Dołącz do nas

Piłka nożna

Wygrana z Miedzią na koniec roku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W swoim ostatnim meczu ligowym w 2017 roku GKS Katowice zmierzył się przy Bukowej z Miedzią Legnica. W związku z wymuszoną pauzą Mateusza Mączyńskiego, do gry na lewej obronie niespodziewanie desygnowany został Wojciech Słomka, dla którego był to pierwszy ligowy występ w tym sezonie. Reszta naszej defensywy pozostała bez zmian. W środku pola zagrali Zejder i Kuliński, na skrzydłach Mandrysz i Błąd, a w ataku Prokić i Kędziora.

Już w pierwszych minutach GKS był bliski wyjścia na prowadzenie, gdy Kuliński dobrze dośrodkował z rzutu rożnego, ale Klemenz przeniósł piłkę nad poprzeczka po uderzeniu głową. Większość akcji przeprowadzaliśmy lewa strona, gdzie aktywni byli Słomka i Błąd. Miedz próbowała odpowiadać strzałami z dystansu. W 15 minucie Prokić przedarł się miedzy obrońcami i został nieprzepisowo zatrzymany wychodząc sam na sam. Po chwili namysłu sędzia wyjął czerwona kartkę i ukarał nią De Amo. Mimo odległości około 25m do bramki, postanowiliśmy dośrodkować piłkę zamiast strzelać i w kapitalnej sytuacji Błąd trafił w słupek. Kilkukrotnie blisko zdobycia bramki głową był Kędziora, lecz albo obrońca przejmował piłkę tuz przed nim, albo nieczysto w nią trafiał. W 30 minucie żółta kartkę zobaczył Prokić, który wślizgiem próbował odebrać piłkę na 16 metrze przed bramką Miedzi. Powiększała się przewaga GieKSy i w 35 minucie trener Miedzi Dominik Nowak zdecydował się zdjąć z boiska Łukasza Gargułę, a jego miejsce zajął Kornel Osyra. Tuz przed 45 minuta kapitalna sytuacje miał Mandrysz, który głową uderzył przy słupku, ale bramkarz naszego rywala wybronił ten strzał. W doliczonym czasie gry Bartulovic faulowal w okolicach 25 metra i obejrzał za to żółtą kartkę, a po świetnym dośrodkowaniu Kędziora trafił prosto w bramkarza. Mimo kilku bardzo dobrych sytuacji, GieKSie nie udało się wyjść na prowadzenie w pierwszej połowie.

Na drugą połowę obie drużyny wyszły bez zmian. Po przerwaniu akcji Miedzi przez Midzierskiego i wybiciu piłki bliski urwania się obrońcy był Prokić, przewrócił się przy kontakcie z nim, lecz tym razem sędzia uznał, ze faulu nie było. Dwa strzały w krótkim odstępie czasu oddal Błąd, jednak za pierwszym razem uderzył nad poprzeczką, a za drugim prosto w bramkarza. W 58 minucie nastąpiła druga zmiana w drużynie z Legnicy – Piaseckiego zastąpił Vojtus. W 60 minucie z dystansu uderzył Słomka, a blisko dobitki był Kędziora. Kilka minut później boisko opuścił Mandrysz, a pojawił się na nim Goncerz. Tuz po zmianie GieKSa wyszła na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę głową strącił Kędziora i przedłużył swoja serię meczów z bramką na koncie. Na 15 minut przed upływem regulaminowego czasu gry za Prokica wszedł Cerimagić. Chwile później doszło do nieprzyjemnej sceny. Piłkarz Miedzi Omar Santana Cabrera zderzył się z Klemenzem, po czym stracił przytomność i potrzebna była interwencja ratowników medycznych. W ostatnich 10 minutach Miedz ruszyła do ataku, nie mając już nic do stracenia. W 85 minucie miała miejsce ostatnia zmiana w GieKSie. Na boisku zameldował się Sulek, który zmienił Zejdlera. Tuz przed upływem 90 minuty Goncerz powinien podwyższyć wynik, ale z około 11 metrów uderzył nad poprzeczka. W związku z urazem Cabrery sędzia doliczył do drugiej polowy aż 5 minut. W ostatnich sekundach meczu obrońca wybił tuż przed bramką strzał Błąda po kontrze, a chwile później sędzia zakończył mecz.

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    Piotr

    25 listopada 2017 at 18:19

    I teraz będzie mydlenie oczu zaś balonik napompowac z kibiców debili zrobić ze na wiosnę awans qwa wystarczylo wcześniej wygrać prestiżowe mecze było by piękniej

  2. Avatar photo

    Mecza

    25 listopada 2017 at 18:29

    Bardzo dobry mecz, dużo determinacji. Słomka odkrycie, Kuliński o wiele lepszy od Kalinkowskiego.

  3. Avatar photo

    Irishman

    26 listopada 2017 at 08:36

    Skończmy już wreszcie to pieprzenie, ze wiosną będzie znów to samo co zwykle! Do licha, jak piłkarze mają gryźć trawę jak już nawet kibice z fanatyków zamienili się w jakichś sfrustrowanych malkontentów???
    Ten mijający rok był fatalny ale jak mamy jaja to się w końcu ogarnijmy, a nie poddawajmy w pół drogi!
    GRAMY DO KOŃCA! GKS GRAMY DO KOŃCA!!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga