Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mass mediów: Serduszko GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Po przerwie reprezentacyjnej piłkarki wznowiły rozgrywki: w dziewiątej kolejce drużyna zremisowała 3:3 (0:1) z Medykiem Konin. Następny mecz zespół rozegra w najbliższą sobotę, na wyjeździe z Rekordem Bielsko-Biała. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania: pierwsze z nich w ramach Pucharu Polski z Termalicą Nieciecza, drugie było spotkaniem ligowe z GKS-em 1962 Jastrzębie. W spotkaniach padły wyniki: 1:2 i 0:0. Prasówkę po tych spotkaniach meczu znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.
Pomimo absencji w drużynie (kontuzje, SARS-CoV-2) siatkarze rozegrali spotkanie w piątej z drużyną Indykpol AZS Olsztyn w Katowicach. Spotkanie zakończyło się wygraną AZS-u 3:0. Następne spotkanie drużyna rozegra, w sobotę, na wyjeździe z Cuprum Lubin.
Hokeiści rozegrali dwa mecze: niestety oba przegrane. W piątek w Toruniu z KH Energą 1:2, w niedzielę, w Satelicie z drużyną RE-Plast Unią Oświęcim 2:3, po rzutach karnych. Nasza drużyna jest w dalszym ciągu liderem rozgrywek z przewagą dwóch punktów na Unią.
PIŁKA NOŻNA
sport.poinformowani.pl – Piłka nożna kobiet: wielki powrót GieKSy, lider z Łodzi zatrzymany
Miniona sobota przyniosła sporo emocji na boiskach kobiecej Ekstraligi. Piłkarki GKS-u Katowice odrobiły trzybramkową stratę i urwały punkty konińskiemu Medykowi. Pierwszą porażkę w sezonie zanotowały liderki z Łodzi, uznając wyższość AP Lotos Gdańsk. Komplet punktów zgarnęły ekipy Czarnych Sosnowiec i Górnika Łęczna.
[…] GKS Katowice – Medyk Konin
Jednym z takich zespołów był koniński Medyk, który w poprzedniej kolejce pojedynkował się z Górnikiem Łęczna i na własnym obiekcie musiał uznać wyższość rywala. Oba zespoły stworzyły emocjonujące widowisko, padło aż osiem goli, ale podopieczne trenera Romana Jaszczaka zawiodły w drugiej połowie, dając sobie wbić aż trzy bramki. Runda jesienna powoli zmierza ku końcowi, a Medyk jak dotychczas nieco rozczarowuje, pięć ostatnich spotkań przyniosło zaledwie jedną wygraną. W sobotę „Medyczki” udały się do Katowic na starcie z miejscową GieKSą, która w poprzedniej kolejce nie zdołały zatrzymać lidera z Łodzi. Oba zespoły do tego pojedynku przystępowały zatem z zamiarem zrewanżowania się za wcześniejsze niepowodzenia. Od początku spotkania inicjatywa była po stronie gospodyń, które zepchnęły „Medyczki” do defensywy. Wraz z kolejnymi upływającymi minutami do głosu częściej zaczęły dochodzić podopieczne trenera Romana Jaszczaka. Po nieco ospałym początku ekipa z Wielkopolski przenosiła ciężar gry na połowę katowiczanek, ale w pierwszym kwadransie dogodnej okazji wykreować sobie nie zdołała. Pierwszą groźną szansę przyniosła 27. minuta, kiedy to dobrze piłkę w polu karnym na długi słupek strąciła Natalia Chudzik, jednak Stephanie Zuniga Herrera nie zdołała przeciąć podania i skierować futbolówki do siatki. Starania koninianek przyniosły oczekiwane rezultaty pięć minut później, a na listę strzelczyń wpisała się Karlina Miksone. Reprezentantka Łotwy dostrzegła złe ustawienie golkiperki gospodyń, Weroniki Klimek i uderzeniem z dystansu dała swojej drużynie prowadzenie w tym spotkaniu. Podopieczne trenera Witolda Zająca natychmiast rzuciły się do odrabiania strat i w końcówce pierwszej odsłony trzykrotnie zmusiły Oliwię Szymczak do interwencji. Najbliżej szczęścia w 37. minucie była Katerina Vojtkowa, która uderzała z okolic jedenastego metra boiska, jednak golkiperka Medyka nie dała się zaskoczyć. Dobry fragment gry nie przyniósł gospodyniom trafienia i do szatni z lepszym nastrojami schodziły przyjezdne. Po powrocie na murawę „Medyczki” wyprowadziły drugi cios, szybko podwajając dorobek bramkowy. Klaudia Fabova dobiegła do prostopadłego podania posyłanego z głębi pola przez wprowadzoną na boisko po przerwie Annę Gawrońską. Skrzydłowa Medyka zachowała duży spokój, minęła golkiperkę GKS-u i skierowała piłkę do pustej bramki. Rozpędzone piłkarki z Wielkopolski kontrolowały wydarzenia na murawie stadionu w Katowicach, czego potwierdzeniem było trafieniem numer trzy. W 65. minucie precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola zamieniła środkowa defensorka przyjezdnych, Julia Maskiewicz. Wydawało się, że piłkarek GieKSy nie będzie stać nawet na honorową bramkę, ale dziesięć minut po trafieniu Maskiewicz do siatki „Medyczek” po raz pierwszy w tym meczu drogę znalazło uderzenie Nikoli Brzęczek. Przyjezdne zupełnie się pogubiły, nie minęły nawet dwie minuty, a katowiczanki zdobyły bramkę kontaktową. W poczynania koninianek wkradło się sporo nerwowości, to GieKSa przejęła inicjatywę i mocno naciskała Medyka. Znakomity kwadrans miejscowych w czwartej minucie doliczonego czasu gry przypieczętowała Alicja Dyguś, doprowadzając do zasłużonego remisu. Medyk Konin roztrwonił trzybramkową zaliczkę i z Katowic wywiózł zaledwie jedno oczko.
kobiecyfutbol.pl – Hitchcock byłby dumny
Takiego dreszczowca nie powstydziłby się reżyser “Psychozy”. Starcie dwóch drużyn zajmujących miejsca w górnej części tabeli zapowiadało się ciekawie, zwłaszcza że ani katowiczanki, ani koninianki jeszcze nie zremisowały spotkania. Nikt chyba jednak nie spodziewał się takiej huśtawki nastrojów. Choć jeszcze w 73. minucie Konin prowadził trzema bramkami, spotkanie zakończyło się wynikiem 3:3.
Mecz lepiej zaczęły koninianki, po dość wyrównanej pierwszej połowie prowadziły w Katowicach po uderzeniu Miksone. W drugiej połowie katowiczanki starały się odrabiać stratę, ale to podopieczne Romana Jaszczaka zdobywały kolejne bramki: najpierw do siatki trafiła odzyskująca formę po kontuzji Klaudia Fabova, a potem na 3:0 podwyższyła Julia Maskiewicz i po trochę ponad godzinie gry wydawało się, że Medyczki wywiozą z Katowic komplet punktów.
Tymczasem w 74. minucie nastąpiło przebudzenie mocy. Najpierw do siatki trafiła Nikola Brzęczek, a trzy minuty później Oliwię Skrzypczak pokonała Weronika Kłoda i na niecały kwadrans do końca meczu nagle przewaga medyczek stopniała do jednej bramki. Gieksiarki ambitnie zaatakowały, szukając okazji do wyrównania, a nieco zdezorientowane takim obrotem sprawy koninianki starały się bronić prowadzenia i szukać okazji do kontry. Gdy kibice odliczali już sekundy do końcowego gwizdka, w 4. minucie doliczonego czasu gry piłkę w siatce umieściła Alicja Dyguś. Po chwili pani Sylwia Biernat zakończyła spotkanie i oba zespoły zanotowały całkiem zasłużony z przebiegu gry remis.
sportdziennik.com – Serduszko GieKSy
Ambitny projekt w Katowicach! GieKSa chce uderzyć do wszystkich 79 przedszkoli w mieście. Cel? Aktywizacja najmłodszych, ale nie tylko…
W stolicy Górnego Śląska przed kilkunastoma dniami wszyscy grzali się i ekscytowali wbiciem pierwszej łopaty na budowie nowego stadionu GKS. 15-tysięczny obiekt będzie miał zaspokoić potrzeby klubu z tradycjami, który ponownie chce wrócić na salony polskiej piłki.
Kto jednak wie czy ważniejszy projekt nie toczy się już w górnośląskiej metropolii, a jest on związany z najmłodszymi, bez których nowy piękny stadion, który ma być ukończony za 247 milionów w 36 miesięcy, nie ma przecież sensu.
W GieKSie wymyślili swój projekt, jak dotrzeć z zajęciami sportowymi do najmłodszych, jak zachęcić ich do uprawiania sportu, a co za tym idzie w przyszłości zasilenia samego klubu. – Projekt jest obliczony na lata i nie ma co tutaj mówić o kosztach, a tylko o inwestycji. Widzimy, jaka jest sytuacja, jaka mało dzieci są aktywne, stąd wychodzimy z propozycją do przedszkoli z naszą ofertą zajęć sportowych. Z projektem już ruszyliśmy w sześciu katowickich przedszkolach. Docelowo, jak będzie możliwość, to chcemy przeprowadzać zajęcia we wszystkich 79 przedszkolach w mieście – mówi nam Marek Szczerbowski, prezes GKS Katowice.
Jak podkreśla szef wielosekcyjnego klubu z Katowic, za całym ambitnym projektem stoi nie kto inny, jak Mariusz Pańpuch. To osoba dobrze znana w środowisku piłki młodzieżowej nie tylko na Górnym Śląsku. Wcześniej przez ćwierć wieku związany był ze słynącym z dobrej czy z bardzo dobrej pracy z młodzieżą Gwarku Zabrze. Z klubem z Biskupic zdobył w 2002 roku mistrzostwo Polski juniorów młodszych. Spod jego ręki wyszła plejada znanych graczy, z Łukaszem Piszczkiem na czele.
Od lata zeszłego roku jest w Katowicach, gdzie jest dyrektorem Akademii Młodej GieKSy. – To nasz najlepszy transfer letniego okienka – podkreśla prezes Szczerbowski.
Jak mówi i szef GKS i trener czy dyrektor Pańpuch, celem „Serduszka GieKSy” nie jest pozyskiwanie zawodników czy zawodniczek do gry w sekcji piki nożnej, hokeja czy siatkówki. – Najważniejsze dla nas jest to, żeby aktywizować dzieci na polu sportowym czy budować oraz kreować przyjazne środowisko kibiców GKS Katowic. Na podobnej zasadzie działają kluby na Zachodzie. Efektem ubocznym naszych działań ma być to, że ci co będą chcieli, to trafią do nas do klubu. Nie jest to jednak celem w samym sobie naszego projektu – podkreśla Szczerbowski.
Założenia projektu „Serduszka GieKSy” są naprawdę ambitne. Zajęcia z najmłodszymi dziećmi, 3 i 4 letnimi, odbywają się w małych, bo 8 osobowych grupach raz w tygodniu przez 45 minut. Ze starszymi, 5 i 6 letnimi jest podobnie, z tym że tam grupy są liczniejsze, bo liczą 10 dzieciaków. Docelowo zajęcia miałby się odbywać dwa razy w tygodniu.
– Są udokumentowane badania, że kiedy dziecko mając do wyboru smartphone czy zorganizowane ćwiczenia fizyczne, to wybierze tą drugą opcję. My tą właśnie drogą chcemy iść – podkreśla Mariusz Pańpuch.
– Do swojej dyspozycji mamy na razie 9 trenerów, ale nie ukrywam że szukamy szkoleniowców, którzy takiej pracy byliby się w stanie poświęcić. Przykładowo w holenderskich klubach jest tak, że wielu trenerów jest skoncentrowanych na pracy z najmłodszymi, a ich zarobki tam są takie, że to ich jedyna praca, nie muszą pracować jak nasi trenerzy od 7 rano, do 7 wieczorem – mówi trener i dyrektor Pańpuch.
– Szukamy ludzi zaangażowanych i chcących pracować z najmłodszymi. Tylko poprzez takie podejście będziemy mogli raz, że aktywizować tych najmłodszych, co jest dla nas najistotniejsze i najważniejsze, a poza tym budować wśród nich oraz ich rodziców markę naszego klubu. Ten projekt ma być kontynuowany co rok, a jego zwieńczeniem ma być „Olimpiada Przedszkolaka”. Jeśli któreś z tych najmłodszych trafi potem do nas do klubu, to tylko się będziemy z tego cieszyć – zaznacza prezes Szczerbowski.
W katowickim klubie nie ukrywają, że ambitny projekt „Serduszko GieKSy” ma też wymusić pewne rozwiązania infrastrukturalne, dotyczące rozwoju infrastruktury sportowej w mieście. Owszem, buduje się piękny stadion i całe zaplecze przy nim za prawie ćwierć miliarda złotych. To wszystko będzie służyło jednak głównie zawodowej, pierwszej drużynie, oby grającej jak najszybciej w ekstraklasie. Trenera Mariusza Pańpucha pytamy, ilu zawodników i zawodniczek trenuje w Akademii Młodej GieKSy i ile mają boisk do dyspozycji. – Mamy 450 piłkarzy i piłkarek, którzy trenują na… dwóch boiskach, na Hetmanie i Kolejarzu, choć to pierwsze już wymaga remontu – pada odpowiedź. Do tych 450 młodych piłkarzy trzeba też doliczyć 350 młodych zawodników, którzy trenują w sekcjach siatkarskiej czy hokejowej. Tutaj też bez rozbudowy i nakładów na infrastrukturę się nie obejdzie.
Oby decydenci w Katowicach mieli to w głowie i pamiętali o tych potrzebach, bo budowa nowego stadionu, choćby najpiękniejszego, nie załatwi wszystkich ważnych potrzeb, szczególnie tych dotyczących najmłodszych.
SERDUSZKO GIEKSY
Cele strategiczne:
- budowanie oraz kreowanie środowiska kibiców i marki GKS-u Katowice
- reklama i promocja klubu
- kreowanie pozytywnego wizerunku klubu
- budowanie struktury klubu grup młodzieżowych
- kształtowanie pozytywnych postaw wobec kultury fizycznej.
Cele krótkoterminowe:
- pozyskiwanie zawodników do młodzieżowych sekcji Fundacji Sportowe Katowice.
- wszechstronne propagowanie szeroko pojętej idei sportu wśród młodych ludzi,
- aktywizowanie dzieci i młodzieży do zdrowego, sportowego stylu życia,
- przekazywanie najmłodszym wartości dotyczących zdrowia oraz jego ochrony,
- promowanie aktywnego trybu życia i dobrych nawyków,
- wspieranie działań na rzecz integracji oraz nawiązywania kontaktów.
SIATKÓWKA
siatka.org – Cztery przypadki koronawirusa i uraz w GKS-ie
Wszyscy mieliśmy nadzieję, że takie komunikaty jak najnowszy GKS-u Katowice są już za nami. Niestety wzrost zakażeń koronawirusem w październiku znajduje odzwierciedlenie również w PlusLidze. Poniżej prezentujemy oświadczenie katowickiego klubu na temat stanu zdrowia w drużynie.
„Po ostatnim spotkaniu GKS-u Katowice w rozgrywkach PlusLigi jeden z zawodników naszego Klubu został skierowany na test na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 ze względu na objawy wskazujące na zarażenie. Wynik testu okazał się pozytywny. W wyniku tego testy zostały przeprowadzone u pozostałych członków drużyny. W sumie u trzech podstawowych siatkarzy zespołu GKS-u oraz u jednego członka sztabu szkoleniowego wyniki testu na koronawirusa okazały się pozytywne. Na prośbę wyżej wymienionych Klub nie podaje imion i nazwisk zarażonych. Dodatkowo na izolację do dnia 1 listopada został skierowany jeszcze jeden siatkarz zespołu.
[…] Ponadto informujemy, że poważnego urazu doznał Tomas Rousseaux, co wyklucza zawodnika z gry i treningu na okres co najmniej do kilku tygodni. Klub złożył w środę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w związku z przekazaną przez Rousseaux informacją o zaatakowaniu go przez nieznanego sprawcę.
Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności GKS Katowice zwrócił się do PLS z prośbą o przełożenie zaplanowanego na 31 października meczu z Indykpolem AZS Olsztyn.”
sportdziennik.com – A jednak grają!
Trzech zawodników ma koronowirusa, jeden przebywa na kwarantannie, zaś dwóch jest kontuzjowanych – tak prezentuje się zespół GKS-u Katowice przed meczem z Indykpolem AZS-em Olsztyn (niedz. 20.30).
Do dyspozycji trenera Grzegorza Słabego pozostało 8 zawodników, w tym dwaj libero i jeden rozgrywający.
– Już kilka dni temu poinformowaliśmy władze Polskiej Ligi Siatkówki i prosiliśmy o przełożenie i wyznaczenie nowego terminu spotkania – informuje dyrektor sekcji, Jakub Bochenek.
– Otrzymaliśmy negatywną odpowiedź. Z formalnego punktu widzenia nie było podstaw do odwołania, bo dysponujemy rozgrywającym. Wydaje się jednak, że wystarczyłaby odrobina dobrej woli ze strony władz.
Działacze olsztyńskiego AZS-u nie byli zainteresowani przełożeniem tej potyczki, bo ich siatkarze ostatnio prezentują dobrą formę i wygrali z zespołem z Zawiercia. W tej sytuacji akademikom wydaje się, że darmowe punkty w Katowicach spadną im z nieba i mecz będzie formalnością.
Natomiast trener Słaby jest mocno poirytowany sytuacją, ale wstrzymał się od jakichkolwiek wypowiedzi. Trudno mu się dziwić, skoro sytuacja jest kuriozalna. Bartosz Mariański będzie grał na swojej nominalnej pozycji, czyli libero. Natomiast jego kompan, Dawid Ogórek, jako jedyny rezerwowy może być przewidziany jako przyjmujący, bo nie podejrzewamy, by mógł wystąpić na środku czy też jako atakujący.
Rozgrywanie spotkania w takim układzie mija się z celem, ale władze PLS trzymają się sztywno swoich regulaminów.
Kuriozalny mecz
Zdziesiątkowany GKS Katowice przez koronawirus, kwarantanny oraz kontuzje nie sprostał akademikom z Olsztyna, choć ambitnie walczył do końca.
Jednak siła uderzeniowa była po stronie gości. Spotkanie trwało zaledwie 68 minut.
W kwadracie dla rezerwowych wiatr hulał, bo stał tylko Dawid Ogórek, nominalny libero, ale tym razem był przyjmującym. Pojawił się na boisku, bo Jakub Szymański narzekał na bark i nie był w pełni sił. Scenariusz wszystkich 3. odsłon był podobny. Początki były wyrównane, a potem goście szybko uzyskiwali przewagę i konsekwentnie zmierzali do końca.
– Co można zrobić na treningu gdyby było nas sześciu – pytał retorycznie po meczu rozgrywający GKS-u, Jakub Nowosielski. A po chwili dodał: – mieliśmy gry i zabawy. W meczu staraliśmy się jak mogliśmy, ale wynik mówi sam za siebie. A przed nami kolejne ważne spotkania, które będą decydowały o kształcie dolnej części tabeli. Musimy ten trudny moment przetrwać innego wyjścia nie mamy.
W tym tygodniu powróci kilku zawodników po chorobie i kontuzjach oraz dwaj środkowi z kwarantanny. Ale w jakiej będą dyspozycji? Tego nie wie nikt…
GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 0:3 (16:25, 17:25, 20:25)
HOKEJ
hokej.net – „Stalowe Pierniki” lepsze od lidera. Bombowe przewagi
W arcyciekawym spotkaniu na szczycie tabeli PHL Energa Toruń pokonała GKS Katowice 2:1. Torunianie z zimną krwią wykorzystali aptekarskie sędziowanie i obie bramki zdobyli w podwójnej przewadze.
Spotkanie pierwszej z trzecią drużyną w tabeli zwiastowało ogromny ładunek emocji. Katowiczanie chcieli potwierdzić supremację w tabeli, z kolei torunianie mieli na celu umocnienie się na pozycji gwarantującej uczestnictwo w Turnieju Finałowym Pucharu Polski. Innymi słowy kibice spodziewali się walki, ciekawych akcji, spięć pod bramką a przede wszystkim goli. I nie zawiedli się.
Początek spotkania był równie interesujący jak mecz szachowy Karpow – Kasparow. Obie drużyny były skoncentrowane na grze obronnej w myśl zasady: „z tyłu gramy na zero, z przodu zawsze coś wpadnie”. Przełamanie impasu kibice zawdzięczali… sędziom. O ile kara pięciu minut dla Oskara Krawczyka za rzucenie rywala na bandę była bezdyskusyjna, o tyle wykluczenie Macieja Kruczka było mocno aptekarskie. A że sędzia ma zawsze rację, torunianie zagrali w podwójnej przewadze, którą skwapliwie wykorzystali. Robert Korczocha wyłożył krążek do Michaiła Szabanowa, a ten atomowym strzałem spomiędzy bulików pokonał Johna Murraya.
Po strzelonej przez torunian bramce wypadki na lodzie potoczyły się błyskawicznie. Trzy minuty później kibice mieli swoiste deja vu: najpierw za nadmierną ilość graczy na lodzie karę pojechał odsiadywać Patryk Wronka, a kilka sekund później towarzystwa dotrzymał mu Jakub Wanacki. A że historia lubi się powtarzać, to i tę podwójną przewagę gospodarze spuentowali golem. W roli głównej ponownie wystąpił Korczocha, który świetnie wyłożył krążek wzdłuż linii do Mikałaja Sytego, ten zaś zapakował gumę do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Murraya. Te dwa ciosy wyprowadzone zza podwójnej gardy mocno oszołomiły katowiczan, którzy nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce rywala.
Początek drugiej odsłony dał nadzieję gościom na kontaktową bramkę po odesłaniu na ławkę Patryka Koguta. W odróżnieniu od gości „Stalowe Pierniki” wybroniły osłabienie, co wywołało lekką frustrację wśród graczy katowickiego klubu. Szczególnie „elektryczny” był Mateusz Bepierszcz, jednak sędziowie skutecznie tonowali nastroje. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że katowiczanie robili wszystko, żeby zdobyć kontaktową bramkę. Na ich nieszczęście Conrad Mölder miał dziś „dzień konia” i bronił w nieprawdopodobny sposób nawet najtrudniejsze uderzenia graczy „GieKSy”. A że dobremu bramkarzowi sprzyja szczęście, po strzale Bartosza Fraszki krążek zatrzymał się na poprzeczce.
Przewaga katowiczan nie ulegała dyskusji. I kiedy wszyscy myśleli że kontaktowa bramka jest kwestią czasu, krążek… wylądował w siatce Murraya. Na szczęście dla gości sędziowie po analizie video bramki nie uznali, z czego najbardziej niepocieszony był strzelec gola Mikałaj Syty. Powtórka pokazała wyraźnie że bramka nie znajdowała się na miejscu. W odpowiedzi goście przycisnęli, ale końcowa syrena wybrzmiała przy wyniku 2:0 dla torunian.
Ostatnia odsłona to prawdziwa wojna nerwów. W jej efekcie za ostrość w grze lód musieli opuścić Fraszko i Alaksandr Szkrabow. Obydwa zespoły rzuciły na szalę wszystko co miały najlepszego. Mnożyły się groźne sytuacje pod obydwoma bramkami. Na 5 minut przed końcem za męską wymianę zdań na ławkę powędrowali Maciej Kruczek i Henri Limma. Wówczas trener Jacek Płachta po raz pierwszy w tym spotkaniu zdjął bramkarza. Manewr powiódł się, gdyż chwilę później Grzegorz Pasiut z powietrza wbił krążek do bramki. Rozochoceni trafieniem goście jeszcze raz wycofali bramkarza, ale torunianie wyszli z opałów obronną ręką. Ostatecznie „Stalowe Pierniki” pokonały „GieKSę” 2:1 i ich udział w turnieju o Puchar Polski nie ulega wątpliwości.
Dreszczowiec dla Unii! Przesądziły rzuty karne
Siódme zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści Re-Plast Unii Oświęcim. W najciekawszym meczu 18. kolejki Polskiej Hokej Ligi biało-niebiescy pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:2 po rzutach karnych! Znakomite spotkanie w oświęcimskiej bramce rozegrał Robert Kowalówka, który obronił 47 z 49 uderzeń rywali oraz cztery najazdy!
[…] Katowiczanie przystąpili do spotkania w niemal najmocniejszym składzie. Zabrakło jedynie zmagającego się z urazem Mateusza Rompkowskiego, do gry wrócił za to najlepszy strzelec GieKSy Anthon Eriksson.
Dużo większy problem ze złożeniem składu miał Tom Coolen, a miało to związek z faktem, iż kontuzje leczą Cole MacDonald, Patryk Noworyta, Łukasz Krzemień i Jan Sołtys. W meczowym zestawieniu znalazło się 15 zawodników z pola, w tym zaledwie trzech nominalnych obrońców! Luki w defensywie, podobnie jak w sześciu poprzednich meczach, wypełnili nominalni napastnicy: Kamil Paszek i Johan Skinnars. Przymusowa korekta nastąpiła też na pozycji bramkarza, bo chorego Clarke’a Saundersa zastąpił Robert Kowalówka.
Spotkanie mogło podobać się nawet najbardziej wymagającym kibicom. Toczone było w niezłym tempie, sporo było w nim emocji, walki i okazji strzeleckich. Większą kulturą gry wykazali się podopieczni Jacka Płachty, ale dwa punkty znalazły się na koncie oświęcimian.
W pierwszej odsłonie dwie dobre okazje miał Bartosz Fraszko, ale nie zdołał znaleźć sposobu na najmłodszego z braci Kowalówków. „Jorguś” w świetnym stylu obronił też uderzenie Carla Hudsona, który podczas gry w przewadze wypalił spod linii niebieskiej. Zrobił efektowny szpagat i złapał gumę do raka.
Oświęcimianie też mieli dwie groźne okazje, ale John Murray nie dał się pokonać ani Daniiłowi Oriechinowi, ani Andrejowi Themárowi.
Worek z bramkami rozwiązał się na początku drugiej odsłony. Katowiczanie prowadzenie objęli podczas gry w… liczebnym osłabieniu. Kontratak sprawnie wyprowadzili Grzegorz Pasiut i Bartosz Fraszko, a po uderzeniu tego pierwszego Robert Kowalówka był już bezradny.
W 29. minucie krążek znów znalazł się w oświęcimskiej bramce, ale sędziowie słusznie skorzystali z analizy wideo, by dokładnie przyjrzeć się tej sytuacji. Krążek po uderzeniu Patryka Krężołka zatrzymał się na poprzeczce, a następnie – po dobitce z powietrza 23-letniego skrzydłowego – znalazł się w siatce. Sęk w tym, że moment wcześniej oświęcimska bramka została poruszona. Gol nie mógł więc zostać zaliczony.
Niewykorzystana sytuacja błyskawicznie się zemściła. Teddy Da Costa wygrał wznowienie, a Andrej Themár wypalił z nadgarstka. „Jasiek Murarz” nie zdążył ze skuteczną interwencją.
GieKSa jeszcze przed zakończeniem drugiej odsłony odzyskała prowadzenie. Sprawną kontrę wyprowadzili Mateusz Michalski i Patryk Krężołek, a Joona Monto zwieńczył ją celnym uderzeniem z lewego bulika.
Oświęcimianie swoich szans szukali w kontrach i kilka z nich w trzeciej tercji byli wyjątkowo groźnych. Sposobu na Johna Murraya nie znaleźli Victor Rollin Carlsson, Andrej Themár i Teddy Da Costa. Wysiłki Unii zostały nagrodzone w 52. minucie, bo to właśnie wtedy wyrównał Krystian Dziubiński. Ten sam zawodnik trzy minuty później miał przed sobą pustą bramkę, ale w ostatniej chwili został zablokowany przez Mateusza Bepierszcza.
Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry katowiczanie mogli zadać decydujący cios, jednak nie wykorzystali sytuacji 3 na 1. Strzał Patryka Wronki znakomicie zablokował Ryan Glenn.
W regulaminowym czasie gry gole już nie padły, a rozstrzygnięcia nie przyniosła też dogrywka. W niej oświęcimianie przez 35 sekund grali w przewadze. Najbliżej szczęścia był Teddy Da Costa, ale nie zdołał unieść krążka nad leżącym Johnem Murrayem. Zaraz po tym reklamował arbitrom, że był nieprzepisowo powstrzymywany przez Grzegorza Pasiuta.
Rzuty karne lepiej wykonywali goście, którzy dwukrotnie rozpracowali Johna Murraya. Niezwykłym spokojem i precyzją wykazali się Daniił Oriechin i Sebastian Kowalówka. Z kolei Robert Kowalówka obronił cztery najazdy egzekwowane kolejno przez Anthona Erikssona, Patryka Wronkę, Grzegorza Pasiuta i Bartosza Fraszkę!
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Kibice Piłka nożna SK 1964
Mural śp. Adama Ledwonia
W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.
Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.
Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.
Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.
Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.
Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).
Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu




Najnowsze komentarze