Hokej Klub Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice zatrzymany w rajdzie po mistrzostwo!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz zapasów GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Media donoszą o zmianie prezesa Klubu – Krzysztof Nowak zostanie zastąpiony przez Sławomira Witka.
Piłkarki w 19. kolejce rozgrywek Orlen Ekstraligi Kobiet przegrały pierwszy mecz w sezonie – Górnik Łęczna pokonał naszą drużynę 2:0 (1:0). 3 maja o 10:45 nasza drużyna zmierzy się na Bukowej z Pogonią Tczew. Piłkarze przegrali z Legią Warszawa 1:3 (0:2). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie drużyna rozegra 5 maja o 19:00 na wyjeździe z Koroną Kielce.
Klub poinformował o przedłużeniu umowy z libero drużyny siatkarskiej Patrykiem Waloch.
Hokeiści do wspólnych treningów wrócą w ostatnim tygodniu lipca. Podpisano dwuletnie umowy z Jonaszem Hofmanem, Jakubem Hofmanem oraz Błażejem Chodorem.
KLUB
dziennikzachodni.pl – We wtorek dojdzie do zmiany prezesa klubu. Spełnia się scenariusz, który opisaliśmy w DZ
Spełnił się scenariusz, który opisywaliśmy w DZ. We wtorek Krzysztof Nowak przestanie pełnić funkcję prezesa GKS Katowice, a jego miejsce zajmie Sławomir Witek.
Sławomir Witek to wieloletni naczelnik Wydziału Sportu i Edukacji. Ostatnio był także wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej GKS Katowice. Zrezygnował z tej funkcji 23 kwietnia (jego miejsce w RN zajął Tomasz Szpyrka, który w wyborach nie zdołał uzyskać mandatu radnego), co otworzyło drogę do przejęcia roli prezesa klubu. W ten sposób spełnia się scenariusz, który opisywaliśmy w DZ w tekście o politycznym dominie na Bukowej.
Do formalnej zmiany dojdzie dziś. Krzysztof Nowak z kibicami pożegnał się już w sobotę wpisem na Facebooku: „Kochani ruszam w piękną trasę! Z domu rodzinnego na Kielecczyźnie najpierw na mecz uKOCHanych do Łęcznej, potem do Katowic na mecz z Legią i dopiero podróż do do-mu do Skoczowa! Do przejechania 750 kilometrów. Ale to już ostatni taki weekend. Dobrego dnia GIEKSIARZE! Po marzenia! Cała GIEKSA razem!”.
Ustępujący prezes rządził GKS-em od sierpnia 2023, wcześniej zarządzał AZS-em AWF-em Katowice, gdzie jest także prorektorem ds. sportu . Za jego kadencji medale zdobywali hokeiści i piłkarki, a piłkarze wywalczyli oczekiwany od 19 lat awans do Ekstraklasy i przeprowadzili się na nowy stadion. Jedynie siatkarze w trwającym obecnie sezonie spadli z PlusLigi.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice zatrzymany w rajdzie po mistrzostwo!
Dzisiejsza data mogła na stałe zapisać się w historii GKS-u Katowice, to dzisiaj katowiczanki mogły zapewnić sobie Mistrzostwo Polski w sezonie 2024/2025, byłby to drugi tytuł w historii klubu.
Jako pierwsze celny strzał na bramkę oddały gościnie z Katowic, w 5. minucie gry soczyste uderzenie na bramkę Piątek oddała Kozak, uderzając lewą nogą sprzed linii pola karnego. Dwie minuty później niebezpiecznie atakowały łęcznianki, w polu karnym znalazła się Klaudia Lefeld, świetnie interweniowała jednak Jagoda Cyraniak, zażegnując niebezpieczeństwo. Pierwszy kwadrans spotkania upłynął w dość spokojnym tempie, żaden z zespołów szczególnie nie podkręcał tempa. W 20. minucie spotkania dwukrotnie z narożnika boiska piłkę dostarczała Klaudia Lefeld, dwukrotnie nie były to jednak dośrodkowania, które mogłyby zakończyć się strzałem na bramkę Kingi Seweryn. W 24. minucie meczu ponownie na uderzenie z dystansu zdecydowała się Kinga Kozak, tym razem piłka minęła bramkę Piątek. W 26. minucie gry świetną, zespołową akcję przeprowadziły łęcznianki, akcja bardzo płynna, wielopodaniowa, zabrakło jedynie celnego ostatniego podania od Lefeld. Wszystko ułożyło się po myśli gospodyń kilkanaście sekund później, kiedy to doskonale w pole karne dośrodkowała Katja Skupień, wślizgiem spod końcowej linii wzdłuż bramki piłkę zagrała Tomasiak, w polu bramkowym idealnie znalazła się Piętakiewicz. Najskuteczniejsza zawodniczka Górnika strzałem głową z najbliższej odległości umieściła piłkę w siatce, Łęczna na prowadzeniu! Katowiczanki mogły błyskawicznie odpowiedzieć, zabrakło jednak odrobiny szczęścia w sytuacji pod bramką Natalii Piątek po rzucie rożnym. W 33. minucie gry genialnym prostopadłym podaniem Kozak obsłużyła Vuskane, świetnie po raz kolejny interweniowała Piątek, odważnie wychodząc do przodu i zatrzymując strzał Łotyszki. Dwie minuty później kolejną dobrą okazję miały katowiczanki, świetnie, ofiarnie interweniowała Kazanowska, wślizgiem zatrzymując strzał rywalki, będącej już w obrębie „szesnastki”. W 38. minucie Milena Kaznowska dobrze dośrodkowała z rzutu rożnego, akcja przyniosła jednak zaledwie analogiczny stały fragment gry po przeciwnej stronie boiska. Bardzo aktywna była Kinga Kozak, jej postawa zasługiwała na szczególne wyróżnienie. To po jej kolejnej akcji GKS miał rzut rożny w 40. minucie gry, zakończony bardzo niebezpiecznym dośrodkowaniem. Kolejny stały fragment gry zakończony został uderzeniem głową Julii Słowińskiej, zabrakło jednak precyzji przy uderzeniu i piłka minęła bramkę Piątek. W 45. minucie meczu doskonałe podanie z głębi pola wyprowadziło na czystą pozycję strzelecką Julię Piętakiewicz. Zawodniczka z Łęcznej świetnie złożyła się do strzału, świetnie strzeliła na bramkę, jeszcze lepiej interweniowała jednak Kinga Seweryn. To mogło być idealne zamknięcie pierwszej części spotkania dla GKS-u!
Drugą część spotkania oba zespoły rozpoczęły bez zmian w wyjściowych ustawieniach. Pierwszą dobrą ofensywną akcję przeprowadziły gospodynie, dośrodkowanie Piętakiewicz na rzut rożny wybiła Hajduk. Dośrodkowanie po rzucie rożnym sfinalizowane zostało strzałem na bramkę Seweryn, był to jednak strzał niecelny. Chwilę później w dobrej sytuacji w polu karnym rywalek znalazły się katowiczanki, dobrze w asekuracji zachowała się jednak Kłoda, wybijając piłkę poza linię końcową. W 59. minucie spotkania dobrą pozycję strzelecką przygotowała sobie Klaudia Słowińska, jej mocne uderzenie zza pola karnego trafiło jednak wprost w ręce Natalii Piątek. W 69. minucie meczu w drybling w polu karnym rywalek weszła Katja Skupień, akcję przerwały defensorki GKS-u. Sędzia z Białegostoku Ewelina Fiodorczuk-Sipko oceniła, że Skupień próbowała wymusić „jedenastkę”, za co udzieliła jej napomnienia. W 71. minucie gry bliskie doprowadzenia do wyrównania były katowiczanki, błąd popełniła Kazanowska, świetnie w asekuracji spisała się Piątek zatrzymując uderzenie Kingi Kozak. W 73. minucie meczu po raz kolejny w polu karnym przeciwniczek zagościła Katja Skupień, jej uderzenie zostało jednak zablokowane wślizgiem przez jedną z obrończyń GKS-u. W odpowiedzi Słowińska znalazła się w doskonałej sytuacji strzeleckiej, w ostatniej chwili jej uderzenie zablokowała Kazanowska, tylko rzut rożny dla GKS-u! Do końca regulaminowego czasu gry pozostawało już zaledwie trzynaście minut, katowiczanki spieszyły się coraz bardziej, Łęczna z kolei grała niesamowicie mądrze i skutecznie. W 80. minucie meczu do samego końca o piłkę walczyła Paulina Tomasiak, naciskające interweniującą Jagodę Cyraniak. Była zawodniczka Górnika Łęczna, zbyt lekko zagrywała do swojej golkiperki, co bez skrupułów wykorzystała Tomasiak, uprzedziła Kingę Seweryn i strzałem do pustej bramki wyprowadziła swój zespół na dwubramkowe prowadzenie! Do końca spotkania pozostawało zaledwie kilka minut i wszystko wskazywało na to, że pierwszą porażkę w sezonie, pierwszą stratę punktów zanotują katowiczanki. Ewelina Fiodorczuk-Sipko przedłużyła spotkanie o siedem minut. W czwartej minucie dodatkowego czasu gry ciekawie rzut wolny rozegrały łęcznianki, soczyste uderzenie Lefeld zostało jednak zablokowane. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie, choć kolejną dobrą okazję miała Kinga Kozak. Po raz kolejny dzisiejszego dnia genialnie interweniowała Natalia Piątek! GKS Górnik Łęczna w pełni zasłużenie zwyciężył w dzisiejszym pojedynku, zespół prowadzony przez Artura Bożyka zagrał bardzo dobrze w przekroju całego meczu, bardzo mądrze, odpowiedzialnie i skutecznie.
Dzisiejsza porażka zespołu prowadzonego przez Karolinę Koch sprawia, że z oficjalnym ogłoszeniem zdobycia Mistrzostwa Polski trzeba jeszcze poczekać, co najmniej do jutrzejszego spotkania KKS Czarnych Antrans Sosnowiec z MKS Pogonią Szczecin. Zwycięstwo Pogoni da tytuł mistrzowski katowiczankom, zwycięstwo Czarnych przedłużą walkę o prymat w Orlen Ekstralidze.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice stawia na kontynuację. Kolejny kontrakt przedłużony
Trwa przebudowa GKS-u Katowice. Patryk Waloch jest już siódmym zawodnikiem, który przedłużył współpracę ze spadkowiczem z PlusLigi – o czym klub poinformował na swojej stronie internetowej. Dla doświadczonego libero będzie to drugi sezon spędzony w górnośląskim zespole.
Po spadku z PlusLigi GKS Katowice postawił na stabilizację. Najpierw przedłużył współpracę z trenerem – Emilem Siewiorkiem a następnie nie dokonał rewolucji w składzie. Wprawdzie z zespołem pożegnało się kilku kluczowych zawodników, ale okazało się, że spore grono zawodników będzie nadal grało w barwach GKS-u. Należą do nich: Piotr Fenoszyn (rozgrywający), Damian Domagała (atakujący), Krzysztof Gibek (przyjmujący), a także środkowi – Bartłomiej Krulicki i Damian Hudzik. Do tego grona ostatnio dołączył Maciej Wóz. W środę klub przekazał, że będzie nadal współpracował również z Patrykiem Walochem.
Patryk Waloch do GKS-u Katowice trafił w połowie kończącego się sezonu, zastępując w drużynie Dawida Ogórka. W barwach górnośląskiego zespołu zadebiutował w PlusLidze, pojawiając się na parkiecie w 4 spotkaniach. Wcześniej z KS-em Rudziniec wywalczył awans do I ligi, ale na skutek problemów finansowo-organizacyjnych beniaminek nie został dopuszczony do gry w sezonie 2024/2025. Waloch dał się również poznać z gry w KPS-ie Siedlce, a także w Kęczaninie Kęty czy Hutniku Kraków.
– Patryk pojawił się awaryjnie w naszym zespole pod koniec ubiegłego roku i doskonale zrealizował swoje zadanie. Jego zaangażowanie, pomoc, ale i poziom sportowy były na tyle wysokie, że bardzo szybko postanowiliśmy przedłużyć z nim współpracę. Liczymy, że będzie ważną częścią zespołu, jeśli chodzi o grę w przyjęciu i obronie – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice, Jakub Bochenek.
HOKEJ
hokej.net – Pierwsze decyzje w Katowicach. Trzech młodych zostaje!
Hokeiści GKS-u Katowice zakończyli rozgrywki ze srebrnymi medalami. Przed ekipą GieKSy nowe wyzwania.
Wiadomo, że trenerem ekipy z alei Korfantego pozostanie Jacek Płachta, którego umowa obowiązuje do końca sezonu 2026/27.
Ważne kontrakty z klubem mają też obrońca Kacper Maciaś oraz napastnik Brandon Magee. Ale to nie koniec.
– Miło nam także poinformować, że GKS Katowice uzgodnił warunki nowych dwuletnich kontraktów z Jonaszem Hofmanem, Jakubem Hofmanem oraz Błażejem Chodorem – taką informację zamieściło dziś w swoich mediach społecznościowych szefostwo wicemistrzów Polski.
Działacze GieKSy budują już zespół na kolejny sezon. Wiadomo, że etap przygotowań rozpocznie się od treningów indywidualnych, zgodnie z rozpiskami przygotowanymi przez sztab szkoleniowy. Start wspólnych treningów zaplanowany jest na ostatni tydzień lipca.
– Myślę, że w budowaniu drużyny na kolejny sezon będziemy kierowali się tym samym, co sprawdzało się w poprzednich latach – podkreśliłRoch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Felietony Piłka nożna
Oczko po oczku utkana sieć
Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!
Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.
No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…
Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.
Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.
Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.
Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.
Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.
No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.
Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.
Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.
Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.
Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.
Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.
Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.
I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.
Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.


Najnowsze komentarze