Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Gospodarze rozgromili Norwida Częstochowę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki przed startem rundy wiosennej rozegrały kolejny mecz sparingowy wygrywając ze Spartą Praga 2:1 (2:1). Następny test-mecz piłkarki rozegrają z Górnikiem Łęczna 22 lutego. Drużyna męska w drugim spotkaniu ligowej wiosny wygrała na wyjeździe z Rakowem Częstochowa 2:1 (1:0). Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę 16 lutego o 14:45 na Bukowej zespół zmierzy się z Piastem. Do kadry naszej drużyny dołączył wypożyczony z Rakowa Dawid Drachal.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie, wygrane z Norwidem Częstochowa 3:1. Następny mecz drużyna rozegra, na wyjeździe, w najbliższą sobotę o 20:30 z AZS Olsztyn.

W rozpoczętym tygodniu hokeiści rozegrają trzy mecze. W pierwszym zmierzą się na wyjeździe z Cracovią, w środę 12 lutego. W drugim zagrają w Satelicie z Zagłębiem (piątek, 14 lutego) i w trzecim, ponownie na wyjeździe z Energą Toruń (niedziela, 16 lutego). Wszystkie spotkania rozpoczną się o godzinie 18:00. W trakcie spotkania reprezentacji Polski Bartosz Fraszko nabawił się kontuzji. Przerwa w grze potrwa około miesiąca.

PIŁKA NOŻNA

wkatowicach.eu – Nowy młodzieżowiec w składzie GieKSy. Wypożyczony z Rakowa Częstochowa Dawid Drachal zagra w GKS-ie Katowice

Pomocnik o statusie młodzieżowca dołącza do GieKSy na zasadzie wypożyczenia. Dawid Drachal zagra w GKS-ie Katowice. Piłkarz może wystąpić już w czasie meczu z Piastem Gliwice.

Młodzieżowy reprezentant Polski, Dawid Drachal na zasadzie transferu czasowego dołącza do naszego klubu z Rakowa Częstochowa. Umowa z 19-letnim pomocnikiem będzie obowiązywać do końca sezonu 2024/2025.

Nowy piłkarz GieKSy swoją przygodę z piłką rozpoczynał w Broni Radom oraz miejscowym Ajaksie Radom. W 2019 roku trafił do Escoli Varsovia, z którą występował w Centralnej Lidze Juniorów. Przed startem sezonu 2022/2023 podpisał kontrakt z Miedzią Legnica. Swój debiut w Ekstraklasie zanotował 2 października 2022 roku w meczu ze Stalą Mielec, mając wówczas 17 lat. Latem 2023 roku Drachal trafił do Rakowa Częstochowa.

W obecnym sezonie rozegrał 10 meczów w PKO BP Ekstraklasie, zdobywając jedną bramkę oraz notując jedną asystę. Ponadto w swoim CV ma występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski.

Teraz przed Dawidem Drachalem kolejne wyzwanie związane z grą w koszulce GKS-u Katowice. W związku z postanowieniami klubów, zawodnik będzie mógł najwcześniej zadebiutować w GieKSie w meczu z Piastem Gliwice.

onet.pl – Adrian Błąd: Ekstraklasa w Katowicach ma być na wiele lat

Beniaminek z Katowic nie przestaje zachwycać. W sobotę GKS w doskonałym stylu wygrał 2:1 z faworyzowanym Rakowem. Po spotkaniu o atmosferze, przygotowaniach, taktyce, planach na ten sezon, przenosinach na nowy stadion oraz przyjściu Dawida Drachala rozmawialiśmy z Adrianem Błądem, który w GieKSie występuje już prawie osiem lat.

MARIUSZ RAJEK: GKS Katowice ma swoje DNA, które chcecie prezentować w każdym meczu? Wasza wygrana w Częstochowie wydaje się jak najbardziej zasłużona, a na pewno nie jest przypadkowa.

ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Na pewno nie jest i to nas bardzo cieszy. Jeszcze rok temu bym nie przypuszczał, że przyjeżdżając na wyjazdowy mecz z Rakowem będziemy aż tak dobrze grać w piłkę. Teraz się to spełnia poprzez naszą dobrą robotę. Marek Papszun powiedział fajne zdanie na przedmeczowej konferencji, że jesteśmy trochę ich „bratem bliźniakiem”, to było takie miłe i fajne stwierdzenie. Nasz sztab na pewno rozwija tę drużynę, a my dokładamy swoje cegiełki na boisku. Na pewno tym meczem dostarczamy bardzo dużo uśmiechu i radości naszym kibicom. Było mnóstwo sytuacji z obu stron, działo się naprawdę dużo, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.

[…] MARIUSZ RAJEK: Jaki jest klucz do waszej dobrej gry? Beniaminowie w ostatnich sezonach zazwyczaj mieli ogromne problemy z utrzymaniem. Wy jesteście drużyną co najmniej środka tabeli, a jak podtrzymacie tę passę, to może zagracie o coś więcej?

ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Rok temu przez długi czas też się pojawiały pytania, o co gramy…

MARIUSZ RAJEK: A o co gracie?

ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Chcemy być lepsi z meczu na mecz. Najważniejsze założenie jest takie, aby Ekstraklasa w Katowicach została na wiele lat. To jest najważniejsze, a co przyniesie przyszłość? Zobaczymy, wszystko zweryfikuje to boisko. W I lidze też długo nikt nie wskazywał nas jako drużynę, która awansuje. Zrobiliśmy to, robimy dalej swoje, rozwijamy się z meczu na mecz. Cieszymy się, że nasi koledzy wracają do zdrowia, nasza kadra będzie na tyle liczna i silna, że dużo jakości widać nawet na treningach. To też jest klucz do naszego rozwoju.

[…] MARIUSZ RAJEK: Nie możecie doczekać się już przenosin na nową Bukową?

ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Pewnie, że tak! Każdy z nas chciałby już tam zagrać. Podchodzimy do tego jednak na spokojnie, bo czy to będzie podczas meczu z Górnikiem Zabrze, czy tydzień, dwa później, to już nie ma większego znaczenia. Chcę też powiedzieć, że sentyment, jaki mamy do starego stadionu, jest nie do opisania. Kto tego nie przeżył, ten tego nie zrozumie. Jestem w Katowicach już kilka dobrych lat i czuję się tu fantastycznie. Jak się już przeniesiemy, to będziemy robić wszystko, aby stadion się zawsze zapełniał.

MARIUSZ RAJEK: Dołączył do was Dawid Drachal, ale ze względu na zapisy pomiędzy klubami w sobotę nie mógł jeszcze zagrać. Macie jakieś rytuały przyjęcia nowego zawodnika do drużyny?

ADRIAN BŁĄD, pomocnik GKS-u Katowice: Pewnie będzie musiał dać jakieś wkupne jak w każdym klubie. Fajnie, że Dawid przychodzi do nas, bo to kolejny jakościowy piłkarz. Dla GieKSy może to dać tylko coś dobrego. Dzięki takim ruchom kadrowym temu nie musimy z niepokojem patrzeć w dół tabeli, a coraz bardziej w górę.

SIATKÓWKA

siatka.org – Sensacja w Katowicach! Gospodarze rozgromili Norwida Częstochowę

Niespodziewanie przebiegło spotkanie w Katowicach. Gospodarze, plasujący się na ostatniej pozycji w tabeli, w czterech setach pokonali zdecydowanego faworyta. Częstochowianie nie mieli żadnej siły przebicia względem zdeterminowanych gospodarzy. Ostatniego seta przegrali już do 16.

Przyjezdni na wstępie objęli prowadzenie po kontrataku. Cechowała ich dobra gra defensywna i kończenie dłuższych akcji (4:2). Po asie Aymena Bouguerry drużyny wróciły do punktu wyjścia (4:4). Do trzypunktowego prowadzenia przyjezdnych doprowadził m.in. swoimi atakami Milad Ebadipour, a także błąd GieKSy (9:6). Formacja spod Jasnej Góry utrzymywała przewagę, bardzo często uciekała się do miękkiej gry z wykorzystaniem bloku. Obydwie drużyny nie wystrzegały się momentami błędów, rezultat stał się remisowy. Po kolejnych kontrach skrzydłowych częstochowianie wygrywali 17:15, by przy serii zagrywek Alexandra Bergera przegrywać 17:18. Nie do zatrzymania był Bouguerra, przerwy Cezara Douglasa Silvy nie zmieniły biegu rzeczy. Po bloku na Ebadipourze i zepsutym serwisie Daniela Popieli GKS pomyślnie seta otworzył (25:22).

Po twardym rozpoczęciu na dwupunktowe prowadzenie po ataku Sebastiana Adamczyka i błędzie gospodarzy wyszedł Norwid (8:6). Na środku siatki wysoką czujność zachowywał Łukasz Usowicz, dając kontakt GKS-owi atakiem i blokiem (9:8). Przy serii jego zagrywek częstochowianie nie mogli dobić się do parkietu, byli trzymani blokiem. Gospodarze wysunęli się na czteropunktowe prowadzenie (13:9). Po przerwie do pracy wziął się Patrik Indra. Czeski atakujący kończy długie wymiany, Norwid złapał kontakt (13:12). Wtórował mu Bartłomiej Lipiński (14:14). Mimo remisu, karty nadal rozdawała GieKSa. Goście nie mogli odnaleźć rytmu w ataku, popełniali błędy i nadziewali się na blok. Prezentowali solidną defensywę, po kontrach mieli ponownie cztery oczka do przodu (20:16), a nawet pięć po bloku na Mateuszu Borkowskim. Podwójna zmiana nie odmieniła losów partii, na środku ponownie pracował Usowicz, który też zakończył odsłonę (25:19).

Ślązacy weszli w trzecią partię z czteropunktową przewagę po serii ataków i niepowodzeń w ofensywie (5:1). Po asach Bouguerry i Bartłomieja Krulickiego miejscowi mieli już sześć oczek zaliczki (9:3). Katowiczanie zaczęli mieć problemy w ataku przy zagrywkach Indry, stopniowo wypuszczali inicjatywę ze swoich rąk (9:6). Po olbrzymiej serii ofensywnych błędów własnych Norwid podporządkował sobie grę (16:12). Gra toczyła się punkt za punkt, wydawało się, że formacja spod Jasnej Góry idzie po triumf (20:16). Po raz kolejny przestój dopadł Norwida, jego siatkarze nie kończyli pierwszych akcji. Kontakt złapał GKS po kontrach i bloku Bergera (20:19, 21:20, 22:21). W kluczowej akcji goście postawili blok. Na czystej siatce zaatakował i skończył odsłonę Lipiński (25:22).

Gospodarze w zbliżonym stylu zainicjowali kolejną partię. Po niemalże trzech blokach po sobie prowadzili 8:4. Przyjezdni byli zaskoczeni obrotem spraw, po asie Gomułki tracili już sześć oczek (11:5). Nie do zatrzymania w ataku był Bouguerra, który nadawał ton grze. W dalszym ciągu rzadko kiedy do parkietu dobijali się częstochowianie, ich gra w ataku falowała (18:10). W szeregach Norwida doszło do zmiany na pozycji atakującego. Borkowski dał kilka impulsów, jednak nie do gwałtownej pogoni. Gra punkt za punkt wyłącznie przybliżała GKS-u do triumfu. Wywierali presję zagrywką katowiczanie. Po błędzie Borkowskiego w ofensywie i uderzeniu Bergera katowiczanie awansowali na 15. pozycję w tabeli.

GKS Katowice – Steam Hemarpol Norwid Częstochowa 3:1 (25:22, 25:19, 22:25, 25:16)

HOKEJ

hokej.net – Fatalne wieści dla katowiczan. Lider kontuzjowany

Bartosz Fraszko w starciu z Włochami nabawił się poważnej kontuzji. 29-letni skrzydłowy nie zagra przez około miesiąc.

„Fracho”nie będzie najmilej wspominał zgrupowania reprezentacji Polski w Sosnowcu. Dynamiczny skrzydłowy w wygranym meczu z Włochami 5:2 doznał kontuzji, blokując strzał.

– Specjalistyczne badania wykazały pęknięcie kości śródstopia – usłyszeliśmy od sztabu reprezentacji Polski.

Oznacza to, że zawodnik nie będzie mógł grać przez 3-4 tygodnie. To spore osłabienie dla wicemistrzów Polski, bo Bartosz Fraszko w tym sezonie jest najlepszym strzelcem (20 bramek) i najlepiej punktującym graczem (40 „oczek”) ekipy z alei Korfantego.

Do końca sezonu zasadniczego zostały już tylko trzy spotkania. GieKSa, która walczy o drugie miejsce w tabeli, w środę zmierzy się na wyjeździe z Comarch Cracovią (18:00), w piątek podejmie EC Będzin Zagłębie Sosnowiec (18:00), a w niedzielęzagra na wyjeździe z KH Energą Toruń (18:00). Faza play-off rozpocznie się 22 lutego.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga