Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Z dystansu: O katowickiej młodzieży

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do felietonu osoby, która miała swoją historię w klubie i zdecydowała się napisać o temacie budzącym sporo emocji w Katowicach – wychowankach. Leszek Górecki to oczywiście pseudomin. 

Jak długo gramy na poziomie pierwszej ligi, a może i nawet wcześniej w III i IV lidze wielokrotnie albo się powtarzało albo przynajmniej każdy z nas słyszał, że powinno grać się młodymi, najlepiej wychowankami, że starzy się nie nadają, że tylko zabierają miejsce w składzie itd. 

Utarty slogan, powtarzany wielokrotnie w przypadku porażek zwłaszcza tych spektakularnych. W tę teorię uwierzyli nawet poważni ludzie, bo przecież każdy pamięta pomysł na budowę kadry zespołu zawodnikami poniżej 28 roku życia, wyłączając obecnych zawodników. 

Oczywiście każdy kibic piłki w Polsce, a pewnie i na świecie chciałby, żeby w zespołach występowali zawodnicy z okolicy, najlepiej kibicujący danemu klubowi, ale jak sami zresztą widzicie w wielu ligach nie jest to takie proste. Pamiętamy piękne przypadki choćby Ajaxu, Dinama Zagrzeb, Barcelony, Sportingu czy nawet Manchesteru United, gdzie wychowankowie tworzyli trzon drużyny, które osiągały sukcesy w swoich ligach czy europejskich pucharach. Z drugiej strony mamy piękne historię Francesco Tottiego, Xaviego, Puyola, Gerrarda, Giggsa i kilku innych zawodników, którzy praktycznie całą karierę spędzili w swoich macierzystych klubach. Ale chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę, że to są wyjątki, tym bardziej łapiące za serce kibica.

Po tym przydługim wstępie wracamy na katowickie podwórko. Temat mojego wywodu to „katowicka młodzież”. Gdzie ona jest, bo niestety nie w pierwszym składzie drużyny z Bukowej.

Temat wychowanków klubu to tak naprawdę dyskusja na temat szkolenia w akademii, prowadzenia tych chłopaków, a także wprowadzania ich do pierwszej drużyny. Akademia w obecnym kształcie prosperuje mniej więcej od 2013 roku. Wcześniej oczywiście było szkolenie w klubie, ale odbywało się to w całkiem innych warunkach. W czasie tej dekady akademia przeszła jedną zmianę władz, gdzie prezesów Oględzińskiego i Rogalskiego zastąpił duet Pajerska- Krasnowska i Pańpuch. Nie mam tutaj pewności czy poprzednie władze odchodziły z akademii w tym samym czasie, natomiast to sprawa drugorzędna. Panowie na pewno włożyli dużo pracy i czasu, żeby pewne rzeczy poukładać i tak naprawdę budować. Współpraca ze Szkołą Mistrzostwa Sportowego pozwoliła utworzyć klasy sportowe, zatrudnić trenerów na umowie o pracę w szkole, usprawnić łączenie nauki z treningiem. Oczywiście znajdą się tutaj przeciwnicy tego systemu, w każdym razie autor tego tekstu jest tego zwolennikiem. Otwarcie fili w południowych dzielnicach też należy pochwalić. Co do nowych władz, to tutaj na plus możemy zapisać projekt serduszko GieKSy czy organizację mistrzostw Katowic. 

Szerszy punkt widzenia na ten temat to spojrzenie przez pryzmat naszych występów od sezonu 2006/07, czyli gry na naszym obecnym poziomie. W tamtym czasie w kadrze znajdowało się 10 wychowanków: Cholerzyński, Gajowski, Górski, Mielnik, Mieszczak, Pasko, Polczak, Sadowski, Sroka, Wijas. Większość tych zawodników szła do góry wraz z drużyną, a część z nich próbowała nawet ratować Ekstraklasę. Jednak nie każdemu z nich udało się utrzymać na tym poziomie na stałe, a do Ekstraklasy i za granicę trafił tylko Piotr Polczak. Gdy spojrzymy na zawodników wychowanych w naszym klubie w latach ’80 i ’90, to na poziom Ekstraklasy dotarło tylko kilku zawodników: Mateusz Sławik (80), Jakub Dziółka, Jacek Kowalczyk (81), Adam Giesa (82) Grzegorz Fonfara (83), Dawid Plizga (85), Piotr Polczak (86), Patryk Stefański (90), Tomasz Hołota (91), Krzysztof Wołkowicz (94). Możemy do tej grupy dodać także Dominika Steczyka, jednak on jako młody chłopak wyjechał do Niemiec. Patryk Szwedzik też mógłby trafić na tę listę, jednak przyszedł do naszej akademii dopiero do liceum. Wobec tego na przestrzeni praktycznie 20 lat nie wychowaliśmy nawet 11 piłkarzy na poziomie ekstraklasy. Oczywiście w ostatnim sezonie w Ekstraklasie minuty zbierali także: Górski, Mielnik, Sroka i Wijas, jednak po spadku nie udało im się na ten poziom wrócić. 

Z drugiej strony patrząc na każdego z wymienionych wyżej zawodników, to żaden nie trenował w obecnej akademii, tylko w czasach, gdy nie było konkretnego programu szkolenia. Poszczególne roczniki występowały w odrębnych drużynach, więc przeglądając historię zawodników na portalu 90minut.pl niech nie dziwią Was takie pozycje jak 1. FC Katowice, ŚTS Katowice czy UKS Żaczek. Zresztą są nawet dwa osobne twory: GKS Katowice – nowy w SSK i ten Oskara. W tamtych czasach siła akademia zależała od zawodników poszczególnych drużyn i szczęścia do trenerów. Warunki były fatalne. Do otwarcia Rapidu w 2006 roku drużyny trenowały na orliku na Słowianie, półkolu za bramką na Bukowej czy boisku treningowych na Bukowej, na którym ciężko powiedzieć, jaka była nawierzchnia. Stroje każda z drużyn miała takie, jakie sobie zorganizowała np. rocznik ’91 grał w czerwonych strojach wygranych w turnieju coca-coli, ’90 miał stare komplety NIKE które zorganizował Dariusz Wolny. Metody treningowe? Zależały wyłącznie od konkretnego trenera. Obozy? Wszystko na własną rękę przy dużej pomocy rodziców. Klasy sportowe? Rozbijane po kilku szkołach i tak po kolei: rocznik 88 – gimnazjum na Koszutce, 89 – gimnazjum na Wełnowcu, 90 – Bogucice, 91 – znów Wełnowiec, 92 – Wełnowiec, ale łączona z Kolejarzem Katowice, 93 – Koszutka. Szkoła średnia to już kompletnie inna bajka, ponieważ część roczników rezygnowała z klas sportowych, a nawet te, które utworzyły i tak nie zawsze zrzeszały wszystkich zawodników. Jak sami widzicie bałagan to najlepsze określenie tego, co się działo w tamtym czasie. Najlepszym tego przykładem było wyprowadzenie całego rocznika ’90 z klubu przez Dariusza Wolnego. Czas jednak pokazał, że tak w tych dzikich czasach wychowaliśmy sporą rzeszę zawodników, którzy byli w kadrze pierwszej drużyny przez lata. Oczywiście przyczyny takiego stanu sytuacji są znane, ponieważ klub walczył w ogóle o przetrwanie, więc trudno oczekiwać, by pochylał się nad młodzieżą. Z drugiej jednak strony sytuacja ta pokazuj, jak potrzebna jest stała systematyczna praca z juniorami, ponad tym, co dzieje się w pierwszej drużynie.

Narzekamy często, że wypożyczamy młodych zawodników, ogrywamy ich, a finalnie nic z tego nie mamy. Ostatnio bardzo popularnym kierunkiem, z którego bierzemy piłkarzy to Lech Poznań. Spotkałem się z głosami, że zawodnicy dobrze się tutaj czują i dlatego dobrze grają w Katowicach. Jednak ja bym odwrócił kolejność. W pierwszej kolejności to po prostu dobrzy piłkarze, a że w Katowicach ogólnie dobrze się żyje, klub jest profesjonalny, to zawodnicy dobrze się czują. Tajemnicą nie jest, że większość umów wypożyczeń z Lecha uwarunkowanych jest obowiązkową liczbą minut na boisku. Proste i logiczne, bo po to wypożyczasz zawodnika, żeby grał. Jak prześledzimy losy zawodników, którzy z Poznania trafili do nas na wypożyczenia, zdecydowania większość poszła mocno w górę: Mrozek (obecnie Lech Poznań), Puchacz (1. FC Kaiserslautern), Jóźwiak (Charlotte FC), Szymczak (Lech). Jedynym niewypałem jest Karbownik, który nie grał zbyt dużo, a później też trafił do Garbarni Kraków. Obecnie w składzie jest Antoni Kozubal, który również prezentuje się dobrze w naszych barwach. Myślę, że tutaj mamy sytuację win-win-win, każda ze stron może być zadowolona ze współpracy. Oczywiście docelowo należałoby tych zawodników zastąpić swoimi wychowankami. Zanim jednak to nastąpi, to jesteśmy zdani na takich piłkarzy. Dopóki proporcję są odpowiednie (czyli takie, jak obecnie), to nie można narzekać.

Dlaczego więc mimo wielu zmian akademia Młoda GieKSa nie szkoli zawodników na poziom chociażby pierwszej ligi? Powodów zapewne jest wiele. Wymienię te, które w mojej opinii faktycznie skutkują takim, a nie innym stanem rzeczy.

  1. Ilość, nie jakość: akademia przez lata chwaliła się liczbą zawodników, kilkoma grupami w jednym roczniku, filiami w innych dzielnicach, co z jednej strony można pochwalić, bo jest w czym wybierać, ale później wyboru nie ma, ponieważ nie ma selekcji. Część młodych adeptów tkwi w akademii, bo mama czy tata zapisały do szkoły i nie ma za bardzo jak zrezygnować. Zawodnik taki się nie przykłada, co rzutuje na resztę grupy, a on sam nie ma z tego przyjemności. Trener musi z takim zawodnikiem zajęcia prowadzić, a nie ma możliwości w ramach selekcji chłopakowi powiedzieć, że to za wysokie progi. Jaki tego powód? Bo składki, bo subwencja w szkole itd.
  2. Zarabianie, a nie inwestycja: czołowe akademie mówią o inwestycji w młodzież. No więc właśnie: od pewnego wieku juniora należałoby zacząć inwestować w akademie, a nie liczyć, czy się to zbilansuje. Wobec tego trenerzy są przerzucani między rocznikami, zawodnicy trzymani w akademii, nie mówiąc o tym, że chociażby drużyna rezerw opłaca obóz z własnych środków. Jasnym jest, że musi się to wszystko spiąć, kasa musi się zgadzać. Tyle, że w naszej akademii jest ten komfort, że trenerzy mający tytuł magistra wychowania fizycznego, są zatrudnieni w szkole, zawodnicy stroje kupują sami, a koszt obozu pokrywa szkoła. Kwoty dotacji akademii z miasta można sprawdzić w BIP UM Katowice i latami były to kwoty naprawdę duże, porównując chociażby z Rozwojem. Pieniądze można również pozyskiwać z zewnątrz. Dużo łatwiej pozyskać jest sponsora dla dzieci niż do drużyny seniorów. Po za tym można zawierać umowy barterowe i korzystać z artykułów danego partnera.
  3. Trenerzy: trenerom akademii na pewno nie można zarzucić braku zaangażowania w pracę, poświęcenia dla tych chłopaków, inwestycji w siebie i chęci rozwoju. Nie jest to łatwa praca, życie ułożone pod terminarz, o długich weekendach, majówkach można zapomnieć. Impreza rodzinna to samo. Z drugiej strony, jeśli ktoś się zdecydował, to należy wymagać. Otwartym pytaniem jest, czy nasi trenerzy się rozwijają jak należy? Ciężko o to, gdy jednego dnia prowadzisz trening o 8.00 z 11-latkami, o 11.00 z 16-latkami, a po południu wspomagasz grupę przedszkolną. Pomijając to, że skakanie po kategoriach same w sobie nie może być dobre, to trenerzy nie mają czasu by, przygotować trening w spokoju, zrobić analizę meczu czy treningu. Nie mówiąc o zwyczajnym wypoczynku, by się nie wypalić. Kolejnym pytaniem pozostaje, czy rolą trenera akademii jest jeżdżenie od 6.30 autobusem, który zbiera dzieciaki z Katowic i dowozi na trening?
  4. Warunki treningowe: w tym przypadku nie jest najgorzej, bo w Katowicach boisk jest sporo, a baza się rozbudowuje. Jednak boiska dobrej jakości to jedna sprawa, drugą pozostaje kwestia liczby drużyn w jednym czasie na boisku. Nie rzadko zdarza się, że na jednym boisku odbywają się treningu dwóch grup, a między nimi radzić muszą sobie bramkarze na treningu bramkarskim.
  5. Pomysł na trenerów: klub w swojej filozofii nie ma kompletnie pomysłu na trenerów. Kilka lat temu naturalnym wydawało się, że tacy trenerzy jak Cholerzyński czy Napierała w perspektywie czasu dołączą do pierwszego zespołu w roli jednego z asystentów. Panowie pokazali na boisku, że dobro klubu mają w sercu, ale nie o tym mowa. Posiadają uprawnienia UEFA A, szczebel niżej niż najwyższe UEFA PRO. Oczywiście trenerom pierwszej drużyny nie należy narzucać kształtu sztabu, jednak, skoro trener Janusz Jojko nie jako z urzędu był trenerem bramkarzy u wielu trenerów, to dlaczego któryś z powyżej wymienionych nie może być w sztabie pierwszego zespołu również odgórnie? Należy dać szanse i zobaczyć czy warto nadal w nich inwestować, bo nie jest sztuką ściągać kolejnych ludzi np. z Deductora, który de facto i tak musi łączyć z pracą w akademii, żeby się zgadzało, jak Łukasz Tomczyk. Dobrym przykładem jest nasz były zawodnik Piotr Plewnia, który właśnie w takiej roli był w Odrze Opole, finalnie w awaryjnych sytuacjach był jako strażak, a obecnie jest w trakcie kursu UEFA PRO
  6. Selekcja trenerów: jak to w życiu bywa, to że ktoś chce i bardzo się stara nie zawsze znaczy, że taka osoba się nadaje. Czy w naszej akademii jest jakakolwiek weryfikacja trenerów? Ja osobiście tego nie wiem. Natomiast z informacji, które posiadam, to większość z tych, którzy odeszli, zrobili to z własnej woli. W drugą stronę – jeśli w jakiejś mniejszej, być może prywatnej akademii jest osoba, która ma odpowiednie kompetencje, jak najbardziej należy ją zaprosić do współpracy.
  7. Skauting: przyjścia wyróżniających się zawodników z innych klubów odbywają się na zasadzie obserwacji ich podczas meczów z drużynami z akademii, co jest sprawą jak najbardziej naturalną. Jednak to tylko margines tego, co tak naprawdę w tej kwestii można zrobić. Na samym tylko Śląsku jest wiele mniejszych akademii, które są regularnie drenowane przez większego kluby. Bez szybkiego działania nie ma możliwości wyprzedzić tych większych. A to jesteśmy w stanie zrobić dzięki skautingowi.
  8. Rola trenera: trener akademii mimo wielu obowiązków, które widzimy w punkcie trzecim, musi zadbać o sprzęt (i wozić go w samochodzie), zawieźć do pralni. Oczywiście część z tych zadań nie ma, jak przeskoczyć ze względów infrastrukturalnych. Myślę natomiast, że gdyby do każdej z drużyn zatrudnić kierownika, niech to nawet będzie rodzic czy dziadek, który i tak jest na każdym meczu i chętnie by się zaangażował, żeby móc oglądać swoją pociechę i zaproponować mu za to zwrot kosztów, koszulkę po sezonie czy karnet na mecze seniorów. Taka osoba powinna czuć się potrzebna, doceniona, a nie wykorzystywana. Obecnie są osoby, w akademii które robią coś bardziej z chęci niż dla zarobku, ale sposób w jaki współpraca wygląda, pozostawia wiele do życzenia.
  9. Szacunek dla wychowanków: to jest temat do każdej ze stron. Klubu, akademii czy nawet kibiców. O tym, że wychowanek już na starcie ma gorzej świadczą chociażby rozmowy kontraktowe – zawodnik z zewnątrz dostanie lepszy kontrakt, dużo więcej szans na starcie. Czy w akademii szanujemy swoich wychowanków jako trenerów? Ileż to razy słyszało się, że swój to i tak zostanie z sentymentu, to zbytnio starać się nie trzeba. Podejście kibiców do wychowanków to też temat do dyskusji, bo niech każdy z nas uderzy się pierś czy też był w tej kwestii w porządku. Ileż to chujów z trybun usłyszeli Górski, Wijas, Cholerzyński, Wołkowicz czy Szołtys? Swoje wysłuchali czy przeczytali. A z klubu wylatywali „na kopach”. Czy słusznie? Być może, ale na pewno lepiej wybrzmiewają od swoich kibiców słowa: zjebałeś, ale dawaj dalej, walczymy razem, a jak się nie łapie do składu, to życzyć po ludzku powodzenia, bo to za wysokie progi niż słowa wypierdalaj nieudaczniku, jesteś pizdą itd. Część z osób po czasie zapomina, że takie słowa wypowiedziało bądź napisało, ale niestety bywało i tak. Chcemy swojej młodzieży, to też w jakiś sposób ją szanujmy. Później dochodzi do kuriozalnych sytuacji, że za swoich mamy ludzi, którzy są tutaj na chwilę, a przy dobrej ofercie zawiną się do innego klubu. Zresztą przykład Rafała Góraka jest doskonały – kilkoma hasłami jak to GKS nie jest w jego sercu, kupił łaskę kibica, a gdy przyszło się faktycznie określić, czy jest GieKSiarzem, to wyszło fatalnie.
  10. Współpraca z Banikiem Ostrava: nasz zaprzyjaźniony Banik Ostrava wychowankami stał przez wiele lat. W kadrze Czech z Polską grali Jiri Pavlenka i Vladimir Coufal, czyli wychowankowie Banika. Po za tym oczywiście są to Milan Baros, Marek Jankulovski, Tomas Galasek, Vaclav Sverkos i Jan Lastuvka, czyli piłkarze, którzy mają za sobą piękne kariery. Baros i Jankulovski wygrali Ligę Mistrzów, Coufal Ligę Europy. W kadrze Banika nie brakuje wychowanków od i to praktycznie od zawsze. Oczywiście Slavia i Sparta jako bogatsze kluby mocno poszły w szkolenie i Banik ma sporą konkurencję, jednak mimo to nadal jest to szkółka na bardzo dobrym poziomie. Mimo bliskiej odległości nie jesteśmy dla siebie konkurencją z wiadomych względów, więc logicznym wydaje się nawiązać współpracę. Podglądać, jak robią to lepsi od nas. Co ciekawsze i gorsze zarazem widzimy, że bardzo chętnie współpracuje z naszymi braćmi Górnik Zabrze, często bywa na turniejach organizowanych przez Banik przy naprawdę topowej obsadzie, regularnie rozgrywa sparingi. Wnioski są takie, że odległość od Ostrawy i dobre stosunki należy wykorzystywać!
  11. Brak CLJ: wiadomo, że w naszym regionie jest z kim walczyć o Centralną Ligę Juniorów. Jednak ligi te powstały już dawno temu, a my zagraliśmy tam przez chwilę. Każda licząca się akademia ma przynajmniej jedną drużynę w CLJ w którejś z kategorii. Ekipa Łukasza Bagsika z Dominikiem Szalą (nazwisko nieprzypadkowe), którego mogliśmy oglądać na ostatnim młodzieżowym Euro, awansowała do CLJ. Sukces duży, jednak tło tego sukcesu jest niekorzystne z perspektywy akademii. Drużyna była zaprzeczeniem tego, jakie wytyczne były w akademii. Docelowo zawodnicy mieli być w SMS – ta grupa nie była i trenowała popołudniu. Ówcześni trenerzy mieli zakaz prowadzenia treningów indywidualnych dla swoich podopiecznych – trener Bagsik mógł je prowadzić. Obozy, sparingi? Wszystko robił według własnego uznania. Robił to skutecznie i brawo! Było się od kogo uczyć, no ale właśnie było. Trener Bagsik przyszedł do klubu z drużyną Sparty Zabrze. Nie dziwi więc, że gdy odszedł, piłkarze poszli za nim do Górnika Zabrze.
  12. Rozwój trenerów: jak pisałem wyżej. Trenerzy z akademii mimo chęci rozwoju nie za bardzo mają na to czas, ze względu na nadmiar obowiązków. Każdy robi to na własną rękę, ale pytaniem jest czy akademia, czy klub robią coś w tym kierunku? Czy dają narzędzia do rozwoju trenerów w postaci szkoleń, warsztatów itd.? Przede wszystkim czy same rozwijanie się, czy doszkalanie jest przez akademię wymagane? 
  13. Zarząd: prowadzenie akademii nie jest zadaniem łatwym, to sprawa jak najbardziej oczywista. Przez wszystkie lata, w jakich funkcjonuje AMG, zostało wykonanych wiele dobrych rzeczy. Liczba roczników, ciągłość szkolenia, skoordynowanie szkoła-trening. Jednak akademia ma szkolić, a nie być biznesem, a mam wrażenie, że w pewnym momencie poprzedni zarząd zadowolił się sprawnym działem organizacji, zbilansowaniem się budżetu, a nie „produkcją” piłkarzy. Nowy zarząd niewiele w tym kierunku zmienił, więc ten kamyczek stale ląduje w ogródku. Mało tego, składki w akademii idą w górę, a czy idzie to w parze z wynagrodzeniem trenerów czy ich liczbą? Tego nie wiem. W dużej organizacji są potrzebne osoby od tzw. papierków, ale uważam, że mimo wszystko osoby zarządzające akademią muszę mieć jakiekolwiek rozeznanie w sporcie czy szkoleniu młodzieży. Tego o Pani Kindze Pajerskiej-Krasnowskiej powiedzieć nie można.
  14. Wypożyczenia: jednym z kroków wprowadzania młodzieży do pierwszej drużyny jest ogrywanie ich przez niżej notowane kluby. Ta działka mocno leży, ponieważ nie jestem w stanie przypomnieć sobie chociaż jednego zawodnika, który ograł się niższym poziomie i wrócił do klubu, by rywalizować o miejsce w składzie. Oczywiście bardzo często winny temu jest materiał, ale systemowo jest to robione źle. Zawodnik wypożyczony – problem rozwiązany, a zawodnikiem nikt się przez okres wypożyczenia nie interesuje, nie mówiąc o monitorowaniu, analizie gry itd. Wypożyczając zawodnika, należy odpowiednie sporządzić umowę. Tak, aby zawodnik grał tam jak najwięcej, wzorem młodzieży z Poznania. 
  15. Relacje rodzice–akademia: rodzice są klientami akademii, to fakt niezaprzeczalny. Wiele razy słyszało się o problemach na linii rodzice–akademia. Zrozumiałym jest, że dialog musi być na odpowiednim poziomie. Jednak nie może być sytuacji, że ogon kręci psem. Rodzice nie mogą mieć wpływu na to, w jakiej grupie gra jego dziecko, u jakiego trenera trenuje. Oczywiście o ile nie ma sytuacji, które tego wymagają. Rodzic powinien być przekonanym, że akademia robi wszystko co najlepsze dla jego dziecka. Myślę, że w tej kwestii działa wszystko jak należy. W każdym razie akademia musi doprowadzić do takiego momentu by rodzic wiedział jaka jest jego rola, a rozmowa toczyła się na partnerskich zasadach.
  16. Kluby partnerskie: duże akademie współpracują z mniejszymi ośrodkami, a takich w okolicy nie brakuje. Mamy tutaj umowę o współpracy z drużyną z Warszowic, jednak jest tego zdecydowanie za mało. Drugą sprawą są zasady tej współpracy. Kiedyś klubem partnerskim była Sparta Katowice. Jednak po za podpisanym papierkiem niewiele z tego wynikało, a dzisiaj pewnie w samej Sparcie nikt o tym nie chce słyszeć. Podobną umową byliśmy kiedyś związani z Rozwojem, natomiast umowa była podpisywana na wyższym niż akademia szczeblu.
  17. Wykorzystywanie innych sekcji wewnątrz klubu: artykuł ten odnosi się do piłki nożnej chłopców, natomiast należy pamiętać o tym, że klub jest wielosekcyjny. Z racji tego, że do poważnej piłki przebije się niewielu, to dlaczego nie monitorować chłopaków pod kątem innych sportów? Mamy akademie hokeja, siatkówki czy zapasów (w odrębnym podmiocie). Do pewnego wieku zawodnicy mogą regularnie odbywać zajęcia z siatkówki czy hokeja, a trenerzy oceniać ich przydatność pod kątem danego sportu. Być może zawodnik, który odstaje w piłce, odnajdzie się z sukcesami w innym ze sportów i odwrotnie. 

Ktoś powie abstrakcja, no ale nawet w naszym klubie był taki przypadek. Grzegorz Kosok to nasz wychowanek z rocznika ’86. Nie kojarzycie go z boisk piłkarskich, bo karierę przeżywał w siatkówce, grając między innymi w Resovii czy Jastrzębiu. Zdobył trzy Mistrzostwa Polski i grał w reprezentacji. Więc pytanie, jak mogłoby to wyglądać, gdyby odbywało się systemowo. To jest luźna propozycja, a mając na uwadze bajzel w piłkarskiej akademii, obawiam się, że w innych sekcjach może być jeszcze gorzej. Dla przykładu sekcja hokeja nie ma klas sportowych. Był pomysł, żeby otwierać je od roku szkolnego 2023/24, ale nie wiem, na jakim etapie jest ta sprawa. 

Każdy z powyższych argumentów to moje prywatne, subiektywne zdanie. Jednak poparte argumentami, a przede wszystkim obserwacjami tego, co się dzieje w klubie w klubie i akademii przez wiele lat. Mam świadomość, że wiele cierpkich słów padło pod kątem szefów akademii, a mniej trenerów. Każdy kto pracuje w większej firmie (tak naprawdę każdego rodzaju działalności) zdaje sobie sprawę, że to jak wygląda działalność przedsiębiorstwa i wizja, jaką ma, zależy od jego zarządzania. To, że ktoś źle pracuje na danym stanowisku jest winą przełożonego, bo takiego pracownika należy nauczyć, później wymagać, a jeśli olewa swoje obowiązki: ukarać lub zwolnić. Na takich samym zasadach musi funkcjonować akademia. Wychowywać nam w pierwszej kolejności zawodników, w dalszej być może trenerów czy pracowników. Akademia to też budowanie społeczności. Nie każdy będzie piłkarzem, ale każdy z tych chłopaków powinien być częścią całej rodziny GieKSy, a to już dłuższy proces.

Obecnie akademia Młoda GieKSa to ładna fasada z zewnątrz, a w środku wiele rzeczy wygląda zdecydowanie gorzej. Nie pozostaje nic innego, jak zacząć w końcu układać to jak należy.

Zachęcam Was do dyskusji, bo jak widać jest o czym. Być może macie inne spostrzeżenia w tym temacie. Mam świadomość, że mogę się mylić w wielu miejscach, więc jeśli ktoś chce mnie sportować, to zapraszam. Jeśli pomyliłem liczby, nazwiska czy daty, to z góry przepraszam – pamięć bywa ulotna.

Z GieKSiarskim pozdrowieniem! 

Leszek Górecki

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Sebastian

    11 września 2023 at 20:53

    Witam. O wychowanków naszego klubu pytają bardzo dobre zespoły w tym mistrz Polski,ale my ich nie sprawdzamy, pościć te nie chcemy, a czasami jest i tak że po fakcie mówi się jednemu czy drugiemu że pytał o ciebie… I wtedy ch… cię trafia bo kochasz ten klub i nie rozumiesz takiego prowadzenia wychowanka.

  2. Avatar photo

    Kucharz74

    12 września 2023 at 10:19

    1.trenerzy zatrudniani na caly etat za godziwe pieniądze nie 500-1000zł
    2.dostep do psychologa sportowego dietetyka trenera motoryki
    3.trening wysilkowy dostosowany do danego zawodnika waga,wzrost,wiek
    4.lekarz sportowy wyznaczony przez klub

    To na początek bez tych podstaw niestety możemy się dalej bawić Ino gieksa!!!

  3. Avatar photo

    Bolo

    12 września 2023 at 11:08

    Niestety nasza GIEKSA ma najsłabsze szkolenie młodzieży z pośród klubów ościennych,nawet mały klubik jak Rozwój który ma dwa razy mniej dzieciaków jest dużo lepszy.Brak dobrych trenerów i co za tym idzie pomysłu i zaangażowania.

  4. Avatar photo

    Mleczak

    12 września 2023 at 15:08

    Szacun za powyższy art. Clue jest takie, że nie ma osoby zarządzającej z prawdziwego zdarzenia. Liczyłem, że wraz z pojawieniem się Pańpucha, było nie było wieloletniego pracownika osławionego Gwarka, zmieni coś i u nas. Być może jest jeszcze za wcześnie by oceniać, ale na razie szału nie widać. Chociaż nieuczciwie jest mówić, że akademia stoi w miejscu. Natomiast dynamika progresu musi być większa bo jak z powyższego wynika, dużo rzeczy funkcjonuje źle lub wcale. Dla dobra GieKSy mocno liczę, że jakiś wychowanek na dobre przebije się do pierwszego składu!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964

Mural śp. Adama Ledwonia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.

Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.

Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.

Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.

Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.

Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).

Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga