Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Szopienicach
Katowiczanie zagrali połowę meczu na dobrym i bardzo dobrym poziomie, niestety to stanowczo za mało, aby myśleć o jakichś punktach z tak dobrym przeciwnikiem jakim jest obecnie ONICO Warszawa.
katowickisport.pl – Rozpędzona stolica za mocna dla katowiczan
Stephane Antiga po raz kolejny udowadnia, że jest klasowym fachowcem – z ONICO Warszawa kroczy od wygranej do wygranej. Siatkarze ze stolicy kontynuują zwycięską passę i na parkiecie w hali Katowicach-Szopienicach zanotowali 9. wygraną z rzędu, pokonując GKS 3:1. Wynik zapewne mógłby być odwrotny, ale gospodarze popełnili 19 błędów w polu serwisowym, zaś w sumie 39 błędów własnych. W tej sytuacji trudno było marzyć o zdobyciu punktów, a sytuacja w tabeli ekipy Piotra Gruszki nie jest komfortowa. Zespół ze stolicy, pod kierunkiem niedocenianego przez działaczy PZPS Stephane’a Antigi, w tegorocznych rozgrywkach nieoczekiwanie stał się trzecią siłą rozgrywek. Zanotował już 12 zwycięstw, w tym 8 pod rząd i na Śląsk przybył z mocnym postanowieniem kontynuowania serii. Ale zaczęło się pomyślnie dla GKS-u. Na parkiecie szalał atakujący Karol Butryn, który skończył 7 ataków i „poczęstował” gości asem serwisowym. Pozostali koledzy dzielnie mu sekundowali i końcówka 1. seta była ich popisem. Woda na młyn – Wysoka wygrana wcale nie oznaczała jednak, że kolejne odsłony będą miały podobny przebieg. I tak też było, bo siatkarze ze stolicy wyciągnęli wnioski i od początku drugiej odsłony byli uważni. Zdecydowanie mniej popełniali błędów w polu serwisowym, przeciwnie gospodarze. Goście objęli prowadzenie i ani na chwilę go nie oddali. Podopieczni trenera Gruszki potrafili się zbliżyć na odległość dwóch punktów, ale to było wszystko, na co było ich stać. Ciekawi byliśmy, czy 10-minutowa przerwa wpłynie mobilizująco na miejscowy zespół. Owszem, rozpoczął obiecująco, ale trzy szkolne błędy w polu zagrywki i uderzenie piłki w antenkę sprawiło, że goście objęli prowadzenie 15:11. To była woda na młyn dla ligowych „wyjadaczy” ze stolicy. Swoich akcji nie marnowali i czekali na błędy rywali, a ci robili ich sporo. Po przegranej w tej partii w katowickim zespole zrobiło się gorąco. Przeplatali dobre ze złym – W krótkiej przerwie trener Gruszka jeszcze raz przekonywał zawodników do gry „na pełny gwizdek”. I tak też było, ale świetne akcje były po raz kolejny przeplatane prostymi błędami. Prowadzenie ciągle się zmieniało, zaś wynik oscylował wokół remisu. Gospodarze wyszli na prowadzenie 23:22, a po chwili Dominik Witczak zepsuł zagrywkę. Bartosz Kwolek śmiało zaatakował z prawego skrzydła, a chwilę potem przyjezdni popisali się skutecznym blokiem. – Chcieliśmy postraszyć rywali zagrywką i to nam się udało w pierwszym secie, ale potem było już gorzej. Cieszy mnie determinacja, niezła postawa w ataku, ale trafiliśmy na klasowego rywala. Znamy sytuację w tabeli, ale nadal walczymy o jak najlepsze miejsce – podsumował trener GKS-u, Piotr Gruszka. (…)
siatka.org – PL: ONICO na fali, warszawianie z trzema punktami
(…) Rywalizację w Katowicach rozpoczęła wymiana sił w ataku. Już w pierwszej akcji Marcin Komenda uruchomił grę przez środek, przyjezdni odpowiedzieli atakiem Włodarczyka. Pewnym punktem GKS-u był również Karol Butryn, po kontrataku zwieńczonym jego zagraniem katowiczanie prowadzili 3:1. Obok dobrej dyspozycji w ataku podopieczni Piotra Gruszki wykazali się czujnością w bloku (Quiroga) i to miejscowi dyktowali warunki gry. Warszawianie nie ustrzegli się błędów własnych i po zerwanym ataku Vernona-Evansa Stephane Antiga zdecydował się przerwać grę (7:3). Na niewiele się to zdało i po chwili dystans wzrósł do pięciu oczek. W tej części spotkania katowiczanie nie przypominali zespołu, który przegrał w Bydgoszczy. Gospodarze byli aktywnie w obronie, wyprowadzając kontrataki, również wywieranie presji na rywalach zagrywką przyniosło oczekiwane rezultaty. Zryw gości przyszedł w ustawieniu z Kwolkiem w polu serwisowym (10:7), jednak przerwa, o którą poprosił Piotr Gruszka wybiła z rytmu skrzydłowego Onico Warszawy. Grając konsekwentnie w ataku kolejne punkty na konto swojego zespołu zapisywał Gonzalo Quiroga, kiedy po raz kolejny od bloku rywali odbił się Vernon-Evans dystans wzrósł ponownie do czterech oczek (16:12). W końcówce seta ręki w ataku nie wstrzymywał Karol Butryn, atakujący GKS-u dobrze radził sobie z blokiem rywali, notując kolejne punktowe serwisy (20:15). Gra punkt za punkt w kluczowej części seta sprzyjała gospodarzom, siatkarze ze Śląska lepiej reagowali w kontrach i przy stanie 24:17 mieli pierwszą piłkę setową. As serwisowy Emanuela Kohuta odebrał złudzenia rywalom (25:17). (…)
siatka.org – Marcin Komenda: Musimy wziąć się w garść i przełamać naszą niemoc
Dobrze zaczęliście spotkanie z ONICO Warszawa, bo od pewnej wygranej w pierwszym secie. Potem coś się jednak zacięło, a trener Gruszka wspominał o pewnym strachu przed zwycięstwem. Marcin Komenda: – Ciężko mi tak od razu zdiagnozować problem, który wystąpił w tym spotkaniu, bo naprawdę pierwszego seta zagraliśmy fenomenalnie. Podobnie było w Warszawie, kiedy w pierwszej rundzie też tę premierową odsłonę wygraliśmy wyraźnie. Potem wszystko się posypało i gdybyśmy wiedzieli, w czym leży problem, to pewnie byśmy go szybciej wykluczyli. Po raz kolejny nam się to nie udało, a to spotkanie było podobne do starcia z Cuprum Lubin, które przegraliśmy w podobny sposób. Nie można nam odmówić walki, bo walczyliśmy i oddaliśmy w tym meczu kawał serca, ale to nie wystarczyło. Należy także oddać warszawianom, że są bardzo dobrym zespołem, który narzucił wysoki poziom gry, a my byliśmy trochę słabsi i przegraliśmy.
Momentami naprawdę prowadziliście jednak bardzo wyrównaną walkę z ONICO Warszawa, zwłaszcza końcówka czwartego seta była zacięta. Wasza porażka w chociażby tej odsłonie nie wynika trochę z tego, że macie teraz trudny okres i jednak bardzo zły bilans zwycięstw? – Być może tak. Ciężko mi powiedzieć. Przegraliśmy te kilka spotkań i ostatnio nie wiedzie nam się dobrze, a powiedziałbym, że wiedzie nam się bardzo źle. Musimy po prostu wziąć się w garść, zacisnąć zęby i sami przełamać naszą niemoc. Myślę, że jeśli nam się to uda, to wszystko ruszy.
Co w takim razie stało się w Bydgoszczy? Bo wydawało się, że będziecie w stanie wyciągnąć wnioski z przegranego spotkania z Łuczniczką w pierwszej rundzie, a jednak wynik był prawie taki sam. – Dokładnie, jednak w Bydgoszczy zagraliśmy bardzo slaby mecz. Wydaje mi się, że to starcie z ONICO Warszawa było jednak trochę lepsze w naszym wykonaniu. To, co rzuciło się w oczy, to liczba błędów w zagrywce, co przy takim rywalu jest bolesne, bo ciężko to potem nadrobić innymi elementami gry. W Bydgoszczy natomiast mecz nam kompletnie nie wyszedł, zagraliśmy bardzo słabo, choć trzeba przyznać, że Łuczniczka jak na siebie zagrała dobre spotkanie i wygrała zasłużenie. Wcześniej udało nam się zwyciężyć w starciu z Cerrad Czarnymi Radom, a teraz znów zanotowaliśmy dwie porażki.
Teraz czeka was pojedynek z Treflem Gdańsk, z którym wygraliście w pierwszej części sezonu zasadniczego. Może więc historia się powtórzy? – Miejmy nadzieję, że zespół z Gdańska znów nam „siądzie” i uda nam się z nim zagrać dobry mecz. Myślę, że na pewno tutaj – w naszej hali, o wiele lepiej się czujemy niż w meczach wyjazdowych. Jeśli gramy na własnym terenie, czujemy się bardziej pewni siebie, co przekłada się przede wszystkim na naszą grę, więc przed spotkaniem z Treflem Gdańsk jestem dobrej myśli.
sportowefakty.wp.pl – GKS – ONICO: imponująca seria podopiecznych Antigi trwa – warszawianie odnieśli dziesiąte zwycięstwo z rzędu
(…) Warszawianie postanowili odkupić swoje winy i rozpoczęli partię od serii świetnych zagrywek Wojciecha Włodarczyka. Dobry serwis utrzymywali przez całego seta. Jednak przewaga, jaką wypracowali goście tuż po pierwszym gwizdku, została równie szybko roztrwoniona, co zdobyta. Butryn pokierował zespołem GKS-u tak, że na tablicy świetlnej błyskawicznie zobaczyliśmy remis (12:12). W środkowej fazie seta zespoły rywalizowały punkt za punkt. Dopiero gdy Antoine Brizard częściej zaczął posyłać piłki na środek, gracze ONICO wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Udało im się je utrzymać aż do końca 2. części rywalizacji (21:25). Po dwóch nierównych odsłonach przyszła trzecia, w której od początku rywalizacja była zacięta. Na ataki Butryna odpowiadał Sharone Vernon-Evans, na uderzenia Jana Nowakowskiego Kohut. Z czasem ONICO zaczęło przejmować kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Podczas gdy warszawianie spokojnie rozgrywali kolejne akcje, katowiczanie popadali w frustracje, bo popełniali coraz więcej błędów własnych (11:15). Sygnał do walki dał jeszcze atakujący z Katowic, który przy gorszym wyniku zdobył asa. To było jednak zbyt mało, by wybudzić zespół z marazmu. Nie pomogła też podwójna zmiana (Witczak za Butryna, Fijałek za Komende), na którą zdecydował się Piotr Gruszka (21:25). (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Niepowstrzymani warszawianie ze zwycięstwem za trzy punkty
Siatkarze ONICO Warszawa kontynuują serię zwycięstw. W meczu osiemnastej kolejki PlusLigi po czterech setach pokonali na wyjeździe ekipę GKS-u Katowice. Pierwsza partia dosyć wyraźnie padła łupem gospodarzy. W dwóch kolejnych odsłonach skuteczniejsi okazali się już warszawianie, zaś w trzeciej odsłonie odwrócili wynik seta, zwyciężając w całym meczu. (…) Czwarta odsłona ponownie rozpoczęła się wymianą uderzeń miedzy zespołami (1:1). As serwisowy Tomasza Kalembki wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie (3:1). Zespół ONICO Warszawa momentalnie wyrównał wynik (4:4). Atak Bartosza Kwolka dał jego drużynie dwupunktową przewagę (6:4), ale katowiczanie nie tracili kontaktu z rywalami, szybko niwelując stracone „oczka” (6:6). Dosyć szybo odwrócili wynik, obejmując trzypunktową przewagę (10:7). Taką różnicę utrzymywali w kolejnych akcjach, ale podopieczni trenera Stephane’a Antigi nie składali broni, walcząc o odrobienie strat. Złapali kontakt z przeciwnikiem (14:15), a w dalszej kolejności atak Jana Nowakowskiego ze środka siatki doprowadził do remisu (16:16). Między zespołami nawiązała się wyrównana walca w końcówce. Atak Sebastiana Wardy wyprowadził Warszawian na prowadzenie (19:18), lecz w kolejnej akcji środkowy popełnił błąd w tym elemencie (19:19). Atak Bartosza Kwolka dał warszawianom pierwszą piłkę meczową, którą wykorzystali (25:23). (…)
onicowarszawa.pl – ONICO po raz dziesiąty! Trzy punkty jadą do Warszawy!
(…) Po udanym maratonie meczowym na Torwarze stołeczni siatkarze stanęli przed kolejnym zadaniem – ich rywalem była ekipa GKS-u Katowice, z którą w pierwszym meczu wygrali 3:1. Spotkanie w Szopienicach ONICO Warszawa rozpoczęło z jedną zmianą w wyjściowej szóstce – w miejscu Gjorgiewa zobaczyliśmy Vernona-Evansa. Cel był prosty: kolejne trzy punkty i podtrzymanie długiej passy zwycięstw. Od mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze, którzy przede wszystkim silną zagrywką i atakami Butryna zademonstrowali swoją siłę. W drużynie stołecznych mylił się z kolei Vernon-Evans, co już na starcie dało ekipie Piotra Gruszki prowadzenie 8:3. Pięciopunktowa przewaga utrzymywała się do momentu, kiedy na zagrywce pojawił się Bartosz Kwolek, dzięki któremu dość szybko udało się zniwelować dwa “oczka”. Do stanu 16:13 gra toczył się punkt za punkt – nie pomagały mocne do tej pory strony naszego zespołu, czyli blok i zagrywka. Później skutecznie powstrzymywany był nasz kanadyjski atakujący, a piekielnie mocny serwis Butryna pozwolił GKS-owi ponownie odskoczyć na pięć punktów. Przewagi tej gospodarze już nie oddali, a nawet ją powiększyli, wygrywając pierwszego seta do 17. (…) Kolejny set zaczął się od prowadzenia gości, którzy dwukrotnie wykorzystali błędy w przyjęciu Bartka Kwolka. Straty udało się odrobić bardzo szybko, szczególnie dzięki błędom dobrze grającego do tej pory Butryna. Stołecznym ciągle brakowało bardzo dużo do perfekcji w przyjęciu, co niestety odbiło się na wyniku. Trener Antiga zdecydował się wprowadzić na boisko “Samika”, ale zmiana ta nie przyniosła oczekiwanych efektów – w połowie partii górą byli gospodarze, prowadząc 15:13. Od tego momentu znacznie lepiej zaczął działać warszawski blok, co zapowiadało niesamowite emocje w końcówce. Przy stanie 23:23 na zagrywce pojawił się Brizard i to jego dwie zagrywki zadecydowały o losach całego spotkania. Francuz otrzymał także nagrodę MVP. (…)
onicowarszawa.pl – Włodarczyk: Nikt nie mówił, że będzie łatwo
(…) – Faktycznie, pojawiło się troszkę błędów, ale było to spowodowane tym, że katowiczanie są mocni, szczególnie na tej – specyficznej – hali. Jest to jedna z niewielu drużyn, w której większość zawodników gra agresywną zagrywkę z wyskoku. W większości meczów ligowych spotykamy się z bardziej zbilansowanymi drużynami. W innych spotkaniach mamy do czynienia z zagrywką rotacyjną, szybującą, a tutaj wszyscy sprawiali nam mocny łomot. W pierwszym secie nie zepsuli wielu piłek i to im dało fajny rezultat. Potem przestało im to wychodzić tak dobrze, my zaczęliśmy grać lepiej i w rezultacie dało nam to zwycięstwo – podsumował spotkanie Włodarczyk. (…) Spotkanie z GKS-em Katowice podsumował także trener ONICO, Stephane Antiga. – Zdobyliśmy trzy ważne punkty. Dobrze czujemy się przed Pucharem Polski, mamy świetną serie zwycięstw. 11 to mój ulubiony numer, więc… idziemy dalej! Cieszę się, że wygraliśmy w Katowicach. Mamy za sobą tydzień ciężkich treningów. Teraz treningi będą już lżejsze i myślę, że na mecz ze Skrą będziemy w dobrej formie. – To był ciężki mecz, GKS atakował z bardzo wysoką skutecznością. Nie graliśmy świetnie, ale wywalczyliśmy trzy ważne punkty – powiedział po meczu w Katowicach trener Stephane Antiga.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Felietony Piłka nożna
Oczko po oczku utkana sieć
Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!
Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.
No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…
Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.
Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.
Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.
Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.
Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.
No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.
Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.
Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.
Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.
Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.
Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.
Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.
I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.
Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.


Najnowsze komentarze