Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej w Szczecinie
W ten weekend tylko siatkarze GieKSy nie zawiedli, co znalazło oddźwięk w mediach…
katowickisport.pl – Pięć setów i trzecia wygrana z rzędu
Wyprawa siatkarzy GKS-u do Szczecina oznacza pięciosetową, zaciętą batalię. Tak było rok temu, tak było w niedzielnie popołudnie. Gracze Piotra Gruszki, którzy zajmowali po pięciu kolejkach 4. miejsce w tabeli PlusLigi, pojechali na zachodnie wybrzeże, by zmierzyć się z Espadonem, który plasował się „oczko” niżej i miał na koncie trzy wygrane spotkania z rzędu. Po dwóch setach to jednak katowiczanie byli bliscy zgarnięcia trzech punktów. GKS ograniczył liczbę błędów do minimum, grał konsekwentnie w przyjęciu, ataku oraz blokiem i – co ważne – wyblokiem i po raz kolejny przesądził o swoim zwycięstwie w samych końcówkach. Katowiczan z rytmu wybiła 10-minutowa przerwa. Po niej to gospodarze doszli do głosu i zmusili przyjezdnych do błędów. GKS w trzecim secie popełnił ich aż 11, a mimo tego przegrał tylko 23:25. W czwartej partii dominacja gospodarzy nie podlegała już dyskusji, ale decydująca odsłona była już popisem GKS-u, który ponownie wywiózł dwa punkty ze Szczecina. – Biorąc pod uwagę przebieg meczu, jestem nieco rozczarowany, że nie udało się sięgnąć po komplet punktów. Z drugiej strony Espadon jest bardzo solidnym zespołem i musimy szanować zdobycz, jaką tutaj osiągnęliśmy. Cieszy to, że po przegranych dwóch setach potrafiliśmy rozstrzygnąć tie-breaka na swoją korzyść – powiedział [Piotr Gruszka]. Dla GieKSy była to czwarta wygrana w sezonie, a trzecia z rzędu. (…)
siatka.org/pl – PL: Podział punktów w Szczecinie, lepsi siatkarze GKS-u
Kolejne długie i zacięte spotkanie przed własną publicznością stoczyli siatkarze Espadonu Szczecin. Podopieczni Michała Mieszko Gogola przegrywali już w meczu z GKS-em Katowice 0:2, ale po dziesięciominutowej przerwie poprawili swoją grę, wygrali dwie kolejne partie i doprowadzili do tie-breaka. W nim lepsi okazali się gracze Piotra Gruszki, wygrywając 15:12. MVP meczu został Karol Butryn. Pierwszy set miał wyrównany początek. Dopiero kiedy Marcin Komenda zagrał krótką z Emanuelem Kohutem, a następnie na blok nadział się Bartosz Gawryszewski, zrobiło się 6:4 dla GKS-u. Atak Karola Butryna i as serwisowy Komendy spowodowały, że przewaga ekipy Piotra Gruszki wynosiła już trzy oczka. Espadon jednak nie zamierzał się poddawać, skuteczne ataki Bartłomieja Klutha i Marcina Wiki dały wyrównanie 13:13. Do stanu 18:18 wynik oscylował wokół remisu, ale potem w polu zagrywki pojawił się Karol Butryn. Jego znakomite serwisy spowodowały, że przyjezdni odskoczyli na 22:18. Espadon co prawda po ataku Klutha zbliżył się na 20:22, ale w ekipie rywali w tej końcówce znakomicie funkcjonowała zagrywka. Popracował w tym elemencie także Serhiy Kapelus i to po jego wygrywającym serwisie w meczu było 1:0 dla gości. (…)
siatka.org/pl – Marcin Komenda: Szanujemy ten wynik, ale jest pewien niedosyt
Mogę pogratulować wygranej na podejrzewam trudnym terenie w Szczecinie. Zdobyliście dwa punkty, chociaż w pewnym momencie zanosiło się na to, że wrócicie do Katowic z trzema. Marcin Komenda: – Dokładnie tak. Szanujemy ten wynik, ale mimo wszystko mi i pewnie też i pozostałym chłopakom jest szkoda tego trzeciego seta. Mieliśmy ten mecz tak naprawdę pod kontrolą. Uważam, że powinno to się skończyć wynikiem 3:0, gdybyśmy utrzymali naszą grę. Niestety nie utrzymaliśmy tej gry, ale takie mecze także się zdarzają. Sztuką jest podnieść się po dwóch przegranych setach, dlatego szanujemy te dwa punkty zdobyte w Szczecinie, bo jak pani wspomniała jest to trudny teren. Jest jednak też pewien niedosyt, że nie wygraliśmy tego spotkania w trzech setach.
Po tym drugim secie to w waszej grze coś się zmieniło, czy jednak to rywal zaczął lepiej grać? – Możliwe, że Espadon też zaczął lepiej grać, o to myślę bardziej trzeba pytać chłopaków ze Szczecina. My na pewno zagraliśmy fragment trzeciego seta bardzo słabo, taki przestój jaki nam się wtedy zdarzył na pewno nie powinien mieć miejsca. Tą trzecią partię bardziej my przegraliśmy w swoich głowach i swoimi zagraniami.
Co twoim zdaniem okazało się kluczem do waszej wygranej w tym decydującym secie? – Myślę, że udało nam się po prostu podnieść, przełamać naszą niemoc z fragmentu trzeciego seta i czwartego. To cieszy, że potrafiliśmy się odbudować, bo po tym też poznaje się prawdziwą drużynę. Przycisnęliśmy Espadon zagrywką, udało nam się ich odrzucić od siatki i wtedy grało nam się dużo łatwiej.
Teraz przed wami kolejne spotkanie, tym razem z Dafi Społem Kielce. Jest to rywal niżej notowany, ale chyba nie oznacza to, że będzie to łatwy mecz? – Na pewno kielczanie nie będą łatwym przeciwnikiem. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że w tej lidze każdy mecz jest niezwykle wyrównany i zacięty. Myślę, że tak samo będzie w meczu z Dafi Społem. Na pewno musimy zagrać swoje. Jeżeli to zrobimy, to ja jestem spokojny o wynik. Wiadomo, że w sporcie bywa różnie. Możemy sobie zakładać różne rzeczy przed meczem, a potem samo spotkanie nieraz weryfikuje pewne zamiary. Trzeba podejść do rywala z dużym szacunkiem i zagrać swoją siatkówkę, a wtedy będzie dobrze.
Tobie serducho zabije trochę mocniej podczas spotkania z byłym zespołem? – Na pewno miło będzie spotkać chłopaków, z którymi się grało przez dwa lata. Chcę jednak do tego meczu podejść normalnie, tak jak do każdego. Chcę się pełni się skoncentrować, zresztą jak cała nasza drużyna i to powinien być nasz cel.
Wracając jeszcze do niedzielnego meczu, to MVP został wprawdzie został Karol Butryn, ale trzeba przyznać, że jako rozgrywający miałeś wsparcie w każdym zawodniku. Wygraliście ten mecz całą drużyną. – Dokładnie tak. Duży szacunek dla chłopaków, bo naprawdę pokazali spore umiejętności. Na każdej pozycji mieliśmy niezłą skuteczność i każdy pomagał tej drużynie. To nas charakteryzuje, że jesteśmy jednym zespołem, w którym każdy chce dla drugiego dobrze i z tego trzeba się cieszyć.
Patrząc ogólnie, to z początku sezonu chyba możecie być zadowoleni. – Możemy być na pewno zadowoleni, chociaż ja osobiście nie jestem człowiekiem, który popada w huraoptymizm. Podchodzę do tego spokojnie. Cieszymy się na pewno z tych czterech zwycięstw w sześciu meczach, ale wiemy też, że były spotkania, w których graliśmy słabo. Nie jest więc tak w 100% super, ale cieszymy się z tego, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy.
siatka.org/pl – Rafał Sobański: Mogliśmy sięgnąć po pełną pulę
Sporo emocji było w Szczecinie, dużo walki cios za cios, ale też trochę błędów. Dopiero tie-break zadecydował o waszym sukcesie. Takiego meczu właśnie się spodziewaliście? Rafał Sobański: – Przyjechaliśmy do Szczecina z myślą, że rozegramy tutaj ciężki mecz oraz, że o punkty naprawdę będzie nam bardzo trudno. Cieszę się, że wywieźliśmy stąd zwycięstwo, nawet za dwa punkty. Chociaż uważam, że trzeci set do pewnego momentu był pod naszą kontrolą. Mogliśmy go wygrać i sięgnąć po pełną pulę.
No właśnie, siatkówka pokazała, że jest perfidną grą, bo wystarczył jeden krótki przestój w trzecim secie, aby wynik zaczął się odwracać… – Dokładnie. Nie ma co ukrywać, że siatkówka to gra błędów. Nie wybacza ona pomyłek. Jeśli w danym momencie nasza gra trochę siada i zaczynamy popełniać błędy, to od razu wynik się odwraca. Wiadomo, że jeśli na tym poziomie będziemy robić błędy, to na pewno nie będziemy zwyciężać. Espadon wykorzystał tę sytuacje. Zasłużenie wygrał dwa sety, doprowadzając do tie-breaka. na szczęście my w nim wróciliśmy do swojej gry i go wygraliśmy.
Zagrywka była kluczem do waszego zwycięstwa? – Na pewno miała ona bardzo duży wpływ na końcowy wynik, chociaż i tak za dużo błędów popełniliśmy w tym elemencie. Kiedy tylko ta zagrywka była bardziej regularna, popełnialiśmy mniej błędów, to od razu grało nam się dużo lepiej. Dawaliśmy wówczas przeciwnikom możliwość pomylenia się w innych elementach siatkarskiego rzemiosła. A jeśli psuliśmy zagrywkę, to działaliśmy na własną niekorzyść.
Początek sezonu jest dla was dość udany. To już wasze czwarte zwycięstwo. Czyli kształtuje się charakter GKS-u? – Wiadomo, że zwycięstwa napędzają zespół i budują jego mentalność. Ale przed nami kolejne dwa ważne mecze. przed nami pojedynki z rywalami z Kielc i Bielska-Białej. Na pewno będziemy w nich walczyć o pełną pulę punktów i starać się przedłużyć zwycięską serię. Tak naprawdę sprzedajemy te umiejętności, nad którymi pracujemy na treningach. Cieszę się, że wychodzi to w trakcie meczu, bo potwierdza się, że potrafimy grać w siatkówkę. Mam nadzieję, że w tym sezonie zwycięstw będzie jak najwięcej.
Chociaż te najbliższe spotkania wcale nie muszą być dla was spacerkiem, bo zagracie w nich w roli faworyta… – Nie wiem czy w tych meczach wystąpimy w roli faworyta, ale na pewno będą one ciężkie. Kielczanie są nieobliczalnym zespołem. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą odpalić i z nami wygrać, podobnie jak zrobili to bydgoszczanie. Potem czeka nas starcie z BBTS-em, który jest mocno ofensywną drużyną, z tego co pamiętam ze sparingów. To też jest ekipa nieobliczalna. Tak naprawdę od nas będzie zależało jak te mecze się potoczą i czy zakończymy je sukcesem.
polsatsport.pl – PlusLiga: Trzecie zwycięstwo z rzędu GKS Katowice
(…) Po 10-minutowej przerwie gospodarze potrafili narzucić swój styl gry. Bardzo dobrą zmianę dał Janusz Gałązka. Espadon wyróżniał się w bloku i na zagrywce, a ich rywal w polu serwisowym popełniał sporo błędów. Szczecinianie prowadzili wyraźnie, ale w końcówce pozwolili zmniejszyć straty GKS-owi i było sporo emocji. Seta zakończyła zepsuta zagrywka Butryna. Ten jednak zawodnik zdobył najwięcej punktów dla swego zespołu i jak najbardziej zasłużenie otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika meczu. (…)
sportowefakty.wp.pl – Espadon – GKS: smutna powtórka z historii dla gospodarzy. Kolejne pięć setów w Szczecinie
Pięć setów potrzebowali siatkarze Espadonu i GKS-u, by rozstrzygnąć spotkanie w 6 kolejce PlusLigi. Szczecinianie pierwsze dwie partie oddali prawie bez walki. Odwrócili losy rywalizacji, ale znów zawiedli w decydującym momencie meczu. (…) Druga partia do złudzenia przypominała pierwszą. Różnica polegała na tym, że to miejscowi byli o ten jeden punkt z przodu. Jak się potem okazało, tylko do pewnego momentu. Trener Gruszka na jednym z czasów na żądanie apelował o odwagę. Kiedy atak zerwał Jeffrey Menzel, tablica świetlna wskazała stan 18:21. Espadon znów wpadł w poważne tarapaty. Tym większe, gdy w ważnym momencie czapę zaliczył lider Kluth. Cud już się nie zdarzył. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Katowiczanie z trzecim zwycięstwem z rzędu
(…) Czwartego seta od udanego ataku ponownie rozpoczął Jeffrey Menzel (1:0). Szczecinianie szybko osiągnęli trzypunktowe prowadzenie (5:2), ale Karol Butryn był skuteczny w polu zagrywki (4:5). Pewny atak w wykonaniu Gonzalo Quirogi doprowadził do remisu (6:6). Paweł Pietraszko został zblokowany przez Janusza Gałązkę i Espadon Szczecin ponownie wychodzi na prowadzenie (10:8). Zarówno w ataku jak i w zagrywce skutecznością popisywał się Jeffrey Menzel (15:12). Skuteczne bloki Marcina Komendy i Bartłomieja Krulickiego pozwoliły odrobić starty do przeciwników (15:15), lecz szczecinianie szybko odzyskali przewagę (20:16). Janusz Gałązka skutecznie zaatakował ze środka siatki (22:16). Punktowa zagrywka Marcina Wiki dała podopiecznym Michała Gogola piłkę setową (24:17). Czwartą partie zakończył punktowy blok Janusza Gałązki (25:17). (…)
volleyespadon.pl – Waleczny Espadon zdobywa cenny punkt
Podopieczni Michała Gogola podnieśli się ze stanu 0:2 w setach i dzięki wielkiej woli walki doprowadzili do tie-breaka. Czwartego zwycięstwa z rzędu odnieść się jednak nie udało i ostatecznie to katowiczanie wracają do domu w nieco lepszych humorach i z dwoma punktami na koncie. (…) W tie-breaku obie drużyny szły początkowo punkt za punkt, ale przy zmianie stron goście prowadzili już 8:6. Espadon nadal miał problemy z własną zagrywką i popełniał w tym elemencie zdecydowanie zbyt dużo błędów. Strat nie udało się odrobić i spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem katowiczan (15:12). MVP spotkania wybrany został Karol Butryn. (…)
Piłka nożna
Potencjalni rywale w Lidze Konferencji
Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.
GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).
ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.
Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.
Piłka nożna
Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy
GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.
Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.
Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.
W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)
MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!


Najnowsze komentarze