Olsztyn mocniejszy od katowiczan
Gracze z Olsztyna podejmowali dzisiaj GKS Katowice. Spotkanie zakończyło się dopiero po wyrównanych pięciu setach, w których obydwa zespoły miały swoje okazje do zakończenia meczu. Ostatecznie mocniejsza była ekipa Indykpolu AZS-u Olsztyn, która dopisała do swojego konta dwa cenne punkty. (…) Czwartą partię od dwupunktowego prowadzenia rozpoczęli olsztynianie (2:0), lecz chwilę później po skutecznym ataku Pawła Pietraszko o „oczko” lepsi byli goście (3:2). Po ataku Emanuela Kohuta po raz kolejny na tablicy wyników był remis (7:7). Gra w czwartym secie również była wyrównana, w drużynie z Olsztyna punktował Jakub Kochanowski, natomiast w drużynie z Katowic Dominik Witczak (11:11). Atak olsztynian został zatrzymany przez blok Emanuela Kohuta (15:13), kolejne punkty zdobywał Dominik Witczak powiększając przewagę katowiczan (17:14). Tomas Rousseaux zatrzymał blokiem atak Dominika Witczaka (18:21), kilka chwil później Tomas Rousseaux zdobył punkty w ataku co pozwoliło na odrobienie części start (21:22). Mimo prób olsztynian odrobienia start, to drużyna z Katowic wygrała czwartego seta, doprowadzając do tie-breaka (25:23). (…)
indykpolazs.pl – Świąteczny tie-break dla Indykpolu AZS!
Świąteczne granie w Hali Urania zakończyło się pięciosetową batalią, w której lepsi okazali się siatkarze Indykpolu AZS, pokonując GKS Katowice 3:2. Statuetka MVP powędrowała do Jana Hadravy! (…) Tie-break rozpoczęli lepiej gospodarze, którzy po atakach i blokach Kochanowskiego, objęli prowadzenie 3:0. I choć akademicy mieli cztery punkty przewagi (5:1), to gdy sprawy w swoje ręce wziął Kohut, strata GKS zmalała do jednego punkty (6:5), a po chwili mieliśmy remis. Przy zmianie stron to AZS schodził na prowadzeniu. Gdy punkt zdobył Gonzalo Quiroga, GKS prowadził 12:10. To jednak nie był koniec, bowiem AZS ruszył do ataku i wygrał 17:15! (…)
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze