Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Wielkie firmy walczą o powrót. „Bardzo mnie to boli”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu Lechia Gdańsk – GKS Katowice.

 

1liga.org – Zapowiedź 9. kolejki Fortuna 1 Ligi

[…] Lechia Gdańsk – GKS Katowice, piątek 22 września, godz. 20:30

W trzecim piątkowym meczu również zobaczymy drużynę z czołówki. Spadkowicz z PKO BP Ekstraklasy, Lechia Gdańsk, podejmować będzie szósty w tabeli GKS Katowice. Gdańszczanie do swojego najbliższego przeciwnika tracą trzy “oczka”, a więc w piątek będą mieli okazję zrównać się z nim punktami. Do tego jednak potrzebują zwycięstwa, a o to w starciu z GKS-em nie będzie łatwo. W tym meczu emocji również nie powinno brakować. Początek spotkania o godzinie 20:30.

 

sport.interia.pl – Wielkie firmy walczą o powrót. „Bardzo mnie to boli”

Oba kluby Sławomira Wojciechowskiego, Lechia Gdańsk i GKS Katowice chcą wrócić do Ekstraklasy. Popularnego „Wojciecha” bardzo boli, że obecnie muszą zmagać się zaledwie w I lidze. Były reprezentacyjny pomocnik mówi również Interii o kulisach wieloletniej pracy w gdańskim klubie.

Maciej Słomiński, Interia: Dwa tygodnie temu skończył pan 50 lat. Widziałem spory odzew w mediach społecznościowych związanych z Lechią Gdańsk i co ważne w lwiej części pozytywny, co może być zaskakujące, bo nie miał pan w ostatnich latach najlepszej prasy. 

Sławomir Wojciechowski, były piłkarz m.in. Lechii Gdańsk, GKS Katowice i Bayernu Monachium: – Cieszę się bardzo, starałem się podziękować za życzenia każdemu z osobna, jeśli o kimś zapomniałem, czynię to teraz. Nie jestem zaskoczony życzliwością, spośród tych, którzy mnie znają osobiście, nie wiem czy znajdzie się jakaś osoba, która mówi o mnie źle. Źle mówią i którzy mnie nie znają, tak zwani internetowi hejterzy, którzy mają teraz swoje 5 minut, które niebawem przeminie.

[…] Jak będzie wyglądał piątkowy mecz Lechii Gdańsk z GKS Katowice?

– Na obecnym etapie jest bardzo ciężko coś prorokować. Nie jestem w stanie ocenić tej nowej drużyny Lechii, jest wielu nowych zawodników, przeważnie bardzo młodych, a tacy charakteryzują się wahaniami formy. Jest wielu obcokrajowców – czy tak się buduje drużynę na awans? W ostatnim meczu w wyjściowym składzie Lechii zagrało ośmiu piłkarzy z zagranicy – nowy selekcjoner Michał Probierz był publicznie linczowany, gdy wystawiał tylu w składzie Cracovii.

 

sportdziennik.com – Powrót na pierwszoligowe stadiony

Jeszcze przed piątkowym meczem z Lechią Gdańsk GKS Katowice postanowił się wzmocnić. Kontrakt z klubem podpisał Christian Aleman.

Przed GKS-em spore wyzwanie. Po remisie w Bielsku-Białej i porażce z Zagłębiem Sosnowiec katowiczanie wyjeżdżają na północ kraju. Tam będą mierzyć się ze spadkowiczem z ekstraklasy, który ma coś do udowodnienia. Aktualne miejsce Lechii w tabeli I ligi (dziewiąte) z pewnością nie jest zadowalające dla zespołu, który jeszcze nie tak dawno mierzył się w rundzie eliminacyjnej do europejskich pucharów. Tymczasem rzeczywistość okazuje się brutalna dla drużyny z Pomorza. Podopieczni Szymona Grabowskiego, podobnie jak GieKSa, będą przystępować do piątkowego starcia po porażce i remisie. Szczególne zarzuty kibice z Gdańska mogą mieć do piłkarzy z linii defensywnej „biało-zielonych”. To w niej może dojść do roszad na mecz z katowiczanami, którzy w tym sezonie nie raz udowodnili, że potrafią być bezlitośni w ataku.

Błędy w obronie swoich przeciwników GKS stara się wykorzystywać skrupulatnie. Ostatnio w pojedynku z sosnowiczanami się to nie udało, ale wynikało to również z tego, jak dobrze dysponowani byli podopieczni Artura Derbina. Jeśli Lechia nie poprawi swojej gry w defensywie, to katowiczanie będą starali się wykorzystywać wszelakie luki w jej ustawieniu. Nie bez powodu po sześciu kolejkach to właśnie zespół Rafała Góraka był tym najskuteczniejszym w całej lidze. Ostatnie dwa spotkania nie pokazują realnej mocy ofensywnej GieKSy, a najbliższe starcie będzie dobrym momentem na przełamanie dla drużyny ze stolicy województwa śląskiego.

 

lechia.pl – Lechia głodna zwycięstwa

Dwa mecze bez wygranej to jeszcze nie dramat. To tylko znak, że najwyższy czas na przełamanie. Biało-Zieloni mają tego świadomość, a to już połowa sukcesu! Mamy nadzieję, że gdańszczanie powrócą na zwycięską (właściwą sobie) ścieżkę podczas 9. kolejki Fortuna 1. Ligi. Rywalem – GKS Katowice.

Niezwykle ciasno zrobiło się w środku tabeli po ośmiu rozegranych kolejkach Fortuna 1. Ligi. Każdy wynik może być czynnikiem sporego przetasowania w ostatecznym zestawieniu. Lechia Gdańsk na ten przykład z 11 punktami na koncie, plasuje się obecnie na 9. pozycji. Do swojego najbliższego rywala – szóstego GKS-u Katowice traci natomiast 3 oczka. Ewentualne zwycięstwo (za co cała gdańska brać kurczowo ściska kciuki) spowoduje, że obie drużyny zrównają się punktami.

Z aktualnych statystyk wynika, że „Gieksa” (pisownia oryginalna – przyp. red.) do tej pory wykazywała się nieco większym od Lechii zdecydowaniem pod bramką przeciwnika. Katowiczanie mogą pochwalić się korzystniejszą statystyką strzelonych bramek i jednakowoż liczbą goli straconych. Ogólnie zespół ze Śląska częściej weryfikuje także czujność golkipera, oddając więcej strzałów.

[…] Spotkanie obejrzy z trybun zdecydowanie mniej kibiców Lechii niż zwykle. To efekt odrzuconej przez PZPN apelacji naszego Klubu ws. częściowo zamkniętego stadionu Polsat Plus Arena Gdańsk. Mimo to nasi zawodnicy są dobrej myśli.

„Od początku sezonu na stadionie panuje bardzo dobra atmosfera, która na pewno nam pomaga i można było to zauważyć już w meczu z Podbeskidziem, w którym strzeliliśmy jedną bramkę i to nas nie zadowoliło. Szliśmy po kolejne, więc można powiedzieć, że kibice dawali nam ogromne wsparcie – po każdej akcji, po każdej bramce. Ubolewamy nad naszym atutem, że nie będzie kibiców, natomiast trudno… Trzeba wyjść i grać bez nich, jak jest taka sytuacja” – mówi pomocnik Biało-Zielonych, Jakub Sypek.

 

Na horyzoncie kolejny przeciwnik – GKS Katowice

Zbliża się kolejne arcyważne spotkanie o mistrzostwo Fortuna 1. Ligi. To doskonała okazja, żeby prześledzić biało-zielone archiwum. Fakt… To tylko historia, która nie zawsze znajdzie odzwierciedlenie w aktualnych poczynaniach zespołu. Niemniej, jako ciekawostkę, przedstawiamy Państwu dotychczasowy bilans starć z GKS-em Katowice. Nasi kibice znajdą sporo pozytywów.

[…] Do tej pory, na poziomie ekstraklasy i jej zaplecza (wcześniej I i II liga) o ligowe punkty walczyliśmy z GKS-em 22 razy. Górą z tych potyczek częściej (11 razy) wychodzili katowiczanie. Co ciekawe – tylko dwukrotnie zdarzało się to na gdańskiej murawie. Ostatni raz Biało-Zieloni przegrali z tym rywalem u siebie… Ponad pół wieku temu – w sezonie 1972/1973 (do tej statystyki nie włączyliśmy okresu kiedy Lechia stworzyła fuzję z pierwszoligową Olimpią Poznań – sezon 1995/1996).

 

dziennikbaltycki.pl – Lechia Gdańsk – GKS Katowice

Lechia Gdańsk zagra u siebie z GKS Katowice w piątek (22.09.2023) w meczu Fortuny 1. Ligi. Biało-zieloni będą chcieli zwyciężyć przy niemal pustych trybunach.

[…] Lechia Gdańsk zagra bardzo ważny mecz z GKS Katowice. Rywal trudny, bo to czołowy zespół tabeli, który – podobnie jak biało-zieloni – chce walczyć o awans do PKO Ekstraklasy.

Zadanie przed zespołem trenera Szymona Grabowskiego będzie tym trudniejsze, bo Lechia będzie musiała zagrać praktycznie przy pustych trybunach. Za przerwanie dwóch meczów przez fanów gdańskiego zespołu PZPN zamknął niemal wszystkie sektory na stadionie na to spotkanie. Lechia nie będzie miała wsparcia kibiców, ale drużyna będzie chciała pokazać na boisku piłkarską jakość i sięgnąć po ważne zwycięstwo.

 

Lechia Gdańsk ma dziś pokazać jakość w ofensywie. W piątek mecz z GKS Katowice. Szymon Grabowski: Chcemy być przy piłce i kreować

Lechia Gdańsk potrzebuje serii zwycięstw, aby w końcu odrabiać straty do czołówki w Fortunie 1. Lidze. Im większa będzie strata, tym później będzie potem wskoczyć na miejsce dające awans. Przed młodym gdańskim zespołem teraz duże wyzwanie, bo w ciągu dziesięciu dni zagra trzy trudne mecze.

Wysoko przegrany mecz z Zagłębiem Sosnowiec uwypuklił wszelkie niedoskonałości biało-zielonych w grze obronnej. Praca przyniosła efekty, bo w Opolu drużyna zagrała w defensywie w sposób bardziej odpowiedzialny i w efekcie zachowała czyste konto po stronie strat. Jednocześnie ucierpiała na tym ofensywa, bo pod względem kreowania sytuacji bramkowych gdańszczanie w spotkaniu z Odrą zaprezentowali się po prostu słabo.

[…] Biało-zieloni są przygotowani na trudny mecz, bo GKS Katowice to zespół aktualnie wyżej notowany w ligowej tabeli. Gdańska drużyna potrzebuje jednak punktów, zagra u siebie i będzie zdeterminowana na boisku. Zresztą przed zespołem trzy mecze w ciągu dziesięciu dni i to będzie wyzwanie. Już dziś spotkanie w Gdańsku z GKS Katowice, następnie 28 września w Krakowie z Wisłą w Fortunie Pucharze Polski, a 1 października o ligowe punkty z Bruk-Betem Termaliką w Niecieczy.

– Jeśli chodzi o defensywę to zapracowaliśmy na pewność siebie i musimy to potwierdzić na boisku. Mikrocykl był nieco krótszy, ale w dobrych nastrojach. Chłopacy chcą w końcu zagrać u siebie, zdobyć trzy punkty i w jeszcze lepszych humorach wejść w bardzo ciężki mikrocykl. Pozycja GKS Katowice nie jest dziełem przypadku, bo widać bardzo dobrą pracę trenera. Musimy być gotowi na rywala bardzo dobrze zorganizowanego w defensywie, z bardzo dobrymi skokami pressingowymi oraz z dużą kreatywnością i mobilnością w fazie ataku. Jesteśmy jednak dobrze przygotowani i wierzę, że realizacja założeń da nam zwycięstwo – przekonuje szkoleniowiec biało-zielonych.

Trener Lechii podkreśla znaczenie wszystkich zawodników, którzy są w kadrze zespołu. Do tego sytuacja przed meczem z GKS Katowice jest dobra, a normalnie z zespołem trenuje także Conrado, który przedwcześnie zakończył mecz w Opolu, więc będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu.

[…] Szkoleniowiec Lechii wypowiedział się też na temat Luisa Fernandeza. Hiszpan trafił do klubu jako największa gwiazda, a już dawno nie trafił do bramki rywala.

– Luis daje drużynie bardzo dużo, a to nie sprowadza się wyłącznie do tego, co robi na boisku. On daje bardzo dużo wsparcia każdemu zawodnikowi i to nie tylko obcokrajowcom czy Polakom, ale widzę też jego podejście do zawodników z akademii, którzy z nami trenują. To jest bardzo budujące. Jeśli chodzi o samą grę, to nie chcę się teraz wypowiadać w jakim stopniu jestem z niego zadowolony. Ostatni mikrocykl daje mi kolejne pozytywne myśli jeśli chodzi o tego piłkarza. Luis Fernandez jest ambitnym zawodnikiem i ważny jest dla niego nie tylko sukces zespołu, ale jego indywidualne liczby. Bądźmy o niego spokojni. Pracujemy nad ofensywą, żeby stwarzać warunki Luisowi i innym graczom, aby mogli w pełni pokazać swoje możliwości – zakończył trener Grabowski.

Z powodu zamknięcia większości stadionu na ten mecz przez PZPN za pokazy pirotechniczne w wykonaniu kibiców biało-zielonych, to na trybunach zasiądzie około 1300 widzów.

– Kibice zawsze byli dla nas świetnym wsparciem. Żałujemy, że teraz ich nie będzie, ale musimy sobie radzić – powiedział Jakub Sypek, powiedział pomocnik Lechii.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga