Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po przegranej w Jastrzębiu
Zawodnicy GKS-u zagrali lepiej niż w poprzednich dwóch meczach, wygrywając w końcu jakiegoś seta, ale to było za mało aby pokonać Olivę, Muzaja i Kampę…
katowickisport.pl – Golonka z Olivą. Derby Śląska dla Jastrzębia
„Przedbarbórkowa” sobota okazała się szczęśliwa dla kibiców Jastrzębskiego Węgla. Trzy punkty zawdzięczają oni świetnej grze kubańskiego… „przodowego”. Przyjezdni trochę niepewnie zaczęli pierwszą partię, ale trener Piotr Gruszka szybko wziął czas. I efekt był piorunujący. GKS zaczął grać jak w najlepszych swoich momentach tego sezonu. Jastrzębianie zupełnie nie potrafili sobie poradzić ze znakomitą zagrywką gości, a w tym elemencie brylowało aż trzech zawodników. Rafał Sobański, Gonzalo Quiroga i Karol Butryn. W dodatku ostatni z wymienionych był praktycznie nie do zatrzymania w ataku i „GieKSa” pierwszą partię wygrała nadspodziewanie łatwo. W jastrzębskim zespole nie funkcjonowało dobrze praktycznie nic. Dopiero w drugim secie „odpalił” przygaszony wcześniej Salvador Hidalgo Oliva i poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Kubańczyk, w swoim stylu, popracował zagrywką i tym razem to goście mieli problemy w przyjęciu. Ponadto Kubańczyk wykonał kilka efektownych ataków. Loty obniżył z kolei Butryn i mimo bardzo dobrej gry blokiem (5 punktów w II secie) katowiczanie tę partię przegrali. W trzecim secie oba zespoły grały zrywami. Jastrzębianie objęli trzypunktowe prowadzenie, by po chwili wynik oscylował wokół remisu. W decydującej fazie seta znów dał o sobie znać Oliva. Najpierw świetnie zareagował na siatce, bo jeszcze w tej samej akcji zdobyć punkt atakiem, a po chwili zablokował Butryna. Dzięki temu jastrzębianie wypracowali sobie taką przewagę, której nie mogli zmarnować, a bohaterem końcówki seta został Wojciech Sobala. W jednej akcji obronił dwie trudne piłki, a seta skończył… asem serwisowym. W początkowej fazie czwartej partii, przy stanie 4:4, na zagrywce pojawił się nie kto inny, tylko kubański przyjmujący Jastrzębskiego Węgla. Po kilku jego „bombach” całą hala zaczęła skandować „Oliva, Oliva!”. Nic w tym dziwnego, ponieważ gospodarze zdobyli siedem punktów z rzędu i było w zasadzie po meczu. Katowiczanie, którzy mieli ogromne problemy, zdołali się jednak podnieść i mozolnie odrabiali straty. Zbliżyli się nawet na dwa punkty, ale w końcówce nerwy na wodzy utrzymał Maciej Muzaj, a Marcin Komenda w bardzo ważnym momencie… dotknął siatki. Mecz skończył skończył Jason De Rocco i ostatecznie „przedbarbórkowa” sobota okazała się szczęśliwa dla kibiców Jastrzębskiego Węgla. Trzy punkty zawdzięczają oni świetnej grze kubańskiego… „przodowego”. (…)
siatka.org – PL: Jastrzębski Węgiel lepszy od GKS-u Katowice
Jastrzębski Węgiel niezbyt dobrze rozpoczął pojedynek z GKS-em Katowice, bowiem od przegranego 19:25. W trzech kolejnych partiach dominowali już jednak podopieczni Marka Lebedewa, którzy tym samym zapisali na swoim koncie komplet ligowych punktów. Spotkanie rewelacyjnie rozpoczęli gospodarze, po problemach z przyjęciem katowiczan skutecznym blokiem na Karolu Butrynie popisał się Maciej Muzaj, wyprowadzając swój zespół na trzypunktowe prowadzenie (4:1), które podopieczni Marka Lebedewa utrzymywali przez dłuższy czas. Siatkarze GKS-u nie podłamali się, dzięki asowi serwisowemu Macieja Fijałka na tablicy wyników widniał remis (10:10), a po ustrzeleniu w przyjęciu Salvadora Hidalgo Olivy goście mieli „oczko” przewagi (11:10), którą powiększyli za sprawą wykorzystania kontry przez Karola Butryna (14:12). Katowiczanie rewelacyjnie grali w polu serwisowym, co pozwoliło im na powiększanie zaliczki (16:13), a po błędzie w ofensywie Macieja Muzaja prowadzili już 21:17. Pierwszą odsłonę spotkania zakończył świetnym atakiem Karol Butryn (25:19). (…)
polsatsport.pl – PlusLiga: Kolejna porażka GKS Katowice
(…) Premierowa odsłona starcia Jastrzębian z GKS, po początkowej przewadze gospodarzy (4:1, 8:5), przebiegała po myśli przyjezdnych. Kluczem do osiągnięcia przewagi były serwisy Macieja Fijałka (10:11). Dobra zagrywka była mocną bronią katowiczan w tym secie, rywale często mieli problemy z wyprowadzeniem ataku, a goście utrzymywali przewagę (13:16, 16:19, 17:21). Gonzalo Quiroga asem serwisowym dał przyjezdnym piłkę setową (17:24), a niezwykle skuteczny w tej partii Karol Butryn ustalił jej wynik na 19:25.
W drugim secie role się odwróciły. Siatkarze Jastrzębskiego Węgla szybko przejęli inicjatywę i w środkowej części zaczęli budować przewagę (10:7, 15:9 – po asie serwisowym Salvadora Hidalgo Olivy). Katowiczanie próbowali jeszcze nawiązać walkę, wygrali trzy piłki z rzędu (17:14), jednak w końcówce skutecznie w ofensywie prezentował się Oliva, a seta zakończył atak Jasona De Rocco (25:20). (…)
sportowefakty.wp.pl – Jastrzębski Węgiel – GKS: derby Śląska dla jastrzębian
(…) W trzeciej partii na rozegranie w szeregach GKS-u wrócił Maciej Fijałek. Nie miał on jednak łatwego zadania, w związku z słabym przyjęciem gości. Natomiast jastrzębianie utrzymywali poziom gry z poprzedniego seta. Rozgrywający Lukas Kampa mógł spokojnie rozrzucać piłki do Muzaja czy Hidalgo Olivy, bo obaj mieli wysoką skuteczność w ataku. Ostatecznie Jastrzębski Węgiel triumfował w tej części meczu 25:19. Jastrzębski świetnie wszedł w czwartego seta i szybko objął prowadzenie 3:0. Na wydarzenia na boisku szybko musiał zareagować Gruszka, który widział, że gra GKS-u nie układa się i przy stanie 8:4 poprosił o czas. Na niewiele się to zdało. Swoje show w tej partii odgrywał Oliva, który imponował skutecznością w ataku i polu zagrywki. Katowiczanie znaleźli się za to na deskach. Popełniali proste błędy, nie radzili sobie w przyjęciu. W efekcie czwarty set okazał się tylko formalnością. Trener Mark Lebedew dał nawet szansę pograć zmiennikom. Jastrzębianie wygrali 25:22 i całe spotkanie 3:1. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Jastrzębianie zwyciężają po czterech setach
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla w meczu dwunastej kolejki zmierzyli się na własnym terenie z ekipą GKS-u Katowice. W pierwszym secie dosyć wyraźnie, po dobrej grze, skuteczniejsi okazali się katowiczanie. W kolejnej partii do gry powrócili gospodarze i ostatecznie to oni zakończyli ten pojedynek na swoją korzyść. (…) Trzeciego seta rozpoczęła wymiana punktów między zespołami. Ponownie drużyny od początku nawiązały między sobą walkę punkt za punkt, dostarczając kibicom emocjonujących akcji. Atak Grzegorza Kosoka wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie (8:6), a błąd po stronie katowiczan powiększył je do trzech „oczek” (9:6). Katowiczanie nie składali jednak broni, utrzymując kontakt z rywalami. As serwisowy Emanuela Kohuta doprowadził do remisu (10:10) i w hali w Jastrzębiu-Zdroju nadal trwała zacięta walka. Minimalny komfort bezpieczeństwa spoczywał jednak po stronie gospodarzy. Podopieczni trenera Marka Lebedewa nie wypuszczali z rąk swojej przewagi, a powiększenie jej do czterech punktów zmusiło do reakcji trenera Piotra Gruszkę (19:15). Katowiczanie próbowali odrabiać straty, jednak ostatecznie jastrzębianie nie stracili inicjatywy w tym secie, obejmując prowadzenie w całym meczu (25:19). (…)
jastrzebskiwegiel.pl – Wygrywamy siatkarskie Derby Śląska za trzy punkty!
(…) Czwartego seta nasza drużyna zaczęła w imponującym stylu (3:0). Katowicki zespół szybko się jednak otrząsnął (3:3). Później jednak sprawy w swoje ręce wziął Oliva, który albo punktował serwisem, albo odpalał takie „rakiety”, że piłka wracała na naszą stronę. W jednym ustawieniu Pomarańczowi zdobyli siedem punktów! (11:4). Kiedy rywale przerwali naszą serię, publiczność w podzięce zaczęła skandować na cześć autora „show”: „Oliva, Oliva, Oliva”. Trener Piotr Gruszka sięgnął w tym secie po zmiany, ale Jastrzębski Węgiel był już wówczas mocno rozpędzony. Dystans punktowy na korzyść naszej drużyny został wprawdzie nieco uszczuplony (16:13), ale nasza drużyna na szczęście zachowała „zimną krew”. Osobne brawa należą się świetnie dysponowanemu w obronie Jakubowi Popiwczakowi, który podbijał wiele piłek, dając kolegom z zespołu okazję do kontry. W najważniejszym momencie seta rozgrywający GKS-u Marcin Komenda dotknął siatki, a to oznaczało pierwsze meczbole dla JW (24:21). Raz gości wyszli z opresji, ale wobec ataku De Rocco byli bezradni. (…)
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze