Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Spodku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kibice zgromadzeni w Spodku oglądali kolejny rollercoaster w wykonaniu siatkarzy GKS-u. Po dwóch bezdyskusyjnie przegranych setach, w kolejnych dwóch (wygranych) zagraliśmy na swoim, dobrym poziomie, by w tie-breaku… „nie wyjść” w ogóle na parkiet. Żadnej drużynie PlusLigowej nie przystoi tak się zaprezentować jak GieKSa w piątym secie… wstyd…

katowickisport.pl – Zwycięstwo bez satysfakcji

Walczący o awans do play offu Jastrzębski Węgiel stracił punk w Katowicach z GKS-em. Kibice zgromadzeni w „Spodku” nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczali, że siatkarze GKS-u Katowice zdołają się pozbierać po dwóch przegranych setach w derbowej potyczce z Jastrzębskim Węglem. Jednak 10-minutowa przerwa i wizyta w szatni podziałała na nich mobilizująco. Doprowadzili do remisu i dopiero w tie-breaku siatkarze z Jastrzębia w imponującym stylu przechylili szalę zwycięstwa. Goście zdobyli cenne punkty, bo ciągle mają ambicję wystąpić w play offie. W trzech ostatnich meczach podopieczni Ferdinando De Giorgiego mają teoretycznie słabszych rywali – zespoły z Będzina, Szczecina oraz Kielc. Jednak punktów nikt im za darmo nie podaruje. Ospały początek –  Oba zespoły zaczęły spotkanie niezwykle ospale i mieliśmy wrażenie, że akcje toczą się w zwolnionym tempie. Goście od początku mieli inicjatywę, bo katowiczanie fatalnie przyjmowali zagrywkę. Poirytowany trener Piotr Gruszka szybko zmienił Serhija Kapelusa. Jego miejsce zajął Rafał Sobański, ale sytuacja się nie poprawiła. Jastrzębianie w tym elemencie byli zdecydowanie lepsi i Lukas Kampa miał więcej możliwości wyboru. Przy stanie 8:9 jastrzębianie serią zdobyli 5 pkt. i tę przewagę skrzętnie utrzymywali do końca partii. Druga odsłona była bliźniaczo podobna, bo gospodarze wciąż prezentowali się marnie. Mieli tylko kilka błyskotliwych akcji. Gdyby goście nie psuli zagrywek, pewnie wynik byłby zdecydowanie wyższy. Gruszka wciąż rotował składem, ale nie przyniosło to efektu. Jastrzębianie utrzymywali 3-4 pkt. przewagi. W końcowych fragmentach gra gospodarzy zupełnie się posypała i na 10-minutową przerwę schodzili w minorowych nastrojach. Wyjście z dołka –  Krótka wizyta w szatni przyniosła jednak skutki. Katowiczanie wzmocnili siłę zagrywki, wyeliminowali błędy w tym elemencie, ale również zaczęli lepiej przyjmować. Po raz pierwszy w meczu wyszli na prowadzenie (9:8) i, co najważniejsze, potrafili je utrzymać do samego końca. W końcowych fragmentach była nawet chwila emocji, ale ostatecznie partia została zapisana po stronie katowiczan. W kolejnej odsłonie już uspokojeni gospodarze szybko zyskali kilku punktową przewagę, po udanych akcjach zarówno środkowych, jak i skrzydłowych. I doprowadzili do tie breaka, ale w nim pokpili sprawę, bo przegrywali 0:4 i 1:9, a takie straty są nie do odrobienia. – Dobrze, że po przerwie zdołaliśmy się podnieść i pokazaliśmy z niezłej strony. Szkoda tylko, że w tie-breaku wszystko się rozkleiło. Niemniej punkt z tak renomowanym zespołem nas cieszy. A zanosiło się przecież na klęskę – stwierdził trener GKS-u Piotr Gruszka.

 

siatka.org – PL: Podział punktów w Katowicach

Chociaż siatkarze Jastrzębskiego Węgla prowadzili już 2:0 z GKS-em Katowice, nie zdołali dopisać do swojego konta trzech punktów. Podopieczni Piotra Gruszki po dziesięciominutowej przerwie zaprezentowali się znacznie lepiej, doprowadzając do tie-breaka. Piątą partię zdominowali jednak zawodnicy Ferdinando de Giorgiego, deklasując rywali. Jastrzębianie świetnie otworzyli spotkanie, rywale mieli kłopoty z przyjęciem kąśliwych zagrywek podopiecznych Ferdinando de Giorgiego, co przekładało się na problemy ze skończeniem ataku. As serwisowy Salvadora Hidalgo Olivy zmusił Piotra Gruszkę do wzięcia przerwy na żądanie (6:2). Wyraźnie pomogła ona katowiczanom, którzy poprawili swoją grę w ofensywie oraz w polu serwisowym, co pozwoliło im złapać kontakt z rywalami (8:9). Jastrzębianie szybko powrócili do dobrej gry zagrywką z początku spotkania, za sprawą punktu zdobytego w tym elemencie przez Wojciecha Sobalę odbudowali czteropunktową zaliczkę (12:8), którą powiększyli dzięki kontrze wykorzystanej przez Kubańczyka z niemieckim paszportem (13:8). Dalsza część seta przebiegała pod dyktando podopiecznych Ferdinando de Giorgiego, którzy prezentowali się pewnie w ataku oraz w zagrywce. Zwycięstwo gości w pierwszej odsłonie spotkania przypieczętował skutecznym atakiem ze środka Wojciech Sobala (25:20).  (…)

polsatsport.pl – PlusLiga: Jastrzębski Węgiel górą w derbach Śląska

(…) Dziesięciominutowa przerwa ożywiła gospodarzy, zupełnie odmiennie wpłynęła natomiast na podopiecznych trenera Ferdinando De Giorgiego. Pierwsze akcje należały co prawda do jastrzębian (3:6), szybko jednak to siatkarze GKS zaczęli nadawać ton grze. Przy stanie 9:8 po raz pierwszy w tym meczu uzyskali prowadzenie. Trafili na słabszy moment rywala i kuli żelazo, póki gorące. Dobrze prezentowali się w ofensywie, a Pietraszko (14:10) oraz Maciej Fijałek (19:15) zaskoczyli rywali zagrywką. Jastrzębianie popełniali błędy, ale jeszcze zerwali się do walki, złapali kontakt (19:18). Końcówka należała jednak do katowiczan. Gonzalo Quiroga zakończył tę partię skutecznym atakiem (25:22). Set numer cztery rozpoczął się od festiwalu błędów (w całym secie jastrzębianie popełnili ich aż dziesięć!) i wyraźnej przewagi gospodarzy (8:3). Goście znów gonili wynik (15:13), ale seria czterech wygranych piłek, zwieńczona asem serwisowym Emanuela Kohuta, właściwie przesądziła sprawę zwycięstwa w tej partii (19:13). Skuteczny atak Kohuta zakończył seta (25:20), a obie ekipy mogły już przygotowywać się do tie-breaka. Rozstrzygającą partię z ogromnym animuszem zaczęli jastrzębianie (0:4, 1:8), którzy bezlitośnie wykorzystywali problemy rywali na przyjęciu. Tak wysoka przewaga wypracowana w pierwszej części tie-breaka pozwoliła im kontrolować sytuację w końcówce. Kiwka Lukasa Kampy dała piłkę meczową (6:14), a skuteczny atak Muzaja oznaczał koniec gry (7:15).  (…)

 

sportowefakty.wp.pl – GKS – Jastrzębski: zwycięstwo jastrzębian po zaciętej walce w derbach Śląska

(…) W trzecim secie zespół pod wodzą Piotra Gruszki wzmocnił zagrywkę, a jego cierpliwa gra w defensywie zaczęła przynosić efekty. W dodatku znacznie poprawił grę Karol Butryn, który w pierwszych dwóch partiach nie zachwycał, a pod koniec drugiej został nawet zmieniony przez Dominika Witczaka. Wyraźnie zmotywowani gospodarze wyszli na prowadzenie i powiększali je tak, że teraz to Salvador Hidalgo Oliva i spółka musieli gonić wynik (19:16). Zaczął też funkcjonować katowicki blok. Dzięki temu GKS przedłużył swoje szanse na zwycięstwo w tym meczu. Czwarty set rozpoczął się od długich wymian, zażartej walki i wyrównanej gry. Bardzo szybko okazało się jednak, że więcej animuszu jest po stronie katowiczan. W każdym niemal elemencie prezentowali się w tej fazie gry lepiej od przeciwników, którzy z kolei popełniali coraz więcej błędów. W obliczu takiego obrotu sprawy Ferdinando De Giorgi sięgnął po rezerwowych: Rodrigo Quirogę i Patryka Strzeżka. Zmiany przyniosły efekt (15:13), ale tylko chwilowi. Po kilku wskazówkach trenera Piotra Gruszki gospodarze odbudowali sporą przecież przewagę (19:13). Trudne zagrywki Pawła Pietraszko tylko przyspieszyły tie-breaka.  (…)

czassiatkowki.pl – PlusLiga: jastrzębianie zdobyli katowicki Spodek i zdominowali rywali w tie-breaku

Siatkarze GKS-u Katowice w Spodku podejmowali jastrzębian. Mecz ten od samego początku układał się po myśli gości, którzy pewnie wygrali dwa pierwsze sety. Trzecia i czwarta odsłona należały do podopiecznych trenera Piotra Gruszki, którzy zdołali doprowadzić do tie-breaka. Ostatecznie jednak starcie zakończyło się wygraną jastrzębian.  (…) W czwartego seta lepiej weszli gospodarze, którzy dzięki swojej skutecznej grze osiągnęli trzy punkty przewagi (6:3). Podbudowani zwycięstwem w poprzedniej odsłonie katowiczanie w tej radzili sobie bardzo dobrze (9:4, 11:5). Szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla rotował składem. Na boisku pojawili się Rodrigo Quiroga i Patryk Strzeżek, ale również to nie przyniosło zamierzonego efektu. W środkowej części seta siatkarze GKS-u Katowice prowadzili 14:8 i wyraźnie dominowali nad przeciwnikami. Brązowi medaliści z poprzedniego sezonu zdołali odrobić część strat (13:15), ale ich rywale szybko powrócili do wysokiego prowadzenia (19:13). Jastrzębianie nie poddawali się i walczyli do końca, ale ostatecznie musieli uznać wyższość przeciwników, którzy wygrali tę partię 25:20 i doprowadzili do tie-breaka. Pierwsze cztery punkty w decydującej odsłonie powędrowały na konto siatkarzy Jastrzębskiego Węgla (4:0), a to wszystko za sprawą zagrywki Jasona DeRocco. Podopieczni trenera Ferdinando de Giorgiego dominowali nad przeciwnikami w każdym elemencie i przy zmianie stron mieli siedem „oczek” zaliczki (8:1). Gra katowiczan wyraźnie się posypała i w tym secie byli oni bezradni. W końcówce partii przyjezdni mieli osiem punktów przewagi, której nie roztrwonili i wygrali tę odsłonę 15:7, a cały mecz 3:2.  (…)

 

jastrzebskiwegiel.pl – Siatkarskie Derby Śląska dla pomarańczowych. Dwa punkty w meczu z GKS-em Katowice

(…)  Po 10-minutowej przerwie nasz zespół wprowadził się na plac gry w niezłym stylu. Efektywne akcje naszych skrzydłowych (Muzaj oraz De Rocco) w połączeniu z asem serwisowym Kosoka złożyły się na wynik 6:3 dla Jastrzębskiego Węgla. Nie mający nic do stracenia katowiczanie rzucili wszystko na jedną szalę. Kiedy zaczęła działać im zagrywka (Rafała Sobański), straty z początku seta zostały przez nich zniwelowane (6:6). Chwilę później byli już na czele, bo Gonzalo Quiroga pewnie skończył atak z piłki przechodzącej (9:8). Wkrótce potem zrobiło się jeszcze groźniej, bo nasi przeciwnicy zbudowali sobie czteropunktową przewagę (14:10). Ich największym atutem w grze było to, z czego słyną w lidze, a co na nasze szczęście we wcześniejszych częściach meczu nie funkcjonowało, czyli serwis (19:15). W ważnym momencie tego seta z serwisu użytek zrobili też Pomarańczowi, a konkretnie zmiennik Ernastowicz i JW zmniejszył stratę do rywali do jednego „oczka” (19:18). Niestety, nie zdołaliśmy pójść za ciosem. GKS pozostał w grze za sprawą Gonzalo Quirogi, który w ostatniej akcji seta wybił piłkę po rękach blokujących (22:25).  (…)

jastrzebskiwegiel.pl –Komentarze po meczu w Spodku: GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 2:3

Oto co powiedzieli po spotkaniu 27. kolejki PlusLigi gracze obydwu zespołów.

Salvador Hidalgo Oliva, przyjmujący Jastrzębskiego Węgla:

„Z punktu widzenia kibiców, widowiska czy telewizji wynik 3:2 jest na pewno dobry. Dla nas nie do końca, ale mimo wszystko najważniejsze jest zwycięstwo. Bardziej potrzebowaliśmy kompletu punktów, ale trzeba szanować i te dwa „oczka”. W pierwszych dwóch setach graliśmy bardzo równo, ale w trzecim i czwartym secie katowiczanie znaleźli na nas sposób. Zaczęli znakomicie wykonywać zagrywki. Tie-break należał już wyraźnie do nas. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko nadal ciężko pracować i zrobić wszystko, by znaleźć się w fazie play off. Tam wszystko zacznie się od nowa”.

Gonzalo Quiroga, przyjmujący GKS Katowice:

„Ten mecz można podzielić na pierwsze dwa sety i trzy pozostałe. W dwóch pierwszych partiach Jastrzębski Węgiel grał niemal perfekcyjnie, a my nie mogliśmy w żaden sposób „odpalić”. Nie potrafiliśmy zatrzymać Macieja Muzaja, ale tak właściwie nie mieliśmy sposobu na żadnego z graczy jastrzębskiej drużyny. Po dziesięciominutowej przerwie wreszcie zaczęła wychodzić nam zagrywka, lepiej też przyjmowaliśmy serwy i dostosowaliśmy się do poziomu przeciwnika. Nie udało się wygrać meczu, ale ten punkt, który dziś wywalczyliśmy, również jest dla nas bardzo ważny”.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga