Piłka nożna Prasówka
Świetna seria trwa – media o meczu Śląsk II Wrocław-GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu Śląsk II Wrocław – GKS Katowice. GieKSa wygrała czwarty kolejny mecz, tym razem 3:0 (1:0).
gazetawroclawska.pl – Porażka rezerw Śląska Wrocław przy Oporowskiej. GKS Katowice o klasę lepszy
Śląsk II Wrocław przegrał z GKS-em Katowice 0:3 w zaległym meczu 12. kolejki II ligi. Wrocławianie od 53 min grali w dziesiątkę, po tym jak czerwoną kartkę zobaczył kapitan drużyny Konrad Poprawa. Gole dla GKS-u strzelali Arkadiusz Woźniak oraz Marcin Urynowicz (dwie).
[…] Mimo przerwy na reprezentacje trener pierwszej drużyny Śląska Wrocław Vítězslav Lavička nie zesłał zbyt wielu zawodników. Z piłkarzy którzy na przestrzeni ostatnich miesięcy pojawiali się w ekstraklasowym zespole byli to tylko Marcin Szpakowski i Sebastian Bergier. Na siłę można pod to grono podciągnąć także Adriana Łyszczarza, ale w ostatnim czasie cała ta trójka grała głównie w II lidze.
GKS był stroną przeważającą przez praktycznie całe spotkanie. Niebo bardziej wyrównana była pierwsza połowa, ale i tak zakończyła się prowadzeniem gości 1:0. W 23 min na listę strzelców wpisał się dobrze znany na Dolnym Śląsku wychowanek KGHM Zagłębia Lubin Arkadiusz Woźniak, który strzałem głową pokonał Dariusza Szczerbala.
Druga połowa zaczęła się dla piłkarzy Śląska najgorzej jak mogła. W 53 min Konrad Poprawa sfaulował mającego przed sobą pustą bramkę rywala, za co zobaczył czerwoną kartkę, a goście z Katowic dostali karnego. Pewnym egzekutorem okazał się Marcin Urynowicz, który w 61 min po składnej akcji GKS-u ustalił wynik na 3:0.
slasknet.com – Rezerwy: Bolesna lekcja futbolu
W samo południe, na stadionie przy ulicy Oporowskiej, Śląsk II Wrocław gościł trzeci w ligowej tabeli GKS Katowice. Dla zespołu przyjezdnego było to ważne spotkanie, bowiem w przypadku porażki marzenia o awansie mogły znacznie się oddalić. Mając na uwadze dotychczasowe boje Śląska z tymi teoretycznie silniejszymi rywalami, mogliśmy mieć nadzieję na dobre widowisko.
[…] Na mecz z GKS-em skład był znacznie mniej eksperymentalny. W końcu mogliśmy oglądać dwóch nominalnych środkowych obrońców. Względem poprzednich kolejek zabrakło jednak dwóch ważnych ogniw wrocławskiej ofensywy. Poza kadrą znalazł się Piotr Samiec-Talar, który był ostatnio w świetnej dyspozycji. Znaczącym brakiem była również absencja Rafała Makowskiego. Z drugiej strony cieszyć może powracający powoli do składu Adrian Łyszczarz, który rozpoczął to spotkanie na ławce rezerwowych.
To, że goście przyjechali do Wrocławia po 3 punkty, mogliśmy obserwować już od pierwszych minut. Zawodnicy z Katowic wyszli wysokim bardzo wysokim i agresywnym pressingiem. Próbowali narzucić swoje warunki, co zresztą dobrze im wychodziło.
[…] Wraz z upływającymi minutami to Śląsk zaczął przejmować inicjatywę. Pressing katowiczan choć agresywny i wysoki, był jednak nieskuteczny. Zawodnicy Śląska raz za razem spod niego wychodzili i spokojnie konstruowali ataki pozycyjne. W 18 minucie do dobrej sytuacji doszedł Sebastian Bergier. Młody napastnik uderzał lewą nogą z okolic 13 metra, lecz strzał okazał się zdecydowanie zbyt słaby i nieprecyzyjny. Szkoda, bo powinno być to 1:0 dla Śląska.
GKS Katowice wyraźnie obudził się po tej sytuacji, bo w przeciągu 5 minut dwa razy stworzył niemałe zagrożenie pod polem karnym gospodarzy. O ile pierwsza z nich została zepsuta przez gości, tak druga niestety zakończyła się już golem. Dobre dośrodkowanie z prawego skrzydła wykorzystał Arkadiusz Woźniak, który z najbliższej odległości precyzyjnie uderzył głową w dolny róg bramki Dariusza Szczerbala.
Goście próbowali pójść za ciosem. W 30 minucie do bardzo dobrej sytuacji znowu doszedł Woźniak, lecz na szczęście jego strzał lewą nogą z okolic 11 metra nie był wystarczająco mocny i tym razem Szczerbal bez problemu sobie z nim poradził. Katowiczanom trzeba jednak oddać, że przez pierwsze pół godziny meczu wyglądali naprawdę bardzo dobrze.
[…] Grającym w dziesiątkę wrocławianom, znacznie gorzej wychodziło wyjście spod pressingu. Próba gry po ziemi kończyła się stratami i groźnymi okazjami na zdobycie gola, a posyłanie długich podań również nie przynosiło pożądanych efektów przez dobrze dysponowanych defensorów z Katowic.
Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie, za to w ostatecznym rozrachunku uległy rezerwy Śląska. GKS Katowice dał solidną lekcję piłki nożnej wrocławianom i trzeba przyznać, że w pełni zasłużył na 3 punkty. Bez wątpienia ważnym momentem była czerwona kartka dla Poprawy, bo Śląsk wszedł w drugą połowę całkiem dobrze, a strata zawodnika oraz rzut karny dla gości niejako zabił to spotkanie.
dziennikzachodni.pl – Śląsk II Wrocław – GKS Katowice 0:3. Świetna seria trwa
Piłkarze GKS Katowice wygrali czwarty mecz z rzędu i dzięki temu zameldowali się tuż za miejscami premiowanymi awansem. W zaległym środowym spotkaniu uporali się we Wrocławiu z rezerwami Śląska.
[…] Wrocławianie podjęli twardą walkę i już na początku spotkania mieli duże pretensje do arbitra za niepodyktowanie rzutu karnego za odbicie piłki ręką przez Michała Kołodziejskiego. Zespół GKS stopniowo jednak nabierał rytmu, a liderem ofensywy był Arkadiusz Woźniak. Jego trzecia próba – uderzenie głową po dośrodkowaniu Krystiana Sanockiego – okazała się skuteczna.
W drugiej połowie szybko nastąpiło zdarzenie, które miało decydujący wpływ na końcowe rozstrzygnięcie. W 54 minucie Konrad Poprawa sfaulował w polu karnym Piotra Kurbiela, zobaczył czerwoną kartkę, a Marcin Urynowicz wykorzystał rzut karny. Ten sam zawodnik siedem minut później podwyższył wynik, odbierając wrocławianom resztkę nadziei.
Dzięki dwóm golom Marcin Urynowicz dołączył z dziewięcioma trafieniami do prowadzących w klasyfikacji strzelców Eryka Sobkowa (Górnik Polkowice) i Kamila Wojtyry (Skra Częstochowa).
sportdziennik.com – Śląsk II Wrocław – GKS Katowice. Niewiele brakło do rekordu
Czwarta z rzędu wygrana GieKSy, która umocniła się na podium tabeli. Drużyna Rafała Góraka przy Oporowskiej z pewnością nie „wypruła się” przed niedzielnym hitem w Suwałkach.
GieKSa odniosła drugą najwyższą wyjazdową wygraną pod wodzą Rafała Góraka, za którego kadencji rozegrała dotąd w roli gościa 65 meczów ligowych lub pucharowych. Do rekordu brakło niewiele, bo pozostaje nim 4:1 w Brzesku (gole Grzegorza Fonfary, Janusza Gancarczyka, Krzysztofa Wołkowicza i Adriana Napierały) z 18 maja 2013 roku.
[…] Dopóki wynik był na styku, niespecjalnie wzmocnieni zawodnikami z ekstraklasowej kadry wrocławianie jeszcze starali się odgryzać, kilkukrotnie dość poważnie zagrażając nawet bramce Bartosza Mrozka, ale będąc na bakier ze skutecznością. Całkowicie pękli w 53 minucie, gdy ich kapitan Konrad Poprawa ujrzał czerwoną kartkę za faul w polu karnym na Piotrze Kurbielu, a po chwili „jedenastkę” na drugiego gola zamienił Marcin Urynowicz. Było po wszystkim. Kibice GieKSy cmokali z zadowolenia patrząc też na akcję, która poprzedziła bramkę nr 3. Przez 20 sekund katowiczanie wymieniali podania, piłka krążyła od Kołodziejskiego, przez Michała Gałeckiego, Arkadiusza Jędrycha, Zbigniewa Wojciechowskiego, Szymona Kiebzaka i Arkadiusza Woźniaka aż do Grzegorza Rogali, który z lewej strony pola karnego wyłożył ją Urynowiczowi, a ten przymierzył z pierwszej piłki pod poprzeczkę. „Uryn” zdobył bramki nr 8 i 9 w sezonie, podszedł też do karnego, choć przed trzema tygodniami w meczu z Błękitnymi go zmarnował. Gdyby zaś w końcówce miał nieco lepiej nastawiony celownik, wyjazdowy rekord „Górakowej GieKSy” z pewnością by przy Oporowskiej padł, ale przy stanie 0:3 zmarnował dwie świetne okazje.
Na listę strzelców nie wpisał się też Kurbiel, który zagrał od początku na „szpicy” w miejsce Filipa Kozłowskiego, poszkodowanego w poprzednim spotkaniu z Kaliszem. Kurbiel zastąpił wtedy Kozłowskiego już w 7 minucie, czyniąc to bardzo godnie. Miał 2 asysty, dlatego zapracował na miejsce w „11”. Choć to nie ta klasa, co Kozłowski, a bramki nie potrafi zdobyć od czerwca, to we Wrocławiu też pomógł drużynie, bo to na nim była przecież czerwona kartka – a gdyby nie został sfaulowany, pewnie trafiłby do siatki, bo biegł, by dobić z bliska strzał Krystiana Sanockiego. Skrzydłowemu na początku II połowy mocno oberwało się werbalnie z ławki, gdy się „zakiwał” i stracił piłkę. Czasem tych dryblingów jest w jego wykonaniu zbyt wiele, ale – z drugiej strony – takich zawodników, chętnych do gry 1 na 1, ostatnimi czasy GieKSie jakby brakowało. No i Sanocki obronił się efektami. O jego zasługach przed bramką na 0:2 już było; w I połowie zaś to jego dośrodkowanie precyzyjną „główką” Woźniak zamienił na gola otwierającego wynik. Katowiczanie umacniając się na podium potwierdzili dobrą dyspozycję, zaś a rezerwy Śląska to, że przy Oporowskiej zdobywają niewiele punktów i bramek.
sportslaski.pl – GieKSa jeszcze trzecia, Urynowicz już liderem
5:0, 2:1, 4:1 i 3:0 – piłkarze GKS-u Katowice zaczęli się rozpędzać w końcówce października i… nie zamierzają hamować. Podopieczni trenera Rafała Góraka dzięki wyjazdowej wygranej z rezerwami Śląska Wrocław umocnili się na podium II-ligowej tabeli. Jeśli w niedzielę kontynuują swoją serię, zameldują się na pozycji gwarantującej bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy.
[…] Goście wcale nie zdominowali rywala w pierwszych fragmentach starcia, ale byli wystarczająco skuteczni, by pierwszą klarowną okazję przekuć na objęcie prowadzenia. W 23. minucie Arkadiuszowi Woźniakowi w dobrej sytuacji na drodze stanął jeszcze… Piotr Kurbiel, ale minutę później 30-latek celną główką skutecznie wykończył znakomite dośrodkowanie Krystiana Sanockiego.
Po przerwie okazję na wyrównanie z podania Przemysława Bargiela miał Sebastian Bergier, ale na wysokości zadania stanął w tej sytuacji Bartosz Mrozek. To, co kluczowe dla całego widowiska wydarzyło się kilka minut później. Po akcji Grzegorza Rogali zza pola karnego przymierzył Woźniak. Dariusz Szczerbal odbił piłkę przed siebie, a pędzącego z dobitką Kurbiela sfaulował Konrad Poprawa. 22-letni defensor został wykluczony z gry przez sędziego Sebastiana Tarnowskiego, który podyktował „jedenastkę” zamienioną na gola przez Marcina Urynowicza. Wychowanek Gwarka Zabrze ostatnią taką próbę – z Błękitnymi Stargard – zmarnował, tym razem okazał się jednak bardzo pewnym egzekutorem.
[…] Od tego momentu katowiczanie wygraną mieli już praktycznie w kieszeni. Osłabiony rywal nie był w stanie powalczyć o odrobienie dwubramkowej straty, a w 61. minucie Urynowicz po koronkowej akcji i asyście Rogali dorzucił swoje drugie trafienie, tym samym – powiększając swój dorobek do 9 trafień w sezonie – wspiął się na szczyt klasyfikacji strzelców całej ligi.
– Byłem tam, gdzie być miałem. Dostałem fajne podanie, a miałem jeszcze dwie okazje, w których brakło niewiele – opowiadał po końcowym gwizdku.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.


Najnowsze komentarze