Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Święta wojna i rekord frekwencji na Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec.

 

1liga.org – Zapowiedź 8. kolejki Fortuna 1 Ligi

Po przerwie związanej z meczami reprezentacji narodowych piłkarze Fortuna 1 Ligi wracają do rywalizacji o punkty. Ciekawych spotkań na pewno nie zabraknie. Na wielu stadionach emocji powinno być pod dostatkiem.

[…] GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec, piątek 15 września, godz. 20:30

Drugie piątkowe spotkanie to bardzo ciekawie zapowiadający się pojedynek, w którym GKS Katowice podejmować będzie Zagłębie Sosnowiec. Gospodarze tego meczu to drużyna z czołówki, która do lidera traci tylko dwa punkty. GKS w ostatniej kolejce na wyjeździe zremisował 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Zagłębie natomiast przed przerwą w rozgrywkach odniosło bardzo ważne dla siebie zwycięstwo. Klub z Sosnowca pokonał 5:2 Lechię Gdańsk. Dla Zagłębia był to pierwszy triumf w rozgrywkach ligowych w tym sezonie. W obu zespołach przed tym meczem motywacji nie powinno brakować. Początek spotkania o godzinie 20:30.

 

gol24.pl – GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec: Święta wojna i rekord frekwencji na Bukowej

W piątek 15 września o godz. 20.30 GKS Katowice podejmować będzie na swoim stadionie Zagłębie Sosnowiec. Pojedynek 8. kolejki Fortuna 1. Ligi rozgrywany będzie trochę w cieniu Wielkich Derbów Śląska wyznaczonych na tę samą porę, ale i tak budzi po obu stronach oddzielającej Śląsk od Zagłębia rzeki Brynicy, ogromne emocje.

Pojedynki sąsiadów zza miedzy nazywane są „Świętą wojną” i po obu stronach Brynicy budzą ogromne emocje. Bilety na ten mecz sprzedają się bardzo dobrze – w Katowicach sprzedano już ponad 3 tysiące wejściówek – i w piątkowy wieczór na pewno padnie rekord frekwencji w tym sezonie Fortuna 1. Ligi na Bukowej. Na widowni zasiądzie około 5 tysięcy kibiców, w tym 409 fanów Zagłębia, choć chętnych na bilety wśród kibiców z Sosnowca było kilka razy więcej niż dostępnych miejsc.

Za faworyta zaplanowanej na piątek 15 września derbowej potyczki uchodzą podopieczni trenera Rafała Góraka. Katowiczanie w 7. kolejkach zdobyli 14 pkt – niemal trzy razy więcej niż sosnowiczanie, którzy mają na koncie tylko 5 „oczek” – a u siebie wygrali w obecnych rozgrywkach wszystkie trzy spotkania strzelając w nich aż 10 bramek. Za GKS przemawia też historia, bo to gospodarze triumfowali w trzech ostatnich pojedynkach na Bukowej z Zagłębiem.

Sosnowiczanie po raz ostatni zdobyli komplet punktów w Katowicach w 2015 r. Początek obecnego sezonu mieli fatalny, ale po przejęciu drużyny przez Artura Derbina Zagłębie jeszcze nie przegrało i jego kibice właśnie w nowym szkoleniowcu upatrują swojej szansy. Na spotkaniu fanów z trenerem i kapitanem zespołu oraz działaczami, które odbyło się we wtorek na Stadionie Ludowym, sympatycy sosnowiczan podkreślali, że pojedynek z Katowicami jest dla nich najważniejszym w sezonie i nie wy-obrażają sobie, by piłkarze nie walczyli w nim do upadłego.

Goście przyjadą na Bukową bez kontuzjowanych Antonio Pavicia, Vedrana Dalicia i Tymoteusza Klupsia. Gospodarze zagrają natomiast w piątkowy wieczór w najsilniejszym składzie.

 

sportdziennik.com – Magia Derbina po 8 latach?

W piątek przy Bukowej mecz GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec. Z góry można założyć, że czeka nas ciekawe spotkanie.

Już w piątek na Bukową przyjedzie zespół z Sosnowca. Piłkarze z Zagłębia po słabym początku sezonu ostatnio pewnie wygrali z Lechią Gdańsk 5:2. Można przyjąć, że to przyjście nowego trenera Artura Derbina wpłynęło w tak pozytywny sposób na Zagłębie. Jednak wyprawa do Katowic z pewnością nie będzie dla niego łatwą.

GKS jest mocny. Udowodnił to w tym sezonie przede wszystkim meczami u siebie. Katowiczanie wciąż nie stracili punktów na swoim terenie, a przy okazji strzelają sporo bramek. Piąte miejsce w tabeli przed najbliższą kolejką i tylko dwa „oczka” straty do lidera dobrze pokazują to, w jakim momencie jest GieKSa. Nawet ostatni remis z Podbeskidziem na wyjeździe nie powinien być rozpatrywany jako szybkie wyczerpanie się działającej formuły. Szczególnie dlatego, że były fragmenty, w których widać było to, co podopieczni Rafała Góraka mają najlepszego do zaoferowania.

Co ciekawe, Zagłębie ostatni raz na Bukowej wygrało w 2015 roku. Był to sezon świeżo po awansie na zaplecze ekstraklasy. W sierpniu tamtego roku sosnowiczanie przyjechali do Katowic i udało im się zwyciężyć 1:0. Gola strzelił wtedy Konrad Budek. Ważniejsze jednak jest to, kto w tamtym momencie był szkoleniowcem Zagłębia, a był nim… Artur Derbin. Czy magia tego lubianego w Sosnowcu szkoleniowca zadziałała także w najbliższy piątek?

 

zaglebie.sosnowiec-pl – Przed meczem w Katowicach

Zagłębie po raz ostatni wygrało na Bukowej ponad osiem lat temu. Niewykluczone, że w piątek nasz zespół stanie przed ostatnią w historii szansą zwycięstwa na tym obiekcie.

8 sierpnia 2015, w gorący sobotni wieczór, po bramce Konrada Budka Zagłębie wygrało wyjazdowy mecz z GKS-em Katowice. Trenerem sosnowieckiego zespołu był wówczas Artur Derbin, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach I ligi. Teraz Derbin po raz drugi w historii poprowadzi Zagłębie w meczu na Bukowej i miejmy nadzieję, że w roli szkoleniowca naszego zespołu odniesie już trzecie zwycięstwo nad katowiczanami, bo w sezonie 2015/2016 sosnowiczanie pokonali GKS także na Stadionie Ludowym, a bohaterem tamtej potyczki był Michał Fidziukiewicz, który w końcówce meczu strzelił dwie bramki i z 0:1 zrobiło się 2:1.

Od wspomnianego już meczu w 2015 roku Zagłębie grało na Bukowej cztery razy, za każdym razem pod kierownictwem innego trenera i nie odniosło ani jednego zwycięstwa. W sezonie 2016/2017 za Jacka Magiery sosnowiczanie wrócili z jednym punktem po bezbramkowym remisie (wtedy rzutu karnego nie wykorzystał Sebastian Dudek), a trzy kolejne wyprawy do Katowic zakończyły się porażkami – 0:1 w sezonie 2017/2018 za Dariusza Dudka, 2:3 w sezonie 2021/2022 za Kazimierza Moskala i 1:3 w sezonie 2022/2023 za Artura Skowronka.

Artur Derbin pozostaje więc ostatnim trenerem pod wodzą którego Zagłębie wygrało mecz na Bukowej i wiele wskazuje na to, że może być ostatnim szkoleniowcem, który poprowadzi sosnowiczan na tym stadionie. W Katowicach trwa bowiem budowa nowego stadionu na Załęskiej Hałdzie i jego oddanie do użytku jest przewidziane na drugą połowę 2024, więc nawet gdyby obie drużyny grały w tej samej lidze także w przyszłym sezonie, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że to spotkanie odbyłoby się już na nowym obiekcie.

Piątkowy mecz będzie pierwszym od ośmiu lat meczem GKS-u z Zagłębiem, w którym udział wezmą kibice obu zespołów. Po incydentach do jakich doszło w 2015, przed trzema kolejnymi meczami na Bukowej wojewoda na wniosek policji zamykał sektor gości. Z kolei gdy przed rokiem fani Zagłębia mogli pojawić się na meczu w Katowicach, „Blaszok” był pusty, bo kibice GKS-u prowadzili protest przeciwko działalności ówczesnego prezesa klubu Marka Szczerbowskiego i bojkotowali domowe mecze.

Artur Derbin swoją drugą kadencję na stanowisku trenera Zagłębia rozpoczął niespełna trzy tygodnie temu. Z kolei szkoleniowiec GKS-u Rafał Górak prowadzi swoją drużynę nieprzerwanie od czerwca 2019, gdy przejął spadkowicza do II ligi po Dariuszu Dudku. Od tamtej pory Dudek dwukrotnie był zatrudniany i zwalniany przez Zagłębie, a w naszym klubie oprócz obecnego szkoleniowca i wspomnianego Dudka pracowało pięciu innych pierwszych trenerów (Radosław Mroczkowski, Krzysztof Dębek, Kazimierz Moskal, Artur Skowronek i Marcin Malinowski).

Spotkanie w Katowicach będzie dla Zagłębia szansą na wyjście ze strefy spadkowej. Zespół Artura Derbina przystąpi do starcia na Bukowej podbudowany wygraną 5:2 z Lechią Gdańsk, ale do sukcesu na stadionie GKS-u konieczne będzie przede wszystkim odwrócenie fatalnej serii na wyjazdach. W tym sezonie sosnowiczanie z czterech meczów poza domem wrócili z zaledwie jednym punktem, a biorąc pod uwagę cały rok 2023, Zagłębie wygrało na wyjeździe tylko jeden mecz (2:1 w Krakowie z Wisłą w 33. kolejce poprzedniego sezonu), a w aż ośmiu z jedenastu meczów naszej drużynie nie udało się strzelić bramki.

O tym, że GKS Katowice nie będzie dla Zagłębia łatwym rywalem, świadczą jego dokonania w bieżących rozgrywkach. Podopieczni Rafała Góraka z 14 punktami w dorobku zajmują w tabeli 5. miejsce i są niepokonani w sześciu kolejnych meczach. Jedynej porażki w tym sezonie GKS doznał w pierwszej kolejce, gdy w Legnicy przegrał z Miedzią 0:1. Katowiczanie są jedyną drużyną w Fortuna I lidze, która zdobyła komplet punktów w meczach u siebie. Z Bukowej na tarczy wyjechali Chrobry Głogów (3:1), Wisła Płock (4:1) i Resovia (3:0). W poprzedniej kolejce GKS zremisował 1:1 na wyjeździe w Bielsku-Białej i tym samym przerwał serię trzech kolejnych zwycięstw.

Katowiczanie mogą pochwalić się największą liczbą strzelonych bramek w Fortuna I lidze – aż 14, tyle samo ma także Bruk-Bet Termalica Nieciecza, a także najlepszym stosunkiem bramkowym wśród wszystkich pierwszoligowców (14:5, +9). Dwa z tych trafień dopisał do swojego dorobku były obrońca Zagłębia Arkadiusz Jędrych, który jest jednym z trzech ex-Zagłębiaków w obecnej kadrze GKS-u. Dwaj pozostali to bramkarz Dawid Kudła i napastnik Jakub Arak. GKS przewodzi w I lidze także w jeszcze jednej klasyfikacji, ale to akurat nie jest powodem do dumy. W sezonie 2023/2024 katowiczanie zmarnowali wszystkie trzy rzuty karne. Pechowymi strzelcami byli Jakub Arak, Sebastan Bergier i Arkadiusz Jędrych. Także w rozegranym w przerwie reprezentacyjnej sparingu z Rakowem Częstochowa GKS nie wykorzystał „jedenastki”. Tym razem spudłował Adrian Błąd.

Piątkowy mecz będzie 41. w historii spotkaniem Zagłębia z GKS-em. Sosnowiczanie byli górą w 14 meczach, w tym w spotkaniu rozegranym 25 lutego 2023 na otwarcie stadionu ArcelorMittal Park. Nasz zespół wygrał wtedy 2:1 po trafieniach Meika Karwota i Adriana Trocia. Honorową bramkę dla gości zdobył Arkadiusz Jędrych. GKS wygrał 15 meczów z Zagłębiem, a 11 razy zanotowano remis.

 

zaglebie.eu – 41. „Święta Wojna”. Chodzi nie tylko o 3 punkty, ale prestiż i dumę…

„Święta Wojna”, czyli rywalizacja Hanysów z Gorolami zapowiada się niezwykle ekscytująco. To będzie spotkanie ligowe nr 41 i dla kibiców z obu stron Brynicy chodzi nie tylko o 3 punkty, ale przede wszystkim prestiż i dumę…

W piątek gramy na Bukowej, gdzie po raz ostatni Zagłębie wygrało 8 lat temu. Statystyka nie jest po stronie sosnowiczan, którzy na boisku GKS-u przegrali ostatnie 3 ligowe gry. Ale już ostatni mecz tych drużyn, który miał miejsce 25 lutego 2023 roku był wielkim wydarzeniem dla kibiców Zagłębia, którzy mogli się cieszyć nie tylko z wielkiego otwarcia nowego stadionu, ale także zwycięstwa 2:1. Przypomnijmy, że historycznego gola na ArcelorMittal Park zdobył Meik Karwot, a później – druga bramkę strzelił Adrian Troć. Gol z rzutu karnego Arkadiusza Jędrycha nieznacznie osłodził katowiczanom gorycz porażki. Ale to już historia, w nowy sezon znacznie lepiej weszli piłkarze „GieKSy”, natomiast nasz zespół dopiero po zmianie na ławce trenerskiej zaczął punktować.

Zagłębie przed przerwą na mecze reprezentacji Polski odniosło bardzo ważne dla siebie zwycięstwo. Sosnowiczanie pokonali po dramatycznym spotkaniu 5:2 Lechię Gdańsk, tworząc wspólnie z rywalem wielkie widowisko. Dla Zagłębia był to pierwszy triumf w rozgrywkach ligowych w tym sezonie. Z kolei ekipa z Bukowej to drużyna z czołówki Fortuna 1. Ligi, która do lidera traci tylko dwa punkty. GKS w ostatniej kolejce na wyjeździe zremisował 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała, prezentując ciekawy futbol nastawiony na ofensywę. W obu zespołach przed tym meczem motywacji nie powinno brakować. Przypominamy – początek spotkania na Bukowej o godzinie 20:30.

Arturowi Derbinowi sen z powiek spędzają z pewnością problemy z kontuzjami, które najbardziej uderzyły w formację defensywną. Z powodu urazów nie mogą zagrać Vedran Dalić i Antonio Pavić, więc do linii obrony szkoleniowiec musi przesuwać kapitana drużyny Maksymiliana Rozwandowicza. Ponadto kontuzja mięśniowa eliminuje z występów Tymoteusza Klupsia. Są też i dobre wiadomości, po operacji długiej rekonwalescencji wraca do gry inny defensor Marcel Ziemann. Jego pierwszy występ po kilkumiesięcznej przerwie miał miejsce w Rącznej pod Krakowem, gdzie Zagłębie grało w minioną sobotę towarzyskie spotkanie z Cracovią.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga