Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Powrót do tradycji? GKS Katowice wygrał po tie-breaku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. W „prasówce” znajdziecie również fragmenty materiałów dotyczących pracy z młodzieżą w Akademii Młoda GieKSa. 

W minionym tygodniu piłkarze pokonali w niedzielę drużynę Motoru Lublin 2:1 (0:0) umacniając się na pozycji wicelidera. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Piłkarki zakończyły rundę jesienną na szóstym miejscu w tabeli z szesnastoma punktami.

Siatkarze rozegrali jedno spotkanie w którym wygrali w Nysie ze Stalą 3:2. Obecnie siatkarze, po dziesięciu rozegranych meczach zajmują szóste miejsce w tabeli z osiemnastoma punktami. Drużyna najbliższy mecz zagra na wyjeździe z Asseco Resovią Rzeszów w piątek. Hokeiści rozegrali trzy spotkania: w piątek z Zagłębiem w Sosnowcu, w którym wygrali 7:2. W niedzielę i poniedziałek drużyna rywalizowała ze Stoczniowcem Gdańsk. W obu spotkania wygrała GieKSa: 2:1 oraz 6:0.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraliga od marca do maja. Znamy ramowy kalendarz rozgrywek rundy wiosennej

Według ramowego kalendarza start rundy wiosennej zaplanowano na weekend 6/7 marca 2021. Jedenaście serii spotkań ma zostać rozegrane przez trzy miesiące i tak ostatnia kolejka sezonu ma zostać rozegrana w ostatni weekend maja 2021.

12. kolejka – 6/7 marca 2021 r.

13. kolejka – 13/14 marca 2021 r

14. kolejka – 27/28 marca 2021 r.

15. kolejka – 1 kwietnia 2021 r.

16. kolejka – 17/18 kwietnia 2021 r.

17. kolejka – 24/25 kwietnia 2021 r

18. kolejka – 1/2 maja 2021 r.

19. kolejka – 8/9 maja 2021 r.

20. kolejka – 15/16 maja 2021 r.

21. kolejka – 22 maja 2021 r

22. kolejka – 29 maja 2021 r

 

mloda-gieksa.pl – Utalentowane zawodniczki UKKS Katowice rozpoczną treningi w ”Młodej GieKSie”

Utalentowane zawodniczki UKKS Katowice z roczników 2007, 2008 i 2009 rozpoczną treningi w Młodej GieKSie.

Bardzo się cieszymy, że zawodniczki, które swoją piłkarską przygodę zaczynały w UKKS Katowice, trafią na treningi do naszej Akademii, a w przyszłości będą reprezentowały barwy katowickiej GieKSy w rozgrywkach ligowych.

[…] Na zajęcia Młodej GieKSy trafi grupa utalentowanych młodych zawodniczek UKKS Katowice z rocznika 2007, które będą rywalizowały o miejsce w drużynie U15 grającej na wiosnę w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorek oraz zawodniczek z roczników 2008 i 2009, które będą rywalizowały o miejsce w drużynie U13 grającej w turniejach eliminacjach Mistrzostw Polski.

 

Wywiad z Mariuszem Kiecą – koordynatorem sekcji hokeja

Zapraszamy na wywiad z Mariuszem Kiecą – koordynatorem sekcji hokeja, który nową funkcję pełni w naszej akademii od października.

[…] – Drużyny akademii występują w rozgrywkach ligowych w trzech kategoriach wiekowych. Jakie cele stawia Pan przed tymi drużynami?

MK: Uważam, że dużym sukcesem jest budowanie czegoś od początku i w 3,5 roku od powstania, doprowadzenie do obecnego poziomu. Tak krótki okres funkcjonowania akademii i 3 drużyny grające w lidze to naprawdę duży sukces. Do tego należy dodać 2 grupy minihokeja, które nie uczestniczą jeszcze w rozgrywkach ligowych oraz grupy naborowe, w których uczestniczy łącznie ponad 50 dzieci i liczba ta stale rośnie. Oczywiście optymalnym jest, aby każda drużyna była dwurocznikowa i w każdym roczniku było co najmniej 12-14 zawodników, w tym 1 bramkarz do czego dążymy. Tak zbudowane drużyny pozwalają na optymalną pracę, wprowadzają element rywalizacji w drużynie, a co za tym idzie podniesienie poziomu sportowego zawodników. Rozgrywki ligowe traktujemy jako sprawdzian tych elementów, nad którymi pracujemy na treningach. Chcemy w każdym meczu osiągać jak najlepsze wyniki, na miarę naszych możliwości sportowych. Chcemy jako trenerzy, aby zawodnicy w każdym meczu grali na 100 procent swoich możliwości.

– Trwają aktualnie nabory. W jaki sposób one się odbywają oraz czy jest duże zainteresowanie hokejem wśród dzieci?

MK: Obecnie nabory odbywają się 2 razy w tygodniu, przeważnie w środy i soboty. Zajęcia naborowe odbywają się w dwóch grupach, którym poświęcamy dużo uwagi. Pierwsza grupa trenuje  w sprzęcie bez kijów stawiając pierwsze kroki na lodzie. Następnie przechodzi kurs, który składa się z  12 zajęć w oparciu o nasz program, a po tych zajęciach zdaje egzamin. Egzamin pozwala przejść na wyższy poziom treningu z kijem i krążkiem. Druga grupa to strefa, gdzie dzieci pod okiem trenerów uczą się podstaw jazdy na łyżwach i utrzymania równowagi. Obecna sytuacja nieco wstrzymała nasze niektóre aktywności naborowe, które w dużej mierze  związane są z bliską współpracą z katowickimi przedszkolami na czele z przedszkolem w Murckach i z projektem ,,Lodowe Przedszkole”. Natomiast zainteresowanie nie słabnie i staramy się to w pełni wykorzystać.

– Co należy zrobić, aby rozpocząć treningi hokejowe?

MK: Najważniejsze, to przyjście na zajęcia naborowe, gdzie dzieci dostają na trening łyżwy i kask. Rodzic nie musi się niczym przejmować. Najlepszym wiekiem, aby rozpocząć przygodę z hokejem jest wiek przedszkolny. Obecnie dzieci rozpoczynają naukę jazdy na łyżwach w wieku 4-6 lat.

– Pandemia koronawirusa wstrzymała projekt realizowany w Akademii pod nazwą „Lodowe Przedszkole”. Czy jest planowane wznowienie projektu, gdy sytuacja w Polsce ulegnie poprawie?

MK: Oczywiście, kiedy będzie tylko możliwość planujemy wznowić projekt ,, Lodowe Przedszkole”. Jest to nasz flagowy projekt i bardzo liczyliśmy w tym sezonie na kontynuację tych działań ze względu na duże zainteresowanie dzieci i przedszkoli, z którymi współpracujemy. Obecnie pozostaje nam skupienie się na działaniach komunikacyjnych, aby informacje o naszych zajęciach trafiały do przedszkoli, które z nami współpracowały lub będą współpracować w przyszłości, gdyż to jest nasza grupa docelowa.

 

sportdziennik.com – To mogło być wielkie święto

Rozmowa z Kamilem Cholerzyńskim, wychowankiem GieKSy i byłym zawodnikiem Motoru Lublin.

Jest pan wychowankiem GieKSy, a 2017 rok spędził pan w Lublinie. Z jakimi emocjami wypatruje pan niedzielnego (12.45) spotkania z Motorem przy Bukowej?

Kamil CHOLERZYŃSKI: – Oczekiwanie byłoby zupełnie inne, gdyby mecze odbywały się przy pełnych trybunach. Ze znajomych, z którymi grałem w Motorze, został tam tylko Marcin Michota. Nie ukrywam za to, że pozostaję w kontakcie z kibicami Motoru, mamy dobre relacje, od czasu do czasu wymienimy wiadomości, pytają, co u mnie…

Gdy tylko okazało się, że będziemy w jednej lidze, bardzo nastawiali się na wyjazd na GieKSę. Szkoda zatem, że ten mecz odbędzie się w takich okolicznościach, bez publiczności. Z kibicami byłoby to duże święto, od ostatniego spotkania GKS-u z Motorem minęło 10 lat, a to szmat czasu.

[…] A co słychać dziś u Kamila Cholerzyńskiego?

Kamil CHOLERZYŃSKI: – Pracuję z rocznikiem 2007 w Akademii Młoda GieKSa. To jeden z naszych roczników flagowych i prowadzenie go jest dla mnie zaszczytem. Rozwijają się nie tylko zawodnicy, ale także ja dzięki nim. Jestem też koordynatorem 11-osobowej piłki w Akademii, obserwuję rozwój naszych zawodników, czuwam wspólnie z innymi trenerami nad trzymaniem się naszego modelu pracy, udoskonalaniem go.

Do tego pełnię funkcję asystenta trenera Michała Chmielowskiego w drużynie rezerw. Jeśli jest potrzeba, wybiegam na boisko i występuję w klasie okręgowej, ale gdy pojawia się możliwość, ustępuję miejsca młodszym. Ja już moje piłkarskie marzenie spełniłem, bo chciałem wystąpić w pierwszej drużynie GieKSy i przez lata trochę tych spotkań „nastukałem”, a teraz nie chcę stać na drodze marzeń innych.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Pięciosetowy bój w Nysie, dwa punkty dla GKS-u

Niezwykle zacięty pojedynek stoczyli ze sobą w niedzielny wieczór siatkarze Stali Nysa i GKS-u Katowice. Spotkanie 15. kolejki rozstrzygnęło się dopiero po walce w tie-breaku.

[…] Lepiej mecz w Nysie otworzyli gospodarze, którzy po ataku Moustaphy M’Baye prowadzili 7:4. Katowiczanie nie pomagali sobie popełniając błędy. Siatkarze z Nysy byli bardziej konsekwentnie, kończyli kolejne kontrataki (12:8). Gdy w aut piłkę posłał Kamil Kwasowski pierwszy czas wykorzystał trener Słaby (14:9). Szkoleniowiec GKS-u sięgnął po podwójną zmianę. Skuteczne ataki Wiktora Musiała i dobra gra blokiem Miłosza Zniszczoła pozwoliła gościom odrobić część strat.

[…] Po asie Bartłomieja Lemańskiego drugą przerwę wykorzystał jeszcze szkoleniowiec GKS-u (23:16). Po czasie środkowy dołożył jeszcze jednego asa. Atak Jakuba Jarosza i potrójny blok katowiczan pozwoliły GKS-owi obronić dwie piłki setowe. Trener Stelmach zdecydował się interweniować, a po przerwie blok skutecznie obił Łukasz Łapszyński, kończąc seta.

Z nową energią w drugiego seta weszli katowiczanie. Pewne ataki Jakuba Szymańskiego wyprowadziły GKS na prowadzenie 7:4. W kolejnych akcjach nie brakowało ciekawych wymian, jednak skuteczniej na siatce prezentowali się goście. Przy stanie 11:6 dla GKS-u w Stali nastąpiła podwójna zmiana, na boisko weszli Filip i Szczurek. Skuteczne ataki Bartosza Bućko i błędy rywali pozwoliły gospodarzom zmniejszyć straty (9:12). W kolejnych akcjach trwała zacięta, choć niepozbawiona pomyłek gra.

[…] Kolejne akcje to zacięta walka (21:22). Dopiero atak Kwasowskiego i blok na Ben Tarze dały piłki setowe przyjezdnym (21:24). Po czasie dla trenera Stelmacha seta zakończył atakiem Jarosz.

Od początku trzeciej partii żaden z zespołów nie był w stanie wyjść na wyraźne prowadzenie (9:9). Dobre wejście zaliczył Kamil Długosz (13:13). W dalszej fazie seta sytuacja na boisku nie ulegała zmianie, ręki nie wstrzymywali skrzydłowi obu zespołów (15:15). Dopiero końcowej fazie seta goście zaczęli się mylić i gdy Stal wyszła na prowadzenie 18:16, o czas poprosił trener Słaby. Po tej interwencji GKS szybko odrobił straty i po efektownym zagraniu z szóstej strefy Szymańskiego przerwę wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (18:18).

[…] Efektowny atak Ben Tary dał serię piłek setowych siatkarzom z Nysy (24:20). Już pierwszą z nich wykorzystał M’Baye.

Po asie Marcina Komendy było już 3:0 dla Stali. Katowiczanie nie mieli zamiaru odpuszczać i dzięki kontratakowi Kohuta zmniejszyli straty (8:7). Za sprawą skutecznych ataków Ben Tary Stal ponownie odskoczyła na dwa punkty (11:9), ale szybko straciła przewagę (11:11). W kolejnych akcjach trwała zacięta walka, coraz pewniej punktował Sławomir Stolc (14:15).

[…] Siatkarze obu drużyn walczyli o każdą piłkę, jednak na nieznacznym prowadzeniu pozostawali goście.

[…] Po ataku Jarosza przerwę wykorzystał trener Stelmach. Następnie gospodarzom został odgwizdany błąd ustawienia (21:23). Zwycięstwo GKS-u w tym secie przypieczętował atakiem przez środek Kohut.

Od pierwszych akcji tie-breaka nie brakowało zdecydowanych zagrań (4:4). Gdy z zagrywką Jakuba Jarosza nie poradził sobie Bućko, GKS zbudował dwupunktową przewagę, a o czas poprosił trener Stelmach (5:7). Sygnał do zmiany stron dał celnym atakiem Jarosz (6:8). W dalszej fazie seta nie do zatrzymania był Szymański (8:11). Końcówka to głównie błędy obu zespołów (9:14). Chociaż po bloku na Jaroszu i kontrataku Ben Tary Stal obroniła dwie piłki meczowe, po czasie dla trenera Słabego kropkę nad i postawił Stolc.

MVP: Jakub Jarosz

Stal Nysa – GKS Katowice 2:3 (25:18, 21:25, 25:20, 23:25, 11:15)

 

polsatsport.pl – Powrót do tradycji? GKS Katowice wygrał po tie-breaku

Siatkarze GKS Katowice wygrali na wyjeździe ze Stalą Nysa 3:2 (18:25, 25:21, 20:25, 25:23, 15:11) w meczu 15. kolejki PlusLigi. Było to szóste zwycięstwo podopiecznych trenera Grzegorza Słabego w tym sezonie, a drugie po tie-breaku właśnie z ekipą beniaminka.

Zdecydowanymi faworytami tego spotkania byli katowiczanie. Początek spotkania jednak wcale tego nie pokazał.

[…] Porażka w premierowej odsłonie wyraźnie nie spodobała się katowiczanom. Po zmianie stron zaczęli grać zdecydowanie lepiej i tym razem to oni kontrolowali przebieg seta. Co prawda w końcówce siatkarze Stali złapali kontakt punktowy (21:22), ale ostatecznie z wyrównania mogli cieszyć się podopieczni trenera Grzegorza Słabego, którzy wygrali 25:21.

Trzecia partia była najbardziej wyrównana. Od początku walka toczyła się punkt za punkt, lecz na finiszu wyższy bieg wrzucili gospodarze, a szczególnie Wassim Ben Tara, który był nie do zatrzymania na siatce. Stal zwyciężyła 25:20 i ponownie wyszła na prowadzenie w całym spotkaniu.

Podopieczni trenera Stelmacha znakomicie otworzyli też czwartą partię. Już na starcie prowadzili 4:1, ale sytuacja ta nie potrwała długo, bo po chwili na tablicy wyników pojawił się remis 11:11. W końcówce gospodarze popełnili absurdalny błąd ustawienia, co w efekcie kosztowało ich później porażkę w czwartej odsłonie 23:25. O losach spotkania musiał więc zadecydować tie-break.

Piąte partie to specjalność siatkarzy z Katowic. Udowodnili to także w Nysie. Po fragmencie zaciętej rywalizacji na zagrywce pojawił się Jakub Jarosz i dał swojemu zespołowi odetchnąć wyprowadzając go na dwupunktowe prowadzenie (7:5). Katowiczanie nie oddali go do samego końca i wygrali całe spotkanie 3:2.

 

HOKEJ

hokej.net – Męczarnie za trzy punkty

Hokeiści GKSu Katowice w niedzielny wieczór pokonali GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1. Nie było to łatwe spotkanie dla gospodarzy gdyż długo bili głową w mur, a zwycięską bramkę zdobyli dopiero w 48. minucie za sprawą Patryka Krężołka.

Gospodarze na mecz przeciwko Stoczniowcowi wyszli podbudowani wysokim zwycięstwem nad zamykającym tabelę Zagłębiem Sosnowiec. Chociaż w szeregach „GieKSy” nie wystąpił już strzelec ostatniej bramki w piątkowym meczu, Filip Stoklasa, to na papierze katowiczanie mieli więcej argumentów, aby zdecydowanie wygrać to spotkanie. Jednak wszystko zweryfikował jak zwykle lód. A na nim doświadczeniu i umiejętnościom gospodarzy gdańska młodzież przeciwstawiła ambicję i wolę walki. Na efekty świetnej postawy gości nie trzeba było długo czekać. W 8. minucie Michał Rybak dopadł do krążka odbitego po strzale jego brata Macieja i posłał gumę do siatki obok interweniującego Macieja Miarki. Goście nie spoczęli na laurach i po chwili Michał Rybak ponownie stanął oko w oko z golkiperem gospodarzy. Tym razem zastępujący Juraja Šimbocha Maciej Miarka nie pozwolił się pokonać. Bracia Rybakowie byli zdecydowanie najbardziej aktywni na tafli nie tylko w aspekcie sportowym – często dochodziło do spięć między nimi a obrońcami „GieKSy”, a młodzieńcy wcale nie pozwalali sobie dmuchać w kaszę. Pierwsza odsłona w wykonaniu gospodarzy do złudzenia przypominała piątkowe starcie z Zagłębiem. Katowiczanie atakowali, ale nie mogli znaleźć sposobu na doskonale dysponowanego Michała Kielera. Nie potrafili pokonać golkipera gości nawet grając w podwójnej przewadze. Na przerwę goście zjeżdżali z jednobramkowym prowadzeniem.

Szukając analogii do piątkowego meczu druga tercja powinna obfitować w gole strzelane przez hokeistów „GieKSy”. I rzeczywiście początek był obiecujący, ponieważ już w 23. minucie Patryk Krężołek przejął krążek odbity przez Michałą Kielera i technicznym uderzeniem ponad łapaczką pokonał bramkarza gości. Jak się jednak okazało był to „łabędzi śpiew”, jeśli chodzi o bramki w tej odsłonie. Obydwa zespoły grały chaotycznie, brakowało klarownych sytuacji strzeleckich, a jeśli już dochodziło do zagrożenia pod którąkolwiek z bramek, na posterunku byli bramkarze. Zamiast w gole druga tercja obfitowała w wykluczenia. O wiele więcej łapali ich hokeiści gości, co z pewnością było spowodowane brakiem doświadczenia, młodzieńczą porywczością lub zwyczajnie ubytkiem sił. Mimo częstej gry w osłabieniu hokeiści „Stoczni” nie pozwolili sobie wbić kolejnych goli i po dwóch tercjach na świetlnej tablicy widniał remis 1:1.

Na ostatnią część obydwa zespoły wyszły z wolą rozstrzygnięcia pojedynku w regulaminowym czasie gry. Pierwsi atak przypuścili gdańszczanie, jednak Maciej Miarka po raz kolejny udowodnił, że świetnie zna swój fach, broniąc między innymi uderzenia Krystiana Mocarskiego i Dzmitryja Bandarenki. A że niewykorzystane okazje się mszczą, udowodnił gościom Patryk Krężołek, który zmieścił gumę między parkanami Michała Kielera i wyprowadził katowiczan na prowadzenie. W tym momencie z  hokeistów Stoczniowca „zeszło powietrze” i gospodarze powoli zaczęli dominować w tej odsłonie. Doskonałą okazję na podwyższenie rezultatu miał w 51. minucie Maciej Kruczek, jednak krążek zatrzymał się na słupku bramki gości. Swoje szanse mieli także Dariusz Wanat i Mateusz Michalski, jednak Michał Kieler wyszedł z tych pojedynków obronną ręką. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. W Katowicach młodość musiała uznać wyższość rutyny.

[…] GKS Katowice – GKH Stoczniowiec Gdańsk 2:1 (0:1, 1:0, 1:1)

 

sportdziennik.com – Tym razem dominacja

Spotkanie miało zdecydowanie inny przebieg od tego, które oba zespoły rozegrały dzień wcześniej.

Tym razem katowiczanie od pierwszych minut zdominowali przeciwnika i potrzebowali zaledwie 63 sekundy, aby objąć prowadzenie. Spod niebieskiej na bramkę uderzył Franssila, a krążek umiejętnie strącił Adamus. W pierwszej tercji GieKSa trafiła jeszcze dwukrotnie. Najpierw Paszek objechał bramkę Stoczniowca i sprytnym strzałem podwyższył na 2:0, a następnie Soliński nawet nie mrugnął, kiedy potężnym uderzeniem popisał się Rohtla. Fiński napastnik punktował aż miło, bo przy dwóch kolejnych golach zaliczył asysty. Jego rodak, wspomniany Franssila, uczestniczył też przy trzech trafieniach. Na początku trzeciej odsłony Kruczek nie miał większych problemów z pokonaniem Kielera, który już po pierwszej tercji zastąpił między słupkami Solińskiego. Przewaga gospodarzy objawiła się w statystyce strzałów. Gospodarze oddali aż 46 uderzeń, podczas gdy zespół z Gdańska próbował zaledwie 13 razy.

GKS Katowice – Stoczniowiec Gdańsk 6:0 (3:0, 2:0, 1:0)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga