Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa wciąż niepokonana

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W rozgrywkach Orlen Ekstraligi trwa reprezentacyjna przerwa. Najbliższe spotkanie nasza drużyna rozegra na wyjeździe, pierwszego października z Pogonią Tczew. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:00 Piłkarze przegrali swój mecz ligowy z Lechią Gdańsk 1:5 (1:1). Prasówkę na temat tego meczu znajdziecie TUTAJ. W rozpoczętym tygodniu piłkarze rozegrają dwa spotkania: w środę w ramach rozgrywek Pucharu Polski, z Górnikiem Zabrze oraz w sobotę, ligowe z Odrą Opole (wyjazd). Mecz pucharowy zostanie rozegrany na Bukowej, początek spotkania o 21:00. Spotkanie z Odrą rozpocznie się o godzinie 17:30. Klub podpisał kontrakt z Christianem Aleman.

Siatkarze przygotowują się do startu rozgrywek PlusLigi, w ubiegłym tygodniu zespół rozegrał dwa sparingi, oba z Projektem Warszawa. Pierwszy z nich drużyna przegrała 1:3, w drugim pokonała rywala 2:1. W najbliższy piątek zaplanowano sparing z Aluron CMC Wartą Zawiercie.

W dwóch rozegranych meczach ligowych w ubiegłym tygodniu  hokeiści odnieśli dwa zwycięstwa: z JKH GKS-em Jastrzębie (po rzutach karnych) 4:3 oraz 3:1 z STS-em Sanok. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra trzy spotkania, we wtorek z Podhalem Nowy Targ, w piątek z Energą Toruń oraz w niedzielę z Zagłębiem Sosnowiec. Dwa pierwsze będą meczami wyjazdowym, trzecie domowe. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00, 18:30 i 17:00.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Powrót na pierwszoligowe stadiony

Jeszcze przed piątkowym meczem z Lechią Gdańsk GKS Katowice postanowił się wzmocnić. Kontrakt z klubem podpisał Christian Aleman.

[…] Pomimo tego, że gra GKS-u naprawdę wygląda dobrze w tym sezonie, klub nie spoczywa na laurach. W środę ogłoszono, że nowym piłkarzem katowickiego zespołu został Christian Aleman. Ekwadorczyk znany jest z boisk pierwszoligowych. Od 2021 do 2022 roku reprezentował barwy Arki Gdynia. Na Pomorzu rozegrał 61 oficjalnych meczów. W nich zdobył 8 bramek i zaliczył 9 asyst. Ofensywny pomocnik był ważnym punktem Arki, jednak w 2023 roku postanowił wrócić do swojej ojczyzny. Od początku tego roku aż do teraz był piłkarzem klubu ekwadorskiej ekstraklasy SD Aucas.

– Tam jednak nie grał zbyt wiele, bo wystąpił w zaledwie jednym spotkaniu ligowym. Wrócił do Polski, po raz kolejny do pierwszej ligi, żeby znów pokazać się na europejskiej arenie. Jeszcze przed rozpoczęciem letniego okna transferowego sondowaliśmy możliwość pozyskania do naszego Klubu Christiana Alemana. Wówczas zawodnik był związany kontraktem z SD Aucas. Rozpoczęliśmy rozmowy z zawodnikiem, natomiast w tamtym momencie zbyt wiele czynników uniemożliwiało przeprowadzenie tego transferu. Jednym z założeń na letnie okno transferowe, po decyzjach kadrowych podjętych po zakończeniu ubiegłego sezonu, była zdefiniowana potrzeba pozyskania do drużyny dwóch ofensywnych pomocników. Latem dołączył do drużyny Mateusz Mak, a na ewentualną obsadę drugiego wakatu, cierpliwie czekaliśmy przyglądając się przede wszystkim naszej drużynie, a także sytuacji na rynku transferowym.

– Braliśmy pod uwagę wariant, w którym dodatkowy zawodnik do drużyny już nie dołączy. Pojawienie się natomiast w zespole kilku urazów, a także okoliczność rozwiązania przez Christiana Alemana kontraktu z poprzednim klubem, zbiegły się w czasie i te fakty zdeterminowały ponowne rozpoczęcie rozmów z zawodnikiem na temat transferu do naszego klubu. Mamy świadomość okresu, w jakim zawodnik dołącza do drużyny, a także tego, że z pewnością będzie on potrzebował czasu na aklimatyzację. Dlatego przed podjęciem decyzji o pozyskaniu zawodnika, bardzo dokładnie ze sztabem szkoleniowym zaplanowaliśmy cały proces, co ma przyspieszyć moment jego gotowości do gry w naszym klubie – powiedział po sprowadzeniu zawodnika z Ameryki Południowej dyrektor sportowy GKS-u Dawid Dubas. Trudno przypuszczać, że Ekwadorczyk już w piątek wyjdzie na murawę. Pomimo tego, że wciąż pod znakiem zapytania stoi występ wspomnianego przez dyrektora Dubasa Maka, Aleman raczej jeszcze nie będzie gotowy do gry.

Sam zainteresowany nie ukrywa, że poza GKS-em miał też oferty z innych klubów. Jednak ta wydawała się dla niego najbardziej odpowiednia.

– Miałem inne propozycje, ale widziałem, że klub dobrze sobie radzi w lidze i to również było czynnikiem motywującym, by dołączyć do drużyny. Spędziłem w Polsce dwa lata i bardzo dobrze je wspominam – stwierdził Christian Aleman po powrocie do kraju nad Wisłą.

 

weszlo.com – Szalony mecz w 1. lidze, problemy Marcina Kochanka. „Powinna się tym zająć Komisja Ligi”

Sędzia Marcin Kochanek w ostatnim czasie nie może się pochwalić świetną passą. W poprzedni weekend arbiter podjął kontrowersyjną decyzję o wyrzuceniu z boiska Michała Nalepy. Teraz Kochanek zszedł szczebel niżej i znów zamieszał, dokładając cegiełkę do szalonego spotkania Lechii Gdańsk z GKS-em Katowice.

– Mógłbym powiedzieć dużo o sędziowaniu, to skandal. Powinna się tym zająć Komisja Ligi – powiedział w pomeczowym wywiadzie Sebastian Bergier, napastnik GieKSy.

Co tak wzburzyło zawodnika drużyny gości? Decyzje Marcina Kochanka, którego w Gdańsku próbował ratować VAR, ale nawet wideoweryfikacja nie uchroniła arbitra przed kłopotami.

Weźmy bramkę na 1:0 dla Lechii Gdańsk. Zanim Luis Fernandez wygrał pojedynek powietrzny po rzucie rożnym, sędzia mógł odgwizdać faul w akcji poprzedzającej stały fragment gry. Sebastian Bergier stracił piłkę po ataku rywala, który wzbudzał kontrowersje. Arbiter grę puścił, Lechia wywalczyła korner i trafiła do siatki.

– Sędzia do mnie podchodzi, mówi: masz rację, był faul, powinienem to gwizdnąć. Ale nie gwizdnął — tłumaczył piłkarz GieKSy.

Im dalej w las, tym dla Kochanka gorzej. Kuriozalna była sytuacja, w której Marcin Wasielewski padł jak rażony piorunem w polu karnym. Obrońca zespołu z Katowic najpierw rywala ograł, potem się przewrócił, licząc na naiwność sędziego. Nie przeliczył się – mimo braku kontaktu Kochanek podyktował „jedenastkę”. Naprawił to dopiero VAR, który przywołał go do monitora, po czym sędzia główny zmienił swoją decyzję.

Słuszne w tym meczu były czerwone kartki dla zawodników GKS-u Katowice. Aż dwie, bo goście polowali na Luisa Fernandeza tak, jak w poprzednim sezonie często robili to rywale Wisły Kraków. Pod koniec spotkania arbiter znów jednak podjął przedziwną decyzję. Dawid Brzozowski zaatakował Davida Bugaja w polu karnym od tyłu, powtórki pokazały, że był to raczej atak w nogi, a nie w piłkę.

Marcin Kochanek stwierdził, że wręcz odwrotnie, czyściutko. Znów zawołano go do VAR-u, ale tym razem decyzji nie zmienił.

Koniec końców Lechia Gdańsk i tak wygrała wysoko, pewnie. Korzystając z przewagi dwóch zawodników, podopieczni Szymona Grabowskiego rozbili GKS Katowice, strzelając mu pięć bramek. Błyszczał Luis Fernandez, który zanotował dublet – gola numer dwa zdobył po strzale pod poprzeczkę, przy czym lekko pomógł rykoszet. Dwukrotnie do siatki trafiał również nowy nabytek klubu z Trójmiasta – Tomas Bobcek. Słowak miał kosztować Lechię 600 tysięcy euro i szybko postanowił zacząć się spłacać.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Jakub Jarosz: żeby wejść do ósemki, musi wydarzyć się wiele dobrego

– Dla takiego klubu jak nasz, żeby wejść do ósemki, musi wydarzyć się wiele dobrego w danym sezonie. Jedna rzecz – musimy grać bardzo dobrze, czyli wykrzesać ze swojego potencjału sto procent. Druga – muszą ominąć nas kontuzje. Trzecia rzecz to stworzenie fajnej grupy – mówił o celu GKS Katowice na nadchodzący sezon kapitan katowiczan Jakub Jarosz.

Jak idą przygotowania do sezonu?

Jakub Jarosz: – Zgodnie z planem, bo trenujemy ciężko, budujemy bazę siłowo-wytrzymałościową i techniczną na treningach siatkarskich. Pracujemy dużo, nie jest to przyjemny moment dla zawodników. Treningów jest sporo i są one ciężkie, ale nam niezwykle potrzebna jest ta praca. Wiemy, że sezon będzie bardzo szybko pędził – spotkań będzie wiele, więc będziemy grać co trzy dni. Teraz mamy czas, żeby tę bazę zbudować, żeby potem dać radę po prostu.

Jaka panuje atmosfera w drużynie?

– Wszystko w porządku, atmosfera jest dobra. Wszyscy są skoncentrowani na pracy. Wspólny wyjazd do Gdańska na PreZero Grand Prix był takim fajnym momentem na starcie przygotowań, że drużyna mogła spędzić więcej czasu razem. Myślę, że to też bardzo nam pomogło w kwestii wzajemnego poznania się, bo jednak to nowy zespół, wiele nowych twarzy się pojawiło. Cały czas się poznajemy.

Przed piątkowym, przegranym sparingiem odbyliście trening w siłowni. W sobotę już zwycięstwo nad Asseco Resovią Rzeszów, czy ono buduje morale?

– Przegraliśmy nie dlatego, bo rano mieliśmy siłownię. Po prostu przeciwnicy postawili trudne warunki i zagrali dużo lepiej od nas. To jest taki moment, że nie możemy prezentować tej formy, którą chcemy mieć w sezonie ligowym. Nie możemy wyglądać dobrze. Wyglądamy ociężale, bo ciężko trenujemy. Na pewno zawsze lepiej wygrywać i te zwycięstwa są potrzebne również w sparingowych meczach. Zawsze gramy o zwycięstwo.

Prezes GKS Katowice powiedział, że jest potencjał na play-off. Co trzeba zrobić, by wejść do ósemki?

– Dla takiego klubu jak nasz, żeby wejść do ósemki, musi wydarzyć się wiele dobrego w danym sezonie. Jedna rzecz – musimy grać bardzo dobrze, czyli wykrzesać ze swojego potencjału sto procent. Druga – muszą ominąć nas kontuzje. Trzecia rzecz to stworzenie fajnej grupy. Sporo jest więc tych elementów, które muszą zadziałać, byśmy osiągnęli dla naszego klubu cel, jakim jest gra w ósemce mistrzostw Polski. To jest taki cel wymarzony, postawiony wysoko. Liga jest bardzo trudna. W tej lidze nie ma słabych zespołów. PlusLiga jest jedną z, jeśli nie najsilniejszą ligą na świecie, więc być w ósemce to duży zaszczyt.

Pospekulujmy – która drużyna pana zdaniem wejdzie na pewno do ósemki, która aspiruje do gry w czubie PlusLigi?

– Trudno powiedzieć. Jest pewien stały zestaw drużyn, które na pewno będą się biły o mistrzostwo Polski. A lista drużyn walczących o ósemkę jest bardzo długa. Zawsze są też takie drużyny, które pragną po prostu utrzymać się w elicie. Z nazw nie chcę wymieniać na ten moment konkretnych drużyn, bo aktualnie większość drużyn nie trenuje w pełnych składach. Myślę jednak, że każdy wie, które drużyny celują w medale, a jakie mają inne cele.

 

Wyrównane sparingi GKS-u i Projektu w Błoniu

Kolejne ekstraklasowe zespoły sprawdzają swoją formę przed nadchodzącymi rozgrywkami PlusLigi w sezonie 2023/2024. Tym razem GKS Katowice i Projekt Warszawa zmierzyli się w dwóch sparingach w podwarszawskim Błoniu. W pierwszym meczu lepsi okazali się warszawscy siatkarze. W drugim katowiczanie się zrewanżowali.

W piątek, 22 września GKS Katowice i Projekt Warszawa rozegrali pierwszy sparing w Błoniu. W inauguracyjnym secie z bardzo dobrej stronie pokazali się siatkarze z Warszawy. W drugim walka jeszcze bardziej się zaostrzyła i po grze na przewagi lepszy był Projekt Warszawa. Trzecią partię udało się katowiczanom w końcówce przeciągnąć na swoją stronę. W czwartej odsłonie obie drużyny miały swoje szanse na wygraną. Ostatecznie zwycięstwo na swoim koncie zapisali podopieczni trenera Piotra Grabana.

W meczu z bardzo dobrej strony pokazał się niemiecki atakujący Projektu Warszawa – Linus Weber. Zawodnik zdobył 19 punktów i zaliczył 74 procent skuteczności. W GKS-ie najlepszym punktującym został Marcin Waliński.

Projekt Warszawa – GKS Katowice 3:1 (25:20, 27:25, 23:25, 25:23)

[…] W sobotę, 23 września zespoły rozegrały drugie spotkanie sparingowe, które według ustaleń trenerów miało obejmować jedynie trzy sety. Inauguracyjną partię lepiej rozpoczęli warszawianie, jednak katowiczanie szybko doprowadzili do wyrównania, a następnie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę siatkarze GKS-u. Druga partia miała niemal identyczny przebieg. Pierwotnie to Projekt prowadził, jednak w końcówce lepsi byli katowiczanie. W kolejnej odsłonie lepsi byli warszawiacy. Wykorzystali oni przestój, który dopadł zawodników GKS-u. Ostatecznie jednak mecz zakończył się zwycięstwem katowickiej drużyny 2:1.

Projekt Warszawa – GKS Katowice 1:2 (22:25, 22:25, 25:22)

 

HOKEJ

hokej.net – Przesądziły rzuty karne. Wygrana katowiczan i zmiana lidera

W rozgrywanym awansem meczu 5. kolejki TAURON Hokej Ligi JKH GKS Jastrzębie przegrał na własnym lodzie z GKS-em Katowice 3:4. Zwycięzcę wyłoniła dopiero seria rzutów karnych, które lepiej wykonywali mistrzowie Polski. Podopieczni Jacka Płachty objęli też prowadzenie w ligowej tabeli.

Pierwsze minuty spotkania upływały w charakterystycznej ostrożności ofensywnej i skupieniu się przede wszystkim na odpowiedzialności w osłanianiu własnej bramki. W 14. minucie w trakcie rozgrywania przez gości przewagi, na indywidualną akcję zdecydował się Filip Starzyński, który wprowadził krążek przed bramkę GieKSy, oddając strzał z bekhendu, z którym poradził sobie John Murray, jednak przy dobitce golkiper gości był już bez szans.

Jastrzębianie, chociaż kreowali sobie kolejne sytuacje, to nie mieli pomysłu na wykończenie swoich akcji, w związku z czym wynik po pierwszej tercji nie uległ już zmianie.

Na drugą tercję mistrzowie Polski wyszli ewidentnie zmotywowani do odrabiania strat. Chociaż Jastrzębianom udało się obronić 40 sekund osłabienia z pierwszej odsłony gry, to w 22. minucie byli już bezradni. Shigeki Hitosato przyspieszył rozegranie krążka do spółki z Jooną Monto, który trafił na kij Aleksiego Varttinena, a ten pewnym uderzeniem pokonał Macieja Miarkę.

Zdobyta bramka dodała otuchy drużynie Jacka Płachty, która zaczęła kontrolować wydarzenia na lodzie. W 28. minucie opieszałość obrońców JKH GKS-u wykorzystał Mateusz Michalski, który na raty umieścił krążek w bramce Macieja Miarki, wyprowadzając gości na prowadzenie.

Tercja upływała na szybkiej, twardej grze. Nie brakowało również emocji wynikających z bezpośrednich starć pomiędzy zawodnikami. W 38. minucie jastrzębianie doprowadzili do wyrównania za sprawą kolejnego trafienia Filipa Starzyńskiego.

W trzeciej odsłonie drużyny dały jasno do zrozumienia, że są zainteresowane pełną pulą punktów. Pierwszy cios w tej tercji wyprowadzili katowiczanie, którzy za sprawą trafienia Sama Marklunda z 48. minuty ponownie objęli prowadzenie. Stracona bramka podrażniła ambicje gospodarzy, którzy wraz z upływającym czasem rzucali coraz większe siły do odrabiania strat.

W 58. minucie rozgrywający przewagę gospodarze dopięli swego. Marcin Kolusz postanowił odegrać krążek wzdłuż niebieskiej linii do Rastislava Špirki, a doświadczony napastnik soczystym strzałem wyrównał wynik. Remis ewidentnie nie zaspokoił rozpędzonych gospodarzy, którzy jeszcze w końcowych sekundach szturmowali bramkę Johna Murraya, jednak reprezentacyjny golkiper nie dał się już więcej zaskoczyć.

Zebrani na trybunach Jastoru kibice byli świadkami dogrywki. Pierwsi do głosu doszli katowiczanie, jednak najpierw ze strzałem Iisakki poradził sobie Miarka, a dobijający uderzenie Monto z najbliższej odległości przeniósł gumę nad poprzeczką.

W 64. minucie GieKSa za sprawą Olssona i Sokaya wyprowadziła dwójkową kontrę, jednak strzał 26-letniego Kanadyjczyka wybronił Miarka. Do wyłonienia zwycięscy były zatem potrzebne karne.

Po stronie gospodarzy swój najazd wykorzystał jedynie Robert Arrak. Goście w tym elemencie okazali się skuteczniejsi, bowiem trafiali za sprawą Bartosza Fraszki i Mateusza Michalskiego.

 

GieKSa wciąż niepokonana. Sanoczanie odprawieni

Hokeiści GKS-u Katowice odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu. W niedzielne popołudnie mistrzowie Polski pokonali przed własną publicznością Marmę Ciarko STS Sanok 3:1.

W kadrze mistrzów Polski nieobecnego Mateusza Bepierszcza, zastąpił w pierwszej formacji Mateusz Michalski. Pierwszy raz w meczowej kadrze zobaczyliśmy również Davida Lebka. Katowiczanie od pierwszych minut spotkania chcieli potwierdzić swoją dobrą dyspozycję, jaką prezentują od początku rozgrywek. W pierwszych minutach krążek nie opuszczał tercji gości, którzy zostali zepchnięci do defensywy. Przed świetną okazją, do otwarcia wyniku spotkania stanął Mychajło Kowalczuk, który po szybkim rozegraniu stanął oko w oko z odsłoniętą przez Kristiana Tamminena bramką. 19-letni napastnik nie zdołał jednak po swoim strzale skierować krążka do bramki.

W 5. minucie na ławce kar zasiadł Ben Sokay, a my zaobserwowaliśmy scenariusz, jaki dobrze znamy z domowych spotkań GieKSy. Przewaga gości rozpoczęła się bowiem od kontry broniących osłabienia katowiczan. Mateusz Michalski pognał w kierunku bramki sanoczan, lecz stając oko w oko z Tamminen, zgubił „pod łyżwą” krążek i nie zdołał oddać strzału. Przebieg pierwszej tercji upływał w większości w tercji sanoczan, gdzie podopieczni Jacka Płachty pracowali na zamkniętej defensywie. Goście ograniczali się do pojedynczych ataków zakończonych strzałami, z którymi większych problemów nie miał John Murray. W 20. minucie mistrzowie Polski zdołali dopiąć swoich starań. Wynik spotkania otworzył Olli Issaka, który wykończył dokładnie rozegranie krążka pomiędzy Varttinenema Hitosato.

Druga odsłona spotkania rozpoczęła się na nieco mniejszej intensywności, jednak w dalszym ciągu pod kontrolą mistrzów Polski. Trójkolorowi pozostawali w posiadaniu krążka i w pełni decydowali o przebiegu wydarzeń na lodzie. Sanoczanie próbowali budować zalążek swoich akcji ofensywnych, jednak nie byli w stanie dyskutować z argumentami GieKSy w defensywie. W 31. minucie w pełni zasłużenie gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie za sprawą bramki Hampusa Olssona. Drugie trafienie katowiczan nie zmieniło obrazu spotkania, które pozostawało pod ich pełną kontrolą. Najlepszą okazję do kontaktowego trafienia sanoczanie mieli w 39. minucie. Bezpański krążek w środkowej tercji padł łupem Sami Tamminena, który wyszedł „sam na sam” z Johnym Murrayem jednak kapitan drużyny z Podkarpacia w swoim wykończeniu nie zdołał zaskoczyć reprezentacyjnego golkipera.

Początek wydarzeń trzeciej tercji pozwalał sądzić, że sanoczanie nie składają broni i będą szukać sposobności aby złapać kontakt z gospodarzami. Zagęszczała się atmosfera przed bramką Johna Murraya, jednak goście wciąż nie potrafili bodnąć monolitu obronnego GKS-u. Uporczywość zawodników STS-u zaowocowała w 47. minucie. GieKSa straciła krążek podczas rozegrania w tercji neutralnej. Z gumą na bramkę katowiczan pomknął Szymon Fus i pozwolił swojej drużynie wrócić do meczu. Zdobyta bramka ożywiła poczynania gości, którzy zwietrzyli szansę na odrobienie strat. W 55. minucie na ławkę kar przez sędziów został oddelegowany Hampus Olsson, a 27 sekund później dołączył do niego Grzegorz Pasiut. Przed podopiecznymi Elmo Aittoli pojawiła się zatem perspektywa przeszło 90 sekund gry w podwójnej przewadze. Mistrzowie Polski wybronili się z opresji, a po wyrównaniu formacji przeszli do kontrofensywy. W 57. minucie losy spotkania rozstrzygnął Sam Marklund, który strzałem z bliskiej odległości ustalił wynik spotkania.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga