Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa poznała rywali w Pucharze Kontynentalnym
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki w zakończonym sezonie zdobyły tytułu wicemistrzyń Polski. Zawodniczki obecnie przebywają na urlopach, zostały podjęte pierwsze decyzje kadrowe. Piłkarze w ubiegłym tygodniu rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. W sobotę drużyna rozegrała w Łodzi spotkanie sparingowe, w którym uległa Widzewowi 1:3 (1:1). Od dzisiaj do niedzieli drużyna będzie przebywać na zgrupowaniu w Ustroniu. W tym czasie zespół rozegra trzy spotkania kontrolne. W środę (26 czerwca) zmierzy się z Polonią Bytom i GKS-em Jastrzębie oraz w niedzielę (30 czerwca) z Hutnikiem Kraków. Podobnie jak w sekcji kobiecej rozpoczęły się ruchowy kadrowe.
W sekcji siatkarskiej i hokejowej podejmowane są decyzje dotyczące transferów. Hokeiści poznali przeciwników w Pucharze Kontynentalnym, który zostanie rozegrany w duńskim Aalborg w dniach 15-17 listopada.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Dwie zawodniczki odchodzą z GieKSy
Aleksandra Lizoń i Weronika Klimek odeszły z GKS-u Katowice. Pierwsza z wymienionych występowała w GieKSie od 2020 roku i zagrała przez ten czas w 56 spotkaniach. Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie wicemistrzyń kraju, Lizoń skupi się teraz na futsalu. Tak jak już było wiadomo jakiś czas temu, w barwach GieKSy nie zobaczymy Weroniki Klimek – 32- latka zakończyła piłkarską karierę po bieżącym sezonie. Golkiperka występowała w zespole wicemistrzyń Polski od 2018 roku.
Pierwszy letni transfer GKS-u Katowice
Do GKS-u Katowice dołączyła Katarzyna Nowak, która podpisała dwuletnią umowę z drużyną wicemistrzyń Polski. 20-letnia zawodniczka ostatnie trzy sezonu spędziła w Pogoni Dekpol Tczew, z którą wywalczyła awans do Orlen Ekstraligi. W minionym sezonie rozegrała 21 spotkań na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce i zdobyła w nich dwa gole. Była młodzieżowa reprezentantka Polski, w przeciągu dwóch sezonów rozegrała w Orlen Ekstralidze 40 spotkań, w których zdobyła trzy gole.
Juniorka GieKSy z profesjonalnym kontraktem
Alicja Wojas podpisała trzyletnią umowę z GKS-em Katowice. Piłkarka akademii GKS-u podpisała pierwszy profesjonalny kontrakt. 15 – latka występuje w rezerwach Gieksy, które w minionym sezonie awansowały do III ligi oraz drużynie U-16. Od początku bieżącego roku obrończyni regularnie trenuje z pierwszym zespołem, a nawet ma za sobą nieoficjalny debiut w drużynie wicemistrzyń Polski – zagrała w sparingu przeciwko Medykowi POLOmarket Konin.
transfery.info – GKS Katowice rozstał się z zawodnikiem
Christian Alemán nie będzie reprezentował barw GKS-u Katowice na szczeblu Ekstraklasy. Wygasająca wraz z końcem czerwca umowa zawodnika nie została przedłużona.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice szykuje się do Ekstraklasy. Dziś odbył się pierwszy trening na Bukowej
[…] W poniedziałek piłkarze GKS Katowice stawili się po urlopach i przeszli w katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego testy medyczne. W zespole Rafała Góraka nie ma dwóch piłkarzy, którzy pożegnali się z klubem, czyli Antoniego Kozubala i Christiana Alemana.
W inauguracyjnych zajęciach z piłką wzięli udział wszyscy zawodnicy. Po raz ostatni GieKSa przygotowywała się do sezonu w elicie dwadzieścia lat temu – wtedy rozgrywki 2004/05 zakończyły się spadkiem i reaktywacją w IV lidze.
Rafał Górak zaplanował sześć meczów sparingowych. Pierwszy z nich GKS już w najbliższą sobotę z Widzewem w Łodzi. 24 czerwca ekipa wyjedzie na tygodniowe zgrupowania do Ustronia i gry kontrolne z Polonią Bytom, GKS-em Jastrzębie oraz Hutnikiem Kraków. Na ostatniej prostej, tuż przed ligą, odbędą się jeszcze spotkania z Odrą Opole i Zagłębiem Lubin.
Pierwszy mecz Ekstraklasy na Bukowej odbędzie się 20 lipca o godz. 14:45. GKS zagra wtedy z Radomiakiem Radom.
Dzięki awansowo piłkarze GKS będą strzelać bramki wyżej punktowane w Piłkarskich Orłach. Przypominamy współczynniki, przez które mnożymy gole przyznając miejsca w rankingu: dla ekstraklasy/ekstraligi – wynosi 2; dla I ligi – 1,75; dla II ligi – 1,5; dla III ligi – 1; dla IV ligi – 0,625; dla Pucharu Polski – 2; dla europejskich pucharów – 2,5.
Wszyscy trenerzy GKS Katowice przedłużyli o dwa lata swoje umowy z klubem
Trenerzy wszystkich czterech drużyn GKS Katowice rywalizujących w najwyższych klasach rozgrywkowych przedłużyli o dwa lata swoje umowy z klubem. Jak powiedział prezes Krzysztof Nowak ma to zapewnić Rafałowi Górakowi, Karolinie Koch, Jackowi Płachcie i Grzegorzowi Słabemu komfort pracy w najbliższym sezonie.
GKS Katowice przedłużył umowy ze wszystkimi trenerami swoich drużyn grających w najwyższych klasach rozgrywkowych. Jako ostatni zrobił to szkoleniowiec hokeistów Jacek Płachta. Wcześniej nowe kontrakty z GieKSą obowiązujące do połowy 2026 roku podpisali trener piłkarzy Rafał Górak, trener siatkarzy Grzegorz Słaby i trenerka piłkarek Karolina Koch.
– Zależało mi na tym, żeby trenerzy mieli spokojne głowy rozpoczynając przygotowania do nowego sezonu. Wszyscy podpisali nowe dwuletnie umowy, ale ponieważ kontrakt trenera Płachty wygasał dopiero w przyszłym roku, więc on związał się z nami umową do 2027 roku. Wszystko dlatego, że w związku ze zmianami w lidze trzeba stworzyć strategię rozwoju katowickiego hokejka, a na to potrzeba czasu. Cieszę się, że wszyscy szkoleniowcy zostają w klubie, bo oni naprawdę kochają GKS, chcą być w tym klubie i są związani z Katowicami, a nie przychodzą tu tylko dla zarobku – powiedział Krzysztof Nowak, prezes GKS Katowice.
Szef katowickiego klubu zażartował, że umowa z trenerem Górakiem została przedłużona mimo, że po raz pierwszy nie wypełnił on postawionego przed nim zadania. Miał z drużyną zakwalifikować się do baraży o PKO Ekstraklasę, a tymczasem dzięki świetnemu finiszowi rundy wiosennej wywalczył bezpośredni awans do elity, w której piłkarze z Katowic zagrają po 19 latach przerwy.
– Rozpoczynam swój szósty sezon z rzędu w Katowicach i cieszę się, że moja współpraca z klubem będzie kontynuowana. Było wiele prób powrotu GKS do ekstraklasy, ale zawsze brakowało cierpliwości. Apelowałem o nią, ciężką pracą uparcie dążyliśmy do celu. Teraz razem będziemy budować kolejny etap. Jesteśmy w pierwszym tygodniu przygotowań. Kolejny spędzimy na zgrupowaniu w Ustroniu, gdzie będziemy mieli cały hotel do własnej dyspozycji. Czeka nas pięć sparingów, pierwszy w sobotę na wyjeździe z Widzewem Łódź – powiedział Rafał Górak.
Szkoleniowiec piłkarzy powiedział także jak wygląda budowa kadry drużyny na PKO Ekstraklasę. W klubie pozostało ponad 20 zawodników występujących w GKS w poprzednim sezonie.
– Długo pracowaliśmy, by oni tę szansę dostali. Wiadomo oczywiście, że potrzebni są też nowi gracze. Pracujemy nad kilkoma transferami, domknęliśmy kwestię pozyskania Borji Galana. To jakościowy piłkarz, grający już w Polsce. Na razie jesteśmy w Ekstraklasie kopciuszkiem, ale mamy swoje cele transferowe i potrzeby. Nie wchodzimy z innymi klubami w wyścig, lecz mieliśmy opracowany wspólnie z dyrektorem sportowym plan wzmocnień w razie wywalczenia awansu – dodał Górak.
Trener hokeistów Jacek Płachta przygotowuje się do przebudowy drużyny GKS, która w trzech ostatnich latach wywalczyła dwa złote medale i jeden srebrny.
– Przez ostatnie trzy lata mieliśmy bardzo doświadczony zespół. Teraz trzeba go trochę odmłodzić, co nie jest łatwe, bo ciężko w naszej I lidze znależć młodych utalentowanych polskich zawodników. Chcemy znów mieć drużynę, która powalczy o najwyższe cele. Do letnich kłopotów z lodowiskiem jesteśmy już w Katowicach przyzwyczajeni. Zajęcia na lodzie rozpoczniemy na początku sierpnia trenując na tafli w Janowie – stwierdził szkoleniowiec hokeistów GKS.
Do wyjątkowego sezonu w najsilniejszej lidze świata przygotowuje siatkarzy GKS trener Grzegorz Słaby.
– Zmiany w PlusLidze powodują, że ten sezon będzie bardzo trudny. Bezpośrednio spadają z niej aż trzy drużyny i robimy wszystko, żeby jak najlepiej przygotować się do tych rozgrywek tradycyjnie już wyciągając z innych klubów zawodników mniej znanych, którzy u nas się rozwijają i robią postępy – powiedział opiekun katowickich siatkarzy.
Trenera piłkarek GKS Katowice Karolina Koch nie była do końca zadowolona z ostatnich rozgrywek.
– Niedosyt jest, bo nie udało się obronić mistrzostwa, ale jestem zadowolona z pracy, którą wykonaliśmy z drużyną. Utrzymaliśmy się na szczycie zdobywając Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju – stwierdziła Koch.
weszlo.com – Oficjalnie: Borja Galan zawodnikiem GKS-u Katowice
Borja Galan był jednym z najlepszych zawodników Odry Opole w zeszłym sezonie, a teraz spróbuje znów zachwycić w nowym klubie. Jego pracodawcą właśnie został GKS Katowice.
Borja Galan reprezentował barwy Odry Opole od stycznia ubiegłego roku. W zakończonym już sezonie rozegrał łącznie 35 spotkań, w których zdobył dziewięć bramek i zaliczył osiem asyst. Jego kontrakt obowiązywał do czerwca i oficjalnie wiadomo już, że nie zostanie przedłużony.
31-latek został bowiem właśnie nowym zawodnikiem GKS-u Katowice. Klub przywitał nowy nabytek w swoich mediach społecznościowych:
– Borja Galan związał się z GieKSą dwuletnim kontraktem. Galan urodził się 26 kwietnia 1993 roku w Madrycie. Jest wychowankiem Atlético Madryt. W akademii tego Klubu spędził 13 lat i nie tylko brał udział w treningach pierwszego zespołu, ale był także w kadrze drużyny trenera Diego Simeone na mecze Ligi Europy. Nie udało mu się zadebiutować w barwach pierwszego zespołu, ale wspomina to jako cenne doświadczenie. W swoim rodzimym kraju występował również w barwach Deportivo de La Coruña, AD Alcorcón, Racing Santander, UD Logrones czy Hercules CF – czytamy w serwisie „gkskatowice.eu”.
widzewtomy.net – Widzew Łódź – GKS Katowice 3:1 (1:1)
Udanie rozpoczęli letnie sparingowe granie piłkarze Daniela Myśliwca. Drużyna Widzewa Łódź pokonała 3:1 beniaminka Ekstraklasy, GKS Katowice. Do siatki gości, w meczu rozgrywanym na płycie głównej przy Piłsudskiego, zdobyli Jakub Łukowski, Jordi Sanchez i z rzutu karnego Fran Alvarez.
[…] W trzeciej minucie piłka do Kastratiego, a ten sprytnie ją przepuszcza do Łukowskiego, który prostopadłym podaniem chciał uruchomić Rondicia, ale zrobił to za mocno i z bramki zdążył wyjść Szczuka. Dwie minuty później długą piłką Cybulskiego obsłużył Żyro, ale młodzieżowiec źle przyjmował piłkę w pełnym biegu. Później schodził do środka, szukając miejsca na oddanie strzału, ale został wypchnięty przez obrońców GKS-u. Od razu po tym aktywniej rywale. Lewą stroną pomknął Mak, dośrodkowywał na Araka, ale jego uderzenie powędrowała daleko obok lewego słupka bramki Krajcirika. W 10. minucie groźnie ruszył GKS. Podopieczni Rafała Góraka zagrali „na ścianę” na skraju pola karnego, a na sam koniec piłka została zagrana w pole karne do Araka. Ten próbował przyjmować, ale dobrze naciskał go Żyro i spokojnie złapał piłkę Krajcirik. Po prawie kwadransie gry wyżej podszedł Widzew i popracował w pressingu. Pod polem karnym rywala piłkę wyłuskał Radomski i będąc na ziemi dzióbnął ją do Łukowskiego. Nowy nabytek łodzian zszedł na prawą nogę i oddał niski strzał. Piłka odbiła się od słupka i trafiła do siatki. Ładne trafienie 28-latka.
Osiemnasta minuta i dobrze z lewej strony w dryblingu Cybulski. Dośrodkował idealnie na nogę Rondicia, ale ten został wypchnięty. Chwilę później znów w okolicach piątego metra futbolówkę dostał znów Bośniak i szukał nabiegającego do strzału kolegi z drużyny. Podawał jednak za późno i uderzenie jednego z widzewiaków zostało bez problemowo zablokowane. 28. minuta i rzut wolny do „Gieksy”. Katowiczanie dośrodkowywali w pole karne, a tam był Jędrych, który poradził sobie z kryciem Ibizy, ale jego strzał poleciał wysoko nad bramką.
Minuta trzydziesta i łodzianie rozgrywają piłkę od tyłu, Krajcirik „wrzucił na konia” Marka Hanouska i jeden z piłkarzy rywali wyłuskał piłkę spod nóg Czecha. Słowacki bramkarz został sam na dwóch i nie miał szans, gdy futbolówka została zagrana na pustą bramkę do Maka. 37. minuta i świetne podanie jednego z piłkarzy GKS-u za plecy defensorów Widzewa. Tam piłkę zdołał przyjąć Arak, który był sam na sam z Krajcirikiem, ale Słowak wygrał ten pojedynek. 41. minuta i z prawej strony ładnie pograł Kastrati z Łukowskim i Kosowianin dogrywał w pole karne. Głową uderzał Rondić i Bośniak domagał się rzutu karnego, jednak sędzia pozostał niewzruszony. Chwilę później kolejne dogranie Kastratiego i piłka tym razem przeszła przez pole karne, trafiając do Cybulskiego. Młodzieżowiec źle trafił w piłkę i bez problemu złapał futbolówkę golkiper GieKSy.
Ależ było groźnie w 52. minucie! Długa piłka na wbiegającego w pole karne Nunesa, a Portugalczyk przyjął piłkę na klatkę piersiową i od razu uderzył z woleja. Minimalnie się pomylił. Pograli koronkowo w sześćdziesiątej drugiej minucie zawodnicy GKS-u, a akcja zakończyła się strzałem z dystansu Galana, jednak pewnie w bramkarski „koszyczek” złapał piłkę Krzywański. W 67. minucie piłkę z lewej strony dośrodkowywał Marzec, ale pewnie wyszedł z bramki Krzywański i złapał piłkę w ręce. Szybko z akcją ruszyli widzewiacy. Długo utrzymywali się przy piłce podopieczni Daniela Myśliwca, ale ostatecznie piłka trafiła przed pole karne do Alvareza. Hiszpan w swoim stylu przełożył rywala przed polem karnym i huknął z lewej nogi, ale niestety trafił tylko w poprzeczkę.
Niedługo później znów uderzał Alvarez, ale tym razem nieczysto trafił w piłkę. W 73. minucie piłkę z lewej strony dostał Sypek, który od razu zagrał ją do Sancheza. Hiszpan wykonał sombrero nad rywalem i znalazł się w dobrej sytuacji strzeleckiej, ale na nasze nieszczęście jego mocne uderzenie powędrowało obok bramki. Kuriozalna sytuacja wydarzyła przy wznowieniu gry od bramki katowiczan. Bramkarz rywala zagrał do obrońcy, a ten przy próbie wybicia trafił w pressującego Sancheza i Widzew wyszedł na prowadzenie. Łodzianie dalej napierali i ruszyli z kolejną akcją. Futbolówkę długo holował Madej, który zdecydował się na strzał z dystansu, ale piłkę do boku sparował Kudła. W posiadaniu piłki dalej byli czerwono-biało-czerwoni, którzy od razu wypracowali sobie jeszcze jedną okazję do zdobycia bramki. Zza pola karnego znów uderzał Alvarez i choć z większym trudem, tak jednak znów poradził sobie z tym strzałem bramkarz GKS-u. W osiemdziesiątej trzeciej minucie w polu karnym dryblował Sypek, który był nieprzepisowo zatrzymywany. Sędzia odgwizdał jedenastkę, do której podszedł Alvarez. Hiszpan pewnym strzałem w prawy górny róg bramki pokonał Kudłę.
Końcówka mocna w wykonaniu widzewiaków. Często znajdują się pod bramką rywala i tworzą spore zagrożenie. W osiemdziesiątej ósmej minucie piłkę przed pole karne wyłożył Sanchez. Tam był Alvarez, który zagrał do lewej strony do Silvy. Portugalczyk nie zdecydował się na uderzenie, a jeszcze starał się dogrywać na głowę hiszpańskiego napastnika. Jordiego uprzedził defensor rywali. Chwilę później prawą stroną ruszył Nunes, który wdał się w drybling. Udało mu się zwieść jednego rywala i zejść na lewą nogę, ale uderzył prosto w obrońcę „Gieksy”. Dziewięćdziesiąta druga minuta, a mecz dalej trwał. Długa piłka na Jordiego Sancheza, który dobrze opanował futbolówkę i zdecydował się na mocny strzał z dystansu. Piłkę na aut bramkowy z dużym trudem sparował Kudła.
SIATKÓWKA
siatka.org – Kolejny sezon libero w GKS-ie
GKS Katowice ma już komplet na pozycji libero. Nic nie zmieniło się w porównaniu do poprzedniego sezonu. Po przedłużeniu kontraktu z Bartoszem Mariańskim, swoją umowę przedłużył także Dawid Ogórek.
Nic nie zmieni się w składzie GKS-u Katowice na pozycji libero. Ponownie duet na tej pozycji stanowić będzie Bartosz Mariański i Dawid Ogórek. Dla tego drugiego będzie to już piąty sezon z rzędu w katowickim zespole, a szósty w ogóle.
Dawid Ogórek w poprzednim sezonie pojawił się na parkiecie w sześciu meczach GKS-u. Najwięcej czasu na boisku spędził w ostatnim, wyjazdowym meczu minionego sezonu z KGHM Cuprum Lubin.
– Każdy, kto zna Dawida wie, jak ważny to zawodnik dla zespołu. Na bardzo wysokim poziomie są jego umiejętności sportowe, ale wykonuje on też ogromną pracę, by jednoczyć drużynę i dba o dobrą atmosferę w szatni. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy kontynuować naszą współpracę i Dawid jest dobrym wyborem na tę pozycję – powiedział dyrektor sportowy siatkarskiej GieKSy Jakub Bochenek.
Kontrakt Dawida Ogórka to kolejne już przedłużenie umowy w katowickim klubie. Oprócz wspomnianego już Bartosza Mariańskiego, w GKS-ie zostaje chociażby atakujący Damian Domagała czy środkowy Bartłomiej Krulicki. Zespół nadal prowadzić będzie Grzegorz Słaby.
Poprzedniego sezonu GKS Katowice nie zaliczy do udanych. Katowiczanie zajęli ostatecznie 13. miejsce, w walce o tę pozycję pokonali KGHM Cuprum Lubin.
HOKEJ
hokej.net – Anderson nowym zawodnikiem GieKSy. Ma wzmocnić potencjał ofensywny
GKS Katowice dokonał trzeciego wzmocnienia przed sezonem 2024/2025. Do ekipy wicemistrzów Polski dołączył dziś Stephen Anderson, który podpisał roczny kontrakt. To kanadyjski napastnik, który ostatnio występował w brytyjskiej Elite Ice Hockey League.
Anderson (180 cm, 88 kg) ma 29 lat i urodził się w miejscowości Morrel, położonej na Wyspie Księcia Edwarda. Jest nominalnym skrzydłowym i gra prawym uchwytem kija.
Jego poważna przygoda z hokejem rozpoczęła się od występów w jednej z trzech najlepszych lig juniorskich w Kanadzie – Quebec Major Junior Hockey League gry akademickiej USport. Dodajmy, że z drużyną Uniwersytetu Nowy Brunszwik dwukrotnie sięgał po mistrzostwo i puchar tych rozgrywek
Od 2020 występuje w Europie. Najpierw występował w węgierskim DVTK Jegesmedvék, gdy ten klub rywalizował w słowackiej Tipos Extralidze. Później przywdziewał barwy duńskiego Aalborg Pirates.
Ostatnie dwa sezony rozegrał w Nottingham Panthers, rywalizującym na co dzień w lidze EIHL. 29-letni napastnik rozegrał łącznie 109 meczów, w których zdobył 21 bramek i 23 asysty. Poprzedni sezon zakończył z dorobkiem53 spotkań,5 goli i 10 kluczowych zagrań. Na ławce kar spędził 28 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -19.
– Stephen jest uniwersalnym zawodnikiem, którego można przydzielić do różnych zadań, jeśli chodzi o ofensywę, jak i formacje specjalne. Posiada zmysł do kombinacyjnej gry i przy odpowiedniej skuteczności powinien być istotnym wzmocnieniem konkurencji w naszym ataku – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GieKSy.
Razmuz Waxin-Engback zawodnikiem GKS-u Katowice
GKS Katowice poinformował o sfinalizowaniu czwartego transferu. Siłę ofensywy ekipy z alei Korfantego wzmocnił Razmuz Waxin-Engback. 29-letni Szwed, który złożył podpis pod rocznym kontraktem, posiada w swoim CV występy zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych.
Swoje hokejowe rzemiosło 29-letni napastnik doskonalił w drużynach juniorskich z Nynäshamn. Następnie kontynuował karierę w USA, gdzie reprezentował barwy występujących na poziomie North American Hockey League ekip Indiana Junior Ice oraz Odessa Jackalopes.
Po powrocie do Europy Engback większość swojej kariery spędził w szwedzkiej Hockey Ettan, czyli na trzecim poziomie rozgrywkowym w Szwecji. W 166 rozegranych spotkaniach katowicki gracz zdobył 105 punktów, na które składa się 55 bramek oraz 50 asyst.
W ubiegłym sezonie dobrze zbudowany center (181cm, 91kg)był zawodnikiem Gjøvik Hockey, ekipy występującej na drugim poziomie rozgrywkowym w Norwegii. Rozgrywając 34 spotkania, zdobył 17 bramek oraz zanotował 29 asyst.
– Razmuz w ostatnich sezonach był istotnym ogniwem ofensywy zespołów, w których występował, zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Jego styl gry pasuje nam do koncepcji budowy drużyny i liczymy na to, że pokaże pełnię swoich umiejętności w naszej lidze – scharakteryzował zawodnika dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice, Roch Bogłowski.
Trzy rozstania z GieKSą
Szefostwo GKS-u Katowice poinformowało swoich kibiców o trzech pożegnaniach. W sezonie 2024/2025 w barwach wicemistrzów Polski na pewno nie obejrzymy takich zawodników jak Shigeki Hitosato, Olli Iisakka oraz Miro Lehtimäki.
Najwięcej czasu w naszej lidze spędził Shigeki Hitosato, który dał się poznać jako miły, niezbyt wysoki japoński napastnik, imponujący na lodzie jednak sprytem i szybkością.
Na polskich ekstraligowych taflach spędził 2 sezony, rozgrywając 115 spotkań. To natomiast przełożył na 46 punktów za 17 bramek i 29 asyst. Przy czym 67 minut spędził na ławce kar oraz wypadł na +12 w klasyfikacji plus/minus.
Drugim hokeistą, który żegna się z ekipą z alei Korfantego jest Olli Iisakka. Wysoki, fiński napastnik cały sezon spędził w katowickim klubie. Wystąpił z nim w Pucharze Kontynentalnym, Superpucharze Polski, Pucharze Polski oraz finale play-off.
Po żadne trofeum nie zdołał jednak sięgnąć, ale do rodzimego kraju może wrócić ze srebrnym medalem. Łącznie, we wszystkich rozgrywkach aż 66-krotnie miał okazję przywdziewać koszulkę GKS-u Katowice. To zamienił na 48 punktów za 19 trafień i 29 kluczowych podań.
Ostatnim z całej trójki jest Miro Lehtimäki, który dołączył do katowickiego klubu przed końcem sezonu zasadniczego, głównie, aby zwiększyć rywalizację o skład w play-offach.
W TAURON Hokej Lidze w tym sezonie zdołał wystąpić w 32 konfrontacjach, co przełożył na 13 „oczek”. To za sprawą pięciu zdobyczy bramkowych oraz ośmiu asyst, w czym aż sześciu pierwszego stopnia.
GieKSa poznała rywali w Pucharze Kontynentalnym
Wicemistrz Polski, GKS Katowice poznał swoich rywali w Pucharze Kontynentalnym. Zmierzą się w nim z Aalborg Pirate, Grenoble Métropole Hockey 38 oraz zwycięzcą grupy D.
Turniej odbędzie się w dniach 15-17 listopada tego roku. Grupa F, w której właśnie przyjdzie się mierzyć katowiczanom, zostanie rozegrana w Danii, w Aalborgu.
Gospodarz tego turnieju to zwycięzca sezonu zasadniczego duńskiej Metal Ligaen. Piraci w półfinale odpadli z Esbjerg Energy, ulegając im 3:4. W pojedynku o brąz pokonali Herning Blue Fox 1:0. Drugim z rywali katowiczan jest francuski Grenoble Métropole Hockey 38. Ekipa dowodzona przez szwedzkiego trenera Pera Hånberga miniony sezon zakończyła również z brązowym medalem. Ostatnim uczestnikiem tej grupy będzie zwycięzca grupy D, w której zmierzy się łotewskie HK Mogo, węgierski Ferencvárosi TC, rumuńska CSM Corona Braszów oraz zwycięzca grupy B.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: brutalne zderzenie z rzeczywistością
W ostatnim czasie sportowe media prześcigają się w doniesieniach o sytuacji przy Piłsudskiego w Łodzi, a ta jest nie do pozazdroszczenia. Strata do bezpiecznej strefy w lidze nie maleje, a trzeba grać jeszcze w Pucharze Polski. Dlatego przed meczem z GieKSą będzie „ANI słowa o Widzewie” – o nastrojach w czerwonej części Łodzi opowiada Ania Kalisz z widzewskiego podkastu o takim tytule.
Nie jesteś pierwszą kobietą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ramach tego cyklu, bo szlaki przecierała Karolina Jaskulska z Lechia.net, natomiast nie da się ukryć, że wśród pasjonatów futbolu stanowicie raczej mniejszość. Jak ci się chodzi w szpilkach po piłkarskiej murawie?
Różnie z tym bywało, bo myślę, że dla widzewskiej społeczności było to pewne zaskoczenie. Z początku zdarzały się negatywne reakcje – za co ja się w ogóle wzięłam, a czasem odsyłano mnie do przysłowiowych „garów”. W miarę coraz dłuższej obecności na tym widzewskim rynku medialnym, ludzie chyba mi zaufali i grupa widzów z czasem się powiększała. Spotykam ich na stadionie – ludzie zaczepiają, podchodzą i to jest fajne. Trzeba było czasu, aby zbudować bazę tych, którzy będą chcieli mnie słuchać czy oglądać, ale to się udało i bardzo się z tego cieszę.
Stosunkowo niedawno GieKSa i Widzew potykały się w lidze. Co się u was działo przez te kilka tygodni?
Działo się dużo, ale takie już jest to nasze widzewskie piekiełko – zawsze dużo się dzieje. Sporo krytyki wylało się na nas po porażce w Katowicach, nawet ze strony legend Widzewa, jak choćby Tomasza Łapińskiego, który podkreślał jednak, że robi to z troski o to, co się dzieje w klubie po transferach, wydanych milionach i w perspektywie ogromnych oczekiwań, które się samoistnie nakręcały w przerwie zimowej. Tymczasem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością – najpierw z panem Siemieńcem, potem z panem Górakiem i od tego momentu zaczęły się nam szerzej otwierać oczy, czy te transfery rzeczywiście przełożą się na wynik. Potem przyszło zwycięstwo w Płocku po dosyć dobrej grze i nadzieja wróciła. Ale przyjechała Cracovia, na której tle nie wyglądaliśmy najlepiej, a ostatni mecz z Pogonią to już totalny paździerz. Czuć więc rozczarowanie i obawy o przyszłość, patrząc na sytuację w tabeli. Mimo to liczę, że to utrzymanie uda nam się spokojnie zapewnić, ponadto z dużymi nadziejami patrzę na Puchar Polski.
Oglądałem twój podkast po naszym ligowym meczu. Niektórzy widzowie zalecali ci zdjąć różowe okulary, przez które patrzysz na Widzew. Tymczasem sądząc po twoich wpisach po meczu z Pogonią wydaje się, że pokłady optymizmu powoli się wyczerpują, a czara goryczy się przelewa.
Przelała się po wczorajszym meczu. Zawsze staram się trzymać narracji albo neutralnej, albo optymistycznej, żeby tonować nastroje. Inne widzewskie media płoną, kibice zawsze są żądni krwi i głodni sukcesu. Dlatego zazwyczaj próbuję nie nakręcać dodatkowo tej spirali. Do tego jednak są potrzebne argumenty sportowe, ale meczem z Pogonią trener Jovićević ostatecznie zrzucił mi z nosa różowe okulary i jeszcze je podeptał. W tej chwili Widzew w żaden sposób nie broni się sportowo.
Wracając do naszego meczu, jakie nastroje panowały w Łodzi po porażce z rywalem w walce o utrzymanie?
Ciężko było to przełknąć. Wasz skład jest oparty na Polakach, zbudowany przez polskiego trenera, który jeszcze niedawno był na tym szczeblu postacią zupełnie anonimową, tymczasem udało mu się zebrać grupę ludzi, którym się chce. Przedłużenie kontraktu przez Bartka Nowaka to też sygnał dający do myślenia, że choć nie ma u was nie wiadomo jakich pieniędzy, to ten chłopak wkłada całe swoje serce w to, co robi i dziś jest wiodącą postacią waszej drużyny. Dlatego ciężko było się z tym pogodzić, że drużyna, która jest budowana na zdecydowanie niższym pułapie budżetowym strzela nam gola i odziera nas ze złudzeń, a te miliony niekoniecznie muszą wieść prym na murawie, bo liczy się zaangażowanie, walka, charakter i tożsamość drużyny. Zawód był ogromny. Na początku liczyłam, że porażka z GKS-em Katowice była wypadkiem przy pracy, ale kolejne spotkania, pomijając zwycięstwo z Wisłą Płock, pokazały, że nie transfery, a treningi budują zespół. Czas, o którym ciągle mówimy, wciąż jest nam potrzebny, ale zamiast robić progres, w moim przekonaniu z meczu na mecz jest coraz gorzej.
Niedawno Robert Dobrzycki stwierdził w jednym z wywiadów, że nie zaprząta sobie głowy walką o utrzymanie. Jak odbierasz te słowa?
Słuchając pana Dobrzyckiego miałam przeświadczenie, że wprowadza on spokojną narrację, nie narzuca dodatkowej presji, a do wielu tematów podchodzi bardziej jak kibic, bo nie jest tajemnicą, że ma to widzewskie serce. Natomiast w momencie, kiedy w tabeli świecimy się na czerwono, mówienie o tym, że w klubie nikt o spadku nie myśli, sprawia wrażenie bagatelizowania problemu. Nie wiem, czy to tylko narracja do mediów, a wewnątrz jest inaczej, bo po prostu nie wierzę w to, żeby ta obawa nie zaglądała w oczy panu Dobrzyckiemu. Dla niego sezon w pierwszej lidze raczej nie byłby biznesową katastrofą, ale wizerunkowo spadek odbiłby się bardzo negatywnie. Sama staram się nie dopuszczać myśli, że Widzew spadnie, ale trzeba przedsięwziąć pewne kroki, aby temu scenariuszowi zapobiec.
W tej sytuacji może nie warto zawracać sobie głowy Pucharem…
Kiedy pali się w ligowej tabeli, to sama nie jestem pewna, na czym się w tym momencie najbardziej skupiamy. Jesienią była taka narracja, że w tym sezonie Puchar albo śmierć, bo utrzymanie na pewno będzie. Natomiast w momencie, gdy widmo spadku coraz mocniej zagląda nam w oczy, to nie mam przekonania, z jakim nastawieniem wyjdziemy we wtorek na boisko w Katowicach. Z drugiej strony każdy mecz jest ważny i choćby wizerunkowo Puchar Polski pozwoliłby nieco zmazać plamę. Ktoś napisał na „X”, że w przyszłym sezonie Widzew będzie jeździł na przemian do Dortmundu, Siedlec, Monako, Rzeszowa i tak dalej. Więc gdyby to zależało ode mnie, podeszłabym do meczu w Katowicach bez kalkulacji – to tylko jedno spotkanie, w którym pozycja w tabeli nie ma znaczenia. Liczy się dyspozycja dnia i nastawienie. Piłkarze powinni motywować się nawzajem, aby na boisku było widać walkę i odpowiednie tempo. Tego oczekuję od naszej drużyny.
W wywiadzie dla Maćka Winczewskiego Robert Dobrzycki podkreślał rangę Pucharu Polski dla Widzewa. Jest to oficjalna narracja klubu?
Do soboty, do godziny 14.45 na pewno tak, natomiast mam wrażenie, że w ciągu tego weekendu wiele się zmieniło. Raz, że przegraliśmy z Pogonią, dwa, że wygrywają nasi rywale, więc ani nie zyskujemy punktów, ani nie utrzymujemy dystansu do rywali. Więc o ile jesienią można było mówić, że Puchar musi być, tak teraz myślę, że chyba jednak to utrzymanie jest priorytetem.
W tej samej rozmowie Dobrzycki podkreślał dobre stosunki z trenerem Jovićeviciem i zapewniał o zaufaniu do niego. To jednak było miesiąc temu. Czy we wtorek szkoleniowiec gra o swoją posadę?
Nietrudno złapać dobry flow z trenerem Jovićeviciem, bo jest człowiekiem energicznym, uśmiechniętym i zawsze zadowolonym z siebie. Ale jeżeli twój pracownik tylko się cieszy z roboty, którą wykonuje, a jej wyników nie widać, to trzeba w końcu zareagować. Myślę, że jeśli we wtorek faktycznie przegramy, to trener z posady poleci. Coraz mniej czasu do końca ligi i jeśli wyniki się nie poprawią, to ta pozytywna energia zamieni się w końcu w negatywną.
Po naszym meczu ligowym szerokim echem odbiła się wypowiedź Lukasa Klemenza o charakterze naszej i waszej drużyny. Przyznam, że sam trochę zadrżałem, czy Lukas aby nie przesadził z pewnością siebie, zwłaszcza w kontekście Pucharu. A jak ty odebrałaś tę wypowiedź?
Nie da się ukryć, że te słowa mnie zabolały, bo były poniekąd zgodne z prawdą. Jak wcześniej wspominałam, drużyna zbudowana na Polakach i zdecydowanie mniejszym budżetem utarła nosa milionerom. Co do samego Klemenza, to sama byłam zaskoczona, że jako obrońca ma już pięć goli, w tym tego strzelonego Widzewowi. Mam tylko nadzieję, że jego słowa brzydko się zestarzeją, mimo że na tamten moment były zgodne z prawdą.
A propos stałych fragmentów gry, byliśmy zdziwieni, gdy na Nowej Bukowej wykonywał je Sebastian Bergier, zamiast je wykańczać. Czy jest to stały element waszej taktyki?
Dla nas też było zaskoczeniem, że nasz jedyny napastnik idzie wykonywać stałe fragmenty. Myślę, że trener dostał za to po głowie, bo bardziej przypominało to łapanie się brzytwy przez tonącego. Dla mnie jest to niedopuszczalne, żeby jedyna dziewiątka wykonywała rzut rożny, zwłaszcza, że zagrożenia z tego nie było żadnego. Dlatego na pewno do tego nie wrócimy, bo od dostarczania piłki są inni zawodnicy, choć dziś sama się zastanawiam, którzy.
Maciek Winczewski zebrał trochę szydery wewnątrz naszego środowiska za określenie Sebastiana mianem „Bergier King”. Czy ten napastnik aż tak kupił trybuny przy Piłsudskiego?
Myślę, że chyba jeszcze nie. Stoją za nim zdobywane bramki i to, że jest Polakiem, bo zawsze to lepiej, jeśli Polacy biją się o tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Natomiast dziś trudno go stawiać w gronie idoli, jakim był choćby łączący nasze kluby Marek Koniarek. Daleka droga do tego, ale niech na to pracuje i udowadnia kolejnymi golami. Najbliższa okazja we wtorek – jeśli strzeli hattricka i da nam zwycięstwo, to niech będzie Bergier King.
Biorąc pod uwagę wszystkie wasze bolączki, z jakim nastawieniem Widzew wyjdzie we wtorek na boisko? Chęć potwierdzenia swojego potencjału przełoży się na dominację od pierwszej minuty?
Sama na to liczę – myślę, że tutaj piłkarze po prostu muszą, bo jeżeli nie daj Boże powinęłaby się noga w lidze, to ten puchar choć w części zmaże plamę. I przede wszystkim muszą pokazać, że są drużyną. Przecież ci piłkarze mają nie byle jakie CV, grali na najwyższym europejskim poziomie, dlatego tutaj muszą pokazać jakość, o której tyle się mówi. Trzeba to wszystko złożyć do kupy i pokazać, że mogą. A jeżeli trener rzeczywiście gra o posadę, to raczej zachowawczo piłkarzy nie ustawi. W defensywie prezentujemy się raczej solidnie, za to leży ofensywa. I jeżeli tutaj uda się odblokować głowy i choćby Bukari dorzuci coś od siebie, to jest szansa na korzystny rezultat. Najgorszy scenariusz to dogrywka i karne, po których byśmy odpadli, bo w sobotę czeka nas kolejny trudny mecz z Lechem Poznań.
W tym roku przypada 40. rocznica zdobycia przez GKS pierwszego trofeum, a był to Puchar Polski, który rok wcześniej przegraliśmy w finale z Widzewem. Nadarza się więc okazja, by w maju powtórzyć wyczyn ekipy, której przewodzili Furtok i Koniarek. Jednak aby się to udało, najpierw musimy pokonać Widzew. Ty z pewnością masz inne oczekiwania – jaki wynik typujesz?
Chciałabym, aby wygrał Widzew bez dogrywki, a w tej chwili do głowy przychodzi mi wynik 3:1. Oby się sprawdziło.


Najnowsze komentarze