Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Gospodarze rozgromili Norwida Częstochowę
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki przed startem rundy wiosennej rozegrały kolejny mecz sparingowy wygrywając ze Spartą Praga 2:1 (2:1). Następny test-mecz piłkarki rozegrają z Górnikiem Łęczna 22 lutego. Drużyna męska w drugim spotkaniu ligowej wiosny wygrała na wyjeździe z Rakowem Częstochowa 2:1 (1:0). Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę 16 lutego o 14:45 na Bukowej zespół zmierzy się z Piastem. Do kadry naszej drużyny dołączył wypożyczony z Rakowa Dawid Drachal.
Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie, wygrane z Norwidem Częstochowa 3:1. Następny mecz drużyna rozegra, na wyjeździe, w najbliższą sobotę o 20:30 z AZS Olsztyn.
W rozpoczętym tygodniu hokeiści rozegrają trzy mecze. W pierwszym zmierzą się na wyjeździe z Cracovią, w środę 12 lutego. W drugim zagrają w Satelicie z Zagłębiem (piątek, 14 lutego) i w trzecim, ponownie na wyjeździe z Energą Toruń (niedziela, 16 lutego). Wszystkie spotkania rozpoczną się o godzinie 18:00. W trakcie spotkania reprezentacji Polski Bartosz Fraszko nabawił się kontuzji. Przerwa w grze potrwa około miesiąca.
PIŁKA NOŻNA
wkatowicach.eu – Nowy młodzieżowiec w składzie GieKSy. Wypożyczony z Rakowa Częstochowa Dawid Drachal zagra w GKS-ie Katowice
Pomocnik o statusie młodzieżowca dołącza do GieKSy na zasadzie wypożyczenia. Dawid Drachal zagra w GKS-ie Katowice. Piłkarz może wystąpić już w czasie meczu z Piastem Gliwice.
Młodzieżowy reprezentant Polski, Dawid Drachal na zasadzie transferu czasowego dołącza do naszego klubu z Rakowa Częstochowa. Umowa z 19-letnim pomocnikiem będzie obowiązywać do końca sezonu 2024/2025.
Nowy piłkarz GieKSy swoją przygodę z piłką rozpoczynał w Broni Radom oraz miejscowym Ajaksie Radom. W 2019 roku trafił do Escoli Varsovia, z którą występował w Centralnej Lidze Juniorów. Przed startem sezonu 2022/2023 podpisał kontrakt z Miedzią Legnica. Swój debiut w Ekstraklasie zanotował 2 października 2022 roku w meczu ze Stalą Mielec, mając wówczas 17 lat. Latem 2023 roku Drachal trafił do Rakowa Częstochowa.
W obecnym sezonie rozegrał 10 meczów w PKO BP Ekstraklasie, zdobywając jedną bramkę oraz notując jedną asystę. Ponadto w swoim CV ma występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski.
Teraz przed Dawidem Drachalem kolejne wyzwanie związane z grą w koszulce GKS-u Katowice. W związku z postanowieniami klubów, zawodnik będzie mógł najwcześniej zadebiutować w GieKSie w meczu z Piastem Gliwice.
onet.pl – Adrian Błąd: Ekstraklasa w Katowicach ma być na wiele lat
Beniaminek z Katowic nie przestaje zachwycać. W sobotę GKS w doskonałym stylu wygrał 2:1 z faworyzowanym Rakowem. Po spotkaniu o atmosferze, przygotowaniach, taktyce, planach na ten sezon, przenosinach na nowy stadion oraz przyjściu Dawida Drachala rozmawialiśmy z Adrianem Błądem, który w GieKSie występuje już prawie osiem lat.
MARIUSZ RAJEK: GKS Katowice ma swoje DNA, które chcecie prezentować w każdym meczu? Wasza wygrana w Częstochowie wydaje się jak najbardziej zasłużona, a na pewno nie jest przypadkowa.
ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Na pewno nie jest i to nas bardzo cieszy. Jeszcze rok temu bym nie przypuszczał, że przyjeżdżając na wyjazdowy mecz z Rakowem będziemy aż tak dobrze grać w piłkę. Teraz się to spełnia poprzez naszą dobrą robotę. Marek Papszun powiedział fajne zdanie na przedmeczowej konferencji, że jesteśmy trochę ich „bratem bliźniakiem”, to było takie miłe i fajne stwierdzenie. Nasz sztab na pewno rozwija tę drużynę, a my dokładamy swoje cegiełki na boisku. Na pewno tym meczem dostarczamy bardzo dużo uśmiechu i radości naszym kibicom. Było mnóstwo sytuacji z obu stron, działo się naprawdę dużo, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.
[…] MARIUSZ RAJEK: Jaki jest klucz do waszej dobrej gry? Beniaminowie w ostatnich sezonach zazwyczaj mieli ogromne problemy z utrzymaniem. Wy jesteście drużyną co najmniej środka tabeli, a jak podtrzymacie tę passę, to może zagracie o coś więcej?
ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Rok temu przez długi czas też się pojawiały pytania, o co gramy…
MARIUSZ RAJEK: A o co gracie?
ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Chcemy być lepsi z meczu na mecz. Najważniejsze założenie jest takie, aby Ekstraklasa w Katowicach została na wiele lat. To jest najważniejsze, a co przyniesie przyszłość? Zobaczymy, wszystko zweryfikuje to boisko. W I lidze też długo nikt nie wskazywał nas jako drużynę, która awansuje. Zrobiliśmy to, robimy dalej swoje, rozwijamy się z meczu na mecz. Cieszymy się, że nasi koledzy wracają do zdrowia, nasza kadra będzie na tyle liczna i silna, że dużo jakości widać nawet na treningach. To też jest klucz do naszego rozwoju.
[…] MARIUSZ RAJEK: Nie możecie doczekać się już przenosin na nową Bukową?
ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Pewnie, że tak! Każdy z nas chciałby już tam zagrać. Podchodzimy do tego jednak na spokojnie, bo czy to będzie podczas meczu z Górnikiem Zabrze, czy tydzień, dwa później, to już nie ma większego znaczenia. Chcę też powiedzieć, że sentyment, jaki mamy do starego stadionu, jest nie do opisania. Kto tego nie przeżył, ten tego nie zrozumie. Jestem w Katowicach już kilka dobrych lat i czuję się tu fantastycznie. Jak się już przeniesiemy, to będziemy robić wszystko, aby stadion się zawsze zapełniał.
MARIUSZ RAJEK: Dołączył do was Dawid Drachal, ale ze względu na zapisy pomiędzy klubami w sobotę nie mógł jeszcze zagrać. Macie jakieś rytuały przyjęcia nowego zawodnika do drużyny?
ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Pewnie będzie musiał dać jakieś wkupne jak w każdym klubie. Fajnie, że Dawid przychodzi do nas, bo to kolejny jakościowy piłkarz. Dla GieKSy może to dać tylko coś dobrego. Dzięki takim ruchom kadrowym temu nie musimy z niepokojem patrzeć w dół tabeli, a coraz bardziej w górę.
SIATKÓWKA
siatka.org – Sensacja w Katowicach! Gospodarze rozgromili Norwida Częstochowę
Niespodziewanie przebiegło spotkanie w Katowicach. Gospodarze, plasujący się na ostatniej pozycji w tabeli, w czterech setach pokonali zdecydowanego faworyta. Częstochowianie nie mieli żadnej siły przebicia względem zdeterminowanych gospodarzy. Ostatniego seta przegrali już do 16.
Przyjezdni na wstępie objęli prowadzenie po kontrataku. Cechowała ich dobra gra defensywna i kończenie dłuższych akcji (4:2). Po asie Aymena Bouguerry drużyny wróciły do punktu wyjścia (4:4). Do trzypunktowego prowadzenia przyjezdnych doprowadził m.in. swoimi atakami Milad Ebadipour, a także błąd GieKSy (9:6). Formacja spod Jasnej Góry utrzymywała przewagę, bardzo często uciekała się do miękkiej gry z wykorzystaniem bloku. Obydwie drużyny nie wystrzegały się momentami błędów, rezultat stał się remisowy. Po kolejnych kontrach skrzydłowych częstochowianie wygrywali 17:15, by przy serii zagrywek Alexandra Bergera przegrywać 17:18. Nie do zatrzymania był Bouguerra, przerwy Cezara Douglasa Silvy nie zmieniły biegu rzeczy. Po bloku na Ebadipourze i zepsutym serwisie Daniela Popieli GKS pomyślnie seta otworzył (25:22).
Po twardym rozpoczęciu na dwupunktowe prowadzenie po ataku Sebastiana Adamczyka i błędzie gospodarzy wyszedł Norwid (8:6). Na środku siatki wysoką czujność zachowywał Łukasz Usowicz, dając kontakt GKS-owi atakiem i blokiem (9:8). Przy serii jego zagrywek częstochowianie nie mogli dobić się do parkietu, byli trzymani blokiem. Gospodarze wysunęli się na czteropunktowe prowadzenie (13:9). Po przerwie do pracy wziął się Patrik Indra. Czeski atakujący kończy długie wymiany, Norwid złapał kontakt (13:12). Wtórował mu Bartłomiej Lipiński (14:14). Mimo remisu, karty nadal rozdawała GieKSa. Goście nie mogli odnaleźć rytmu w ataku, popełniali błędy i nadziewali się na blok. Prezentowali solidną defensywę, po kontrach mieli ponownie cztery oczka do przodu (20:16), a nawet pięć po bloku na Mateuszu Borkowskim. Podwójna zmiana nie odmieniła losów partii, na środku ponownie pracował Usowicz, który też zakończył odsłonę (25:19).
Ślązacy weszli w trzecią partię z czteropunktową przewagę po serii ataków i niepowodzeń w ofensywie (5:1). Po asach Bouguerry i Bartłomieja Krulickiego miejscowi mieli już sześć oczek zaliczki (9:3). Katowiczanie zaczęli mieć problemy w ataku przy zagrywkach Indry, stopniowo wypuszczali inicjatywę ze swoich rąk (9:6). Po olbrzymiej serii ofensywnych błędów własnych Norwid podporządkował sobie grę (16:12). Gra toczyła się punkt za punkt, wydawało się, że formacja spod Jasnej Góry idzie po triumf (20:16). Po raz kolejny przestój dopadł Norwida, jego siatkarze nie kończyli pierwszych akcji. Kontakt złapał GKS po kontrach i bloku Bergera (20:19, 21:20, 22:21). W kluczowej akcji goście postawili blok. Na czystej siatce zaatakował i skończył odsłonę Lipiński (25:22).
Gospodarze w zbliżonym stylu zainicjowali kolejną partię. Po niemalże trzech blokach po sobie prowadzili 8:4. Przyjezdni byli zaskoczeni obrotem spraw, po asie Gomułki tracili już sześć oczek (11:5). Nie do zatrzymania w ataku był Bouguerra, który nadawał ton grze. W dalszym ciągu rzadko kiedy do parkietu dobijali się częstochowianie, ich gra w ataku falowała (18:10). W szeregach Norwida doszło do zmiany na pozycji atakującego. Borkowski dał kilka impulsów, jednak nie do gwałtownej pogoni. Gra punkt za punkt wyłącznie przybliżała GKS-u do triumfu. Wywierali presję zagrywką katowiczanie. Po błędzie Borkowskiego w ofensywie i uderzeniu Bergera katowiczanie awansowali na 15. pozycję w tabeli.
GKS Katowice – Steam Hemarpol Norwid Częstochowa 3:1 (25:22, 25:19, 22:25, 25:16)
HOKEJ
hokej.net – Fatalne wieści dla katowiczan. Lider kontuzjowany
Bartosz Fraszko w starciu z Włochami nabawił się poważnej kontuzji. 29-letni skrzydłowy nie zagra przez około miesiąc.
„Fracho”nie będzie najmilej wspominał zgrupowania reprezentacji Polski w Sosnowcu. Dynamiczny skrzydłowy w wygranym meczu z Włochami 5:2 doznał kontuzji, blokując strzał.
– Specjalistyczne badania wykazały pęknięcie kości śródstopia – usłyszeliśmy od sztabu reprezentacji Polski.
Oznacza to, że zawodnik nie będzie mógł grać przez 3-4 tygodnie. To spore osłabienie dla wicemistrzów Polski, bo Bartosz Fraszko w tym sezonie jest najlepszym strzelcem (20 bramek) i najlepiej punktującym graczem (40 „oczek”) ekipy z alei Korfantego.
Do końca sezonu zasadniczego zostały już tylko trzy spotkania. GieKSa, która walczy o drugie miejsce w tabeli, w środę zmierzy się na wyjeździe z Comarch Cracovią (18:00), w piątek podejmie EC Będzin Zagłębie Sosnowiec (18:00), a w niedzielęzagra na wyjeździe z KH Energą Toruń (18:00). Faza play-off rozpocznie się 22 lutego.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze