Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa jeszcze nie spadła z ligi
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
W najbliższą sobotę o 10:30 wyjazdowym meczem z Grotem SMS-em Łódź piłkarki rozpoczną rundę rewanżową w Orlen Ekstralidze Kobiet. Trzy młodzieżowe zawodniczki GieKSy otrzymały powołanie do reprezentacji Polski U-17. Drużyna męska w kolejnym spotkaniu PKO BP Ekstraklasy przegrała na wyjeździe z Motorem Lublin 2:3. Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę 2 marca o 17:30 zespół zmierzy się na wyjeździe z Jagiellonią.
Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – wygrane ze Stilonem Gorzów 3:2. Kolejny mecz zaplanowano na niedzielę 2 marca na 17:30 – przeciwnikiem będzie Trefl, a spotkanie zostane rozegrane w Gdańsku. Na cztery kolejki przed końcem rundy zasadniczej drużyna zajmuje przedostatnie miejsce, z czternastoma punktami. Zespół posiada jeszcze matematyczne szanse na utrzymanie w PlusLidze.
Hokeiści rozegrali w I rundzie play-off rozgrywek dwa pierwsze spotkania. Nasza drużyna wygrała z Zagłębiem 8:0 i 7:2. Kolejne mecze zostaną rozegrane dzisiaj i jutro (26 i 27 lutego w Sosnowcu) oraz ewentualnie w niedzielę (2 marca w Satelicie). Początek spotkań w Sosnowcu zaplanowano na godzinę 18:00.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Powołania na turniej kwalifikacyjny do mistrzostw Europy do lat 17
Selekcjonerka reprezentacji Polski do lat 17 kobiet Paulina Kawalec powołała zawodniczki na zgrupowanie i turniej kwalifikacyjny do mistrzostw Europy.
Biało-Czerwone, które w pierwszej fazie eliminacji w swojej grupie zajęły drugie miejsce za Szkocją, w turnieju kwalifikacyjnym zagrają z Turcją, Węgrami oraz Szwajcarią.
W pierwszym spotkaniu, które rozegrane zostanie 11 marca o godzinie 13:00 rywalkami naszej reprezentacji będą gospodynie turnieju – Turczynki. Trzy dni później Biało-Czerwone zagrają z Węgierkami (10:00), a na zakończenie turnieju zmierzą się ze Szwajcarią (17 marca, godzina 13:00).
Awans na mistrzostwa Europy uzyska najlepszy zespół turnieju.
Powołane zawodniczki:
Małgorzata Rogus (1KS Ślęza Wrocław), Wiktoria Zgrzeba (Akademia Małego Piłkarza Sępólno Krajeńskie), Kinga Klimczak (AP Orlen Gdańsk), Hanna Buchta, Julia Sikora, Natalia Skrok (BTS Rekord Bielsko-Biała), Patrycja Matuszczyk (FSA Kraków), Zuzanna Błaszczyk, Julia Szymczyk, Alicja Wojas (GKS GieKsa Katowice), Julia Ostrowska, Wiktoria Skrzypczak (GKS Górnik Łęczna), Natalie Bandura (Glasgow Rangers), Zofia Burzan (KKS Czarni Antrans Sosnowiec), Amelia Guzenda, Liwia Prochwicz (KKS Lech Poznań), Zofia Świtała (KKS Polonia Tychy), Lena Świrska (Pogoń Szczecin), Blanka Zając (TS Iskra Tarnów), Dominika Lemańczyk, Zuzanna Miązek (UKS SMS Łódź).
transfery.info – GKS Katowice przeprowadzi transfer za milion euro?! Gruby plan beniaminka
GKS Katowice w przypadku utrzymania w Ekstraklasie może przeprowadzić rekordową transakcję. Mowa o skorzystaniu z klauzuli wykupu, która zawarta jest w umowie wypożyczenia Mateusza Kowalczyka z Brøndby IF. Beniaminek musiałby wyłożyć milion euro i niewykluczone, że to zrobi – przekazał Tomasz Włodarczyk na kanale Meczyki.pl.
Mateusz Kowalczyk na zagraniczny transfer zapracował naprawdę szybko, bo już po 39 występach zanotowanych w koszulce ŁKS-u Łódź zgłosiło się po niego duńskie Brøndby IF.
Utalentowany środkowy pomocnik nie zwlekał z podjęciem decyzji i w połowie 2023 roku za kwotę w wysokości 1,2 miliona euro przeprowadził się do jedenastokrotnego mistrza kraju.
Był to dla Kowalczyka duży krok, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że aż za duży. W Danii od samego początku ciężko mu było zakotwiczyć w pierwszym zespole, dla którego zdołał rozegrać tylko trzy mecze. Minionego lata obie strony postanowiły rozwiązać sytuację, wysyłając Polaka na wypożyczenie.
Ten na wspomnianej zasadzie trafił do GKS-u Katowice. Beniaminek zagwarantował sobie posiadanie byłego gracza ŁKS-u do końca trwającego sezonu z możliwością późniejszego wykupu.
Dla 20-latka był to udany ruch. Teraz może regularnie występować i na ekstraklasowych boiskach wygląda naprawdę dobrze. Potwierdzają to choćby trzy gole oraz cztery ostatnie podania. GKS również sporo zyskał pod kątem sportowym i niewykluczone, że w przyszłości pojawi się również korzyść finansowa.
Z najnowszych informacji podanych przez Tomasza Włodarczyka z Meczyki.pl wynika, że działacze katowickiego zespołu rozważają wykup Kowalczyka. To wiązałoby się z wydatkiem w wysokości miliona euro. Dla beniaminka byłby to wielki zakup, największy w historii klubu, ale w krótkim odstępie czasu mógłby przynieść zysk ze sprzedaży. Warunkiem jest jednak utrzymanie w Ekstraklasie. Bez tego GKS o definitywnym transferze urodzonego w Warszawie gracza będzie mógł zapomnieć.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice pokazał charakter i nadal jest w grze o utrzymanie!
PlusLiga nie zawodzi. W sobotę mogliśmy poznać drugiego spadkowicza. GKS Katowice pokazał jednak ogromne serce do walki. Był blisko porażki 1:3, która skazywałby zespół na spadek, ale doprowadził do tie-breaka. W nim okazał się minimalnie lepszy od Cuprum Stilon Gorzów.
Gorzowianie przywitali się z rywalem asem serwisowym i prowadzeniem 3:1. GKS szybko jednak doprowadził do wyrównania, a po punktowej zagrywce Alexandra Bergera miał dwa „oczka” zapasu. Set toczył się równym rytmem bez widowiskowych akcji. Później obie ekipy szukały ryzyka w polu zagrywki, co z reguły kończyło się błędami. Na półmetku przyjezdni mieli szansę na remis, ale w przeciwieństwie do rywali nie popisali się w ofensywie. Zrobiło się 17:14, co tylko napędziło podopiecznych Emila Siewiorka. Do końca seta wynik pozostał po stronie gospodarzy, a decydujący punkt wywalczył Aymen Bouguerra.
Miejscowi wciąż obnażali kłopoty w przyjęciu rywali, co jakiś czas posyłając mocne zagrywki. Vuk Todorović poratował trochę blokiem (3:3), ale zaraz znów odrobił to Berger na zagrywce – 7:4. Stilon tak naprawdę walczył sam ze sobą. Cały czas musiał gonić potencjalnych outsiderów, bo po skutecznym ataku Łukasza Usowicza było 15:10 dla GKS-u. Wtedy w polu serwisowym zjawił się Kamil Kwasowski. Kapitan ekipy z Gorzowa sprawił, że straty zmalały do jednego „oczka”. Znów jednak błędy własne nadszarpnęły szansę gości na wyrównaną końcówkę – 20:17. Na szczęście z odsieczą przyszedł wracający po kontuzji Robert Taht i wszystko rozstrzygało się na przewagi. Lepsi okazali się goście po nieczystym zagraniu Bouguerry.
Zupełnie inną atmosferę dało się wyczuć w szeregach Stilonu w kolejnej odsłonie. Błąd serwisowy Joshuy Tuanigi dał rywalom zapas 4:2. Gospodarze potrafili się podnieść i znów można było obserwować wyrównany fragment gry. Trochę poprawił swoją skuteczność Chizoba Neves Atu, a niepewnie grał Berger i znów na 16:14 odskoczyli gorzowianie. Większy luz w grze im się opłacił. Gdy asem popisał się Kwasowski, przewaga wzrosła do pięciu „oczek”. Choć cały czas starał się ratować sytuację Bartosz Gomułka, to ostatnia akcja nie poszła po jego myśli. Potrójny blok na młodym atakującym zaważył o całym secie.
Pracę na siatce Stilon przeniósł do kolejnej partii. W ataku nie mylił się Seweryn Lipiński, w swoim stylu grał też Taht. Do tego gorzowianie dołożyli trzy punktowe bloki z rzędu i różnica punktowa zrobiła się już poważna – 8:3. Pojedyncze dobre akcje pozwoliły gospodarzom na delikatne zniwelowanie strat. W połowie seta wszystko jeszcze było możliwe. Oba zespoły ryzykowały w polu serwisowym, choć nikt nie przekuł tego w punkty. Dopiero wszystko samodzielnie rozstrzygnął Gomułka – 23:20. Goście próbowali to jeszcze uratować, ale ostatecznie nie uchronili się przed tie-breakiem.
Na 2:0 gospodarzom pomógł wyjść Łukasz Usowicz. Potem cztery kolejne akcje wygrali gorzowianie, świetnie pracując blokiem. Rywalizacja wciąż miała wyrównany charakter. Po błędzie serwisowym Krzysztofa Gibka było po 7. Akcje nie porywały, a zwycięzcę wyłoniły niuanse. Mecz zakończył blok na Kwasowskim.
MVP: Bartosz Gomułka
GKS Katowice – Cuprum Stilon Gorzów 3:2 (25:21, 30:32, 18:25, 25:23, 16:14)
GieKSa jeszcze nie spadła z ligi i walczy do końca. – „Nie pozwolę zwiesić głów”
GKS Katowice po sobotniej wygranej nad Cuprum Stilonem Gorzów wciąż mają szansę na pozostanie w lidze. Zadanie łatwe nie będzie, ale jak podkreślił w rozmowie z klubowymi mediami trener Emil Siewiorek, nastawienie musi być tylko jedno – wiara. Szkoleniowiec zapewnił, że jego zespół będzie walczył do samego końca.
Starcie z Cuprum Stilonem Gorzów było dla katowiczan bardzo istotne. Porażka przekreślała ich szanse na pozostanie w lidze. Po trudnym boju GKS jednak zanotował bezcenne zwycięstwo. – Emocje na pewno były. To było spotkanie z gatunku tych o życie. Każda porażka skazywała nas na spadek do ligi niżej. Całe szczęście wygraliśmy, odwróciliśmy losy spotkania. Przez półtora seta to my kontrolowaliśmy spotkanie, potem nastąpił odwrót i to przeciwnik dominował, czuł się luźno, swobodnie do tego dołożył mocną zagrywkę. Pokazaliśmy jednak charakter i wróciliśmy do tego spotkania. Tie-break wiadomo to jest krótki set, kto popełni mniej błędów, zagra lepiej taktycznie, ten wygrywa – nie ukrywał po meczu trener Emil Siewiorek.
Zwycięstwo nad Cuprum Stilonem na pewno dodało katowiczanom skrzydeł. Ich sytuacja, jeżeli chodzi o pozostanie w lidze jest jednak nadal bardzo trudna. Przed nimi wyjazdy do Gdańska i Suwałk. GKS nie ma już praktycznie żadnego marginesu błędu. – Ja nie pozwolę zwiesić głów, my cały czas mamy mieć głowy uniesione do góry, bo cały czas mamy szansę i z takim nastawieniem mamy wychodzić na każdy mecz, na każdy trening – zapewnił Emil Siewiorek, trener GKS. Zespół jest świadomy swojej sytuacji i wie, jakie zadanie przed nim stoi, ale jak podkreślił szkoleniowiec, najważniejsze jest wierzyć w sukces do samego końca. – Musimy wygrywać i to za trzy punkty i taki jest nasz cel. Nie mamy marginesu błędu. To trudne zadanie, ale nie niemożliwe. Jedziemy tym samym cyklem treningowym z wiarą w to, że się da wykonać ten plan. Ciężki, ale się da. Ja też w to wierzę i nie odpuścimy do samego końca – zapewnił Emil Siewiorek.
HOKEJ
hokej.net – Z kontry i w przewadze. Koncertowe otwarcie
GKS Katowice w meczu otwierającym ćwierćfinałowe zmagania rozbił 8:0 EC Będzin Zagłębie Sosnowiec. O losach spotkania w głównej mierze zadecydowały wydarzenia drugiej tercji, w której wicemistrzowie Polski aż pięciokrotnie pokonywali Patrika Spěšnego. Podopieczni Jacka Płachty imponowali świetną efektywnością podczas gier w przewagach oraz zimną krwią w wykończeniu kontrataków.
Cóż lepszego może spotkać kibiców hokeja niż weekend otwierający play-offową rywalizacje, okraszony pojedynkiem lokalnych rywali, w którym aż kipi od regionalnych animozji i wzajemnych uszczypliwości? Kolejny rok z rzędu rezultaty sezonu zasadniczego jednoznacznie dały do zrozumienia, że GieKSa posiada patent na Zagłębie. Jednak bogatsi o doświadczenia ubiegłorocznych play-offów powinniśmy pamiętać, że nie warto dzielić skóry na niedźwiedziu.
Kibice do samego końca wyczekiwali komunikatów dotyczących powrotu kontuzjowanych graczy. W Katowicach wszyscy zdążyli już oswoić się ze świadomością, że na tym etapie rozgrywek trener Płachta nie będzie mógł skorzystać z usług swojego najlepszego snajpera- Bartosza Fraszki. Sosnowieckich fanów najbardziej z pewnością ucieszyła wiadomość o powrocie do bramki Patrika Spěšnego, który niejednokrotnie udowadniał, że stać go aby w pojedynkę utrzymywać swój zespół w grze.
Presja play-offowej rywalizacji udzieliła się nie tylko kibicom, lecz również głównym aktorom dzisiejszego widowiska. Zawodnicy nie zamierzali w pierwszych minutach popełniać naiwnych błędów, po których rywal mógłby otworzyć wynik spotkania. Wydarzenia toczyły się zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami- nie brakowało twardej gry, na pograniczu wykluczeń i walki na bandach. Okazjami do otwarcia wyniku były okresy gier w przewagach, jednak żadnej ze stron nie udało się zamienić liczebnej przewagi na bramkę.
Wydarzenia drugiej tercji okazały się zgoła odmienną historią. Ledwie 26 sekund po wznowieniu gry do boksu kar został oddelegowany Matt Sozański. Gospodarze z każdym podaniem podkręcali tempo rozegrania akcji, aż w końcu krążek trafił na kij Albina Runessona, który soczystym strzałem pokonał Spěšnego. W momencie, gdy wydawało się, że to Zagłębie rozpocznie ataki w poszukiwaniu wyrównującej bramki, sprawy w swoje ręce wziął Patryk Wronka. „Wronczes”po przejęciu krążka na własnej połowie, zdobył tercję rywala i dokładnym uderzeniem podwyższył prowadzenie. W 31. minucie GieKSa kolejny raz zaimponowała grą w kontrataku. Atak rywala rozbił Albin Runesson, krążek trafił do Grzegorza Pasiuta, który znajdując się w sytuacji sam na samze Spěšnym, pewnym wykończeniem zdobył trzecią bramkę dla gospodarzy. Niespełna 90 sekund później wicemistrzowie Polski celebrowali bramkę autorstwa Travisa Vervedy, który zrobił użytek ze świetnego podania Mateusza Bepierszcza. W 37. minucie Jean Dupuy niczym Anatolij Kaszpirowski zahipnotyzował rywali, którzy pozwolili mu bez większego oporu pokonać z krążkiem całe lodowisko. Kanadyjczyk mając tak sporą swobodę był wręcz zobligowany aby umieścić krążek w bramce. Ta akcja okazała się ostatnim akcentem w bramce Zagłębia Patrika Spěšnego, którego decyzją trenera Lehtonena zastąpił Mikołaj Szczepkowski.
Hokeiści Zagłębia ewidentnie nie wyciągnęli wniosków z początku drugiej odsłony i również trzecią tercję rozpoczęli szybkim wykluczeniem- w 43. minucie w boksie kar zasiadł Jan Sołtys. Katowiczanie skrzętnie wykorzystali kolejny power play. Strzałem z prawego bulika po raz drugi na listę strzelców wpisał się Pasiut. Historia powtórzyła się również w 46. minucie. Z gry został wykluczony Roman Szturc, a koronkowe rozegranie krążka przyniosło następne trafienie gospodarzom. Santeri Koponen posłał uderzenie, które ostemplowało słupek bramki Szczepkowskiego. Odbity krążek trafił wprost na kij Brandona Magee, który zaadresował go do siatki. Ostatni bramkowy akcent nastąpił w 54. minucie. Wywalczony na bandzie krążek Bepierszcz podał do Stephena Andersona, który mocnym uderzeniem ustanowił wynik spotkania na 8:0.
Choć prali się jak Indianery, to GieKSa znów rozbiła Zagłębie
Nie zwalnia tempa GKS Katowice. Podopieczni Jacka Płachty w drugim ćwierćfinałowym pojedynku pokonali EC Będzin Zagłębie Sosnowiec 7:2. Spotkaniu towarzyszyło sporo emocji, które znalazły swoje ujście w trzeciej odsłonie spotkania. Bohaterem katowiczan został Mateusz Bepierszcz, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.
O tym, że pojedyncze, chociażby najbardziej efektowne zwycięstwo nie przesądza o losach play-offowych batalii, kibiców hokeja z pewnością nie trzeba przekonywać. Drugi akt katowicko-sosnowieckiej rywalizacji miał nam zatem odpowiedzieć na pytanie, czy obie ekipy faktycznie dzieli tak spora różnica, na jaką wskazywałby wynik inauguracyjnego spotkania.
Jeżeli podopieczni trenera Lehtonena wyciągnęli wnioski po wczorajszej przegranej, to nie dali tego poznać po sobie w pierwszych sekundach. Karceni wczoraj kilkukrotnie podczas gry w osłabieniu goście już w 19. sekundzie za sprawą kary nałożonej na Sozańskiego zmuszeni byli zmierzyć się z liczebną przewagą GieKSy. Niewiele brakowało, aby Zagłębie za tą niesubordynację zapłaciło słoną cenę. Silny strzał Koponena ostemplował słupek- arbitrzy poddali tą sytuację nawet analizie wideo- jednak bez cienia wątpliwości- krążek nie przekroczył linii bramkowej. Wydarzenia 15. minuty dały nam jasno do zrozumienia, jaki przebieg będzie miał dzisiejszy mecz. Posypały się pierwsze indywidualne wykluczenia, w które dzisiejsze spotkanie zresztą obfitowało. W 16. minucie katowicka karuzela nabrała tempa. Po szybkim rozegraniu próbował interweniować Spěšný, lecz krążek ostatecznie przejął Anderson i bez większych problemów otworzył wynik spotkania. Ostatnie 30 sekund pierwszej tercji wstrząsnęło Satelitą. Najpierw, jak na króla strzelców przystało, krążek do siatki przekierował Patryk Krężołek. W momencie, gdy większość kibiców rozpamiętywała jeszcze stratę wyrównującej bramki, Zagłębie na prowadzenie wyprowadził Damian Tyczyński.
Wraz z początkiem drugiej tercji najwięcej pracy miały osoby odpowiedzialne za otwieranie drzwi boksu kar. W 21. minucie uwagi między sobą postanowili wymienić kapitanowie obu ekip, trzy minuty później drogą Pasiuta i Kotlorza kroczyli Norberg i Shin. W 26. minucie GieKSa znów stanęła przed sposobnością gry w przewadze, gdy goście popełnili błąd przy wymianie zawodników, dysponując do gry 6 zawodników. Choć z tej opresji sosnowiczanie wyszli obronną ręką, to chwilę po wyrównaniu formacji GKS zdołał wyrównać. Mateusz Michalski zerwał się prawym skrzydłem, zbity z jego kija krążek trafił do Jonasza Hofmana, który niewiele myśląc posłał strzał. Chwilę później żaden z defensorów Zagłębia nie przejął bezpańskiego krążka, co skrzętnie wykorzystał Bepierszcz, wyprowadzając ponownie GieKSe na prowadzenie. Zespół Jacka Płachty czując krew, napierał na rywali w dalszym ciągu. Spory głód strzelecki czuł Bepierszcz. W 33. minucie przytomnie podążał do końca za akcją swojego zespołu. Jego ruch przytomnie dostrzegł Kallionkieli obsługując go podaniem zza bramki, które „Bepi” zamienił na czwartą bramkę dla gospodarzy. Kolejne trzy minuty brutalnie obdarły z nadziei na korzystny rezultat drużynę Zagłębia. Piątą bramkę niemal z zerowego kąta przy krótkim słupku zdobył Pasiut, a po chwili Dante Salituro przy bramce na 6:2 skopiował wczorajszą akcję Patryka Wronki.
Gdy mogło się wydawać, że wszystko co najlepsze już za nami, nadeszła ostatnie 10. minut które przyniosło ogrom emocji. W 54. minucie Runesson i Sołtys postanowili za pomocą kilku mocniejszych wyjaśnić nieporozumienia. Chwilę później Christian Mroczkowski zdobył siódmą bramkę, wykorzystując fakt, że obrona gości kompletnie się pogubiła dając katowiczanom mnóstwo przestrzeni we własnej tercji. W 55. minucie spełniło się to, na co zapowiadało się od dłuższego czasu. Zawodnicy nie zamierzali dłużej stosować półśrodków i postanowili wszystkie animozje zakończyć w indywidualnych pojedynkach. Karami meczu za tą inicjatywę zostali wykluczeni z gry Anderson, Tyczyński oraz Sanghoon Shin. Choć gospodarze rozgrywali jeszcze 5. minutową przewagę, to nie zdołali już zmienić wyniku spotkania.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna
Z Widzewem we wtorek
Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.
Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.
STS Puchar Polski – 1/4 finału
wtorek, 3 marca 2026
20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź
środa, 4 marca 2026
17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze
czwartek, 5 marca 2026
13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa
Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.


Najnowsze komentarze