Piłka nożna Prasówka
Świetna seria trwa – media o meczu Śląsk II Wrocław-GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu Śląsk II Wrocław – GKS Katowice. GieKSa wygrała czwarty kolejny mecz, tym razem 3:0 (1:0).
gazetawroclawska.pl – Porażka rezerw Śląska Wrocław przy Oporowskiej. GKS Katowice o klasę lepszy
Śląsk II Wrocław przegrał z GKS-em Katowice 0:3 w zaległym meczu 12. kolejki II ligi. Wrocławianie od 53 min grali w dziesiątkę, po tym jak czerwoną kartkę zobaczył kapitan drużyny Konrad Poprawa. Gole dla GKS-u strzelali Arkadiusz Woźniak oraz Marcin Urynowicz (dwie).
[…] Mimo przerwy na reprezentacje trener pierwszej drużyny Śląska Wrocław Vítězslav Lavička nie zesłał zbyt wielu zawodników. Z piłkarzy którzy na przestrzeni ostatnich miesięcy pojawiali się w ekstraklasowym zespole byli to tylko Marcin Szpakowski i Sebastian Bergier. Na siłę można pod to grono podciągnąć także Adriana Łyszczarza, ale w ostatnim czasie cała ta trójka grała głównie w II lidze.
GKS był stroną przeważającą przez praktycznie całe spotkanie. Niebo bardziej wyrównana była pierwsza połowa, ale i tak zakończyła się prowadzeniem gości 1:0. W 23 min na listę strzelców wpisał się dobrze znany na Dolnym Śląsku wychowanek KGHM Zagłębia Lubin Arkadiusz Woźniak, który strzałem głową pokonał Dariusza Szczerbala.
Druga połowa zaczęła się dla piłkarzy Śląska najgorzej jak mogła. W 53 min Konrad Poprawa sfaulował mającego przed sobą pustą bramkę rywala, za co zobaczył czerwoną kartkę, a goście z Katowic dostali karnego. Pewnym egzekutorem okazał się Marcin Urynowicz, który w 61 min po składnej akcji GKS-u ustalił wynik na 3:0.
slasknet.com – Rezerwy: Bolesna lekcja futbolu
W samo południe, na stadionie przy ulicy Oporowskiej, Śląsk II Wrocław gościł trzeci w ligowej tabeli GKS Katowice. Dla zespołu przyjezdnego było to ważne spotkanie, bowiem w przypadku porażki marzenia o awansie mogły znacznie się oddalić. Mając na uwadze dotychczasowe boje Śląska z tymi teoretycznie silniejszymi rywalami, mogliśmy mieć nadzieję na dobre widowisko.
[…] Na mecz z GKS-em skład był znacznie mniej eksperymentalny. W końcu mogliśmy oglądać dwóch nominalnych środkowych obrońców. Względem poprzednich kolejek zabrakło jednak dwóch ważnych ogniw wrocławskiej ofensywy. Poza kadrą znalazł się Piotr Samiec-Talar, który był ostatnio w świetnej dyspozycji. Znaczącym brakiem była również absencja Rafała Makowskiego. Z drugiej strony cieszyć może powracający powoli do składu Adrian Łyszczarz, który rozpoczął to spotkanie na ławce rezerwowych.
To, że goście przyjechali do Wrocławia po 3 punkty, mogliśmy obserwować już od pierwszych minut. Zawodnicy z Katowic wyszli wysokim bardzo wysokim i agresywnym pressingiem. Próbowali narzucić swoje warunki, co zresztą dobrze im wychodziło.
[…] Wraz z upływającymi minutami to Śląsk zaczął przejmować inicjatywę. Pressing katowiczan choć agresywny i wysoki, był jednak nieskuteczny. Zawodnicy Śląska raz za razem spod niego wychodzili i spokojnie konstruowali ataki pozycyjne. W 18 minucie do dobrej sytuacji doszedł Sebastian Bergier. Młody napastnik uderzał lewą nogą z okolic 13 metra, lecz strzał okazał się zdecydowanie zbyt słaby i nieprecyzyjny. Szkoda, bo powinno być to 1:0 dla Śląska.
GKS Katowice wyraźnie obudził się po tej sytuacji, bo w przeciągu 5 minut dwa razy stworzył niemałe zagrożenie pod polem karnym gospodarzy. O ile pierwsza z nich została zepsuta przez gości, tak druga niestety zakończyła się już golem. Dobre dośrodkowanie z prawego skrzydła wykorzystał Arkadiusz Woźniak, który z najbliższej odległości precyzyjnie uderzył głową w dolny róg bramki Dariusza Szczerbala.
Goście próbowali pójść za ciosem. W 30 minucie do bardzo dobrej sytuacji znowu doszedł Woźniak, lecz na szczęście jego strzał lewą nogą z okolic 11 metra nie był wystarczająco mocny i tym razem Szczerbal bez problemu sobie z nim poradził. Katowiczanom trzeba jednak oddać, że przez pierwsze pół godziny meczu wyglądali naprawdę bardzo dobrze.
[…] Grającym w dziesiątkę wrocławianom, znacznie gorzej wychodziło wyjście spod pressingu. Próba gry po ziemi kończyła się stratami i groźnymi okazjami na zdobycie gola, a posyłanie długich podań również nie przynosiło pożądanych efektów przez dobrze dysponowanych defensorów z Katowic.
Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie, za to w ostatecznym rozrachunku uległy rezerwy Śląska. GKS Katowice dał solidną lekcję piłki nożnej wrocławianom i trzeba przyznać, że w pełni zasłużył na 3 punkty. Bez wątpienia ważnym momentem była czerwona kartka dla Poprawy, bo Śląsk wszedł w drugą połowę całkiem dobrze, a strata zawodnika oraz rzut karny dla gości niejako zabił to spotkanie.
dziennikzachodni.pl – Śląsk II Wrocław – GKS Katowice 0:3. Świetna seria trwa
Piłkarze GKS Katowice wygrali czwarty mecz z rzędu i dzięki temu zameldowali się tuż za miejscami premiowanymi awansem. W zaległym środowym spotkaniu uporali się we Wrocławiu z rezerwami Śląska.
[…] Wrocławianie podjęli twardą walkę i już na początku spotkania mieli duże pretensje do arbitra za niepodyktowanie rzutu karnego za odbicie piłki ręką przez Michała Kołodziejskiego. Zespół GKS stopniowo jednak nabierał rytmu, a liderem ofensywy był Arkadiusz Woźniak. Jego trzecia próba – uderzenie głową po dośrodkowaniu Krystiana Sanockiego – okazała się skuteczna.
W drugiej połowie szybko nastąpiło zdarzenie, które miało decydujący wpływ na końcowe rozstrzygnięcie. W 54 minucie Konrad Poprawa sfaulował w polu karnym Piotra Kurbiela, zobaczył czerwoną kartkę, a Marcin Urynowicz wykorzystał rzut karny. Ten sam zawodnik siedem minut później podwyższył wynik, odbierając wrocławianom resztkę nadziei.
Dzięki dwóm golom Marcin Urynowicz dołączył z dziewięcioma trafieniami do prowadzących w klasyfikacji strzelców Eryka Sobkowa (Górnik Polkowice) i Kamila Wojtyry (Skra Częstochowa).
sportdziennik.com – Śląsk II Wrocław – GKS Katowice. Niewiele brakło do rekordu
Czwarta z rzędu wygrana GieKSy, która umocniła się na podium tabeli. Drużyna Rafała Góraka przy Oporowskiej z pewnością nie „wypruła się” przed niedzielnym hitem w Suwałkach.
GieKSa odniosła drugą najwyższą wyjazdową wygraną pod wodzą Rafała Góraka, za którego kadencji rozegrała dotąd w roli gościa 65 meczów ligowych lub pucharowych. Do rekordu brakło niewiele, bo pozostaje nim 4:1 w Brzesku (gole Grzegorza Fonfary, Janusza Gancarczyka, Krzysztofa Wołkowicza i Adriana Napierały) z 18 maja 2013 roku.
[…] Dopóki wynik był na styku, niespecjalnie wzmocnieni zawodnikami z ekstraklasowej kadry wrocławianie jeszcze starali się odgryzać, kilkukrotnie dość poważnie zagrażając nawet bramce Bartosza Mrozka, ale będąc na bakier ze skutecznością. Całkowicie pękli w 53 minucie, gdy ich kapitan Konrad Poprawa ujrzał czerwoną kartkę za faul w polu karnym na Piotrze Kurbielu, a po chwili „jedenastkę” na drugiego gola zamienił Marcin Urynowicz. Było po wszystkim. Kibice GieKSy cmokali z zadowolenia patrząc też na akcję, która poprzedziła bramkę nr 3. Przez 20 sekund katowiczanie wymieniali podania, piłka krążyła od Kołodziejskiego, przez Michała Gałeckiego, Arkadiusza Jędrycha, Zbigniewa Wojciechowskiego, Szymona Kiebzaka i Arkadiusza Woźniaka aż do Grzegorza Rogali, który z lewej strony pola karnego wyłożył ją Urynowiczowi, a ten przymierzył z pierwszej piłki pod poprzeczkę. „Uryn” zdobył bramki nr 8 i 9 w sezonie, podszedł też do karnego, choć przed trzema tygodniami w meczu z Błękitnymi go zmarnował. Gdyby zaś w końcówce miał nieco lepiej nastawiony celownik, wyjazdowy rekord „Górakowej GieKSy” z pewnością by przy Oporowskiej padł, ale przy stanie 0:3 zmarnował dwie świetne okazje.
Na listę strzelców nie wpisał się też Kurbiel, który zagrał od początku na „szpicy” w miejsce Filipa Kozłowskiego, poszkodowanego w poprzednim spotkaniu z Kaliszem. Kurbiel zastąpił wtedy Kozłowskiego już w 7 minucie, czyniąc to bardzo godnie. Miał 2 asysty, dlatego zapracował na miejsce w „11”. Choć to nie ta klasa, co Kozłowski, a bramki nie potrafi zdobyć od czerwca, to we Wrocławiu też pomógł drużynie, bo to na nim była przecież czerwona kartka – a gdyby nie został sfaulowany, pewnie trafiłby do siatki, bo biegł, by dobić z bliska strzał Krystiana Sanockiego. Skrzydłowemu na początku II połowy mocno oberwało się werbalnie z ławki, gdy się „zakiwał” i stracił piłkę. Czasem tych dryblingów jest w jego wykonaniu zbyt wiele, ale – z drugiej strony – takich zawodników, chętnych do gry 1 na 1, ostatnimi czasy GieKSie jakby brakowało. No i Sanocki obronił się efektami. O jego zasługach przed bramką na 0:2 już było; w I połowie zaś to jego dośrodkowanie precyzyjną „główką” Woźniak zamienił na gola otwierającego wynik. Katowiczanie umacniając się na podium potwierdzili dobrą dyspozycję, zaś a rezerwy Śląska to, że przy Oporowskiej zdobywają niewiele punktów i bramek.
sportslaski.pl – GieKSa jeszcze trzecia, Urynowicz już liderem
5:0, 2:1, 4:1 i 3:0 – piłkarze GKS-u Katowice zaczęli się rozpędzać w końcówce października i… nie zamierzają hamować. Podopieczni trenera Rafała Góraka dzięki wyjazdowej wygranej z rezerwami Śląska Wrocław umocnili się na podium II-ligowej tabeli. Jeśli w niedzielę kontynuują swoją serię, zameldują się na pozycji gwarantującej bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy.
[…] Goście wcale nie zdominowali rywala w pierwszych fragmentach starcia, ale byli wystarczająco skuteczni, by pierwszą klarowną okazję przekuć na objęcie prowadzenia. W 23. minucie Arkadiuszowi Woźniakowi w dobrej sytuacji na drodze stanął jeszcze… Piotr Kurbiel, ale minutę później 30-latek celną główką skutecznie wykończył znakomite dośrodkowanie Krystiana Sanockiego.
Po przerwie okazję na wyrównanie z podania Przemysława Bargiela miał Sebastian Bergier, ale na wysokości zadania stanął w tej sytuacji Bartosz Mrozek. To, co kluczowe dla całego widowiska wydarzyło się kilka minut później. Po akcji Grzegorza Rogali zza pola karnego przymierzył Woźniak. Dariusz Szczerbal odbił piłkę przed siebie, a pędzącego z dobitką Kurbiela sfaulował Konrad Poprawa. 22-letni defensor został wykluczony z gry przez sędziego Sebastiana Tarnowskiego, który podyktował „jedenastkę” zamienioną na gola przez Marcina Urynowicza. Wychowanek Gwarka Zabrze ostatnią taką próbę – z Błękitnymi Stargard – zmarnował, tym razem okazał się jednak bardzo pewnym egzekutorem.
[…] Od tego momentu katowiczanie wygraną mieli już praktycznie w kieszeni. Osłabiony rywal nie był w stanie powalczyć o odrobienie dwubramkowej straty, a w 61. minucie Urynowicz po koronkowej akcji i asyście Rogali dorzucił swoje drugie trafienie, tym samym – powiększając swój dorobek do 9 trafień w sezonie – wspiął się na szczyt klasyfikacji strzelców całej ligi.
– Byłem tam, gdzie być miałem. Dostałem fajne podanie, a miałem jeszcze dwie okazje, w których brakło niewiele – opowiadał po końcowym gwizdku.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze