Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: GKS Katowice wygrywa i przerwę zimową spędzi na fotelu lidera
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W Ekstralidze rozegrano ostatnią w tym roku kolejkę spotkań. Drużyna kobiet wygrała z Medykiem Konin 2:1 (2:1) i pozostała na fotelu liderek rozgrywek z przewagą dwóch punktów nad Górnikiem Łęczna. Piłkarze przebywają na urlopach, do treningów wrócą 28 listopada. Przez pierwszy tydzień zawodnicy będą trenować indywidulanie, następnie piątego grudnia zespół będzie trenował na Bukowej. W tej formie treningi potrwają do 21 grudnia.
W ubiegłym tygodniu drużyna siatkarzy rozegrała dwa spotkania. Pierwsze z nich wygrała z BBTS-em Bielsko-Biała 3:1. W drugim z nich zespół musiał uznać wyższość Skry Bełchatów, przegrywając 0:3. Kolejne spotkanie siatkarze zagrają jutro z PGS Stal Nysa, na wyjeździe. Początek meczu o godzinie 18:30.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu zmierzyli się z trzema przeciwnikami: niestety we wszystkich meczach przegrali. We wtorek z Unią Oświęcim 4:5, następnie w piątek z JKH GKS-em Jastrzębie 0:6 oraz w niedzielę z GKS-em Tychy 1:2. W rozpoczętym tygodniu zespół zmierzy się z Cracovią (wyjazd) oraz KH Energą Toruń i STS-em Sanok (oba mecze w Katowicach). Spotkania tradycyjnie zostaną rozegrane we wtorek, piątek i niedzielę.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice wygrywa i przerwę zimową spędzi na fotelu lidera
GKS Katowice pokonał na własnym stadionie Medyka Konin 2:1 w 11.kolejce Ekstraligi i przerwę zimową spędzi jako samodzielny lider Ekstraligi.
Medyk objął prowadzenie w 22.minucie po bramce Miksone jednak już cztery minuty później do wyrównania doprowadziła Hajduk, która wykorzystała rzut karny. Przed przerwą gospodynie wyszły na prowadzenie za sprawą Bińkowskiej. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i zespół z Katowic wykorzystał porażkę TME SMS-u Łódź o czym pisaliśmy TUTAJ i został samodzielnym liderem Ekstraligi.
lm.pl – Medyk Konin przegrał z liderem w ostanim jesiennym meczu Ekstraligi
W starciu z GKS Katowice piłkarki Romana Jaszczaka faworytkami nie były i potwierdziło się to na boisku. Lider wygrał 2:1.
Ku zaskoczeniu wszystkich to jednak goście w 22. minucie wyszli na prowadzenie po golu Karliny Miksone. Po dośrodkowaniu Anastasiji Rocane z rzutu rożnego zeszła na bliższy słupek i strzałem głową nie dała szans Weronice Klimek. Tyle, że to powinno być trafienie na 2:0 dla przyjezdnych, bo dwie minuty wcześniej ta sama zawodniczka z pięciu metrów nie potrafiła skierować piłki do siatki.
Jak to bywa w takich przypadkach GKS doprowadził do wyrównania. I to bardzo szybko. W 26. minucie Klaudia Maciążka wywalczyła rzut karny, po tym jak faulowała ją Sashana Campbell. Do piłki podeszła Marlena Hajduk i mocnym strzałem „pod ladę” nie dała szans Oliwii Szymczak.
Remis nie utrzymał się zbyt długo. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy Klaudia Maciążka wymanewrowała lewą defensorkę z Konina, a Amelia Binkowska uprzedziła Oliwię Szymczak i z bliska ustaliła wynik meczu na 2:1.
sportdziennik.com – Finisz ze zgrzytem
– Jeśli wywalczymy utrzymanie w piątej czy siódmej kolejce rundy rewanżowej, musimy być gotowi, by zaatakować miejsca barażowe – podkreśla trener Rafał Górak.
– Rok temu, po meczu z Podbeskidziem, który wygraliśmy 2:1, wszyscy świętowaliśmy, cieszyliśmy się tym momentem. Był 4 grudnia, odnieśliśmy zwycięstwo w ostatnim spotkaniu roku, było dużo radości. Teraz przegraliśmy i jest trochę niesmaku – mówi Rafał Górak, trener GieKSy, która na „do widzenia” została rozbita przez ŁKS Łódź. Lider wygrał przy Bukowej w ostatniej kolejce aż 5:1.
[…] – Spójrzmy, co w tej lidze się wydarzyło. Wobec straty poczucia tożsamości punktowej Termaliki, Podbeskidzia czy Wisły Kraków, ŁKS zasłużenie jest na pierwszym miejscu. Ale moim zdaniem to zespół całkowicie w naszych realiach. Jeśli byśmy zagrali kilka meczów z rzędu, to wyniki by tak nie wyglądały. Tym razem wyszło jak wyszło, strata pięciu bramek jest bolesna, ale moje odczucie jest takie, że nie jesteśmy dziś na pewno drużyną słabszą aż o tyle – zaznacza Górak.
GKS-owi z pewnością nie pomogły problemy z bramkarzami, wskutek czego pierwszoligowy debiut zaliczył 18-letni Patryk Kukulski.
– Dawid Kudła kontuzjowany, Patryk Szczuka kontuzjowany… Już w środę wiedziałem, że zagra Patryk Kukulski. Kudła po meczu z Chojniczanką zszedł z boiska prawie nie o swoich siłach. Musimy działać zachowawczo, zapobiegawczo, ale jest też pomysł, by operować Dawidowi kolano. Na swoje bardzo duże ryzyko mógł zagrać z ŁKS-em, ale czy można do tego nakłaniać, skoro lekarz mówi, że powinien odpocząć 3-4 tygodnie? Jestem trenerem, ale przede wszystkim człowiekiem. Rozmawiam z zawodnikiem, lekarzami, fizjoterapeutami i swoją głowę muszę mieć na karku. Zdrowie zawodnika powinno być na pierwszym miejscu – podkreśla trener katowiczan. Już pierwsza interwencja 18-letniego Kukulskiego zakończyła się dobitką, po której ŁKS wyszedł w 3 minucie na prowadzenie.
– Z Tychami bronił Szczuka i od razu pierwszy strzał zakończył się bramką, przegrywaliśmy 0:1, wyrównaliśmy potem na 1:1. Z ŁKS-em zawodnicy umożliwiali kolejne uderzenia, młodych ich nie obronił, ale nie sądzę, by był czemukolwiek w tych interwencjach winien. Gdyby wykazał się przy bramce nr 2, 3, 4, 5 czymś zjawiskowym, to może jeden z tych strzałów by obronił, ale my nie możemy tak funkcjonować w działaniach obronnych. Sądzę, że Kudła też byłby w tych sytuacjach rozstrzelany – twierdzi Górak.
GKS jak na drużynę legitymującą się dotąd najlepszą defensywą w lidze (13 straconych goli) popełniał na zakończenie jesieni karygodne błędy, dwa razy łodzianie od połowy „jechali” sam na sam z bramkarzem, niczym w hokejowym rzucie karnym.
– Nigdy nie mówiłem, że mamy najlepszą defensywę w lidze. W niektórych sytuacjach zachowywaliśmy się fatalnie, to były bardzo proste błędy, które na przestrzeni tej rundy nam się nie zdarzały. Jako zawodnicy i trenerzy możemy się czerwienić. Nawołujemy do drużyny, by podejmowała ryzyko grania wysoko, odbierała wysoko piłkę, bo mamy szybkich, zdecydowanych, dobrze grających w tej materii obrońców. W piątek nie tylko oni, ale cały nieprzemyślany atak na przeciwnika nas zawiódł. Drużyna bardzo dobrze realizuje swoje zadania w obronie niskiej, jest bardzo skuteczna, ale w fazie przejścia do gry defensywnej z obrony wysokiej mamy rzeczywiście braki i będziemy nad tym pracować – zapowiada szkoleniowiec katowiczan, którzy nie grzeszą też bramkostrzelnością. Ich dorobek w 18 kolejkach to 21 goli.
– Pracujemy nad tym, by zdobywać dużo więcej bramek. Musimy zdać sobie sprawę, że wiele pracy włożyliśmy w moment, kiedy znaleźliśmy się na dnie tabeli – we wrześniu 2021, po porażce w Opolu. Wtedy trzeba było skupić się, by drużyna zaczęła tracić mniej bramek i punktować w określony sposób. Aż do dziś, od tamtej pory bodaj tylko Arka Gdynia i Chrobry Głogów zdobyły w pierwszej lidze więcej punktów od nas. Taki sposób gry dał nam punkty, choć bramek – może nie tyle, ile by się chciało. Coś za coś. Mamy trochę problemów w prowadzeniu gry do przodu. Zawodników kreatywnych, mających strzelać więcej goli, będziemy szukać, ale nie jest to proste patrząc przez pryzmat rynku transferowego i tego, kto chce do nas przyjść. Musimy nad sobą pracować. Chciałbym, by w okienku zimowym coś się wydarzyło się. Może na pozycjach nr 8 i 10, może – dla wzmocnienia rywalizacji – na wahadle, bo jeszcze jedno jest nam potrzebne… Choć jesień w wielu momentach była udana, to dała nam też wiele do myślenia pod względem personalnym. Runda się skończyła, możemy podyskutować nad wzmocnieniami kadry na przyszłą rundę. Wiemy, czego potrzebujemy, czekam na zwrotną informację od dyrektora. Zobaczymy, co z tego wyjdzie – mówi Rafał Górak.
GieKSa na ostatniej prostej wypadła ze strefy barażowej I-ligowej tabeli. Przezimuje tuż pod nią, na pozycji nr 7, ze stratą ledwie 1 punktu do Arki Gdynia, a 2 – do Bruk-Betu Termaliki Nieciecza.
– Przed sezonem narracja była trudna, bo nie „zero-jedynkowa”, a zawsze takiej się oczekuje. Mówiliśmy, że bardzo chcielibyśmy, aby GKS utrzymał się w pierwszej lidze szybciej niż w sezonie wcześniejszym. To się budowało. Mamy 27 punktów, jeszcze trochę nam brakuje. Jeśli tak się stanie po piątej czy siódmej kolejce rundy rewanżowej, musimy być przygotowani, by atakować miejsce barażowe. Gdy znajdziesz się w barażach, przecież nie chcesz ich łatwo oddać. Wszystko przed nami. Rywalizujemy. Znajdujemy się w takim miejscu, że musimy tę szansę wykorzystywać. Zdajemy sobie sprawę, że ktoś może nas lekko strącić, dać po uszach, w piątek z ŁKS-em tak się stało – przyznaje Górak.
I dodaje.
– Moje ambicje w odniesieniu do GKS-u Katowice są bardzo wysokie. Mam swoje marzenia. Kiedy tu wróciłem, pierwszym i najważniejszym był awans do pierwszej ligi. Teraz nie jest to nic innego jak to, by z GKS-em Katowice trafić do ekstraklasy – podkreśla szkoleniowiec, składając też podziękowania.
– Całemu środowisku piłkarskiemu GKS-u Katowice za pół roku. Czuliśmy że ci, którzy naprawdę nam kibicują, są koło nas. Chcielibyśmy, aby to było odczuwalne bezpośrednio w czasie każdego spektaklu sportowego, bo to istotne. Mam nadzieję, że daliśmy wam trochę radości. Kończymy ze zgrzytającymi zębami, ale okres, podczas którego będziemy przygotowywać się do nowej rundy, na pewno znowu wykorzystamy dobrze. Jakkolwiek patrzeć, co pół roku drużyna notuje progres i wynik z ŁKS-em nie może tego absolutnie zamydlać. To dla nas przykry moment, ale może taka lekcja okaże się dobra. Dla drużyny i dla mnie też – by twardo siedzieć na dupsku i działać tak, by GKS wygrywał. Wraz z budującym się stadionem mamy budować coraz mocniejszy zespół, który na tym stadionie będzie grał tam, gdzie na pewno wszyscy marzycie. Ja również – mówi trener katowiczan, którzy mają teraz przerwę w treningach.
Pół kroku w dobrą stronę
Fanatycy GieKSy ze stowarzyszenia „SK1964” wzięli udział w posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu przy radzie miasta Katowice, by rozmawiać o klubie i bojkocie. Kibice GKS-u Katowice, członkowie stowarzyszenia „SK1964”, stawili się w poniedziałek na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu przy radzie miasta Katowice, by porozmawiać z radnymi o sytuacji klubu, który ich zdaniem nie funkcjonuje tak, jak powinien, dlatego od lipca bojkotują domowe mecze piłkarzy czy hokeistów w geście sprzeciwu dla rządów prezesa Marka Szczerbowskiego.
– Naszym zdaniem zostało poczynione pół kroku w dobrą stronę. Zostaliśmy wysłuchani przez radnych, zarówno opozycji, jak i rządzącej opcji. Wyraziliśmy swoje stanowisko, spotkaliśmy się z przynajmniej częściowym zrozumieniem naszego punktu widzenia – mówi Karol Pallado, który wraz z Ireneuszem Kaliną wypowiadał się w imieniu „SK1964”.
Pallado wyjaśnia: – W ubiegłym tygodniu mieliśmy spotkanie stowarzyszenia, na którym padł pomysł, by pójść z delegacją na komisję. Wiedzieliśmy, że jest możliwość uczestnictwa mieszkańców w obradach, zadawania pytań. Postanowiliśmy się wybrać. Kto musiał, ten wziął wolne, łącznie było nas siedmiu. Sam pomysł wziął się stąd, że wciąż szukamy dróg konstruktywnego rozwiązania naszego konfliktu. Wobec ciągłej odmowy spotkania przez stronę prezydencką, chcieliśmy „wciągnąć” w sprawę radnych. Oni przecież nas reprezentują, jesteśmy ich wyborcami, a Komisja Sportu powinna mieć coś do powiedzenia. Było miło, sympatycznie, napiliśmy się herbaty na koszt miasta, przysłuchiwaliśmy się obradom, a następnie głos został oddany dwójce naszych przedstawicieli – opisuje Pallado.
Krzysztof Pieczyński, przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu, tłumaczy, że w programie posiedzenia nie było tematu GKS-u Katowice, bo tym razem było ono poświęcone kwestiom promocyjnym. – Kibice zapytali, czy mogą zabrać głos w wolnych wnioskach. Za zgodą radnych udzieliłem głosu i zapytałem też, czemu nie uprzedzili, bo na komisji nie było – skoro nieprzewidziane były kwestie sportowe – ani wiceprezydenta Bojaruna, ani naczelnika Witka. Zaprosiłbym ich, wiedząc wcześniej o planach kibiców. Wypowiedzieli się, co ich – w cudzysłowie – boli. Mówili o braku marketingu, braku tworzenia społeczności GieKSy. Rozpocząłem dyskusję wśród radnych, każdy z chętnych wyraził swoje zdanie odnośnie sytuacji GKS-u i bojkotu kibiców, którzy zaznaczyli, że ich celem absolutnie nie jest odwołanie prezesa Szczerbowskiego, a poprawa sytuacji klubu – relacjonuje Pieczyński.
Radna Barbara Wnęk-Gabor, wiceprzewodnicząca Komisji, przyznaje: „Dobrze, że kibice przyszli”. – Trzeba wysłuchać wszystkich, zorganizować spotkanie Komisji Kultury, Promocji i Sportu Rady Miasta Katowice na którym każda ze stron przedstawi swoje racje, pretensje. Jak najszybciej trzeba ten konflikt zażegnać, bo pusty stadion to kompromitacja dla klubu, miasta i środowiska kibiców. Celem GKS-u jest ekstraklasa i do tego powinniśmy wspólnie dążyć – podkreśla Wnęk-Gabor.
Kibice nie tylko mówili o przyczynach bojkotu, ale chcieli też włączyć radnych do dyskusji. – Zaproponowaliśmy, by radni odnieśli się do panującej sytuacji, a przede wszystkim dwóch kwestii: marketingu i otoczenia społecznego klubu, bo naszym zdaniem to coś, co nie funkcjonuje. Mamy takie informacje, że wiceprezydentowie Bojarun i Sobula uważają, że marketing w klubie nie jest potrzebny – a na pewno nie na tym etapie. My mamy odrębną opinię. Warto zaznaczyć, że podczas obrad komisji był punkt dotyczący mistrzostw świata w piłce ręcznej, które częściowo odbędą się w Katowicach. Obejrzeliśmy prezentację o tym, jak obszerna jest promocja tego wydarzenia w katowickich szkołach, jacy są ambasadorowie, jak wiele atrakcji i konkursów z tym związanych zaplanowano. Brzmiało to jak echo naszych propozycji, które zanosimy do klubu odnośnie promowania GKS-u, spotykając się z komentarzami, że to nieskuteczne i niepotrzebne. Dlatego to był dla nas dobry punkt zaczepienia: zapytaliśmy radnych, czy nie uważają, że podobne inicjatywy powinny toczyć się wokół klubu miejskiego, będącego dobrem katowiczan, finansowanego z samorządowych środków – mówi Karol Pallado.
Podniesiona przez kibiców została też kwestia, o którą w trakcie rundy dopytywali trenera Rafała Góraka, czyli braku jasno sprecyzowanego celu na ten sezon dla piłkarskiej drużyny rywalizującej w I lidze.
– Interesowało nas, czy radni uważają, że przed drużyną, sekcją piłkarską, powinien zostać postawiony na ten sezon cel. Trener Górak oficjalnie na jednej z konferencji powiedział, że taki cel postawiony nie został. Nasz punkt widzenia jest taki, że klub, który otrzymuje dotację z miasta, powinien ubiegać się o powrót do ekstraklasy. Naszym zdaniem to jest miejsce klubu. GieKSa w ekstraklasie być powinna, niejednokrotnie takie hasła padały też na sesjach rady miasta. Widzimy jednak, że obecnie nie ma takiego celu, choć teoretycznie awansować można nawet z szóstego miejsca. My na koniec jesieni właśnie z tej szóstki wypadliśmy – przypomina przedstawiciel „SK1964” i dodaje:
– Wypowiedzi radnych były interesujące. Podnosili też inne kwestie, odnoszące się do nas, kibiców. Mówili o bazgrołach na murach, co zgłaszają radnym mieszkańcy, pytali, czy dla nas to problem, jakie widzimy rozwiązania. Deklarowali, że powinien być cel, że powinniśmy być w ekstraklasie. Padały głosy, że za poprzednich zarządów radni byli zapraszani na mecze, otrzymywali informacje z klubu, czuli się jego częścią. Było tak, jak powinno być, a teraz nic takiego nie ma miejsca i nie czują, by wokół klubu była budowana społeczność.
Barbara Wnęk-Gabor: – Widać, że kibicom zależy na klubie, żyją nim, żyją miastem, to dla nich coś bardzo ważnego. Przedstawili postulaty. Zaproponowałam, by na kolejne posiedzenie, na którym będą kibice, przygotowali to w krótkich punktach: czego oczekują i co mogą zaproponować od siebie. Niech to będzie konstruktywne spotkanie, byśmy mogli w nową rundę wejść pogodzeni.
Przewodniczący Pieczyński: – Radna Wnęk-Gabor zawnioskowała o nadzwyczajne posiedzenie komisji, które miałoby być poświęcone GKS-owi. Wcześniej zgłosiłem radnym, by przedstawili propozycje planu pracy na 2023 rok. Będziemy głosować w grudniu, by na pierwszej komisji w nowym roku rozmawiać o GKS-ie Katowice. Oczywiście zagłosuję za, rokrocznie odbywa się komisja poświęcona tylko klubowi. To najważniejszy klub w mieście, marka Katowic, na której zależy każdemu, panom prezydentom Krupie i wiceprezydentowi Bojarunowi. Gdyby było inaczej, nie byłoby też decyzji o budowie stadionu czy zabezpieczaniu w każdym budżecie tak dużych kwot na dotację dla wielosekcyjnego GKS-u.
Karol Pallado: – Pani radna nazwała to nawet „okrągłym stołem ds. ratowania GKS Katowice”, co jest trochę przesadą, bo nie uważamy, by klub trzeba było ratować, a chodzi o rozwiązanie kilku problemów. Wszyscy obecni radni się ku temu przychylili. Zgłosiliśmy swoje uwagi, że byłoby idealnie, gdyby takie nadzwyczajne spotkanie odbyło się po południu, bo każdy z nas ma obowiązki zawodowe, a zależy nam, by nasza delegacja była jak najpełniejsza.
Wiceprzewodnicząca Wnęk-Gabor: – Chciałam, by nadzwyczajne posiedzenie komisji odbyło się jeszcze w tym roku. Przewodniczący zaproponował, aby stało się to na początku przyszłego roku i żebym taki postulat zgłosiła do planu pracy komisji na przyszły rok, który będziemy procedować w grudniu. Zaproponowałam, by pojawiły się na nim wszystkie zainteresowane strony: prezydent prezydent resortowy, zarząd – dobrze byłoby też zaprosić radę nadzorczą – no i przedstawiciele kibiców. Na razie odbywają się różne spotkania, w różnym gronie, a chodzi o to, by wspólnie usiąść, wysłuchać każdego i dojść do porozumienia.
Krzysztof Pieczyński mówi, że po posiedzeniu komisji spotkał się z wiceprezydentem Bojarunem. – Zaznaczył, że spotkanie przedstawicieli miasta i kibiców odbyłoby się już dawno, jako że otrzymali warunki porozumienia, po spełnieniu których mogą rozmawiać nawet na dniach. Rola rady miasta jest w tym wypadku mediatorska. Zaznaczyłem podczas posiedzenia komisji, że w tym roku mija 30 lat od mojego „debiutu” na GieKSie jako kibic. Całe życie zależy mi na niej i powtarzam, że zależy też władzom miasta. Droga jest otwarta, wszyscy znają zasady i warunki, a ja zapraszam na jedno z przyszłorocznych posiedzeń komisji poświęcone GKS-owi, co – mam nadzieję – przegłosujemy w grudniu – nie kryje nasz rozmówca.
Przypomnijmy, że miasto oczekuje od „SK1964” oficjalnego odcięcia się od kwietniowej zadymy z Widzewem Łódź, po którym PZPN oraz wojewoda zamknęli na kilka meczów stadion przy Bukowej. Podobny postulat wyraża prezes Marek Szczerbowski, a przede wszystkim oczekuje od „SK1964” brania odpowiedzialności za zachowanie kibiców na meczach domowych czy wyjazdowych, z czym ci nie są w stanie się zgodzić, co argumentowali m.in. na łamach „Sportu”. Sprawa bojkotu, konfliktu, jest złożona.
Na koniec oddajmy jeszcze raz głos radnej Wnęk-Gabor: – Niedawno zastanawiałam się z mężem, czy wybrać się w większym gronie na mecz hokejowej GieKSy w europejskich pucharach. Zaproponowaliśmy wyjście dwóm kolegom, 50-latkom z wyższym wykształceniem. Odmówili, bo powiedzieli, że solidaryzują się z postulatami kibiców, sami nimi są i to z długim stażem. To środowisko naprawdę jest szerokie i ważne dla miasta. Zamiast pozostawać skonfliktowani, trzeba wspólnie działać, by stadion był pełny, zwłaszcza że trwa budowa nowego. Trzeba skończyć ten konflikt!
SIATKÓWKA
siatka.org – BBTS w starciu z GKS-em urwał tylko seta
Na zakończenie 9. kolejki PlusLigi BBTS Bielsko-Biała podejmował GKS Katowice. Miejscowi nie polepszyli swojego dorobku punktowego, zdołali urwać katowiczanom tylko jednego seta. Wyniki poszczególnych partii wskazują, że BBTS starał się walczyć, ale ostatecznie przewaga GKS-u nie podlegała jednak dyskusji. MVP spotkania wybrany został Jakub Jarosz
Chociaż po ataku Piotra Haina GKS prowadził 6:4, błąd Jarosza i atak Jake’a Hanesa wyrównały wynik (6:6). W kolejnych akcjach to gospodarze wyszli na prowadzenie, jednak nie zdołali go utrzymać. Po obu stronach siatki nie brakowało pomyłek w polu zagrywki. Na siatce skuteczniejsi byli goście. Celny atak po bloku Jakuba Jarosza i blok katowiczan pozwolił im odskoczyć na 18:14, o czas poprosił trener Kapelus. Z czasem sytuacja na boisku nie ulegała zmianie. Kolejne ataki Hanesa nie wystarczały, by odrobić powstałe straty. Ostatnie punkty w tej odsłonie padały po asach Jakuba Jarosza.
Od początku drugiej odsłony sytuacja układała się po myśli gospodarzy, gdy kolejnego ataku nie skończył Hain, został zmieniony przez Sebastiana Adamczyka (8:5). Coraz pewniej punktował Jakub Szymański. Po drugiej stronie siatki ze zmiennym szczęściem atakował Hanes. Na niewielkim prowadzeniu pozostawali gospodarze. Po ataku Rolanda Gergye BBTS miał dwa punkty przewagi, o czas poprosił trener Słaby (19:17). Po przerwie asa dołożył jeszcze Hanes a dopiero w kolejnej akcji skutecznie zaatakował Tomas Rousseaux. Bielszczanie grali konsekwentnie. Gdy atak przez środek skończył Dawid Woch, ponownie interweniował szkoleniowiec GKS-u (22:18). Serię przy mocnych zagrywkach Gergye przerwał dopiero błąd tego zawodnika. Katowiczanie obronili pierwszą piłkę setową, ale zagrywka w siatkę Adamczyka zamknęła partię.
Po asie Dawida Wocha BBTS prowadził 7:4 w pierwszej części trzeciego seta. W kolejnych akcjach zespoły wymieniały się skutecznymi atakami. Na zagrania Szymańskiego odpowiadał Jakub Urbanowicz (14:11). Na prowadzeniu pozostawali gospodarze, po błędzie Szymańskiego interweniował katowicki trener (16:13). Po czasie po prostej zaatakował Jarosz, a następnie zablokowany został Siek. Gdy w kolejnej akcji kontratak wykorzystał Kania, zawodników do siebie przywołał szkoleniowiec BBTS-u (16:16). W kolejnych akcjach nie brakowało walki. W końcówce ponownie inicjatywę zaczęli przejmować goście, gdy kontratak wykorzystał Jarosz, drugi czas wykorzystał trener Kapelus (19:21). Do końca to GKS dyktował warunki na boisku. Atak Adamczyka i błąd Hanesa dały ostatnie punkty katowiczanom.
Pierwsze akcje czwartej odsłony toczyły się po myśli BBTS-u (5:3), ale szybko do głosu doszli goście. Kolejne akcje kończyli Jarosz i Rousseaux. Gdy zablokowany został Urbanowicz, o czas poprosił trener bielszczan (6:8). Katowiczanie utrzymywali przewagę, Seganow coraz częściej wykorzystywał swoich środkowych (11:14). Obie drużyny wciąż psuły zagrywki. Gospodarze starali się walczyć, jednak rywale byli skuteczniejsi. Gdy Urbanowicz nie poradził sobie z przyjęciem zagrywki Seganowa, ostatnią przerwę wykorzystał trener Kapelus (15:19). Po czasie Formela zmienił Urbanowicza. Katowiczanie skutecznie ustawiali blok (16:20). Gdy dwa asy dołożył Szymański, było już 22:16 dla GKS-u. Gospodarze obronili pierwszą piłkę meczową. Autowa zagrywka Gergye zakończyła pojedynek.
MVP: Jakub Jarosz
BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:3 (21:25, 25:20, 22:25, 19:25)
sportdziennik.com – Skra za silna dla GKS-u
W szopienickiej hali pojawił się włoski szkoleniowiec Andrea Gardini i to znak, że nie była to wizyta kurtuazyjna.
Czyżby czyhał na posadę jednego z trenerów? Grzegorz Słaby, szkoleniowiec GKS-u Katowice ma silną pozycję, zaś Brytyjczyk Joel Banks, opiekun Skry, ma prawo czuć się niepewnie, wszak jego zespół gra w „kratkę”. Niemniej siatkarze z Bełchatowa zdobyli komplet punktów, bo grali mniej więcej równo i tylko mieli drobne kłopoty w 3. secie, bo natrafili na silny opór gospodarzy.
Zespół GKS-u jest znany z waleczności i dobrej gry w elemencie blok – obrona. Tym razem w tych elementach prezentowali się poniżej oczekiwań w pierwszych dwóch setach. Ponadto szwankowało przyjęcie. Goście szybko obejmowali prowadzenie i potem pewnie zmierzali do zakończenia seta. Skra wygrała dwie pierwsze odsłony, bo była skuteczniejsza w ataku.
A to głównie za sprawą Grzegorza Łomacza, który umiejętnie rozdzielał piłkę wśród kolegów. Gospodarze sprawili sporo kłopotów w ostatniej, jak się okazało odsłonie. Walczyli do samego końca, ale nie zdołali przedłużyć meczu. Czy po tym zwycięstwie posada trenera Banksa została ocalona? O tym przekonamy niebawem pewnie po kolejnym meczu.
GKS Katowice – PGE Skra Bełchatów 0:3 (21:25, 21:25, 23:25)
HOKEJ
hokej.net – Grad bramek w „Satelicie”.Pełna pula dla Unii
W hicie 20. kolejki Polskiej Hokej Ligi GKS Katowie przegrał na własnym lodzie z Re-Plast Unią Oświęcim 4:5. Dzięki temu zwycięstwu biało-niebiescy utrzymali pozycję lidera.
Oba zespoły przystąpiły do spotkania w niemal najsilniejszych składach. W ekipie GieKSy zabrakło jedynie Mateusza Rompkowskiego, którego w pierwszej parze obrony zastąpił Dawid Musioł. Z kolei w drużynie Unii nie wystąpił Kamil Paszek, który nabawił się urazu na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Jego miejsce zajął doświadczony Patryk Noworyta i trzeba przyznać, że zaprezentował się dobrej strony i zdobył ważnego gola. Ale po kolei.
Spotkanie mogło się podobać, bo nie zabrakło w nim twardej męskiej walki, okazji strzeleckich i kapitalnych parad bramkarskich. Zarówno Kevin Lindskoug, jak i John Murray dobrze wywiązywali się ze swoich zadań. Znacznie słabiej zaprezentowały się formacje defensywne obu ekip.
Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli jednak biało-niebiescy, którzy prowadzili 1:0. Wynik spotkania w 15. minucie otworzył Erik Ahopelto, który – podczas gry swojego zespołu w podwójnej przewadze – przymierzył z prawego bulika pod poprzeczkę. „Jasiek Murarz” nie zdążył w porę zareagować.
Ten element był w tym spotkaniu bardzo ważny, bo podczas gry 5 na 3 gola zdobyli też gospodarze. W 29. minucie soczystym uderzeniem z pełnego zamachu popisał się Marcin Kolusz, a zasłonięty przez Hampusa Olssona Lindskoug nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję.
Niezwykle istotne dla dalszych losów okazało się trafienie Patryka Noworyty z 33. minuty, bo jego pozwolił gościom mocniej uwierzyć w siebie. „Benek” dobrze podłączył się do akcji i precyzyjnym uderzeniem z korytarza międzybulikowego zaskoczył katowickiego golkipera. Podopieczni Nika Zupančiča poszli za ciosem i w ciągu 75 sekund zdobyli jeszcze dwie bramki. W obu przypadkach dobrze wyprowadzili kontrataki. Jak się później okazało, był to kluczowy moment meczu. Najpierw podanie wzdłuż bramki Andrija Denyskina na gola zamienił Dariusz Wanat, a później dogranie Michaela Cichego wykorzystał Alexander Szczechura, który musiał tylko odpowiednio przyłożyć łopatkę kija.
Gospodarze nie dali jednak za wygraną iw trzeciej odsłonie zaczęli grać odważniej i agresywniej.Sygnał do odrabiania strat dał Dawid Musioł, który popisał się soczystym strzałem spod liniiniebieskiej. Przewaga Unii stopniała zatem do dwóch trafień.W trudnym momencie oświęcimskiemu zespołowi pomógł Kevin Lindskoug.
W 55. minucie na 5:2 podwyższył Andrij Denyskin, a uczynił to po pięknej indywidualnej akcji. Ukraiński napastnik wymanewrował katowicką obronę, obrócił się z krążkiem i precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę zaskoczył Johna Murraya.
Ale oświęcimianie zbyt szybko uwierzyli w końcowy sukces i zbyt beztrosko zagrali w defensywie. Mistrzowie Polski wyczuli swoją szansę i w 57. minucie zmniejszyli straty po uderzeniu Macieja Kruczka.
Trener Jacek Płachta dwukrotnie decydował się na manewr z wycofaniem bramkarza, ale przyniósł im on jedynie kontaktowego gola. Zdobył go Matias Lehtonen, który przekierował do bramki wrzutkę Marcina Kolusza. Trzy punkty pojechały do Oświęcimia.
Jastrzębianie na szóstkę! Mistrzowie Polski rozbici
W meczu 21. kolejki Polskiej Hokej Ligi w starciu na szczycie doszło do nokautu. Zawodnicy JKH GKS-u Jastrzębie rozbili na własnej tafli GKS Katowice 6:0. Po dwie bramki w tym starciu zdobyli Maciej Urbanowicz oraz Mark Kaleinikovas.
Pierwsza tercja rozpoczęła się od ataków drużyny JKH GKS-u Jastrzębie. Pierwszą okazję miał już w 120. sekundzie Antons Sinegubovs, który uderzył potężnie z lewego skrzydła, ale jego strzał odbił John Murray. Minutę później uderzył z linii niebieskiej Hugo Jansons, ale i w tej sytuacji kunsztem wykazać się musiał „Jasiek Murarz”. W odpowiedzi strzał z linii niebieskiej Grzegorza Pasiuta parkanami odbił Bence Bálizs. Swoje szanse mieli jeszcze wspomniany Jansons oraz Mikyska.
W 9. minucie zawodnicy JKH-u na prowadzenie, kiedy to po błędzie Johna Murraya, który nie zatrzymał dostatecznie krążka po strzale Viikinainena, do turlającej się w kierunku linii bramkowej dopadł Maciej Urbanowicz i otworzył wynik meczu. Goście najlepszą szansę na wyrównanie mieli dopiero w 18. minucie, gdy podczas gry w przewadze, potężnie z linii niebieskiej uderzył Christian Blomqvist, ale guma odbiła się od słupka, a następnie zamroził ją golkiper jastrzębian. Pierwsza odsłona była bardzo wyrównana i zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy.
Druga i trzecia tercja były już totalnym koncertem gry podopiecznych Róberta Kalábera, którzy praktycznie raz za razem gościli w tercji Katowic. Mimo to, to goście mieli dwukrotnie szansę na wyrównanie. Najpierw po rozpoczęciu drugiej odsłony kapitalną dwójkową kontrę napastników Katowic przerwał Dominik Paś, blokując podanie na pustą bramkę do Grzegorza Pasiuta, a następnie Hampus Olsson strzelił minimalnie nad poprzeczką z bliskiej odległości. Swoje szanse mieli jeszcze Hitosato, który uderzył obok słupka z linii niebieskiej, oraz Bartosz Fraszko, którego strzał fenomenalnie zatrzymał doskonale dysponowany tego dnia Bence Bálizs.
W 25. minucie na 2:0 podwyższył Kaleinikovas, a jastrzębianie szli za ciosem. W 30. minucie karę za zahaczanie otrzymał Mathias Lehtonen, a jastrzębianie wykorzystali tę przewagę na cztery sekundy przed końcem „power playa”, a gola na 3:0 zdobył Jozef Švec. W tej odsłonie warto odnotować jeszcze bójkę pomiędzy Grzegorzem Pasiutem i Eduadsem Hugo Jansonsem, za którą obaj zawodnicy zmuszeni zostali udać się do szatni.
W ostatniej odsłonie królowali już tylko hokeiści z „Jastora”, a prawdziwa gehenna podopiecznych Jacka Płachty rozpoczęła się w 45. minucie, gdy na ławce kar przebywał Kruczek, a hokeiści znad czeskiej granicy wykorzystali tę sytuację zaledwie 9 sekund później. Aż do 51. minuty gra toczyła się bez zagrożeń bramkowych, a jastrzębianie kontrolowali mecz.
Wtedy to kunsztem swoich umiejętności popisał się Mark Kaleinikovas zdobywając dublet, a jednocześnie podwyższając prowadzenie gospodarzy, ale należy uwiecznić znakomitą akcję i podanie Jozefa Šveca. Wynik ustalił zaledwie 34 sekundy później w sytuacji sam na sam Patryk Pelaczyk. Graczem meczu został wybrany Maciej Urbanowicz, który miał szansę na hat tricka, ale przegrał pojedynek sam na sam z Johnem Murrayem, a szósty shotout zachował w tym sezonie Bence Bálizs.
Derby Śląska dla Tychów. Konsekwentne ataki w drugiej tercji na wagę zwycięstwa
W ramach 22. kolejki Polskiej Hokej Ligi hokeiści GKS-u Tychy wygrali na wyjeździe z GKS Katowice 2:1. Decydująca okazała się druga tercja, w której to tyszanie zdobyli dwie bramki w ciągu 50 sekund. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Christian Mroczkowski.
Było to trzecie spotkanie derbowe pomiędzy tymi GKS-ami w tym sezonie. Pierwsze wygrali katowiczanie na „Stadionie Zimowym w Tychach” (1:0), natomiast w drugim starciu tyszanie wzięli odwet za tamtą przegraną i wygrali w „Satelicie” (2:1).
Niedzielny mecz zapowiadał się niezwykle ciekawie i to z kilku powodów. GieKSa po dwóch przegranych z rzędu stanęła przed szansą udowodnienia swoim kibicom swojej wartości i tego, że ostanie przegrane były wypadkiem przy pracy. Tyszanie po czterech wygranych z rzędu są na fali i nie myślą o tym, żeby zwalniać.
Zawodnicy katowickiej GieKSy agresywniej weszli w to spotkanie. Wyprowadzali więcej ataków i stwarzali sobie więcej sytuacji strzeleckich. Tyszanie dzielnie się bronili i starali wypierać katowiczan ze swojej tercji. Świetnie w bramce gości spisywał się Tomáš Fučík. Czeski bramkarz wielokrotnie obronił bardzo trudne strzały napastników Katowic. W 17. minucie spotkania katowiczanie rozgrywali hokejowy zamek i otworzyli wynik spotkania, Shigeki Hitosato podał przed tyską bramkę do nadjeżdżającego Joony Monto, który przymierzył pod poprzeczkę.
Druga odsłona była jeszcze bardziej wyrównana. Obie drużyny wyprowadzały atak za atak i trwała zacięta walka o krążek.
W 33. minucie spotkania po dwójkowej akcji tyskich napastników: Bartłomieja Jeziorskiego i Filipa Komorskiego mieliśmy wyrównującego. Komorski podał do Jeziorskiego, a ten bez zastanowienia oddał strzał na bramkę Johna Murraya.
Dosłownie 50 sekund prowadzenie podopiecznym Andrieja Sidorienki dał Christian Mroczkowski, którego dobrze obsłużył Alexandre Boivin.
Zawodnicy z Tychów po szybko strzelonych dwóch bramkach zwolnili i skupili się na obronie wyniku. Natomiast podopieczni Jacka Płachty coraz mocniej napierali na swoich rywali, chcąc doprowadzić do wyrównania. W ostatniej odsłonie tego śląskiego starcia w głównych rolach występowali bramkarze obu GKS-ów: John Murray i Tomáš Fučík. Obaj zagrali dobre spotkanie i mocno pomogli swoim drużynom.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Post scriptum do Rakowa i Lecha
Dwa wyjazdowe mecze za nami. Zapraszamy więc do tradycyjnego post scriptum. A potem już tylko Motor.
1. Na mecz z Rakowem, który miał być najważniejszym spotkaniem od dawna wybraliśmy się w 4 osoby – ja, Misiek, Kazik, Flifen. Jako że nie był to daleki wyjazd, mogliśmy wyjechać stosunkowo późno. Wiadomo – godzinka drogi i jesteśmy na miejscu.
2. Ciekawa zawsze jest to droga – wiadomo, najpierw autostrada, a potem jakieś lokalne drogi. Zawsze zastanawia się czy na tę ulicę Spalonienko czy jakoś tam wjeżdżają te wszystkie autoary przewożące piłkarzy.
3. Chyba nam ta mobilizacja mocno się udzieliła i organizm zareagował… odwrotnie. Bo dużo było… ziewania na trasie. Może tak czasem być, taka paradoksalna reakcja organizmu.
4. Ogólnie to widzieliśmy autokar Rakowa dojeżdżający na stadion. Oni też nie wiedzieli, w jakim widowisku przyjdzie im uczestniczyć.
5. O ile na poprzednich meczach w Częstochowie byliśmy dużo wcześniej, tym razem było to „zaledwie” jakieś półtorej godziny przed meczem. To spowodowało, że musieliśmy się z pewnymi ważnymi rzeczami sprężać.
6. Kazik chciał odpalić drona, żeby zrobić efektowne zdjęcia stadionu i pętli. Niestety jakieś zakłócenia w eterze spowodowały, że dron nie ruszył i musieliśmy zadowolić się zdjęciami naziemnymi. Potem drony latały nad stadionem i zrzucały piłki. Ciekawy pomysł.
7. Chcieliśmy szybko przemieścić się do budki z akredytacjami, ale… policja zablokowała główną ulicę. Casus podobnie jak na Cracovii. Bo zaraz mieli przyjechać kibice gości. Dlatego nie można było poruszać się wzdłuż ulicy.
8. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę ulicy, też nie można było przejść. Policja więc kierowała przez jakiś park, potem przez jakieś domki i byliśmy naprzeciwko przejścia. Czekaliśmy, a wkrótce autokary z kibicami przejechały.
9. Szybko odebraliśmy akredytacje i mogliśmy wejść na stadion. Nie kombinowaliśmy już z VIP-ami tylko od razu udaliśmy się na nasze prawowite miejsca.
10. To znaczy, zanim poszliśmy na prasówkę, udaliśmy się do sklepiku klubowego. A potem już był jeden cel – tzw. gięta. Wiedzieliśmy, że przy jednym sektorze jest taka fajna krojona, z cebulką. Mieliśmy taki plan już od grudnia. Ale na następny sezon. Na Raków trafiliśmy jednak w Pucharze Polski.
11. W tym celu obeszliśmy ten stadion. Nie naśmiewając się, bo sami mamy nowy obiekt od niedawna, niektóre miejsca za trybunami wyglądają, jakby były przytwierdzone na trytytki. Ale są to trytytki mocne. Mnie się ostatecznie ten stadion podoba. W dobie tych wszystkich nowy – daje powiew dawnych czasów.
12. Obeszliśmy więc. Na koniec musieliśmy się wylegitymować, żeby wejść na miejsce sektorowe. I znaleźliśmy się pod kiełbasą.
13. No panie, powiem ci – klasyczek. Półtorej (?) chyba kiełby i mnóstwo cebulki takiej zgrillowanej, w duuuużych kawałach. Musztarda, bułeczka. Smakowite. Minusem był ogórek kiszony, który ani trochę nie był kwaśny.
14. Skierowaliśmy się z powrotem – już na sektor prasowy. To pierwszy stadion od powrotu do ekstraklasy, na którym zawitaliśmy po raz trzeci. Wiedzieliśmy więc co i jak – czym to się je. Nagrywka przedmeczowa i zajęliśmy miejsca. Takie bez stolików, ale z większą przestrzenią. Więc komputer wylądował na kolanach.
15. Najgorsze było podłączanie do kontaktu. Trzeba było uklęknąć i się schylić, co na tej kracianej posadzce przyprawiało o ból kolan. Ale dało radę i byliśmy podpięci.
16. Czekaliśmy na mecz. Gdzieś tam w międzyczasie mijałem Mateusza Borka i Grzegorza Mielcarskiego, którzy mieli komentować to spotkanie. Jeszcze nie wiedzieli, jakie emocje będą także ich udziałem.
17. Jakiż to był mecz. Mecz, który zapamiętamy na lata. To była wielka piłka. Dramaturgia, zwroty akcji i dla postronnego widza kapitalny mecz do oglądania. Objęliśmy prowadzenie po golu Jirki, a potem Jędrych podwyższył z rzutu karnego.
18. W przerwie więc mieliśmy dobre humory, ale czujność musiała być zachowana. To jeszcze przecież nie znaczyło, że meldujemy się w finale. Kibice Rakowa mieli się z pyszna. Ale ciągle wierzyli.
19. Początek drugiej połowy był jak nóż w serce. Jeszcze nie wybiła 49. minuta, a już mieliśmy wyrównanie. Stadion przy Limanowskiego w euforii, my nosy spuszczone na kwintę. Nadal jednak przecież to był remis, czyli dla obu stron podobna sytuacja. Ale morale lepsze miał Raków.
20. Wkrótce gospodarze mieli rzut karny. Przez chwilę byliśmy w radości, gdy Dawid Kudła obronił. Ale szybko Diaby-Fadiga dobił ten strzał. Sędzia VAR-ował tę kontrowersyjną sytuację i przy okazji potem poznaliśmy absurdalny przepis o niepostawieniu nogi na murawie. Nie znając go – widzieliśmy potężną kontrowersję.
21. To już był dramat. Przegrywaliśmy 2:3. Wydawało się, że w sposób bardzo frajerski przegramy ten półfinał. Ale Adam Zrelak w samej końcówce doprowadził do wyrównania i wprawił nas w euforię. To był drugi mecz z rzędu, kiedy strzeliliśmy gola w doliczonym czasie.
22. Dogrywka zapowiadała kolejne wielkie emocje. W drugiej połowie znów pokarał nas Rocha, choć ostatecznie okazało się, że to samobój Alana. Ale już ultra katem w tym sezonie jest dla nas Brunes, który w każdym z trzech meczów trafił do siatki.
23. I jeszcze raz wyrównaliśmy. Eman się nie certolił, tylko przywalił precyzyjnie z dystansu. Mateusz Borek godnie oddał to w komentarzu, fenomenalna euforyczna sytuacja i Eman ekspresyjnie cieszący się pod sektorem gości. Cudowny moment. Przyznam, że mimo porażki, potem oglądałem to wielokrotnie.
24. No i te nieszczęsne karne, które okazały się dla nas bezbarwne. Dwa pudła, a Raków strzelił wszystko. Odpadliśmy, a gospodarze cieszyli się z awansu do finału.
25. Zebraliśmy manatki, nagrałem nagrywkę i poszliśmy na konferencję prasową. Teraz inna droga prowadzi na salę konferencyjną, więc pani nie chciała nas wpuścić. Ale akurat przechodził Wojciech Cygan, który „po starej znajomości” pozwolił nam tędy przejść.
26. Na konferencji przynajmniej można było się posilić zupą i jakimiś przekąskami. Marne to było pocieszenie. Straciliśmy tak wielką szansę, było tak blisko i nasi piłkarze zrobili wszystko. Szkoda była wielka.
27. Wypowiedzieli się obaj trenerzy, a my po konferencji jeszcze zrobiliśmy swoje materiały. Internet huczał od kontrowersji. Pożegnał się z nami drugi trener Rakowa oraz rzecznik. Oni byli przeszczęśliwi.
28. Mieliśmy problem z wyjściem, bo brama była zamknięta. Jakiś gościu powiedział, że trzeba nacisnąć jakiś guzik, żeby otworzyła się furtka. Doszliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic.
29. W stolicy Górnego Śląska byliśmy gdzieś przed północą. Nie tym razem Narodowy. Ale czekał nas za trzy dni kolejny mecz. Bardzo ważny i bardzo trudny.
—–
30. Do Poznania to już większa logistyka. Wiadomo, trzeba wyjechać rano, a wrócić w nocy. Ale na szczęście nie bardzo rano. Dlatego też wyjazd mieliśmy zaplanowany na 11. Ostatecznie ruszyliśmy nieco spóźnieni.
31. Mecz opracowywaliśmy w cztery osoby: ja, Misiek, Kazik i Marcin, który dojechał we własnym zakresie i działał na miejscu.
32. Droga przebiegała spokojnie, ładna była pogoda, tylko trochę zimno, gdy wiało. Zrobiliśmy ze dwa postoje, by coś małego przekąsić i napić się herbaty lub kawy. Na większą szamkę upatrzyliśmy sobie jedną z knajpek nieopodal Bułgarskiej.
33. Mijaliśmy znów Tarczyński Arena we Wrocławiu. Czy dane nam tam będzie zawitać w przyszłym sezonie? Jest to całkiem możliwe, bo Śląsk spisuje się w pierwszej lidze bardzo dobrze.
34. W Poznaniu byliśmy przed 15, mieliśmy więc jak na nas czasu i dużo i mało. Ale zjeść było trzeba. Padło więc na „Burger Lokalnie”. Chłopaki wzięli loaded frytki, ja skusiłem się na burgera. Dość dziwny sposób płatności – blik przez telefon. Wiem oczywiście o takim sposobie, ale przyznam, że pierwszy raz się z tym spotkałem w knajpie.
35. Mieli dużo zamówień, więc trochę musieliśmy poczekać. Ponad pół godziny. Na telewizorze leciał mecz Parma – Napoli, a za oknem przejeżdżały zielone tramwaje. Cały czas miałem wrażenie, że to autokar GieKSy przejeżdża, a przecież jak wiemy – bardzo często go spotykamy na swojej drodze.
36. Po nasyceniu się ruszyliśmy do auta i udaliśmy się na stadion. Zapowiadana frekwencja ponad 35 tysięcy powodowała, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się ominąć korki.
37. Jak się okazało, nie było żadnych problemów, ot jedne dłuższe światła na kilka razy i już byliśmy na ulicy Ptasiej, od której jest wjazd na parking. No to wjechaliśmy.
38. Kazik odpalił drona, który tu już nie odmówił posłuszeństwa. Ja przyznam, że pierwszy raz widziałem taką akcję, z patrzeniem się na obraz na żywo. Absolutnie fenomenalna sprawa i niesamowity widok oraz szybkość poruszania. Dzięki temu mamy z większości stadionu tak efektowne ujęcia.
39. Udaliśmy się po odbiór akredytacji. Poszło szybko i sprawnie, po czym mogliśmy pójść do bramy wejściowej już stricte na stadion. Jeść nie można.
40. Pamiętałem obiekt przy Bułgarskiej z poprzedniego sezonu, więc tu nie było żadnego błądzenia. Wiedzieliśmy, co jest gdzie. Najpierw więc poszliśmy do pomieszczenia pracy dziennikarzy i fotoreporterów. Były ciastka, nachosy i napoje. Chciałem zrobić herbatę, ale woda była letnia. Więc olałem.
41. Rozdzieliłem się z chłopakami i pojechałem windą na prasówkę. No i wyszedłem na trybuny i znów – wielkie wrażenie. No to jest potężny stadion. Wysokie trybuny, rozległe, a jednak bardzo dobrą widocznością. Piękny czterdziestotysięcznik. A jeszcze miał być niemal zapełniony.
42. Nagrałem więc przedmeczową nagrywkę, a zanim zająłem miejsce musiałem ogarnąć tę… herbatę. Tutaj znowu był wrzątek, ale nie było saszetek. Co prawda w drugim werniku była gotowa herbka, ale to nie to samo. Zjechałem więc na dół po szaszetki i wróciłem.
43. Warunki do pracy na Lechu są doskonałe. Widoczność to raz. Stanowiska – kapitalne. Duże blaty, dużo kontaktów, świetny internet. Pracowanie na tym obiekcie to czysta przyjemność. Wszystko się tam zgadza.
44. Trybuny powoli się wypełniały, a piłkarze rozgrzewali. Była siedemnasta, więc światło dzienne. Ostatnio byliśmy tu już tylko przy sztucznym oświetleniu.
45. Ale pamiętamy przecież ten stadion bardzo dobrze. Graliśmy tutaj przecież kilka razy z Wartą Poznań. Dla nas swego czasu świętem było uczestnictwo w takim spektakularnym meczu Zielonych, gdy dowodziła nimi pani Łykomska-Pyżalska. Wtedy kilkanaście tysięcy Warciarzy zrobiło show. Kibice GKS również. Wówczas przegraliśmy, ale tylko na takie „święta” mogliśmy liczyć. Z Wartą przy Bułgarskiej też wygrywaliśmy 1:0 czy remisowaliśmy 2:2 i… 3:3.
46. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci Jacka Magiery. Była cisza i szacunek. A przecież ani z Lechem, ani z GKS Jacek Magiera nie był związany. Podoba mi się to trzymanie szalików w górze podczas takich upamiętnień. Jest to dla mnie wyraz absolutnego szacunku jako społeczność.
47. Potem już zaczęło się wielkie granie. Zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało po Częstochowie. Niepotrzebnie. GieKSa zaprezentowała się po prostu kapitalnie. Nie ustrzegając się błędów w defensywie. Ale dzięki temu mieliśmy świetny mecz. Kibice też swoje zaprezentowali.
48. Naprawdę ten uśmiech Markovića z rozciętym łukiem brwiowym jest epicki. Jego towarzysze również z jednej strony gratulujący, z drugiej troszczący się. Ranny wojownik na bitwie, ale święcący swój triumf. Można powiedzieć, że to bardzo pierwotne. Archetypowe.
49. Czy nie do tego została stworzona piłka nożna i sport w ogóle? Żeby te pierwotne instynkty związane z walką i rywalizacją rozwiązywać w uzgodniony i cywilizowany sposób? Używamy takich słów: taktyka, strategia, walka. Zwycięstwo i porażka.
50. W przerwie udałem się zobaczyć, co tam ciekawego do jedzenia w kuluarach. Jakaś meksykańska zupka była i kanapki. Też sympatycznie, można było lekko się posilić. Coś tam konsumowali też Mateusz Borek z Grzegorzem Mielcarskim, którzy drugi raz z rzędu mieli okazję komentować kapitalne widowisko z udziałem GieKSy.
51. Druga połowa to był już cios za cios. Poznański Kocioł przeżywał swoje euforie po wyrównujących bramkach i frustracje po golach straconych. A nasz sektor jeszcze dwukrotnie wybuchał radością po golach – najpierw Ilji, a potem Emana.
52. Co ciekawe, dla Ilji Szkurina nie była to pierwsza bramka w tym sezonie przy Bułgarskiej. Zawodnik trafił przecież w Superpucharze jeszcze w barwach Legii, gdy Wojskowi wygrali w Poznaniu 2:1. Strzelił na tę samą bramkę. Trochę ładniej – ale liczy się efekt.
53. Eman na razie strzela tylko na wyjeździe. Dublet w Niecieczy, gol w Częstochowie i teraz dwa trafienia w Poznaniu. Czekamy na pierwsze trafienie Norwega na Nowej Bukowej.
54. Ogólnie mecz przy 35 tysiącach kibiców to już naprawdę europejskie widowisko. A jeśli jeszcze piłkarze obu drużyn stworzyli spektakl, to trudno się dziwić zachwytom. Jeśli GieKSa gra w meczach, które są wizytówką ekstraklasy, to wiedz, że w Katowicach dzieje się coś dobrego.
55. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3. Piłkarze GKS i kibice podziękowali sobie wzajemnie. Kibice Lecha wsparli swoich piłkarzy – docenili tę gonitwę.
56. Nagrywka i na konferencję prasową. Była ona wyjątkowo długa, bo trwała ponad 40 minut, zwłaszcza maglowali dziennikarze trenera Nilsa Frederiksena, z niebywale posępną miną. Szkoleniowiec nie był zadowolony po tym spotkaniu. Natomiast Rafał Górak mówił o pewnym niedosycie, ale też z szacunkiem podchodził do jednego punktu.
57. Jedynie tutaj pan podający mikrofon trochę wywierał presję, bo tak stał nad człowiekiem i po zadaniu pytania już sięgał, żeby mu oddać mikrofon. Powiedziałem mu więc, że jeszcze jedno pytanie chcę zadać. W sumie myślałem, żeby zadać cztery, ale stwierdziłem, że skoro stosuje taki wysoki pressing, to poprzestanę na dwóch.
58. Porobiliśmy jeszcze swoje materiały i w końcu zebraliśmy się. Czekała nas kilkugodzinna podróż powrotna do domu. Przejście przez lochy stadionu Lecha jest ciekawe.
59. Jeszcze zahaczyliśmy o kurczaki we Wrocławiu. Pierwszy raz spotkałem się w takim miejscu z tym, że wychodzi obsługa i mówi, co jeszcze jest dostępne, bo niedługo zamykają. Ale przynajmniej było świeżutkie, świeżo usmażone.
60. W Katowicach byliśmy o drugiej. Widzieliśmy, jak pod stadion wjeżdża autokar z naszymi piłkarzami.
61. To był bardzo intensywny dwumecz. Nim się jednak nie obejrzymy, to już w piątek zagramy z Motorem. Kupujcie bilety i dopingujemy tę kapitalną drużynę.



































































Najnowsze komentarze