Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej w Szczecinie
W ten weekend tylko siatkarze GieKSy nie zawiedli, co znalazło oddźwięk w mediach…
katowickisport.pl – Pięć setów i trzecia wygrana z rzędu
Wyprawa siatkarzy GKS-u do Szczecina oznacza pięciosetową, zaciętą batalię. Tak było rok temu, tak było w niedzielnie popołudnie. Gracze Piotra Gruszki, którzy zajmowali po pięciu kolejkach 4. miejsce w tabeli PlusLigi, pojechali na zachodnie wybrzeże, by zmierzyć się z Espadonem, który plasował się „oczko” niżej i miał na koncie trzy wygrane spotkania z rzędu. Po dwóch setach to jednak katowiczanie byli bliscy zgarnięcia trzech punktów. GKS ograniczył liczbę błędów do minimum, grał konsekwentnie w przyjęciu, ataku oraz blokiem i – co ważne – wyblokiem i po raz kolejny przesądził o swoim zwycięstwie w samych końcówkach. Katowiczan z rytmu wybiła 10-minutowa przerwa. Po niej to gospodarze doszli do głosu i zmusili przyjezdnych do błędów. GKS w trzecim secie popełnił ich aż 11, a mimo tego przegrał tylko 23:25. W czwartej partii dominacja gospodarzy nie podlegała już dyskusji, ale decydująca odsłona była już popisem GKS-u, który ponownie wywiózł dwa punkty ze Szczecina. – Biorąc pod uwagę przebieg meczu, jestem nieco rozczarowany, że nie udało się sięgnąć po komplet punktów. Z drugiej strony Espadon jest bardzo solidnym zespołem i musimy szanować zdobycz, jaką tutaj osiągnęliśmy. Cieszy to, że po przegranych dwóch setach potrafiliśmy rozstrzygnąć tie-breaka na swoją korzyść – powiedział [Piotr Gruszka]. Dla GieKSy była to czwarta wygrana w sezonie, a trzecia z rzędu. (…)
siatka.org/pl – PL: Podział punktów w Szczecinie, lepsi siatkarze GKS-u
Kolejne długie i zacięte spotkanie przed własną publicznością stoczyli siatkarze Espadonu Szczecin. Podopieczni Michała Mieszko Gogola przegrywali już w meczu z GKS-em Katowice 0:2, ale po dziesięciominutowej przerwie poprawili swoją grę, wygrali dwie kolejne partie i doprowadzili do tie-breaka. W nim lepsi okazali się gracze Piotra Gruszki, wygrywając 15:12. MVP meczu został Karol Butryn. Pierwszy set miał wyrównany początek. Dopiero kiedy Marcin Komenda zagrał krótką z Emanuelem Kohutem, a następnie na blok nadział się Bartosz Gawryszewski, zrobiło się 6:4 dla GKS-u. Atak Karola Butryna i as serwisowy Komendy spowodowały, że przewaga ekipy Piotra Gruszki wynosiła już trzy oczka. Espadon jednak nie zamierzał się poddawać, skuteczne ataki Bartłomieja Klutha i Marcina Wiki dały wyrównanie 13:13. Do stanu 18:18 wynik oscylował wokół remisu, ale potem w polu zagrywki pojawił się Karol Butryn. Jego znakomite serwisy spowodowały, że przyjezdni odskoczyli na 22:18. Espadon co prawda po ataku Klutha zbliżył się na 20:22, ale w ekipie rywali w tej końcówce znakomicie funkcjonowała zagrywka. Popracował w tym elemencie także Serhiy Kapelus i to po jego wygrywającym serwisie w meczu było 1:0 dla gości. (…)
siatka.org/pl – Marcin Komenda: Szanujemy ten wynik, ale jest pewien niedosyt
Mogę pogratulować wygranej na podejrzewam trudnym terenie w Szczecinie. Zdobyliście dwa punkty, chociaż w pewnym momencie zanosiło się na to, że wrócicie do Katowic z trzema. Marcin Komenda: – Dokładnie tak. Szanujemy ten wynik, ale mimo wszystko mi i pewnie też i pozostałym chłopakom jest szkoda tego trzeciego seta. Mieliśmy ten mecz tak naprawdę pod kontrolą. Uważam, że powinno to się skończyć wynikiem 3:0, gdybyśmy utrzymali naszą grę. Niestety nie utrzymaliśmy tej gry, ale takie mecze także się zdarzają. Sztuką jest podnieść się po dwóch przegranych setach, dlatego szanujemy te dwa punkty zdobyte w Szczecinie, bo jak pani wspomniała jest to trudny teren. Jest jednak też pewien niedosyt, że nie wygraliśmy tego spotkania w trzech setach.
Po tym drugim secie to w waszej grze coś się zmieniło, czy jednak to rywal zaczął lepiej grać? – Możliwe, że Espadon też zaczął lepiej grać, o to myślę bardziej trzeba pytać chłopaków ze Szczecina. My na pewno zagraliśmy fragment trzeciego seta bardzo słabo, taki przestój jaki nam się wtedy zdarzył na pewno nie powinien mieć miejsca. Tą trzecią partię bardziej my przegraliśmy w swoich głowach i swoimi zagraniami.
Co twoim zdaniem okazało się kluczem do waszej wygranej w tym decydującym secie? – Myślę, że udało nam się po prostu podnieść, przełamać naszą niemoc z fragmentu trzeciego seta i czwartego. To cieszy, że potrafiliśmy się odbudować, bo po tym też poznaje się prawdziwą drużynę. Przycisnęliśmy Espadon zagrywką, udało nam się ich odrzucić od siatki i wtedy grało nam się dużo łatwiej.
Teraz przed wami kolejne spotkanie, tym razem z Dafi Społem Kielce. Jest to rywal niżej notowany, ale chyba nie oznacza to, że będzie to łatwy mecz? – Na pewno kielczanie nie będą łatwym przeciwnikiem. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że w tej lidze każdy mecz jest niezwykle wyrównany i zacięty. Myślę, że tak samo będzie w meczu z Dafi Społem. Na pewno musimy zagrać swoje. Jeżeli to zrobimy, to ja jestem spokojny o wynik. Wiadomo, że w sporcie bywa różnie. Możemy sobie zakładać różne rzeczy przed meczem, a potem samo spotkanie nieraz weryfikuje pewne zamiary. Trzeba podejść do rywala z dużym szacunkiem i zagrać swoją siatkówkę, a wtedy będzie dobrze.
Tobie serducho zabije trochę mocniej podczas spotkania z byłym zespołem? – Na pewno miło będzie spotkać chłopaków, z którymi się grało przez dwa lata. Chcę jednak do tego meczu podejść normalnie, tak jak do każdego. Chcę się pełni się skoncentrować, zresztą jak cała nasza drużyna i to powinien być nasz cel.
Wracając jeszcze do niedzielnego meczu, to MVP został wprawdzie został Karol Butryn, ale trzeba przyznać, że jako rozgrywający miałeś wsparcie w każdym zawodniku. Wygraliście ten mecz całą drużyną. – Dokładnie tak. Duży szacunek dla chłopaków, bo naprawdę pokazali spore umiejętności. Na każdej pozycji mieliśmy niezłą skuteczność i każdy pomagał tej drużynie. To nas charakteryzuje, że jesteśmy jednym zespołem, w którym każdy chce dla drugiego dobrze i z tego trzeba się cieszyć.
Patrząc ogólnie, to z początku sezonu chyba możecie być zadowoleni. – Możemy być na pewno zadowoleni, chociaż ja osobiście nie jestem człowiekiem, który popada w huraoptymizm. Podchodzę do tego spokojnie. Cieszymy się na pewno z tych czterech zwycięstw w sześciu meczach, ale wiemy też, że były spotkania, w których graliśmy słabo. Nie jest więc tak w 100% super, ale cieszymy się z tego, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy.
siatka.org/pl – Rafał Sobański: Mogliśmy sięgnąć po pełną pulę
Sporo emocji było w Szczecinie, dużo walki cios za cios, ale też trochę błędów. Dopiero tie-break zadecydował o waszym sukcesie. Takiego meczu właśnie się spodziewaliście? Rafał Sobański: – Przyjechaliśmy do Szczecina z myślą, że rozegramy tutaj ciężki mecz oraz, że o punkty naprawdę będzie nam bardzo trudno. Cieszę się, że wywieźliśmy stąd zwycięstwo, nawet za dwa punkty. Chociaż uważam, że trzeci set do pewnego momentu był pod naszą kontrolą. Mogliśmy go wygrać i sięgnąć po pełną pulę.
No właśnie, siatkówka pokazała, że jest perfidną grą, bo wystarczył jeden krótki przestój w trzecim secie, aby wynik zaczął się odwracać… – Dokładnie. Nie ma co ukrywać, że siatkówka to gra błędów. Nie wybacza ona pomyłek. Jeśli w danym momencie nasza gra trochę siada i zaczynamy popełniać błędy, to od razu wynik się odwraca. Wiadomo, że jeśli na tym poziomie będziemy robić błędy, to na pewno nie będziemy zwyciężać. Espadon wykorzystał tę sytuacje. Zasłużenie wygrał dwa sety, doprowadzając do tie-breaka. na szczęście my w nim wróciliśmy do swojej gry i go wygraliśmy.
Zagrywka była kluczem do waszego zwycięstwa? – Na pewno miała ona bardzo duży wpływ na końcowy wynik, chociaż i tak za dużo błędów popełniliśmy w tym elemencie. Kiedy tylko ta zagrywka była bardziej regularna, popełnialiśmy mniej błędów, to od razu grało nam się dużo lepiej. Dawaliśmy wówczas przeciwnikom możliwość pomylenia się w innych elementach siatkarskiego rzemiosła. A jeśli psuliśmy zagrywkę, to działaliśmy na własną niekorzyść.
Początek sezonu jest dla was dość udany. To już wasze czwarte zwycięstwo. Czyli kształtuje się charakter GKS-u? – Wiadomo, że zwycięstwa napędzają zespół i budują jego mentalność. Ale przed nami kolejne dwa ważne mecze. przed nami pojedynki z rywalami z Kielc i Bielska-Białej. Na pewno będziemy w nich walczyć o pełną pulę punktów i starać się przedłużyć zwycięską serię. Tak naprawdę sprzedajemy te umiejętności, nad którymi pracujemy na treningach. Cieszę się, że wychodzi to w trakcie meczu, bo potwierdza się, że potrafimy grać w siatkówkę. Mam nadzieję, że w tym sezonie zwycięstw będzie jak najwięcej.
Chociaż te najbliższe spotkania wcale nie muszą być dla was spacerkiem, bo zagracie w nich w roli faworyta… – Nie wiem czy w tych meczach wystąpimy w roli faworyta, ale na pewno będą one ciężkie. Kielczanie są nieobliczalnym zespołem. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą odpalić i z nami wygrać, podobnie jak zrobili to bydgoszczanie. Potem czeka nas starcie z BBTS-em, który jest mocno ofensywną drużyną, z tego co pamiętam ze sparingów. To też jest ekipa nieobliczalna. Tak naprawdę od nas będzie zależało jak te mecze się potoczą i czy zakończymy je sukcesem.
polsatsport.pl – PlusLiga: Trzecie zwycięstwo z rzędu GKS Katowice
(…) Po 10-minutowej przerwie gospodarze potrafili narzucić swój styl gry. Bardzo dobrą zmianę dał Janusz Gałązka. Espadon wyróżniał się w bloku i na zagrywce, a ich rywal w polu serwisowym popełniał sporo błędów. Szczecinianie prowadzili wyraźnie, ale w końcówce pozwolili zmniejszyć straty GKS-owi i było sporo emocji. Seta zakończyła zepsuta zagrywka Butryna. Ten jednak zawodnik zdobył najwięcej punktów dla swego zespołu i jak najbardziej zasłużenie otrzymał statuetkę dla najlepszego zawodnika meczu. (…)
sportowefakty.wp.pl – Espadon – GKS: smutna powtórka z historii dla gospodarzy. Kolejne pięć setów w Szczecinie
Pięć setów potrzebowali siatkarze Espadonu i GKS-u, by rozstrzygnąć spotkanie w 6 kolejce PlusLigi. Szczecinianie pierwsze dwie partie oddali prawie bez walki. Odwrócili losy rywalizacji, ale znów zawiedli w decydującym momencie meczu. (…) Druga partia do złudzenia przypominała pierwszą. Różnica polegała na tym, że to miejscowi byli o ten jeden punkt z przodu. Jak się potem okazało, tylko do pewnego momentu. Trener Gruszka na jednym z czasów na żądanie apelował o odwagę. Kiedy atak zerwał Jeffrey Menzel, tablica świetlna wskazała stan 18:21. Espadon znów wpadł w poważne tarapaty. Tym większe, gdy w ważnym momencie czapę zaliczył lider Kluth. Cud już się nie zdarzył. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Katowiczanie z trzecim zwycięstwem z rzędu
(…) Czwartego seta od udanego ataku ponownie rozpoczął Jeffrey Menzel (1:0). Szczecinianie szybko osiągnęli trzypunktowe prowadzenie (5:2), ale Karol Butryn był skuteczny w polu zagrywki (4:5). Pewny atak w wykonaniu Gonzalo Quirogi doprowadził do remisu (6:6). Paweł Pietraszko został zblokowany przez Janusza Gałązkę i Espadon Szczecin ponownie wychodzi na prowadzenie (10:8). Zarówno w ataku jak i w zagrywce skutecznością popisywał się Jeffrey Menzel (15:12). Skuteczne bloki Marcina Komendy i Bartłomieja Krulickiego pozwoliły odrobić starty do przeciwników (15:15), lecz szczecinianie szybko odzyskali przewagę (20:16). Janusz Gałązka skutecznie zaatakował ze środka siatki (22:16). Punktowa zagrywka Marcina Wiki dała podopiecznym Michała Gogola piłkę setową (24:17). Czwartą partie zakończył punktowy blok Janusza Gałązki (25:17). (…)
volleyespadon.pl – Waleczny Espadon zdobywa cenny punkt
Podopieczni Michała Gogola podnieśli się ze stanu 0:2 w setach i dzięki wielkiej woli walki doprowadzili do tie-breaka. Czwartego zwycięstwa z rzędu odnieść się jednak nie udało i ostatecznie to katowiczanie wracają do domu w nieco lepszych humorach i z dwoma punktami na koncie. (…) W tie-breaku obie drużyny szły początkowo punkt za punkt, ale przy zmianie stron goście prowadzili już 8:6. Espadon nadal miał problemy z własną zagrywką i popełniał w tym elemencie zdecydowanie zbyt dużo błędów. Strat nie udało się odrobić i spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem katowiczan (15:12). MVP spotkania wybrany został Karol Butryn. (…)
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz


Najnowsze komentarze