Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GKS wykorzystał dołek Warty, zagrał bardzo dobrze i wygrał
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Przygotowująca się do rundy rewanżowej drużyna kobiet, rozegrała w środę sparing z Rekordem Bielsko-Biała, wygrywając 6:0 (0:0). W następnym test-meczu w sobotę zespół pokonał Śląsk Wrocław 5:3 (3:3). Drużyna męska, w zakończonym zgrupowaniu w Turcji rozegrała dwa sparingi, wygrywając z Metalistem Charków 1:0 (1:0), po golu Jakuba Araka oraz remisując z duńskim Vendsyssel FF 0:0.
Siatkarzom w minionym tygodniu wygrali z Aluron CMC Wartą Zawiercie 3:0. Kolejne spotkanie drużyna rozegra szóstego lutego z Cuprum Lubin. Z drużyną rozstał się Tomas Rousseaux, kontrakt rozwiązano za porozumieniem stron.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania, w których GieKSa raz wygrała i raz przegrała. W pierwszym spotkaniu zespół przegrał z Cracovią 1:4 i w niedzielę wygrał z GKS-em Tychy 4:1. W rozpoczętym tygodniu drużyna zagra (we wtorek, u siebie) z JKH GKS-em Jastrzębie oraz w piątek (wyjazd) z Ciarko STS Sanok. Najprawdopodobniej do drużyny dołączy Robert Mrugała z Podhala Nowy Targ.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Do przerwy 0:0, po niej już pogrom. Liderki ekstraligi rozbiły wiceliderki i ligi
W rozegranym w środę, 25 stycznia meczu sparingowym GKS Katowice rozbił Rekord Bielsko-Biała aż 6:0. Hat-trickiem w tym pojedynku popisała się Amelia Bińkowska.
Początek starcia rozgrywanego na boisku Ośrodka Sportowego Kolejarz w Katowicach wcale nie zwiastował pogromu. Podopieczne Karoliny Koch miały przewagę, której jednak nie potrafiły potwierdzić otwierającym trafieniem. Worek z bramkami rozwiązał się dopiero po przerwie.
Jako pierwsza do siatki trafiła w tym pojedynku Amelia Bińkowska. Najlepsza strzelczyni “GieKSy” w tym sezonie z bramki cieszyła się w 52. minucie po dograniu Klaudii Maciążki. Nie minęło wiele czasu, a 20-letnia napastniczka pokonała Natalię Majewską po raz drugi, tym razem po rzucie rożnym. W 63. minucie GKS świętował następne trafienie. Katowiczankom pomogła jedna z rywalek, która pokonała własną bramkarkę. Hat-tricka Amelia Bińkowska skompletowała dziesięć minut później.
W końcówce spotkania liderki Orlen Ekstraligi nie miały zamiaru zmniejszać tempa gry, czego dowodem były kolejne dwa trafienia. W 80. minucie z bramki cieszyła się Joanna Olszewska, natomiast końcowy rezultat na 6:0 ustaliła pięć minut później Patrycja Kozarzewska.
Był to drugi tegoroczny sparing GKS-u Katowice. W pierwszym piłkarki Karoliny Koch zremisowały 1:1 z czeskim 1. FC Slovácko. Wiceliderki I ligi natomiast właśnie wczorajszym starciem kontrolnym rozpoczęły tegoroczną rywalizację. Obie te drużyny kolejne sparingi rozegrają już w najbliższą sobotę, 28 stycznia. Katowiczanki zagrają ze Śląskiem Wrocław, a “biało-zielone” zmierzą się z AZS UJ Kraków.
– Trzy „prezenty”, trzy gole stracone w krótkim odstępie czasu, wystarczyły aby cała gra się posypała. Mecz uwypuklił nasze błędy w grze obronnej i braki jakościowe. Ale nie ma tego złego…. Wyciągniemy wnioski z tej surowej lekcji. – powiedział po wczorajszym spotkaniu trener bielszczanek Mateusz Żebrowski cytowany przez oficjalną stronę klubu.
slaskwroclaw.pl – Lider lepszy od WKS-u
Za piłkarkami Śląska Wrocław kolejny trudny mecz sparingowy. Podopieczne Piotra Jagieły mierzyły się z aktualnym liderem Orlen Ekstraligi, GKS-em Katowice i choć był to tylko sparing, to mecz był wyrównany i nie brakowało w nim efektownych akcji i bramek. Ostatecznie wrocławianki musiały uznać wyższość mistrzyń jesieni, przegrywając 3:5.
Kolejny test wrocławianek w tym okresie przygotowawczym był małą okazją do rewanżu za porażkę w meczu ligowym z GKS-em. Katowiczanki w listopadzie wywiozły ze stolicy Dolnego Śląska pełną pulę i teraz też znakomicie zaczęły mecz, bo już po pięciu minutach prowadziły 2:0.
Odpowiedź WKS-u była natychmiastowa i dość… niecodzienna. Joanna Wróblewska strzeliła bowiem gola bezpośrednio z rzutu rożnego! Wrocławianki wyrównały za sprawą Karoliny Ostrowskiej, ale kilka chwil później Gieksa znów objęła prowadzenie. Jeszcze w pierwszej połowie Śląsk raz jeszcze doprowadził do remisu, a na listę strzelczyń wpisała się Karolina Ostrowska.
W drugiej połowie zarysowała się przewaga przyjezdnych, co miało przełożenie na kolejne bramki. Ostatecznie katowiczanki po strzeleckim spektaklu wygrały na Kłokoczycach 5:3.
sportdziennik.com – Wygrana z Metalistem
W tureckim Side, czyli 60 km od Lary, gdzie przebywa od ponad tygodnia na zgrupowaniu, GieKSa pokonała w środę Metalist Charków, czyli 11. drużynę ukraińskiej ekstraklasy.
Jedyny gol padł w 17 minucie. Mateusz Marzec uruchomił Grzegorza Rogalę, ten wygrał pojedynek na lewej flance i płasko dośrodkował, a do siatki piłkę wpakował Jakub Arak. Na „kołyskę” katowiczanie poczekają do ligi, a należeć się będzie Arkadiuszowi Jędrychowi. Kapitanowi katowickiej drużyny w poniedziałek urodziła się córeczka Ada, dlatego tego dnia na kolację wjechał tort i odśpiewano „sto lat”. Jutro katowiczanie mają w planach spotkanie z Vendsyssel FF, 4. zespołem zaplecza duńskiej ekstraklasy.
Skandal w Turcji. Sparing GieKSy był ustawiony?!
Już w 55. minucie decyzją obu drużyn zakończył się piątkowy sparing GKS-u z duńskim Vendsyssel FF (0:0), rozgrywany w Turcji, gdzie katowiczanie przebywają na zgrupowaniu. Sędziowanie było skandaliczne i ukierunkowane na bezbramkowy rezultat.
Czy w ostatnim sparingu GieKSy zaplanowanym na czas zgrupowania w Turcji partycypowała bukmacherska mafia?! Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale są poważne przesłanki, by nie wykluczać takiego scenariusza. W kontekście spotkania rozgrywanego w Kumkoy (12 km od Lary, gdzie stacjonują katowiczanie) plotkowało się, że pewnej grupie zainteresowanej nim postronnych osób zależało na bezbramkowym remisie.
„Sędzia kpina. Ustawka 100 procent. Sędzia z brzuchem gwizdał wszystko, co się da, żeby tylko nie padła bramka” – pisał na Twitterze wzburzony Tomasz Włodarek, drugi trener GKS-u.
Sparing, transmitowany przez klub z Bukowej na YouTube, zakończył się już w 55. minucie przy stanie 0:0. Vendsyssel FF – czwarta drużyna zaplecza duńskiej ekstraklasy – zdobyła bramkę po długim zagraniu obrońcy, przejęciu piłki przez napastnika i wykorzystanej sytuacji sam na sam. Defensorzy GieKSy nawet nie protestowali, nie podnosili w odruchu bezwarunkowym rąk, ale turecki sędzia główny – bez uniesionej wcześniej chorągiewki jego asystenta – nie uznał gola z powodu spalonego.
– Po zdobyciu nieuznanej bramki – już drugiej – Duńczycy zdecydowali, że schodzą z boiska. Trudno było ich zawrócić, bo sparing wyglądał momentami naprawdę kuriozalnie – opowiada Robert Góralczyk, dyrektor sportowy pierwszoligowca z Katowic. Któryś z zawodników GieKSy widząc wzburzenie rywali powiedział: „Dajcie im strzelić, niech idą od połowy”, ale gra nie została już wznowiona.
W obozie GieKSy nieoficjalnie opisywano nam, że niemal każda piłka zmierzająca w stronę pola karnego kończyła się spalonym, łącznie odgwizdano ich kilkanaście.
– Od początku mecz obfitował w wiele kontrowersyjnych i wydaje się, że po prostu błędnych decyzji, zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Związane były ze spalonymi, rzutami rożnymi, innymi stałymi fragmentami. Z czego to wynikało, nie będziemy rozstrzygać, ale nie chce się grać w takich meczach. To niedobre chwile piłki – nie kryje dyrektor Góralczyk.
Na nasze pytanie, czy GKS będzie składał oficjalne zawiadomienie do FIFA dotyczące match-fixingu, prosi jeszcze o cierpliwość, bo sprawa jest świeża i wymaga konsultacji.
Skontaktowaliśmy się też z duńskim klubem. Linię Steffensę, panią menedżer ds. komunikacji i marketingu Vendsyssel FF, zapytaliśmy o oficjalne stanowisko, dlaczego drużyna zeszła z boiska przed czasem i czy poinformuje FIFA o tym, co zaszło.
– Przerwaliśmy grę z powodu wyładowań atmosferycznych, grzmotów. Mamy trochę złych doświadczeń z Danii i nie chcieliśmy ryzykować – odpisała „Sportowi” Steffensa, ale choć pogoda tego popołudnia rzeczywiście była odrobinę kapryśna, trudno nam potraktować tę odpowiedź jako coś innego niż typową dla lewicowej Skandynawii polityczną poprawność.
– Nie była to bezpośrednia przyczyna, choć rzeczywiście przyszła wichura – nawiązuje do pogody Robert Góralczyk, a wracając do wydarzeń sparingowych dodaje: – Ta sytuacja to wielki policzek również dla organizatorów (zgrupowania i sparingów GieKSy – dop. red.). Nie przynosi im to chwały. Wiadomo, że nikt nie chce brać udziału w meczach tak źle sędziowanych. Wiele stron będzie chciało tę sprawę na przyszłość wyjaśnić. Nie wyobrażam sobie, by miało nam się to jeszcze kiedyś zdarzyć. Po to organizuje się obóz, przylatuje do Turcji, by jak najefektywniej wykorzystać ten czas. Pierwszy sparing (2:0 z Szachtarem Donieck U-19 – dop. red.) sędziowali nam Polacy. Środowy z Metalistem Charków (1:0 – dop. red.) – Turcy i było w porządku. Tym razem wyszło inaczej, a nie tylko ten nasz mecz był pełen kontrowersji. To był niedobry dzień – nie kryje dyrektor GieKSy, która w sobotę wróci do kraju.
Po sąsiedzku w oparach skandalu toczył się bowiem sparing Wisły Kraków z LASK Linz. Mateusz Miga, dziennikarz TVP Sport, nasz były redakcyjny kolega, alarmował na Twitterze, że mecz prawdopodobnie jest ustawiony i ma paść w nim więcej niż 3,5 gola. „Biała gwiazda” prowadziła do przerwy 1:0 po kontrowersyjnym karnym wykorzystanym przez Luisa Fernandeza. Na giełdach zakładów bukmacherskich w Azji stawiano stawki niespotykane jak na tego typu spotkania kontrolne. Jarosław Krzoska, kierownik Wisły, przyznawał, że „to, co robi ten sędzia, to żart”. Wyciągnął z kapelusza jeszcze jednego karnego, na czym tym razem skorzystał trzeci zespół austriackiej Bundesligi, a w końcówce finalizując kontrę sprawił, że rzeczywiście padło więcej niż 3,5 gola.
Krakowski klub wystosował oświadczenie: „Dostrzegając szereg skandalicznych decyzji sędziowskich w meczu Wisły Kraków z LASK Linz, trener Radosław Sobolewski przerwał mecz, zebrał drużynę na murawie po podyktowanym rzucie karnym dla rywala i poprosił o dokończenie jednostki treningowej, a także o zapanowanie nad nerwami. Przeciwnicy także optowali za takim rozwiązaniem. Ufamy, że międzynarodowe instytucje nadzorujące prace arbitrów przyjrzą się temu spotkaniu. Klub przekazał organizatorowi obozu swoje stanowisko w tej sprawie”.
SIATKÓWKA
siatka.org – Tomas Rousseaux rozstał się z GKS-em Katowice
Kontrakt przyjmującego Tomasa Rousseaux z GKS-em Katowice został rozwiązany za porozumieniem stron. Na razie nie wiadomo, gdzie dokończy sezon belgijski przyjmujący.
W sezonie 2022/2023 Tomas Rousseaux wystąpił w 19 spotkaniach ligowych, w których zdobył 167 punktów. Belgijski siatkarz reprezentował barwy katowickiego klubu w sezonach 2018/2019 oraz 2021/2022.
GKS wykorzystał dołek Warty, zagrał bardzo dobrze i wygrał
Siatkarze GKS-u Katowice przerwali długą serię porażek. Ekipa trenera Słabego we własnej hali zmierzyła się z zawiercianami, od początku im się przeciwstawiła i po bardzo dobrej grze wygrała. Katowiczanie zgarnęli w tym starciu komplet punktów i nie stracili seta.
Po krótkiej grze punkt za punkt jako pierwsi na dwa oczka odskoczyli gospodarze (6:4), które powiększyli asem serwisowym Jakuba Jarosza (10:7). Tym samym chwilę później popisał się Gonzalo Quiroga i GKS prowadził już 12:8. Katowiczanie skutecznie atakowali, dobrze ustawiali się w obronie, a problemy z tym mieli gracze z Zawiercia. Pewnie atakował Jakub Szymański czy też Jarosz (17:14), ale w końcu rywalom udało się zmniejszyć straty (16:18). Kontra GKS-u ponownie pozwoliła mu odskoczyć (21:17). Dobre akcje Dawida Dulskiego dały jeszcze nadzieję gościom (22:24) i to właśnie on zakończył długą wymianę (23:24), ale zepsuty serwis zakończył tę część meczu.
Kolejna na początku toczyła się punkt za punkt, dobra gra blokiem Miłosza Zniszczoła pozwoliła zawiercianom prowadzić 8:7. Nie na długo, gdyż szybko udanymi akcjami odpowiedział Szymański oraz Marcin Kania. Kolejna kontra GKS-u dała im trzy oczka zaliczki (12:9). Podopieczni Michała Winiarskiego nie pozwalali jednak zbytnio odskoczyć (14:13). Ponownie dobrze funkcjonował blok gości (17:18) i znów zapowiadała się emocjonująca końcówka. W niej lepiej poradzili sobie siatkarze z Katowic, po przytomniej kiwce Quirogi mieli piłkę setową (24:21). Dwie kontry skończył jeszcze Patryk Łaba (23:24), ale mocny atak Szymańskiego doprowadził tę partię do końca.
Trzecia część meczu zaczęła się po myśli ekipy Grzegorza Słabego, która po asie Quirogi prowadziła 4:2. Sytuację na korzyść swojego zespołu odwróciły zagrywki Łaby (5:4). Minimalną zaliczkę katowiczanie odzyskali po bloku, powiększyła ją kolejna „czapa”, tym razem Sebastiana Adamczyka (10:8). Rozpędzony GKS nie zwalniał (14:11), na skrzydle nie zawodził Szymański i Damian Domagała (18:15). Zawiercianie starali się walczyć, piłkę przechodzącą wykorzystał Michał Szalacha (17:18). To miejscowi byli jednak na fali (21:18), mocne serwisy Domagały przybliżały GKS to końcowego triumfu i przerwania fatalnej serii (23:18). Quiroga dał swojej drużynie piłkę meczową (24:18) i to Argentyńczyk zapewnił katowiczanom pierwszą od końca listopada wygraną.
MVP: Jakub Szymański
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 3:0 (25:23. 25:23, 25:19)
HOKEJ
hokej.net – Cracovia umacnia się na pozycji lidera po wygranej w Katowicach!
GKS Katowice przed własną publicznością musiał uznać wyższość Comarch Cracovii, która dzięki zwycięstwu umocniła się na fotelu lidera i jest coraz bliżej tego, aby zostać najlepszą drużyną fazy zasadniczej.
Sennie rozpoczęło się spotkanie w Katowicach, co przełożyło się na mała ilość stworzonych sytuacji zarówno przez hokeistów GKS-u Katowice, jak i graczy Comarch Cracovii. Dopiero w 9. minucie na lodowisku pojawiły się emocje. Kasperlik zagrywał przed bramkę Johna Murray’a, który chciał schować gumę między parkany, jednak ta wylądowała za jego plecami. Z tego skorzystał Sawicki, umieszczając krążek w siatce, ale sędziowie nie uznali trafienia, ponieważ wcześniej wybrzmiał gwizdek sędziego, który wyraźnie się pośpieszył i od kontrowersji rozpoczęliśmy emocję w „Satelicie”. W 14. minucie na ławce kar wylądował Juraj Šimek i po ośmiu sekundach już mógł udać się w stronę swojego boksu, bo krakowianie wyszli na prowadzenia za sprawąJiříego Guli, który huknął z prawego bulika nie do obrony. Jeszcze przed syreną kończącą pierwszą tercję goście mogli podwyższyć, ale Saku Kinnunen trafił w słupek.
Druga tercja znakomicie rozpoczęła się dla „Pasów”, bo w 24. minucie drugi raz w tej rywalizacji zamienili przewagę liczebną na trafienie. Dokładniej zrobił to Patryk Wronka, który wykorzystał parkany bramkarza GieKSy i odbijając od nich krążek skierował go do bramki. Kolejnego gola krakowianie zdobyli w 33. minucie, którzy wymieniali dużo podań w tercji gospodarzy osłabionych brakiem dwóch zawodników, aż w końcu na strzał po lodzie zdecydował się Saku Kinnunen i krakowianie trzeci raz mogli świętować zdobytego gola. GieKSa zaatakowała mocniej dopiero w końcowych fragmentach i to jej się opłaciło, bo w 39. minucie Mateusz Bepierszcz strzałem z bekhendu zaskoczył Roka Stojanoviča.
Trzecia tercja przypominała pod względem wydarzeń pierwszą, w której oglądaliśmy dużo walki i małą ilość stworzonych sytuacji. Kropkę nad „i” postawił Roman Rác, który zdobył gola do pustej bramki i krakowianie wywieźli z Katowic komplet punktów.
Zwycięska passa tyszan przerwana. Derby Śląska dla GieKSy
Po pięciu wygranych meczach z rzędu zawodnicy GKS-u Tychy zaznali goryczy porażki i ulegli GKS-owi Katowice 1:4. W Derbach Śląska nie obyło się bez licznych kontrowersji i bójek, a dwie bramki dla GieKSy zdobył Grzegorz Pasiut.
Tysko-katowickie konfrontacje mają spory ciężar gatunkowy. Nie brakuje w nich twardych starć, walki o każdy centymetr lodu i okazji bramkowych. W niedzielę nie było inaczej. Oba zespoły stworzyły ciekawe widowisko.
Tyszanie przystąpili do meczu bez chorych Emila Bagina, Jouki Juholi i Kamila Wróbla, z kolei zawieszony na jeden mecz za karę meczu został Filip Komorski.
Trener Jacek Płachta nie mógł skorzystać z usług Hampusa Olssona, który z dorobkiem 15 bramek jest jednym z najskuteczniejszych zawodników GieKSy.
Mecz na dobre się nie zaczął, a na ławkę kar powędrowali Roman Szurc i Joona Monto, którzy nieco pokładali się kijami. Po 114 sekundach gry gospodarze rozwiązali worek z bramkami, a na listę strzelców wpisał się Jean Dupuy.
W pierwszej odsłonie więcej z gry mieli podopieczni Andrieja Sidorienki, ale nie zdołali już powiększyć swojego prowadzenia.
Ten mecz był też rywalizacją dwóch świetnych bramkarzy. Tomáš Fučík i John Murray dobrze strzegli swoich posterunków, ale w drugiej odsłonie więcej pracy miał ten pierwszy i to on dwukrotnie musiał wyciągnąć gumę z siatki. W 28. minucie – po koronkowej akcji pierwszego ataku i uderzeniu Grzegorza Pasiuta – mieliśmy remis. A zaledwie 50 sekund później na listę strzelców wpisał się Matias Lehtonen, który przymierzył spod linii niebieskiej, wykorzystując fakt, iż na tyskim bramkarzu dobrze popracował Marcin Kolusz.
Gospodarze musieli się otworzyć i zagrać odważniej w ofensywie. W 47. minucie Fučík dograł do wychodzącego na czystą pozycję Romana Szturca, ale ten nie zdołał pokonać Johna Murraya.
Chwilę później z kontrą wyszli podopieczni Jacka Płachty zadali trzeci cios i zrobili milowy krok w kierunku zwycięstwa. Tyski golkiper zatrzymał szarżującego Matiasa Lehtonena, ale przy dobitce Macieja Kruczka nie miał już żadnych szans.
W 57. minucie trener Andriej Sidorienko poprosił o czas, a chwilę później poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza i wprowadzeniem do gry dodatkowego napastnika. Nie przyniósł on jednak zamierzonego efektu. Gumę przechwycił Grzegorz Pasiut, który posłał ją do pustej bramki i tym samym ustalił wynik spotkania.
Mrugała o krok od GieKSy. Będą kolejne wypożyczenia?
W poniedziałek do GKS-u Katowice ma dołączyć Robert Mrugała. Doświadczony obrońca TAURON Podhala Nowy Targ zostanie wypożyczony do końca sezonu. Ale to nie wszystko.
Szefostwo ekipy mistrzów Polski chce wzmocnić formację defensywną. Z uwagi na fakt, iż na zagranicznym rynku nie ma praktycznie wolnych obrońców, to postanowiło uzupełnić kadrę na krajowym podwórku.
Zgodnie z naszymi przewidywaniami, ich wybór padł na Roberta Mrugałę, który imponuje dobrymi warunkami fizycznymi (191 cm, 100 kg) i w naszej ekstralidze wystąpił już w ponad 400 spotkaniach. Potrafi grać twardo i ofiarnie, a te cechy są niezwykle istotne w meczach fazy play-off.
Wychowanek „Szarotek” w tym sezonie rozegrał 30 meczów, w których zgromadził 9 punktów za 1 gola i 8 asyst. Na ławce kar spędził 26 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -15.
Przypomnijmy, że GieKSa na podobny ruch zdecydowała się rok temu, gdy wypożyczyła Marcina Kolusza. Ten ruch okazał się niezwykle udany, bo „Kolos” dołożył swoją cegiełkę do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Jak będzie z Mrugałą? Tego dowiemy się najpóźniej na początku kwietnia.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze