Dołącz do nas

Piłka nożna

Za słabi na ekstraklasę. Za słabi na najgorszą drużynę w lidze.

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice do spotkania w Olsztynie przystępował po dwóch bardzo słabych meczach – z Puszczą i Bytovią. Po początkowych dobrych meczach na wiosnę przyszedł bardzo słaby okres, taki – który zachwiał mocno naszym optymizmem. Mecz z Olsztynem – w obliczu wyników innych drużyn – był natomiast trzecią szansą na to, aby odskoczyć od przeciwników, przynajmniej na przyzwoitą odległość.

Trener Jacek Pszulewicz dokonał w składzie kilku zmian. Adrian Frańczak nie znalazł się nawet w osiemnastce, jego miejsce zajął Mateusz Mączyński. Wrócił Łukasz Zejdler, a po raz pierwszy oglądaliśmy Dawida Plizgę, którzy zastąpili odpowiednio – Arimna Cerimagića i Adriana Błąda. W ataku zagrał od pierwszej minuty Wojciech Kędziora.

Od początku GKS osiągnął przewagę. Próbowaliśmy grać skrzydłami i środkiem, ważne było to, że udawało się przechwytywać piłki, katowiczanie stosowali jako taki pressing. Najlepszą okazję miał w tej fazie meczu Dawid Plizga, który uderzył z 30 metrów, ale bramkarz dobrze obronił. Brakowało gościom kropki nad i, w końcowych fazach akcji nie było dokładności w podaniach, ale też niejednokrotnie decyzji o strzale. Dużo marnował takich sytuacji Prokić, dokładności brakowało Słomce. To co było dobre to brak jakiegokolwiek zagrożenia ze strony gospodarzy. Do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis.

Druga połowa zaczęła się podobnie, czyli przewaga GKS, ale Stomil zaczął grać nieco bardziej agresywnie. Efektem tego była akcja w 57. minucie, kiedy to rywale prostopadłym podaniem uruchomili napastnika, Klemenz sfaulował, a sędzia podyktował jedenastkę. Rzut karny pewnie egzekwował Artur Siemaszko. Niestety GKS nie potrafił nic z tym zrobić. Jeszcze dobry był strzał Kędziory z dystansu, który obronił Leszczyński. Gra GKS wyglądała coraz gorzej i przypominala poprzednie spotkania. Na boisku pojawili się Foszmańczyk, Błąd oraz Volas. Ten trzeci zaraz po wejściu na boisko miał znakomitą sytuację, dostał piłkę na 16 metrze i uderzył fatalnie obok słupka. Chwilę później zamiast odgrywać do partnera w polu karnym, strzelił Panu Bogu w okno. Dokładności było coraz więcej, a GKS gasł z każdą minutą. W 89. minucie rywale przeprowadzili akcję, po której mieli stuprocentową sytuację, ale uratował nas Wierzbicki. W doliczonym czasie gry Mączyński dobrze wycofał do Foszmańczyka, ale ten trafił w rywala.

GKS Katowice nie potrafi wygrać, a nawet zremisować z najgorszą punktowo dotychczas drużyną w pierwszej lidze. Mimo że na początku wyglądało to nieco lepiej niż w poprzednich meczach, to było to tylko złudzenie. Zagrali znów tak niechlujnie i niedokładnie, jak w dwóch ostatnich spotkaniach. Od trzech meczów bez gola, z minimalną ilością okazji. To nie jest drużyna na awans. To nie jest drużyna poważnych ludzi. Niestety znowu w GieKSie panuje gen porażki. I nie zniknie, dopóki niektórzy zawodnicy nadal będą reprezentować barwy tego klubu. Dramat…

28 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

28 komentarzy

  1. Avatar photo

    Marcin

    5 maja 2018 at 21:01

    A tak się fajnie wyniki ułóżyły, ale nasi jak zwykle trzęsą gaciami i zero ambicji.. hmm w sumie po co zapierdalać jak głupi jak to nie ich ukochany klub ino któryś tam z kolei a dla niektórych już ostatni ! ..

  2. Avatar photo

    Johan

    5 maja 2018 at 21:02

    Ostatni akapit w punkt…niestety…

  3. Avatar photo

    Łukasz

    5 maja 2018 at 21:05

    Przykre, smuntne i prawie beznadziejne… Jakiś czas temu pisałem o pompowaniu balonika.. Niestety szykuje się bolesny replay z zeszłego roku. Ja już się pogodziłem że za rok nie zagramy z legią. Pozdr.

  4. Avatar photo

    Bartolo

    5 maja 2018 at 21:13

    …….aha i jeszcze jedno:tylko nie miejcie pretensji do kopaczy czy treneiro.Oni tańczą tak jak im góra zagra..ten scenariusz był rozpisany już dawno temu a teraz następuje realizacja planu…pozdrawiam i zapraszam na B1 frajerów hehehe

  5. Avatar photo

    a

    5 maja 2018 at 21:13

    Pompowanie balonika nie ma znaczenia. W Gieksie zawsze sie gra o awans!

  6. Avatar photo

    Marcin

    5 maja 2018 at 21:16

    .. a może te ciule grają w zakładach, wielce prawdopodobne widząc grę Prokicia i Zejdlera to bym się nie zdziwił !!!

  7. Avatar photo

    avers

    5 maja 2018 at 21:19

    Ciezko na to patrzec jak rok w rok pseudokopacze robia z nas idiotow

  8. Avatar photo

    Maks

    5 maja 2018 at 21:20

    Bartolo ma rację….ten sam scenariusz co w tamtym roku….ktoś powie przypadek…nie ma przypadków ,za dobrze było i w UM się zagotowało ,tak jak w tamtym roku….parę telefonów i znowu to samo….o czym tu gadać….

  9. Avatar photo

    Solski

    5 maja 2018 at 21:20

    Jako podsumowanie powinien być ten sam fragment z filmu co w zeszłym sezonie chyba po Kluczborku cyt. „wszyscy wypierdalać” – koniec cytatu.

  10. Avatar photo

    Marcin C.

    5 maja 2018 at 21:25

    Czyli na Podbeskidziu frekwencja 1500.

  11. Avatar photo

    Solski

    5 maja 2018 at 21:26

    I jeszcze chciałem się przyznać do błędu. Wierzbicki jest dobrym bramkarzem. gdy wchodził za Abrama napisałem, ze czarno to widzę, ale to chyba jedyny jasny punkt w tej drużynie.

  12. Avatar photo

    Lokaty

    5 maja 2018 at 21:29

    Kopia poprzedniego sezonu… nie chcą awansować to nie awansują bo po co. Zero ambicji..JEBAĆ GAMONI !!!

  13. Avatar photo

    Bartolo

    5 maja 2018 at 21:33

    ,,Zło istnieje dopóty,dopóki dobrzy ludzie nic z tym nie zrobią”……..

  14. Avatar photo

    Tom

    5 maja 2018 at 21:41

    Wiem że wiara kubiców jest wielka , ale nie piszcze już drodzy redaktorzy że szansa na awans jest ( patrz tabela ) słabiutka ta nasza drużynka i tylko tych kibiców szkoda…..
    Może rzeczywiście w tym coś jest że UM tu warunki stawia.
    Pozdrawiam wszystkich kibiców i do zobaczenia na nowym stadionie i oczywiście w ekstraklasie.
    A ekstraklasę będziemy mieli w przyszłym sezonie ( Kobieca Gieksa )

  15. Avatar photo

    Solski

    5 maja 2018 at 21:46

    Skoro UM nie chce, to może warto pokazać panu Krupie środkowy palec w nadchodzących wyborach

  16. Avatar photo

    areczek

    5 maja 2018 at 21:50

    https://tinyurl.com/seksiknaostro

    co za cudne kobiety

  17. Avatar photo

    mat

    5 maja 2018 at 21:50

    chocby wygrali 10 meczy z rzedu, a jeden zagraja po staremu czyt. za Brzeczka, Mandrysza i teraz to i tak nie uwierze ze cokolwiek mogą zrobic w strone awansu uwierzcie ze nie chodzi tylko o wyniki tylko o partactwo jakie prezentuja od kilku sezonów. Z Puszcza 1 strzał na bramke ja pierdole co to jest stal mielec, Bytowia Stomil oni chuja graja pewnie od smrodów których wszyscy leja dostaniemy ze 3-0

  18. Avatar photo

    miro

    5 maja 2018 at 21:57

    jak to jest że na ruch przyłazi 4300 ponad na mecz z puszczą po blamażach 0-6 i 1-6 i pewnym spadku a u nos było 3650 na bytovi wtedy jak mielismy realne szanse na awans , teraz to bd max 2 tyś …

  19. Avatar photo

    Tom

    5 maja 2018 at 22:03

    Piłkarze wolą żeby GKS gral w I lidzie bo wtedy większość z nich zostanie i będzie zarabiać dobre pieniądze.
    Ile Goncerz zarabia ? 20 000 ? Kto mu zapłaci podobne pieniądze oprócz Gieksy?

  20. Avatar photo

    Przemo

    5 maja 2018 at 22:26

    Ja się przeciętna na nasze Kobiety one już dziś sobie awans zapewniły

  21. Avatar photo

    ursus

    5 maja 2018 at 22:56

    Jaki właściciel/hodowca, takie rybki i akwarium… .

  22. Avatar photo

    Scifo

    5 maja 2018 at 23:17

    Jak dla mnie powtórka z zeszłego sezonu. Wyjebać Fose, Goncerza, Nowaka, Kalinowskiego, Kędziorę, Mączyńskiego i Mokwę, tyle na początek. Wiecie dlaczego odszedł Trochim, bo nie chciał brać udziału w kurestwie jakie się u nas uprawia. Paszulewicz albo jest taki głupi, albo też w tym uczestniczy. Jak można w meczu że Stalą wystawiać Prokica, jak można nie rozumieć, że Prokic nam awansu nie zrobi? Brak zdecydowanych działań – wyjebanie Fosy i Gonza, to akceptacja starej sytuacji przez Bartnika i Paszulewicza!

  23. Avatar photo

    Scifo

    5 maja 2018 at 23:30

    Teraz zbieramy żniwo pozorowanych działań z zeszłego sezonu i ze stycznia. Mandrysz jest mega słabymi trenerem i wyniki go nie broniły, ale po tamtym sezonie z drużyną powinni się pożegnać główni „bohaterowie”, dla przykładu i ku przestrodze. Po Zagłębiu, Ruchu i Tychach powinny polecieć głowy, co się kurwa musi wydarzyć, żeby zarząd , dyrektor sportowy i trener zrozumieli, że brak działań utwierdza w bezkarności sprawców! Jak dla mnie banda wyżelowanych pedałów ładuje nas wszystkich w … u buków, Fosa był w tylu drużynach, że jest mega dojściem. Ciekawe ile to kosztuje? Wiecie, że oni mają za awans do podziału dużą bańkę? I jej kurwa nie chcą?

  24. Avatar photo

    PołudnioweK-ce

    5 maja 2018 at 23:50

    Bardzo chciałbym się mylić ale po dzisiejszym meczu uważam ten sezon za stracony..nic z tego nie będzie..za tydzień musimy WYGrAĆ najlepiej w sposób przekonujący..to najprostszy i na tą chwile jedyny sposób uratowania w jakimś stopniu tego sezonu..a w przyszłym czystki..młodzież która chce grać i się promować..co z tego wyjdzie zobaczymy na starych wyjadaczach już kilka razy się przejechaliśmy..amen

  25. Avatar photo

    Berol

    6 maja 2018 at 02:05

    na smierdzielach nasi dla idei jebna nam w ryj i wdupia cos wygramy z Podbeskidziem lub tychami dla uspokojenia wazne ze trzeba miec to 4 czy 5 miejsce bezpieczne by zatanczyc w kółeczku ze cel osiagniety . I dalej w tym kurwidole ciepłym kasa bedzie sie zgadzac wszystkim a ze kibice maja dosc robienie siebie za chuji a kogo to?

  26. Avatar photo

    Irishman

    6 maja 2018 at 08:42

    Tak czytam te komentarze i one są jakby „kopiuj-wklej” i sprzed pół roku, i sprzed roku. Niektórzy nawet zostawili w nich te same nazwiska – Goncerz, Foszmańczyk, pomimo, że oni akurat grają ostatnio bardzo mało albo wcale.

    No jest jakiś problem, nie tylko teraz ale w ogóle z klubem i faktycznie człowiek już zaczyna wierzyć w coraz bardziej spiskowe teorie.

  27. Avatar photo

    Scifo

    6 maja 2018 at 09:35

    Goncerz to były kapitan, którego wybrała drużyna. Fosa to gosc grający w Ruchu, Polonii Bytom, Jastrzebiu, Warcie, Koronie, Rakowie, Niecieczy, Radzionkowie. Jeżeli ktoś uważa, że oni nie mają wpływu na aktualną drużynę, to gratuluję.

  28. Avatar photo

    Tomek

    6 maja 2018 at 09:53

    Powiedzcie głośno to co wielu ma za pewnik. Magistrat kolejny rok dał polecenie jasne, awans Miastu jest nie na rękę. Ile czasu temu Kupa powiedział że awansu nie będzie? Ktoś myślał że będzie inaczej? Oczywiście, że tak, bo marketingowo trzeba było wybrnąć z tej sytuacji, za wszelką cenę wygrać kilka spotkań. Ale wówczas chyba nikt nie przypuszczał że wskocza na 2gie miejsce. Więc znowu trzeba było reagować. Zdecydowanie bo liga grała pod awans Gieksy. I skończy się tak samo jak w zeszłym roku. Środek tabeli, rozpędzone dzbany wskocza na pudło. Po drodze jeszcze kopacze zdążą nas upokorzyc na smierdzacym terenie… A w przyszłym roku wszystko wróci na swoje tory, czyli sprzedaż karnetów, szalone 3kontrakty z zawodnikami bez ambicji za to z jakimś osiągnięciem 5/10 lat temu, i znowu będzie ekstraklasa albo śmierć (dalej mnie to bawi) i cała gieksa razem i jesteśmy z Wami i znowu wdupimy w Pucharze z jakimiś rolnikami itd itp. Zygac się chce…

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga