Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Szkoda zmarnowanej szansy na pokonanie Resovii po raz drugi
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Resovią trwał 140 minut, z czego I set 30 min. – II set 27 min. – III set 31 min. – IV set 33 min. – V set 19 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 33
Ilość zdobytych punktów – GKS 78: Butryn 25, Kapelus 18, Sobański 15, Kalembka 10, Krulicki 5, Falaschi 3, Pietraszko 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 23: Butryn 8, Kapelus 4, Sobański 4, Kalembka 3, Pietraszko 2, Krulicki 1, Falaschi 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 36: Kapelus 11, Butryn 10, Sobański 6, Kalembka 5, Krulicki 3, Falaschi 2, Błoński -1.
Ilość zagrywek – GKS 112: Butryn 23, Falaschi 18, Sobański 18, Kalembka 16, Kapelus 15, Krulicki 13, Pietraszko 7, Błoński 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 19: Kalembka 4, Butryn 3, Kapelus 3, Sobański 3, Krulicki 2, Pietraszko 2, Falaschi 1, Błoński 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7: Butryn 4, Kapelus 1, Kalembka 1, Pietraszko 1.
Ilość przyjęć – GKS 91: Sobański 45, Kapelus 27, Stańczak 17, Błoński 1, Kalembka 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 2: Kapelus 1, Sobański 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 41%: Kalembka 100%, Sobański 47%, Stańczak 41%, Kapelus 30%, Błoński 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 30%: Sobański 33%, Kapelus 30%, Stańczak 24%, Błoński 0%, Kalembka 0%.
Ilość ataków – GKS 141: Butryn 51, Kapelus 36, Sobański 35, Kalembka 11, Krulicki 8.
Ilość błędów w ataku – GKS 12: Butryn 7, Sobański 3, Kapelus 1, Kalembka 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 9: Butryn 5, Kapelus 2, Sobański 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 57: Butryn 18, Kapelus 17, Sobański 11, Kalembka 7, Krulicki 4.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 40%: Kalembka 64%, Krulicki 50%, Kapelus 47%, Butryn 35%, Sobański 31%.
Ilość bloków punktowych – GKS 14: Sobański 4, Butryn 3, Falaschi 3, Kalembka 2, Krulicki 1, Pietraszko 1
Pierwszy set szalenie wyrównany z początkowym prowadzeniem GKS-u, potem w środkowej jego części lepiej prezentowali się goście prowadząc już nawet trzema oczkami (15:18). Od stanu remisowego po 20 już była tylko walka o przechylenie szali wygranej na swoją korzyść. GieKSa zmarnowała dużą szansę na wygranie tej partii, bo przy pierwszej piłce setowej, Sobański atakując z drugiej linii trafił niestety w aut. Przy drugiej Resovia obroniła się sama skuteczną akcją siatkarską. Natomiast drugą piłkę setową wykorzystali za to rzeszowianie i set nam uciekł. Skuteczność w ataku lepsza po stronie gości – GKS 39%, a Resovia 48% – punktowo zliczono 12:15. W asach i blokach lekka przewaga po naszej stronie – 6:4. Błędy własne – GKS 8 – Resovia 9, obie ekipy zepsuły aż po 6 zagrywek. Tak więc przegraliśmy tego seta słabszym atakiem. Przyjęcie o dziwo lepsze po stronie GieKSy – dokładne na poziomie 45% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 32% do 25%. Indywidualnie grę trzymali Butryn 6 oczek oraz Sobański 5 oczek.
W drugiej partii po początkowym prowadzeniu siatkarzy z Rzeszowa (dwoma punktami) GKS powoli wchodził na wyższe obroty. I od stanu po 13 gra zaczęła układać się tak dobrze, że nagle zrobiło się już pięć punktów przewagi (20:15). Goście jeszcze próbowali odrobić straty, ale spokojna gra GieKSy utrzymała te pięć oczek więcej, do końca. Skuteczność w ataku znów gorsza po naszej stronie – GKS 37%, a Resovia 48% – wynikowo wyszło 10:14. W asach i blokach 5:2 czym nadrobiliśmy większość strat z ataku. Błędy własne – GKS miał zaledwie 4, a Resovia aż 10 i to ostatecznie przesądziło o naszym zwycięstwie. Przyjęcie tym razem lepsze u gości – dokładne na poziomie 38% do 55%, a perfekcyjne na poziomie 31% do 36%. Punktowanie rozłożyło się na cały zespół GKS-u, procentowo najlepiej wypadli Kalembka – 67% oraz Kapelus – 60% skuteczności.
Trzeci set z lekką przewagą GKS-u od samego początku, dwu lub trzypunktową, z niepotrzebną nerwówką w decydującej jego części, kiedy to rzeszowianie wyszli na jedyne w tym secie prowadzenie (18:19 i 19:20). Na szczęście szybko sytuacja została opanowana i przy drugiej piłce setowej Kapelus zamknął tę partię. Skuteczność w ataku procentowo się poprawiła – GKS 48%, a Resovia 50% – ale punktowo znów ponieśliśmy straty, 13:17 to sporo jak na wyrównany procent. Część strat odrobiliśmy w asach i blokach – 4:2, ale najwięcej znów dostaliśmy od gości po błędach własnych, bo GKS miał zaledwie 3 w zagrywce, natomiast rzeszowianie aż 8, ale tylko 2 po zepsutych serwisach. Innymi słowy te 6 błędów było wymuszonych przez nasz dobrze grający zespół. Przyjęcie z seta na set coraz gorsze niestety – dokładne na poziomie 33% do 48%, a perfekcyjne na poziomie 19% do 29%. Grę w ataku trzymał Butryn – 7 punktów, choć skuteczność nie za wysoka, bo 42%.
W czwartej partii GieKSa poszła za ciosem i od stanu remisowego po 6, osiągnęła trzy oczka przewagi i spokojnie kontrolowała i pilnowała wyniku. Wydawało się, że już nic gości nie uratuje i GKS zgarnie trzy punkty w tym meczu. Niestety od rezultatu 19:17 nasza gra się zacięła, co skrzętnie wykorzystali doświadczeni gracze wicemistrza Polski. Zdobyli cztery punkty z rzędu (19:21) i tym razem po naszej stronie zrobiło się nerwowo. Nasi siatkarze się nie poddawali i wyciągnęli na remis po 22, ale kolejne dwie akcje były na korzyść rzeszowian i piąty set okazał się koniecznością, po wykorzystaniu znów drugiej piłki setowej przez gości, ale za sprawą zepsutej zagrywki Pietraszki. Szkoda straconej szansy. Skuteczność w ataku ciągle lepsza u rzeszowian – GKS 41%, a Resovia 52% – wynikowo wyszło troszkę lepiej niż we wcześniejszych setach, tym razem 14:16. GieKSa miał 1 asa i 3 bloki, a Resovia… zero! Co łącznie dało wynik 18:16 po własnych akcjach, więc gdzie set został przegrany? Tym razem to u nas było za dużo błędów własnych – GKS 9 ( w tym 4 w zagrywce), a Resovia 5 (też 4 w zagrywce). Przyjęcie tym razem się poprawiło – dokładne na poziomie 45% do 55%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 45%. Punktowanie ponownie rozłożyło się na cały zespół, a najlepiej wypadł Kapelus – 56% skuteczności.
Tie-break zaczęliśmy fatalnie (1:5 i 3:8) i przy zmianie stron boiska wydawało się, że wszystko już pozamiatane było. Ponownie nasi siatkarze nie zwiesili głów i zaczęli szybko odrabiać straty pokazując świetną grę, szczególnie w ataku i doprowadzili do remisu po 9! Jedyny punkcik w tym okresie dostali goście w prezencie po zepsutej zagrywce Butryna. Tak szybkie odrobienie wyniku, chyba spowodowało lekkie rozluźnienie, bo od razu goście znów mieli przewagę (9:11). Jeszcze udało się dojść na oczko straty (11:12), ale potem 2 punkty dla Resovii i przy rezultacie 11:14 sytuacja była już bardzo ciężka. Pierwszą piłkę meczową wybronił Kalembka, ale przy drugiej zepsuł serwis Błoński i mogliśmy zapisać do tabeli tylko jeden punkcik. Skuteczność w ataku procentowo lepsza u gości – GKS miał 36%, a Resovia 46% – ale wynikowo lepsza dla GKS-u, bo 8:6. W asach i blokach minimalna porażka – 2:3. Błędy własne – GKS 6, po 3 w zagrywce i w ataku, Resovia zaledwie 2 po serwisach. Przyjęcie lepsze u nas, ale nie przełożyło się to na większe zdobycze punktowe w ataku – dokładne na poziomie 42% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 42% do 20%. Butryn i Kapelus zdobyli po 4 punkty, ale Karol mylił się w ataku zbyt często – zaledwie 30% skuteczności przy 67% Serhija.
Ogólnie trzeba ocenić, że było to bardzo dobre spotkanie w wykonaniu siatkarzy GieKSy, ale podobnie jak w Kędzierzynie, żeby pokonać topowe drużyny w Polsce, trzeba dołożyć jeszcze więcej jakości, a tego zabrakło jednak, szczególnie w ataku. Skuteczność w tym elemencie w całym spotkaniu – GKS 40%, a Resovia 49% – w punktach policzono 57:68. W asach serwisowych nasza spora przewaga, bo 7:2, podobnie w blokach punktowych, bo 14:9. Co dało łącznie wynik po skończeniu własnych akcji – 78:79! czyli prawie na remis. Błędy własne – GKS miał 31, a Resovia 33, w tym w zagrywce 19:18, a w ataku 12:8 plus inne błędy 0:7. Przyjęcie gorsze od Resovii, ale bliskie remisu – dokładne na poziomie 41% do 48%, a perfekcyjne na poziomie 30% do 32%. Najwięcej punktów zdobył Butryn, bo aż 25, ale procentowo skuteczność w ataku miał słabą, bo tylko 35% (na aż 51 ataków skończył tylko 18), do tego dołożył 4 asy oraz 3 bloki. Lepiej w ataku wypadł Kapelus – 47% skuteczności, środkowi mieli wysoki procent, ale nie atakowali zbyt często, a szkoda. Dodatkowo trzeba wyróżnić za to spotkanie naszego libero, Adriana Stańczaka, który bronił kilka razy i podbijał piłkę w nieprawdopodobnych sytuacjach, dając możliwość na rozegranie kontry. Był to chyba najlepszy występ Stańczaka w barwach naszego klubu. Po dwóch udanych, acz przegranych meczach, nie ma czasu na zbytnie rozpamiętywanie ich, bo już trzeba szykować się do kolejnego meczu i na dodatek w odmiennej roli czyli faworyta starcia z Espadonem w Szczecinie.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 24 meczach (91 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2345 minut, z czego I set 637 min. – II set 630 min. – III set 640 min. – IV set 314 min. – V set 124 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 599: zagrywka 367, atak 145, siatka + inne 87.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 622: zagrywka 386, atak 174, siatka 25, inne 37.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1420: Butryn 330, Kapelus 280, Sobański 192, Kalembka 166, Krulicki 149, Van Walle 140, Błoński 79, Falaschi 40, Pietraszko 35, Stelmach 6, Fijałek 3.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 473: Butryn 110, Kapelus 72, Kalembka 69, Sobański 60, Krulicki 54, Van Walle 37, Błoński 35, Falaschi 17, Pietraszko 14, Stelmach 4, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 947: Butryn 220, Kapelus 208, Sobański 132, Van Walle 103, Kalembka 97, Krulicki 95, Błoński 44, Falaschi 23, Pietraszko 21, Fijałek 2, Stelmach 2.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 550: Butryn 161, Kapelus 137, Krulicki 81, Van Walle 73, Kalembka 64, Sobański 40, Falaschi 16, Błoński 10, Stelmach 4, Pietraszko 2, Fijałek -7, Mariański -15, Stańczak -16.
Ilość zagrywek – GKS 2024: Kalembka 314, Krulicki 286, Kapelus 277, Sobański 263, Butryn 251, Falaschi 246, Van Walle 147, Błoński 116, Pietraszko 82, Fijałek 31, Stelmach 11.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 386: Kalembka 72, Butryn 60, Sobański 59, Krulicki 43, Kapelus 34, Błoński 31, Pietraszko 29, Van Walle 26, Falaschi 21, Fijałek 9, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 118: Butryn 24, Kalembka 22, Sobański 20, Kapelus 14, Van Walle 10, Błoński 9, Krulicki 8, Pietraszko 6, Falaschi 5.
Ilość przyjęć – GKS 1685: Sobański 539, Kapelus 488, Mariański 210, Stańczak 199, Błoński 198, Krulicki 13, Stelmach 11, Kalembka 11, Falaschi 7, Pietraszko 5, Butryn 3, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 109: Sobański 33, Kapelus 30, Stańczak 16, Mariański 15, Błoński 10, Krulicki 2, Falaschi 2, Kalembka 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 422: Sobański 152, Kapelus 115, Błoński 50, Stańczak 46, Mariański 43, Stelmach 5, Falaschi 4, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 323: Sobański 116, Kapelus 73, Mariański 59, Stańczak 45, Błoński 25, Krulicki 3, Kalembka 1, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 19%: Mariański 28%, Stańczak 23%, Krulicki 23%, Sobański 22%, Kapelus 15%, Błoński 13%, Kalembka 9%, Stelmach 9%.
Ilość ataków – GKS 2385: Kapelus 576, Butryn 566, Sobański 382, Van Walle 275, Kalembka 179, Krulicki 172, Błoński 156, Falaschi 36, Pietraszko 34, Stelmach 6, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 174: Butryn 50, Kapelus 38, Sobański 24, Kalembka 17, Van Walle 15, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 201: Butryn 59, Kapelus 41, Sobański 36, Van Walle 26, Błoński 13, Kalembka 12, Krulicki 11, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1086: Butryn 272, Kapelus 247, Sobański 149, Van Walle 120, Kalembka 97, Krulicki 94, Błoński 63, Pietraszko 22, Falaschi 18, Stelmach 3, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 65%, Krulicki 55%, Kalembka 54%, Falaschi 50%, Stelmach 50%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 43%, Błoński 40%, Sobański 39%, Fijałek 33%.
Ilość bloków punktowych – GKS 216: Krulicki 47, Kalembka 47, Butryn 34, Sobański 23, Kapelus 19, Falaschi 17, Van Walle 10, Błoński 7, Pietraszko 7, Stelmach 3, Fijałek 2.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 25: Sobański 5, Kalembka 5, Błoński 4, Krulicki 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 11: Kapelus 3, Butryn 3, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.


Scifo
25 lutego 2017 at 14:01
Czytam i nie widzę wyniku… Fajnie, że są szczegółowe statystyki, ale chyba wynik jest najważniejszy. No chyba, że to taki rebus/ zadanie, gdzie ten się dowie, kto sam sobie policzy. Pozdrowienia dla publikujących!