Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej w Szczecinie
W ten weekend tylko siatkarze GieKSy nie zawiedli, co znalazło oddźwięk w mediach…
katowickisport.pl – Pięć setów i trzecia wygrana z rzędu
Wyprawa siatkarzy GKS-u do Szczecina oznacza pięciosetową, zaciętą batalię. Tak było rok temu, tak było w niedzielnie popołudnie. Gracze Piotra Gruszki, którzy zajmowali po pięciu kolejkach 4. miejsce w tabeli PlusLigi, pojechali na zachodnie wybrzeże, by zmierzyć się z Espadonem, który plasował się „oczko” niżej i miał na koncie trzy wygrane spotkania z rzędu. Po dwóch setach to jednak katowiczanie byli bliscy zgarnięcia trzech punktów. GKS ograniczył liczbę błędów do minimum, grał konsekwentnie w przyjęciu, ataku oraz blokiem i – co ważne – wyblokiem i po raz kolejny przesądził o swoim zwycięstwie w samych końcówkach. Katowiczan z rytmu wybiła 10-minutowa przerwa. Po niej to gospodarze doszli do głosu i zmusili przyjezdnych do błędów. GKS w trzecim secie popełnił ich aż 11, a mimo tego przegrał tylko 23:25. W czwartej partii dominacja gospodarzy nie podlegała już dyskusji, ale decydująca odsłona była już popisem GKS-u, który ponownie wywiózł dwa punkty ze Szczecina. – Biorąc pod uwagę przebieg meczu, jestem nieco rozczarowany, że nie udało się sięgnąć po komplet punktów. Z drugiej strony Espadon jest bardzo solidnym zespołem i musimy szanować zdobycz, jaką tutaj osiągnęliśmy. Cieszy to, że po przegranych dwóch setach potrafiliśmy rozstrzygnąć tie-breaka na swoją korzyść – powiedział [Piotr Gruszka]. Dla GieKSy była to czwarta wygrana w sezonie, a trzecia z rzędu. (…)
siatka.org/pl – PL: Podział punktów w Szczecinie, lepsi siatkarze GKS-u
Kolejne długie i zacięte spotkanie przed własną publicznością stoczyli siatkarze Espadonu Szczecin. Podopieczni Michała Mieszko Gogola przegrywali już w meczu z GKS-em Katowice 0:2, ale po dziesięciominutowej przerwie poprawili swoją grę, wygrali dwie kolejne partie i doprowadzili do tie-breaka. W nim lepsi okazali się gracze Piotra Gruszki, wygrywając 15:12. MVP meczu został Karol Butryn. Pierwszy set miał wyrównany początek. Dopiero kiedy Marcin Komenda zagrał krótką z Emanuelem Kohutem, a następnie na blok nadział się Bartosz Gawryszewski, zrobiło się 6:4 dla GKS-u. Atak Karola Butryna i as serwisowy Komendy spowodowały, że przewaga ekipy Piotra Gruszki wynosiła już trzy oczka. Espadon jednak nie zamierzał się poddawać, skuteczne ataki Bartłomieja Klutha i Marcina Wiki dały wyrównanie 13:13. Do stanu 18:18 wynik oscylował wokół remisu, ale potem w polu zagrywki pojawił się Karol Butryn. Jego znakomite serwisy spowodowały, że przyjezdni odskoczyli na 22:18. Espadon co prawda po ataku Klutha zbliżył się na 20:22, ale w ekipie rywali w tej końcówce znakomicie funkcjonowała zagrywka. Popracował w tym elemencie także Serhiy Kapelus i to po jego wygrywającym serwisie w meczu było 1:0 dla gości. (…)
siatka.org/pl – Marcin Komenda: Szanujemy ten wynik, ale jest pewien niedosyt
Mogę pogratulować wygranej na podejrzewam trudnym terenie w Szczecinie. Zdobyliście dwa punkty, chociaż w pewnym momencie zanosiło się na to, że wrócicie do Katowic z trzema. Marcin Komenda: – Dokładnie tak. Szanujemy ten wynik, ale mimo wszystko mi i pewnie też i pozostałym chłopakom jest szkoda tego trzeciego seta. Mieliśmy ten mecz tak naprawdę pod kontrolą. Uważam, że powinno to się skończyć wynikiem 3:0, gdybyśmy utrzymali naszą grę. Niestety nie utrzymaliśmy tej gry, ale takie mecze także się zdarzają. Sztuką jest podnieść się po dwóch przegranych setach, dlatego szanujemy te dwa punkty zdobyte w Szczecinie, bo jak pani wspomniała jest to trudny teren. Jest jednak też pewien niedosyt, że nie wygraliśmy tego spotkania w trzech setach.
Po tym drugim secie to w waszej grze coś się zmieniło, czy jednak to rywal zaczął lepiej grać? – Możliwe, że Espadon też zaczął lepiej grać, o to myślę bardziej trzeba pytać chłopaków ze Szczecina. My na pewno zagraliśmy fragment trzeciego seta bardzo słabo, taki przestój jaki nam się wtedy zdarzył na pewno nie powinien mieć miejsca. Tą trzecią partię bardziej my przegraliśmy w swoich głowach i swoimi zagraniami.
Co twoim zdaniem okazało się kluczem do waszej wygranej w tym decydującym secie? – Myślę, że udało nam się po prostu podnieść, przełamać naszą niemoc z fragmentu trzeciego seta i czwartego. To cieszy, że potrafiliśmy się odbudować, bo po tym też poznaje się prawdziwą drużynę. Przycisnęliśmy Espadon zagrywką, udało nam się ich odrzucić od siatki i wtedy grało nam się dużo łatwiej.
Teraz przed wami kolejne spotkanie, tym razem z Dafi Społem Kielce. Jest to rywal niżej notowany, ale chyba nie oznacza to, że będzie to łatwy mecz? – Na pewno kielczanie nie będą łatwym przeciwnikiem. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że w tej lidze każdy mecz jest niezwykle wyrównany i zacięty. Myślę, że tak samo będzie w meczu z Dafi Społem. Na pewno musimy zagrać swoje. Jeżeli to zrobimy, to ja jestem spokojny o wynik. Wiadomo, że w sporcie bywa różnie. Możemy sobie zakładać różne rzeczy przed meczem, a potem samo spotkanie nieraz weryfikuje pewne zamiary. Trzeba podejść do rywala z dużym szacunkiem i zagrać swoją siatkówkę, a wtedy będzie dobrze.
Tobie serducho zabije trochę mocniej podczas spotkania z byłym zespołem? – Na pewno miło będzie spotkać chłopaków, z którymi się grało przez dwa lata. Chcę jednak do tego meczu podejść normalnie, tak jak do każdego. Chcę się pełni się skoncentrować, zresztą jak cała nasza drużyna i to powinien być nasz cel.
Wracając jeszcze do niedzielnego meczu, to MVP został wprawdzie został Karol Butryn, ale trzeba przyznać, że jako rozgrywający miałeś wsparcie w każdym zawodniku. Wygraliście ten mecz całą drużyną. – Dokładnie tak. Duży szacunek dla chłopaków, bo naprawdę pokazali spore umiejętności. Na każdej pozycji mieliśmy niezłą skuteczność i każdy pomagał tej drużynie. To nas charakteryzuje, że jesteśmy jednym zespołem, w którym każdy chce dla drugiego dobrze i z tego trzeba się cieszyć.
Patrząc ogólnie, to z początku sezonu chyba możecie być zadowoleni. – Możemy być na pewno zadowoleni, chociaż ja osobiście nie jestem człowiekiem, który popada w huraoptymizm. Podchodzę do tego spokojnie. Cieszymy się na pewno z tych czterech zwycięstw w sześciu meczach, ale wiemy też, że były spotkania, w których graliśmy słabo. Nie jest więc tak w 100% super, ale cieszymy się z tego, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy.
siatka.org/pl – Rafał Sobański: Mogliśmy sięgnąć po pełną pulę
Sporo emocji było w Szczecinie, dużo walki cios za cios, ale też trochę błędów. Dopiero tie-break zadecydował o waszym sukcesie. Takiego meczu właśnie się spodziewaliście? Rafał Sobański: – Przyjechaliśmy do Szczecina z myślą, że rozegramy tutaj ciężki mecz oraz, że o punkty naprawdę będzie nam bardzo trudno. Cieszę się, że wywieźliśmy stąd zwycięstwo, nawet za dwa punkty. Chociaż uważam, że trzeci set do pewnego momentu był pod naszą kontrolą. Mogliśmy go wygrać i sięgnąć po pełną pulę.
No właśnie, siatkówka pokazała, że jest perfidną grą, bo wystarczył jeden krótki przestój w trzecim secie, aby wynik zaczął się odwracać… – Dokładnie. Nie ma co ukrywać, że siatkówka to gra błędów. Nie wybacza ona pomyłek. Jeśli w danym momencie nasza gra trochę siada i zaczynamy popełniać błędy, to od razu wynik się odwraca. Wiadomo, że jeśli na tym poziomie będziemy robić błędy, to na pewno nie będziemy zwyciężać. Espadon wykorzystał tę sytuacje. Zasłużenie wygrał dwa sety, doprowadzając do tie-breaka. na szczęście my w nim wróciliśmy do swojej gry i go wygraliśmy.
Zagrywka była kluczem do waszego zwycięstwa? – Na pewno miała ona bardzo duży wpływ na końcowy wynik, chociaż i tak za dużo błędów popełniliśmy w tym elemencie. Kiedy tylko ta zagrywka była bardziej regularna, popełnialiśmy mniej błędów, to od razu grało nam się dużo lepiej. Dawaliśmy wówczas przeciwnikom możliwość pomylenia się w innych elementach siatkarskiego rzemiosła. A jeśli psuliśmy zagrywkę, to działaliśmy na własną niekorzyść.
Początek sezonu jest dla was dość udany. To już wasze czwarte zwycięstwo. Czyli kształtuje się charakter GKS-u? – Wiadomo, że zwycięstwa napędzają zespół i budują jego mentalność. Ale przed nami kolejne dwa ważne mecze. przed nami pojedynki z rywalami z Kielc i Bielska-Białej. Na pewno będziemy w nich walczyć o pełną pulę punktów i starać się przedłużyć zwycięską serię. Tak naprawdę sprzedajemy te umiejętności, nad którymi pracujemy na treningach. Cieszę się, że wychodzi to w trakcie meczu, bo potwierdza się, że potrafimy grać w siatkówkę. Mam nadzieję, że w tym sezonie zwycięstw będzie jak najwięcej.
Chociaż te najbliższe spotkania wcale nie muszą być dla was spacerkiem, bo zagracie w nich w roli faworyta… – Nie wiem czy w tych meczach wystąpimy w roli faworyta, ale na pewno będą one ciężkie. Kielczanie są nieobliczalnym zespołem. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą odpalić i z nami wygrać, podobnie jak zrobili to bydgoszczanie. Potem czeka nas starcie z BBTS-em, który jest mocno ofensywną drużyną, z tego co pamiętam ze sparingów. To też jest ekipa nieobliczalna. Tak naprawdę od nas będzie zależało jak te mecze się potoczą i czy zakończymy je sukcesem.
polsatsport.pl – PlusLiga: Trzecie zwycięstwo z rzędu GKS Katowice
(…) Po 10-minutowej przerwie gospodarze potrafili narzucić swój styl gry. Bardzo dobrą zmianę dał Janusz Gałązka. Espadon wyróżniał się w bloku i na zagrywce, a ich rywal w polu serwisowym popełniał sporo błędów. Szczecinianie prowadzili wyraźnie, ale w końcówce pozwolili zmniejszyć straty GKS-owi i było sporo emocji. Seta zakończyła zepsuta zagrywka Butryna. Ten jednak zawodnik zdobył najwięcej punktów dla swego zespołu i jak najbardziej zasłużenie otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika meczu. (…)
sportowefakty.wp.pl – Espadon – GKS: smutna powtórka z historii dla gospodarzy. Kolejne pięć setów w Szczecinie
Pięć setów potrzebowali siatkarze Espadonu i GKS-u, by rozstrzygnąć spotkanie w 6 kolejce PlusLigi. Szczecinianie pierwsze dwie partie oddali prawie bez walki. Odwrócili losy rywalizacji, ale znów zawiedli w decydującym momencie meczu. (…) Druga partia do złudzenia przypominała pierwszą. Różnica polegała na tym, że to miejscowi byli o ten jeden punkt z przodu. Jak się potem okazało, tylko do pewnego momentu. Trener Gruszka na jednym z czasów na żądanie apelował o odwagę. Kiedy atak zerwał Jeffrey Menzel, tablica świetlna wskazała stan 18:21. Espadon znów wpadł w poważne tarapaty. Tym większe, gdy w ważnym momencie czapę zaliczył lider Kluth. Cud już się nie zdarzył. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Katowiczanie z trzecim zwycięstwem z rzędu
(…) Czwartego seta od udanego ataku ponownie rozpoczął Jeffrey Menzel (1:0). Szczecinianie szybko osiągnęli trzypunktowe prowadzenie (5:2), ale Karol Butryn był skuteczny w polu zagrywki (4:5). Pewny atak w wykonaniu Gonzalo Quirogi doprowadził do remisu (6:6). Paweł Pietraszko został zblokowany przez Janusza Gałązkę i Espadon Szczecin ponownie wychodzi na prowadzenie (10:8). Zarówno w ataku jak i w zagrywce skutecznością popisywał się Jeffrey Menzel (15:12). Skuteczne bloki Marcina Komendy i Bartłomieja Krulickiego pozwoliły odrobić starty do przeciwników (15:15), lecz szczecinianie szybko odzyskali przewagę (20:16). Janusz Gałązka skutecznie zaatakował ze środka siatki (22:16). Punktowa zagrywka Marcina Wiki dała podopiecznym Michała Gogola piłkę setową (24:17). Czwartą partie zakończył punktowy blok Janusza Gałązki (25:17). (…)
volleyespadon.pl – Waleczny Espadon zdobywa cenny punkt
Podopieczni Michała Gogola podnieśli się ze stanu 0:2 w setach i dzięki wielkiej woli walki doprowadzili do tie-breaka. Czwartego zwycięstwa z rzędu odnieść się jednak nie udało i ostatecznie to katowiczanie wracają do domu w nieco lepszych humorach i z dwoma punktami na koncie. (…) W tie-breaku obie drużyny szły początkowo punkt za punkt, ale przy zmianie stron goście prowadzili już 8:6. Espadon nadal miał problemy z własną zagrywką i popełniał w tym elemencie zdecydowanie zbyt dużo błędów. Strat nie udało się odrobić i spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem katowiczan (15:12). MVP spotkania wybrany został Karol Butryn. (…)
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze