Piłka nożna
Trzy próby Żurka w GieKSie
W niedzielę czekają nas derby GKS Tychy – GKS Katowice. Trenerem tyszan jest bardzo dobrze znany w Katowicach Jan Żurek, który aż trzykrotnie prowadził nasz zespół. Najpierw w sezonie 2002/03 zdobył z GieKSą trzecie miejsce w lidze, potem w kolejnym przybył w trakcie sezonu ratować GieKSę po słabym początku, w końcu został szkoleniowcem w 2008 roku już w „nowym” klubie zarządzanym przez SSK.
Jan Żurek zanim pojawił się na Bukowej, nie zanotował większych sukcesów na ławce. Zdobył szacunek w Zabrzu za to, że z przeciętną drużyną spisywał się jak na warunki klubu bardzo dobrze, awansując nawet do półfinału Pucharu Polski. I z tym jedynym zespołem mogliśmy kojarzyć go dobrze. Późniejsze pobyty w Ruchu Chorzów czy Widzewie Łódź okazały się niewypałami. Właśnie z tego powodu można było obawiać się, jak popularny Zupa poradzi sobie w GKS. Po bardzo dobrych sezonach pod wodzą Bogusława Kaczmarka i Janusza Białka w Katowicach mieliśmy apetyty na coś więcej lub przynajmniej utrzymanie poziomu, a nie zapominajmy, że GKS był zaledwie po dwóch sezonach gry w ekstraklasie.
Początek sezonu pokazał jednak, że może być dobrze i – choć taktyka była czasem mocno defensywna z nadzieją na kontrę – GieKSa gromadziła punkty. Po remisie w Płocku przyszły trzy wygrane, z Widzewem u siebie, Lechem w Poznaniu oraz Szczakowianką przy Bukowej przy pustych trybunach 4:0. Zwłaszcza wygraną z Kolejorzem można było uznać za odniesione w stylu „Żurkowego Catenaccio”, bo momentami obrona była dość dramatyczna, ale gol Stanisława Wróbla dał trzy punkty gościom.
Zdarzały się oczywiście mecze niewygrane – GKS przegrał choćby z Ruchem czy w Pucharze Polski z Zagłębiem Lubin aż 1:4. Mało kto się jednak spodziewał, że w 8. kolejce na boisko lidera może przyjechać mistrz Polski. Bo to właśnie GieKSa jako zespół ze szczytu tabeli podejmował Legię Warszawa. Niestety zabrakło atutów i to warszawiacy wyjechali z Katowic z kompletem punktów. Styl Żurka stawał się coraz bardziej rozpoznawalny i omal nie doprowadził do uszczknięcia punktów wielkiej Wiśle Kraków, która miała świetną jesień w Pucharze UEFA (kilka dni później Wiślacy grali pierwszy mecz przeciwko Parmie). Do 80. minuty utrzymywał się w Krakowie wynik 0:0, ale końcówka i 2 gole Wisły dały tej drużynie trzy punkty.
GKS bardzo dobrze radził sobie na wyjazdach. Pod koniec rundy w ciągu kilku dni wygrał w Wodzisławiu i Wronkach. Do dobrej gry defensywnej dochodziła jeszcze… fura szczęścia, bo w obu spotkaniach rywale nie wykorzystywali rzutów karnych. Na koniec jesieni w końcówce udało się wyrwać zwycięstwo Polonii Warszawa. GKS po rundzie jesiennej był drugi ze stratą zaledwie punktu do liderującej Wisły, a dorobek był imponujący – 10 wygranych, 2 remisy i 3 porażki.
Mogliśmy się obawiać co będzie w rundzie wiosennej – czy da się powtórzyć tak dobrą rundę? Pierwszy mecz temu w zupełności zaprzeczył – po najgorszym pojedynku w sezonie GKS uległ Widzewowi 0:2. Potem było już jednak lepiej GKS wygrywał z Wisłą Płock i Lechem (pamiętna bramka Leo), Szczakowianką na wyjeździe i Ruchem. Na przełomie jesieni i wiosny GKS miał serię 9 meczów, w których wygrał 8 razy! Nic dziwnego, że przeskoczył w tabeli Wisłę i liderował, a że mecz z Ruchem był piątkowy, to w tym momencie katowiczanie mieli 4 punkty przewagi nad Wisłą!
W Katowicach o mistrzostwie jednak nikt głośno nie mówił, a jedynie cicho pod nosem szeptał, gdyż mimo wszystko przegonienie Wisły na koniec wydawało się mało realne. Jak najbardziej realne wydawały się jednak puchary i o nie trzeba było walczyć. Niestety po derbach przyszły wątpliwości czy uda się w ogóle zakwalifikować do europejskich rozgrywek. Piłkarze Żurka przegrali w Lubinie, u siebie z Dyskobolią i w Warszawie z Legią. To mocno skomplikowało sytuację, bo było widać zniżkę formy (brak bramki w tych trzech spotkaniach). Na szczęście chwilę oddechu można było uchwycić z absolutnym outsiderem ligi – Pogonią Szczecin, która kilka kolejek wcześniej przegrała w Zabrzu 0:9. Jednak i ten mecz nie nastroił optymizmem, bo GKS w kiepskim stylu wygrał 2:0, a dodatkowo szczecinianie stwarzali sobie przy Bukowej okazje bramkowe.
Prawdziwą weryfikacją miał być mecz w Zabrzu. Po kapitalnym widowisku GKS wygrał 3:1 i na nowo włączył się do gry, a w następnej kolejce czekała już Wisła Kraków. Wszyscy pamiętamy ten wspaniały spektakularny mecz i piękną wygraną 1:0. Stadion wówczas oszalał i popadł w euforię, bo Wisła nawet do dzisiaj pozostaje chyba najsilniejszą polską drużyną od czasów Legii w PZP w 1991 roku. Mimo że dzisiaj wiadomo, że nie wszystkie spotkania w tamtym sezonie były czyste, to jednak chyba nikt nie ma wątpliwości, że akurat mecz z Białą Gwiazdą rozgrywany był w 100% sportowo i tą wygraną możemy z sentymentem wspominać do dzisiaj. GKS na kilka kolejek przed końcem miał trzy punkty straty do lidera i nieśmiałe marzenia o mistrzostwie… nadal można było mieć. Jednak Wisła wygrała do końca sezonu już wszystko, więc trzeba było walczyć o tytuł wicemistrza. Katowiczanie wygrali z KSZO i Odrą. Niestety później przyszedł remis z Amiką Wronki, kiedy to za jednym zamachem marzenia o Europie mogły prysnąć jak bańka mydlana. Z odsieczą GKS przyszedł jednak… Ruch Chorzów, który zremisował na Łazienkowskiej 3:3.
Przed ostatnią kolejką GKS do pucharów potrzebował więc remisu, ale żeby zdobyć tytuł wicemistrza Polski, trzeba już było wygrać. Katowiczanie zdobyli punkt przy Konwiktorskiej, wykopali Legię z pucharów, ale dali się przeskoczyć Dyskobolii. Na utratę tytułu wicemistrza jednak nikt nie patrzył, bo i piłkarze i kibice byli w siódmym niebie z powodu awansu do pucharów.
Niestety po sezonie prezes Piotr Dziurowicz pożegnał się z Janem Żurkiem, co było szokiem dla wszystkich. Kibice protestowali, nie rozumiejąc kuriozalnej decyzji młodego Dziury. Jeszcze większe oburzenie przyszło z powołaniem na stanowisko szkoleniowca Edwarda Lorensa, który rozwalił wszystko, co zastał, miał tragiczny początek sezonu, skompromitował się odpadając z Cementarnicą. Okazało się, że kibice mieli rację dziwiąc się zwolnieniem Żurka i zatrudniając niebieskiego szkoleniowca. Wszystko, na co pracowano cały rok – przepadło już na początku kolejnego.
Jan Żurek na inaugurację sezonu i przegraną z Dyskobolią 0:4 dostał kwiaty od prezesa. To jednak nie łagodziło bólu związanego z utrata tego trenera. Po kilku latach jednak dowiemy się, że Dziurowicz uwikłany był mocno w korupcję i w tym momencie jego decyzje mogą wydawać się bardziej racjonalne – uznał, że trzecie miejsce w lidze to nie zasługa trenera, tylko… jego samego. Nie widział więc powodu, by trzymać szkoleniowca, chcąc na puchary zatrudnić bardziej doświadczonego… Wówczas nikt o tym nie wiedział, a i tak okazało się, że zatrudnienie Lorensa było strzałem kulą w płot.
Po wysokiej przegranej w kolejnym sezonie w Łęcznej, z Lorensem pożegnano się już po 5. kolejce. Nikt z tego powodu nie płakał, wszyscy kibice cieszyli się z pozbycia się tego wrzoda, który nie tylko wynikami, ale i wypowiedziami doprowadzał do furii. Na stanowisko powrócił Jan Żurek, który przeprosił się z Dziurowiczem.
Mit tego szkoleniowca po jego drugim pobycie upadł. Niby minęły zaledwie 3 miesiące od czerwca, ale wyniki były już dużo słabsze, choć początek był niezły. Oczywiście osłabienia kadrowe m.in. utrata Mirosława Sznaucnera robiły swoje. GKS rozpoczął od remisu z Polonią Warszawa 1:1, ale potem były wygrane w Poznaniu i z Górnikiem Polkowice u siebie oraz zwycięstwo 3:0 z Amiką w ćwierćfinale Pucharu Polski. Ostatecznie GKS awansował do półfinału, gdzie przegrał z Lechem. Przegrane 0:5 z Wisłą czy 0:6 z Dyskobolią były jednak spektakularne i świadczyły, że to już nie jest ta drużyna, co wcześniej. W połowie kwietnia zwolniono Żurka, a stery przejął Lechosław Olsza. GKS cudem utrzymał się w ekstraklasie, wygrywając na wiosnę zaledwie jeden mecz.
Do Katowic trener Jan Żurek powrócił po 4 latach i zaczął przygotowywać drużynę do sezonu 2008/09. GKS poczynił przed sezonem kila „wzmocnień”, zatrudniając zawodników z nazwiskami, ale jak się szybko okazało, mocno przebrzmiałymi. Pojawili się Daniel Treściński, Paweł Sobczak, Grzegorz Bonk czy Tomasz Prasnal. Przyszedł też Adrian Napierała i Grzegorz Domżalski. GieKSa miała ze wspomnianymi doświadczonymi piłkarzami walczyć o awans. Niestety już od początku były problemy ze zdobywaniem punktów. Inauguracja w Turku okazała się fatalna i GKS przegrał, a w Zabierzowie w końcówce uratował punkt. Co prawda w 3. kolejce była wygrana ze Zniczem, ale to było jedyne zwycięstwo w pierwszych 10 kolejkach. Kibice dawali wyraz swojemu zniecierpliwieniu choćby w meczu z Zagłębiem Lubin. Po przegranym spotkaniu z Flotą Żurek po raz trzeci pożegnał się z GKS i jak dotychczas – bezpowrotnie.
Najbardziej w Katowicach pamięta się awans do pucharów, dlatego Jan Żurek wspominany jest z sympatią. Gdzieś w cień odchodzą niektóre okoliczności tej promocji, ale mimo to, nie da się ukryć, że GKS miał wtedy świetną drużynę, która potrafiła walczyć z najlepszymi, miała charakter. Tego nie można odmówić i dlatego sentyment pozostaje. Pozostałe dwa pobyty – jak zostało opisane wyżej – okazały się klapą i potwierdzeniem powiedzenia o niewchodzeniu dwa razy do tej samej rzeki. Pierwszy powrót Żurka był powrotem do tej rzeki praktycznie kilka metrów od tego miejsca, z którego wyszedł, jednak nic już nie było takie samo. Powrót w pierwszej lidze, czyli już nowszych czasach okazał się nieporozumieniem głównie ze względów kadrowych. Nowi zawodnicy okazali się piłkarzami odcinającymi kupony od swoich karier, którzy praktycznie nic nie wnieśli do zespołu. Jedynie przyzwoicie spisywał się Tomasz Prasnal, no i Adrian Napierała jako jedyny został na dłużej, stając się w późniejszych latach kluczową postacią GKS.
Teraz Jan Żurek stanie przeciwko GieKSie. Na pewno nie ma w nim jednak żadnej chęci rewanżu, bo szkoleniowiec to sympatyczny i niezawistny. My jako osoby z redakcji zawsze mieliśmy z nim dobry kontakt, można było pożartować, pośmiać się. Zresztą szkoleniowiec był ostatnio na meczu ze Stomilem, obserwując nasz zespół, i z sympatią wyściskał się z Pawłem Maźniewskim, którego pamięta z każdego pobytu w GKS.
Sentymenty musimy jednak odłożyć na bok, bo w niedzielę czeka walka o ligowe punkty. Mamy nadzieję, że coraz lepiej radzący sobie pod wodzą Żurka tyszanie nie znajdą sposobu na team Kazimierza Moskala, a trzy punkty pojadą z niedalekiego Jaworzna do Katowic.
I na koniec przytoczmy chwilę zapomnienia Jana Żurka, która jednak jest bardzo wymowna. Jako komentator Polsatu Sport w trakcie jednej z transmisji ocenił, co powinni zrobić piłkarze którejś drużyny i powiedział „Tu trzeba zapierdalać!”. I tego się trzymajmy!
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze