Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: uKOCHane zdobywają Olsztyn
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich czterech dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Mistrzynie Polski w drugim spotkaniu Orlen Ekstraligi pokonały na wyjeździe Stomilanki Olsztyn 3:0 (2:0) i prowadzą w tabeli. Następny mecz ligowy piłkarki rozegrają już w najbliższy czwartek, 31 sierpnia, na Bukowej o godz. 13:00. W piłkarze rozegrali kolejne ligowe spotkanie, z Resovią Rzeszów, w którym wygrali 3:0 (2:0) Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Kolejny mecz nasza drużyna rozegra w przyszła niedzielę, trzeciego września w Bielsku-Białej z Podbeskidziem. Początek spotkania o godzinie 15:00. Zgodnie z zapowiedziami z klubem rozstał się Marek Szczerbowski, nowym prezesem GieKSy został Krzysztof Nowak.
Siatkarze po powrocie z turniej PreZero Grand Prix PL rozpoczęli „regularne” przygotowania do nowego sezonu.
Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, w minionym tygodniu rozegrali dwa sparingi z niemiecką drużyną Lausitzer Füchse z Weißwasser/Oberlausitz. W pierwszym z nich drużyna przegrała po rzutach karnych 4:5, w drugim wygrała 6:2. W piątek zespół rozegra sparing z Energą Toruń.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – “uKOCHane” zdobywają Olsztyn
W niedzielne popołudnie beniaminek z Olsztyna podjął mistrzynie Polski. Mimo ambicji punkty pojechały do Katowic. GKS Katowice zostaje samodzielnym liderem jako jedyna drużyna w Orlen Ekstralidze z kompletem punktów.
Katowiczanki rozpoczęły mecz, narzucając gospodyniom swój styl gry. Już w 11 minucie wrzutka Julii Włodarczyk trafiła na głowę Aleksandry Nieciąg, a ta skierowała ją do bramki, strzelając debiutancką bramkę dla GKSu Katowice. 5. minut później ponownie Nieciąg po zamieszaniu w polu karnym trafiła do bramki olsztynianek po raz drugi, jednak tym razem była na pozycji spalonej i bramka nie została uznana. Stomilanki w 18. minucie miały swoją szansę na wyrównanie, jednak Katarzyna Kałużna została w ostatniej chwili uprzedzona przez jedną z defensorek Katowic i wywalczyła tylko rzut rożny. W 22 minucie za faul taktyczny została ukarana żółtą kartką Kamila Tkaczyk. Trzy minuty później Słowińska wykonywała rzut wolny, wrzucona piłka trafiła na głowę Tkaczyk, a ta wyłożyła piłkę na piąty metr wprost pod nogi Hajduk. Kapitanka GKSu nie marnuje takich sytuacji i strzałem z najbliższej odległości trafiła do bramki Milner.
Jedyną zawodniczką, która sprawiała problemy zawodniczkom z Katowic, była filigranowa Katarzyna Kałużna. To po faulu na niej Julia Włodarczyk otrzymała żółtą kartkę w 34. minucie. W ostatnim kwadransie przyjezdne kontrolując sytuacje na boisku, cofnęły się, pozwalając na więcej swobody olsztyniankom. Gospodynie starały się stworzyć sytuacje, ale dobrze poukładana obrona katowiczanek nie pozwała zagrozić swojej bramce. W doliczonym czasie Joanna Olszewska uderzała ze stałego fragmentu, jednak piłka poszybowała nad poprzeczką. Do przerwy katowiczanki pewnie prowadzą 2:0.
Drugą połowę rozpoczęła się od roszad w obu zespołach. Na boisku pojawiły się: w barwach GKSu Oliwia Grzegorczyk, a w drużynie Stomilanek: Patricia Lamanna i Justyna Libera. W 48. minucie grająca w zespole z Warmii ex-katowiczanka Aleksandra Drąg została ukarana żółtą kartką za ostre wejście. Drużyna z Katowic kontrolowała sytuacje na boisku, a Stomilanki nie miały pomysłu, by zmienić obraz meczu. W 67. minucie na boisku pojawiły się Aleksandra Lizoń i Oliwia Malesa. Kilka minut później boisko opuściła jedna z najlepiej grająca w drużynie Stomilanek Katarzyna Kałużna, a w jej miejsce pojawiła się Oliwia Korzec. Kolejna zmiana z 76. minuty została wymuszona przez kontuzję Oliwii Malesy i na boisku pojawiła się wracająca po długiej kontuzji Anna Konkol. W 79. minucie za ostry atak Adrianna Rosiak została ukarana żółtą kartką. Kolejną zawodniczką, która pojawiła się w barwach GKSu na boisku była 16-letnia Anna Krakowiak.
Na kolejną bramkę drużyny z Katowic trzeba było czekać aż do 87. minuty kiedy to Anna Konkol wypracowała piękną sytuację, a Dominika Misztal sfinalizowała trafiając do bramki Stomilanek. Pewne zwycięstwo GKSu daje im pierwsze miejsce po 2. kolejkach Orlen Ekstraligi.
olsztyn.com.pl – Brutalna rzeczywistość. Stomilanki bez szans w starciu z mistrzem Polski
W niedzielne popołudnie piłkarki Stomilanek Olsztyn rozegrały pierwsze domowe spotkanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzynie Polski, GKS Katowice nie dały jednak żadnych szans olsztynianom i pewnie wywalczyły komplet punktów.
Przed meczem Marek Łukiewski, prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej wręczył na ręce kapitan Gabrieli Kędzi puchar za awans do Orlen Ekstraligi kobiet.
W 2 minucie spotkania Stomilanki mogły wyjść na prowadzenie. Po bardzo ładnej akcji strzał w kierunku bramki oddała Adrianna Rosiak, ale piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Minutę później aktualny mistrz Polski GKS Katowice mógł wyjść na prowadzenie, ale strzał Kamili Tkaczyk został wyblokowany w ostatnim momencie.
Zespół ze Śląska wyszedł na prowadzenie w 11 minucie spotkania. Do dośrodkowania z prawej strony boiska źle wyskoczyła amerykanka Maleah Milner i Aleksandra Nieciąg trafiła głową do pustej bramki. Błąd bramkarki Stomilanek został bezlitośnie wykorzystany.
Stomilanki się nie załamały, ale ruszyły do odrabiania strat. Dwukrotnie na bramkę rywali strzelała najmniejsza na boisku Katarzyna Kałużna.
W 25 minucie było już 2:0 dla GKS-u. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego bramkę strzelił z bliskiej odległości Marlena Hajduk, tym razem lepiej w polu karnym powinny się zachować zawodniczki z obrony.
W 38 minucie Stomilanki oddały pierwszy celny strzał w meczu. Mocno aktywna w tym meczu Adrianna Rosiak podała do Kamili Osajkowskiej, ale ta za lekko uderzyła, żeby bramkarka GKS-u miała wpuścić piłkę do siatki.
Po przerwie Dariusz Maleszewski wprowadził do gry dwie nowe zawodniczki. W 51 minucie w bardzo dobrej sytuacji znalazła się Osajkowska, ale na 18 metrze nie potrafiła minąć bramkarki GKS-u, która wybiła piłkę wślizgiem na aut. W 63 minucie bardzo ładną interwencją popisała się Milner, która wybroniła uderzenie Anity Turkiewicz.
Wynik spotkania ustaliła w 87 minucie spotkania Dominika Misztal, która wykorzystała zamieszanie w polu karnym Stomilanek. Skromna liczba widzów (około 250 kibiców) nie doczekała się premierowego gola Stomilanek w Ekstralidze.
infokatowice.pl – Marek Szczerbowski odszedł z GieKSy. Krzysztof Nowak nowym prezesem
Dzisiaj wczesnym popołudniem nowym prezesem GKS-u Katowice został Krzysztof Nowak, przez wiele lat związany z Akademią Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach.
Dzisiaj po 12.00 GKS Katowice wydał następujący komunikat: „Rada Nadzorcza GKS GieKSa Katowice S.A. podjęła uchwałę o odwołaniu Prezesa Zarządu Marka Szczerbowskiego z funkcji Prezesa Zarządu. Jednocześnie Rada Nadzorcza GKS GieKSa Katowice S.A. powołała na stanowisko Prezesa Zarządu dotychczasowego Wiceprezesa Krzysztofa Nowaka.”
Szczerbowski został prezesem GieKSy w sierpniu 2019 r., po spadku piłkarzy do drugiej ligi. Jego odejście spowodowane jest konfliktem z kibicami, którzy w ubiegłym sezonie przez kilka miesięcy bojkotowali domowe spotkania Trójkolorowych.
Krzysztof Nowak, który zastąpił Szczerbowskiego na fotelu prezesa, pojawił się w klubie w lutym bieżącego roku, kiedy objął stanowisko wiceprezesa. Nowak przez trzydzieści lat związany był z Akademią Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach, gdzie m.in. pełnił funkcje dyrektora biura rektora i dyrektora administracyjnego. Przez ponad dziesięć lat był także dyrektorem AZS-u AWF Katowice.
SIATKÓWKA
siatka.org – Jakub Jarosz: ruszamy z najmniej przyjemną częścią sezonu
– Mam nadzieję, że okres przygotowawczy będzie na tyle owocny, że od pierwszej kolejki będziemy zdobywać ligowe punkty – powiedział w mediach klubowych Grzegorz Słaby, trener drużyny z Katowic, która zaczęła treningi przed sezonem 2023/2024.
Po zmaganiach na piasku w PreZero Grand Prix poszczególne zespoły PlusLigi zaczynają właściwe przygotowania przed sezonem 2023/2024. Wśród nich jest także GKS Katowice, który ma za sobą pierwsze zajęcia w hali. – Mieliśmy wprowadzenie w postaci PreZero Grand Prix. Spędziliśmy trochę czasu w nowej grupie na wyjeździe. Jest dużo zmian w zespole, bo mniej więcej 50% zawodników jest nowych, a teraz ruszamy już z tą najmniej przyjemną częścią sezonu. Ciężko trenujemy w siłowni i wracamy do naszej hali – przyznał atakujący, Jakub Jarosz.
Przed katowiczanami kilka tygodni ciężkiej pracy. – Będziemy robić 10 jednostek treningowych w tygodniu, a wolna będzie sobota i niedziela. Na razie będziemy skupiać się głównie na przygotowaniu motorycznym i fizycznym, ale od pierwszego dnia w hali będziemy też trenować z piłkami. W pierwszym tygodniu nie przewidujemy skoków zawodników, więc będzie dużo biegania, przebijania piłki, tak żeby przygotować ich do właściwej pracy – podkreślił szkoleniowiec, Grzegorz Słaby.
Nie ma co ukrywać, że zawodnicy nie lubią obecnego okresu, ale jest on niezbędny do tego, aby w trakcie zmagań ligowych byli w jak najlepszej dyspozycji. – Na pewno jest to trudny okres. Po dwóch treningach dziennie nikt nie będzie chodził wieczorem pełny energii, ale ta praca jest bazą, która da efekty później. Musimy dobrze popracować, aby później mieć wytrzymałość siłową i aby było mniej kontuzji – zaznaczył doświadczony atakujący zespołu z Katowic.
W GKS-ie doszło do sporych zmian, a więc najbliższe tygodnie zostaną poświęcone także na zgrywanie zespołu. – To jest mój czwarty rok pracy, a praktycznie przed każdym sezonem zmienia się rozgrywający, z którym inni zawodnicy muszą złapać nić porozumienia. Mamy sporo czasu, żeby to zrobić. Mam nadzieję, że ten okres przygotowawczy będzie na tyle owocny, że od pierwszej kolejki będziemy zdobywać ligowe punkty – zakończył Grzegorz Słaby.
HOKEJ
hokej.net – Mocny comeback GieKSy, ale w karnych lepsi rywale
W piątkowym meczu sparingowym nie zabrakło emocji! Hokeiści GKS-u Katowice przegrali po rzutach karnych 4:5 z Lausitzer Füchse. Niemiecki zespół prowadził dwukrotnie trzema golami, jednak ambitni katowiczanie doprowadzali do wyrównania.
W meczu nie zagrał chory Bartosz Fraszko, ale w składzie znalazł się młody zawodnik z Naprzodu Janów – Eric Kaczyński. Po pierwszej tercji GieKSa przegrywała 0:2 po golach Sama Ruoppa oraz Roope Mäkitalo. Rywal zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko.
W 23. minuciena listę strzelców wpisał się Ville Järveläinen, ale dwie minuty później podczas gry w przewadze odpowiedział Mateusz Bepierszcz.W tej samej minucie Eric Valentin zdobyłgola na 4:1. Do końca tercji strzelali już tylko katowiczanie i wszystkie tebramki padły w przewadze. Na listę strzelców wpisywali się Olli Iisakka, Santeri Koponen oraz Hampus Olsson. Na ostatnie 20 minut wracaliśmy z wynikiem 4:4.
W 47. minucie na prowadzenie GKS mógł wyprowadzić Mateusz Michalski, ale nie udało mu się wykorzystać sytuacji sam na sam z bramkarzem Lausitzer Füchse. To katowiczanie wyglądali w tej tercji lepiej, mając kilka szans na to, by objąć w tym starciu prowadzenie. Po sześćdziesięciuminutach wynik był remisowy, co oznaczało pięciominutową dogrywkę 3 na 3. Po nałożeniu na jednego z rywali czterech minut kary, GieKSa grała 4 na 3. Jednak nie udało się wykorzystać tej szansy i spotkanie rozstrzygnęły rzuty karne, w których lepsi byli goście.
Dwa dublety. Mistrz Polski lepszy od przedstawiciela DEL2
GKS Katowice wziął rewanż na Lausitzer Füchse. Mistrzowie Polski pokonali zespół DEL2 6:2, a po dwie bramki zdobyli Olli Issaka i Sam Marklund.
Pierwsze sekundy spotkania spędziliśmy w głównej mierze w tercji GKS-u Katowice. Goście starali się zdominować wydarzenia na lodzie, głównie za sprawą mocnych strzałów z dystansu, jednak nie były one z kategorii tych, które mogłyby zaskoczyć Johna Murraya.
W miarę upływu czasu gra się wyrównała, a katowiczanie próbowali neutralizować zagrożenie dążąc do odbioru krążka w tercji gości. W 7. minucie spotkania przed podopiecznymi Jacka Płachty nastąpiła pierwsza sposobność gry w przewadze, bowiem karą czterech minut został ukarany zawodnik Lane Scheidl. Katowiczanie choć nie mieli problemów z utrzymywaniem krążka w tercji gości, to nie potrafili dojść do klarownych sytuacji bramkowych za sprawną szybkich reakcji defensywy niemieckiej drużyny.
Pomimo, że drużyny narzuciły szybkie tempo gry, to żadnej ze stron nie udawało się stworzyć sytuacji w których mogły by pokusić się o zagrożenie bramkowe. Na otwarcie wyniku musieliśmy poczekać aż do 18. minuty spotkania. Sam Marklund został obsłużony świetnym podaniem wzdłuż bramki przez Hampusa Olssona i nie pozostało mu nic innego jak skierować gumę do bramki Tommiego Steffena.
W 21. minucie spotkania na ławkę kar został skierowany Jakub Wanacki, lecz gra w przewadze gości nie trwała zbyt długo, bo już po 45 sekundach na do drugiego boksu został przez sędziów oddelegowany Clarke Breitkreuz.
Większa ilość miejsca na lodzie w okresie gry 4 na 4 zdawała się bardziej służyć zawodnikom Lausitzer, którzy kilkukrotnie sprawdzili czujność „Jaśka Murarza”. W okresie gry w przewadze zawodnicy GKS-u Katowice całkiem dobrze radzili sobie w rozegraniu krążka, co zaowocowało podwyższeniem prowadzenia za sprawą trafienia Olliego Iisakki w 24. minucie.
Odpowiedź gości nastąpiła błyskawicznie, bo już w 25. minucie. Clark Breitkreuz efektownym zagraniem związał obronę GKS-u wypatrując pozostawionego bez opieki Erica Valentina, a ten uderzeniem pokonał Murraya. W 33. minucie spotkania Santeri Koponen dobrym podaniem we własnej tercji napędził akcję wychodzącego prawym skrzydłem Shigekiego Hitosato. Dynamiczny skrzydłowy zdecydował przedrzeć się z krążkiem przez obronę gości i schodząc do środka samemu wykończył akcję, czym ponownie wyprowadził mistrzów Polski na dwubramkowe prowadzenie. W 39. minucie grający w przewadze GKS Katowice za sprawą „fińskiej” formacji ustalił wynik drugiej tercji. Tempo akcji nadał w okolicach niebieskiej linii duet Vartinen-Monto. Następnie krążek trafił do mającego nieco swobody na prawym skrzydle Santeriego Koponena, a ten wstrzeliwując krążek w światło bramki wykreował okazję, którą sfinalizował Olli Iisakka.
Od mocnego uderzenia trzecią odsłonę rozpoczęli zawodnicy GKS-u Katowice. Doskonałym przeglądem pola popisał się Grzegorz Pasiut obsługując wychodzącego na pozycję Sama Marklunda i tak o to w 41.minucie spotkania piąta bramka dla GKS-u stała się faktem.
Goście nie zamierzali tanio sprzedać skóry, czego dowodem było trafienie z 42. minuty. Na indywidualny rajd zdecydował się Roope Makitalo, który zdołał zaskoczyć starających się zagęścić środkową tercję zawodników GKS-u. Następnie zagrał na prawe skrzydło do Erica Hordlera, a ten wystawił gumę Lanowi Schiedlowi, który kierunkowym przyjęciem zmylił obronę i umieścił krążek w bramce. W trzeciej tercji spotkania nie zabrakło fizycznych starć, a także próby pojedynków pięściarskich. I to właśnie za inicjację takiego starcia na Dawidzie Lebku w 43. minucie spotkania sędziowie do szatni odesłali Clarka Breitkreuza. Wynik spotkania został ustalony w 45. Minucie spotkania przez Grzegorza Pasiuta, który najeżdżając na odbity krążek, umieścił gumę w lewym okienku bramki Steffena.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze