Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Dobre trzy sety w wykonaniu siatkarzy GKS-u
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z LOTOS-em trwał 114 minut, z czego I set 25 min. – II set 23 min. – III set 25 min. – IV set 23 min. – V set 18 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 32
Ilość zdobytych punktów – GKS 69: Kapelus 20, Butryn 19, Krulicki 11, Sobański 11, Pietraszko 5, Kalembka 2, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 23: Butryn 6, Kapelus 5, Sobański 5, Pietraszko 4, Krulicki 2, Falaschi 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 27: Kapelus 12, Krulicki 9, Butryn 7, Sobański 3, Van Walle -1, Stańczak -1, Błoński -2.
Ilość zagrywek – GKS 101: Butryn 21, Krulicki 19, Falaschi 14, Sobański 14, Kapelus 13, Pietraszko 9, Kalembka 8, Błoński 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 21: Butryn 6, Kapelus 4, Pietraszko 4, Kalembka 2, Sobański 2, Krulicki 1, Falaschi 1, Błoński 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 6: Krulicki 1, Butryn 1, Falaschi 1, Kapelus 1, Pietraszko 1, Sobański 1.
Ilość przyjęć – GKS 82: Sobański 30, Kapelus 25, Stańczak 20, Błoński 4, Krulicki 2, Butryn 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 7: Kapelus 3, Sobański 2, Błoński 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 35%: Krulicki 50%, Stańczak 45%, Sobański 37%, Kapelus 28%, Błoński 25% Butryn 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 23%: Krulicki 50%, Sobański 30%, Stańczak 25%, Kapelus 16%, Butryn 0%, Błoński 0%.
Ilość ataków – GKS 110: Butryn 37, Sobański 29, Kapelus 28, Krulicki 9, Pietraszko 3, Kalembka 2, Van Walle 2.
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Butryn 2, Krulicki 1, Pietraszko 1, Sobański 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Butryn 4, Sobański 3, Kapelus 1, Van Walle 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 55: Kapelus 18, Butryn 17, Sobański 10, Krulicki 6, Kalembka 2, Pietraszko 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 50%: Kalembka 100%, Krulicki 67%, Pietraszko 67%, Kapelus 64%, Butryn 46%, Sobański 34%, Van Walle 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 8: Krulicki 4, Pietraszko 2, Butryn 1, Kapelus 1.
Szkoda, że siatkarze GieKSy nie utrzymali dobrego poziomu gry z dwóch pierwszych setów, bo była szansa na zainkasowanie kompletu punktów, natomiast na szczęście w decydującej partii nastąpiło przebudzenie, które dało w ostateczności cenne zwycięstwo.
Pierwszy set bardzo wyrównany prawie do samego końca. Od stanu 14:14 nie oddaliśmy już prowadzenia i w miarę kontrolując końcówkę wygraliśmy trzema oczkami. Skuteczność w ataku GKS miał na poziomie 64%, to bardzo dobry wynik, a LOTOS 50% – wynikowo podliczono 14:11 na naszą korzyść. Tylko po jednym asie serwisowym oraz po jednym bloku punktowym miały obie drużyny. Błędy własne również na remis, bo po 9 z obu stron. Przyjęcie na „stałym’ poziomie czyli gorszym od przeciwnika – dokładne na poziomie 37% do 76%, a perfekcyjne na poziomie 21% do 48%. – na szczęście nie przełożyło się to tak do końca na wynik. Seta GKS wygrał atakiem, nasi siatkarze nie mieli raczej problemów ze skończeniem pierwszej akcji. Grę ciągnął Kapelus – z ośmiu ataków skończył aż 6 – czyli 75%.
Druga partia na samym początku wyrównana, do wyniku 4:5, a potem miał miejsce przełomowy moment, kiedy to GKS zdobył aż 7 punktów z rzędu, co kompletnie rozbiło zespół gości. Dalsza część seta, to już dobijanie gdańszczan i koncertowa gra naszych siatkarzy, która dała na koniec tak wielką przewagę punktową. Skuteczność mimo tego troszkę spadła, bo na 50%, a u gości jeszcze gorzej bo na 29% – w punktach 10:7, więc i tak tylko trzy oczka więcej. Set rozstrzygnął się asami i blokami, gdzie razem GieKSa zdobyła 6 punktów przy tylko 1 bloku LOTOS-u. Błędy własne GKS miał tylko 5, natomiast goście znów 9. Przyjęcie u nas praktycznie bez zmian, tylko u siatkarzy Trefla poleciało w dół – dokładne na poziomie 30% do 41%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 14%. Skuteczność akcji własnych, tu była ogromna przewaga GKS-u – 16:8. Tym razem punktowanie rozłożyło się na cały zespół, ale najwięcej zdobyli Pietraszko 5 oraz Butryn 4.
Trzeci set GKS zaczął w podobnym stylu do poprzednia partia i prowadził już 4:1. Wydawało się, że nic nie jest wstanie zatrzymać nasz zespół przed wygraniem i tego seta. I wtedy, jak się później okazało był kluczowy moment spotkania, gdy po dłuższej akcji Pietraszko nie skończył prostej piłki. Od tego zdarzenia rozpoczął się odwrót naszej gry i coraz lepsza postawa gości. LOTOS kontrolował przebieg tego seta, GKS próbował gonić wynik, ale zabrakło argumentów. Skuteczność GieKSy spadła do poziomu 41%, a w LOTOS-ie wzrosła do 54% – punkty zliczono 11:15. Asy i bloki tym razem dla gdańszczan – razem 2:4. Błędy własne o jeden mniej w GKS-ie – 6:7. Przyjęcie podobnie jak poprzednio – dokładne na poziomie 38% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 19%. Set przegrany skutecznością akcji własnych – 13:19 na korzyść LOTOS-u. Jedynie Butryn próbował trzymać wynik – na 11 ataków skończył 6 – czyli 55%.
Czwarta partia wyrównana do stanu po 9, potem goście odskoczyli z wynikiem, a GKS miał coraz większe problemy z własną grą i zagrał go na podobnie niskim poziomie jak siatkarze LOTOS-u w drugiej partii. Skuteczność 50% do 78% dla rywali – w punktach wyszło 11:14. Asów i bloków GKS nie miał wcale, za to gdańszczanie aż 6. Tu były nasze największe straty. Błędy własne znów na remis, po 5 z obu stron. Przyjęcie wciąż na zbliżonym poziomie – dokładne na poziomie 35% do 46%, a perfekcyjne na poziomie 20% do 31%. Set znów przegrany skutecznością akcji własnych – 11:20 na korzyść LOTOS-u. Ogólnie bardzo slaby set w wykonaniu GKS-u, z tych jedenastu oczek 7 zdobyli Kapelus (4) i Butryn (3).
Tie break to już była gra nerwów, lepiej rozpoczęli goście odskakując na dwa oczka, potem wyszliśmy na prowadzenie by po chwili znów je stracić i tak aż do stanu 10:11. Decydujący fragment meczu GieKSa rozegrała bardzo dobrze, wystarczy wspomnieć, że pozostałe dwa punkty goście zdobyli tylko po naszych dwóch zepsutych zagrywkach. To dobrze świadczy o odporności psychicznej naszych siatkarzy i pewności siebie. Skuteczność troszkę lepsza u nas – 47% do 44% 0 wynikowo wyszło 9:7. W asach i blokach też minimalna korzyść – razem było 4:3. Błędy własne w GKS-ie 3, a w LOTOS-ie tylko 2. Przyjęcie – dokładne na poziomie 33% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 25% do 25%. Klasą dla siebie w piątym secie był Kapelus – na 5 ataków skończył 4 – czyli 80%, do tego dołożył asa i blok – razem 6 punktów.
Ogólnie skuteczność w ataku wyszła prawie na remis – obie ekipy miały po 50%, ale w punktach GKS zdobył o oczko więcej 55:54. Asy serwisowe 6:7, a bloki punktowe 8:9, więc troszkę lepiej dla gości. Błędy własne GKS miał 28, a LOTOS 32. Aż 21 zepsutych zagrywek, mimo pięciu rozegranych setów mogło być ich troszkę mniej po naszej stronie. Przyjęcie standard czyli lepsze u przeciwników – dokładne na poziomie 35% do 51%, a perfekcyjne na poziomie 23% do 26%. W punktach po własnych akcjach przegraliśmy o jedno oczko – 69:70. MVP spotkania Serhij Kapelus zdobył 20 punktów, w tym 18 atakiem oraz po 1 asie i bloku. Skuteczność miał na poziomie 64% – (na 28 ataków). 13 razy serwował i miał 4 zepsute zagrywki. 25 razy przyjmował piłkę po zagrywce rywali popełniając 3 błędy – przyjęcie dokładne na poziomie 28%, a perfekcyjne na poziomie 16%.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 18 meczach (68 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 1738 minut, z czego I set 475 min. – II set 471 min. – III set 478 min. – IV set 222 min. – V set 92 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 429: zagrywka 263, atak 100, siatka + inne 66.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 458: zagrywka 292, atak 124, siatka 19, inne 23.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1047: Kapelus 216, Butryn 209, Van Walle 134, Sobański 131, Kalembka 116, Krulicki 106, Błoński 68, Falaschi 32, Pietraszko 29, Fijałek 3, Stelmach 3.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 335: Butryn 68, Kapelus 54, Kalembka 42, Sobański 38, Van Walle 37, Krulicki 36, Błoński 32, Falaschi 14, Pietraszko 11, Stelmach 2, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 712: Kapelus 162, Butryn 141, Van Walle 97, Sobański 93, Kalembka 74, Krulicki 70, Błoński 36, Falaschi 18, Pietraszko 18, Fijałek 2, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 381: Kapelus 103, Butryn 93, Van Walle 73, Krulicki 49, Kalembka 43, Sobański 19, Falaschi 17, Błoński 10, Pietraszko 5, Stelmach 2, Fijałek -7, Mariański -13, Stańczak -13.
Ilość zagrywek – GKS 1479: Krulicki 220, Kapelus 216, Kalembka 214, Sobański 178, Butryn 161, Falaschi 160, Van Walle 138, Błoński 101, Pietraszko 59, Fijałek 26, Stelmach 6.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 292: Kalembka 51, Butryn 46, Sobański 44, Krulicki 35, Błoński 26, Kapelus 24, Van Walle 22, Pietraszko 20, Falaschi 14, Fijałek 9, Stelmach 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 84: Butryn 15, Sobański 13, Kalembka 11, Van Walle 10, Kapelus 10, Błoński 9, Krulicki 8, Pietraszko 4, Falaschi 4.
Ilość przyjęć – GKS 1282: Sobański 398, Kapelus 367, Błoński 173, Mariański 169, Stańczak 143, Kalembka 7, Krulicki 7, Stelmach 5, Pietraszko 5, Falaschi 4, Butryn 3, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 90: Kapelus 28, Sobański 24, Mariański 13, Stańczak 13, Błoński 8, Krulicki 2, Falaschi 1, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 318: Sobański 117, Kapelus 82, Błoński 43, Mariański 34, Stańczak 33, Falaschi 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 232: Sobański 77, Kapelus 54, Mariański 43, Stańczak 35, Błoński 22, Krulicki 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 18%: Mariański 25%, Stańczak 24%, Sobański 19%, Kapelus 15%, Krulicki 14%, Błoński 13%.
Ilość ataków – GKS 1780: Kapelus 439, Butryn 357, Sobański 269, Van Walle 259, Błoński 133, Kalembka 133, Krulicki 125, Pietraszko 30, Falaschi 29, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 124: Butryn 29, Kapelus 24, Sobański 15, Van Walle 15, Kalembka 14, Błoński 13, Krulicki 11, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 160: Butryn 41, Kapelus 37, Sobański 29, Van Walle 24, Błoński 11, Krulicki 9, Kalembka 7, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 809: Kapelus 189, Butryn 172, Van Walle 114, Sobański 103, Kalembka 75, Krulicki 67, Błoński 52, Pietraszko 19, Falaschi 15, Stelmach 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Stelmach 67%, Pietraszko 63%, Kalembka 56%, Krulicki 54%, Falaschi 52%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 43%, Błoński 39%, Sobański 38%, Fijałek 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 154: Krulicki 31, Kalembka 30, Butryn 22, Kapelus 17, Sobański 15, Falaschi 13, Van Walle 10, Błoński 7, Pietraszko 6, Fijałek 2, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 19: Sobański 5, Błoński 4, Kalembka 3, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Butryn 1.
MVP – GKS 8: Kapelus 3, Butryn 2, Sobański 2, Błoński 1.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze