Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: Powrót do tradycji? GKS Katowice wygrał po tie-breaku
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. W „prasówce” znajdziecie również fragmenty materiałów dotyczących pracy z młodzieżą w Akademii Młoda GieKSa.
W minionym tygodniu piłkarze pokonali w niedzielę drużynę Motoru Lublin 2:1 (0:0) umacniając się na pozycji wicelidera. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Piłkarki zakończyły rundę jesienną na szóstym miejscu w tabeli z szesnastoma punktami.
Siatkarze rozegrali jedno spotkanie w którym wygrali w Nysie ze Stalą 3:2. Obecnie siatkarze, po dziesięciu rozegranych meczach zajmują szóste miejsce w tabeli z osiemnastoma punktami. Drużyna najbliższy mecz zagra na wyjeździe z Asseco Resovią Rzeszów w piątek. Hokeiści rozegrali trzy spotkania: w piątek z Zagłębiem w Sosnowcu, w którym wygrali 7:2. W niedzielę i poniedziałek drużyna rywalizowała ze Stoczniowcem Gdańsk. W obu spotkania wygrała GieKSa: 2:1 oraz 6:0.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraliga od marca do maja. Znamy ramowy kalendarz rozgrywek rundy wiosennej
Według ramowego kalendarza start rundy wiosennej zaplanowano na weekend 6/7 marca 2021. Jedenaście serii spotkań ma zostać rozegrane przez trzy miesiące i tak ostatnia kolejka sezonu ma zostać rozegrana w ostatni weekend maja 2021.
12. kolejka – 6/7 marca 2021 r.
13. kolejka – 13/14 marca 2021 r
14. kolejka – 27/28 marca 2021 r.
15. kolejka – 1 kwietnia 2021 r.
16. kolejka – 17/18 kwietnia 2021 r.
17. kolejka – 24/25 kwietnia 2021 r
18. kolejka – 1/2 maja 2021 r.
19. kolejka – 8/9 maja 2021 r.
20. kolejka – 15/16 maja 2021 r.
21. kolejka – 22 maja 2021 r
22. kolejka – 29 maja 2021 r
mloda-gieksa.pl – Utalentowane zawodniczki UKKS Katowice rozpoczną treningi w ”Młodej GieKSie”
Utalentowane zawodniczki UKKS Katowice z roczników 2007, 2008 i 2009 rozpoczną treningi w Młodej GieKSie.
Bardzo się cieszymy, że zawodniczki, które swoją piłkarską przygodę zaczynały w UKKS Katowice, trafią na treningi do naszej Akademii, a w przyszłości będą reprezentowały barwy katowickiej GieKSy w rozgrywkach ligowych.
[…] Na zajęcia Młodej GieKSy trafi grupa utalentowanych młodych zawodniczek UKKS Katowice z rocznika 2007, które będą rywalizowały o miejsce w drużynie U15 grającej na wiosnę w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorek oraz zawodniczek z roczników 2008 i 2009, które będą rywalizowały o miejsce w drużynie U13 grającej w turniejach eliminacjach Mistrzostw Polski.
Wywiad z Mariuszem Kiecą – koordynatorem sekcji hokeja
Zapraszamy na wywiad z Mariuszem Kiecą – koordynatorem sekcji hokeja, który nową funkcję pełni w naszej akademii od października.
[…] – Drużyny akademii występują w rozgrywkach ligowych w trzech kategoriach wiekowych. Jakie cele stawia Pan przed tymi drużynami?
MK: Uważam, że dużym sukcesem jest budowanie czegoś od początku i w 3,5 roku od powstania, doprowadzenie do obecnego poziomu. Tak krótki okres funkcjonowania akademii i 3 drużyny grające w lidze to naprawdę duży sukces. Do tego należy dodać 2 grupy minihokeja, które nie uczestniczą jeszcze w rozgrywkach ligowych oraz grupy naborowe, w których uczestniczy łącznie ponad 50 dzieci i liczba ta stale rośnie. Oczywiście optymalnym jest, aby każda drużyna była dwurocznikowa i w każdym roczniku było co najmniej 12-14 zawodników, w tym 1 bramkarz do czego dążymy. Tak zbudowane drużyny pozwalają na optymalną pracę, wprowadzają element rywalizacji w drużynie, a co za tym idzie podniesienie poziomu sportowego zawodników. Rozgrywki ligowe traktujemy jako sprawdzian tych elementów, nad którymi pracujemy na treningach. Chcemy w każdym meczu osiągać jak najlepsze wyniki, na miarę naszych możliwości sportowych. Chcemy jako trenerzy, aby zawodnicy w każdym meczu grali na 100 procent swoich możliwości.
– Trwają aktualnie nabory. W jaki sposób one się odbywają oraz czy jest duże zainteresowanie hokejem wśród dzieci?
MK: Obecnie nabory odbywają się 2 razy w tygodniu, przeważnie w środy i soboty. Zajęcia naborowe odbywają się w dwóch grupach, którym poświęcamy dużo uwagi. Pierwsza grupa trenuje w sprzęcie bez kijów stawiając pierwsze kroki na lodzie. Następnie przechodzi kurs, który składa się z 12 zajęć w oparciu o nasz program, a po tych zajęciach zdaje egzamin. Egzamin pozwala przejść na wyższy poziom treningu z kijem i krążkiem. Druga grupa to strefa, gdzie dzieci pod okiem trenerów uczą się podstaw jazdy na łyżwach i utrzymania równowagi. Obecna sytuacja nieco wstrzymała nasze niektóre aktywności naborowe, które w dużej mierze związane są z bliską współpracą z katowickimi przedszkolami na czele z przedszkolem w Murckach i z projektem ,,Lodowe Przedszkole”. Natomiast zainteresowanie nie słabnie i staramy się to w pełni wykorzystać.
– Co należy zrobić, aby rozpocząć treningi hokejowe?
MK: Najważniejsze, to przyjście na zajęcia naborowe, gdzie dzieci dostają na trening łyżwy i kask. Rodzic nie musi się niczym przejmować. Najlepszym wiekiem, aby rozpocząć przygodę z hokejem jest wiek przedszkolny. Obecnie dzieci rozpoczynają naukę jazdy na łyżwach w wieku 4-6 lat.
– Pandemia koronawirusa wstrzymała projekt realizowany w Akademii pod nazwą „Lodowe Przedszkole”. Czy jest planowane wznowienie projektu, gdy sytuacja w Polsce ulegnie poprawie?
MK: Oczywiście, kiedy będzie tylko możliwość planujemy wznowić projekt ,, Lodowe Przedszkole”. Jest to nasz flagowy projekt i bardzo liczyliśmy w tym sezonie na kontynuację tych działań ze względu na duże zainteresowanie dzieci i przedszkoli, z którymi współpracujemy. Obecnie pozostaje nam skupienie się na działaniach komunikacyjnych, aby informacje o naszych zajęciach trafiały do przedszkoli, które z nami współpracowały lub będą współpracować w przyszłości, gdyż to jest nasza grupa docelowa.
sportdziennik.com – To mogło być wielkie święto
Rozmowa z Kamilem Cholerzyńskim, wychowankiem GieKSy i byłym zawodnikiem Motoru Lublin.
Jest pan wychowankiem GieKSy, a 2017 rok spędził pan w Lublinie. Z jakimi emocjami wypatruje pan niedzielnego (12.45) spotkania z Motorem przy Bukowej?
Kamil CHOLERZYŃSKI: – Oczekiwanie byłoby zupełnie inne, gdyby mecze odbywały się przy pełnych trybunach. Ze znajomych, z którymi grałem w Motorze, został tam tylko Marcin Michota. Nie ukrywam za to, że pozostaję w kontakcie z kibicami Motoru, mamy dobre relacje, od czasu do czasu wymienimy wiadomości, pytają, co u mnie…
Gdy tylko okazało się, że będziemy w jednej lidze, bardzo nastawiali się na wyjazd na GieKSę. Szkoda zatem, że ten mecz odbędzie się w takich okolicznościach, bez publiczności. Z kibicami byłoby to duże święto, od ostatniego spotkania GKS-u z Motorem minęło 10 lat, a to szmat czasu.
[…] A co słychać dziś u Kamila Cholerzyńskiego?
Kamil CHOLERZYŃSKI: – Pracuję z rocznikiem 2007 w Akademii Młoda GieKSa. To jeden z naszych roczników flagowych i prowadzenie go jest dla mnie zaszczytem. Rozwijają się nie tylko zawodnicy, ale także ja dzięki nim. Jestem też koordynatorem 11-osobowej piłki w Akademii, obserwuję rozwój naszych zawodników, czuwam wspólnie z innymi trenerami nad trzymaniem się naszego modelu pracy, udoskonalaniem go.
Do tego pełnię funkcję asystenta trenera Michała Chmielowskiego w drużynie rezerw. Jeśli jest potrzeba, wybiegam na boisko i występuję w klasie okręgowej, ale gdy pojawia się możliwość, ustępuję miejsca młodszym. Ja już moje piłkarskie marzenie spełniłem, bo chciałem wystąpić w pierwszej drużynie GieKSy i przez lata trochę tych spotkań „nastukałem”, a teraz nie chcę stać na drodze marzeń innych.
SIATKÓWKA
siatka.org – Pięciosetowy bój w Nysie, dwa punkty dla GKS-u
Niezwykle zacięty pojedynek stoczyli ze sobą w niedzielny wieczór siatkarze Stali Nysa i GKS-u Katowice. Spotkanie 15. kolejki rozstrzygnęło się dopiero po walce w tie-breaku.
[…] Lepiej mecz w Nysie otworzyli gospodarze, którzy po ataku Moustaphy M’Baye prowadzili 7:4. Katowiczanie nie pomagali sobie popełniając błędy. Siatkarze z Nysy byli bardziej konsekwentnie, kończyli kolejne kontrataki (12:8). Gdy w aut piłkę posłał Kamil Kwasowski pierwszy czas wykorzystał trener Słaby (14:9). Szkoleniowiec GKS-u sięgnął po podwójną zmianę. Skuteczne ataki Wiktora Musiała i dobra gra blokiem Miłosza Zniszczoła pozwoliła gościom odrobić część strat.
[…] Po asie Bartłomieja Lemańskiego drugą przerwę wykorzystał jeszcze szkoleniowiec GKS-u (23:16). Po czasie środkowy dołożył jeszcze jednego asa. Atak Jakuba Jarosza i potrójny blok katowiczan pozwoliły GKS-owi obronić dwie piłki setowe. Trener Stelmach zdecydował się interweniować, a po przerwie blok skutecznie obił Łukasz Łapszyński, kończąc seta.
Z nową energią w drugiego seta weszli katowiczanie. Pewne ataki Jakuba Szymańskiego wyprowadziły GKS na prowadzenie 7:4. W kolejnych akcjach nie brakowało ciekawych wymian, jednak skuteczniej na siatce prezentowali się goście. Przy stanie 11:6 dla GKS-u w Stali nastąpiła podwójna zmiana, na boisko weszli Filip i Szczurek. Skuteczne ataki Bartosza Bućko i błędy rywali pozwoliły gospodarzom zmniejszyć straty (9:12). W kolejnych akcjach trwała zacięta, choć niepozbawiona pomyłek gra.
[…] Kolejne akcje to zacięta walka (21:22). Dopiero atak Kwasowskiego i blok na Ben Tarze dały piłki setowe przyjezdnym (21:24). Po czasie dla trenera Stelmacha seta zakończył atakiem Jarosz.
Od początku trzeciej partii żaden z zespołów nie był w stanie wyjść na wyraźne prowadzenie (9:9). Dobre wejście zaliczył Kamil Długosz (13:13). W dalszej fazie seta sytuacja na boisku nie ulegała zmianie, ręki nie wstrzymywali skrzydłowi obu zespołów (15:15). Dopiero końcowej fazie seta goście zaczęli się mylić i gdy Stal wyszła na prowadzenie 18:16, o czas poprosił trener Słaby. Po tej interwencji GKS szybko odrobił straty i po efektownym zagraniu z szóstej strefy Szymańskiego przerwę wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (18:18).
[…] Efektowny atak Ben Tary dał serię piłek setowych siatkarzom z Nysy (24:20). Już pierwszą z nich wykorzystał M’Baye.
Po asie Marcina Komendy było już 3:0 dla Stali. Katowiczanie nie mieli zamiaru odpuszczać i dzięki kontratakowi Kohuta zmniejszyli straty (8:7). Za sprawą skutecznych ataków Ben Tary Stal ponownie odskoczyła na dwa punkty (11:9), ale szybko straciła przewagę (11:11). W kolejnych akcjach trwała zacięta walka, coraz pewniej punktował Sławomir Stolc (14:15).
[…] Siatkarze obu drużyn walczyli o każdą piłkę, jednak na nieznacznym prowadzeniu pozostawali goście.
[…] Po ataku Jarosza przerwę wykorzystał trener Stelmach. Następnie gospodarzom został odgwizdany błąd ustawienia (21:23). Zwycięstwo GKS-u w tym secie przypieczętował atakiem przez środek Kohut.
Od pierwszych akcji tie-breaka nie brakowało zdecydowanych zagrań (4:4). Gdy z zagrywką Jakuba Jarosza nie poradził sobie Bućko, GKS zbudował dwupunktową przewagę, a o czas poprosił trener Stelmach (5:7). Sygnał do zmiany stron dał celnym atakiem Jarosz (6:8). W dalszej fazie seta nie do zatrzymania był Szymański (8:11). Końcówka to głównie błędy obu zespołów (9:14). Chociaż po bloku na Jaroszu i kontrataku Ben Tary Stal obroniła dwie piłki meczowe, po czasie dla trenera Słabego kropkę nad i postawił Stolc.
MVP: Jakub Jarosz
Stal Nysa – GKS Katowice 2:3 (25:18, 21:25, 25:20, 23:25, 11:15)
polsatsport.pl – Powrót do tradycji? GKS Katowice wygrał po tie-breaku
Siatkarze GKS Katowice wygrali na wyjeździe ze Stalą Nysa 3:2 (18:25, 25:21, 20:25, 25:23, 15:11) w meczu 15. kolejki PlusLigi. Było to szóste zwycięstwo podopiecznych trenera Grzegorza Słabego w tym sezonie, a drugie po tie-breaku właśnie z ekipą beniaminka.
Zdecydowanymi faworytami tego spotkania byli katowiczanie. Początek spotkania jednak wcale tego nie pokazał.
[…] Porażka w premierowej odsłonie wyraźnie nie spodobała się katowiczanom. Po zmianie stron zaczęli grać zdecydowanie lepiej i tym razem to oni kontrolowali przebieg seta. Co prawda w końcówce siatkarze Stali złapali kontakt punktowy (21:22), ale ostatecznie z wyrównania mogli cieszyć się podopieczni trenera Grzegorza Słabego, którzy wygrali 25:21.
Trzecia partia była najbardziej wyrównana. Od początku walka toczyła się punkt za punkt, lecz na finiszu wyższy bieg wrzucili gospodarze, a szczególnie Wassim Ben Tara, który był nie do zatrzymania na siatce. Stal zwyciężyła 25:20 i ponownie wyszła na prowadzenie w całym spotkaniu.
Podopieczni trenera Stelmacha znakomicie otworzyli też czwartą partię. Już na starcie prowadzili 4:1, ale sytuacja ta nie potrwała długo, bo po chwili na tablicy wyników pojawił się remis 11:11. W końcówce gospodarze popełnili absurdalny błąd ustawienia, co w efekcie kosztowało ich później porażkę w czwartej odsłonie 23:25. O losach spotkania musiał więc zadecydować tie-break.
Piąte partie to specjalność siatkarzy z Katowic. Udowodnili to także w Nysie. Po fragmencie zaciętej rywalizacji na zagrywce pojawił się Jakub Jarosz i dał swojemu zespołowi odetchnąć wyprowadzając go na dwupunktowe prowadzenie (7:5). Katowiczanie nie oddali go do samego końca i wygrali całe spotkanie 3:2.
HOKEJ
hokej.net – Męczarnie za trzy punkty
Hokeiści GKSu Katowice w niedzielny wieczór pokonali GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1. Nie było to łatwe spotkanie dla gospodarzy gdyż długo bili głową w mur, a zwycięską bramkę zdobyli dopiero w 48. minucie za sprawą Patryka Krężołka.
Gospodarze na mecz przeciwko Stoczniowcowi wyszli podbudowani wysokim zwycięstwem nad zamykającym tabelę Zagłębiem Sosnowiec. Chociaż w szeregach „GieKSy” nie wystąpił już strzelec ostatniej bramki w piątkowym meczu, Filip Stoklasa, to na papierze katowiczanie mieli więcej argumentów, aby zdecydowanie wygrać to spotkanie. Jednak wszystko zweryfikował jak zwykle lód. A na nim doświadczeniu i umiejętnościom gospodarzy gdańska młodzież przeciwstawiła ambicję i wolę walki. Na efekty świetnej postawy gości nie trzeba było długo czekać. W 8. minucie Michał Rybak dopadł do krążka odbitego po strzale jego brata Macieja i posłał gumę do siatki obok interweniującego Macieja Miarki. Goście nie spoczęli na laurach i po chwili Michał Rybak ponownie stanął oko w oko z golkiperem gospodarzy. Tym razem zastępujący Juraja Šimbocha Maciej Miarka nie pozwolił się pokonać. Bracia Rybakowie byli zdecydowanie najbardziej aktywni na tafli nie tylko w aspekcie sportowym – często dochodziło do spięć między nimi a obrońcami „GieKSy”, a młodzieńcy wcale nie pozwalali sobie dmuchać w kaszę. Pierwsza odsłona w wykonaniu gospodarzy do złudzenia przypominała piątkowe starcie z Zagłębiem. Katowiczanie atakowali, ale nie mogli znaleźć sposobu na doskonale dysponowanego Michała Kielera. Nie potrafili pokonać golkipera gości nawet grając w podwójnej przewadze. Na przerwę goście zjeżdżali z jednobramkowym prowadzeniem.
Szukając analogii do piątkowego meczu druga tercja powinna obfitować w gole strzelane przez hokeistów „GieKSy”. I rzeczywiście początek był obiecujący, ponieważ już w 23. minucie Patryk Krężołek przejął krążek odbity przez Michałą Kielera i technicznym uderzeniem ponad łapaczką pokonał bramkarza gości. Jak się jednak okazało był to „łabędzi śpiew”, jeśli chodzi o bramki w tej odsłonie. Obydwa zespoły grały chaotycznie, brakowało klarownych sytuacji strzeleckich, a jeśli już dochodziło do zagrożenia pod którąkolwiek z bramek, na posterunku byli bramkarze. Zamiast w gole druga tercja obfitowała w wykluczenia. O wiele więcej łapali ich hokeiści gości, co z pewnością było spowodowane brakiem doświadczenia, młodzieńczą porywczością lub zwyczajnie ubytkiem sił. Mimo częstej gry w osłabieniu hokeiści „Stoczni” nie pozwolili sobie wbić kolejnych goli i po dwóch tercjach na świetlnej tablicy widniał remis 1:1.
Na ostatnią część obydwa zespoły wyszły z wolą rozstrzygnięcia pojedynku w regulaminowym czasie gry. Pierwsi atak przypuścili gdańszczanie, jednak Maciej Miarka po raz kolejny udowodnił, że świetnie zna swój fach, broniąc między innymi uderzenia Krystiana Mocarskiego i Dzmitryja Bandarenki. A że niewykorzystane okazje się mszczą, udowodnił gościom Patryk Krężołek, który zmieścił gumę między parkanami Michała Kielera i wyprowadził katowiczan na prowadzenie. W tym momencie z hokeistów Stoczniowca „zeszło powietrze” i gospodarze powoli zaczęli dominować w tej odsłonie. Doskonałą okazję na podwyższenie rezultatu miał w 51. minucie Maciej Kruczek, jednak krążek zatrzymał się na słupku bramki gości. Swoje szanse mieli także Dariusz Wanat i Mateusz Michalski, jednak Michał Kieler wyszedł z tych pojedynków obronną ręką. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. W Katowicach młodość musiała uznać wyższość rutyny.
[…] GKS Katowice – GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1 (0:1, 1:0, 1:1)
sportdziennik.com – Tym razem dominacja
Spotkanie miało zdecydowanie inny przebieg od tego, które oba zespoły rozegrały dzień wcześniej.
Tym razem katowiczanie od pierwszych minut zdominowali przeciwnika i potrzebowali zaledwie 63 sekundy, aby objąć prowadzenie. Spod niebieskiej na bramkę uderzył Franssila, a krążek umiejętnie strącił Adamus. W pierwszej tercji GieKSa trafiła jeszcze dwukrotnie. Najpierw Paszek objechał bramkę Stoczniowca i sprytnym strzałem podwyższył na 2:0, a następnie Soliński nawet nie mrugnął, kiedy potężnym uderzeniem popisał się Rohtla. Fiński napastnik punktował aż miło, bo przy dwóch kolejnych golach zaliczył asysty. Jego rodak, wspomniany Franssila, uczestniczył też przy trzech trafieniach. Na początku trzeciej odsłony Kruczek nie miał większych problemów z pokonaniem Kielera, który już po pierwszej tercji zastąpił między słupkami Solińskiego. Przewaga gospodarzy objawiła się w statystyce strzałów. Gospodarze oddali aż 46 uderzeń, podczas gdy zespół z Gdańska próbował zaledwie 13 razy.
GKS Katowice – Stoczniowiec Gdańsk 6:0 (3:0, 2:0, 1:0)
Felietony Piłka nożna
#SzacunekDlaArbitra
Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.
Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.
– Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.
– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.
Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.
Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.
Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.
W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.
Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.
Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…
Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.
No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.
Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.
Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.
Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.
Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.
Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.
I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.
Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.
Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.
No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.
A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.
Felietony
Duma i wściekłość
Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.
Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.
Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.
Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.
Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.
GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.
Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.
No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.
W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.
Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.
Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.
W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.
Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.
Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.
Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.
O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.
Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.
Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.
Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.
Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.
Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.
Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.
Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.
Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.
Piłka nożna Wywiady
Czerwiński: To my graliśmy lepiej
Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.
Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.
Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.
Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.
Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.
Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.
Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.
Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?
Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.
Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.
Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.
Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.
Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).


Najnowsze komentarze