Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Stadion
Tygodniowy przegląd mediów: Stadion na Nowej Bukowej!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki najbliższe spotkanie ligowe rozegrają 2 listopada o 13:00 na Bukowej z Rekordem Bielsko-Biała. W swoim ostatnim spotkaniu ligowym piłkarze przegrali z Legią 1:4. Prasówkę po tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie zespół rozegra już dziś o 19:00 z Unią Skierniewice w ramach 1/16 Pucharu Polski. Najbliższe spotkanie ligowe drużyna rozegra w poniedziałek 4 listopada o 18:00 na Bukowej z Koroną.
Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali jedno spotkanie, w którym doznali kolejnej porażki, tym razem z Norwidem Częstochowa 1:3. Następny mecz zespół rozegra w Szopienicach z AZS-em Olsztyn. Początek meczu o godzinie 20:30 1 listopada.
W ostatnich siedmiu dniach hokeiści rozegrali cztery spotkania. Wszystkie wygrane: z STS-em Sanok 6:0, Cracovią 5:2, Podhalem 10:1 oraz Unią Oświęcim 5:1. W czwartek 31 października o 18:30 w Satelicie nasza drużyna zmierzy się z Zagłębiem Sosnowiec.
PIŁKA NOŻNA
weszlo.com – Górak: Dosyć już miałem słuchania o doskonałych beniaminkach
W minionej kolejce Ekstraklasy wszyscy beniaminkowie stracili w sumie aż trzynaście goli. Najbardziej do tak wyśrubowanego wyniku przyłożył się oczywiście Motor Lublin, ale swoje za uszami ma też GKS Katowice. Po meczu z Legią trener Rafał Górak przyznał, że jego piłkarze zabiorą z Warszawy na Śląsk spory bagaż doświadczeń.
– Byliśmy świadkami meczu, w którym graliśmy ze zdecydowanie najlepszą drużyną, z którą spotkaliśmy się we wszystkich trzynastu występach ligowych tego sezonu – chwalił Legię szkoleniowiec GieKSy. Cytowany przez portal legia.net Górak nie szczędził pochwał ekipie z Warszawy, która bez cienia wątpliwości była tego wieczoru lepsza od jego podopiecznych: – Legia grała bardzo płynnie, z ogromnym rozmachem, pokazywała sporą jakość, było widać dużą klasę jej piłkarzy, czego gratuluję – powiedział trener.
Przyznał też, że nawet się cieszy, że wreszcie beniaminkom zaczęło się trochę bardziej obrywać: – Cenna lekcja, nauka i przywołanie do rzeczywistości. Bardzo nie lubiłem już słuchać, jak to beniaminkowie doskonale sobie radzą w obecnym sezonie Ekstraklasy. W 13. kolejce dwie takie drużyny przyjęły łącznie dziesięć bramek. Trzeba twardo stąpać po ziemi – przekonywał Górak.
Przed GieKSą intensywny tydzień. W środę piłkarze ze Śląska zagrają w Pucharze Polski z Unią Skierniewice, a już w kolejny weekend zmierzą się w lidze z Koroną Kielce.
wkatowicach.eu – Stadion Miejski w Katowicach na Nowej Bukowej! Radni podjęli decyzję o nazwie ulicy
Stadion Miejski w Katowicach jest przy ulicy Nowej Bukowej. Radni podjęli decyzję o nadaniu nazwy nowej ulicy na sesji Rady Miasta w czwartek, 24 października.
Decyzja o nadaniu nazwy „Nowa Bukowa” dla ulicy przy Stadionie Miejskim w Katowicach została podjęta przez radnych na sesji. Miało to miejsce w czwartek, 24 października.
W ten sposób nawiązujemy do GKS-u Katowice, który obecnie gra na obiekcie zlokalizowanym przy ulicy Bukowej – mówi prezydent Katowic, Marcin Krupa
SIATKÓWKA
siatka.org – Niewykorzystane okazje bolą. Zwłaszcza te w końcówkach
Drużyna z czołowej ósemki tabeli podejmowała u siebie ostatnią ekipę. PlusLigi. Siatkarze GKS-u Katowice podjęli walkę, ale wypuścili z rąk szanse podane im na tacy. W konsekwencji podopieczni Grzegorza Słabego pozostają na szarym końcu klasyfikacji generalnej. Z kompletu punktów cieszyć mogą się natomiast częstochowianie.
Lepiej w spotkanie weszła drużyna z Częstochowy, po której stronie mniej było błędów w polu serwisowym. Drużynie od początku liderował Ebadipour (3:1, 5:2). Niedokładności po stronie gospodarzy szybko przyniosły katowiczanom remis po 5. Częstochowian do dalszej gry napędzał Bartłomiej Lipiński (8:6). Świetny fragment gry po stronie GieKSy zanotował z kolei Alexander Berger, który trzykrotnie dał swojej drużynie wyrównanie, punktując w ataku i bloku (9:9, 11:11). Na zagrywce zabłysnął Gomułka, wyprowadzając gości na prowadzenie 13:11. Po ataku Sebastiana Adamczyka był już remis po 16, a kolejny punkt zdobyty przez zespół spod Jasnej Góry zmusił szkoleniowca przyjezdnych do wzięcia czasu. Po maratonie zepsutych zagrywek niemoc przełamał asem Patrik Indra, a set zakończył się wygarną częstochowian 25:21.
Drugi set ponownie rozpoczął się od prowadzenia gospodarzy (3:1). Chwilę później za sprawą asa Bartosza Gomułki był już remis po 3. Następnie blok Joshua Tuanigi na Lipińskim dał przyjezdnym prowadzenie 5:4. Koncert Gomułki trwał w najlepsze, a zaniepokojony wydarzeniami na boisku trener Silva poprosił o czas (6:10). Przewaga katowiczan nie chciała jednak maleć (8:11, 9:13), a w ofensywie na dobre rozhulał się Jewhenij Kisiluk. Świetny atak Ebadipoura dał częstochowianom remis po 16. Wówczas na przerwę na żądanie zdecydował się Grzegorz Słaby. W końcówce serię w ataku zanotował Krulicki, lecz nadzieje gospodarzy podtrzymywał Indra, który zakończył seta – 26:24.
Trzecia odsłona spotkania przyniosła ponowne prowadzenie drużyny spod Jasnej Góry. Po bloku Daniela Popieli było już 5:3. Podrażnieni katowiczanie nie odpuszczali, a świetnymi atakami popisywał się Berger (6:6). Po stronie gospodarzy brylował Adamczyk, napędzając drużynę (8:6, 10:8). Chwilę później błędy częstochowian dały gościom remis po 12. W kolejnych minutach grano niemal punkt za punkt (15:15, 17:17). Ważne dwa „oczka” blokiem dla GKS-u zdobył Łukasz Usowicz, zatrzymując Lipińskiego, a akcję później Popiele – 19:17. Znakomity fragment gry Gomułki całkowicie zaburzył wcześniejszy rytm seta (23:20), a decydujący cios gospodarzom zadał Bartłomiej Krulicki, dając katowiczanom pierwsze powody do radości – 25:21.
Czwartą część otworzyła wyrównana walka (4:4). Niespodziewanie zespół gości po asie serwisowym Gomułki wyszedł na prowadzenie 7:4, zmuszając trenera Cezara Douglasa Silvę do wzięcia czasu. Koncertowej grze przyjezdnych nie było końca – 10:6, a jeden Indra to za mało (8:12, 10:14). Następnie szkoleniowiec przyjezdnych także zdecydował się na czas, obserwując rozpędzonego Milada Ebadipoura (14:12). Po błędzie Gomułki na tablicy pojawił się remis po 15, a gra zaczęła się od nowa. W kolejnych minutach wynik stale oscylował wokół remisu (18:18). Po kolejnej przerwie dla trenera Słabego asa upolował Quinn Isaacson (20:18). Chwilę później mecz zakończył nieudaną zagrywką Gomułka – 25:21.
Steam Hemarpol Norwid Częstochowa – GKS Katowice 3:1 (25:21, 26:24, 21:25, 25:21)
HOKEJ
hokej.net – Czyste konto Murraya i wysokie zwycięstwo. GieKSa pokonuje Texom STS Sanok
GKS Katowice bez większych problemów pokonał w rozgrywanym awansem spotkaniu 19. kolejki Texom STS Sanok 6:0. Podopieczni Jacka Płachty wynik meczu otwarli już w siódmej sekundzie, za sprawą bramki zdobytej przez Bartosza Fraszkę. Tym samym po trzech przegranych z rzędu, wicemistrzowie Polski sięgają po pełną pulę punktów.
Trener Płachta na dzisiejsze spotkanie zadysponował ten sam skład, jaki wystąpił w niedzielnym spotkaniu przeciwko KH Enerdze Toruń. Jedyna zmiana miała miejsce w obsadzie bramki, między słupkami pojawił się John Murray. Sanoczanie przybyli do Katowic bez Karola Biłasa, Szymona Fusa oraz Domenica Gurshmana, którym na występ w dzisiejszym spotkaniu nie pozwoliła choroba. W dalszym ciągu kontuzje leczą również Marcel Karnas i Jakub Mazur.
Kto, punktualnie nie stawił się na dzisiejszym spotkaniu, zapewne musiał się pogodzić z faktem, że nie zobaczył bramki otwierającej wynik meczu. Już w siódmej sekundzie Grzegorz Pasiut z prawego skrzydła nadał krążek na bramkę do Bartosza Fraszki. Ten pomimo asysty obrońcy zdołał skierować gumę do siatki i błyskawicznie otworzyć wynik spotkania. Dogodna okazja do podwyższenia wyniku nadarzyła się katowiczanom w 6. minucie, gdy goście musieli po karach nałożonych na Strzyżowskiego oraz Huhdanpe, bronić podwójnego osłabienia. Podopieczn Elmo Aittoli zdołali jednak z tych opresji wyjść obronną ręką. Chwilę po wyrównaniu formacji mogło nawet dojść do wyrównania wyniku, jednak powracający na lód Strzyżowski przegrał pojedynek z Johnem Murrayem. W 11. minucie Stephen Anderson przejął krążek w tercji rywala po czym zagrał go do Christiana Mroczkowskiego. Ten nie myśląc długo posłał mocny strzał z nadgarstka. Guma wybrzmiała jeszcze na słupku sanockiej bramki, po czym zatrzepotała w siatce. Po drugiej straconej bramce Elmo Aittola podjął decyzję o zmianie w bramce. Dominika Salame zastąpił Filip Świderski. Fin zakończył swój występ w Katowicach ze skutecznością interwencji na poziomie 85,71%, broniąc 12 ze 14 skierowanych na jego bramkę strzałów. Świderski czyste konto zdołał utrzymać do 16. minuty, kiedy to pokonał go mocnym strzałem spod niebieskiej linii Pontus Englund. Była to jednak kolejna sytuacja, w której na naganę zasługuje sanocka defensywna. Napastnicy GieKSy mieli w dzisiejszym spotkaniu sporo swobody pod samą bramką, co wydatnie utrudniało pracę bramkarzom STS-u. Podobny obraz miała zresztą stracona u schyłku pierwszej tercji czwarta bramka. Tym razem spod niebieskiej wrzucał Verveda, a niepilnowany pod bramką Kallionkieli przeciął lot krążka, co nie pozwoliło zainterweniować skutecznie Świderskiemu.
W drugiej odsłonie gospodarze mając w zanadrzu cztery strzelone bramki nieco odpuścili swoje poczynania ofensywne co wydatnie wpłynęło na tempo spotkania. Drużynie z Sanoka mocne słowa uznania należą się za ambitną postawę, jednak nie potrafili oni w żaden sposób zaskoczyć katowickiej defensywy i pokusić się o sytuację w których można by niepokoić Johna Murraya. Jedyny bramkowy akcent w drugiej tercji nastąpił w 35. minucie. Dante Salituro dopadł do odbitego krążka, czym przypieczętował dłuższy pobyt swojej drużyny w tercji rywala.
W trzeciej tercji obraz gry utrzymywał się w podobnym stylu, do tego jaki obserwowaliśmy przez 40. minut. Na krążku dłużej pozostawili gospodarze, którzy szukali kolejnych sytuacji bramkowych. Trener Płachta chętnie dysponował do gry swoją czwartą formację i trzeba przyznać, że katowicka młodzież wniosła sporo polotu. Kolejny raz imponowali pracą w tercji rywala i chęcią błyskawicznego odbioru krążka. Indywidualnych zrywów próbował chociażby Jonasz Hofman, który dał pokaz świetnej kontroli nad krążkiem, do pełni szczęścia zabrakło tylko skutecznego wykończenia. Ostatni akcent ofensywny należał do kapitana GKS-u. Grzegorz Pasiut wykończył akcję flagowego ataku GKS-u Katowice znajdując „piątą dziurę” u Filipa Świderskiego.
Świetne tempo, piękne bramki i bramkarskie show! GieKSa pokonuje Cracovię
GKS Katowice nie składa broni w walce o Turniej Finałowy Pucharu Polski. Podopieczni Jacka Płachty w meczu o „sześć punktów” pokonali Comarch Cracovię 5:2. Hokeiści obu ekip zgotowali kibicom świetne widowisko, w których pierwszoplanowe role odegrali świetnie dysponowani między słupkami John Murray oraz Alex D’Orio.
Dzisiejsze spotkanie można było określić mianem klasycznego pojedynku o „sześć punktów”. GKS Katowice notując serie trzech kolejnych porażek mocno skomplikował swoją sytuację w walce o Turniej Finałowy Pucharu Polski. Na to arcyważne spotkanie trener Płachta zyskał nieco większą elastyczność w tworzeniu formacji ofensywnych, po absencji urazowej wrócili bowiem do meczowej kadry Igor Smal oraz Mateusz Bepierszcz. Marek Ziętara zdecydował się zadysponować niemalże ten sam skład, którym pokonał w poprzednie jkolejce Re-Plast Unię Oświęcim.
Początek spotkania upływał w dobrym, żywym tempie. Jednak żadna ze stron starała się nie podejmować niepotrzebnego ryzyka. Obie ekipy po wzajemnym badaniu sił, starały się przejąć kontrolę nad wydarzeniami na lodzie. Decydujące okazywały się pojedynki na bandach, oraz czujność w środkowej strefie. W 7. minucie Grzegorz Pasiut dostrzegł ofensywne zapędy Pontusa Englunda, który na pełnej szybkości wprowadził krążek do tercji rywala. Po objechaniu bramki Szwed nie myśląc długo pokusił się o strzał, odbity krążek trafił wprost na kij Bartosza Fraszki, który przy krótkim słupku zdołał zaskoczyć Alexa D’Orio. Zdobyta bramka tak naprawdę niewiele zmieniła w obrazie gry. Nieco więcej krążku zdawali się mieć katowiczanie, jednak i po stronie przyjezdnych nie brakowało ofensywnych zrywów. Ciężar rozegrania na swoje barki starał się brać Johan Lundgren i trzeba przyznać, że defensywa GKS-u miała sporo pracy, aby nadążyć nad dynamicznym Szwedem. Choć zawodnicy nie szczędzili sobie fizycznych pojedynków, to obyło się w pierwszej tercji bez wykluczeń. Sędziowie podobnie jak obie ekipy- dobrze weszli w to spotkanie i pozwalali aby zawodnicy robili swoje.
Zgromadzonych w „Satelicie” kibiców nie mógł również rozczarować początek drugiej odsłony gry. Ten przebiegał z delikatnym wskazaniem na drużynę gości. Jednak jeżeli wsparcia potrzebowała katowicka defensywa, w ostatniej instancji świetnie spisywał się John Murray.W 29. minucie sędziowie po raz pierwszy zmuszeni byli otworzyć boks kar, w którym zasiadł kapitan Cracovii- Szymon Marzec. Katowiczanie przystąpili do gry w przewadze z mocnym postanowieniem przełamania. Upragniony efekt przyszedł ze strony flagowego tercetu GieKSy. Fraszko zagrał zza bramkę do Wronki, a ten „na nos” do Pasiuta, który w takich sytuacjach nie zwykł się mylić. Na bramkę w liczebnej przewadze katowiczanie czekali od 8 października i wyjazdowego spotkania przeciwko Texom STS-owi Sanok. Chwilę po wznowieniu gry, kontaktową bramkę mógł zdobyć Fabian Kapica, barkiem krążek poza światło bramki zdołał jednak interweniujący Murray. W kolejnych minutach gra się otworzyła, co umożliwiało wykreowanie dogodnych sytuacji bramkowych po obu stronach. Najbliżej szczęścia w 35. minucie był Johan Lundgren, gdy krążek po jego uderzeniu ostemplował słupek.
W 42. minucie o sile swoje uderzenia przypomniał Aleksi Varttinen. Jego strzał spod niebieskiej linii przeciął Marcus Kallionkieli, czym uniemożliwił skuteczną interwencję Alexowi D’Orio. Świetna postawa kanadyjskiego golkipera uchroniła Cracovię przed stratą kolejnych bramek. W 47. minucie „Pasy” zdołały przełamać ofensywny impas. Oliver Olsson wykorzystując kontratak gości, wlał nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Zdobyta bramka dodała sporo animuszu w poczynania podopiecznych Marka Ziętary. Kontaktowa bramka wisiała w powietrzu lecz nawet gdy wydawało się, że dobicie krążka pozostaje formalnością, z linii bramkowej zdołał go wybić John Murray. Wydarzenia przenosiły się błyskawicznie pomiędzy tercjami i było jasne, że kolejna zdobyta bramka będzie kluczowa dla losów spotkania. O emocje zadbał Jauhienij Kamienieu, który mocnym strzałem z prawego bulika dał Cracovii kontaktową bramkę. Ostatnie minuty należały jednak do katowiczan. Na niespełna 90 sekund przed końcem trzeciej odsłony, swoim kunsztem popisał się Grzegorz Pasiut. „Profesor”, pomimo zasłony obrońcy zdołał posłać niesygnalizowany strzał z nadgarstka, pakując krążek do siatki obok bezradnego Alexa D’Orio. Pieczęć nad arcyważnym zwycięstwem GieKSy postawił Bartosz Fraszko, który strzałem do pustej bramki, podobnie jak kapitan GieKSy skompletował dublet.
Ambicja zawodników nie zmyje zaniechań organizacyjnych. GieKSa rozbiła Podhale
GKS Katowice rozbił w wyjazdowym spotkaniu Podhale Nowy Targ 10:1. Obraz dzisiejszego meczu powinien śnić się po nocach wszystkim, którzy doprowadzili nowotarski hokej do tak tragicznego położenia. GieKSa notuje trzecie kolejne zwycięstwo i pozostaje w walce o Turniej Finałowy Pucharu Polski.
Na przeciwległych biegunach obecnie znajdują się drużyny Podhala Nowy Targ oraz GKS-u Katowice. „Górale” żyją „od kolejki do kolejki”. Realia są takie, że należy się cieszyć z każdego tygodnia, który nie przynosi złych wieści. Katowiczanie, choć jeszcze przed chwilą byli w dołku, z którego wydawało się nie zdążą wygrzebać przed końcem drugiej rundy, zaczynają prezentować coraz lepszy hokej. Pokonując w poprzedniej kolejce Comarch Cracovię zachowali szansę w walce o Turniej Finałowy Pucharu Polski.
Nie można zatem dziwić się, że dzisiejsze spotkanie w opinii wielu kibiców było postrzegane jako pojedynek Dawida z Goliatem. Trener Batkiewicz kolejny raz musiał zmierzyć się z problemem zbyt krótkiej kołdry, a materiału wystarczyło ledwie na zestawienie trzech formacji. Mająca w swoich szeregach lubujących się w grze na krążku napastników GieKSa od pierwszych minut ruszyła do ataku. Dobrze krążek na kiju „siadał” również katowickim defensorom. To właśnie po strzałach Travisa Vervedy i Pontusa Englunda, GKS zadał dwa pierwsze ciosy. Podczas gry w osłabieniu ofensywny zryw Tomasza Szczerby pozwolił „Góralom” zdobyć kontaktową bramkę, gdy wstrzelony krążek zaskoczył Michała Kielera. Jeszcze przed przerwą liczebną przewagę na trzecią bramkę zamienił Grzegorz Pasiut.
Trzęsienie ziemi nastąpiło w drugiej tercji. W 24. minucie kanadyjski duet Salituro-Sokay zdobył dla GKS-u czwartą bramkę, a po 30 sekundach kolejną bramkę zdobył Mateusz Bepierszcz. Po stracie 5 bramki między słupkami Pawła Bizuba zastąpił Szymon Klimowski, który momentalnie przekonał się, z czym musiał się mierzyć na lodzie jego poprzednik. Nie minęło półtorej minuty, a na listę strzelców zdołali dopisać się Mroczkowski i Fraszko. W 30. minucie bramkę w przewadze zdobył Varttinen. Wynik spotkania ustalili w samej końcówce Verveda oraz Salituro, który na 21 sekund przed końcem trzeciej tercji przypieczętował dwucyfrowy wynik.
Pewny triumf GieKSy. Trzej muszkieterowie załatwili sprawę!
Czwarte zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty w rozgrywanym awansem meczu 20. kolejki TAURON Hokej Ligi pewnie pokonali na wyjeździe Re-Plast Unię Oświęcim 5:1. O losach spotkania przesądził pierwszy atak GieKSy, który zdobył cztery z pięciu bramek.
Katowiczanie w przekroju całego spotkania okazali się drużyną po prostu lepszą. Szybciej poruszali się po lodzie, popełnili mniej błędów, wykazali się też większą dokładnością w kreowaniu akcji i skutecznością przy ich wykończeniu.
Ze znakomitej strony zaprezentował się tercet Bartosz Fraszko – Grzegorz Pasiut – Patryk Wronka. Kapitan GieKSy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a jego skrzydłowidołożyli po jednym golu. Swoje w bramce zrobił też John Murray.
Tym samym biało-niebiescy ponieśli drugą porażkę z rzędu. Gołym okiem widać, że zmagają się z kryzysem formy, ale po wymagających meczach w Hokejowej Lidze Mistrzów zapewne się z tym liczyli. „Podatek” od udziału w europejskich pucharach polskie kluby płacą przecież regularnie.
Ale wróćmy do trzeciego w tym sezonie starcia mistrzów. W pierwszej odsłonie nie oglądaliśmy bramek, choć oba zespoły miały kilka niezłych okazji. Na wysokości zadania stanęli obaj golkiperzy.
John Murray zatrzymał soczysty strzał Hampusa Olssona oraz dwa uderzenia Krystiana Dziubińskiego. Dobrym refleksem wykazał się zwłaszcza w 15. minucie, kiedy kapitan Unii odebrał krążek Aleksiemu Varttinenowi, a potem błyskawicznie pociągnął z nadgarstka.
Najlepsze szanse dla GieKSy mieli Dante Salituro, Christian Mroczkowski Pontus Englund. Pierwszy z nich trafił w boczną siatkę, a uderzenia „Mroczka”i szwedzkiego defensora padły łupem Linusa Lundina.
Drugą tercję znakomicie rozpoczęli katowiczanie i już po 46 sekundach rozwiązali worek z bramkami. Na pozycję wyszedł Patryk Wronka, który sprytnie strącił do bramki krążek wrzucony przez Grzegorza Pasiuta.
Chwilę później uderzenie Pontusa Englunda z najbliższej odległości poprawił Marcus Kallionkieli i katowiczanie mieli już dwubramkową zaliczkę, dającą im spory komfort gry.
Potem sporo szczęścia mieli gospodarze, bo krążek po uderzeniach Albina Runessona z linii niebieskiej oraz Bartosza Fraszki z prawego bulika odbił się od słupka. Z kolei strzał Patryka Wronki zmierzający do bramki w ostatniej chwili wybił Roman Diukow.
Gdy w 47. minucie na 3:0 podwyższył Grzegorz Pasiut, stało się jasne że podopieczni Jacka Płachty nie przegrają tego meczu. Kapitan GieKSy w sporym zamieszaniu przymierzył tak precyzyjnie, że guma odbiła się od wewnętrznej poprzeczki i wyszła w pole. Sędziowie zaliczyli to trafienie dopiero po analizie wideo.
Chwilę później pierwszego gola zdobyli biało-niebiescy. Odrobinę nadziei w serca mistrzów Polski wlał Daniel Olsson Trkulja, który podczas gry swojego zespołu w przewadze wykorzystał dogranie Antona Holma i fakt, że John Murray leżał na lodzie. Wywrotka „Jaśka Murarza”była spowodowana efektem domina, a konkretnie nierozważnym zagraniem Aleksiego Varttinena. Fiński defensor popchnął Christophera Liljewalla, a ten podciął katowickiego bramkarza. Sędzia Bartosz Kaczmarek był dobrze ustawiony i pewnym gestem wskazał na bramkę.
Jednak gościeszybko odpowiedzieli, robiąc użytek z gry w przewadze. Patryk Wronka zagrał spod bandy do Grzegorza Pasiuta, a ten popisał się soczystym uderzeniem bez przyjęcia. Linus Lundin nie zdążył w porę interweniować.
Pieczęć na zwycięstwie GKS-u postawił Bartosz Fraszko. Dynamiczny skrzydłowy w 53. minucie odebrał krążek Jeremu Vertanenowi, a następnie w sytuacji sam na sam zaskoczył golkipera Unii. Pełna pula pojechała do Katowic.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze