Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice kontynuuje zwycięską passę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki pokonały na wyjeździe drużynę Pogoń Tczew 3:0 (2:0). Następne spotkanie zespół rozegra już jutro o godzinie 18:00 w ramach 1/32 finału Pucharu Polski. Zmierzymy się na wyjeździe z Czarnymi Sosnowiec. Ze względu na przerwę reprezentacyjną kolejne spotkanie ligowe zostanie rozegrane dopiero 3 listopada na Bukowej z Rekordem Bielsko-Biała. Do kadry na mecze z Rumunią zostały powołane dwie piłkarki GieKSy: Kinga Seweryn i Klaudia Słowińska. Piłkarze najbliższe spotkanie ligowe rozegrają na Bukowej w niedzielę 20 października o 12:15 ze Śląskiem Wrocław.

Siatkarze w zeszłym tygodniu rozegrali dwa spotkania: w pierwszym z nich pokonali VC Barkom Każany Lwów 3:1. W drugim ulegli Resovii 1:3. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się w Szopienicach z LUKiem Lublin. Mecz rozpocznie się 19 października o 20:30.

W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania (oba wygrane): z STS Sanok (3:0) i Unią Oświęcim (3:1). Przed spotkaniem z Unią Patryk Wronka podpisał umowę z GieKSą, która obowiązuje do końca sezonu 2024/25. W tym tygodniu zespół rozegra trzy spotkania. Już dzisiaj (15 października) nasza drużyna zmierzy się w Tychach z GKSem. Z kolei w piątek (18 paźdizernika) w Satelicie przeciwnikiem będzie JKH GKS Jastrzębie. W niedzielę (20 października) hokeiści udadzą się do Torunia na mecz Energą. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00, 18:30 i 17:00.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice kontynuuje zwycięską passe

GKS Katowice z dalekiej podróży wraca z kompletem punktów. Zawodniczki prowadzone przez Karoline Koch pokonały w meczu 9. kolejki Orlen Ekstraligi Pogoń Dekpol Tczew 3:0. Dla przyjezdnych było to dziewiąte ligowe zwycięstwo z rzędu.

Katowiczanki na prowadzenie wyszły w 26. minucie po golu Julii Włodarczyk, która zdobyła swojego pierwszego gola w sezonie. W 35. minucie debiutująca w wyjściowej „11” była zawodniczka zespołu z Tczewa Katarzyna Nowak, podwyższyła wynik meczu i na przerwę przyjezdne schodziły  z dwubramkową przewagą.

W drugiej połowie kibice zgromadzeni na stadionie w Tczewie zobaczyli jednego gola. Na listę strzelczyń wpisała się 25-letnia Klaudia Słowińska.

Wicemistrzynie Polski zanotowały dziewiąte ligowe zwycięstwo z rzędu. Ostatnim zespołem, jaki znalazł sposób na pokonanie Gieksy był Grot SMS Łódź, który 9 czerwca pokonał w meczu 22. kolejki Orlen Ekstraligi GKS 1:0.

 

Znamy powołania na dwumecz z Rumunią!

Nina Patalon powołała zawodniczki na mecze barażowe eliminacji do mistrzostw Europy z Rumunią. Reprezentacja Polski pierwszy mecz zagra 25 października o godzinie 18:00 w Bukareszcie, a mecz rewanżowy odbędzie się 29 października o godzinie 18:00 w Gdańsku.

W kadrze po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczymy Tanje Pawollek, która przez dłuższy czas leczyła kontuzje więzadeł krzyżowych. Po raz pierwszy na zgrupowaniu pojawi się zawodniczka GKS-u Katowice, Klaudia Słowińska.

Powołania otrzymały:

Adriana Achcińska (1.FC Köln, Niemcy), Sylwia Matysik (TSV Bayer 04 Leverkusen, Niemcy), Milena Kokosz (Åsane Fotball Damer, Norwegia), Aleksandra Zaremba (Costa Adeje Tenerife, Hiszpania), Nadia Krezyman (UKS SMS Łódź), Emilia Szymczak (FC Barcelona, Hiszpania), Oliwia Woś (FC Zürich Frauen, Szwajcaria), Wiktoria Zieniewicz (UKS SMS Łódź), Kinga Seweryn (GKS Katowice), Paulina Dudek (Paris Saint-Germain FC, Francja), Natalia Padilla Bidas (1.FC Köln, Niemcy), Dominika Grabowska (TSG 1899 Hoffenheim, Niemcy), Martyna Wiankowska (1.FC Köln, Niemcy), Małgorzata Mesjasz (AC Milan, Włochy), Oliwia Szperkowska (Paris Saint-Germain FC, Francja), Klaudia Jedlińska (Dijon FCO, Francja), Tanja Pawollek (Eintracht Frankfurt, Niemcy), Ewa Pajor (FC Barcelona, Hiszpania), Ewelina Kamczyk (FC Fleury 91, Francja), Klaudia Lefeld (Górnik Łęczna), Klaudia Słowińska (GKS Katowice), Martyna Brodzik (Pogoń Szczecin), Kayla Adamek (Vittsjö GIK, Szwecja), Kinga Szemik (West Ham United FC, Anglia).

 

wkatowicach.eu – Robi wrażenie! Tak wygląda oświetlony Stadion Miejski w Katowicach

Na nowym Stadionie Miejskim w Katowicach trwają przygotowania do ułożenia murawy. Na trybunach pojawiły się już krzesełka, w hali trwają prace wykończeniowe. Piłkarze GKS-u Katowice mają planowo rozegrać tu pierwsze mecze wiosną 2025 roku. W czwartek, 10 października, trwały tam prace przy ustawianiu opraw świetlnych.

W czwartek, 10 października, na Stadionie Miejskim w Katowicach trwały prace przy ustawianiu opraw świetlnych, a także iluminacji obiektu. Przypomnijmy, nowy stadion ma pomieścić blisko 15 tysięcy kibiców. Nowy kompleks sportowy to jednak nie tylko stadion piłkarski. Na ukończeniu jest również hala sportowa.

Nowy stadion miejski w Katowicach ma być gotowy do końca roku. Prace nabierają tempa, a wkrótce na płycie obiektu pojawi się murawa. Obecnie trwają przygotowania do jej układania. Na jakim etapie są prace?

Wykonawca realizuje między innymi wykończenie pod trybunami, ale pracuje także na terenie wokół obiektu, gdzie montowane są wygrodzenia. Ponadto trwają prace porządkowe i przygotowawcze do układania murawy. Podobne prace związane z nawierzchnią będą też prowadzone na boiskach treningowych. Dodatkowo wokół nich instalowane są piłkochwyty – przekazuje Dawid Kwiecień z Katowickiej Agencji Wydawniczej reprezentujący Katowickie Inwestycje.

Przypomnijmy, nowy stadion ma pomieścić blisko 15 tysięcy kibiców. Nowy kompleks sportowy to jednak nie tylko stadion piłkarski. Na finiszu jest też hala sportowa.

Trwają prace wykończeniowe wewnątrz hali, malowanie ścian czy roboty w toaletach. Firmy sprzątające przygotowują też halę, by móc przystąpić w najbliższym czasie do układania parkietu sportowego. Ponadto przed nami montaż oświetlenia – mówi Dawid Kwiecień.

Nowy stadion miejski powstaje przy ulicach Bocheńskiego i Upadowej w Katowicach (Załęska Hałda). Ulica, przy której mieści się stadion, ma zostać przemianowana na „Nową Bukową”.

Piłkarze mają rozegrać na nowym stadionie swoje pierwsze mecze wiosną 2025 roku.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Po wygranej mogą odetchnąć z ulgą

Z wielką ulgą odetchnęli siatkarze GKS-u Katowice. W poniedziałkowe popołudnie zanotowali swoje pierwsze plusligowe zwycięstwo w sezonie i to od razu za trzy punkty,  W pokonanym polu zostawili Barkom-Każany Lwów, który tym samym wciąż po stronie zwycięstw na swoim koncie ma 0. W ekipie z Lwowa z pewnością mają wielkie powody do niepokoju.

W pierwszym secie 7:4 po atakach Jewgienija Kisiliuka oraz dwóch punktowych blokach prowadzili katowiczanie. Obydwie drużyny od samego początku zawiązywały grę środkiem. Joshua Tuaniga równo dystrybuował piłki, włączając każdą opcję do gry. Po asie Kisiliuka gospodarze mieli cztery oczka do przodu (10:6). Lwowianie nie stali bezczynnie, asem popisał się Ilia Kowalow (11:9). Nie mieli jednak sposobu na solidnie dysponowanego Bartosza Gomułkę, który również zapunktował serwisem i kontrą. Lwowianie popełniali proste błędy (16:10). Niemałe trudności ze skończeniem ataków mieli goście, w kontratakach pracował na lewym skrzydle Aymen Bouguerra (21:14). Katowiczanie objęli prowadzenie po zepsutej zagrywce rywali (25:18).

Szybko ocknęli się goście, którzy po błędach GKS-u i asie Marta Tammearu mieli trzypunktową zaliczkę (4:1). Na swoje nominalne obroty na prawym skrzydle zaczął wchodzić Wasyl Tupczij. Gra toczyła się punkt za punkt, nadal trzy oczka do gości tracili katowiczanie. Obydwie drużyny podbijały wiele piłek w obronie. Nawet kiedy gospodarze zbliżyli się na punkt, po kontrze przeciwnika z powrotem tracili trzy punkty (13:10). W moment runęła gra GKS-u niczym domek z kart. Po dwóch autowych atakach i asie Tupczija Barkom był jedną nogą w trzecim secie (18:13). Sprawy w swoje ręce po chwili postanowił wziąć Bartosz Gomułka. Po kontratakach atakującego Ślązacy zbliżyli się na trzy oczka (21:18). To było jednak niewystarczające w obliczu podbijających wiele mocnych uderzeń lwowian (25:21).

Z bojowym nastawieniem w kolejną odsłonę wkroczył Bouguerra. Po trzech uderzeniach Ukraińca GKS wygrywał 5:2. Zbicia Tupczija były niewystarczające wobec funkcjonującego bloku GieKSy. Katowiczanie mieli pięć punktów zaliczki po dwóch asach Gomułki (10:5). Barkom miał trudności z dobiciem się do boiska, kontratak Bougerry zwiększył przewagę do sześciu punktów (13:7). Podopieczni Grzegorza Słabego do obrony dorzucili blok, dwukrotnie nim punktując, zaczęli atakować w aut goście (18:9). Po sam koniec odsłony nic się nie zmieniło. Gospodarze kontrolowali bieg wydarzeń, po zepsutej zagrywce Tammearu zdobyli pierwszy punkty w sezonie (25:15).

Na starcie czwartej partii GieKSa legitymowała się dwupunktową przewagą po błędach rywala (4:2). Przyjezdni stosunkowo szybko wyrównali po bloku na Gomułce (6:6). Gra toczyła się punkt za punkt, zespoły kończyły pierwsze akcje. W obu ekipach dystrybucja rozłożona była równomiernie (13:13). Ekipa ze Śląska zaczęła wstrzymywać rękę w ataku, po kontrze Tammearu Barkom przejął inicjatywę (15:13). Jednak nie na długo. Przerwanie gry przez trenera Słabego okazało się skuteczne. Jego podopieczni zaczęli grać cierpliwiej i wygrywali długie akcje, po dwóch uderzeniach Bouguerry to GKS wygrywał 19:18. Po momencie gry punkt za punkt zatrzymany został Tupczij, asa dołożył Bougerra (23:20). Po autowym ataku Rune Fastelanda pierwszy triumf GKS-u w sezonie stał się faktem (25:22).

MVP: Aymen Bouguerra

GKS Katowice  – Barkom Każany Lwów 3:1 (25:18, 21:25, 25:15, 25:22)

 

Problemy nie przeszkodziły Resovii

Zmagająca się z drobnymi urazami Asseco Resovia Rzeszów wygrała  interesujące spotkanie z GKS-em Katowice 3:1. Szczególnie zacięty był pierwszy set tego meczu rozgrywany na przewagi, lepsi w nim okazali się być goście. W kolejnych trzech partiach górą byli gospodarze i to im przypadł komplet punktów.

W mecz lepiej weszli gospodarze, którzy za sprawą bloku objęli prowadzenie 3:1, ale po asie serwisowym Bartosza Gomułki GKS wrócił do gry. Na zbicia Bartosza Bednorza odpowiadał Aymen Bouguerra. Dopiero dwa błędy gości dały niewielką przewagę Asseco Resovii (15:13), ale szybko została ona roztrwoniona. Oba zespoły punktowały na zagrywce, lecz żaden z nich nie był w stanie wypracować sobie jakiejkolwiek przewagi. Do tego boisko musiał opuścić Paweł Zatorski. Po czapie na Lukasie Vasinie to katowiczanie mieli piłkę setową, ale rzeszowianie doprowadzili do batalii na przewagi. Wydawało się, że po kontrze Stephena Boyera to oni przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale po kiwce Bartłomieja Krulickiego ostatecznie to goście triumfowali w premierowej odsłonie (30:28).

W drugim secie przebudziła się Asseco Resovia, która po zbiciach Vasiny odskoczyła od rywali na 6:3. Dołożyła punkt blokiem, a skuteczne akcje Dawida Wocha i Bednorza powiększały dystans dzielący oba zespoły (12:7). Katowiczanie zaczęli odrabiać straty przy zagrywce Bouguerry, a po bloku na Boyerze wrócili do gry. Wykorzystywali błędy rywali, a sami po kontrze Gomułki zbudowali sobie zaliczkę (18:16). Zniwelował ją as serwisowy Boyera, a po ataku ze środka Karola Kłosa to gospodarze odzyskali inicjatywę (23:21). Ostatecznie po zbiciu Wocha doprowadzili do remisu w całym meczu (25:23).

W trzecią partię lepiej weszli siatkarze GKS-u, którzy po asie serwisowym Bouguerry wypracowali sobie niewielką nadwyżkę (6:4). Na moment zniwelował ją Boyer, ale przez błędy rzeszowianie znowu musieli gonić wynik (11:8). Udanie w tej fazie seta odnaleźli się Bednorz i Vasina, a dzięki ich zbiciom gospodarze wrócili do gry. Oba zespoły psuły sporo serwisów, a po akcjach Bednorza i Gomułki przy remisie weszły w decydującą część seta (19:19). Kluczowe okazały się kontry Vasiny. W końcówce swoje zrobił też wprowadzony na parkiet Klemen Cebulj, a Asseco Resovia triumfowała 25:21.

Od początku czwartej odsłony oba zespoły szły łeb w łeb. Wprawdzie po punktującej zagrywce Vasiny ekipa z Pomorza odskoczyła na 8:6, lecz przez własne błędy pozwoliła przeciwnikom wrócić do gry. GKS nie wykorzystał szansy, a kontry Vasiny i Bednorza spowodowały, że gospodarze zaczęli przybliżać się do zwycięstwa (18:15). To jednak nie był koniec emocji, bo za sprawą Bouguerry przyjezdni wrócili do gry. Kluczowe okazały się dwa bloki rzeszowian, które dały im oddech w końcówce, a Bednorz z Vasiną przypieczętowali ich zwycięstwo (25:23).

Asseco Resovia Rzeszów – GKS Katowice 3:1 (28:30, 25:23, 25:21, 25:23)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa lepsza w Sanoku. „Fryzjer” nie wytrzymał, pięści poszły w ruch!

Po raz szósty w tym sezonie sanoczanie nie potrafili zdobyć ani jednej bramki. Ta sztuka nie udała im się też we wtorkowy wieczór z GKS-em Katowice. Wicemistrzowie zdobyli trzy bramki, ale nerwów na wodzy nie utrzymali gospodarze, którzy w końcówce spotkania wdali się w przepychanki.

Już w 2. minucie spotkania na prowadzenie wyszli katowiczanie.Sprytnym uderzeniem z bliska popisał się Jakub Hofman, który zdobył swojego drugiego gola w tym sezonie. Sanoczanie mogli wyrównać w końcówce tercji, ale świetnej sytuacji nie wykorzystał najpierw Lauri Huhdanpää, a następnie Marek Strzyżowski, który dobijał strzał fińskiego napastnika.

W drugiej tercji ponownie szybko bramkę zdobyli katowiczanie. Gdy na ławce kar siedział Damian Ginda, to już po 14. sekundach szybki zamek założyli GieKSiarze.Spod niebieskiej skutecznie huknął Albin Runesson. Kontaktowego gola powinien zdobyć duet Sienkiewicz – Filipek, ale obaj nie wykorzystali swoich dogodnych sytuacji.

Ostatnie dwadzieścia minut to spokojna gra hokeistów z Katowic, którzy stwarzali sporo sytuacji, ale dopiero pod koniec spotkania wynik podwyższył Christian Mroczkowski.

Sfrustrowani sanoczanie, którzy razili nieskutecznością w kolejnym meczu nie wytrzymali ciśnienia w ostatnich sekundach meczu. Najpierw Marek Strzyżowski starł się z dwoma katowiczanami Andersonem i Chodorem, aby tego ostatniego posłać na lód, gdy interweniowali już sędziowie. Dwie sekundy później przy wznowieniu Bryzgałow chciał zaatakować Pasiuta, lecz ten nie dał się sprowokować.

Na koniec obie drużyny się nie pożegnały ze sobą, gdyż tak zarządzili sędziowie, aby uniknąć eskalacji. A gdy katowiczanie schodzili do szatni, to niektórzy kibice dali upust swojej frustracji rzucając w kierunku przyjezdnych wiele niemiłych epitetów.

 

Wronka zwrócił się do kibiców. „To wielkie zobowiązanie wobec was”

Mianem jednego z głośniejszych powrotów można określić transfer Patryka Wronki do GKS-u Katowice. Podpisując umowę z ekipą wicemistrzów Polski, 29-latek skierował do kibiców GieKSy kilka zdań przywitania.

Patryk Wronka jest doskonale znany katowickim sympatykom hokeja. 29-latek już dwukrotnie reprezentował barwy GKS-u Katowice, a było to wlatach 2017-2019 oraz 2021-2022. Wronka wspólnie z GieKSą sięgnął po trzy medale mistrzostw Polski, czego ukoronowaniem było zdobyte w 2022 roku, po 52-letniej przerwie mistrzostwo Polski. Dynamiczny napastnik był również częścią drużyny, która w 2019 roku zdobyła brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Jako zawodnik GKS-u Wronka legitymuje się imponującą średnią zdobywania punktów. W 167 rozegranych spotkaniach zdobył bowiem 202 „oczka”(69 bramek i 133 asysty).

Przenosiny Patryka Wronki z GKS-u Katowice do Comarch Cracovii w 2022 roku były na ustach wszystkich kibiców. Wieść o tym transferze spolaryzowała środowisko kibicowskie. Utrata czołowego napastnika na rzecz silnie zbrojącego się rywala była dla wielu kibiców gorzką do przełknięcia pigułką. Odnosząc się do decyzji zawodnika każdorazowo podkreślali pobudki finansowe przy wyborze nowego pracodawcy. W opozycji do takich poglądów byli z kolei kibice, którzy wskazywali, że tak wartościowy zawodnik ma pełne prawo przebierać w ofertach i decydować o odpowiedniej gratyfikacji jakości jaką wnosi do gry zespołu.

Dołączając ponownie do GKS-u Katowice Patryk Wronka postanowił za pośrednictwem klubu skierować do kibiców kilka zdań. Zawodnik wskazuje, jak istotnym momentem jego kariery był czas, który spędził w Katowicach. Wronka przypomina również, że podejmowanie trudnych decyzji jest nieodzownym elementem kariery sportowej. Etatowy reprezentant Polski podsumowując swoje oświadczenie podkreśla, że pragnie skupić się na tym, aby pełnym zaangażowaniem oraz ciężką pracą notować kolejne gole i asysty dla GieKSy.

Szanowni Kibice GieKSy!

Mam zaszczyt przekazać Wam, że wracam do Katowic i ponownie będę reprezentował barwy GKS-u. To dla mnie spore wyzwanie, ale także zaszczyt i wielkie zobowiązanie wobec Was – fanów GieKSy.

Życie sportowca wiąże się z ciągłym podejmowaniem trudnych decyzji. Jeszcze niedawno rywalizowałem z GieKSą na lodzie. Teraz zrobię wszystko, aby pomóc jej zwyciężać i godnie reprezentować jej barwy.

Przychodzę do Klubu, który wiele dla mnie znaczy. Sukcesy, jakie odnosiliśmy w Pucharze Kontynentalnym w Belfaście, a także odzyskanie Mistrzostwa Polski dla Katowic po 52 latach, z pewnością na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Wiem też, jak ważną rolę w ich osiąganiu miało płynące z trybun Wasze wsparcie.

Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyły mnie władze Klubu oraz Trener. Teraz skupiam się na tym, by ciężko pracować na treningach, a potem notować kolejne ważne gole i efektowne asysty w koszulce GieKSy. Podejdę do tego zadania z pokorą i pełnym zaangażowaniem.

Do zobaczenia w „Satelicie”!

 

dziennikzachodni.pl – Wicemistrz zagrał z mistrzem Polski. Hit kolejki dla GieKSy. Pierwsza porażka lidera

W piątek 11 października 2024 roku w meczu 11. kolejki Tauron Hokej Ligi GKS Katowice zagrał z Re-Plast Unią Oświęcim. Było to spotkanie wicemistrza z mistrzem Polski z poprzedniego sezonu. Hit przyciągnął tłumy kibiców, którzy szczelnie wypełnili trybuny lodowiska „Satelita” przy Spodku.

Dwa dni przed tym wydarzeniem GieKSa poinformowała, że wszystkie bilety na ten mecz zostały sprzedane. Do Katowic przyjechał niepokonany lider, aby zmierzyć się z trzecim w tabeli GKS-em Katowice.

Przed rozpoczęciem piątkowego meczu uhonorowano minutą ciszy zmarłych niedawno Maksymiliana Lebka i Kordiana Jajszczoka. Tego dnia zrezygnowano też z głośnej muzyki oraz konkursów. Organizatorzy poprosili wszystkich kibiców, aby w pierwszej przerwie power break (około 10. minuty spotkania) pożegnali oklaskami obu zasłużonych hokeistów.

Dzień przed piątkowym meczem GKS ogłosił, że do zespołu wrócił dobrze znany kibicom Patryk Wronka, który rozpoczął ten sezon w Podhalu Nowy Targ. W GKS-ie grał w latach 2017-2019 oraz 2021-2022. Wronka znalazł się w składzie na mecz z Unią.

W 2. kolejce Unia wygrała z GieKSą 4:3. Katowiczanie mieli wielką ochotę na rewanż.

Wynik meczu otworzył Bartosz Fraszko, który przeciął lot krążka i zaskoczył bramkarza Unii Linusa Lundina. Kiedy w 34. minucie na 2:0 po solowej akcji podwyższył Christian Mroczkowski, kibice GKS-u oszaleli ze szczęścia. Ich humory popsuł nieco jednak Krystian Dziubiński, który trafił na 2:1. Unia wykorzystała grę w przewadze – GKS najpierw grał 3 na 5, a gola stracił będąc w składach 4 na 5.

W III tercji trwała niesamowicie zacięta walka. Goście chcieli wyrównać. W końcówce to GieKSa zadała trzeci cios, gdy Bartosz Fraszko wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. W ostatniej minucie Unia zagrała bez bramkarza, ale wynik już się nie zmienił. Katowiczanie pokonali mistrzów Polski, choć przyszło im grać aż 14 minut w osłabieniu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga