Dołącz do nas

Felietony

Walka i dobry mecz – ale żaden prognostyk

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wczorajszy mecz z Chrobrym Głogów był rozczarowaniem dla wielu kibiców. Miało być przełamanie, miało być zwycięstwo. I na to się zanosiło, w końcu GKS po pierwszej połowie prowadził 2:0. Skończyło się mało satysfakcjonującym remisem i po raz kolejny w tym sezonie nasz zespół prowadząc, dał sobie wydrzeć wygraną.

Niezależnie od składu i zmian kadrowych w lecie, to co się dzieje na Bukowej to jakieś kuriozum. GKS na własnym stadionie w tym roku rozegrał trzynaście meczów. Tylko dwa wygrał. Bilans beznadziejny, ale to jeszcze pół biedy. W pięciu spotkaniach bowiem katowiczanie prowadzili i nie potrafili tego prowadzenia utrzymać. Trzykrotnie takie mecze przegrali. Dwa razy nie utrzymali prowadzenia dwubramkowego. Ze Stomilem dwukrotnie sobie dali prowadzenie wydrzeć.

Drugą niepokojącą i niezrozumiałą statystyką są bramki tracone u siebie w podziale na połowy. Aż trudno to sobie wyobrazić, ale w pierwszych połowach tych wszystkich spotkań, GKS stracił trzy gole. W drugich aż szesnaście. W aż siedmiu – czyli ponad połowie spotkań – aż dwie stracone bramki miały miejsce w drugiej połowie.

Co się dzieje od początku roku po przerwie, daje sporo do myślenia. A może warto zadać sobie pytanie – co się dzieje w przerwie?…

Gdyby udało się utrzymywać wiosną te prowadzenia – byłaby ekstraklasa. Gdyby udało się utrzymać prowadzenia w tym sezonie – bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji w tabeli. Nie ma w tej lidze, a pewnie i w bardzo pojedynczych przypadkach na całym świecie drużyn – które w tak fatalny sposób, masowo przez tyle miesięcy, zawalały sobie wygrane mecze.

Ktoś powie, że kwestia psychologiczna i okej, jednak wydawałoby się, że po tylu podobnych sytuacjach, prowadzenie i dobra gra powinna pomagać i uskrzydlać, a nie wiązać nogi. Trudne to do wytłumaczenia.

No właśnie – wczorajsza gra. Abstrahując od wyniku – i w końcu możemy zgodzić się z trenerem Mandryszem – to był dobry mecz GieKSy, momentami bardzo dobry. Akcje były ciekawe, sytuacji sporo. Tak naprawdę przy odrobinie szczęścia mogło być 3:0 już na początku drugiej połowy i byłoby po sprawie…chociaż nie, bo patrząc na przytoczone wyżej statystyki, to kto ich tam wie, czy by nie utracili wygranej.

W każdym razie gra mogła się podobać, zdobywaliśmy bramki po stałych fragmentach, ale sytuacje przecież mieli Mandrysz, Cerimagić czy Błąd i to każda z gatunku takich, że mogła przynieść powodzenie.

Czym się ten mecz różnił od poprzednich? Walką. To było w końcu widoczne – po przechodzonych i oddanych bez zaangażowania poprzednich meczach. Tym razem zawodnicy jeździli na tyłkach, w końcu orali tę trawę jak należy i był z tego efekt. Niestety do czasu. Szkoda, że czasem praca całej drużyny jest niweczona przez jakieś jedno nieodpowiedzialne zachowanie jednego zawodnika. To co wyprawia ostatnio Dalibor Pleva woła o pomstę do nieba. W Mielcu na mecz nie wyszedł z łóżka, teraz zupełnie przyspał przy golu i nie dość, że był źle ustawiony to jeszcze nie zrobił nic, aby zablokować przeciwnika. Zawodnik za takie akcje powinien co najmniej wylądować na ławie, ale niestety – nie mamy wartościowych zmienników. W każdym razie o ile Pleva zagrał dobrą pierwszą połowę w Sosnowcu, to teraz jest to tykająca bomba zegarowa.

Słówko jeszcze o Abramowiczu. Winiliśmy go za utratę pierwszego gola, ale na powtórce zza bramki dokładnie widać, jak tuż przed rękawicą piłka podskoczyła na murawie. Jedziemy po piłkarzach, ale bądźmy też sprawiedliwi – on kompletnie nie mógł nic w tej sytuacji zrobić.

Bardzo dobrze spisali się stoperzy, a małym odkryciem meczu okazał się Lukas Klemenz. Pewna i dobra gra zawodnika, to się mogło podobać, także jak niepatyczkowanie się – miał wybić, to wybił. Karny? Mocno wątpliwy, bo wyglądało na to, że w ogóle nie dotknął piłki ręką. Drugi stoper – Tomasz Midzierski – również spisał się solidnie, po poprzednich kiepskich meczach.

Mieliśmy trochę powiewu świeżości, w końcu na niezłym poziomie zagrał Adrian Błąd, był szybki i dynamiczny, ale jeszcze musi pamiętać, by z szatni na boisko zabrać głowę. Armin Cerimagić to mały wygrany ostatnich kolejek. No i w końcu Jakub Yunis, który mimo, że jest raczej przeciętny, w końcu strzelił bramkę. Do niezłej formy być może wraca Zejdler.

Niestety oprócz danych liczbowych boli to, że właśnie z dobrą grą i walką, GKS tak łatwo oddał punkty przeciętnie grającemu Chrobremu. Te bramki były tak z niczego, że głowa boli. Nie były to okresy dominacji rywala, wielu strzałów i sytuacji. Ot takie dwa wypady, stały fragment i dwa gole. Nie można tak łatwo oddawać punktów.

Można też zadać sobie pytanie, na ile brak w składzie takich zawodników, jak Kamiński, Goncerz czy w dłuższej perspektywie Foszmańczyk wpłynęło na taki obraz gry, a nie inny. Kibice już od dawna twierdzą, że starzy zawodnicy psuli grę. Trudno nie odnieść wrażenia, że zawiało świeżością, gdy żadnego z nich nie było w składzie. Gonzo już ni daje rady w ofensywie, Kamyk był ostatnio fatalny i zastępujący go Klemenz pokazał, jak powinien grać stoper. Fosa – wiadomo, Grudziądz i te sprawy.

Niestety swoją postawą w poprzednich meczach piłkarze doprowadzili do tego, że strasznie wyglądał opustoszały Blaszok. W Katowicach fakt, że gra GKS na prawie nikim nie robi już wrażenia. Coraz mniej ludzi chodzi na stadion. Swoje dołożył też Krupa, któremu chyba odechciewa się bawić w te klocki. I teraz co prawda nie wiemy, czy zaangażowanie z wczoraj było efektem jego słów, ale jeśli tak by było, jest to godne uznania.

Doceniamy zaangażowanie zawodników, nie doceniamy wyniku. I jeszcze przytoczmy słowa jednego z kibiców – słowa, które są głosem rozsądku. Piłkarze w tym roku wyznaczyli nam takie standardy, że teraz jak tylko zobaczymy dwa celne podania, to mówimy o dobrej grze. Jak trochę pobiegają, to już mówimy, że jest walka. To jest straszne, bo być może ten mecz taki dobry wcale nie był, ale nasz spaczony odbiór, związane z wszystkimi oglądanymi w tym roku spotkaniami, powoduje takie oceny, a nie inne?

Ale zostańmy przy tym, że było to dobre spotkanie i jednak – niezaprzeczalnie z widoczną walką. Nie będziemy pisać o żadnym dobrym prognostyku, bo takich mieliśmy już wiele, nawet w tym sezonie się zdarzyło, a potem był dramat. Jeden mecz nie zmienia niczego, tym bardziej mecz bez wygranej. Piłka po stronie piłkarzy – niech udowodnią w następnych spotkaniach, że jednak chce im się w dłuższej perspektywie czasu. Na ten moment nic się nie zmienia w łatce, którą sobie sami stworzyli. I w tym, że kibice totalnie obojętnie podchodzą do ich spotkań i nie rusza ich już to, jakim rezultatem zakończył się mecz…

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    irishman

    23 września 2017 at 12:25

    Jak mamy być sprawiedliwi, to bądźmy do końca. Fakt, że Pleva zaspał ale potem tak przyblokował zawodnika Chrobrego, ze ten mógł strzelić jedynie w światło bramki chronione przez bramkarza.
    Druga sprawa, gdzie był lewoskrzydłowy, który powinien pilnować naszej lewej flanki?

  2. Avatar photo

    irishman

    23 września 2017 at 12:30

    Dla mnie ten mecz na pewno nie był przełomem ale jakimś dobrym prognostykiem już tak. Ale oczywiście nadal otwarte pozostają pytania czy piłkarze będą kontynuować tą walkę, czy trener znów nie wróci do swoich ulubieńców bez formy albo „hamulcowych” z wiosny itp.

  3. Avatar photo

    irishman

    23 września 2017 at 12:38

    Denerwuje mnie na maksa pojęcie szczęścia-nieszczęścia w sporcie. Osobiście zawsze wolę skupiać się na umiejętnościach. Jeśli jednak uprzemy się, że trzeba mieć także farta, to obie stracone przez nas bramki pokazały, że go w tym meczu nie mieliśmy.
    Weźmy to także pod uwagę oceniając wynik.

  4. Avatar photo

    yop

    23 września 2017 at 13:46

    Żeby być sprawiedliwy to Wasze bramki też były z niczego. Wolny, rożny. Zgadzam się mieliście więcej okazji. Nie o tym chciałem pisać. W byłych krajach „Jugosławiańskich” są zakłady gdzie obstawia się m.in ligę polską. Trzeba wpłacać kasę i niekiedy dostaje się fajne meczyki. Nc nie sugeruję ale podczas meczu w Mielcu przy stanie 3-1 była fajna stawka na 3-2.pozdro.haha

  5. Avatar photo

    uk

    23 września 2017 at 16:02

    jeżeli kaminski goncerz i foszmanczyk nie wroca do składu to z meczu na mecz powinno być coraz lepiej,oby…

  6. Avatar photo

    zadolak

    23 września 2017 at 18:06

    Nie dziwię się że znowu nie wygraliśmy,jak co mecz gramy innym składem.Niestety w tym sezonie czeka nas cieżka walka o utrzymanie,takie są realia i nic nie zmienimy.A ja kocham ten klub i będę kochał obojętnie w której lidze będzie grał.

  7. Avatar photo

    Rafael

    24 września 2017 at 14:36

    Najgorsza obrona w lidze (najwiecej straconych bramek w lidze), miejsce w strefie spadkowej! nie potrafimy grać piłką.

    Co ten trener Mandrysz jeszcze robi w naszym klubie ???
    Jeszcze jest szansa na awans, trzeba zacząć grać i wygrywać. Wszyscy będą tracić punkty. !

    Mandrysz miej honor i wypier…j

  8. Avatar photo

    Max

    24 września 2017 at 18:02

    Dziady !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! II liga nos czeko:)

  9. Avatar photo

    Rafał

    24 września 2017 at 18:26

    Mandrysz gdzie jest twoja DYMISJA!!!! WON!!!! ODEJDŹ BO NISZCZYSZ TEN KLUB SWOIM BEZ SENSOWNYM TRZYMANIEM SIĘ STOŁKA I TYLE!!!!!!!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga