Hokej Klub Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice zatrzymany w rajdzie po mistrzostwo!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz zapasów GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Media donoszą o zmianie prezesa Klubu – Krzysztof Nowak zostanie zastąpiony przez Sławomira Witka.
Piłkarki w 19. kolejce rozgrywek Orlen Ekstraligi Kobiet przegrały pierwszy mecz w sezonie – Górnik Łęczna pokonał naszą drużynę 2:0 (1:0). 3 maja o 10:45 nasza drużyna zmierzy się na Bukowej z Pogonią Tczew. Piłkarze przegrali z Legią Warszawa 1:3 (0:2). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie drużyna rozegra 5 maja o 19:00 na wyjeździe z Koroną Kielce.
Klub poinformował o przedłużeniu umowy z libero drużyny siatkarskiej Patrykiem Waloch.
Hokeiści do wspólnych treningów wrócą w ostatnim tygodniu lipca. Podpisano dwuletnie umowy z Jonaszem Hofmanem, Jakubem Hofmanem oraz Błażejem Chodorem.
KLUB
dziennikzachodni.pl – We wtorek dojdzie do zmiany prezesa klubu. Spełnia się scenariusz, który opisaliśmy w DZ
Spełnił się scenariusz, który opisywaliśmy w DZ. We wtorek Krzysztof Nowak przestanie pełnić funkcję prezesa GKS Katowice, a jego miejsce zajmie Sławomir Witek.
Sławomir Witek to wieloletni naczelnik Wydziału Sportu i Edukacji. Ostatnio był także wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej GKS Katowice. Zrezygnował z tej funkcji 23 kwietnia (jego miejsce w RN zajął Tomasz Szpyrka, który w wyborach nie zdołał uzyskać mandatu radnego), co otworzyło drogę do przejęcia roli prezesa klubu. W ten sposób spełnia się scenariusz, który opisywaliśmy w DZ w tekście o politycznym dominie na Bukowej.
Do formalnej zmiany dojdzie dziś. Krzysztof Nowak z kibicami pożegnał się już w sobotę wpisem na Facebooku: „Kochani ruszam w piękną trasę! Z domu rodzinnego na Kielecczyźnie najpierw na mecz uKOCHanych do Łęcznej, potem do Katowic na mecz z Legią i dopiero podróż do do-mu do Skoczowa! Do przejechania 750 kilometrów. Ale to już ostatni taki weekend. Dobrego dnia GIEKSIARZE! Po marzenia! Cała GIEKSA razem!”.
Ustępujący prezes rządził GKS-em od sierpnia 2023, wcześniej zarządzał AZS-em AWF-em Katowice, gdzie jest także prorektorem ds. sportu . Za jego kadencji medale zdobywali hokeiści i piłkarki, a piłkarze wywalczyli oczekiwany od 19 lat awans do Ekstraklasy i przeprowadzili się na nowy stadion. Jedynie siatkarze w trwającym obecnie sezonie spadli z PlusLigi.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice zatrzymany w rajdzie po mistrzostwo!
Dzisiejsza data mogła na stałe zapisać się w historii GKS-u Katowice, to dzisiaj katowiczanki mogły zapewnić sobie Mistrzostwo Polski w sezonie 2024/2025, byłby to drugi tytuł w historii klubu.
Jako pierwsze celny strzał na bramkę oddały gościnie z Katowic, w 5. minucie gry soczyste uderzenie na bramkę Piątek oddała Kozak, uderzając lewą nogą sprzed linii pola karnego. Dwie minuty później niebezpiecznie atakowały łęcznianki, w polu karnym znalazła się Klaudia Lefeld, świetnie interweniowała jednak Jagoda Cyraniak, zażegnując niebezpieczeństwo. Pierwszy kwadrans spotkania upłynął w dość spokojnym tempie, żaden z zespołów szczególnie nie podkręcał tempa. W 20. minucie spotkania dwukrotnie z narożnika boiska piłkę dostarczała Klaudia Lefeld, dwukrotnie nie były to jednak dośrodkowania, które mogłyby zakończyć się strzałem na bramkę Kingi Seweryn. W 24. minucie meczu ponownie na uderzenie z dystansu zdecydowała się Kinga Kozak, tym razem piłka minęła bramkę Piątek. W 26. minucie gry świetną, zespołową akcję przeprowadziły łęcznianki, akcja bardzo płynna, wielopodaniowa, zabrakło jedynie celnego ostatniego podania od Lefeld. Wszystko ułożyło się po myśli gospodyń kilkanaście sekund później, kiedy to doskonale w pole karne dośrodkowała Katja Skupień, wślizgiem spod końcowej linii wzdłuż bramki piłkę zagrała Tomasiak, w polu bramkowym idealnie znalazła się Piętakiewicz. Najskuteczniejsza zawodniczka Górnika strzałem głową z najbliższej odległości umieściła piłkę w siatce, Łęczna na prowadzeniu! Katowiczanki mogły błyskawicznie odpowiedzieć, zabrakło jednak odrobiny szczęścia w sytuacji pod bramką Natalii Piątek po rzucie rożnym. W 33. minucie gry genialnym prostopadłym podaniem Kozak obsłużyła Vuskane, świetnie po raz kolejny interweniowała Piątek, odważnie wychodząc do przodu i zatrzymując strzał Łotyszki. Dwie minuty później kolejną dobrą okazję miały katowiczanki, świetnie, ofiarnie interweniowała Kazanowska, wślizgiem zatrzymując strzał rywalki, będącej już w obrębie „szesnastki”. W 38. minucie Milena Kaznowska dobrze dośrodkowała z rzutu rożnego, akcja przyniosła jednak zaledwie analogiczny stały fragment gry po przeciwnej stronie boiska. Bardzo aktywna była Kinga Kozak, jej postawa zasługiwała na szczególne wyróżnienie. To po jej kolejnej akcji GKS miał rzut rożny w 40. minucie gry, zakończony bardzo niebezpiecznym dośrodkowaniem. Kolejny stały fragment gry zakończony został uderzeniem głową Julii Słowińskiej, zabrakło jednak precyzji przy uderzeniu i piłka minęła bramkę Piątek. W 45. minucie meczu doskonałe podanie z głębi pola wyprowadziło na czystą pozycję strzelecką Julię Piętakiewicz. Zawodniczka z Łęcznej świetnie złożyła się do strzału, świetnie strzeliła na bramkę, jeszcze lepiej interweniowała jednak Kinga Seweryn. To mogło być idealne zamknięcie pierwszej części spotkania dla GKS-u!
Drugą część spotkania oba zespoły rozpoczęły bez zmian w wyjściowych ustawieniach. Pierwszą dobrą ofensywną akcję przeprowadziły gospodynie, dośrodkowanie Piętakiewicz na rzut rożny wybiła Hajduk. Dośrodkowanie po rzucie rożnym sfinalizowane zostało strzałem na bramkę Seweryn, był to jednak strzał niecelny. Chwilę później w dobrej sytuacji w polu karnym rywalek znalazły się katowiczanki, dobrze w asekuracji zachowała się jednak Kłoda, wybijając piłkę poza linię końcową. W 59. minucie spotkania dobrą pozycję strzelecką przygotowała sobie Klaudia Słowińska, jej mocne uderzenie zza pola karnego trafiło jednak wprost w ręce Natalii Piątek. W 69. minucie meczu w drybling w polu karnym rywalek weszła Katja Skupień, akcję przerwały defensorki GKS-u. Sędzia z Białegostoku Ewelina Fiodorczuk-Sipko oceniła, że Skupień próbowała wymusić „jedenastkę”, za co udzieliła jej napomnienia. W 71. minucie gry bliskie doprowadzenia do wyrównania były katowiczanki, błąd popełniła Kazanowska, świetnie w asekuracji spisała się Piątek zatrzymując uderzenie Kingi Kozak. W 73. minucie meczu po raz kolejny w polu karnym przeciwniczek zagościła Katja Skupień, jej uderzenie zostało jednak zablokowane wślizgiem przez jedną z obrończyń GKS-u. W odpowiedzi Słowińska znalazła się w doskonałej sytuacji strzeleckiej, w ostatniej chwili jej uderzenie zablokowała Kazanowska, tylko rzut rożny dla GKS-u! Do końca regulaminowego czasu gry pozostawało już zaledwie trzynaście minut, katowiczanki spieszyły się coraz bardziej, Łęczna z kolei grała niesamowicie mądrze i skutecznie. W 80. minucie meczu do samego końca o piłkę walczyła Paulina Tomasiak, naciskające interweniującą Jagodę Cyraniak. Była zawodniczka Górnika Łęczna, zbyt lekko zagrywała do swojej golkiperki, co bez skrupułów wykorzystała Tomasiak, uprzedziła Kingę Seweryn i strzałem do pustej bramki wyprowadziła swój zespół na dwubramkowe prowadzenie! Do końca spotkania pozostawało zaledwie kilka minut i wszystko wskazywało na to, że pierwszą porażkę w sezonie, pierwszą stratę punktów zanotują katowiczanki. Ewelina Fiodorczuk-Sipko przedłużyła spotkanie o siedem minut. W czwartej minucie dodatkowego czasu gry ciekawie rzut wolny rozegrały łęcznianki, soczyste uderzenie Lefeld zostało jednak zablokowane. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie, choć kolejną dobrą okazję miała Kinga Kozak. Po raz kolejny dzisiejszego dnia genialnie interweniowała Natalia Piątek! GKS Górnik Łęczna w pełni zasłużenie zwyciężył w dzisiejszym pojedynku, zespół prowadzony przez Artura Bożyka zagrał bardzo dobrze w przekroju całego meczu, bardzo mądrze, odpowiedzialnie i skutecznie.
Dzisiejsza porażka zespołu prowadzonego przez Karolinę Koch sprawia, że z oficjalnym ogłoszeniem zdobycia Mistrzostwa Polski trzeba jeszcze poczekać, co najmniej do jutrzejszego spotkania KKS Czarnych Antrans Sosnowiec z MKS Pogonią Szczecin. Zwycięstwo Pogoni da tytuł mistrzowski katowiczankom, zwycięstwo Czarnych przedłużą walkę o prymat w Orlen Ekstralidze.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice stawia na kontynuację. Kolejny kontrakt przedłużony
Trwa przebudowa GKS-u Katowice. Patryk Waloch jest już siódmym zawodnikiem, który przedłużył współpracę ze spadkowiczem z PlusLigi – o czym klub poinformował na swojej stronie internetowej. Dla doświadczonego libero będzie to drugi sezon spędzony w górnośląskim zespole.
Po spadku z PlusLigi GKS Katowice postawił na stabilizację. Najpierw przedłużył współpracę z trenerem – Emilem Siewiorkiem a następnie nie dokonał rewolucji w składzie. Wprawdzie z zespołem pożegnało się kilku kluczowych zawodników, ale okazało się, że spore grono zawodników będzie nadal grało w barwach GKS-u. Należą do nich: Piotr Fenoszyn (rozgrywający), Damian Domagała (atakujący), Krzysztof Gibek (przyjmujący), a także środkowi – Bartłomiej Krulicki i Damian Hudzik. Do tego grona ostatnio dołączył Maciej Wóz. W środę klub przekazał, że będzie nadal współpracował również z Patrykiem Walochem.
Patryk Waloch do GKS-u Katowice trafił w połowie kończącego się sezonu, zastępując w drużynie Dawida Ogórka. W barwach górnośląskiego zespołu zadebiutował w PlusLidze, pojawiając się na parkiecie w 4 spotkaniach. Wcześniej z KS-em Rudziniec wywalczył awans do I ligi, ale na skutek problemów finansowo-organizacyjnych beniaminek nie został dopuszczony do gry w sezonie 2024/2025. Waloch dał się również poznać z gry w KPS-ie Siedlce, a także w Kęczaninie Kęty czy Hutniku Kraków.
– Patryk pojawił się awaryjnie w naszym zespole pod koniec ubiegłego roku i doskonale zrealizował swoje zadanie. Jego zaangażowanie, pomoc, ale i poziom sportowy były na tyle wysokie, że bardzo szybko postanowiliśmy przedłużyć z nim współpracę. Liczymy, że będzie ważną częścią zespołu, jeśli chodzi o grę w przyjęciu i obronie – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice, Jakub Bochenek.
HOKEJ
hokej.net – Pierwsze decyzje w Katowicach. Trzech młodych zostaje!
Hokeiści GKS-u Katowice zakończyli rozgrywki ze srebrnymi medalami. Przed ekipą GieKSy nowe wyzwania.
Wiadomo, że trenerem ekipy z alei Korfantego pozostanie Jacek Płachta, którego umowa obowiązuje do końca sezonu 2026/27.
Ważne kontrakty z klubem mają też obrońca Kacper Maciaś oraz napastnik Brandon Magee. Ale to nie koniec.
– Miło nam także poinformować, że GKS Katowice uzgodnił warunki nowych dwuletnich kontraktów z Jonaszem Hofmanem, Jakubem Hofmanem oraz Błażejem Chodorem – taką informację zamieściło dziś w swoich mediach społecznościowych szefostwo wicemistrzów Polski.
Działacze GieKSy budują już zespół na kolejny sezon. Wiadomo, że etap przygotowań rozpocznie się od treningów indywidualnych, zgodnie z rozpiskami przygotowanymi przez sztab szkoleniowy. Start wspólnych treningów zaplanowany jest na ostatni tydzień lipca.
– Myślę, że w budowaniu drużyny na kolejny sezon będziemy kierowali się tym samym, co sprawdzało się w poprzednich latach – podkreśliłRoch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.


Najnowsze komentarze