Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – [10] – Kompromitująco słaby występ siatkarzy GKS-u
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z ZAKSĄ trwał 58 minut, z czego I set 19 min. – II set 20 min. – III set 19 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 15: zagrywka 10, atak 4, siatka 0, inne 1.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 25: zagrywka 13, atak 11, siatka 0, inne 1.
Ilość zdobytych punktów – GKS 28: Quiroga 10, Witczak 5, Kalembka 4, Butryn 3, Kohut 3, Sobański 2, Kapelus 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 3: Quiroga 2, Kohut 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 25: Quiroga 8, Witczak 5, Kalembka 4, Butryn 3, Kohut 2, Sobański 2, Kapelus 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS -9: Quiroga 5, Witczak 1, Kalembka -1, Fijałek -1, Komenda -2, Kapelus -2, Mariański -2, Butryn -3, Sobański -4.
Ilość zagrywek – GKS 44: Kohut 8, Kalembka 7, Quiroga 7, Witczak 6, Sobański 5, Komenda 4, Butryn 2, Kapelus 2, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 13: Kalembka 3, Komenda 2, Kohut 2, Sobański 2, Butryn 1, Kapelus 1, Fijałek 1, Quiroga 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 1: Quiroga 1.
Ilość przyjęć – GKS 64: Quiroga 18, Kapelus 15, Mariański 14, Sobański 11, Stelmach 3, Kalembka 2, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 4: Mariański 2, Kapelus 1, Kalembka 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 41%: Witczak 100%, Sobański 55%, Kalembka 50%, Mariański 50%, Kapelus 33%, Quiroga 33%, Stelmach 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 30%: Witczak 100%, Sobański 55%, Kalembka 50%, Mariański 36%, Kapelus 20%, Quiroga 17%, Stelmach 0%.
Ilość ataków – GKS 74: Quiroga 20, Butryn 12, Sobański 11, Witczak 10, Kapelus 9, Kohut 7, Kalembka 5.
Ilość błędów w ataku – GKS 11: Butryn 4, Witczak 3, Sobański 3, Quiroga 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Quiroga 3, Witczak 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Kohut 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 26: Quiroga 9, Witczak 5, Kalembka 4, Butryn 3, Kohut 2, Sobański 2, Kapelus 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 35%: Kalembka 80%, Witczak 50%, Quiroga 45%, Kohut 29%, Butryn 25%, Sobański 18%, Kapelus 11%.
Ilość bloków punktowych – GKS 1: Kohut 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 0:
W pierwszym secie wyrównana gra trwała do stanu 2:3 dla gości. Potem nasza gra posypała się w całości i szybko ZAKSA osiągnęła sporą przewagę 3;11. W dalszej części tego seta, zaledwie raz udało się zdobyć dwa punkty z rzędu po własnych skończonych atakach! To mówi w zasadzie wszystko. Kędzierzynianie panowali całkowicie nad wydarzeniami na parkiecie. Skuteczność w ataku – GKS 39% przy 67% ZAKSY – w punktach wyliczono 9:14. W asach i blokach katastrofa, 0:5 dla przyjezdnych. Błędy własne – GKS 6 przy 5 ZAKSY. Przyjęcie też oczywiście gorsze u nas – dokładne na poziomie 38% do 45%, a perfekcyjne na poziomie 29% do 27%. Trudno kogoś wyróżnić indywidualnie jak zdobywa się zaledwie 9 punktów po własnych akcjach!
Drugi set był wyrównany troszkę dłużej, bo do wyniku 4:3. To był jedyny, króciutki okres gry w którym GKS prowadził z mistrzami Polski (trzykrotnie jednym punktem) w całym meczu! Potem znów nasza gra stanęła i od stanu 5:10, goście spokojnie punktowali nas aż do jego końca. Skuteczność w ataku – GKS 33% przy 50% ZAKSY – w punktach wyszło o dziwo na remis, po 9! Asów serwisowych obie ekipy nie miały wcale, natomiast w blokach był wynik 1:4. Błędy własne – GKS 12 przy 6 ZAKSY – to mówi wszystko o przebiegu tego seta. Przyjęcie nie najgorsze po naszej stronie, ale co z tego? – dokładne na poziomie 48% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 38% do 40%. Zaledwie jeden punkt zdobyty więcej po własnych akcjach niż w poprzednim secie, czyli 10, wciąż kiepsko…
Trzecia partia w miarę wyrównana do stanu 6:8, a potem to już była tylko prawdziwa egzekucja gości. Od wyniku 6:13 było już po sprawie i na parkiecie można było zauważyć tylko wielką frustrację naszych siatkarzy. Skuteczność w ataku – GKS miał 33% przy 78% ZAKSY – w punktach wyszło 8:14. Jeden as serwisowy po naszej stronie, to było wszystko, u gości po 2 asy i bloki, czyli razem 1:4. Błędy własne – GKS 7 przy 4 ZAKSY. Przyjęcie słabsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 36% do 60%, a perfekcyjne na poziomie 23% do 40%. I znów tylko 9 zdobytych punktów po własnych akcjach…
Ogólnie to nawet nie ma co oceniać tego meczu, bo byliśmy słabsi w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła i nasi siatkarze nie pokazali niczego z czego chwalono ich za poprzednie występy. Był to bez wątpienia NAJSŁABSZY występ GieKSy w całej (krótkiej) historii występów w PlusLidze. No, nie widziałem tak słabego meczu w wykonaniu naszych zawodników, gdy nie funkcjonowało dosłownie NIC! Czas trwania tego meczu wyniósł – 58 minut! – WSTYD. Liczby tego spotkania są porażające! Skuteczność w ataku – GKS miał 35% przy 65% ZAKSY – w punktach wyliczono 26:37. W asach serwisowych wynik 1:4, w blokach punktowych 1:9! Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji wyniosła 28:50 – to przepaść! Błędy własne – GKS 25 przy 15 ZAKSY – to katastrofalny wynik, biorąc pod uwagę te trzy króciutkie sety! Przyjęcie było bez żadnego przełożenia na naszą grę – dokładne na poziomie 41% do 55%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 35%. Po tak słabiutkim występie, trudno kogokolwiek wyróżnić w naszym zespole, no coś tam próbował ratować sytuację Gonzalo Quiroga, ale i tak to niczego nie zmieni. Bo ocena tego występu może być tylko jedna – KOMPROMITACJA!
Na koniec chciałbym się odnieść do frekwencji na meczach w Spodku. Nie wiem, na jakiej podstawie są podawane liczby widzów na tej hali, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że są troszkę zaniżane. To był siódmy mecz GKS w Spodku i za każdym razem „wizualnie” odnosi się wrażenie większej ilości ludzi niż podaje się oficjalnie. Widać również, że zapotrzebowanie na oglądanie siatkarzy w naszych barwach jest i to spore, tylko kompletnie nie rozumiem decyzji, aby te mecze odbywały się w środku tygodnia. Można podejrzewać, że chodzi o dostępność hali, no bo gdyby takie spotkanie z czołowym klubem polskim odbyło się, dajmy na to w sobotni wieczór, to zapewne frekwencja byłaby jeszcze większa. Szkoda, takiego planowania tych spotkań (co gorsze to mecz z Resovią w grudniu znów odbędzie się w środę!) i jeszcze większa szkoda, gdy sami siatkarze tak „zachęcają” do przyjścia na ich mecze jak wczoraj.
I jeszcze kamyczek do naszego ogródka… kibicowskiego ogródka… Czołowe kluby w Polsce i nie tylko mają swoje fan cluby, które w sposób zorganizowany prowadzą doping na meczach siatkówki. A u nas?… no właśnie… nic się pod tym względem nie dzieje. Szkoda, bo każda drużyna występująca pod naszymi barwami zasługuje na doping w czasie meczów!
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 10 meczach (36 setów)
Bilans meczów łącznie – 6:4 – Bilans punktów – 17:13 – Bilans setów – 20:16 – Bilans małych punktów – 817:800
Bilans meczów „u siebie” – 2:2 – Bilans punktów – 6:6 – Bilans setów – 7:6 – Bilans małych punktów – 291:293
Bilans meczów „na wyjeździe” – 4:2 – Bilans punktów – 11:7 – Bilans setów 13:10 – Bilans małych punktów – 526:507
Rozegrane mecze – 10: Komenda, Butryn, Kapelus, Kohut, Stelmach, Quiroga, 9: Pietraszko, Witczak, Mariański, 8: Fijałek, 7: Sobański, 6: Krulicki, Kalembka, 4: Stańczak,
Rozegrane sety – 36: Quiroga, 35: Komenda, Butryn, 34: Kapelus, 33: Kohut, 29: Pietraszko, 28: Mariański, 19: Witczak, Fijałek, 17: Stelmach, 14: Stańczak, 13: Sobański, 12: Krulicki, 10: Kalembka,
Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 7150:9170
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 910 minut, z czego I set 243 min. – II set 256 min. – III set 254 min. – IV set 137 min. – V set 20 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 262: zagrywka 151, atak 78, siatka 12, inne 21.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 244: zagrywka 172, atak 50, siatka 8, inne 14.
Ilość zdobytych punktów – GKS 555: Butryn 125, Quiroga 114, Kapelus 91, Pietraszko 67, Kohut 63, Komenda 32, Witczak 22, Sobański 17, Krulicki 13, Kalembka 7, Stelmach 3, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 199: Butryn 49, Quiroga 36, Kapelus 31, Komenda 24, Pietraszko 22, Kohut 17, Sobański 7, Witczak 6, Krulicki 5, Stelmach 2.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 356: Quiroga 78, Butryn 76, Kapelus 60, Kohut 46, Pietraszko 45, Witczak 16, Sobański 10, Komenda 8, Krulicki 8, Kalembka 7, Fijałek 1, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 210: Butryn 57, Quiroga 57, Kapelus 34, Kohut 32, Pietraszko 31, Krulicki 6, Komenda 4, Witczak 3, Stelmach 2, Sobański 0, Kalembka -1, Fijałek -3, Stańczak -4, Mariański -8.
Ilość zagrywek – GKS 815: Quiroga 140, Butryn 131, Komenda 121, Kapelus 107, Pietraszko 102, Kohut 101, Witczak 34, Krulicki 24, Kalembka 20, Sobański 18, Fijałek 13, Stelmach 4.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 172: Pietraszko 29, Kohut 27, Komenda 26, Butryn 25, Kapelus 23, Quiroga 17, Krulicki 6, Witczak 5, Sobański 5, Kalembka 5, Fijałek 3, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 47: Quiroga 10, Butryn 9, Komenda 8, Pietraszko 7, Kapelus 4, Witczak 3, Kohut 3, Krulicki 2, Stelmach 1.
Ilość przyjęć – GKS 651: Quiroga 232, Kapelus 204, Mariański 101, Stańczak 54, Sobański 37, Kalembka 5, Kohut 4, Pietraszko 4, Stelmach 4, Komenda 2, Krulicki 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 44: Quiroga 15, Kapelus 11, Mariański 8, Stańczak 4, Sobański 2, Fijałek 1, Krulicki 1, Pietraszko 1, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 146: Kapelus 51, Quiroga 46, Mariański 18, Sobański 14, Stańczak 10, Pietraszko 2, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 181: Quiroga 61, Kapelus 49, Mariański 41, Stańczak 12, Sobański 11, Kohut 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Stelmach 1, Witczak 1, Kalembka 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 28%: Witczak 100%, Krulicki 50%, Kohut 50%, Mariański 41%, Sobański 30%, Quiroga 26%, Pietraszko 25%, Stelmach 25%, Kapelus 24%, Stańczak 22%, Kalembka 20%, Komenda 0%, Fijałek 0%,
Ilość ataków – GKS 932: Butryn 239, Quiroga 230, Kapelus 182, Kohut 85, Pietraszko 66, Witczak 47, Sobański 41, Krulicki 15, Komenda 14, Kalembka 10, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 50: Butryn 21, Quiroga 10, Witczak 8, Kapelus 5, Sobański 3, Pietraszko 2, Kohut 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 79: Butryn 22, Kapelus 18, Quiroga 15, Sobański 7, Witczak 6, Pietraszko 4, Kohut 3, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 437: Butryn 109, Quiroga 99, Kapelus 81, Kohut 51, Pietraszko 42, Witczak 16, Sobański 15, Komenda 7, Krulicki 7, Kalembka 7, Stelmach 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 70%, Pietraszko 64%, Kohut 60%, Komenda 50%, Krulicki 47%, Butryn 46%, Kapelus 45%, Quiroga 43%, Sobański 37%, Witczak 34%,
Ilość bloków punktowych – GKS 71: Pietraszko 18, Komenda 17, Kohut 9, Butryn 7, Kapelus 6, Quiroga 5, Krulicki 4, Witczak 3, Sobański 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 8: Quiroga 2, Pietraszko 2, Kohut 1, Butryn 1, Kapelus 1, Kalembka 1.
MVP – GKS 6: Komenda 2, Butryn 2, Quiroga 1, Mariański 1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.


Najnowsze komentarze