Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po zwycięstwie w Szopienicach
Po zbiciu przechodzącej piłki przez Dominika Witczaka w czwartym secie, która zakończyła to spotkanie można było w hali w Szopienicach usłyszeć… ogromny huk! To wielki głaz spadł z serc kibiców zgromadzonych na obiekcie siatkarskim. Wreszcie niechlubna seria (siedmiu) porażek z rzędu dobiegła końca, więc teraz czas na… pasmo zwycięstw GKS-u i oby trwało równie (jak nie więcej) długo.
katowickisport.pl – Upragnione zwycięstwo siatkarzy z Katowic nad rywalem z Radomia
W dwóch pierwszych setach trwała zacięta walka, zwłaszcza na siatce, ale w końcowym rezultacie ze zwycięstwa cieszyli się siatkarze GieKSy. O naszym sukcesie zadecydowały końcówki. W pierwszej partii przy stanie 20:19 dla zespołu Piotra Gruszki ważną akcję skończył Serhij Kapelus, a następnie dwa ataki Dominika Witczaka dały nam prowadzenie 24:20. Chwilę później seta zakończył efektowny blok na Jakubie Ziobrowskim. Drugą partię lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy prowadzili już 7:3, ale nasz zespół zdołał doprowadzić do remisu 9:9. Od tego momentu trwała walka punkt za punkt, a o losach partii ponownie zadecydowały ostatnie piłki. Przy stanie 21:21 na zagrywkę powędrował Paweł Pietraszko. Jego mocne zagrywki najpierw dały GieKSie cenną kontrę, którą skończył Gonzalo Quiroga. W następnej akcji rywale popełnili błąd w ataku, a seta zakończył w pojedynkę środkowy z Katowic, który posłał dwa asy serwisowe. Po 10-minutowej przerwie mecz lepiej wznowili siatkarze z Radomia, którzy szybko objęli wysokie prowadzenie. W połowie partii między zespołami było nawet sześć punktów różnicy (15:9). Zespół GieKSy jednak nie odpuszczał i do końca walczył o zmianę rezultatu. Tym razem w kluczowych momentach lepiej zagrali goście i przedłużyli spotkanie o kolejnego seta. Czwarta partia przypominała pierwsze momenty meczu i na parkiecie obie drużyny znów grały punkt za punkt. Po autowym ataku Gonzalo Quirogi Czarni wyszli na prowadzenie 18:16. Po chwili było już 19:18 dla GieKSy, dzięki dwóm atakom Pawła Pietraszki na środku i efektownemu blokowi na prawym skrzydle. Końcówka znów była popisem trójkolorowych. Najpierw asa serwisowego posłał Gonzalo Quiroga, a następnie potrójny blok zatrzymał Ziobrowskiego. Chwilę później argentyński przyjmujący posłał dwa kolejne asy serwisowe i było już 23:18. Ostatnią akcję efektownym atakiem z przechodzącej piłki skończył Dominik Witczak dając GieKSie upragnione zwycięstwo. (…)
siatka.org – PL: Przełamanie GKS-u Katowice w meczu z Czarnymi Radom
Siatkarze z Katowic po dłuższej serii porażek wreszcie zapisali na swoim koncie zwycięstwo. Na początku rundy rewanżowej podopieczni Piotra Gruszki na własnym terenie pokonali Cerrad Czarnych Radom, zdobywając w tym spotkaniu komplet punktów. Po kilku wyrównanych akcjach jako pierwsi dwupunktowe prowadzenie objęli gospodarze, zawdzięczając to dobrej zagrywce Pawła Pietraszko (5:3). Szybko jednak na tablicy wyników pojawił się remis, a udane akcje z jednej i drugiej strony utrzymywały w miarę wyrównany rezultat (9:9). Długo żadna z drużyn nie była w stanie zaznaczyć swojej przewagi, a kiedy zdecydowanie najdłuższą wymianę na tym etapie skończył atakiem po prostej Dominik Witczak, jego zespół nadal miał tylko punkt więcej (15:14). Na powiększenie zaliczki pozwoliły katowiczanom błędy rywali, którzy zaczęli mylić się w kluczowym momencie (19:22). Na prawej flance nie zawodził Witczak i to on dał swojej drużynie piłkę setową (24:20), a premierową odsłonę zakończył blok na Ziobrowskim. (…)
siatka.org – Emanuel Kohut: Nie możemy patrzeć na tabelę
(…) Końcem 2017 roku zamknęliście pierwszą rundę fazy zasadniczej. GKS Katowice z 18. zdobytymi punktami zajął 12 miejsce. Bilans 6 zwycięstw i 9 porażek to mimo wszystko niezły rezultat i dobry punkt wyjścia przed runda rewanżową? Emanuel Kohut: – Zgodzę się z tym, że nie jest to zły wynik, chociaż nie powiedziałbym, że to dobry rezultat. Patrząc na to, jaki mamy zespół, stać nas na więcej, mogliśmy zdobyć zdecydowanie więcej punktów. Było kilka meczów, w których mogliśmy i powinniśmy wygrać, ale te zwycięstwa i punkty gdzieś uciekły. To 12. miejsce jest też efektem tego, że inne zespoły, sklasyfikowane gdzieś w połowie tabeli, wygrywały z teoretycznie mocniejszymi rywalami, nam tych zwycięstw zabrakło. W tej pierwszej części sezonu było kilka niespodzianek, co w poprzednich sezonach PlusLigi nie zdarzało się tak często. Stąd też przetasowania w tabeli i niewielkie różnice, jakie mogliśmy zobaczyć między ósmym a trzynastym miejscem.
O tym wyrównanym poziomie PlusLigi w tym sezonie mówi się coraz częściej. Zgodzisz się z tym, że tak naprawdę dzisiaj wygrać może każdy z każdym? – Oczywiście naprawdę w tym roku PlusLiga jest wyjątkowo wyrównana. Widzimy, jak wyglądają mecze, ale też i jaka jest sytuacja w tabeli. Ale to dobrze, bo są emocje, jest większa presja, czasami jedno zwycięstwo wystarcza, aby awansowa w tabeli. Właśnie my jesteśmy najlepszym tego przykładem, po meczu z Czarnymi Radom (awans z 12. na 10. miejsce – przyp. red.). Zdobyte w tym spotkaniu punkty były dla nas „podwójne” i cieszymy się bardzo nie tylko ze zdobytych punktów, ale również z zakończenia tej pechowej serii porażek. Teraz musimy to tylko utrzymać.
Mimo że długo wyczekiwane to sobotnie zwycięstwo nie było zaskoczeniem, już w ostatnim meczu 2017 roku w Olsztynie pokazaliście się z dobrej strony i do wygranej brakowało niewiele. To kolejny sygnał, pokazujący, że jesteście w dobrej dyspozycji? – W Olsztynie zagraliśmy naprawdę dobry mecz, tylko w kluczowych momentach czegoś zabrakło (np. w pierwszym secie meczu). W tym spotkaniu śmiało mogę powiedzieć, że mieliśmy szansę na zdobycie dwóch, a nawet trzech punktów, wszystko było w naszych rękach. Szkoda straconej szansy, trochę pechowo nie wywieźliśmy stamtąd większej liczby punktów, jednak nie mamy czego się wstydzić. Już tej jeden punkt, zdobyty spontanicznie, był dobrym rezultatem i to nas podbudowało, pokazaliśmy, że potrafimy grać w siatkówkę.
W spotkaniu z Czarnymi Radom również mogło być lepiej? Po dwóch pewnie wygranych partiach mogliście rozstrzygnąć to spotkanie w trzech setach… – Najważniejsze są zdobyte trzy punkty, patrząc z tej perspektywy nie mogło być lepiej. Fakt, jak się gra, kto gra w danym meczu, ile było zmian itp. jest kwestią drugorzędną. Zawsze patrzy się na zdobyte punkty, my swój cel, jakim było zdobycie kompletu punktów zrealizowaliśmy, możemy więc być zadowoleni.
Fakt, kto gra tym razem, chyba nie był bez znaczenia? Na boisku zobaczyliśmy m.in. Macieja Fijałka, który do tej pory pełnił raczej rolę zmiennika i można powiedzieć, że był nominalnie drugim rozgrywającym. – Uważam, że w naszym zespole nie ma roli pierwszego lub drugiego rozgrywającego, atakującego czy zawodnika grającego na innej pozycji. Chociażby patrząc na ostatnie mecze w naszym wykonaniu, gdzie od pierwszych akcji grał Dominik Witczak, a nie jak miało to miejsce wcześniej -Karol Butryn. Mamy bardzo dużą rywalizację, również podczas treningów i gra ten, kto lepiej się w danym okresie prezentuje. Ta wewnętrzna rywalizacja jest czymś pozytywnym, ona podnosi nasz poziom gry. Wracając do rozgrywających i Komi (Marcin Komenda -przyp. red) i Fiki (Maciej Fijałek – przyp. red.) mają swoje plusy i minusy, także ta rywalizacja jest jak najbardziej na miejscu.
Mimo że na tym etapie sezonu zawodnicy poszczególnych ekip nie skupiają się na sytuacji w tabeli, to zgodzisz się z tym, że początek rundy rewanżowej jest idealnym momentem na poprawę sytuacji? Układ meczów jest dla was dość przychylny, teraz nie ma miejsca na potknięcia. – Jak najbardziej, chociaż przede wszystkim musimy się koncentrować na najbliższym rywalu, patrząc z meczu na mecz. Nie możemy oglądać się daleko w przyszłość i patrzeć na tabelę, ale przede wszystkim skupić się na swojej grze. Jeżeli będziemy grać taką siatkówkę, jaką pokazaliśmy w Olsztynie czy też w ostatnim spotkaniu z Czarnymi Radom, to możemy wygrywać z każdym. Musimy tylko utrzymać ten swój poziom gry. Wtedy bez obaw na koniec fazy zasadniczej będziemy mogli spojrzeć w tabelę i zobaczymy, na którym miejscu jesteśmy.
polsatsport.pl – Gruszka: Na sercu zrobiło się lżej
(…) – Nie wiem, czy spadł mi kamień z serca, ale na pewno jest nam po tej wygranej na sercu lżej. Bo każda seria porażek nie dodaje pewności zespołowi. Problemem jest potem rozgrywanie i wygrywanie meczów – dodał. Przyznał, że jego zawodnicy nie tylko odpoczywali podczas świąteczno–noworocznej przerwy, ale też solidnie pracowali. – Widać było podczas treningów chęć +wrócenia+ do gry. Przed świętami graliśmy w Olsztynie, wywalczyliśmy tam punkt, ale nasza gra zaczynała wyglądać dobrze. I chłopcy to czuli. Poświęcili w trakcie przerwy naprawdę dużo czasu i zdrowia na to, żeby dziś zwyciężyć. Bo w sobotę tylko wygrana mogła nam dać wiarę w to, że dobrze pracujemy – tłumaczył Gruszka. Komplementował grę swojego zespołu. – Cieszy mnie, że zawodnicy wykonywali zagrania, które były przygotowane taktycznie na to spotkanie. To w decydujących momentach wykorzystaliśmy. Nie szliśmy na zasadzie +a nuż się uda+, nie czekaliśmy na błędy rywali, tylko konsekwentnie prezentowaliśmy nasza grę i w końcówkach setów było to naszą korzyść. A jak pokazują wyniki z innych spotkań w tej kolejce, każdy mecz będzie w tej lidze po prostu +bijatyką+, bo każdy gra o coś. Jest radość z wygranej, a teraz mogę spokojnie wsiąść do pociągu i pojechać na Bal Mistrzów Sportu. Będę miał spokojniejszą podróż i zabawę – podsumował Gruszka. (…)
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice – Cerrad Czarni Radom: w nowym roku GKS pokazał nową jakość i zakończył serię porażek
(…) GKS chciał jak najszybciej zapomnieć o fatalnej końcówce 2017 r., w której przegrał siedem spotkań z rzędu. W myśl zasady nowy rok, nowi my, siatkarze z Górnego Śląska planowali wygrać z klubem z Radomia. Gra była warta świeczki, bo mierzyły się ze sobą zespoły sąsiadujące w tabeli i z taką samą ilością punktów. (…) Na trzecią partię zawodnicy z Radomia wyszli niezwykle zmotywowani. Wydawało się, że Ziobrowski każdą piłkę uderza mocniej i precyzyjniej. Również w serwisy Czarni wkładali mnóstwo siły. To się opłaciło, bo GKS nie był w stanie odpowiedzieć na potężne zagrania i zawodzili w przyjęciu (3:7). Świetne zagrywki były atutem radomian również w środkowej fazie trzeciej odsłony. Po bezpośrednim zdobyciu punktu z serwisu przez Dmytro Teriomenke, Czarni prowadzili już (9:15). Katowiczanom udało się odrobić kilka punktów straty, ale radomianie grali na tyle rozsądnie, że nie pozwolili rywalom doprowadzić do remisu (21:25). Czwarty set to już zupełnie inna historia. Zespoły rywalizowały na równi, po obu stronach siatki było mniej niedokładności. Witczak dzielnie stawiał czoła Ziobrowskiemu, a Kwasowski Quirodze (9:8). Przyjezdni mieli kilka szans na kontrach, mogli wyjść na prowadzenie, ale w decydujących momentach zawsze się mylili. Przez to nie mogli poradzić sobie z GKS-em. Katowiczanie korzystali na pomyłkach przeciwników, ale też nie potrafili zdobyć kilku punktów z rzędu (15:16). Ta sztuka udała się gościom w końcówce, ale oni szybko roztrwonili przewagę. Katowiczanie odpowiedzieli świetnymi blokami. Na dodatek w decydujących akcjach serię fenomenalnych zagrywek posłał Gonzalo Quiroga. Mecz zakończył się zbiciem Witczaka z przechodzącej piłki. Tym samym GKS zwyciężył i przerwał serię siedmiu przegranych z rzędu. (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Trudny mecz na korzyść GKS-u Katowice
Siatkarze GKS-u Katowice w czterech setach rozprawili się z Cerradem Czarnymi Radom w rundzie rewanżowej plusligowych zmagań. Podopieczni trenera Piotra Gruszki musieli się jednak sporo natrudzić, by dopisać do swojego konta kolejne cenne trzy „oczka”. Najlepszym zawodnikiem tego spotkania wybrany został Maciej Fijałek. (…) Zagrywki Kamila Kwasowskiego pozwoliły Cerrad Czarnym Radom wyjść na prowadzenie (3:1), które wzrosło dzięki błędom katowiczan (5:2). Po bloku na Dominiku Witczaku (3:7) o czas poprosił Piotr Gruszka i gospodarze zaczęli odrabiać stracone punkty (6:7). Skuteczna gra na siatce po stronie GKS-u Katowice doprowadziła do wyrównania (9:9), a po zagrywce Serhiy Kapelusa to miejscowi mieli prowadzenie (12:11) i gra się wyrównała (14:14). Obydwaj rozgrywający dużo grali środkiem (16:16), ale obydwa zespoły nie ustrzegły się błędów (19:19). W końcówce zawodnicy GKS-u Katowice byli nie do zatrzymania, punkty zdobywali Dominik Witczak, Gonzalo Quiroga, a po błędach Cerradu Czarnych Radom to gospodarze cieszyli się ze zwycięstwa (25:21). (…)
wksczarni.pl – Cerrad Czarni Radom bez punktów w Katowicach
(…) Dla obydwu zespołów sobotni (6 stycznia) pojedynek miał ogromne znaczenie. Radomianie do Katowic jechali z myślą rewanżu, za porażkę w pierwszej części rundy zasadniczej. GKS Katowice chciał z kolei w nowym roku, już w pierwszym pojedynku zakończyć niechlubną passę siedmiu meczy bez zwycięstwa. (…) Niestety czwarty set okazał się ostatnim w konfrontacji GKS-u z Cerrad Czarnymi Radom. Przebieg tej partii był bardzo bliźniaczy do dwóch pierwszych odsłon. Obydwie drużyny walczyły „punkt za punkt” i nikt nie potrafił zbudować większej przewagi. Przy stanie (17:18) dla WKS-u, gospodarze zdobyli aż sześć punktów z rzędu! Najpierw skutecznym atakiem ze środka popisał się Paweł Pietraszko, a chwilę później prawdziwe spustoszenie w polu zagrywki siał Gonzalo Quiroga, którego serwisów nie byli w stanie skutecznie przyjąć zawodnicy Cerrad Czarnych Radom (23:18). Wojskowi nie zdołali odrobić tak wysokiej przewagi GKS-u, przegrywając w tej partii 25:19, a w całym spotkaniu 3:1. (…)
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z ostatnich lat w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli.
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
W drużynie Rakowa nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.


Najnowsze komentarze