Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Pogoń Szczecin i GKS Katowice uciekają jeszcze bardziej. A za nimi… coraz większy tłok
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Mistrzynie Polski w sobotę pokonały w spotkaniu ligowym APLG Gdańsk 5:1 (3:0), a już dzisiaj rozegrają mecz w ramach rozgrywek Pucharu Polski, ze Ślęzą Wrocław. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 18:00, we Wrocławiu. W niedzielę dwunastego listopada od godziny 12:00 rozpocznie się kolejny mecz ligowy żeńskiej drużyny, ze Śląskiem Wrocław (również we Wrocławiu). W niedzielę piłkarze zremisowali w meczu ligowym ze Stalą Rzeszów 2:2. W najbliższą niedzielę o godzinie 12:40 zespół rozpocznie kolejne spotkanie ligowe, na Bukowej z GKS-em Tychy.
Siatkarze przegrali kolejne dwa spotkania, z drużyną Ślepsk Malow Suwałki 0:3 oraz z Wartą Zawiercie 2:3. W sobotę jedenastego listopada, w hali w Szopienicach, zespół będzie podejmował ekipę Jastrzębskiego Węgla. Spotkanie rozpocznie się o 17:30.
W ubiegłym tygodniu drużyna hokeja na lodzie rozegrała jedno spotkanie ligowe z Zagłębiem, w którym Mistrzowie Polski wygrali 5:1. Nasz zespół przewodzi w ligowej tabeli, do tej pory nie zaznał goryczy porażki. Najbliższe spotkanie zespół rozegra w ramach Pucharu Kontynentalnego, w piątek 17 listopada.
PIŁKA NOŻNA
sportowefakty.wp.pl – Pogoń Szczecin i GKS Katowice uciekają jeszcze bardziej. A za nimi… coraz większy tłok
Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie Orlen Ekstraliga kobiet będzie ligą trzech prędkości. Po dziewiątej kolejce stawka drużyn podzieliła się na trzy grupy. Na czele Pogoń Szczecin i GKS Katowice, które wygrały swoje mecze strzelając po 5 goli.
To pierwsza seria gier rozegrana po październikowej przerwie reprezentacyjnej. Jednym z ciekawiej zapowiadających się spotkań było to we Wrocławiu, gdzie Śląsk podejmował UKS SMS Łódź. Zespół Marka Chojnackiego przeważał na boisku, ale nie potrafił zdobyć ani jednej bramki. Rywalki zaś do siatki trafiały dwukrotnie. W pierwszej połowie przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisała się Joanna Wróblewska, a w drugiej na 2:0 podwyższyła Marcelina Buś. Był to trzeci mecz z rzędu, w którym ekipa z Łodzi nie potrafiła zdobyć bramki.
A w Szczecinie ostre strzelanie w meczu z Medykiem Polomarket Konin urządziły sobie piłkarki Pogoni. Choć wynik otworzyła samobójczym trafieniem Patrycja Ziemba, jeszcze przed przerwą po golu dołożyły Emilia Zdunek z rzutu karnego oraz Natalia Oleszkiewicz. Po zmianie stron na 4:0 podwyższyła Jaylen Crim, a tuż przed końcem jeszcze trafienie dołożyła Agnieszka Garbowska.
Dzięki tej wygranej szczecinianki utrzymały pozycję lidera, choć goniący je GKS Katowice też zdobył w ten weekend pięć goli. Mistrzynie kraju podejmowały AP Orlen Gdańsk. Już w trzeciej minucie Nicola Brzęczek rozwiązała worek z bramkami. W 21. i 43. minucie po golu dorzuciła do niego Aleksandra Nieciąg, a w 84. Brzęczek ponownie trafiła do siatki. Honorowego gola dla piłkarek z Trójmiasta zdobyła w doliczonym czasie gry Clarissa Kirsch-Downs, lecz GieKSa jeszcze zdołała na to odpowiedzieć trafieniem Klaudii Słowińskiej.
SIATKÓWKA
siatka.org – Podopieczni Kwapisiewicza pokonali GKS Katowice
Na zakończenie trzeciej kolejki PlusLigi Ślepsk Malow Suwałki, bez większych problemów, pokonał GKS Katowice. Podopieczni Dominika Kwapisiewicza w każdym z setów narzucili swój rytm gry i ostatecznie zamknęli ten pojedynek w trzech odsłonach. Najlepszym zawodnikiem meczu wybrany został Bartosz Filipiak.
Obie drużyny od początku spotkania popełniały wiele błędów w polu serwisowym oraz grały punkt za punkt do stanu 5:5. Ze środka dał o sobie znać Bartłomiej Krulicki, a gdy zatrzymany został Ziga Stern, Ślązacy prowadzili 7:5. Zespoły szybko przeszły do wymiany ciosów. Po stronie przyjezdnych przez środek siatki atakował Joaquin Gallego (12:13). Z kolei gra katowiczan nieco falowała, ale obie ekipy nie dawały za wygraną (16:16).
Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie, bowiem po wykorzystanej kontrze Pawła Halaby i dobrej postawie Zigi Sterny w polu serwisowym suwałczanie prowadzili 18:16. Podopieczni Dominika Kwapisiewicza dołożyli jeszcze blok na Lukasie Vasinie (20:16). Siatkarze GKS-u radzili sobie dobrze w ofensywie, ale nie stworzyli sobie szansy w końcówce, psując trzy zagrywki z rzędu (19:23). O objęciu prowadzenia przesądził atak Filipiaka z prawej flanki (25:19).
Dobrze dla GKS-u rozpoczęła się druga partia, w której to punktowy atak oraz blok zaliczył Vasina. Błędy własne przyjezdnych sprawiły, że katowiczanie prowadzili 4:1. Po chwili solidną serię w polu serwisowym zaliczył Paweł Halaba, który zagrywał siedmiokrotnie. Drużyna z północno-wschodniej części Polski postawiła szczelny blok, dzięki któremu wygrywała 8:5. Na boisko zawitał Jakub Jarosz i odpowiedział dobrą zagrywką, czterokrotnie z rzędu w ofensywie punktował Szymański, co dało gospodarzom remis (10:10).
Zdecydowanie szósty bieg wrzucił Szymański, który zaserwował jeszcze asa (12:11). Obie ekipy kończyły większość ze swoich pierwszych ataków. Ponownie dał o sobie znać Szymański, a gdy swoją szansę wykorzystał Vasina, wówczas ekipa ze Śląska miała dwa oczka do przodu (19:17). W samej końcówce ciężar gry na swoje barki wziął Filipiak, który najpierw zablokował Vasinę, a niewiele później skończył dwie akcje (22:21). Katowiczanie raz jeszcze zostali “poczęstowani” czapą, a kropkę nad “i” postawił Filipiak (25:22).
Ślepsk kontynuował skuteczną grę blokiem od początku trzeciej partii (3:1). Podopieczni Grzegorza Słabego mieli problemy z przyjęciem. Dwukrotnie z rzędu zatrzymany został Jarosz (2:7). Do dalszej walki swoich kolegów zagrzewali Szymański oraz Jarosz (9:11). Cały czas goście prezentowali dobry, cierpliwy wyblok, podczas gdy katowiczanie popełniali błędy (12:18). Koncert suwałczan trwał w najlepsze, a wszystko zakończyło się po ataku Stajera z piłki przechodzącej (25:16).
GKS Katowice – Ślepsk Malow Suwałki 0:3 (19:25, 22:25, 16:25)
sportdziennik.com – Spektakl atakujących!
Siatkarze z Zawiercie zapisali na swoim koncie pierwsze zwycięstwo, ale dopiero tie-breaku.
Karol Butryn, atakujący Aluronu CMC Warty Zawiercie, w sobotę obchodził imieniny, ale nie mógł świętować, bo wczoraj czekała praca. Wywiązał się z niej znakomicie, bo przez cały mecz z GKS-em Katowice grał niezwykle solidnie, zaś w tie-breaku wręcz koncertowo. To właśnie on sprawił, że ekipa Michała Winiarskiego zapisała pierwsze zwycięstwo w sezonie, ale za dwa punkty. Po drugiej stronie siatki od trzeciego seta szalał atakujący Jakub Jarosz i on zmobilizował kolegów do walki o każdy punkt. „GieKSa” zdobył pierwszy punkt w sezonie, ale najważniejsze, że zdecydowanie poprawiła swoją grę.
Oba zespoły od początku są mocno cierpiące i nie zaznały smaku zwycięstwa. Ba, GKS nie wygrały seta. Sytuacja kadrowa w zawierciańskim zespole powoli się stabilizuje i podstawowym składzie pojawił się Bartosz Kwolek, zaś w krótkich fragmentach Mateusz Bieniek i Trevor Clevenot. Wydawalo się, że faworyzowani gospodarze szybko opanują wydarzenia na parkiecie i objęli prowadzenie 11:7. Gdy w polu serwisowym pojawił się Lukas Vasina goście błyskawicznie odrobili straty i był remis 11:11. Ten początek to była zapowiedź twardej gry o każdy punkt. I tak też było. Wprawdzie gospodarze już prowadzili 20:16, ale ambitni goście znów zniwelowali straty i po zagrywce Łukasza Kozuba przegrywali zaledwie 21:22. W końcowych fragmentach było nerwowo i pomyłki w polu zagrywki z jednej i drugiej strony. W końcu zwycięski punkty środkowy gospodarzy Mariusz Schamlewski.
Od początku drugiego seta na boisku pojawił Marcin Waliński, który zawierciańską halę zna jak własną kieszeń. Zastąpił on Jakuba Szymańskiego, który nie radził sobie ani w przyjęciu ani w ataku. By osiągnąć jakiś wymierny efekt goście musieli podjąć ryzyko w polu serwisowym. I tak też było, choć punktów z tego elementu nie było. W drugim secie katowiczanie popełnili aż 9 pomyłek, przy jednym punkcie. Stanowczo za mało. Gospodarze mieli 5 błędów przy 2. asach. Aluron wyszedł na prowadzenie 7:5 i już nie oddał go do samego końca. Owszem, goście grali niezwykle ambitnie, ale gospodarze trzymali ich na dystans. Wygrali drugą odsłonę dość pewnie i nic nie zapowiadało,by coś się zmieniło.
A jednak goście stanęli na wysokości zadania i przedłużyli mecz. Trener Grzegorz Słaby przy stanie 5:8 dokonał zmiany, która miała kluczowe znaczenie dla przebiegu dla całego meczu. Damiana Domagałę na pozycji atakującego zastąpił nie tylko kapitan, ale również doskonały motywator Jarosz, który w poprzednim meczu narzekała na przeziębienie. Gospodarze prowadzili 11:7, ale przy jego współudziale goście objęli prowadzili 13:11. I już nie oddali do samego końca. Goście prowadzili już 23:19 i byli blisko zdobycia pierwszego seta w tym sezonie. Końcowe fragmenty były nerwowe, ale katowiczanie za sprawą swojego kapitana w końcu dopięli swego i wygrali seta.
Kapitan „GieKSy” wcale nie zamierzał schodzić z wysokiego poziomu i w kolejnej partii rządził i dzielił na parkiecie. Kozub, rozgrywający gości, już nie starał się szukać jakiś nowych rozwiązań tylko piłkę kierował do Jarosza. A ten albo silnym albo też sprytnym atakiem kierował piłkę w parkiet. Gdy pojawiał się w polu serwisowym również był alarm w szeregach gospodarzy. Goście po niesłychanych emocjach doprowadzili do tie-breaka. A w nim temperatura na parkiecie osiągnęła stan wrzenia. Po udanej akcji Clevenota oraz dwóch asach Butryna gospodarze prowadzili 10:7, ale katowiczanie nie dali za wygraną. Końcowe fragmenty to popis skuteczności Butryna. Goście walczyli do samego końca, ale gospodarze zapisali po swojej stronie zwycięstwo.
Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:2 (25:23, 25:19, 23:25, 22:25, 15:12)
HOKEJ
hokej.net – Mistrz Polski nie do zatrzymania, kolejna wygrana GieKSy
Przy pełnych trybunach „Stadionu Zimowego” hokeiści GKS-u Katowice odnieśli 17. zwycięstwo z rzędu pokonując miejscowe Zagłębie Sosnowiec 5:1. Podopieczni Jacka Płachty dopisali kolejne trzy punkty do tabeli, a głównym ojcem sukcesu był Hampus Olsson, który popisał się hat-trickiem.
Od początku spotkania więcej z gry mieli gospodarze, jednak nie potrafili zaskoczyć defensywy rywali. Katowiczanie, którzy grali z kontry byli zabójczo skuteczni. Najpierw akcję duetu Marklund-Olsson zakończył indywidualnym popisem drugi z wymienionych i wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie.
Niecałe 3 minuty ten sam duet uderzył ponownie i znów strzelcem bramki okazałby się być rosły Szwed. Sosnowiczanie cały czas starali się kreować grę, jednak nie mogli znaleźć recepty na dobrze dysponowanego Johna Murraya.
Trochę ponad dwie przed końcem pierwszej odsłony,kibice sosnowieckiej ekipy odpalili konfetti, które wylądowało na tafli. Sędziowie ze względu na bezpieczeństwo zawodników zdecydowali się na przerwę i dogranie tych minut przed rozpoczęciem drugiej tercji.
Gdy przerwa się skończyła jeszcze podczas dogrywanej pierwszej tercji uderzyli gospodarze, zamieszanie pod bramką Murraya wykorzystał dobrze ustawiony Valtola i sosnowiczanie złapali kontakt.
Błyskawicznie po zakończeniu pierwszej tercji, rozpoczęła się druga odsłona w której podopieczni Piotra Sarnika byli rażąco nieskuteczni, a goście z Katowic wykorzystali to i podwyższyli swoje prowadzenie za sprawą Shigekiego Hitosato, który precyzyjnym strzałem do odkrytej części bramki umieścił gumę w siatce.
Niecałe 3 minuty ten sam duet uderzył ponownie i znów strzelcem bramki okazałby się być rosły Szwed. Sosnowiczanie cały czas starali się kreować grę, jednak nie mogli znaleźć recepty na dobrze dysponowanego Johna Murraya.
Trochę ponad dwie przed końcem pierwszej odsłony,kibice sosnowieckiej ekipy odpalili konfetti, które wylądowało na tafli. Sędziowie ze względu na bezpieczeństwo zawodników zdecydowali się na przerwę i dogranie tych minut przed rozpoczęciem drugiej tercji.
Gdy przerwa się skończyła jeszcze podczas dogrywanej pierwszej tercji uderzyli gospodarze, zamieszanie pod bramką Murraya wykorzystał dobrze ustawiony Valtola i sosnowiczanie złapali kontakt.
Błyskawicznie po zakończeniu pierwszej tercji, rozpoczęła się druga odsłona w której podopieczni Piotra Sarnika byli rażąco nieskuteczni, a goście z Katowic wykorzystali to i podwyższyli swoje prowadzenie za sprawą Shigekiego Hitosato, który precyzyjnym strzałem do odkrytej części bramki umieścił gumę w siatce.
Sokay: Na pewno czeka nas rywalizacja z mocnymi zespołami
– Moi dziadkowie żyli w Polsce. Zaraz po drugiej wojnie przenieśli się do Kanady i założyli tam rodzinę. Czuję się mocno przywiązany do moich korzeni – powiedział Ben Sokay, który w rozmowie z klubowymi mediami opowiedział o przeprowadzce do Katowic, polskim pochodzeniu oraz zbliżającej się rywalizacji w Pucharze Kontynentalnym.
Dokładnie za dwa tygodnie rozpocznie się trzecia runda Pucharu Kontynentalnego, z udziałem GKS-u Katowice. W dniach 17-19 listopada mistrzowie Polski zmierzą się w grupie F z SG Cortina, Herning Blue Fox oraz FTC Budapeszt.
– Nie grałem w tych rozgrywkach wcześniej i nie jestem do końca pewny, czego powinienem oczekiwać. Na pewno czeka nas rywalizacja z mocnymi zespołami– przyznał Ben Sokay.
Przy transferze Kanadyjczyka do Katowic, Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u Katowice, poinformował, iż Sokay ma polskie pochodzenie, gdyż część jego rodziny pochodzi z Polski.
– Tak, rodzina ze strony mojego ojca pochodzi z Polski. Moi dziadkowie żyli w Polsce. Zaraz po drugiej wojnie przenieśli się do Kanady i założyli tam rodzinę. Czuję się mocno przywiązany do moich korzeni. Podczas rodzinnych spotkań często śpiewamy polskie piosenki. Próbowałem razem z nimi, ale nadal uczę się języka polskiego. Jemy także polskie jedzenie. Nadal mam rodzinę w Polsce i odwiedziłem ją cztery lata temu. Polska ma specjalne miejsce w moim sercu – zaznaczył napastnik GieKSy.
Dla 26-letniego Kanadyjczyka to już blisko drugi miesiąc gry w Polsce. W tym czasie rozegrał 17 meczów, w których zainkasował 15punktów za 5 bramek i 10asyst. Przy czym 6 minut spędził na ławce kar oraz wypada na +7 w klasyfikacji plus/minus.
– Jest świetnie, bardzo mi się podoba. Miasto jest fantastyczne, bo można robić wiele różnych rzeczy. To dla mnie wyjątkowe, że mogę grać w kraju, z którego pochodzi moja rodzina. To bardzo ładny kraj. Spotkałem świetnych i bardzo życzliwych ludzi i już czuję, że to mój drugi dom. Nie mogę się doczekać, by odkryć więcej!– stwierdził zawodnik mistrza Polski.
– Oczekiwałem, że to będzie duże miasto, jedno z największych w Polsce. Nigdy nie wiesz, jak to do końca będzie, ale masz pewne wyobrażenie. Jestem miło zaskoczony tym, jak wiele się tutaj dzieje. Uwielbiam jedzenie, zawsze próbuję nowych rzeczy i bardzo mi się to podoba. Poza tym jest tutaj bardzo silna społeczność sportowa, co widać na każdym kroku– dodał.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Hokej
Powrót, odejścia i plan sparingów
Ostatnie dni i minuty przyniosły garść nowych informacji z obozu hokejowej GieKSy.
Roczny kontrakt podpisał dobrze znany nam już Pontus Englund. Ofensywnie usposobiony obrońca grał w GKS-ie już w sezonie 2024/25. Rosły Szwed zanotował wówczas 21 oczek w 39 meczach sezonu zasadniczego za 9 goli i 12 asyst, a w 17 starciach fazy play-off dorzucił 9 punktów za 2 bramki i 7 asyst. Później przeniósł się do Grenoble występującego we francuskiej Ligue Magnus, a tam łącznie w 58 spotkaniach zdobył 8 goli i zanotował 21 asyst. Teraz jednak już po roku przerwy wraca do Katowic. Witamy ponownie!
Z drużyną pożegnali się natomiast Travis Verveda i Zack Hoffman. Pierwszy spędził w Katowicach 2 sezony, oba zakończone zdobyciem srebrnego medalu. O ile solidnie punktował w rozgrywkach zasadniczych, gdyż w pierwszym roku było to 14, a w drugim 16 oczek, tak nie potrafił tego przełożyć na faze play-off, gdzie najpierw zdobył 3 punkty, a w tym roku 4. Łącznie w barwach GieKSy wystąpił 122 razy. Hoffman natomiast dołączył do GKS-u przed minionym sezonem. W 60 meczach zdobył 3 gole i zanotował 14 asyst. Dziękujemy obu za grę w naszym klubie i życzymy powodzenia w dalszej karierze.
Poznaliśmy także plan przedsezonowych sparingów. 1 sierpnia drużyna spotka się w komplecie na testy, a 2 dni później pierwszy raz wyjdą wspólnie na lód. Tak natomiast prezentuje się lista naszych sparingów:
13 sierpnia: Unia Oświęcim (wyjazd)
15 sierpnia: Unia Oświęcim (Jantor)
18 sierpnia: HK Poprad (wyjazd)
20 sierpnia: HK Poprad (Jantor)
28 sierpnia: Lausitzer Fuchse (Weisswasser)
29 sierpnia: Rostock Piranhas (Weisswasser)
4 września: HC Presov (Liptovsky Mikulas)
5 września: HK 32 Liptovsky Mikulas lub Budapeszt (Liptovsky Mikulas)
10 września: HC RT Torax Poruba (wyjazd)


Najnowsze komentarze