Piłka nożna
Zdobywcy Bukowej, legendy Piastunek
W Piaście Gliwice jest wielu bardzo ciekawych zawodników. Na Bukowej zobaczymy piłkarzy z ciekawą przeszłością. Kilku z nich zna smak zwycięstwa w Katowicach, ale mamy nadzieję, że tym razem tym smakiem będą musieli się obejść.
Od wielu lat podstawowym bramkarzem Piasta jest Frantisek Plach (205E, 0 goli), który zresztą z zespołem z Gliwic zdobył Mistrzostwo Polski. Zawodnik ma na koncie jeden występ w reprezentacji Słowacji, w towarzyskim meczu z Finlandią. Wcześniej grał w FK Senica. Z Piastem grał w eliminacjach do Ligi Mistrzów przeciw Bate Borysów oraz Ligi Europy m.in. przeciwko FC Kopenhaga. Wyeliminował austriacki TSV Hartberg.
Jakub Czerwiński (252E, 14 goli) śmiało może już się nazywać legendą Piastunek. My pamiętać go możemy z meczów Termaliki z GieKSą w dawnych latach. Wypromował się w Pogoni Szczecin, a potem trafił do Legii Warszawa. Jest dwukrotnym Mistrzem Polski z Legią i raz zdobył tytuł z Piastem, z warszawianami również sięgnął po Puchar Polski. Grał z Wojskowymi w Lidze Mistrzów – w obu meczach z Borussią Dortmund (0:6 i szalone 4:8), a także przeciw Realowi Madryt (1:5) i Sportingowi Lizbona (0:2).
Tomas Huk (104E, 4 gole) w kadrze Słowacji zagrał dwa razy – w przegranych meczach przeciw Szwecji i… Ugandzie. Z FC VSS Koszyce zdobył Puchar Słowacji i grał w eliminacjach europejskich pucharów. Z Piastem wkrótce – również. Pomścił m.in. Dinamo Mińsk, z którym jako piłkarz Dac Dunajskiej Stredy – przegrał.
Jakub Lewicki (45E, 3 gole) to 19-letni młodzian, który w zeszłym sezonie został Mistrzem Polski z Jagiellonią, rozgrywając 20 meczów i strzelając 2 gole. W sumie w barwach Jagi rozegrał prawie pół setki meczów. W obecnym sezonie zdążył jeszcze zagrać w eliminacjach do Ligi Mistrzów przeciw Poniewieżowi.
Miguel Nobrega (3E, 0 goli), były juniorski reprezentant Portugalii, w Benfice zagrał w dwóch meczach Ligi Młodzieżowej UEFA. Ponadto występował w Rio Ave i Grashoppers Zurych. W portugalskiej ekstraklasie strzelił jedną bramkę.
Tomasz Mokwa (103E, 2 gole) od 2014 roku jest w Piaście Gliwice z roczną przerwą na… GKS Katowice. Zawodnik w sezonie 2017/18 rozegrał sześć spotkań w GieKSie. W Piaście przez dziewięć sezonów rozegrał zaledwie niecałe sto meczów w ekstraklasie, ale Mistrzem Polski został. W obecnym sezonie w pięciu meczach zgromadził dziewięćdziesiąt minut w lidze. Dużo więcej grał w Pucharze Polski.
Miguel Munoz (25E, 0 goli) grał m.in. w Realu Murcia, gdzie w Pucharze Króla zdarzyło mu się rozegrać mecz z Espanyolem.
Michał Chrapek (318E, 30 goli) to weteran polskich boisk. Pierwszy epizod w ekstraklasie miał już w 2009 roku, kiedy zagrał… minutę w barwach Wisły Kraków. W sezonie 2011/12 zagrał w barwach Kolejarza Stróże dwa mecze przeciwko GieKSie, w tym w wygranym spotkaniu przy Bukowej. Potem grał jeszcze w Wiśle Kraków (już regularnie), Lechii, Śląsku i od kilku lat w Piaście. Przez ponad sezon występował w Catanii w Serie B.
Patryk Dziczek (128E, 15 goli) całą swoją karierę spędził w dwóch klubach – Piaście Gliwice i Salernitanie (dwa sezony). Zawodnik dzięki dobrej grze w Gliwicach został wypatrzony przez Lazio Rzym, jednak kilka dni po transferze do klubu z Wiecznego Miasta został wypożyczony właśnie do Salernitany. Z gliwiczanami również zdobył Mistrzostwo Polski i grał w eliminacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Całkiem niedawno rozegrał dwa mecze w reprezentacji Polski u Michała Probierza. W eliminacjach do Euro 2024 wystąpił przeciw Wyspom Owczym i Mołdawii. Cieszy to, że po zdrowotnych perturbacjach, które miały miejsce od czasu, kiedy występował na włoskich stadionach, nie ma już śladu i możemy Patryka oglądać na ekstraklasowych boiskach.
Jorge Felix (138E, 36 goli) to również Mistrz Polski i jeden z symboli Piasta. W sezonie pomistrzowskim w 33 meczach zdobył 16 bramek. Piłkarz, zanim trafił do Polski, występował w niższych ligach Hiszpanii – w Raja Majahonda, Lleidzie i Getafe B. W Pucharze Króla grał natomiast przeciw Mallorce, Realowi Sociedad i Atletico Madryt. W Sivassporze zdobył Puchar Turcji, choć nie grał ani w półfinale, ani finale. Zagrał natomiast w eliminacjach do Ligi Konferencji przeciw FC Kopenhaga,
Tihomir Kostadinov (35E, 1 gol) do 27-krotnuy reprezentant Macedonii Północnej. Zawodnik grał m.in. w finałach Euro 2020 w spotkaniach z Austrią i Holandią. Przed Piastem grał na Słowacji – w Dukli Banska Bystrzyca, FC VIOn Zlate Moravce i przede wszystkim Rużomberoku. W jego barwach zagrał m.in. w eliminacjach do Ligi Europy przeciw Evertonowi na Goodison Park. Zawodnik nie zagra w meczu z GKS ze względu na żółte kartki.
Arkadiusz Pyrka (136E, 5 goli) jest jednym z bardzo obiecujących młodych zawodników. Od kilku lat gra w Piaście, wcześniej występując w Zniczu Pruszków, w którego barwach w drugiej lidze strzelił GKS bramkę.
Miłosz Szczepański (110E, 8 goli) miał epizod w Legii, w której zagrał 17 minut w meczu Pucharu Polski przeciw Ruchowi Zdzieszowice, kiedy to Wojskowi pokonali popularnych Zdzichów 4:0 i formalnie jest zdobywcą trofeum. Przeciw GKS grał w barwach Rakowa. Ponadto reprezentował Lechię czy Wartę.
Grzegorz Tomasiewicz (145E, 16 goli) przeciw katowiczanom grał w barwach Arki czy Pogoni Siedlce, dla której w jednym z meczów w Siedlcach strzelił bramkę z rzutu karnego. I on potrafił wygrywać na Bukowej, gdy GKS prowadził trener Piotr Mandrysz, ale triumfował w Katowicach również jako piłkarz Stali Mielec. Ze Stalą zresztą grał w ekstraklasie.
W meczu z GKS nie zagra Andreas Katsantonis (10E, 0 goli), który zerwał więzadła krzyżowe. Zawodnik grał m.in. w APOEL-u i Omonii, jest jednokrotnym reprezentantem Cypru.
Fabian Piasecki (152E, 21 goli) klubów trochę zwiedził. W ekstraklasie grał w Górniku, Miedzi, Śląsku, Stali Mielec, Rakowie i Piaście. Pograł trochę w pucharach, z Paide w barwach Śląska strzelił bramkę, potem mierzył się z dobrze nam znanym Araratem oraz Hapoelem Beer Sheva. Z Rakowem był Mistrzem Polski, strzelając m.in. ważną bramkę w doliczonym czasie gry na 2:1 w Poznaniu oraz na 4:0 z Legią u siebie – w tym meczu nasz Bartosz Nowak zdobył dwie bramki. W zeszłym sezonie zdobył trzy bramki dla Rakowa w pucharach – w eliminacjach do Ligi Mistrzów przeciw Karabachowi i Arisowi Limassol oraz w fazie grupowej Ligi Europy przeciw Sportingowi Lizbona.
Maciej Rosołek (118E, 15 goli) ma na koncie dwa mistrzostwa i Puchar Polski z Legią Warszawa. W meczu Pucharu Polski w Bełchatowie wygranym 6:1 zaliczył hat-tricka. Podobnym wyczynem popisał się jako piłkarz Arki Gdynia w meczu z Sandecją. Grał przeciw GKS na Bukowej w barwach gdynian w wygranym 4:2 meczu pierwszej ligi. W zeszłym sezonie grał w barwach Legii przeciw m.in. Aston Villi czy Az Alkmaar, strzelił też gola w szalonym meczu wyjazdowym warszawian w Wiedniu, kiedy pokonali Austrię 5:3.
Oczywiście należy powiedzieć także o trenerze Aleksandarze Vukoviću (242E, 18 goli), który jest legendą polskiej ekstraklasy. Zanim przybył do Polski, był Mistrzem Jugosławii z Partizanem Belgrad. Potem przez wiele lat występował w Legii Warszawa i Koronie Kielce. Z Wojskowymi dwukrotnie zdobył Mistrzostwo Polski, a także Puchar Polski i Puchar Ligi. Z GieKSą grał kilkukrotnie, m.in. w ostatnim wyjazdowym meczu katowiczan w Warszawie, przed spadkiem w 2005 roku. Występował w europejskich pucharach m.in. przeciw Barcelonie. Potem jako zawodnik grał w Koronie Kielce. Był asystentem trenera w zespole z Kielc, a potem przez wiele lat w Legii pracował jako asystent lub „tymczasowy” pierwszy trener lub „na stałe”. Od 2,5 roku pracuje jako szkoleniowiec w Piaście Gliwice.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze