Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Skowronek: „Kozioł ofiarny? -Tak właśnie się czułem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Minęło już trochę czasu od zwolnienia trenera Skowronka. Postanowiliśmy się spotkać z trenerem by porozmawiać o sytuacji jaka panowała w GieKSie. Poczytajcie co miał do powiedzenia trener.

Zacznijmy może od początku, gdy przychodził Pan do GieKSy i miał przed sobą okres przygotowawczy to czy dostał Pan wszystko to, czego oczekiwał w kontekście piłkarzy, przygotowań, treningów?

Prezes wiedział, że profesjonalnie podchodzę do tematu i sprostał moim oczekiwaniom. Pomógł mi finansowo w organizacji codziennego funkcjonowania zespołu. Nie mówimy tu jednak o cudach, tylko o podstawowych sprawach zawodowej piłki. Zdziwienie było duże kiedy np. prosiłem o zorganizowanie miejsca do pracy dla mnie i sztabu szkoleniowego czy np. skompletowanie sytemu Polar do monitoringu piłkarzy. Śmieszne tematy, ale nie wyglądało to profi. Przekonałem i codzienna robota funkcjonowała w dobrych warunkach. Zaklepano 10-cio dniowe zgrupowanie, na którym niczego mi nie brakowało czy wreszcie możliwość współpracy z firma „Sports Performance Bortnik”, a więc dogadywaliśmy się z zarządem.
Co do piłkarzy to przed zimą mieliśmy jeszcze 5 meczów, gdzie mogłem poznać i zobrazować sobie ten zespół. Zobaczyć , gdzie są największe dziury. Tych zawodników, których chciałem dostałem. Inną sprawą jest to, jakiebyły możliwości GieKSy. Pamiętajmy, że klub miał ciągle nadzór PZPNu. Braliśmy wolnych zawodników. Myślę, że z tych piłkarzy, których wzięliśmy, to z 70% kibiców mogła być zadowolona. Najważniejsze było to, żeby Ci zawodnicy się wkomponowali, bo papier przyjmie wszystko, a umiejętności i głowa, to nie wszystko co decyduje o sukcesie. Byłem zadowolony z transferów przed ligą, ale życie w niektórych przypadkach pokazało, że wybory nie były dobre.

Mógłby Pan zobrazować, kogoGieKSa nie wzięła, aby zobrazować sytuację kibicom?

Wszyscy chcieliśmy np. Plizgę. Myślę, że to nie była tylko decyzja zarządu, ale również samego Dawida. Byłem z nim w kontakcie i wydaje mi się, że można to było złapać i Plizga mógł grać w GieKSie. Chory przepis młodzieżowca wymuszał też wzmocnienie, dlatego chciałem Tomka Zająca z Wisły, z którym też nieraz rozmawiałem i był chętny do wspólnej roboty. Kontuzja Wołkowicza pokazała, że Gieksa ma duży problem z młodymi. Dalej nie chce punktować.
Wracając do wcześniejszego pytania, to jeśli chodzi o bramkę – Rudnicki pojawił się w momencie, w którym myśleliśmy o zmianie bramkarza. Wiedzieliśmy, że mamy duży problem z młodzieżowcami i miałem nadzieję, że Krystian będzie alternatywą. Rudnickiego znałem ze Szczecina, Kluczbork był dla niego mocnym krokiem w przód. Wiedziałem jak jest pracowity i jaki ma potencjał. Jego statystyki nie były przypadkowe i stąd decyzja, że go bierzemy. Słabą stroną GieKSy były boki obrony. W kręgu zawodników, którzy byli wolni wzięliśmy nasze „jedynki”. Jest Frańczak i Petasz – chciałem grać bokami, są to ofensywni zawodnicy, którzy lubią grę do przodu. Zabezpieczeniem dla ich gry miało być ustawianie defensywnych pomocników. Petasz i Frańczak mieli być bardzo ofensywnie grającymi obrońcami i z takiego układu byliśmy zadowoleni. Poza tym byli dla mnie alternatywami na skrzydłach. Leimonasa wzięliśmy, gdyż w środku brakowało piłkarzy o charakterystyce stricte defensywnego pomocnika. Drugą sprawą był brak stabilizacji w środku obrony, gdzie Jurkowski był kontuzjowany i długo nie grał. Leimonas był również opcją dla obrony. Znałem go z Widzewa i wiedziałem jak pracuje na treningach. Byłem przekonany, że zabezpieczy środek pola, zrobi różnicę w odbiorach w tej strefie i dobrymi podaniami pozwoli na szybszą grę na bokach. Povilas ma też dobry timing do gry w powietrzu, a więc myślałem też o stałych fragmentach gry w ataku i obronie. Z transferów byłem zadowolony, ale brakowało mi takiej „kierownicy” w tym zespole. Dlatego właśnie myśleliśmy o Plizdze. On dawał mnóstwo opcji , gdyż mógł grać podwieszony pod Goncerzem, moglibyśmy grać na dwóch napastników czy nawet użyć go, jako skrzydłowego. Takich uniwersalnych zawodników szukaliśmy. Chciałem, żeby kadra nie była szeroka, ale by podniosła się jej jakość. Frańczak na pewno jest wzmocnieniem, Leimonas również, Rudnicki nie otrzymał prawdziwej szansy, a Petasz no to się skompromitował.

Przychodził Pan w trudnym momencie do GieKSy. Czy w rozmowach z działaczami o planach, celach pojawiało się słowo awans? Publicznie, bowiem wszyscy go unikają.

Na pewno nie był to bardzo realny cel w tamtym momencie. Myślę, że zarząd zatrudnił mnie, gdyż byłem bardzo ambitnie nastawiony do zadań, które mnie czekały. Wierzyłem w dobrze przepracowaną zimę i w to, że odpalimy w pierwszych meczach. Gdybyśmy mocno zapunktowali, to myślę, że to włączenie się do walki byłoby realne. Dlatego przejawiało się słowo awans, ale w bardzo stonowanych nastrojach.

Pierwszy mecz na Sandecji przegrany pechowo, potem najlepszy mecz od dawna, czyli wygrana z Tychami. Proszę powiedzieć, czemu nie udało się powtórzyć takiego meczu z Tychami w kolejnych grach?

Bardzo dobre pytanie. Analizowałem dokładnie te wszystkie mecze i pełnej odpowiedzi na to pytanie nie otrzymałem. Mam tylko kilka spostrzeżeń. Kiedy oglądałem Gieksę nie wiedząc o tym, że będę jej trenerem, rzuciły mi się w oczy duże odległości w ustawieniu. Przed meczem z Sandecją miałem mało czasu, tylko 2 dni, ale pozwoliło mi to na na skrócenie dystansu pomiędzy formacjami. Dzięki temu byliśmy bliżej przeciwnika, ale też i siebie, dlatego łatwiej było o wzajemną asekurację. Późniejszy mecz z Tychami, to cały tydzień, w którym pracowaliśmy nad pressingiem, skracaniem dystansu i atakowaniem przeciwnika. Wytworzyła się również charakterologia tego zespołu, którą chciałem zbudować, ona mocno się w tym meczu zaznaczyła. Do tego doszedł czynnik w postaci otoczki meczu, dużego wsparcia kibiców oraz wewnętrznej motywacji piłkarzy. To wszystko spowodowało, że ten mecz tak wyglądał. To był dla nas kierunek i mocno wzorowaliśmy się na tym spotkaniu. Chcieliśmy to powielać w kolejnych meczach. Z Arką nasza gra w pewnych fragmentach nie wyglądała źle, nie tylko w kontekście pressingu. Mecz z Widzewem był przesłaby i nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Trening się nie zmienił, a wyglądaliśmy jak dzieci we mgle. Personalia się zmieniły, wypadli za kartki Goncerz i Cholerzyński, zawodnicy, którzy ciągnęli ten zespół do pressingu i może to był jeden z powodów dlaczego tak wyglądaliśmy. Mecz z Miedzią również nie był dobry pod tym względem, ale tutaj myślę, że waga tego spotkania nie pozwoliła na to, żeby być w pełni sobą. W tych dwóch meczach nie mogłem też być na ławce, miałem karę 2 meczy za Arkę. W okresie przygotowawczym wiele poświeciliśmy na to, aby wyglądać tak jak w meczu z Tychami, jednak z nowymi ludźmi nie zawiązało się to od początku .

Nie zawiązało się, bo nie są gotowi na taką grę czy gdzieś tam „im się nie chciało?”

Nie wierzę w to, że im się nie chciało. Cały plan taktyczny nie brał się z przypadku, wszystko było poddane analizie. Przejrzałem każdą straconą i strzeloną bramkę. Analizowałem dokładnie skąd biorą się takie a nie inne statystyki. Wiedziałem, że mamy problem w bronieniu w centralnym sektorze boiska, a przede wszystkim w świetle bramki. Masę czasu poświęciliśmy na to żeby to zmienić. Grę obronną trenowaliśmy nie tylko poprawiając złe rzeczy, ale chciałem zmienić Gieksę, dlatego sporo w treningu było skracania pola gry, oddalania jej od naszej bramki. Taka była moja koncepcja , bo nikt w I lidze nie lubi grać pod pressingiem. Tylko że taki pressing musi być zespołowy i zgadzam się, że czasem brakowało nam solidności w tym elemencie, tego żeby zaangażowało się w robotę 10 graczy a nie 4. Stąd potem problemy w tyłach, piłki za plecy obrońców, które robiły nam problem. Dziś niewiele bym zmienił, ale może bardziej bym szachował grając też niżej. Wynik, który nie nakręcił nas od początku też jakby tracił wiarę w grę takim pressingiem.

GieKSa na wiosnę grała w kratkę, Suwałki to jednak był od wielu lat najsłabszy mecz. Kary dla zawodników miały być wstrząsem, który jednak nie przyniósł efektów?

Jasne, że tak. Myślę, że szatnia nie udźwignęła tego karania. Z każdej strony była bombardowana i ta kara finansowa nie mogła dać pozytywnych efektów. Myślę, że w kryzysie nie zawsze bat, nie zawsze krzyk, a czasem wsparcie dla piłkarzy jest kluczowe, by wyjść ze słabszego momentu. Myślę, że tego zabrakło.

Czyli decyzja o karach nie była konsultowana z trenerem?

Nie. Decyzja została mi zakomunikowana i tyle.

Po Zagłębiu kary dla piłkarzy nie było, jedyną karą było zwolnienie trenera Skowronka. Czuł się Pan w tym momencie „kozłem ofiarnym”?

Tak, właśnie tak się czułem. Zgodziłem się na ten wywiad tylko dlatego, że kiedy się odezwałeś, czułem że kibice chcą wiedzieć coś więcej, ale nie mam zamiaru bronić tutaj swojej dupy. Zresztą wyniki niestety mi w tym nie pomogą. Myślę, że zabrakło konsekwencji w decyzyjności. Jeżeli podjęto pewne kroki 3 tygodnie wcześniej i uważano, że było to dobre rozwiązanie, to trzeba było być w tym konsekwentnym. Jeżeli chciano zwolnić trenera, to też uważam, że powinna byćw tym jakaś konsekwencja. Tutaj nie było np. 3-4 meczów przegranych z rzędu, kontrowersyjnych decyzji co do składu czy taktyki, zespół dobrze biegał, zero kontuzji itd. Wcześniej wygraliśmy w dobrym stylu trudny mentalnie mecz na Siedlcach. Oczywiście przeciwnik to nie ta skala, ale Pogoń walczyła o utrzymanie, o życie. Tam pierwszy raz w sezonie wygraliśmy mecz, w którym przegrywaliśmy. Brakowało mi takiej fali, która uzasadniałaby zrzucenie całej winy na trenera. Dosłownie dwie minuty po meczu z Zagłębiem ludzie z zarządu pytają mnie, co się dzieje? jakie wnioski? co robimy?Przecież tak samo jak oni dostałem w twarz w tym meczu i w takim momencie, to tylko pierdolnąć coś mocniejszego i spróbować się z tym przespać. Uważam, że było to słabe, rozsądniej jest usiąść i porozmawiać bez emocji w sobie. Wtedy najlepiej jest podjąć wspólnie racjonalne decyzje, co robić dalej. Trochę czuje się kozłem ofiarnym tego wszystkiego. 0:5, a tym bardziej u siebie jeszcze nie przeżyłem, ale nie pozwolono mi nawet z takiej sytuacji wyjść. Od razu był strzał i do widzenia.

13 meczów prowadził Pan zespół plus 3 miesiące okresu na przygotowań. To czas, w którym można poznać drużynę?

W futbolu na pewno jest, to krótki czas. Praca trenera to proces. Czasami są przykłady „czarodziejskiej różdżki”, ale to wszystko na krótką metę. Drugą sprawą jest poznanie zespołu. Kiedy jest dobrze to jest sielanka, alegdy są problemy, jest kryzys, to właśnie wtedy poznaje się ludzi i na to nie miałem czasu. Pół roku to nie jest czas gdzie można ocenić z dobrą wykładnią efekty pracy trenera. Można za to ocenić jak on pracuje, jaki jest jego styl. Prezes na zajęciach był często, dyrektor był zawsze. Do mojej pracy ze strony osób zarządzających klubem nie było nigdy zastrzeżeń. Dyrektor poznał koncepcję mojej pracy, był z tego zadowolony, wchodził w to wszystko i chciał się uczyć. Niestety, gdy zabrakło wyniku, to okazało się, że to wszystko jest złe.

Na ile odczuwał Pan wsparcie dyrektora sportowego oraz prezesa?

Na pewno prezes zatrudniając mnie przemyślał tą decyzję. Miał z nią określoną nadzieję, decydował się na zmianę by było lepiej w klubie. Wsparcie z jego strony czułem. Prezes jednak potrzebował wyniku na już, na teraz. Dlatego jego wsparcia, wspólnego deptania do sukcesu mi zabrakło. Dyrektor wszedł w zespół w trakcie rozgrywek, zapoznał się z moimi pomysłami na zespół. Był z tego mocno zadowolony, zadowolony z tego jaki miał sztab. Do tego dochodzą jednak mecze, presja, ciśnienie, wykonywanie zadań treningowych w meczu przez piłkarzy. Po samych meczach tego wsparcia z jego strony nie odczułem. Trzeba nauczyć się szerszego spojrzenia na problemy w piłce. To jest gra zespołowa, to jest boisko 110×68, a nie ring. Stąd myślę pojawił się moim zdaniem śmieszny wywiad trochę pod publiczkę, który mnie w tym utwierdził. ( Chodzi o wywiad dla naszej strony, który szeroko był komentowany przez media).

Wspomniał Pan, że coś by Pan zmienił w drużynie widząc, co się dzieje, ale ja mam wrażenie, że w pewnym momencie było to błędne koło. Miał Pan kontrakt do czerwca, przyszły mecze gdzie sezon był praktycznie zamknięty, czekał nas środek tabeli. Nie mógł Pan wprowadzać rezerwowych, bo ich nie ma, młodzież, jeśli się wyróżnia to przegrywając mecze i tak Pana zwolni prezes. Gra Pan tymi, co są, ale wyniki nie są zadowalające. Czuł się Pan zamknięty w opcjach? Również przez postawę zarządu gdzie nie było wiadomo, co dalej? Gdzie nie było decyzji jak np. z Moskalem rok temu, że on zostaje na nowy sezon?

Tak zabrakło mi takiego sygnału ze strony zarządu. Myślę, że gdyby było wsparcie z przekonaniem, że ufamy trenerowi, to tak by zrobili. Pole manewru było zawężone, ale nie narzekałem. Każdy punktuje, że młodzieży nie ma w składzie, ale to też jest proces. Trzeba zbudować bazę by tych wychowanków było jak najwięcej. Być może byłem w tej całej sytuacji trochę naiwny, pewne zdania były po prostu blefem i nie były poparte zdecydowaną diagnozą i decyzją prezesa. Myślę, że po 0:5 ludzie zarządzający GieKSą wystraszyli się i z trenerem nie chcieli rozmawiać. Żeby zareagować zareagowali w taki sposób, że mnie zwolnili. Mówiono, że zespół zaplątał się w walkę o utrzymanie, ale nie dano mi okazji do tego by z tego wyjść. Tabela była bardzo spłaszczona w jedną i drugą stronę, a zespół jest bardzo dobrze przygotowany do sezonu, dlatego nie kalkulują. Dobrze wyglądają w meczach, które prowadzi trener Piotr Piekarczyk, on sam podjął decyzje personalne, do których ja bym się mocno zbliżał.

My, jako redakcja jesteśmy nieco bliżej klubu, ale też nie mamy oglądu na wszystko. Proszę powiedzieć czy w rezerwach czy też w juniorach są w ogóle gracze, którzy mogą być sprawdzani w kontekście gry w I zespole?

Tego dziś nie widać, ale rozmawialiśmy o tym by w zespole grała młodzież. Był mocny przegląd zespołu Jacka Gorczycy. Młodzież była zapraszana na treningi i sparingi. Chciałem zbudować sobie obraz tych chłopaków, by zobaczyć czy mogą dać coś zespołowi na tle starszych kolegów. Sprawdzaliśmy kilku z nich, ale myślę, że Ci ludzie potrzebują czasu. Takim wyjątkiem, rodzynkiem, z którego na teraz można coś zrobić,uważam jest Szołtys. Rozwinął się fizycznie, taktycznie jest bardzo chłonny. Patrząc dalej, to ciężko znaleźć takie osoby na już. Z Markiem Oględzińskim, szefem akademii, mieliśmy plany i chcieliśmy wprowadzać dodatkowe zajęcia dla wyróżniających się zawodników, ale zabrakło nam czasu. Praca tej akademii idzie w dobrym kierunku, ludzie tam pracujący maja pojęcie o piłce, tylko znowu …. czas.

Z czego Pana zdaniem wynika problem rezerwowych w tym sezonie GieKSy?

Z jakości.

Jakości całej drużyny czy tych rezerwowych? Z rezerwy wchodzili z reguły Januszkiewicz, Czerwiński, Ceglarz, Kujawa, Bętkowski. Mieli 33 mecze.

A więc sporo szans. Nie może być mowy o słabej formie z powodu braku grania i spadku motywacji z tym związanego. Ci zawodnicy nie otrzymywali sporadycznych szans. Mieli dużo minut na pokazanie siebie, czasem przecież wychodzili w podstawowym składzie. Diagnoza jest jedna- jakość. W szatni nie można zrobić kolejnej rewolucji, to do niczego nie prowadzi, co pokazały wcześniejsze zmiany. Tam trzeba zrobić dobrą diagnozę i konkretną ewolucję.

Gdzie by Pan szukał zmian, jeśli chodzi o taką ewolucję gdyby to Pan mógł jeszcze decydować?

Mówiłem to prezesowi i dyrektorowi już wcześniej, gdzie trzeba szukać wzmocnień, miałem przygotowane nazwiska na budowanie tego zespołu. Szkielet, pion zespołu musi być doświadczony, bramkarz i napastnik zawsze dają punkty. Jeśli myśli się w nowym sezonie o awansie, to muszą być naprawdę dobrzy zawodnicy. Goncerz albo już przejdzie do ekstraklasy, ale potrzebuje w GieKSie rywala, który sprawi, że nie będzie stał w miejscu, by mógł się rozwijać. Do tego uważam, że potrzebne są zmiany na pozycji „8” i „10”. Brakowało mi ofensywnego i kreatywnego pomocnika w środku pola, więc grałem dwójką defensywnych pomocników. Brakowało mi otwierania gry na własnej połowie i przyśpieszania gry na połowie rywala. Tutaj szukałbym wzmocnień. Dalej szukałbym bocznych obrońców, aby móc przesunąć wyżej Frańczaka i Pietrzaka. Do tego na pewno można obudować fajną młodzież i taki schemat często się sprawdza. Sama młodzież jednak nie wystarczy, potrzeba zawodników top.

Brakowało Panu w tym zespole takich zawodników, których teraz chce dyrektor tzn. chamów i buców?

Rozumiem, o co chodzi dyrektorowi. Mnie też oto chodziło i wokół tego muszą być również zbudowane transfery zawodników. Nie tylko doświadczenie i umiejętności, ale również charyzma. To, że Pielorz poszedł do środka to nie tylko to, że on się tam lepiej czuje i daje więcej zespołowi, ale również pod takim kierunkiem, że w środku pola mogła być dzięki temu większa dawka tej charyzmy. Rzeczywiście na tą chwilę brakuje takich zawodników i to również potwierdzają statystyki. Do meczu z Siedlcami, gdzie skasowaliśmy 3 punkty po straconej jako pierwsi bramce, to nam się nie udawało. Mecz z Lubinem również to pokazał, przegrywamy 0:2 to szef drużyny bierze zespół do siebie i przekazuje, że zapierdalamy dalej. Ten mecz pokazał, jak duży wpływ na zespół ma brak takiej solidarności, lidera wtedy, kiedy jest źle.

Ten mecz pokazał jak do obowiązków podchodzi Petasz?

Nie będę tutaj oceniać poszczególnych zawodników indywidualnie. Ja mam swoje przemyślenia, zarząd ma identyczne. Tym bardziej żałuje, że nie pozwolono nam razem budować zespołu.

Według trenera ta drużyna i Ci zawodnicy byli jeszcze nastawieni na rozwój?

Ja na pewno chciałem ten zespół rozwijać. Było wiele treningów formacyjnych. Jeżeli ktoś uważa, że szukałem kwadratowych jaj to taki człowiek nie pójdzie do przodu. Ta I liga będzie dla niego maksem. Poza tym jeśli ktoś uważa, ze zbyt profesjonalnie podchodziłem do swoich obowiązków, to świadczy to źle o mnie czy o ludziach , którzy tak mówią? Jeżeli wiedziałem, że duży szacunek jest, dla GieKSy od przeciwnika i będą w meczu z nami się bronić, to nie zdobędziemy sytuacji bramkowej poprzez wykop bramkarza na Goncerza. Trzeba się męczyć z atakiem pozycyjnym, szukać swoich okazji poprzez grę skrzydłami, zejście do środka, szukanie przewagi liczebnej i wolnych przestrzeni. Takie było myślenie. Chciałem rozwijać zawodników i jest jakiś tam % ludzi, którzy mogą iść do przodu, jak chociażby Pietrzak czy Kamiński. Kamyk na pewno zrobił progres w czytaniu gry, asekuracji. Wyprowadzenie piłki to jego problem, ale pracuje nad tym. Nie było przypadku w tym, że łapał tyle kartek. Dziś ustawia się lepiej do gry 1na1 i to cieszy. Duda był najlepszym asystentem, to nie był przypadek, bo on ma potencjał, tylko jego problemem są przestoje w meczu i nad tym musi pracować. Z kilku chłopaków naprawdę można wyciągnąć więcej.

Na ile Ci piłkarze są gotowi do rozwoju? Czy nie jest tak, że część z nich popadła w I ligowy marazm?

Każdy człowiek nie tylko w sporcie potrzebuje impulsu by iść do przodu. Czasem dla takich zawodników może być to zmiana otoczenia, zmniejszenie presji. Dla samej świeżości szatni czasem trzeba zrobić takie małe wietrzenie i wprowadzić zmiany.

Taka wymiana połowy składu to będzie dobry krok?

Czy trzeba zmieniać połowę składu to nie jestem przekonany. Kolejna rewolucja po półroczu, gdzie jest duża niepewność w szatni, co będzie dalej, nie jest wskazana. Powtórzę swoje słowa, potrzeba dobrej diagnozy tego gdzie są dziury w tym zespole. Trzeba zainwestować środki w piłkarzy, którzy nadają się do gry w GieKSie pod względem umiejętności i mentalności.

Przychodził Pan do GieKSy, to zostało 5 meczów na jesień, poznał Pan trochę zespół. Czy zastanawiał się Pan nad zmianą kapitana? Goncerz jako jedyny dla kibiców pokazywał serce. Pitry wywiadem o 5 miejscu i swoją postawą w niektórych meczach nie dawał takiego sygnału.

Zastanawiałem się, bo brakowało nam lidera. Będąc jednak dłużej w środku nie mogła to być decyzja od zaraz. Czekałem do zgrupowania, by poznać bardziej tych chłopaków. Tam przyglądałem się im nie tylko w pracy na boisku, ale i w codziennej relacji. Jedynym na dziś zawodnikiem, który mógłby wziąć opaskę na ramię i ma cechy kapitana jest Pielorz. Być może powinienem sam mu ją przyznać, bo wybory zespołu nic by nie zmieniły. Przemyślałem sytuację i zostawiłem sprawę bez zmian.

Ile zawodnikom i zespołowi dała współpraca z braćmi Bortnik?

Bardzo dużo. Bracia Bortnicy, to są fachowcy z najwyższej półki w Polsce. To są ludzie lojalni i doświadczeni w tym co robią. Nasza koncepcja jest identyczna. Dobrze się rozumiemy i uzupełniamy. Mój trening to wysokie tempo i duża intensywność oraz dobieranie ćwiczeń, gdzie nie brakuje taktyki. Cały plan jak to zrobić był wspólną drogą. Dzięki pracy podnieśliśmy znacząco jakość od strony przygotowania fizycznego. Pracowaliśmy z każdym zawodnikiem indywidualnie, wprowadziliśmy prewencję. Nie było żadnej kontuzji. Jeżeli będę pracować w innym klubie, to na pewno będę chciał by bracia współpracowali ze mną dalej. Skąd takie pytanie?

Analizują przygotowanie na przestrzeni lat wydaje mi się, że Pan oraz Grycman za Góraka przygotowaliśmy zespół bardzo dobrze. Zastanawia mnie to na ile idzie jeszcze wycisnąć w dzisiejszych czasach przewagi, jeśli chodzi o takie przygotowanie drużyny przy współpracy z taką firmą.

Ta firma gwarantowała sukces od tej strony i GieKSa może sporo żałować, że dziś nie ma ich w klubie.

Myśli pan, że będzie z tym problem?

Nie powinno być, przygotowanie fizyczne to baza do tego by pracować nad taktyką. Każdy trener ma tego świadomość i powinno być pod tym względem ok.

Oglądał Pan mecze GieKSy po zwolnieniu?

Tak.

Nie ma Pan wrażenia, że trochę przekombinował z niuansami taktycznymi widząc prostą grę, GieKSy w ostatnim czasie?

Nie uważam tak. Na pewno to jak oni grają teraz to nie jest do końca moja koncepcja gry. Szukają tylko kontry grając niskim pressingiem. Myśmy też tak trenowali i gdy na spokojnie oglądam te mecze to czuje małą satysfakcję, gdy widzę współpracę np. Frańczaka z Czerwińskim. Współpracują dobrze razem w pionie, dobrze zawężają pole gry, dobrze się uzupełniają w ataku. To nie jest przypadek. Defensywny pomocnik pomaga środkowym obrońcom. Te zasady poznali i je stosuja. Przy niskim pressingu jest im po prostu łatwiej to robić. Jest to dziś sposób skuteczny, ale czy na długą metę? to trzeba samemu ocenić. Ja nie chciałem być czytelnym trenerem. Chciałem by tez zespół potrafił zaskoczyć przeciwnika. Chciałem by grali fragmentami kombinacyjnie i mogli się zaadoptować do wszystkich sytuacji na boisku. Myślę, że kierunek nie był zły, tylko zabrakło mi czasu by wybrać zawodników, którzy by zaufali bez względu na wszystko.

Goncerz Pana zdaniem to piłkarz na ekstraklasę?

Bramkami, statystykami pokazuje, że zasługuje na powrót do ligi i życzę mu tego z całego serca.

Kto by mógł zastąpić Goncerza?

Grześka nie puszczą bez sporej gotówki za niego, wiec pewnie nie ma tematu. Z mojej perspektywy, to bez nazwisk, ale chciałem mieć dwóch napastników o różnych charakterystykach, tak aby się uzupełniali. Moje decyzje zawsze były dostosowane do tego, jaki materiał miałem w drużynie. W Radzionkowie graliśmy kombinacyjnie, bo miałem kreatywnych piłkarzy jak Makowie, Danielewicz czy Rocki. W Pogoni silny środek pole Aka-Edi i wszystko szło przez nich. Tylko w Widzewie opierało się sporo na napastniku grając z kontry na szybkiego Viśniakovsa. W GieKSie wiedziałem, że będzie dużo gry w pozycyjnym ataku, więc to graliśmy i trenowaliśmy. Po stracie piłki chcieliśmy przerywać szybko kontry. W środku pola brakowało mi kreatywności, więc chcieliśmy grać skrzydłami. Goncerz ma 21 bramek, a następny Pitry ma 3. Akcenty nie rozkładają się na zespół, więc gdzie jest „10” i skrzydłowi. Chcieliśmy wykorzystać to, że Goncerz będzie mieć 2-3 obrońców. Mieli wchodzić w jego miejsce inni zawodnicy, a sam Gonzo miał znajdować się w polu karnym na wykończenie akcji. Podkreślę jeszcze raz, trener potrzebuje czasu, by takie rzeczy wprowadzić w warunkach meczowych, potrzebuje wsparcia zarządu i wyników.

Co teraz? Jakie plany?

Poświęcam czas żonie i dzieciakom. Wiadomo, bez roboty i adrenaliny jest mi ciężko, ale wykorzystuje czas i nadrabiam zaległości. Po zwolnieniu był sygnał z jednego klubu, ale odpuściłem. Mam nadzieję, ze trafie na ludzi, którzy mi zaufają i pozwolą pracować na sukces, którego na pewno jestem głodny. Teraz zabijam czas, doskonalę angielski, czytam książki, chcę wybrać się gdzieś na staż. Ostatnio zaprosił mnie trener Pasieka do Szkoły Trenerów i poprowadzę tam wykłady i zajęcia. Mam co robić.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga