Dołącz do nas

Piłka nożna

Smutny obraz katowickiej młodzieży

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W ostatnim spotkaniu z Górnikiem Łęczna mieliśmy dwa młodzieżowe debiuty. Dwóch graczy Akademii Piłkarskiej “Młoda GieKSa” – Kordian Podstawa oraz Michał Szczyrba zadebiutowało w pierwszej drużynie GKS-u Katowice. 

Dla chłopaków wielkie gratulacje za debiut i czas na poważną seniorską pracę. Dla trenera Paszulewicza mały plus, że w końcu wprowadził młodych graczy akademii na boiska I ligi.

Dla kibiców GieKSy nie ma lepszych informacji jak te, że debiutuje wychowanek klubu, tym bardziej gdy jest to wychowanek Akademii Piłkarskiej „Młoda GieKSa”. Taki debiut ma pokazać wszystkim – począwszy od rodziców dzieciaków, małych piłkarzy trenujących w akademii, a skończywszy na kibicach i włodarzach miasta, że taka inwestycja ma sens. Takie debiuty to również lekki „parasol ochronny” dla sterników akademii. Wszystko bowiem ładnie i pięknie wygląda w komunikatach prasowych i na stronach Akademii, wiec można odtrąbić sukces. Wszystko się ładnie komponuje, ale jest jeszcze druga strona medalu… ta ciemniejsza, o której szerzej poniżej. 

Trener Paszulewicz zebrał spore cięgi za brak występów młodych zawodników w dwóch ostatnich spotkaniach na wiosnę. Przyznaję, też się dziwiłem temu, że młodzi nie grają. Oczekiwałem, że trener niczym w FM-ie wstawi tam ze dwóch-trzech zawodników z młodej GieKSy i będzie czekać „aż odpalą” w tym spotkaniu. Mecz z Łęczną pokazał, że zawodnicy do gry są, ale raczej jest to bardzo duża melodia przyszłości. Na ten moment to nie są zawodnicy, którzy będą grać w podstawowym składzie. Jedyne co jest wielką niewiadomą, to brak w takim spotkaniu Patryka Wnuka, który trenował cały czas z zespołem. 

Wirtualne murawy z FM to jedno, a życie drugie. Dlaczego trener nie wystawiał zawodników? Tłumaczył tym, że nie chciał niektórych spalić. Można się z tego śmiać, że co to za presja itd. Ale można też spojrzeć na to co działo się w przeszłości z naszą młodzieżą. Coś mnie bowiem tknęło i postanowiłem przeszukać archiwalne newsy o treningach graczy z Akademii, którzy mieli możliwość trenować z pierwszym zespołem. Wypisałem sobie nazwiska i po kolei sprawdzałem. Z tych nazwisk to można, by sobie stworzyć całą 11-stkę i rezerwę. Grzegorz Proksa, ówczesny dyrektor sportowy, o niektórych z nich mówił:

„Wprowadzamy do pierwszej drużyny najbardziej obiecujących graczy. W meczach sparingowych zaprezentowali przyzwoity poziom i zasłużyli na taką szansę. Liczymy, że rozwiną się jeszcze bardziej u boku tych bardziej doświadczonych i w przyszłości będziemy mieli z nich pociechę.”

Podobne komunikaty powtarzały się przy okazji wprowadzania kolejnych za trenera Piekarczyka, Skowronka, Brzęczka, Mandrysza i teraz Paszulewicza. 

Jaki jest obraz moich poszukiwań? Jaki jest obraz katowickiej młodzieży, która miała zmieniać nasz klub? Jest to obraz nędzy i rozpaczy.

Jest to obraz kompletnie nie przygotowanych zawodników do grania na poziomie wyższym niż III liga. Jest to obraz zawodników, którzy byli wprowadzani do pierwszego zespołu, a w niższych ligach ich bramki można policzyć na palcach jednej ręki.

Z tej mini-analizy płynie kilka wniosków. Pierwszy – nie bądźcie tacy krytyczni w stosunku do Paszulewicza, bo może po prostu głupio powiedzieć wprost: „Panowie nie mam kim grać z tych juniorów”. Drugi – dla Podstawy i Szczyrby to czas największej pracy, by nie stoczyć się za pół roku w Gwarku Tarnowskie Góry (z całym szacunkiem dla tego zespołu). Trzeci – Zarządzie Fundacji – Panowie Oględziński i Rogalski – czy ten stan, który pokazano poniżej nie martwi Was i nie włączyła Wam się lampka ostrzegawcza? 

Lista zawodników z grup młodzieżowych, która miała możliwość treningów z pierwszym zespołem w ostatnich latach.

Kamil Główka – Bramkarz – juniorzy GieKSy – Spora ilość kontuzji –  bez gry w I drużynie, wypożyczenie do Puszczy  Niepołomice – bez gry na poważnie. Jeden mecz na koniec sezonu.

Sebastian Szombierski – 2016 – oszałamiające 161 minuty w Karpatach Krosno – 3 liga, 2017 – 30 minut w Gwarku Tarnowskie Góry 3 liga , aktualnie Szombierki Bytom – 4 liga ( Ponad 800 minut – 2 gole).

Kamil Witkowski –  3 liga Skra Częstochowa – coś tam pograł – nawet dużo – 15 spotkań w sezonie 16/17 potem Pniówek Pawłowice Śląskie III liga – 22 spotkania. Jako pomocnik bez gola w tych spotkaniach w 3 lidze, ale nie wiemy na jakiej dokładnie pozycji gra.

Dariusz Zapotoczny –  16/17 i 17/18 w Zdzieszowicach  3 liga – łącznie prawie 70 spotkań – jakieś 15 bramek. Dużo grał, w sezonie 16/17 wyróżniający się podobno zawodnik.

Paweł Juraszczyk – Wypożyczony do Gwarka Tarnowskie Góry na wiosnę – 3 liga – 13 spotkań ( 600 min) 2 gole. 

Gabriel Nowak – oddany do Poloni łaziska Górne – 4 liga – 0 bramek – brak danych o liczbie spotkań.

Daniel Lipok – wg. „Łączy nas Piłka” gra  w UKS MK Katowice – A klasa.

Remigiusz Curyło – 16/17 w Gwarku Tarnowskie Góry – 3 liga   – 2 spotkania, 17/18 – 19 spotkań bez gola jako obrońca.

Adam Kostępski – Cyklon Rogoźnik – okręgówka – brak danych o grze.

Oskar Stanik – Gwarek Tarnowskie Góry – 3 liga  – NAPASTNIK – 16/17 wiosna dwa mecze. 17/18 – 16 spotkań – bez gola.

Przemysław Sawicki –  Skra Częstochowa 3 Liga  – 16/17 wiosna – 7 spotkań (150 minut) same ogony, bez bramki  17/18 – Szombierki Bytom – 4 liga – niecałe 600 minut – 1 gol.

Adrian Nyl – gra chyba w juniorach w GieKSie w zespole, który miał się bić o awans do CLJ.

Wojciech Jaromin – obrońca – 17/18 4 liga – Myszków  – brak danych o liczbie gier.

Adrian Słota – 17/18  4 liga – Sarmacja Będzin – 5 spotkań, 5 z ławki (516 minut)

Przemysław Grosiak – 4 liga – Amatorski KS Strzegom –  9 spotkań , 1 bramka – 810 minut.

Foto: GKSkatowice.eu

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    gosc

    7 czerwca 2018 at 19:18

    Jednym słowem fatalny system szkolenia mlodzieży + brak druzyny rezerw przynajmniej na poziomie 4 ligi kto jest winny takiego stanu

  2. Avatar photo

    spostrzegawczy

    7 czerwca 2018 at 19:27

    Główka zagrał chyba jeden mecz w Puszczy, ostatni gdy mieli już pewny awans. Poprawcie to:)

  3. Avatar photo

    Mecza

    7 czerwca 2018 at 20:40

    Super wpis, nie mamy młodzieży a Młoda Gieksa to marzenia. Najpierw zacznijmy się liczyć w piłce młodzieżowej w Polsce i to na tle wiosek piłkarskich a później wzywajmy do dawania szansy młodym.

  4. Avatar photo

    ano

    7 czerwca 2018 at 23:06

    rozumiem, że taki jest obraz i stan naszej młodzieży, ale ci, co weszli na mecz z Łęczną grali, można powiedzieć, w starym systemie gdzie byli inni trenerzy i działacze Akademii Młodej GieKSy. Niemniej, macie rację, razy muszą zbierać włodarze AMG. Mam tylko takie pytanie, wątpliwość i zwątpienie zarazem, jestem kibicem GieKSy, mój syn gra AMG, dzwonią po niego z innych klubów ( trzech lokalnych ), ja mu mówię, że tu jest przyszłość, tu są profesjonaliści, ale po tym wpisie, to nie wiem, co mam mu mówić.

  5. Avatar photo

    Adam

    8 czerwca 2018 at 03:58

    Ja uwazam ze powod jest jeden…Ludzie ktorzy ta Akademia zarzadzaja niewidza ze niema zadnego progresu i nic z tym nie robia…Trenerzy ktorzy szkola tez niekoniecznie musza byc fachowcami z najwyzej polki bo wsumie pilkarze z nich byli przecietni owszem waleczni itd…ale prowadza juz mloda akademie i nawet 1 pilkarza niema w pierwszem skladzie to czy jest sens brnac w to dalej…Uwazam ze jest bo ci chlopcy maja Giekse w sercu to ich marzenia wiec im tego nie mozna zabierac,kazdy by chcial.Wiec albo trenerzy Akademi dostana przykaz i ostatnia szanse (1sezon)i cos sie ruszy w szkoleniu albk trzeba okazac brak sentymentow i postawic na innych ludzi ktory beda chcieli sie wykazac przy okazji dobrze zarabiajac.pozdr Gieksa to My

  6. Avatar photo

    Mecza

    8 czerwca 2018 at 06:07

    Nie powinno być sentymentów, nie każdy piłkarz nawet reprezentacyjny będzie dobrym trenerem. Nie jestem tylko pewny czy to wina trenerów a nie całego systemu co robić jak tobić i kiedy.

  7. Avatar photo

    Matti

    8 czerwca 2018 at 07:45

    Niestety ale to pokazuje że poziom sportowy zawodników którzy kończą okres juniora jest po prostu słaby i to też jest sygnał że w samej Akademii potrzebne są gruntowne zmiany co do systemu szkolenia. Po drugie nie ma nas w CJL to też sygnał że chyba Akademia nie funkcjonuje prawidłowo…

  8. Avatar photo

    Irishman

    8 czerwca 2018 at 11:24

    A mnie się nie chce wierzyć żeby tacy: Juraszczyk, Stanik, Sawicki czy Jaromin byli tak sportowo słabi, żeby nie mogli się przebić do gry w niższych ligach.
    Może to nie jest kwestia umiejętności tylko nastawienia do nich w tych klubach? Może oni, jako ci z zewnątrz musieliby być kilka razy lepsi od tych „swoich”, którzy tam grają. No, a nie są na tyle dobrzy, żeby to udźwignąć, tym bardziej, że przecież dopiero uczą się seniorskiej piłki.
    Może trzeba by pomyśleć w takim razie o jakimś klubie satelickim i w nim ich umieszczać? Na pewno też natychmiast trzeba reaktywować rezerwy i dawać naszej młodzieży w nich szansę na grę. Z tym, że te rezerwy to też nie mają być traktowane jak piąte koło u wozu, tylko jako ważny element w szkoleniu piłkarzy! One powinny funkcjonować ściśle pode kontrolą trenerów I drużyny, powinny grać tym samym systemem co I drużyna, w stosunku do piłkarzy, którzy nie przykładając się do gry w nich powinny być wyciągane konsekwencje itp.

  9. Avatar photo

    Kato

    8 czerwca 2018 at 12:30

    Praca u podstaw, praca z młodzikami.
    Młodzież to nasza przyszłość, przyszłość klubu.
    Więcej zaangażowania młodzików i gry na każdym szczeblu rozgrywek aż do wcielenia do pierwszej drużyny.
    Wychowankowie klubu muszą stanowić trzon pierwszej drużyny GIEKSY. Nie można bazować jedynie na zakupionych piłkarzach, musi powstać zdrowy kręgosłup, który ma GIEKSE w sercu aby walczyć na boisku.

  10. Avatar photo

    cross

    9 czerwca 2018 at 07:09

    Od czasów Karwana i Szali klub nie ma wychowanka na poziomie ekstraklasy.Poprostu brak szkolenia tylko wyciąganie z miasta kasy zailosć trenujących.

  11. Avatar photo

    Mecza

    10 czerwca 2018 at 14:24

    Jak jest piłkarz dobry to mu „pochodzenie” nie zaszkodzi.Po prostu nie potrafimy szkolić. Żadna drużyna satelicka, trzeba reaktywować drugą drużynę. Jak ktoś jest przeciętny np. na poziomie okręgówki i ma ponad 20 lat out.

  12. Avatar photo

    Gosc

    12 czerwca 2018 at 11:30

    Reaktywować rezerwy ściągnąć wszystkich zawodników o których mowa zrobić test mecz i wtedy byvwam pokazali jak się gra obstawiam wygraną chłopaków których się pozbyli.I jeszcze jedno bardzo istotne nikt nie wie czemu się ich pozbyli a w innych klubach pytają ,co ty słaby jesteś że nie grasz w pierwszej .GKS Katowice takim podejściem do tych chłopaków zatracił w nich sens grania w piłkę pozostali tylko ci którzy wiedzą że to ich pasja że to kochają dlatego wlucza się po słabych ligach

  13. Avatar photo

    adam

    15 czerwca 2018 at 20:50

    system szkolenia powinien opierać sie na dobrze opłacanych trenerach
    jeśli trener pracuje zawodowo w innym zawodzie, trenuje w innym klubie seniorów na poziomie np B klasy, to ile czasu moze poswiecić zawodnikom w akademii i czego ich nauczy? Od pewnego poziomu wiekowego w akademii zawodnicy powinni mieć trenera który
    jest z nimi i żyje drużyną a nie myśli o innych robótkach.Ale trzeba mu dobrze zapłacić. Jeśli mu nie pasuje , wymienić

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga