Piłka nożna Wywiady
Skowronek: „Kozioł ofiarny? -Tak właśnie się czułem
Minęło już trochę czasu od zwolnienia trenera Skowronka. Postanowiliśmy się spotkać z trenerem by porozmawiać o sytuacji jaka panowała w GieKSie. Poczytajcie co miał do powiedzenia trener.
Zacznijmy może od początku, gdy przychodził Pan do GieKSy i miał przed sobą okres przygotowawczy to czy dostał Pan wszystko to, czego oczekiwał w kontekście piłkarzy, przygotowań, treningów?
Prezes wiedział, że profesjonalnie podchodzę do tematu i sprostał moim oczekiwaniom. Pomógł mi finansowo w organizacji codziennego funkcjonowania zespołu. Nie mówimy tu jednak o cudach, tylko o podstawowych sprawach zawodowej piłki. Zdziwienie było duże kiedy np. prosiłem o zorganizowanie miejsca do pracy dla mnie i sztabu szkoleniowego czy np. skompletowanie sytemu Polar do monitoringu piłkarzy. Śmieszne tematy, ale nie wyglądało to profi. Przekonałem i codzienna robota funkcjonowała w dobrych warunkach. Zaklepano 10-cio dniowe zgrupowanie, na którym niczego mi nie brakowało czy wreszcie możliwość współpracy z firma „Sports Performance Bortnik”, a więc dogadywaliśmy się z zarządem.
Co do piłkarzy to przed zimą mieliśmy jeszcze 5 meczów, gdzie mogłem poznać i zobrazować sobie ten zespół. Zobaczyć , gdzie są największe dziury. Tych zawodników, których chciałem dostałem. Inną sprawą jest to, jakiebyły możliwości GieKSy. Pamiętajmy, że klub miał ciągle nadzór PZPNu. Braliśmy wolnych zawodników. Myślę, że z tych piłkarzy, których wzięliśmy, to z 70% kibiców mogła być zadowolona. Najważniejsze było to, żeby Ci zawodnicy się wkomponowali, bo papier przyjmie wszystko, a umiejętności i głowa, to nie wszystko co decyduje o sukcesie. Byłem zadowolony z transferów przed ligą, ale życie w niektórych przypadkach pokazało, że wybory nie były dobre.
Mógłby Pan zobrazować, kogoGieKSa nie wzięła, aby zobrazować sytuację kibicom?
Wszyscy chcieliśmy np. Plizgę. Myślę, że to nie była tylko decyzja zarządu, ale również samego Dawida. Byłem z nim w kontakcie i wydaje mi się, że można to było złapać i Plizga mógł grać w GieKSie. Chory przepis młodzieżowca wymuszał też wzmocnienie, dlatego chciałem Tomka Zająca z Wisły, z którym też nieraz rozmawiałem i był chętny do wspólnej roboty. Kontuzja Wołkowicza pokazała, że Gieksa ma duży problem z młodymi. Dalej nie chce punktować.
Wracając do wcześniejszego pytania, to jeśli chodzi o bramkę – Rudnicki pojawił się w momencie, w którym myśleliśmy o zmianie bramkarza. Wiedzieliśmy, że mamy duży problem z młodzieżowcami i miałem nadzieję, że Krystian będzie alternatywą. Rudnickiego znałem ze Szczecina, Kluczbork był dla niego mocnym krokiem w przód. Wiedziałem jak jest pracowity i jaki ma potencjał. Jego statystyki nie były przypadkowe i stąd decyzja, że go bierzemy. Słabą stroną GieKSy były boki obrony. W kręgu zawodników, którzy byli wolni wzięliśmy nasze „jedynki”. Jest Frańczak i Petasz – chciałem grać bokami, są to ofensywni zawodnicy, którzy lubią grę do przodu. Zabezpieczeniem dla ich gry miało być ustawianie defensywnych pomocników. Petasz i Frańczak mieli być bardzo ofensywnie grającymi obrońcami i z takiego układu byliśmy zadowoleni. Poza tym byli dla mnie alternatywami na skrzydłach. Leimonasa wzięliśmy, gdyż w środku brakowało piłkarzy o charakterystyce stricte defensywnego pomocnika. Drugą sprawą był brak stabilizacji w środku obrony, gdzie Jurkowski był kontuzjowany i długo nie grał. Leimonas był również opcją dla obrony. Znałem go z Widzewa i wiedziałem jak pracuje na treningach. Byłem przekonany, że zabezpieczy środek pola, zrobi różnicę w odbiorach w tej strefie i dobrymi podaniami pozwoli na szybszą grę na bokach. Povilas ma też dobry timing do gry w powietrzu, a więc myślałem też o stałych fragmentach gry w ataku i obronie. Z transferów byłem zadowolony, ale brakowało mi takiej „kierownicy” w tym zespole. Dlatego właśnie myśleliśmy o Plizdze. On dawał mnóstwo opcji , gdyż mógł grać podwieszony pod Goncerzem, moglibyśmy grać na dwóch napastników czy nawet użyć go, jako skrzydłowego. Takich uniwersalnych zawodników szukaliśmy. Chciałem, żeby kadra nie była szeroka, ale by podniosła się jej jakość. Frańczak na pewno jest wzmocnieniem, Leimonas również, Rudnicki nie otrzymał prawdziwej szansy, a Petasz no to się skompromitował.
Przychodził Pan w trudnym momencie do GieKSy. Czy w rozmowach z działaczami o planach, celach pojawiało się słowo awans? Publicznie, bowiem wszyscy go unikają.
Na pewno nie był to bardzo realny cel w tamtym momencie. Myślę, że zarząd zatrudnił mnie, gdyż byłem bardzo ambitnie nastawiony do zadań, które mnie czekały. Wierzyłem w dobrze przepracowaną zimę i w to, że odpalimy w pierwszych meczach. Gdybyśmy mocno zapunktowali, to myślę, że to włączenie się do walki byłoby realne. Dlatego przejawiało się słowo awans, ale w bardzo stonowanych nastrojach.
Pierwszy mecz na Sandecji przegrany pechowo, potem najlepszy mecz od dawna, czyli wygrana z Tychami. Proszę powiedzieć, czemu nie udało się powtórzyć takiego meczu z Tychami w kolejnych grach?
Bardzo dobre pytanie. Analizowałem dokładnie te wszystkie mecze i pełnej odpowiedzi na to pytanie nie otrzymałem. Mam tylko kilka spostrzeżeń. Kiedy oglądałem Gieksę nie wiedząc o tym, że będę jej trenerem, rzuciły mi się w oczy duże odległości w ustawieniu. Przed meczem z Sandecją miałem mało czasu, tylko 2 dni, ale pozwoliło mi to na na skrócenie dystansu pomiędzy formacjami. Dzięki temu byliśmy bliżej przeciwnika, ale też i siebie, dlatego łatwiej było o wzajemną asekurację. Późniejszy mecz z Tychami, to cały tydzień, w którym pracowaliśmy nad pressingiem, skracaniem dystansu i atakowaniem przeciwnika. Wytworzyła się również charakterologia tego zespołu, którą chciałem zbudować, ona mocno się w tym meczu zaznaczyła. Do tego doszedł czynnik w postaci otoczki meczu, dużego wsparcia kibiców oraz wewnętrznej motywacji piłkarzy. To wszystko spowodowało, że ten mecz tak wyglądał. To był dla nas kierunek i mocno wzorowaliśmy się na tym spotkaniu. Chcieliśmy to powielać w kolejnych meczach. Z Arką nasza gra w pewnych fragmentach nie wyglądała źle, nie tylko w kontekście pressingu. Mecz z Widzewem był przesłaby i nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Trening się nie zmienił, a wyglądaliśmy jak dzieci we mgle. Personalia się zmieniły, wypadli za kartki Goncerz i Cholerzyński, zawodnicy, którzy ciągnęli ten zespół do pressingu i może to był jeden z powodów dlaczego tak wyglądaliśmy. Mecz z Miedzią również nie był dobry pod tym względem, ale tutaj myślę, że waga tego spotkania nie pozwoliła na to, żeby być w pełni sobą. W tych dwóch meczach nie mogłem też być na ławce, miałem karę 2 meczy za Arkę. W okresie przygotowawczym wiele poświeciliśmy na to, aby wyglądać tak jak w meczu z Tychami, jednak z nowymi ludźmi nie zawiązało się to od początku .
Nie zawiązało się, bo nie są gotowi na taką grę czy gdzieś tam „im się nie chciało?”
Nie wierzę w to, że im się nie chciało. Cały plan taktyczny nie brał się z przypadku, wszystko było poddane analizie. Przejrzałem każdą straconą i strzeloną bramkę. Analizowałem dokładnie skąd biorą się takie a nie inne statystyki. Wiedziałem, że mamy problem w bronieniu w centralnym sektorze boiska, a przede wszystkim w świetle bramki. Masę czasu poświęciliśmy na to żeby to zmienić. Grę obronną trenowaliśmy nie tylko poprawiając złe rzeczy, ale chciałem zmienić Gieksę, dlatego sporo w treningu było skracania pola gry, oddalania jej od naszej bramki. Taka była moja koncepcja , bo nikt w I lidze nie lubi grać pod pressingiem. Tylko że taki pressing musi być zespołowy i zgadzam się, że czasem brakowało nam solidności w tym elemencie, tego żeby zaangażowało się w robotę 10 graczy a nie 4. Stąd potem problemy w tyłach, piłki za plecy obrońców, które robiły nam problem. Dziś niewiele bym zmienił, ale może bardziej bym szachował grając też niżej. Wynik, który nie nakręcił nas od początku też jakby tracił wiarę w grę takim pressingiem.
GieKSa na wiosnę grała w kratkę, Suwałki to jednak był od wielu lat najsłabszy mecz. Kary dla zawodników miały być wstrząsem, który jednak nie przyniósł efektów?
Jasne, że tak. Myślę, że szatnia nie udźwignęła tego karania. Z każdej strony była bombardowana i ta kara finansowa nie mogła dać pozytywnych efektów. Myślę, że w kryzysie nie zawsze bat, nie zawsze krzyk, a czasem wsparcie dla piłkarzy jest kluczowe, by wyjść ze słabszego momentu. Myślę, że tego zabrakło.
Czyli decyzja o karach nie była konsultowana z trenerem?
Nie. Decyzja została mi zakomunikowana i tyle.
Po Zagłębiu kary dla piłkarzy nie było, jedyną karą było zwolnienie trenera Skowronka. Czuł się Pan w tym momencie „kozłem ofiarnym”?
Tak, właśnie tak się czułem. Zgodziłem się na ten wywiad tylko dlatego, że kiedy się odezwałeś, czułem że kibice chcą wiedzieć coś więcej, ale nie mam zamiaru bronić tutaj swojej dupy. Zresztą wyniki niestety mi w tym nie pomogą. Myślę, że zabrakło konsekwencji w decyzyjności. Jeżeli podjęto pewne kroki 3 tygodnie wcześniej i uważano, że było to dobre rozwiązanie, to trzeba było być w tym konsekwentnym. Jeżeli chciano zwolnić trenera, to też uważam, że powinna byćw tym jakaś konsekwencja. Tutaj nie było np. 3-4 meczów przegranych z rzędu, kontrowersyjnych decyzji co do składu czy taktyki, zespół dobrze biegał, zero kontuzji itd. Wcześniej wygraliśmy w dobrym stylu trudny mentalnie mecz na Siedlcach. Oczywiście przeciwnik to nie ta skala, ale Pogoń walczyła o utrzymanie, o życie. Tam pierwszy raz w sezonie wygraliśmy mecz, w którym przegrywaliśmy. Brakowało mi takiej fali, która uzasadniałaby zrzucenie całej winy na trenera. Dosłownie dwie minuty po meczu z Zagłębiem ludzie z zarządu pytają mnie, co się dzieje? jakie wnioski? co robimy?Przecież tak samo jak oni dostałem w twarz w tym meczu i w takim momencie, to tylko pierdolnąć coś mocniejszego i spróbować się z tym przespać. Uważam, że było to słabe, rozsądniej jest usiąść i porozmawiać bez emocji w sobie. Wtedy najlepiej jest podjąć wspólnie racjonalne decyzje, co robić dalej. Trochę czuje się kozłem ofiarnym tego wszystkiego. 0:5, a tym bardziej u siebie jeszcze nie przeżyłem, ale nie pozwolono mi nawet z takiej sytuacji wyjść. Od razu był strzał i do widzenia.
13 meczów prowadził Pan zespół plus 3 miesiące okresu na przygotowań. To czas, w którym można poznać drużynę?
W futbolu na pewno jest, to krótki czas. Praca trenera to proces. Czasami są przykłady „czarodziejskiej różdżki”, ale to wszystko na krótką metę. Drugą sprawą jest poznanie zespołu. Kiedy jest dobrze to jest sielanka, alegdy są problemy, jest kryzys, to właśnie wtedy poznaje się ludzi i na to nie miałem czasu. Pół roku to nie jest czas gdzie można ocenić z dobrą wykładnią efekty pracy trenera. Można za to ocenić jak on pracuje, jaki jest jego styl. Prezes na zajęciach był często, dyrektor był zawsze. Do mojej pracy ze strony osób zarządzających klubem nie było nigdy zastrzeżeń. Dyrektor poznał koncepcję mojej pracy, był z tego zadowolony, wchodził w to wszystko i chciał się uczyć. Niestety, gdy zabrakło wyniku, to okazało się, że to wszystko jest złe.
Na ile odczuwał Pan wsparcie dyrektora sportowego oraz prezesa?
Na pewno prezes zatrudniając mnie przemyślał tą decyzję. Miał z nią określoną nadzieję, decydował się na zmianę by było lepiej w klubie. Wsparcie z jego strony czułem. Prezes jednak potrzebował wyniku na już, na teraz. Dlatego jego wsparcia, wspólnego deptania do sukcesu mi zabrakło. Dyrektor wszedł w zespół w trakcie rozgrywek, zapoznał się z moimi pomysłami na zespół. Był z tego mocno zadowolony, zadowolony z tego jaki miał sztab. Do tego dochodzą jednak mecze, presja, ciśnienie, wykonywanie zadań treningowych w meczu przez piłkarzy. Po samych meczach tego wsparcia z jego strony nie odczułem. Trzeba nauczyć się szerszego spojrzenia na problemy w piłce. To jest gra zespołowa, to jest boisko 110×68, a nie ring. Stąd myślę pojawił się moim zdaniem śmieszny wywiad trochę pod publiczkę, który mnie w tym utwierdził. ( Chodzi o wywiad dla naszej strony, który szeroko był komentowany przez media).
Wspomniał Pan, że coś by Pan zmienił w drużynie widząc, co się dzieje, ale ja mam wrażenie, że w pewnym momencie było to błędne koło. Miał Pan kontrakt do czerwca, przyszły mecze gdzie sezon był praktycznie zamknięty, czekał nas środek tabeli. Nie mógł Pan wprowadzać rezerwowych, bo ich nie ma, młodzież, jeśli się wyróżnia to przegrywając mecze i tak Pana zwolni prezes. Gra Pan tymi, co są, ale wyniki nie są zadowalające. Czuł się Pan zamknięty w opcjach? Również przez postawę zarządu gdzie nie było wiadomo, co dalej? Gdzie nie było decyzji jak np. z Moskalem rok temu, że on zostaje na nowy sezon?
Tak zabrakło mi takiego sygnału ze strony zarządu. Myślę, że gdyby było wsparcie z przekonaniem, że ufamy trenerowi, to tak by zrobili. Pole manewru było zawężone, ale nie narzekałem. Każdy punktuje, że młodzieży nie ma w składzie, ale to też jest proces. Trzeba zbudować bazę by tych wychowanków było jak najwięcej. Być może byłem w tej całej sytuacji trochę naiwny, pewne zdania były po prostu blefem i nie były poparte zdecydowaną diagnozą i decyzją prezesa. Myślę, że po 0:5 ludzie zarządzający GieKSą wystraszyli się i z trenerem nie chcieli rozmawiać. Żeby zareagować zareagowali w taki sposób, że mnie zwolnili. Mówiono, że zespół zaplątał się w walkę o utrzymanie, ale nie dano mi okazji do tego by z tego wyjść. Tabela była bardzo spłaszczona w jedną i drugą stronę, a zespół jest bardzo dobrze przygotowany do sezonu, dlatego nie kalkulują. Dobrze wyglądają w meczach, które prowadzi trener Piotr Piekarczyk, on sam podjął decyzje personalne, do których ja bym się mocno zbliżał.
My, jako redakcja jesteśmy nieco bliżej klubu, ale też nie mamy oglądu na wszystko. Proszę powiedzieć czy w rezerwach czy też w juniorach są w ogóle gracze, którzy mogą być sprawdzani w kontekście gry w I zespole?
Tego dziś nie widać, ale rozmawialiśmy o tym by w zespole grała młodzież. Był mocny przegląd zespołu Jacka Gorczycy. Młodzież była zapraszana na treningi i sparingi. Chciałem zbudować sobie obraz tych chłopaków, by zobaczyć czy mogą dać coś zespołowi na tle starszych kolegów. Sprawdzaliśmy kilku z nich, ale myślę, że Ci ludzie potrzebują czasu. Takim wyjątkiem, rodzynkiem, z którego na teraz można coś zrobić,uważam jest Szołtys. Rozwinął się fizycznie, taktycznie jest bardzo chłonny. Patrząc dalej, to ciężko znaleźć takie osoby na już. Z Markiem Oględzińskim, szefem akademii, mieliśmy plany i chcieliśmy wprowadzać dodatkowe zajęcia dla wyróżniających się zawodników, ale zabrakło nam czasu. Praca tej akademii idzie w dobrym kierunku, ludzie tam pracujący maja pojęcie o piłce, tylko znowu …. czas.
Z czego Pana zdaniem wynika problem rezerwowych w tym sezonie GieKSy?
Z jakości.
Jakości całej drużyny czy tych rezerwowych? Z rezerwy wchodzili z reguły Januszkiewicz, Czerwiński, Ceglarz, Kujawa, Bętkowski. Mieli 33 mecze.
A więc sporo szans. Nie może być mowy o słabej formie z powodu braku grania i spadku motywacji z tym związanego. Ci zawodnicy nie otrzymywali sporadycznych szans. Mieli dużo minut na pokazanie siebie, czasem przecież wychodzili w podstawowym składzie. Diagnoza jest jedna- jakość. W szatni nie można zrobić kolejnej rewolucji, to do niczego nie prowadzi, co pokazały wcześniejsze zmiany. Tam trzeba zrobić dobrą diagnozę i konkretną ewolucję.
Gdzie by Pan szukał zmian, jeśli chodzi o taką ewolucję gdyby to Pan mógł jeszcze decydować?
Mówiłem to prezesowi i dyrektorowi już wcześniej, gdzie trzeba szukać wzmocnień, miałem przygotowane nazwiska na budowanie tego zespołu. Szkielet, pion zespołu musi być doświadczony, bramkarz i napastnik zawsze dają punkty. Jeśli myśli się w nowym sezonie o awansie, to muszą być naprawdę dobrzy zawodnicy. Goncerz albo już przejdzie do ekstraklasy, ale potrzebuje w GieKSie rywala, który sprawi, że nie będzie stał w miejscu, by mógł się rozwijać. Do tego uważam, że potrzebne są zmiany na pozycji „8” i „10”. Brakowało mi ofensywnego i kreatywnego pomocnika w środku pola, więc grałem dwójką defensywnych pomocników. Brakowało mi otwierania gry na własnej połowie i przyśpieszania gry na połowie rywala. Tutaj szukałbym wzmocnień. Dalej szukałbym bocznych obrońców, aby móc przesunąć wyżej Frańczaka i Pietrzaka. Do tego na pewno można obudować fajną młodzież i taki schemat często się sprawdza. Sama młodzież jednak nie wystarczy, potrzeba zawodników top.
Brakowało Panu w tym zespole takich zawodników, których teraz chce dyrektor tzn. chamów i buców?
Rozumiem, o co chodzi dyrektorowi. Mnie też oto chodziło i wokół tego muszą być również zbudowane transfery zawodników. Nie tylko doświadczenie i umiejętności, ale również charyzma. To, że Pielorz poszedł do środka to nie tylko to, że on się tam lepiej czuje i daje więcej zespołowi, ale również pod takim kierunkiem, że w środku pola mogła być dzięki temu większa dawka tej charyzmy. Rzeczywiście na tą chwilę brakuje takich zawodników i to również potwierdzają statystyki. Do meczu z Siedlcami, gdzie skasowaliśmy 3 punkty po straconej jako pierwsi bramce, to nam się nie udawało. Mecz z Lubinem również to pokazał, przegrywamy 0:2 to szef drużyny bierze zespół do siebie i przekazuje, że zapierdalamy dalej. Ten mecz pokazał, jak duży wpływ na zespół ma brak takiej solidarności, lidera wtedy, kiedy jest źle.
Ten mecz pokazał jak do obowiązków podchodzi Petasz?
Nie będę tutaj oceniać poszczególnych zawodników indywidualnie. Ja mam swoje przemyślenia, zarząd ma identyczne. Tym bardziej żałuje, że nie pozwolono nam razem budować zespołu.
Według trenera ta drużyna i Ci zawodnicy byli jeszcze nastawieni na rozwój?
Ja na pewno chciałem ten zespół rozwijać. Było wiele treningów formacyjnych. Jeżeli ktoś uważa, że szukałem kwadratowych jaj to taki człowiek nie pójdzie do przodu. Ta I liga będzie dla niego maksem. Poza tym jeśli ktoś uważa, ze zbyt profesjonalnie podchodziłem do swoich obowiązków, to świadczy to źle o mnie czy o ludziach , którzy tak mówią? Jeżeli wiedziałem, że duży szacunek jest, dla GieKSy od przeciwnika i będą w meczu z nami się bronić, to nie zdobędziemy sytuacji bramkowej poprzez wykop bramkarza na Goncerza. Trzeba się męczyć z atakiem pozycyjnym, szukać swoich okazji poprzez grę skrzydłami, zejście do środka, szukanie przewagi liczebnej i wolnych przestrzeni. Takie było myślenie. Chciałem rozwijać zawodników i jest jakiś tam % ludzi, którzy mogą iść do przodu, jak chociażby Pietrzak czy Kamiński. Kamyk na pewno zrobił progres w czytaniu gry, asekuracji. Wyprowadzenie piłki to jego problem, ale pracuje nad tym. Nie było przypadku w tym, że łapał tyle kartek. Dziś ustawia się lepiej do gry 1na1 i to cieszy. Duda był najlepszym asystentem, to nie był przypadek, bo on ma potencjał, tylko jego problemem są przestoje w meczu i nad tym musi pracować. Z kilku chłopaków naprawdę można wyciągnąć więcej.
Na ile Ci piłkarze są gotowi do rozwoju? Czy nie jest tak, że część z nich popadła w I ligowy marazm?
Każdy człowiek nie tylko w sporcie potrzebuje impulsu by iść do przodu. Czasem dla takich zawodników może być to zmiana otoczenia, zmniejszenie presji. Dla samej świeżości szatni czasem trzeba zrobić takie małe wietrzenie i wprowadzić zmiany.
Taka wymiana połowy składu to będzie dobry krok?
Czy trzeba zmieniać połowę składu to nie jestem przekonany. Kolejna rewolucja po półroczu, gdzie jest duża niepewność w szatni, co będzie dalej, nie jest wskazana. Powtórzę swoje słowa, potrzeba dobrej diagnozy tego gdzie są dziury w tym zespole. Trzeba zainwestować środki w piłkarzy, którzy nadają się do gry w GieKSie pod względem umiejętności i mentalności.
Przychodził Pan do GieKSy, to zostało 5 meczów na jesień, poznał Pan trochę zespół. Czy zastanawiał się Pan nad zmianą kapitana? Goncerz jako jedyny dla kibiców pokazywał serce. Pitry wywiadem o 5 miejscu i swoją postawą w niektórych meczach nie dawał takiego sygnału.
Zastanawiałem się, bo brakowało nam lidera. Będąc jednak dłużej w środku nie mogła to być decyzja od zaraz. Czekałem do zgrupowania, by poznać bardziej tych chłopaków. Tam przyglądałem się im nie tylko w pracy na boisku, ale i w codziennej relacji. Jedynym na dziś zawodnikiem, który mógłby wziąć opaskę na ramię i ma cechy kapitana jest Pielorz. Być może powinienem sam mu ją przyznać, bo wybory zespołu nic by nie zmieniły. Przemyślałem sytuację i zostawiłem sprawę bez zmian.
Ile zawodnikom i zespołowi dała współpraca z braćmi Bortnik?
Bardzo dużo. Bracia Bortnicy, to są fachowcy z najwyższej półki w Polsce. To są ludzie lojalni i doświadczeni w tym co robią. Nasza koncepcja jest identyczna. Dobrze się rozumiemy i uzupełniamy. Mój trening to wysokie tempo i duża intensywność oraz dobieranie ćwiczeń, gdzie nie brakuje taktyki. Cały plan jak to zrobić był wspólną drogą. Dzięki pracy podnieśliśmy znacząco jakość od strony przygotowania fizycznego. Pracowaliśmy z każdym zawodnikiem indywidualnie, wprowadziliśmy prewencję. Nie było żadnej kontuzji. Jeżeli będę pracować w innym klubie, to na pewno będę chciał by bracia współpracowali ze mną dalej. Skąd takie pytanie?
Analizują przygotowanie na przestrzeni lat wydaje mi się, że Pan oraz Grycman za Góraka przygotowaliśmy zespół bardzo dobrze. Zastanawia mnie to na ile idzie jeszcze wycisnąć w dzisiejszych czasach przewagi, jeśli chodzi o takie przygotowanie drużyny przy współpracy z taką firmą.
Ta firma gwarantowała sukces od tej strony i GieKSa może sporo żałować, że dziś nie ma ich w klubie.
Myśli pan, że będzie z tym problem?
Nie powinno być, przygotowanie fizyczne to baza do tego by pracować nad taktyką. Każdy trener ma tego świadomość i powinno być pod tym względem ok.
Oglądał Pan mecze GieKSy po zwolnieniu?
Tak.
Nie ma Pan wrażenia, że trochę przekombinował z niuansami taktycznymi widząc prostą grę, GieKSy w ostatnim czasie?
Nie uważam tak. Na pewno to jak oni grają teraz to nie jest do końca moja koncepcja gry. Szukają tylko kontry grając niskim pressingiem. Myśmy też tak trenowali i gdy na spokojnie oglądam te mecze to czuje małą satysfakcję, gdy widzę współpracę np. Frańczaka z Czerwińskim. Współpracują dobrze razem w pionie, dobrze zawężają pole gry, dobrze się uzupełniają w ataku. To nie jest przypadek. Defensywny pomocnik pomaga środkowym obrońcom. Te zasady poznali i je stosuja. Przy niskim pressingu jest im po prostu łatwiej to robić. Jest to dziś sposób skuteczny, ale czy na długą metę? to trzeba samemu ocenić. Ja nie chciałem być czytelnym trenerem. Chciałem by tez zespół potrafił zaskoczyć przeciwnika. Chciałem by grali fragmentami kombinacyjnie i mogli się zaadoptować do wszystkich sytuacji na boisku. Myślę, że kierunek nie był zły, tylko zabrakło mi czasu by wybrać zawodników, którzy by zaufali bez względu na wszystko.
Goncerz Pana zdaniem to piłkarz na ekstraklasę?
Bramkami, statystykami pokazuje, że zasługuje na powrót do ligi i życzę mu tego z całego serca.
Kto by mógł zastąpić Goncerza?
Grześka nie puszczą bez sporej gotówki za niego, wiec pewnie nie ma tematu. Z mojej perspektywy, to bez nazwisk, ale chciałem mieć dwóch napastników o różnych charakterystykach, tak aby się uzupełniali. Moje decyzje zawsze były dostosowane do tego, jaki materiał miałem w drużynie. W Radzionkowie graliśmy kombinacyjnie, bo miałem kreatywnych piłkarzy jak Makowie, Danielewicz czy Rocki. W Pogoni silny środek pole Aka-Edi i wszystko szło przez nich. Tylko w Widzewie opierało się sporo na napastniku grając z kontry na szybkiego Viśniakovsa. W GieKSie wiedziałem, że będzie dużo gry w pozycyjnym ataku, więc to graliśmy i trenowaliśmy. Po stracie piłki chcieliśmy przerywać szybko kontry. W środku pola brakowało mi kreatywności, więc chcieliśmy grać skrzydłami. Goncerz ma 21 bramek, a następny Pitry ma 3. Akcenty nie rozkładają się na zespół, więc gdzie jest „10” i skrzydłowi. Chcieliśmy wykorzystać to, że Goncerz będzie mieć 2-3 obrońców. Mieli wchodzić w jego miejsce inni zawodnicy, a sam Gonzo miał znajdować się w polu karnym na wykończenie akcji. Podkreślę jeszcze raz, trener potrzebuje czasu, by takie rzeczy wprowadzić w warunkach meczowych, potrzebuje wsparcia zarządu i wyników.
Co teraz? Jakie plany?
Poświęcam czas żonie i dzieciakom. Wiadomo, bez roboty i adrenaliny jest mi ciężko, ale wykorzystuje czas i nadrabiam zaległości. Po zwolnieniu był sygnał z jednego klubu, ale odpuściłem. Mam nadzieję, ze trafie na ludzi, którzy mi zaufają i pozwolą pracować na sukces, którego na pewno jestem głodny. Teraz zabijam czas, doskonalę angielski, czytam książki, chcę wybrać się gdzieś na staż. Ostatnio zaprosił mnie trener Pasieka do Szkoły Trenerów i poprowadzę tam wykłady i zajęcia. Mam co robić.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.


Najnowsze komentarze