Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Wariackie siedem minut GieKSy. Aż trener Mandrysz się wzruszył. Media o meczu Górnik Łęczna-GieKSa 1:3

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Górnik Łęczna – GKS Katowice. Mecz zakończył się wynikiem 1:3 (1:0).

 

 

sportslaski.pl – Obudzili się po czerwonej kartce. Znakomita końcówka GieKSy!

 

GKS Katowice do 85. minuty przegrywał z Górnikiem Łęczna, w dodatku grał w osłabieniu. Mimo to… śląska drużyna zdążyła strzelić trzy gole i wraca do domu z kompletem punktów.

To, że z naszymi drużynami spadkowiczowi z Lotto Ekstraklasy gra się dobrze potwierdziło się już w pierwszym kwadransie gry, bo już w 13. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Tomasz Midzierski bezsensownie staranował Pawła Sasina i sędzia podyktował rzut karny, z którego celnie uderzył 19-letni Paweł Szysz. Chwilę później mogło być już 2:0, ale tym razem sytuację uratował Lukas Klemenz, który wybił piłkę z linii bramkowej.
Łęcznianie cofnęli się, co spowodowało większą aktywność katowiczan, zwłaszcza skrzydłowych. GieKSa częściej atakowała, ale goli z tego nie było, choć w kilku sytuacjach Sergiusz Prusak musiał się wykazać. Bramkarz Górnika uratował swój zespół interwencją nogami po dośrodkowaniu z rzutu wolnego.
Po przerwie GieKSa dalej przeważała, strzelała, ale bez efektu. Jakby tego było mało, Bartłomiej Kalinkowski w przeciągu dwóch minut otrzymał dwie żółte kartki (drugą za rozmowę z sędzią) i wyleciał z boiska.

[…] Gra wyglądała tak, jakby to goście grali w przewadze, chociaż pewnie byłoby po meczu, gdyby nie Sebastian Nowak – bramkarz katowiczan w świetnym stylu obronił uderzenie Łukasza Sosnowskiego z dystansu. Chwilę później bramkarz zagrał do Adriana Błąda, ten przebiegł kilkadziesiąt metrów i podał do Dawida Plizgi. Pomocnik znalazł się w sytuacji sam na sam z Prusakiem i doprowadził do wyrównania. Minęło kilkadziesiąt sekund i… było już 2:1 dla GKS-u, bo ponownie zawodnika drużyny Piotra Mandrysza znalazł się oko w oko z bramkarzem gospodarzy – tym razem był to Wojciech Kędziora, który przelobował Prusaka.
Mało? Dla GieKSy tak! W doliczonym czasie gry bramkarz Górnika pobiegł w pole karne katowiczan na stały fragment gry. To się jednak zemściło, bo GKS przejął piłkę i ruszył z kontrą. Do pustej bramki piłkę wpakował Błąd.

 

 

katowickisport.pl – Sensacyjna końcówka w Łęcznej: GieKSa groźniejsza w… osłabieniu!

 

Trzynastka okazała się w Łęcznej pechowa dla katowiczan. W 13 min Patryk Szysz wykorzystał rzut karny. Potem przez 70 minut goście próbowali sforsować obronę rywala. Udało się im… dopiero po usunięciu z boiska Bartłomieja Kalinkowskiego.

[…] Aktywny był co prawda Andreja Prokić, parokrotnie sprawdzając czujność Sergiusza Prusaka, ale ta okazywała się bez zarzutu. Gospodarze odpowiadali jedynie próbami kontr, w których najgroźniejszy okazywał się autor gola. Nie znalazł jednak sposobu na Sebastiana Nowaka, co wciąż pozwalało podopiecznym Piotra Mandrysza mieć nadzieję na pomyślną końcówkę.

Kiedy jednak na 11 minut przed końcem drugie sędziowskie upomnienie zaliczył Bartłomiej Kalinkowski, wydawało się, że Górnik – po długiej przerwie – wreszcie wygra. Tymczasem katowiczanie w osłabieniu zadali trzy sensacyjne ciosy.

 

 

kurierlubelski.pl – Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:3. Przegrali po fatalnej końcówce

 

[…] Pierwsza połowa stała na dość wysokim poziomie. Początek spotkania nie zwiastował wielkich emocji, ale rywalizacja szybko się ożywiła dzięki rzutowi karnemu podyktowanemu dla gospodarzy, który został przyznany za faul Tomasza Midzierskiego na Pawle Sasinie.

[…] Kilkadziesiąt sekund po otwarciu wyniku, drugie trafienie dla Górnika w tym meczu mógł zdobyć Sasin, lecz jego uderzenie wybił z linii bramkowej jeden z defensorów przyjezdnych. W kolejnych fragmentach łęcznianie mieli dużą przewagę i mocno naciskali na rywali, ale bez efektu. Natomiast pierwszy godny odnotowania strzał gości miał miejsce dopiero w 25. minucie, gdy na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Mateusz Mączyński. Jednak wówczas futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Niedługo potem, po ładnym rajdzie lewym skrzydłem i uderzeniu Andreji Prokicia z ostrego kąta dobrze interweniował nogami Sergiusz Prusak. 10 minut później ponownie bramkarz Górnika musiał się wykazać po strzale serbskiego gracza ekipy z Katowic.
Do przerwy lepsze wrażenie sprawiali „Górnicy” i to oni schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. Niekorzystny rezultat dla gości sprawił, że przed drugą połową trener Piotr Mandrysz zdecydował się na desygnowanie do gry Dawida Plizgi. Doświadczony pomocnik wprowadził w poczynania popularnej „Gieksy” więcej spokoju i to katowiczanie rozpoczęli lepiej spotkanie po zmianie stron. Ekipa ze Śląska początkowo miała przewagę w posiadaniu piłki i próbowała przedostać się pod pole karne Górnika. Z tego okresu gry najgroźniejszy był strzał z dystansu Adriana Frańczaka.

[…] Kibiców poderwał z krzesełek dopiero mocny strzał z rzutu wolnego w wykonaniu wprowadzonego z ławki Łukasza Tymińskiego. Jednak w tej sytuacji zmierzającą pod poprzeczkę futbolówkę sparował na rzut różny bramkarz gości, Sebastian Nowak. Od 79. minuty przyjezdni grali w osłabieniu.

[…] „Górnicy” chcieli wykorzystać przewagę liczebną i podwyższyć prowadzenie. Bliski powodzenia był Łukasz Sosnowski, który kąśliwie przymierzył z dystansu, ale jego strzał z najwyższym trudem obronił Nowak. Zaraz potem gospodarze mieli rzut rożny, który nieoczekiwanie zakończył się skutecznym kontratakiem katowiczan. Na listę strzelców wpisał się Dawid Plizga. Chwilę później goście wyszli na prowadzenie po kolejnej kontrze. Tym razem gola dla GKS-u zdobył doświadczony Wojciech Kędziora, który przelobował wychodzącego z bramki Sergiusza Prusaka. Gospodarze próbowali odpowiedzieć strzałem z dystansu Grzegorza Bonina, ale z tym uderzeniem poradził sobie bramkarz rywali. Natomiast podopieczni Piotra Mandrysza wykorzystali jeszcze jeden kontratak i ostatecznie zwyciężyli 3:1. Ostatnią z bramek dla gości zdobył inny z rezerwowych, Adrian Błąd. Zawodnik z Katowic trafił do pustej bramki, po kolejnej kontrze po rzucie rożnym, w którym Sergiusz Prusak pobiegł w pole karne GKS-u.

 

 

futbolfejs.pl – Wariackie siedem minut GieKSy. Aż trener Mandrysz się wzruszył

 

Na GieKSę można liczyć. Zawsze coś „zmajstruje” w swoich meczach. Co prawda nie zawsze na swoją korzyść, ale tym razem w Łęcznej to akurat była fura szczęścia. W ostatnie siedem minut meczu z Górnikiem katowiczanie, przegrywając 0:1, strzelili trzy gole. Mało tego – strzelili te trzy gole grając w… dziesięciu!

Ja tego meczu od 80. minuty nie rozumiem – kręcił głową z niedowierzaniem na konferencji prasowej Tomasz Kafarski. I tu jak najbardziej zgoda! Przynajmniej medal z kartofla dla tego, kto rozumie. Ale takiego pewnie ze świecą szukać.
Bo Górnik Łęczna prowadził 1:0 od 11. aż do 86. minuty.

[…] Ale nic to, gospodarze mieli, co chcieli. Czyli prowadzenie. GieKSa co prawda atakowała, szukała szansy, stwarzała sytuacje, ale bardzo długo niczego to nie dawało.
Gdy w 78. minucie Bartłomiej Kalinkowski dostał dwie żółte kartki w jednej akcji – za faul, a potem za protesty (kompletny absurd, gdy zespół musi gonić wynik), pewnie część kibiców już zaczęła się zbierać do domu. Szansa na to, że Górnikowi stanie się krzywda, spadła w okolice zera.

Przekonanie kibiców to mały problem, wielki, że podobnie pomyśleli piłkarze. A jak pomyśleli, tak zrobili. Poszli do domu, bo dla łęcznian ewidentnie mecz skończył się w 78. minucie.

[…] Na konferencji po Piotrze Mandryszu tym razem nie widać było radości. Tak bardzo przeżył ostatnie minuty, że z mimiki – gdyby ktoś nie znał wyniku – trudno było odczytać: wygrała GieKSa, czy może koszmarnie wtopiła. Ale to raczej nie kwestia braku radości, a przede wszystkim wielkich emocji.
Bo trenerowi w istocie trudno było ukryć wzruszenie, gdy mówił: – Rzadko to czynię, ale dziś muszę powiedzieć, że jestem dumny z chłopców, bo strzelić trzy gole grając w osłabieniu nie jest łatwo. Pokazaliśmy hart ducha, duże zaangażowanie i poparliśmy wieloma składnymi akcjami.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga