Dołącz do nas

Piłka nożna

Stoperzy OK, boczni do poprawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Formacja obrony to w GieKSie od kilku sezonów temat rzeka. Tak naprawdę od bardzo długiego czasu nie stanowi ona monolitu i nawet jeśli 1-2 zawodników spisuje się lepiej, to zawodzą pozostali. I tak jeśli środkowi obrońcy mają formę, to boczni niespecjalnie się pozytywnie wyróżniają, jeśli stoperzy ją zatracą – mamy już wtedy kompletny klops. Są jednak tez przypadki, że i z bocznych możemy być zadowoleni, kiedy przez chwilę chwycą wiatr w żagle i potrafią nawet rozegrać dobrą akcję z przodu.

Opis obrony mamy utrudniony ze względu na początkowe eksperymenty trenera Kazimierza Moskala z ustawieniem 5-3-2. Cokolwiek by nie mówić, my zakładamy, że boczni w tym ustawieniu – mimo że jeszcze bardzie j ofensywni niż w grze czwórką – nadal jednak pozostają obrońcami i ich nie mniejszym niż atakowanie zadaniem jest bronienie bocznych stref boiska, aby tamtędy nie hasali przeciwnicy. Po pierwsze – GieKSy nie stać by było na zabezpieczenie tyłów tylko trzema defensorami, po drugie – na bokach występowali właśnie jednak nominalni obrońcy, a nie pomocnicy. Na szczęście trener Moskal szybko się zorientował, że zawodnicy GKS nie są przygotowani do takiej gry i powrócił do tego, co było zespołowi znane, czyli gry czwórką.

Prawa obrona
W pierwszym meczu z Widzewem na tej pozycji zagrał Aleksander Januszkiewicz. Zawodnik szybki i błyskotliwy w końcówce załatwił naszemu zespołowi rzut karny, który dał zwycięstwo. Inauguracja sezonu i można powiedzieć, że był to najjaśniejszy moment Alexa w tej rundzie. Mimo jednak tego przebłysku z Widzewem zdarzyło się nieco strat i niedokładnych podań. Multum ich było w drugim spotkaniu w Legnicy. Tam zawodnik zawiódł zupełnie i został zmieniony w przerwie. Trener Moskal postawił na Alana Czerwińskiego, który z Chrobrym zagrał poprawnie, ale zawalił mecz w końcówce, kiedy podał do rywala, a potem sprokurował karnego. Z Niecieczą było już lepiej, a do tego wypuścił Ceglarza, który zanotował asystę przy golu Goncerza. Dla Moskala to było jednak ciągle ryzykowne i szkoleniowiec wpadł na pomysł z ustawieniem na prawej flance Łukasza Pielorza. Zawodnik ofensywny to nie jest i w opozycji do panujących trendów o ofensywnych bocznych obrońcach, Łukasz został zwolniony z tych zadań i miał skupiać się tylko na defensywie. Wychodziło to średnio, często widać było, że zawodnik nie czuje gry na flance i w momencie szybkiej zmiany kierunku akcji rywala lub długiej piłki na jego stronę – brakowało go tam. Zwracaliśmy na to uwagę i postulowaliśmy jednak grę Pielorza na stoperze (o tym dalej). Gdy zawodnik trafiał na szybkiego błyskotliwego zawodnika, jak np. Mackiewicz z Wigier – również pojawiały się problemy. W końcówce meczu z Zagłębiem i w spotkaniu z Chrobrym znów na prawej stronie grał Alan Czerwiński i spisał się średnio, większych błędów nie popełniając. Pielorz zagrał jeszcze jeden mecz na boku, a potem jego miejsce już do końca rundy zajął Czerwiński. Miało to swoje dwie przyczyny, po pierwsze z powodu kontuzji ze składu na dłużej wypadł Adrian Jurkowski, więc ktoś musiał go na środku obrony zastąpić, po drugie mecz Łukasza w Grudziądzu był bardzo słaby. Zawodnik zupełnie nie upilnował rywala, który strzelił gola i GieKSa musiała odrabiać (nieudanie) straty. Powrót Czerwińskiego był jednak bardzo nieudany. Zawodnik grał słabo, asekuracyjnie, notował sporo strat i przegrywał pojedynki. W meczu z Dolcanem akcje bramkowe szły jego stroną i nie potrafił im zapobiec. Dopiero od meczu z Tychami było lepiej, choć w spotkaniu z Widzewem podobnie jak cała drużyna, zagrał bardzo słabo. Na sam koniec w meczu z Miedzią Legnica trener Skowronek postawił na Kamila Cholerzyńskiego, ale… tylko na 20 minut. Kontuzji bowiem doznał Mateusz Kamiński, Kufel zszedł do środka, a na prawą obronę z ławki wszedł… Alan Czerwiński i spisał się średnio.

Środek obrony
Początkowo katowiczanie grali trójką środkowych, z czego jeden z nich był dokładnie na środku i miał dwóch partnerów po bokach. Tę rolę pełnił na początku Łukasz Pielorz i w swoim debiucie w GKS spisał się świetnie. Wprowadził do obrony spokój i doświadczenie, choć tak naprawdę musiał też asekurować swoich kolegów, którzy zbyt pewnie się nie spisywali. Mowa o Mateuszu Kamińskim i Adrianie Jurkowski. Ten pierwszy w meczu z Widzewem został zmieniony i jego miejsce w Legnicy zajął Kamil Cholerzyński. Niestety cała obrona spisywała się tam już gorzej, a na domiar złego w ciągu kilku minut czerwone kartki obejrzeli Jurkowski i Pielorz i trener Moskal musiał mocno kombinować. Kamyk pojawił się na boisku, aby załatać dziurę. Z Chrobrym trener postanowił dać szansę Radosławowi Sylwestrzakowi, ale ten jej zdecydowanie nie wykorzystał. Zagrał słabo i po prostym technicznym błędzie zagrał piłkę ręką, prokurując rzut wolny, po którym padła bramka. Obrona nie spisała się w spotkaniu pucharowym i od meczu z Niecieczą trener Moskal porzucił swój pomysł i wrócił do gry dwójką stoperów.

Właśnie z Niecieczą z konieczności musiał na obronie zagrać Kamil Cholerzyński i mocno się pogubił. Mateusz Kamiński zanotował natomiast niezłe zawody. Szkoleniowiec mając w kadrze trójkę nominalnych stoperów musiał z jednego z nich zrezygnować i – jak pisaliśmy wcześniej – na środku nie grał przez jakiś czas Łukasz Pielorz, jednak zawodnik ten nie zasiadł na ławce, tylko został przesunięty na prawą stronę. Duet środkowych utworzyli na kilka kolejek Kamiński i Jurkowski. Początkowo spisywali się całkiem przyzwoicie. To był okres, kiedy GieKSa nie traciła bramek na wyjazdach, a u siebie rywale zdobywali gole po błędach Bucka. Fakt faktem, że trochę gorzej było w meczu z Wigrami. Gol padł co prawda z winy bramkarza, ale postawa Kamińskiego i Jurkowskiego pozostawiała wiele do życzenia. Potem jeszcze Bytovią i Pogonią zawodnicy spisali się nieźle, dobre zawody zaliczyli także z Zagłębiem. Niestety w Lubinie Kamyk – który tak naprawdę w środku rundy był ostoją drużyny – odniósł kontuzję i pytaniem zasadnym jest to, czy od tego czasu cała gra GieKSy się nie posypała. W spotkaniu z Chrobrym Jurkowski grał z Pielorzem i wyszło to przeciętnie. Na mecz z Olimpią znów zagrali Kamiński z Jurkowskim, ale ten pierwszy mocno był wytrącony z równowagi przez poważne zderzenie z rywalem i na mecz ze Stomilem nie wyszedł. Znów duet utworzyli Pielorz z Jurkowskim i niestety ten drugi kompletnie sobie nie poradził w tym meczu, tracąc mnóstwo piłek, podając do przeciwnika i nie zapobiegając w żaden sposób utracie bramki. Z Dolcanem dla odmiany zagrali Kamiński i Cholerzyński i GieKSa szybko straciła trzy bramki. Od przyjścia trenera Skowronka oglądaliśmy chyba najbardziej optymalny układ, czyli Łukasz Pielorz – Mateusz Kamiński. Ci zawodnicy na środku obrony prezentowali się najlepiej w przekroju całej rundy i dobrze, że takie same wnioski miał nowy szkoleniowiec. Już pierwszy mecz w Nowym Sączu ta dwójka zagrała dobrze, a z Tychami było bardzo dobrze. Szkoda, że w Gdyni zabrakło pauzującego za kartki Kamińskiego, ale z drugiej strony zastępujący go Kamil Cholerzyński nie zagrał źle. W żenującym meczu z Widzewem postawa Pielorza i Kamińskiego była jedyną jasną stroną tego spotkania, bo dzięki wielu interwencjom zapobiegli oni traceniu goli na rzecz outsiderów z Łodzi. Choć jedyny gol niestety padł po dziwnym zachowaniu Mateusza, który odbiegł od rywala, który za chwilę strzelił gola. Z Miedzią Kamyk długo nie pograł, bo znów odniósł kontuzję i zastąpił go Cholerzyński. GieKSa po raz drugi z rzędu u siebie zagrała na zero z tyłu.

Lewa obrona
Tutaj analiza ogranicza się praktycznie do jednego zawodnika, czyli Rafała Pietrzaka. Obrońca ma monopol na występowanie na lewej flance i tak było zarówno w ustawieniu piątką, jak i czwórką z tyłu. Zagrał we wszystkich meczach i z wyjątkiem spotkania w Łodzi – od pierwszej do ostatniej minuty. Tak naprawdę postawę Rafała można podsumować jednym słowem – przeciętność. W przekroju całej rundy tak naprawdę wcale nie był super pewny w defensywie (ciągle mankamentem jest brak powrotów), nie dawał z siebie też tyle, ile mógł z przodu. Głównym problemem zawodnika jest brak konkurenta i jego pewna pozycja na boisku w każdym meczu wynikała raczej z tego niż z jakiejś wielkiej postawy. Co zapamiętaliśmy zarówno z tyłu, jak i z przodu? Pierwszy na plus był mecz z Chojniczanką, gdzie zagrał naprawdę dobrze i z przodu dał wiele jakości, ale brakowało finalizacji w postaci ostatnich podań. Na duży plus bardzo dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego na głowę Kamińskiego w Bytowie. Również piękną asystę zaliczył w meczu z Tychami. I to by było na tyle. Jedno, co jeszcze można na plus oddać Rafałowi – to to, że od czasu przyjścia trenera Skowrona stara się grać bardzo ofensywnie, włącznie z wchodzeniem do sytuacji strzałowych w pole karne. Jest to jakaś nadzieja na przyszłość, bo wcześniej w naszych pomeczowych opisach przewijało się najczęściej jedno słowo – przeciętność. Zawodnik prezentował typowy poziom środka tabeli i nic więcej. A że ma potencjał to wiemy, bo to pokazuje – szkoda tylko, że raz na jakieś 6-7 kolejek.

Incydentalnie na lewej stronie zagrał też wspomniany Bartosz Sobotka. Poza incydentami na początku sezonu (choć cały mecz w Pucharze Polski), zawodnik dostał szansę w Gdyni i w Łodzi. Z Arką zaprezentował się nieźle, ale z Widzewem tragicznie. W związku z tym klub nie postanowił przedłużać z zawodnikiem wygasającej umowy.

Podsumowanie
Trudno sobie na dzień dzisiejszy wyobrazić optymalne ustawienie czwórki obrońców. O ile ze środkowymi nie ma problemu – są to Mateusz Kamiński i Łukasz Pielorz, to problem pojawia się z bocznymi obrońcami, a także na środku, gdy któryś z tego duetu wypadnie. Adrian Jurkowski nie jest gwarantem spokoju na stoperze, a Kamil Cholerzyński gra tam tylko wtedy, kiedy trzeba uzupełnić lukę. Mimo wszystko defensywa z Kamykiem i Pielorzem na jesieni była w porządku. Problemem jest zarówno prawa, jak i lewa strona. Z prawej Alan Czerwiński w najlepszym razie notuje mecze przeciętne, ale nadal często sobie nie radzi w destrukcji. Aleksander Januszkiewicz ma potencjał ofensywny, ale czasem w tych akcjach na tyle mu brakuje głowy, że zachodzi obawa, że kiedyś okiwa sam siebie. Zagadką są jego umiejętności defensywne, bo tak naprawdę nie miał wiele razy okazji ich pokazać. Na lewej stronie mamy wspomnianego przeciętnego Rafała Pietrzaka i póki zawodnik ten nie będzie miał konkurencji, to nadal gra ze skrzydeł może być przeciętna…

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jestem pełen optymizmu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.

Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i  zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.

Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Koniec pisany z wapna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga