Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Zdecydowana wygrana GKS Katowice!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w 5. kolejce pokonały na wyjeździe drużynę Mistrzyń Polski Pogoń Szczecin 3:1 (3:0). Następne spotkanie zespół rozegra w sobotę 21 września na Bukowej o 12:00 z wiceliderem Śląskiem Wrocław. Piłkarze w ramach 8. kolejki PKO BP Ekstraklasy zremisowali z Widzewem Łódź 2:2 (2:1). Następne spotkanie drużyna rozegra na wyjeździe z Górnikiem Zabrze. Mecz rozpocznie się o godz. 20:15.
Siatkarze rozpoczęli rozgrywki PlusLigi od porażki z MKS-em Będzin 0:3. W tym tygodniu zespół rozegra dwa wyjazdowe spotkania: z Projektem Warszawa i Stalą Nysa. Mecze rozpoczną się odpowiednio o 17:30 (w środę, 18 września) i o 20:30 ( w sobotę 21 września).
W miniony piątek, rozpoczęli rozgrywki hokeiści w THL. W pierwszym spotkaniu GieKSa pokonała STS Sanok 2:0. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra dwa mecze. W środę (18 września) zmierzy się na wyjeździe z Unią Oświęcim. W niedzielę (22 września) z kolei zespół podejmie w Satelicie GKS Tychy. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00 i 17:00.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Zdecydowana wygrana GKS – u Katowice!
Już na samo otwarcie 5. kolejki Ekstraligi mogliśmy oglądać prawdziwy hit. Aktualnie mistrzynie ze Szczecina podejmowały na własnym stadionie ustępujące z tronu po zeszłej kampanii piłkarki GKS – u Katowice. Obie ekipy do tej pory zgarnęły komplet punktów, lecz Pogoń rozegrała jedno spotkanie mniej.
Już od samego początku mogliśmy zaobserwować niezwykle agresywne nastawienie przyjezdnych. Zakładały one na gospodyniach nieustanny pressing, tym samym często zmuszając rywalki do popełniania błędów, które już niedługo miały okazać się niezwykle kosztowne. Bowiem „GieKSa” bardzo szybko wyprowadziła cios i to bynajmniej nie pojedynczy.
W 11. minucie świetnie skrzydłem popędziła Karolina Bednarz, która wymieniła piłkę z Klaudią Słowińską. Ta wypatrzyła w polu karnym wbiegającą na krótki słupek Nikolę Brzęczek, która z bliskiej odległości pokonała bezradną przy strzale w okienko Annę Palińską. Jakby złego dla miejscowych było mało, raptem kilka minut później defensorka mistrzyń, Kinga Bużan, sfaulowała w polu karnym Klaudię Maciążkę. Rzut karny pewnie na gola zamieniła Marlena Hajduk. To nie był koniec kanonady w tej połowie. W 20. minucie po rzucie rożnym powstało ogromne zamieszanie, w którym najlepiej odnalazła się Kinga Kozak i podwyższyła na 3:0.
W następnych meczach intensywność pressingu Katowiczanek nieco zmalało, co choć na chwilę pozwoliło wziąć oddech Pogoni i powymieniać nieco dłużej piłkę. Najgroźniejszą okazję gospodynie wykreowały sobie w 37. minucie, kiedy kawałek wolnej przestrzeni wykorzystała Jaylen Crim i oddała strzał, który jednak nie zmusił do szczególnego wysiłku Kingi Seweryn. Do przerwy zatem mieliśmy teoretycznie już po meczu. Chyba nikt się nie spodziewał tak ogromnej przewagi i okazałego prowadzenia którejkolwiek ze stron.
Po zmianie stron dwie niezwykle groźne sytuacje wykreowały sobie gościnie. Najpierw Aleksandra Nieciąg uderzyła z kilku metrów, lecz świetnym refleksem wykazała się Palińska. Niedługo później po napędzeniu kontry wysoko nad bramką huknęła Grzybowska. Następne kilka minut należało jednak do Pogoni, co widzieliśmy chyba pierwszy raz w tym spotkaniu. Natomiast ta chwila przewagi przyniosła już gola, otwierającego konto Szczecinianek. Z lewej strony boiska do rzutu wolnego podeszła Luana Zajmi i wykonała idealny centrostrzał, który z pomocą wiatru całkowicie zmylił Kingę Seweryn i tym samym to cudowne trafienie wlało w serca piłkarek oraz kibiców na chociaż remis. Aczkolwiek czas był sprzymierzeńcem „GieKSy” , o której mimo zmniejszonej przewagi wciąż spokojnie należało twierdzić, że ma przebieg boiskowych wydarzeń pod kontrolą.
Kolejne minuty to po raz kolejny dominacja w posiadaniu piłki ekipy przyjezdnej. Piotr Łęczyński próbował odmienić oblicze rywalizacji zmianami, lecz rotacje nie zdawały się na wiele. Ożywiły się skrzydła, na których aktywne były wprawdzie Garbowska i Kuśmierczyk, lecz w pojedynkach ze świetnie dysponowanymi Turkiewicz, Słowińską czy Bednarz nie wywalczyły nic więcej niż parę rzutów rożnych, niebędącym realnym zagrożeniem dla defensywy GKS – u. Więcej bramek nie przyszło nam już oglądać na stadionie w Szczecinie. Przyjezdne zaliczają przekonującą i naprawdę zasłużoną wygraną po bardzo dobrym meczu. Tym samym kontynuują one serię zwycięstw, pozostając na fotelu liderek.
SIATKÓWKA
dziennizachodni.pl – Prezentacja hokeistów i siatkarzy GKS Katowice na dachu Supersamu
We wtorek 10 września w stolicy Górnego Śląska odbyła się prezentacja drużyn GKS Katowice. Hokeiści i siatkarze tego klubu spotkali się ze swoimi kibicami w niezwykłym miejscu – na dachu katowickiego Supersamu.
Zarówno hokeiści jak i siatkarze GieKSy w najbliższy weekend rozpoczną zmagania ligowe, więc we wtorkowe popołudnie 10 września obydwa zespoły zaprezentowały się katowickim kibicom. Impreza odbyła się na dachu Supersamu i uczestniczyło w niej kilkaset osób.
Jako pierwsi fanom zaprezentowali się siatkarze. W drużynie trenera Grzegorza Słabego nie ma już kapitana Jakuba Jarosza, ale jest aż siedmiu nowych graczy, których kibice mieli okazję poznać. Nowym kapitanem został Bartosz Mariański. Katowiczan czeka ciężka walka o pozostanie w PlusLidze, która po tym sezonie zostanie odchudzona. Pierwszy mecz siatkarze rozegrają w niedzielę o godz. 20.30 w hali w Szopienicach z beniaminkiem Nowak-Mosty MKS Będzin.
– Mogę obiecać, że będziemy walczyć w każdym meczu. W naszej hali w Szopienicach bardzo często dochodziło do tie-breaków i mam nadzieję, że w tym sezonie też będziemy pod tym względem rekordzistami PlusLigi – powiedział trener Grzegorz Słaby.
Później na scenie pojawili się hokeiści. Trener Jacek Płachta ma w składzie aż 12 nowych zawodników i to pewnie jeszcze nie koniec zmian w składzie, ale znów chce powalczyć o medal i kolejny raz awansować do finału Tauron Hokej Ligi. Wicemistrzowie Polski rozgrywki zaczną w piątek 13 września domowym spotkaniem z Texomem STS Sanok, który rozpocznie się w odnowionej Satelicie o godz. 17. Funkcję kapitana zespołu ponownie pełnić będzie Grzegorz Pasiut.
– Okres przygotowawczy był ciężki. Mocno trenowaliśmy, graliśmy wiele sparingów. Już nie możemy się doczekać pierwszego meczu w Satelicie i spotkania z naszymi kibicami – stwierdził trener Jacek Płachta.
Po prezentacji sympatycy GieKSy robili sobie wspólne zdjęcia ze sportowcami i zbierali ich autografy, a także podziwiali widoki na centrum miasta z dachu katowickiego Supersamu. Mogli też kupić w klubowym stoisku nowe koszulki hokeistów i siatkarzy przygotowane na rozpoczynający się w weekend sezon.
siatka.org – Znakomite wejście beniaminka, ważne trzy punkty w Katowicach
Nowak-Mosty MKS Będzin w znakomitym stylu po latach wrócił na ligowe salony. W swoim pierwszym meczu po powrocie do Plusligi będzinianie nie dali większych szans GKS Katowice inkasując bezcenne trzy punkty nie tracąc nawet seta, Najlepszym zawodnikiem spotkania wybrany został Brandon Koppers, przyjmujący MKS-u.
Od samego początku toczyła się wyrównana walka. Będzinianie odskoczyli na dwa oczka po ataku oraz asie Brandona Koppersa (6:4). Dłużni nie byli gospodarze, którzy po asie Aymena Bouguerry oraz zatrzymaniu Damiana Schulza wygrywali 8:7. MKS po chwili wyrównanej gry, ponownie objął dwupunktowe prowadzenie po zatrzymaniu ataku Alexandra Bergera z szóstej strefy (13:11). Po chwili ponownie doszło do remisu za sprawą autowego ataku gości i uderzeniu Damiana Domagały (13:13). Po tym, jak w kontrze zapunktował Berger, grę przerwał trener Dawid Murek (16:15). Aż po sam koniec byliśmy świadkami potężnej wymiany ciosów i gry punkt za punkt, a także widowiskowych bloków autorstwa obu ekip. Losy wyrównanej odsłony musiała rozstrzygnąć gra na przewagi. Zarówno jedna, jak i druga drużyna miały piłki na jej skończenie. Po ataku ze środka oraz asie Damiana Schulza MKS objął prowadzenie.
Drugą partię również otworzyła gra punkt za punkt. Od samego startu aktywni byli Koppers i Łukasz Usowicz. Jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie wyszli goście po zatrzymaniu Bouguerry (8:6). Ekipa z Będzina utrzymywała się na nim do stanu 12:10. Dwukrotne zatrzymanie Depowskiego wiązało się z remisem po 12. Raz jeszcze sprawy w swoje ręce wzięli będzinianie. Po asie Grzegorza Pająka wygrywali 15:13. Wraz z czasem nawarstwiały się błędy oraz chaos w szeregach gospodarzy (18:14). Dobrze mimo to na środku siatki spisywał się Usowicz. Koncert rozgrywał Koppers, do którego kierowana była największa ilość piłek. Po dwóch atakach Schulza z prawego skrzydła MKS wygrywał 2:0.
Do trzeciej części katowiczanie przystąpili z Bartoszem Gomułką na ataku oraz Bartłomiejem Krulickim na środku. Po dwóch blokach oraz ataku pierwszego z nich wygrywali 4:1. Przyjezdni zaczęli grać bardziej technicznie, mniej siłowo. Po chwili tablica wyników wskazała na remis. Podobnie jak w pierwszej części, ekipy zaczęły wyrównaną grę punkt za punkt. Na dwa oczka zaliczki wstąpił GKS po zdrapce i asie Usowicza (13:11). Nie zwalniał ręki po drugiej stronie Schulz, który dał swojej drużynie remis (16:16). Nie zwalniali tempa mimo to siatkarze ze Śląska. Dwa asy Jewgienija Kisiliuka wiązały się z prowadzeniem 19:17, by atak Artura Ratajczaka i blok na Gomułce oznaczały kolejne wyrównanie (20:20). Przez moment trwała gra punkt za punkt, ale powtórzył się scenariusz z ubiegłej partii. Asem i po chwili atakiem po bloku zakończył mecz Schulz (25:23).
GKS Katowice – Nowak-Mosty MKS Będzin 0:3 (27:29, 19:25, 23:25)
HOKEJ
hokej.net – GieKSa otwiera sezon za trzy punkty. Czyste konto Murraya
Udanie przywitali się z własną publicznością zawodnicy GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty pokonali 2:0 zespół Texom STS-u Sanok. Premierowe trafienie w barwach GKS-u zanotował Stephen Anderson. Punktował również Grzegorz Pasiut, dla którego dzisiejsze spotkanie było 800 meczem rozegranym na polskich taflach.
Dobre informacje na kibiców GKS-u Katowice czekały już na przedmeczowej rozgrzewce, gdzie można było dostrzec powracającego do kadry meczowej Bena Sokaya. Spotkanie inaugurujące sezon 2024/2025, było jednocześnie jubileuszem Grzegorza Pasiuta. Dla kapitana GieKSy potyczka przeciwko Texom STS-owi Sanok była bowiem 800 meczem rozegranym na polskich taflach.
Od pierwszych sekund było jasne, która z drużyn będzie starała się rozdawać karty. Już w 1. minucie swój potencjał zaprezentował flagowy atak katowiczan. Przestrzeń w tercji rywala zdobył Dante Salituro, a tempa akcji nadał Grzegorz Pasiut, który z charakterystycznym dla siebie sznytem, zagrał wprost na łopatkę Bartosza Fraszko. Mając przed sobą otwartą drogę do bramki ten uderzył jednak wprost w Dominika Salame. Wraz z upływem czasu obraz gry pozostawał niezmienny. Podopieczni Jacka Płachty coraz pewniej czuli się w tercji rywala, przyspieszając rozegrania krążka. Goście jednak nie pozwolili na przełamanie swoich szyków obronnych. Głównie za sprawą dobrze dysponowanego między słupkami Dominika Salamy, choć w niektórych momentach sanoczanom mocno sprzyjało sportowe szczęście. Katowicka karuzela nabierała tempa, dobrą dynamiką imponował Sokay, sęk w tym, że przekładało się to na otwarcie wyniku spotkania.
Na drugą tercje podopieczni Elmo Aittoli wyszli ze zdecydowanie większym apetytem gry na krążku. Nieprzyjemnie uderzenie na bramkę Murraya posłał Tamminen, ale przede wszystkim gościom udawało się utrzymywać grę z dala od własnej tercji. Paliwa do nawiązania równorzędnej walki nie wystarczyło na zbyt długo, na co spory wpływ miało wykluczenie Joony Tamminena. Choć goście wyszli z osłabienia obroną ręką, to po wyrównaniu formacji na lodzie, tempo wydarzeniom znów nadawali wicemistrzowie Polski. W 35. minucie na ławce kar zasiadł Bartosz Fraszko. Okres gry w przewadze nie pozwolił gościom na dłużej rozgościć się w katowickiej tercji. Co więcej, w ostatnich sekundach wykluczenia, kontratak zainicjował Mateusz Bepierszcz. Po chwili jego rajd zamienił się w dwójkowy atak, gdy akcję uzupełnił opuszczający boks kar Bartosz Fraszko. Tym razem Fraszko zachował zimną krew i strzałem poza zasięgiem Salamy, otworzył wynik spotkania.
Przebieg trzeciej tercji nie wskazywał aby mógł nastąpić przełom. Gospodarze utrzymywali swoją przewagę, będąc zespołem lepszym w podstawowych aspektach hokejowego rzemiosła. Ekipa z Podkarpacia płaciła coraz wyższą cenę za ciężką pracę w obronie, co skutkowało coraz większą liczbą wykluczeń. W 50. minucie grający w przewadze katowiczanie rozprowadzili obronę gości. Odwdzięczając się za podanie z pierwszej minuty, Fraszko nadał krążek do Pasiuta, jednak kolejny raz na drodze do szczęścia katowickiej dwójce stanął Dominik Salama. W 50. minucie spotkania Grzegorz Pasiut składał reklamacje odnośnie decyzji podejmowanych przez arbitrów. Bartosz Kaczmarek uznał, że roszczenia Pasiuta wyczerpują znamiona niesportowego zachowania, nakładając na kapitana GieKSy kare mniejszą. W 58. minucie Elmo Aittola poprosił o czas dla swojej drużyny, by po chwili zaryzykować wycofaniem z bramki Dominika Salamy. Ten manewr nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu w postaci wyrównującej bramki, co więcej po chwili Stephen Anderson strzałem do pustej bramki zdobył swoje premierowe trafienia w barwach GieKSy oraz ustalił wynik spotkania.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze