Piłka nożna
Trenerzy o meczu
Po spotkaniu GieKSy z Bytovią wypowiedzieli się obaj trenerzy – Adrian Stawski i Jacek Paszulewicz.
Adrian Stawski (trener Bytovii Bytów):
Powiedziałem chłopakom, że jestem bardzo dumny, bo GKS Katowice to bardzo dobry zespół i wyciągnąć punkty z tego terenu jest bardzo ciężko. Byliśmy zdeterminowani, by wygrać, ale zremisowaliśmy. Mieliśmy swoje sytuacje po kombinacyjnej grze, ale mogliśmy też w końcówce przegrać. Po czerwonej kartce wdarło się trochę nerwowości. Jestem bardzo zadowolony z gry.
Jacek Paszulewicz (trener GKS Katowice):
Ja dzisiaj dłużej. Mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Dwa oblicza – pierwsza i druga połowa. Druga połowa to jest to, co wszyscy chcieliby oglądać w Katowicach, choć oczywiście też chcieliby oglądać bramki. Przychodząc obiecałem, że będziemy wdrażali śląski charakter i każdemu będzie ciężko wygrać. Uważam, że w drugiej połowie pokazaliśmy ten śląski charakter. Jakiś czas temu oglądaliśmy „Dekadę GieKSy” i tam padły bardzo mądre i istotne słowa, że awans robi się ze słabszymi rywalami. Patrząc na tabelę, Bytovia była zespołem słabszym. A skoro nawiązałem do tematu awansu, to przypomnijmy sobie, gdzie był nasz zespół, gdy zaczęliśmy tutaj pracę. Trzy filary, które są potrzebne, by zespół grał na miarę naszych oczekiwań: motoryka, organizacja i jakość gry. Dwa pierwsze pozwoliły nam dobić do stawki bijącej się o awans. Natomiast uważam, że w teorii są lepsze zespoły od nas, które potencjalnie mogą awansować. My dzięki ciężkiej pracy i szukaniu tej jakości próbujemy gonić te punkty i dopisywać je sobie do rachunku. W kontekście jakości, dzisiaj wystąpiło siedmiu skrajnie ofensywnych zawodników i w pierwszej połowie nie stworzyliśmy sobie sytuacji – wniosek jest jeden, trzeba więcej biegać i pracować i wtedy może będzie łatwiej o sytuacje. W drugiej połowie pokazaliśmy atuty, przygotowanie motoryczne sprawiło, że zawodnicy Bytovii w końcówce bronili się i im dłużej trwałby ten mecz, tym byłaby szansa na zwycięstwo. Ostatnia rzecz – doping kibiców, którzy nas dopingowali cały mecz, z drugiej strony jest mi żal kibiców spod Blaszoka, bo słysząc gwizdy z Trybuny Głównej – one nie uderzają w zespół – ale uderzają w tych, którzy dopingowali nas w 90 minut. Chciałbym im podziękować i liczę, że pomogą nam w meczach wyjazdowych. Nie stoimy na straconej pozycji, aby bić się o najwyższe cele.
Po rundzie GKS Katowice był pod kątem jakości na ósmej pozycji, teraz jest na drugim miejscu. Widzimy mankamenty, ja nie chowam głowy w piasek. Szukamy jakości i rozwiązań. Kluczem do systemu, w którym chcemy grać są dziesiątki. W tej chwili najlepiej odnajduje się w tej roli Prokić, jest Zejdler, który zadania defensywne stricte realizuje, ale nie daje w ofensywie, tyle ile mógłby dać. Cerimagić i Foszmańczyk wchodzą po kontuzjach. Mamy skład osobowy jaki mamy i wokół tego składu musimy się poruszać. Tu się nic nie zmieni, nikt nie dojdzie, nikogo nie kupimy. Nikt z otchłani nie przyjdzie nie zbawi GKS Katowice. Musimy pracować i szukać w tym, co mamy. Pracujemy nad jakością, końcówka pokazała, że można. Nie mówię o momencie, gdy Opałacz dostał czerwoną kartkę. Ale nie baliśmy się grać do przodu. Powtarzam zawodnikom, że ryzyko to jest to, że staniemy w miejscu, z takim dorobkiem punktowym, jaki mamy obecnie. Grając z ósmej pozycji po rundzie jesiennej, nie ryzykujemy niczym. Ja nadal uważam, że nie jesteśmy faworytem do awansu i pójście do przodu nie jest kompletnie ryzykiem. Wpajam to zespołowi, a na ile to wychodzi? Pierwsza połowa pokazała, że zbyt zachowawczo po raz kolejny weszliśmy w mecz. Druga połowa pokazała takie oblicze, które chciałbym widzieć. oczywiście – zabrakło bramki. Wygralibyśmy i inaczej można by było patrzeć na zespół. Widzimy swoje słabe strony, każdy mecz jest analizowany, pokazujemy w jaki sposób zawodnicy powinni się zachowywać, by dać większą jakość temu zespołowi, ale to są trzy miesiące pracy. Nie wymagajmy cudów. Być może, gdy udało się opanować te trzy filary, nie pracowałbym w GKS, tylko w jakimś europejskim klubie. Cieszę się, że jednak jestem tutaj i liczę, że uda nam się zagrać dwie dobre połowy ze Stomilem Olsztyn.
Organizacja gry jest na wysokim poziomie, bo trzeba zobaczyć ile bramek traci GKS Katowice. A uważam, że to było kluczowe w tych meczach, które udało nam się wygrać. Jakość indywidualna to jest coś, nad czym pracują wszyscy trenerzy. Ale trzeba też popatrzeć na to, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Bytovia mimo niskiej pozycji w tabeli, ale to nie jest tak, że jest jakaś wielka dysproporcja. Rywalowi trzeba wydrzeć punkty z gardła i nie ma do tego innej drogi, tym bardziej, że tak jak powiedziałem – do czerwca żadnych ruchów transferowych nie będzie, więc szukamy optymalnych możliwości w swojej drużynie.
Pytania od redakcji GieKSa.pl do trenera Paszulewicza
Wspomniał pan o zachowawczej grze. Widzieliśmy już to z Puszczą, kiedy GKS przez pierwsze 20 minut stał i czekał, co zrobi rywal. Czy to jest kwestia taktyki, czy jednak taktyka była taka, by zaatakować Bytovię od początku?
Jeśli chodzi o poprzedni mecz, to wspomniałem już po spotkaniu, że realizacja założeń była słaba. Teraz zakładaliśmy, że nie pozwolimy rywalowi wyprowadzać piłki na krótko i to się udało. Brakowało naszego konstruowania akcji w drugiej linii. Po kontuzji bardzo ciężkie wejście miał Armin, stąd zmiana w 45. minucie. Być może zbyt dużo roszad spowodowało, że ten organizm musiał się przez 45 minut docierać. Mam mieszane uczucia co do tego meczu, bo druga połowa to jest to, co obiecywałem, czyli przede wszystkim walka, charakter i myślę, że to przyniesie punkty.
Zapytamy jeszcze raz o Dalibora Volasa – co z nim? Czy w takim meczu nie prosiłoby się, aby wpuścić właśnie tego zawodnika, a nie np. Kalinkowskiego? Volasa nie było nawet na ławce. Kiedy jak nie teraz?
Trenerzy dobierając ławkę rezerwowych wybiegają w przód. Jeżeli mamy jedynego zawodnika, który może zagrać na pozycji nr 6 – Poczobuta, rozpada się nam całkowicie filozofia gry. Więc tutaj wszystkie personalia na ławce sa nieprzypadkowe. To że Oktawian wypadł ze składu, jest spowodowane tym, co chcieliśmy realizować w tym spotkaniu. Volas jest w coraz lepszej dyspozycji i wejście jego do kadry może być nieoczekiwane. To nie jest tak, że ktoś może wylecieć z ławki kosztem Dalibora. Decyzje muszą być przemyślane. Sytuacja może się zmieniać jak w kalejdoskopie. Patrzmy na Olimpię Grudziądz, kiedy wypadło im dwóch młodzieżowców w jednej połowie i musieli grać w dziesiątkę. To też jest realne założenie, w kontekście którego ustalamy jedenastkę meczową. To nie jest taki zero-jedynkowy wybór, że kogoś bierzemy i ktoś wypada – staramy się zachować proporcje, jeśli wypada nam środkowy czy boczny obrońca, musimy to sensownie zastąpić. Liczę na Dalibora i na pozostałych, być może następne mecze pokażą, że dostanie szansę.
Kto pana zdaniem jest faworytem do awansu, skoro mówi pan, że są lepsi?
Teoretycznie są inne zespoły, jakościowo, choć oczywiście wiecie panowie, jak to jest z CV – można je mieć, a mieć taką formę, która nie predysponuje do gry w pierwszej lidze. Patrząc na nazwiska w innych zespołach i jakość gry – być może nie motorykę i organizację – tylko jakość, to uważam, że GieKSie tej jakości brakowało i nadal brakuje i to nie jest wrzucanie kamyczka i użalanie się nad swoim zespołem, bo ja dalej wierzę w swój zespół, tylko patrzę pod kątem statystyk, które zastałem przychodząc do tego klubu. Jeśli bazując na jakości GKS miał 7 pkt straty, to tej jakości musiało być za mało. Dołożyliśmy elementy, które wywindowały nas na drugą pozycję. W tej chwili musimy się zmierzyć z tym, że nie gonimy stawki, tylko uciekamy. Bo po tej kolejce i tak zostaliśmy na fotelu wicelidera. Wszystko jest przed nami, ale studzę głowy, bo tak jak mówiłem, to średnioterminowy plan przewiduje awans do ekstraklasy i chcielibyśmy to zrobić, ale pamiętajmy, że klubów mających taki plan jest kilka.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Mecza
29 kwietnia 2018 at 22:00
Miałem nadzieję, że pojawi się dzisiaj Volas od pierwszej minuty. Dobre pytanie jak nie dzisiaj to kiedy? Kędziora nie może grać wszystkiego od początku. Goncerz już udowodnił że nie pomaga. Myślałem że wejdzie Fosa aby coś poklepać jak nie szło a tu „kreatywny” Kali. Trenerze mam inną ocenę drugiej połowy bo było dalej za mało gry w piłkę i tylko złość że dziwnie zaczęło się spieszyć w doliczonym czasie gry. Piłkarze nie wiedzieli, że ten mecz trzeba wygrać, że trzeba się spieszyć, zapieprzać od 1 minuty? Czekali na doliczony czas. Nadal uważam, że jedyny wytłumaczenie to mecze co 3 dni, w tygodniowej wersji będziemy mieli szybsze czasy reakcji, to są sekundy decydujące. Prokić już się potyka o swoje nogi bo trener nie rotuje, częściowo można się tylko zgodzić że nie ma kim. Młodzież ma power i można dwóch wystawić w pierwszym składzie.
1964
29 kwietnia 2018 at 22:16
Mam pytanie?Po jaki chu ściąga się Volasa skoro nie gra!Jeśli brano go na sztukę to dzięki ale trzeba było dać szanse Marchewce z Rozwoju czy innego młodego chłopaka a nie tracić hajsu na nieprzygotowanego chopa.Zresztą brak przygotowania u Volasa to wgląd na jego profesjonalizm!
Mecza
29 kwietnia 2018 at 22:28
Ja obstawiam, że to są tylko wymówki z tym przygotowaniem. Być może za mało wazeliny na treningach. Goncerz pewnie haruje na pokaz (tak sam jak łapie żółte kartki za bezsensowną agresję) i jest wyżej. Marchewka? Darujmy sobie bo on nawet nie ma miejsca w składzie Rozwoju.
Kibol
29 kwietnia 2018 at 23:15
I znowu sie zaczyna sranie w banie motoryka w nos pstryka jakośc nijakośc K….A rzygać siechce
Irishman
29 kwietnia 2018 at 23:32
Czy po jesieni byliśmy JAKOŚCIOWO na ósmym miejscu? Trener Mandrysz przejął drużynę rozbitą i zdemoralizowana po wiosennym wstydzie, uzupełnioną w bardzo dużej mierze o piłkarzy, którzy potrzebowali wtedy kilku tygodni na dojście do formy. Wtedy byliśmy jakościowo pewnie na jednym z ostatnich miejsc, co pokazywały wyniki. Ale absolutnie nie zgadzam się, że drużyna, którą przejął Paszulewicz była na ósmym miejscu, skoro potrafiła wygrać na koniec z Miedzią, która dziś niezagrożenie zmierza do Ex.
Czy obecnie JAKOŚCIOWO jesteśmy na drugim miejscu? Jeśli tak, to po dzisiejszym meczu trzeba stwierdzić, że exe-quo z Bytovią, która w przekroju całego meczu, była dla nas absolutnie równorzędnym rywalem!
Druga sprawa – jeśli (co oczywiste) nikt do drużyny nie dołączy, to czy rozsądnym jest skreślanie takiego piłkarza jak Plizga??? Akurat dziś to wybitnie brakowało, aby na boisku pojawił się ktoś potrafiący wykonywać stałe fragmenty gry, tak jak on!
Cierpliwy
29 kwietnia 2018 at 23:42
Zostało 6 małych kroczków. Po co płakać jeśli mleko się jeszcze nie wylało. Poczekajmy do połowy maja. Może to się skończy lepiej niż rok temu.
scifo
30 kwietnia 2018 at 01:58
Mecza, co do Marchewki, to on ma 17 lat i gra ogony w Rozwoju, trudno żeby decydował o jakości zespołu przez 90 minut. Jest młody, szybki, potrafi minąć zawodnika i strzelić, chyba jednak wolałbym, żeby wchodził na końcówki zamiast Goncerza i ogrywał się w 1 lidze. Wpuszczanie Gonza jest jak strzał w powietrze, dużo huku mało pożytku.
W drugiej połowie była walka …., to że było lepiej niż w pierwszej nie znaczy, że można to nazwać walką. My nie mieliśmy ani jednej 100% sytuacji, chyba, że liczymy bilard między słupkami, tyle, że słupek, to strzał niecelny. Trochę wiatru zrobił Mandrysz, ale złapał kontuzję. Gwizdy z Głównej były i owszem, ale w sytuacji jak Frańczak zamiast do przodu zaczął się cofać z piłką…
Mamy dużo szczęścia, bo Drutex miał 2 świetne okazje, raz uratował nas Wierzbicki a drugim razem gościu przestrzelił z przed 16stki.
Irishman
30 kwietnia 2018 at 04:51
A ja się zgadzam z trenerem, ze druga połowa była znacznie lepsza, bo… dostosowaliśmy się do Bytovii i zaczął się ładny mecz.
Co do kibiców to pan trener jeszcze nie wie zdaje się jak trybuna główna potrafi utrudnić życie! Dzisiaj było bardzo na plus ze strony „starszych” kibiców! A to jego gadanie, to nie wiem czy to przypadkiem nie jest już mała wazelinka, żeby jakby co mieć poparcie jednych kibiców przeciw drugim…..
Sasza
30 kwietnia 2018 at 06:13
Co do Marchewki to się zgodzę z tym, że jest jeszcze młody i 90 minut nie wytrzyma ale do ogrywania się to by się przydał. Byłem w sobotę na derbach miasta juniorów i naszych chłopaków Marchewka ograł klasycznie.
stefano
30 kwietnia 2018 at 07:51
Trener niestety ale nie ma ewentualności na atak pozycyjny , ZERO!!! strzałów z dystansu , klepy , gry prostopadłą piłka .Jak czytam o planach to mam drgawki .
Wystawianie Prokica , tylko zle wpływa na reszte zespołu , bo chop jest cieniem zawodnika z początku rundy.
Magia KATA pryska , trzeba się z niektórymi przeprosić i spróbować czegos innego niż tylko długa na Prokica.
KaTe
30 kwietnia 2018 at 08:06
Może by się przeprosił z Plizgą…
Dziadek
30 kwietnia 2018 at 11:34
Panie trenerze proszę nie robić jednego: nie nastawiać jednych kibiców przeciwko drugim. Na B1 to nie przejdzie. Na głównej siedzą ci co jeszcze niedawno byli na blaszoku i ci co dopiero tam będą. Często są to ludzie, którzy na Gieksę chodzą od lat 70 i 80 tych.
Ten mecz to była straszna niemoc. Walka była ale niemoc też. Przede wszystkim trzeba strzelać,nawet z 16. Może ten element poćwiczyć, bo strzałów dramatycznie mało.
Poza tym kibice Gieksy byli już w ostatnich latach tyle razy zrobieni w balona, że są przeczuleni na gwałtowne spadki formy i niemoc na boisku.
I jeszcze jedno: Tu jest Gieksa – tu jest presja..
wiesiek
30 kwietnia 2018 at 12:26
@Dziadek haslo tu jest Gieksa tu jest presja odeszło w siną dal wraz z Marianem Dziurowiczem. ( pamietamy oczywiscie o korupcji w tamtych latach, ale jednak wymagano cos od pilkarzy co udowodnily chocby mecze w europejskich pucharach) .
Teraz obowiazuje haslo tu jest Gieksa tu wspokoju mozna zarobic pare groszy nieprzedstawiajac zadnej wartosci pilkarskiej i tez cie nikt ztad nie wydupcy np. Gonzo, Fosa.
potf
30 kwietnia 2018 at 12:34
Jestem w szoku, dlaczego na wiosnę Plizga nie dostał jeszcze ani jednej szansy?! Przecież my w środku pola oprócz Poczobuta który jest defensywny, mamy zero jakości i kompletny brak kreatywności. Gdzie strzały z dystansu, gdzie prostopadle podania?
pablo
30 kwietnia 2018 at 22:04
dlaczego nie grał Foszmańczyk i czy zagra w następnym meczu
GieKSiorz
30 kwietnia 2018 at 22:44
pierdo…lenie o Szopenie!!!cos mi się wydaje ze będzie powtorka z przed roku niestety,zakaz awansu i tyle w temacie.ja już nie dam zrobić się w ciula,dalem ostatnia szanse ,jak teraz frajersko postapia z kibicami za rok mnie nie uswiadcza na bukowej i mysle ze dużo więcej ludzi tak postapi.Nie jestem kibicem sukcesu,chodze na Giekse już ponad 20 lat ale nie będę tolerowal jak kibiow robi się w ciula,można przed sezonem powiedzieć ze nie stać nas na awans,albo grac caly sezon w srodku tabeli a nie pompować balonik a potem huj.Panie Trenerze to ze było trochę gwizdów to i tak nic,przeciez ten mecz był jak dramat,dla mnie Bytovia prędzej zasluzyla na 3 pkt niż my.Cieszcie się ze teraz tylko gwizdy sa ,za to co zrobila ta druzyna wiosna 2017 dawniej by był klaps.Chcialbym tak bardzo się mylic!!!