Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Świetny doping i „girlandiada” podczas meczu Podbeskidzia z GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania Podbeskidzie Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:1 (0:0).

 

sportdziennik.com – Remis, który nikogo nie zadowala

Wszystko, co najlepsze w meczu Podbeskidzia z GKS-em Katowice, działo się na murawie po upływie godziny gry.

[…] Poziom spotkania w pierwszej połowie stał na przeciętnym, żeby nie napisać niskim poziomie. Ustawieni bardzo wysoko na połowie Podbeskidzia goście skutecznie utrudniali rozegranie akcji. A gdy już „górale” zdołali przenieść ciężar gry bliżej bramki Dawida Kudły, prawie cała drużyna GKS-u ustawiona była nie dalej niż na 30. metrze. Pierwszą lepszą akcją kibice zobaczyli dopiero w 17 minucie, gdy po długim rozgrywaniu piłki na połowie GieKSy podaniem do lewej strony ciężary gry przeniósł Michał Janota, a uderzenie głową Maksymiliana Banaszewskiego po dośrodkowaniu Tomasika minęło dalszy słupek bramki.

Przed przerwą z prawej strony boiska piłkę przechwycił Bida, który wbiegł w pole karne i podał do Kadricia. Ten przedłużył futbolówkę piętką do Banaszewskiego, ale jego strzał z kilku metrów został zablokowany. Goście odgryźli się w 25 minucie niecelnym uderzeniem głową Jakuba Araka.

Dużo ciekawsza była druga połowa, a właściwie ostatnie 30 minut. „Górale” objęli prowadzenie w 68 minucie. Przed polem karnym piłkę przejął Tomasz Jodłowiec, zagrał na prawą stronę do Mateusza Ziółkowskiego, a młodzieżowiec wypożyczony z Górnika Zabrze zwiódł obrońcę schodząc do środka i zdobył gola płaskim uderzeniem tuż przy krótkim słupku. GKS odpowiedział w 80 minucie wykorzystując fakt, że poza murawą opatrywany był Tomasik. Po dośrodkowaniu z lewego sektora boiska Shuna Shibaty do pustej bramki piłkę wpakował Sebastian Bergier, a dużo uwag przy tym golu można mieć do Daniela Mikołajewskiego.

Do końca spotkania goście mieli jeszcze dwie stuprocentowe sytuacje, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Najpierw sam na sam z Patrykiem Prockiem stanął Grzegorz Rogala, ale górą był bramkarz Podbeskidzia. W doliczonym czasie gry w słupek trafił Shibata, zaś po drugiej stronie po dośrodkowaniu w pole karne piłkę przyjął sobie Lionel Abate, którego uderzenie z najwyższym trudem sparował Kudła.

 

sportowebeskidy.pl – W tym znów są bezkonkurencyjni

Wizyta GKS-u Katowice w Bielsku-Białej tradycyjnie przyciągnęła na trybuny Stadionu Miejskiego sporą rzeszę kibiców wspierających tak gości, jak i Podbeskidzie. Z racji dotychczasowych wyników faworyta spotkania należało upatrywać w katowiczanach, ale już nie raz potwierdzało się, że na I-ligowym szczeblu wszystko zdarzyć się może.

Kibice ostrzący sobie apetyty na ciekawe starcie zawiedzeni czuć się nie mogli. Co jednak muszą odczuwać ci wspierający „Górali”, to niedosyt, wszak gospodarze znów nie potrafili rywala pokonać i skorzystać z atutu własnego boiska. Był to mecz numer 7. w bieżącym sezonie ligowym, po raz 4. podopieczni Grzegorza Mokrego odnotowali remis – w tej statystyce wśród konkurentów już na wstępie rozgrywek nie mają sobie równych…

Znacznie więcej ciekawego w niedzielne popołudnie działo się w drugiej części meczu, w której obie drużyny cieszyły się z goli i też marnowały inne szanse bramkowe. W 68. minucie bielszczanie objęli prowadzenie. W okolicy narożnika „16” przytomnie zachował się Mateusz Ziółkowski, który strzałem lewą nogą przy bliższym słupku zaskoczył Dawida Kudłę. Był to fragment, w którym Podbeskidzie istotnie na trafienie zasługiwało, wszak nieco wcześniej z dośrodkowań Ziółkowskiego formę bramkarza GKS-u sprawdzili główkując Martin Chlumecky oraz Haris Kadrić, a rewanżową połowę otworzyła wrzutka Maksymiliana Banaszewskiego w słupek.

Katowiczanie z walki o korzystny dla siebie wynik nie zrezygnowali i równocześnie przyznać należy, że i oni zrobili sporo, aby do siatki Podbeskidzia piłkę skierować. Stało się to dokładnie w 80. minucie za sprawą akcji rezerwowych – centrującego Shuna Shibaty i z bliska dopełniającego głową formalności Sebastiana Bergiera. Podopieczni Rafała Góraka poczuli, że mogą z Bielska-Białej wywieźć nawet „maksa”. W 82. minucie Patryk Procek zastopował w kontrze szarżującego Grzegorza Rogalę, a w doliczonym czasie Shibata ostemplował słupek. Żałować czego miał i Lionel Abate, który w 96. minucie oddał niesygnalizowany strzał sparowany przez Kudłę. Podział łupów żadnej ze stron wobec powyższego nie zadowolił w pełni.

 

dziennikzachodni.pl – Świetny mecz w Bielsku-Białej. Podbeskidzie zremisowało z GKS Katowice 1:1

[…] Na ten mecz ostrzyli sobie zęby kibice obu klubów. Na trybunach stadionu Podbeskidzia Bielsko-Biała pojawiło się blisko 3.000 fanów GKS Katowice i ponad 5.000 sympatyków Górali.

W takiej atrmosferze piłkarze stworzyli świetne widowisko. W pierwszej połowie gole nie padły, ale okazji strzeleckich było sporo. Kibice nie mieli więc prawa do narzekań i piłkarze usłyszeli sporo braw.

Po przerwie od razu zaczęło się na ostro. Pierwsi przycisnęli bielszczanie, którzy za sprawą Maksymiliana Banaszewskiego trafili między innymi w słupek. W 68 minucie piłka wpadła do siatki. Mateusz Ziółkowski błyskotliwie poradził sobie z trójką rywali i technicznym strzałem pokonał Dawida Kudłę.

Katowiczanie próbowali szybko odpowiedzieć. Akcje Arkadiusza Jędrycha i Sebastiana Bergiera nie przyniosły efektów, ale w 80 minucie remis stał się faktem. Wtedy Bergier zamknął dośrodkowanie Shuna Shibaty. Grzegorz Rogala miał jeszcze sytuację sam na sam, a potem bramki GKS-u autorstwa Aleksandra Komora nie uznał VAR. Na deser w 94 minucie (sędzia doliczył aż 12 minut ze względu na długie sprzątanie rzuconych przez przyjezdnych serpentyn) Shibata przy asyście Bergiera kopnął piłkę w słupek. Na koniec sprawę mógł rozstrzygnąć Abate Etoundi, ale znakomicie zachował się Kudła.

 

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice nie skorzystał z okazji, kolejny piękny finisz Motoru Lublin

Katowiczanie dopiero w końcówce meczu doprowadzili do remisu 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Motor Lublin zapewnił sobie rzutem na taśmę jeszcze jeden komplet punktów.

Po piątkowym remisie Miedzi Legnica z Wisłą Kraków, piłkarze GKS-u Katowice byli w pierwszym szeregu kandydatów na nowego lidera po pełnej kolejce i w trakcie przerwy reprezentacyjnej. Przeciwnikiem zespołu Rafała Góraka było Podbeskidzie Bielsko-Biała, które po przeciętnym rozpoczęciu sezonu znalazło się tuż nad strefą spadkową. GKS nie wykorzystał okoliczności i dopiero w 80. minucie uratował wynik 1:1 strzałem Sebastiana Bergiera.

 

gol24.pl – Świetny doping i „girlandiada” podczas meczu Podbeskidzia z GKS Katowice

Kibice GKS Katowice podczas meczu z Podbeskidziem, który odbył się dzisiaj 3 września na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej, zgotowali swoim piłkarzom żywiołowy doping, przyćmili będących większością fanów Górali i popisali się efektowną, acz uciążliwą dla służb porządkowych „gilrandiadą” – rzucili na murawę setki rolek papieru i na moment wstrzymali nawet pojedynek drużyn, który zakończył się jednobramkowym remisem.

Dzisiejszy mecz Podbeskidzia z GKS Katowice stał pod znakiem podwyższonego ryzyka. Wokół Stadionu Miejskiego przy ul. Żywieckiej w Bielsku-Białej zgromadzono spore siły policyjne i porządkowe. Na mecz przyjechało bowiem blisko 3 tysiące kibiców GieKSy, wszystkich kibiców zameldowało się na stadionie ponad 8,5 tysiąca. Jak na bielskie warunki niemało.

Kibice GKS Katowice, mimo że byli w mniejszości, swoim zorganizowaniem i głośnym dopingiem – można powiedzieć, że praktycznie przykryli czapką fanów Górali. Bez wątpienia byli dwunastym zawodnikiem GKS Katowice. Wprawdzie w pierwszej połowie nie padła żadna bramka, jednak nie brakowało akcji pod bramką Górali i to się kibicom podobało.

W drugiej połowie kibice GKS Katowice nie stracili animuszu, a na dodatek popisali się efektowną, acz uciążliwą dla służb porządkowych „gilrandiadą” – rzucili na murawę setki rolek papieru, które się rozwinęły i zasypały murawę nawet przed bramką GKS. Mecz na moment uległ wstrzymaniu, służbom porządkowym zajęło kilka chwil uprzątnięcie taśm, na koniec sędzia przedłużył spotkanie aż o 12 minut z powodu sprzątania rozrzuconych serpentyn.

Niedługo później GKS stracił bramkę – w 68 minucie piłka wpadła do siatki katowiczan. Mateusz Ziółkowski świetnym strzałem pokonał Dawida Kudłę. Ale doping kibiców GieKSy nie ustawał i wsparcie dwunastego zawodnika przyniosło efekt – w 80 minucie remis stał się faktem – Bergier zamknął dośrodkowanie Shuna Shibaty.

Kibice obu drużyn, mimo że nie było gradu bramek, obejrzeli świetny mecz na bielskim Stadionie Miejskim.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga