Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Szopienicach
Katowiczanie zagrali połowę meczu na dobrym i bardzo dobrym poziomie, niestety to stanowczo za mało, aby myśleć o jakichś punktach z tak dobrym przeciwnikiem jakim jest obecnie ONICO Warszawa.
katowickisport.pl – Rozpędzona stolica za mocna dla katowiczan
Stephane Antiga po raz kolejny udowadnia, że jest klasowym fachowcem – z ONICO Warszawa kroczy od wygranej do wygranej. Siatkarze ze stolicy kontynuują zwycięską passę i na parkiecie w hali Katowicach-Szopienicach zanotowali 9. wygraną z rzędu, pokonując GKS 3:1. Wynik zapewne mógłby być odwrotny, ale gospodarze popełnili 19 błędów w polu serwisowym, zaś w sumie 39 błędów własnych. W tej sytuacji trudno było marzyć o zdobyciu punktów, a sytuacja w tabeli ekipy Piotra Gruszki nie jest komfortowa. Zespół ze stolicy, pod kierunkiem niedocenianego przez działaczy PZPS Stephane’a Antigi, w tegorocznych rozgrywkach nieoczekiwanie stał się trzecią siłą rozgrywek. Zanotował już 12 zwycięstw, w tym 8 pod rząd i na Śląsk przybył z mocnym postanowieniem kontynuowania serii. Ale zaczęło się pomyślnie dla GKS-u. Na parkiecie szalał atakujący Karol Butryn, który skończył 7 ataków i „poczęstował” gości asem serwisowym. Pozostali koledzy dzielnie mu sekundowali i końcówka 1. seta była ich popisem. Woda na młyn – Wysoka wygrana wcale nie oznaczała jednak, że kolejne odsłony będą miały podobny przebieg. I tak też było, bo siatkarze ze stolicy wyciągnęli wnioski i od początku drugiej odsłony byli uważni. Zdecydowanie mniej popełniali błędów w polu serwisowym, przeciwnie gospodarze. Goście objęli prowadzenie i ani na chwilę go nie oddali. Podopieczni trenera Gruszki potrafili się zbliżyć na odległość dwóch punktów, ale to było wszystko, na co było ich stać. Ciekawi byliśmy, czy 10-minutowa przerwa wpłynie mobilizująco na miejscowy zespół. Owszem, rozpoczął obiecująco, ale trzy szkolne błędy w polu zagrywki i uderzenie piłki w antenkę sprawiło, że goście objęli prowadzenie 15:11. To była woda na młyn dla ligowych „wyjadaczy” ze stolicy. Swoich akcji nie marnowali i czekali na błędy rywali, a ci robili ich sporo. Po przegranej w tej partii w katowickim zespole zrobiło się gorąco. Przeplatali dobre ze złym – W krótkiej przerwie trener Gruszka jeszcze raz przekonywał zawodników do gry „na pełny gwizdek”. I tak też było, ale świetne akcje były po raz kolejny przeplatane prostymi błędami. Prowadzenie ciągle się zmieniało, zaś wynik oscylował wokół remisu. Gospodarze wyszli na prowadzenie 23:22, a po chwili Dominik Witczak zepsuł zagrywkę. Bartosz Kwolek śmiało zaatakował z prawego skrzydła, a chwilę potem przyjezdni popisali się skutecznym blokiem. – Chcieliśmy postraszyć rywali zagrywką i to nam się udało w pierwszym secie, ale potem było już gorzej. Cieszy mnie determinacja, niezła postawa w ataku, ale trafiliśmy na klasowego rywala. Znamy sytuację w tabeli, ale nadal walczymy o jak najlepsze miejsce – podsumował trener GKS-u, Piotr Gruszka. (…)
siatka.org – PL: ONICO na fali, warszawianie z trzema punktami
(…) Rywalizację w Katowicach rozpoczęła wymiana sił w ataku. Już w pierwszej akcji Marcin Komenda uruchomił grę przez środek, przyjezdni odpowiedzieli atakiem Włodarczyka. Pewnym punktem GKS-u był również Karol Butryn, po kontrataku zwieńczonym jego zagraniem katowiczanie prowadzili 3:1. Obok dobrej dyspozycji w ataku podopieczni Piotra Gruszki wykazali się czujnością w bloku (Quiroga) i to miejscowi dyktowali warunki gry. Warszawianie nie ustrzegli się błędów własnych i po zerwanym ataku Vernona-Evansa Stephane Antiga zdecydował się przerwać grę (7:3). Na niewiele się to zdało i po chwili dystans wzrósł do pięciu oczek. W tej części spotkania katowiczanie nie przypominali zespołu, który przegrał w Bydgoszczy. Gospodarze byli aktywnie w obronie, wyprowadzając kontrataki, również wywieranie presji na rywalach zagrywką przyniosło oczekiwane rezultaty. Zryw gości przyszedł w ustawieniu z Kwolkiem w polu serwisowym (10:7), jednak przerwa, o którą poprosił Piotr Gruszka wybiła z rytmu skrzydłowego Onico Warszawy. Grając konsekwentnie w ataku kolejne punkty na konto swojego zespołu zapisywał Gonzalo Quiroga, kiedy po raz kolejny od bloku rywali odbił się Vernon-Evans dystans wzrósł ponownie do czterech oczek (16:12). W końcówce seta ręki w ataku nie wstrzymywał Karol Butryn, atakujący GKS-u dobrze radził sobie z blokiem rywali, notując kolejne punktowe serwisy (20:15). Gra punkt za punkt w kluczowej części seta sprzyjała gospodarzom, siatkarze ze Śląska lepiej reagowali w kontrach i przy stanie 24:17 mieli pierwszą piłkę setową. As serwisowy Emanuela Kohuta odebrał złudzenia rywalom (25:17). (…)
siatka.org – Marcin Komenda: Musimy wziąć się w garść i przełamać naszą niemoc
Dobrze zaczęliście spotkanie z ONICO Warszawa, bo od pewnej wygranej w pierwszym secie. Potem coś się jednak zacięło, a trener Gruszka wspominał o pewnym strachu przed zwycięstwem. Marcin Komenda: – Ciężko mi tak od razu zdiagnozować problem, który wystąpił w tym spotkaniu, bo naprawdę pierwszego seta zagraliśmy fenomenalnie. Podobnie było w Warszawie, kiedy w pierwszej rundzie też tę premierową odsłonę wygraliśmy wyraźnie. Potem wszystko się posypało i gdybyśmy wiedzieli, w czym leży problem, to pewnie byśmy go szybciej wykluczyli. Po raz kolejny nam się to nie udało, a to spotkanie było podobne do starcia z Cuprum Lubin, które przegraliśmy w podobny sposób. Nie można nam odmówić walki, bo walczyliśmy i oddaliśmy w tym meczu kawał serca, ale to nie wystarczyło. Należy także oddać warszawianom, że są bardzo dobrym zespołem, który narzucił wysoki poziom gry, a my byliśmy trochę słabsi i przegraliśmy.
Momentami naprawdę prowadziliście jednak bardzo wyrównaną walkę z ONICO Warszawa, zwłaszcza końcówka czwartego seta była zacięta. Wasza porażka w chociażby tej odsłonie nie wynika trochę z tego, że macie teraz trudny okres i jednak bardzo zły bilans zwycięstw? – Być może tak. Ciężko mi powiedzieć. Przegraliśmy te kilka spotkań i ostatnio nie wiedzie nam się dobrze, a powiedziałbym, że wiedzie nam się bardzo źle. Musimy po prostu wziąć się w garść, zacisnąć zęby i sami przełamać naszą niemoc. Myślę, że jeśli nam się to uda, to wszystko ruszy.
Co w takim razie stało się w Bydgoszczy? Bo wydawało się, że będziecie w stanie wyciągnąć wnioski z przegranego spotkania z Łuczniczką w pierwszej rundzie, a jednak wynik był prawie taki sam. – Dokładnie, jednak w Bydgoszczy zagraliśmy bardzo slaby mecz. Wydaje mi się, że to starcie z ONICO Warszawa było jednak trochę lepsze w naszym wykonaniu. To, co rzuciło się w oczy, to liczba błędów w zagrywce, co przy takim rywalu jest bolesne, bo ciężko to potem nadrobić innymi elementami gry. W Bydgoszczy natomiast mecz nam kompletnie nie wyszedł, zagraliśmy bardzo słabo, choć trzeba przyznać, że Łuczniczka jak na siebie zagrała dobre spotkanie i wygrała zasłużenie. Wcześniej udało nam się zwyciężyć w starciu z Cerrad Czarnymi Radom, a teraz znów zanotowaliśmy dwie porażki.
Teraz czeka was pojedynek z Treflem Gdańsk, z którym wygraliście w pierwszej części sezonu zasadniczego. Może więc historia się powtórzy? – Miejmy nadzieję, że zespół z Gdańska znów nam „siądzie” i uda nam się z nim zagrać dobry mecz. Myślę, że na pewno tutaj – w naszej hali, o wiele lepiej się czujemy niż w meczach wyjazdowych. Jeśli gramy na własnym terenie, czujemy się bardziej pewni siebie, co przekłada się przede wszystkim na naszą grę, więc przed spotkaniem z Treflem Gdańsk jestem dobrej myśli.
sportowefakty.wp.pl – GKS – ONICO: imponująca seria podopiecznych Antigi trwa – warszawianie odnieśli dziesiąte zwycięstwo z rzędu
(…) Warszawianie postanowili odkupić swoje winy i rozpoczęli partię od serii świetnych zagrywek Wojciecha Włodarczyka. Dobry serwis utrzymywali przez całego seta. Jednak przewaga, jaką wypracowali goście tuż po pierwszym gwizdku, została równie szybko roztrwoniona, co zdobyta. Butryn pokierował zespołem GKS-u tak, że na tablicy świetlnej błyskawicznie zobaczyliśmy remis (12:12). W środkowej fazie seta zespoły rywalizowały punkt za punkt. Dopiero gdy Antoine Brizard częściej zaczął posyłać piłki na środek, gracze ONICO wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Udało im się je utrzymać aż do końca 2. części rywalizacji (21:25). Po dwóch nierównych odsłonach przyszła trzecia, w której od początku rywalizacja była zacięta. Na ataki Butryna odpowiadał Sharone Vernon-Evans, na uderzenia Jana Nowakowskiego Kohut. Z czasem ONICO zaczęło przejmować kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Podczas gdy warszawianie spokojnie rozgrywali kolejne akcje, katowiczanie popadali w frustracje, bo popełniali coraz więcej błędów własnych (11:15). Sygnał do walki dał jeszcze atakujący z Katowic, który przy gorszym wyniku zdobył asa. To było jednak zbyt mało, by wybudzić zespół z marazmu. Nie pomogła też podwójna zmiana (Witczak za Butryna, Fijałek za Komende), na którą zdecydował się Piotr Gruszka (21:25). (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Niepowstrzymani warszawianie ze zwycięstwem za trzy punkty
Siatkarze ONICO Warszawa kontynuują serię zwycięstw. W meczu osiemnastej kolejki PlusLigi po czterech setach pokonali na wyjeździe ekipę GKS-u Katowice. Pierwsza partia dosyć wyraźnie padła łupem gospodarzy. W dwóch kolejnych odsłonach skuteczniejsi okazali się już warszawianie, zaś w trzeciej odsłonie odwrócili wynik seta, zwyciężając w całym meczu. (…) Czwarta odsłona ponownie rozpoczęła się wymianą uderzeń miedzy zespołami (1:1). As serwisowy Tomasza Kalembki wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie (3:1). Zespół ONICO Warszawa momentalnie wyrównał wynik (4:4). Atak Bartosza Kwolka dał jego drużynie dwupunktową przewagę (6:4), ale katowiczanie nie tracili kontaktu z rywalami, szybko niwelując stracone „oczka” (6:6). Dosyć szybo odwrócili wynik, obejmując trzypunktową przewagę (10:7). Taką różnicę utrzymywali w kolejnych akcjach, ale podopieczni trenera Stephane’a Antigi nie składali broni, walcząc o odrobienie strat. Złapali kontakt z przeciwnikiem (14:15), a w dalszej kolejności atak Jana Nowakowskiego ze środka siatki doprowadził do remisu (16:16). Między zespołami nawiązała się wyrównana walca w końcówce. Atak Sebastiana Wardy wyprowadził Warszawian na prowadzenie (19:18), lecz w kolejnej akcji środkowy popełnił błąd w tym elemencie (19:19). Atak Bartosza Kwolka dał warszawianom pierwszą piłkę meczową, którą wykorzystali (25:23). (…)
onicowarszawa.pl – ONICO po raz dziesiąty! Trzy punkty jadą do Warszawy!
(…) Po udanym maratonie meczowym na Torwarze stołeczni siatkarze stanęli przed kolejnym zadaniem – ich rywalem była ekipa GKS-u Katowice, z którą w pierwszym meczu wygrali 3:1. Spotkanie w Szopienicach ONICO Warszawa rozpoczęło z jedną zmianą w wyjściowej szóstce – w miejscu Gjorgiewa zobaczyliśmy Vernona-Evansa. Cel był prosty: kolejne trzy punkty i podtrzymanie długiej passy zwycięstw. Od mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze, którzy przede wszystkim silną zagrywką i atakami Butryna zademonstrowali swoją siłę. W drużynie stołecznych mylił się z kolei Vernon-Evans, co już na starcie dało ekipie Piotra Gruszki prowadzenie 8:3. Pięciopunktowa przewaga utrzymywała się do momentu, kiedy na zagrywce pojawił się Bartosz Kwolek, dzięki któremu dość szybko udało się zniwelować dwa “oczka”. Do stanu 16:13 gra toczył się punkt za punkt – nie pomagały mocne do tej pory strony naszego zespołu, czyli blok i zagrywka. Później skutecznie powstrzymywany był nasz kanadyjski atakujący, a piekielnie mocny serwis Butryna pozwolił GKS-owi ponownie odskoczyć na pięć punktów. Przewagi tej gospodarze już nie oddali, a nawet ją powiększyli, wygrywając pierwszego seta do 17. (…) Kolejny set zaczął się od prowadzenia gości, którzy dwukrotnie wykorzystali błędy w przyjęciu Bartka Kwolka. Straty udało się odrobić bardzo szybko, szczególnie dzięki błędom dobrze grającego do tej pory Butryna. Stołecznym ciągle brakowało bardzo dużo do perfekcji w przyjęciu, co niestety odbiło się na wyniku. Trener Antiga zdecydował się wprowadzić na boisko “Samika”, ale zmiana ta nie przyniosła oczekiwanych efektów – w połowie partii górą byli gospodarze, prowadząc 15:13. Od tego momentu znacznie lepiej zaczął działać warszawski blok, co zapowiadało niesamowite emocje w końcówce. Przy stanie 23:23 na zagrywce pojawił się Brizard i to jego dwie zagrywki zadecydowały o losach całego spotkania. Francuz otrzymał także nagrodę MVP. (…)
onicowarszawa.pl – Włodarczyk: Nikt nie mówił, że będzie łatwo
(…) – Faktycznie, pojawiło się troszkę błędów, ale było to spowodowane tym, że katowiczanie są mocni, szczególnie na tej – specyficznej – hali. Jest to jedna z niewielu drużyn, w której większość zawodników gra agresywną zagrywkę z wyskoku. W większości meczów ligowych spotykamy się z bardziej zbilansowanymi drużynami. W innych spotkaniach mamy do czynienia z zagrywką rotacyjną, szybującą, a tutaj wszyscy sprawiali nam mocny łomot. W pierwszym secie nie zepsuli wielu piłek i to im dało fajny rezultat. Potem przestało im to wychodzić tak dobrze, my zaczęliśmy grać lepiej i w rezultacie dało nam to zwycięstwo – podsumował spotkanie Włodarczyk. (…) Spotkanie z GKS-em Katowice podsumował także trener ONICO, Stephane Antiga. – Zdobyliśmy trzy ważne punkty. Dobrze czujemy się przed Pucharem Polski, mamy świetną serie zwycięstw. 11 to mój ulubiony numer, więc… idziemy dalej! Cieszę się, że wygraliśmy w Katowicach. Mamy za sobą tydzień ciężkich treningów. Teraz treningi będą już lżejsze i myślę, że na mecz ze Skrą będziemy w dobrej formie. – To był ciężki mecz, GKS atakował z bardzo wysoką skutecznością. Nie graliśmy świetnie, ale wywalczyliśmy trzy ważne punkty – powiedział po meczu w Katowicach trener Stephane Antiga.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze