Piłka nożna
Zero z tyłu i przodu na grząskim boisku ząbkowskim
Po sześciu dniach od wysokiej wygranej w Rybniku przyszło GieKSie mierzyć się w trzecim z kolei pojedynku wyjazdowym. Tym razem rywalem w Ząbkach był miejscowy Dolcan, zespół który chce włączyć się do walki o awans, a ostatnio w Brzesku pokonał Okocimskiego aż 6:0.
W zespole katowiczan nastąpiło kilka zmian. Niespodziewanie miejsce Grzegorza Fonfary zajął jako defensywny pomocnik Radosław Sylwestrzak. Natomiast za Grzegorza Goncerza wskoczył Tomasz Wróbel, który grał w środku i w zależności od sytuacji albo on, albo Przemysław Pitry byli najbardziej wysuniętymi graczami. Na prawej stronie pomocy ponownie wystąpił Janusz Gancarczyk, na lewej – Bartłomiej Chwalibogowski.
Przed meczem rozpętała się nad Ząbkami ulewa, dlatego też boisko było grząskie i aż prosiło się, aby próbować uderzeń z dystansu.
Od początku meczu przewagę osiągnęli gospodarze. Bardzo aktywny na lewej stronie był Łukasz Sierpina, który raz po raz nękał naszych obrońców. Katowiczanie mieli spory problem z wyjściem z własnej połowy, głównie za sprawą niedokładnego rozgrywania piłki. Po upływie kwadransa, katowiczanie uspokoili grę. Po rzucie wolnym Tomasza Wróbla piłkę zgrał Mateusz Kamiński, a Pitry próbował ją trącić, ale… dostał żółtą kartkę. Najlepszą sytuację w całym meczu miał Gancarczyk w 20. minucie, kiedy to po znakomitym zwodzie wszedł w pole karne i z ostrego kąta uderzał na bramkę Macieja Humerskiego, ale ten bardzo dobrze obronił. Ząbkowianie już nie atakowali tak śmiało, próbowali natomiast katowiczanie. Raz świetnym crossem popisał się Pitry, piłka trafiła do Pietrzaka, ale nic dalej z tej akcji nie wyniknęło. GieKSa nie grała najgorzej w polu, ale rywale groźnie kontrowali, aktywny był Dariusz Zjawiński. Dość kuriozalna sytuacja miała miejsce w końcówce pierwszej połowy, gdy gospodarze przeprowadzili naprawdę groźną akcję z dośrodkowaniem – zablokowanym – po którym chcieli podjąć drugą próbę centry, ale… sędzia zakończył pierwszą połowę. Kto wie, czy nie uchronił GieKSy przed stratą gola, a zawodnicy Dolcanu ruszyli do arbitra z pretensjami.
Druga połowa rozpoczęła się od stuprocentowej sytuacji piłkarzy Roberta Podolińskiego. Dośrodkowanie z prawej strony i Łukasz Sierpina, który wyprzedził naszego obrońcę i huknął głową, ale tuż obok słupka bramki Łukasza Budziłka. W tej części gry bardzo aktywne było prawe skrzydło Dolcanu z Damianem Jakubikiem i Grzegorzem Piesio na czele, którzy raz po raz atakowali tą flanką. Zdarzało im się przedostać w pole karne czy celnie dośrodkować, próbowali też uderzeń z dystansu. To właśnie strzały z daleka były najgroźniejszą bronią Dolcanu – raz Piesio uderzył z daleka i trafił w poprzeczkę, Rafał Grzelak z niemal 40 metrów strzelił tak, że wszyscy widzieli piłkę w siatce, jednak ta poszybowała obok okienka, w końcu techniczny rogal Zjawińskiego i świetna interwencja Budziłka. GieKSa naprawdę dość często wyprowadzała akcje z własnej połowy i nieźle grała w polu, ale brakowało wykończenia, ostatniego podania czy strzału. Znów dobrą okazję miał Gancarczyk, który ponownie po zwodzie zdecydował się na strzał, ale huknął nad poprzeczką – zresztą odniósł po tej akcji kontuzję. Podpalił się Dominik Sadzawicki, który przeprowadził dobrą akcję prawym skrzydłem i zamiast dojrzeć wprowadzonego Michała Zielińskiego w polu karnym, również zdecydował się na dość nieprzygotowany strzał. Akcjom GieKSy brakowało tego czegoś – co mieli piłkarze Dolcanu, czyli zdecydowania. A w doliczonym czasie gry piłkę meczową mieli rywale – piłka spadła Sierpinie na piąty metr, ale ten uderzył obok słupka…
Mimo wszystko remis z Dolcanem wydaje się być sprawiedliwym wynikiem. GKS nie grał już tak słabo jak w na początku wiosny, jednak nie było widać tego pazura, co w Rybniku, brakowało determinacji w doprowadzeniu akcji ofensywnej do końca. Na plus pozostaje drugi mecz z rzędu na zero z tyłu.
Teraz katowiczan czeka powrót na swoje boisko w sobotę, a rywalem będzie Kolejarz Stróże. Kibice w końcu chcieliby zobaczyć zwycięstwo na Bukowej w tym roku.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Pogonią
Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.
1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.
2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊
3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.
4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.
5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.
6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.
7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.
8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.
9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.
10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.
11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.
12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.
13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.
14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.
15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.
16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.
17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.
18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.
19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.
20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.
21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.
22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.
23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.
24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.
25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.
26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.
27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.
28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.
29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.
30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.
31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.
32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.
33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.
34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.
35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊
36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.
37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.
38. GieKSa w Europie!
Piłka nożna Wywiady
Czerwiński: Jestem dumny z Wędrychowskiego
Po ostatnim gwizdku arbitra w Szczecinie porozmawialiśmy również z Alanem Czerwińskim.
Chyba takiego scenariusza nie dało się przewidzieć.
Alan Czerwiński: Ja czułem, że tak będzie. Powiem szczerze, że to musiało się skończyć w dziwnych okolicznościach.
Gdy już Kamiński schodził z boiska, to czułeś, że jedno uderzenie i ten remis będzie?
Uważam, że Marcel Wędrychowski zasłużył na tę bramkę, bo jestem mega dumny z tego, jak codziennie pracuje, to był moment, w którym życie mu oddało. Przysięgam wam, że na każdym treningu patrzy się na niego po prostu przemiło i bardzo zasłużył na taki moment. Wspieramy go wszyscy i dziękujemy, że dał nam tym europejskie puchary.
Co czujesz osobiście? Gdy powracałeś do GieKSy po latach to wiedziałeś, że to się tak musi skończyć?
Szczerze? Zagrałem już ponad 20 meczów w europejskich pucharach, więc dla mnie nie ma już rzeczy niemożliwych. Wierzyłem w to. Zobaczyłem, jak chłopaki się prezentują… Może nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko. Bierzemy, co życie daje, nie?
Po meczu podrzucaliście Rafała Góraka, jak niedoceniona jest jego praca w GieKSie?
Wydaje mi się, że właśnie teraz jest doceniony tak, jak doceniony powinien być wcześniej. Rozwija się cały czas, myślę, że to nie jest ciągle jego sufit. Widzimy, jak ciężko pracuje. Sam jestem ciekawy, jak ta kariera trenera będzie się rozwijać. Jak ktoś myśli, że to jest jego sufit, to ja uważam inaczej.
Na drugą połowę wyszła inna GieKSa niż na pierwszą, w której drużyna nie oddała nawet jednego strzału. To aż wyglądało dziwnie.
Zgadza się, fatalnie weszliśmy w ten mecz. Mieliśmy bardzo dużo strat, które w środku pola napędzały rywali, a Pogoń ma bardzo jakościowych zawodników. Raz, drugi odebrali nam piłkę na naszej połowie i poczuli krew. W przerwie, wiadomo, zobaczyliśmy wyniki, jakie są. Brakowało nam tylko jednej bramki i stwierdziliśmy, że rzucamy wszystko, co mamy na te ostatnie 45 minut. Wiadomo, że powinno być tak od początku, ale czasami tak jest, że wejdzie się gorzej w mecz. Dzisiaj liczy się efekt końcowy.
Piłka nożna kobiet
Kolejne podium!
Trójkolorowe w ostatnim meczu sezonu pokonały AP Orlen Gdańsk, zapewniając sobie miejsce na podium sezonu 2025/26!
Mecz od zbyt głębokiej wrzutki rozpoczęła Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek bez odpuszczania zderzyła się z bramkarką, na szczęście bez żadnych uszczerbków na zdrowiu po obu stronach. Mimo oblężenia Geletova tak naprawdę nie musiała się zbytnio wysilać, najwięcej trudu sprawić mogły jedynie wycieczki po piłkę pod siatkę na końcu murawy. W 7. minucie przytomnie i z łatwością powstrzymała obiecującą kontrę GieKSy, Julia Włodarczyk zdecydowanie zbyt mocno dograła do Nicoli Brzęczek. Wcześniej zamiary rywalek odczytała Oliwia Malesa, niwecząc szybkie rozegranie Klaudii Fabovej. W 11. minucie Klaudia Maciążka obróciła się z piłką otrzymaną od Brzęczek na plecach rywalki, zwodem uniknęła odbioru, położyła bramkarkę drugim ruchem i pewnie kopnęła w środek bramki! Poprawić wynik sama strzelczyni próbowała celnym uderzeniem z dystansu, Geletova z trudem doskoczyła do dolnego narożnika bramki. Jeszcze bliżej była Brzęczek po mocnej, ciętej wrzutce Milovanović z prawej flanki, piłka była jednak zbyt podkręcona, by celnie zmieścić ją pod poprzeczkę. Nie minęła minuta, a Brzęczek obiła słupek po błędzie defensywy, znów upiekło się przyjezdnym. Po drugiej strony piłkę za plecy obrończyń skasowała Kinga Seweryn, dając przy okazji szansę na zorganizowanie wysokiego pressingu. Po kilku nieudanych podaniach Gdańszczanek już na bramkę gnała Maciążka, po kilku zwodach minimalnie mijając okienko z bardzo ostrego kąta. W 30. minucie lewą flanką uciekła Aleksandra Nieciąg po podaniu Oliwii Malesy, ale mimo zastawienia się z piłką, nie doczekała się jednak wbiegnięcia koleżanek w szesnastkę. W 38. minucie mocna centra Katarzyny Nowak została przekierowana przez Brzęczek i Maciążkę, która jednak znalazła się na pozycji spalonej. Minutę później rzut wolny z połowy boiska wykonała… Kinga Seweryn, co prawdopodobnie wprowadziło w szok zespół gościń – Galetova o ułamek sekundy spóźniła się z wyskokiem, równając z ziemią przeciwniczkę we własnym polu karnym. Katarzyna Nowak dość długo nie mogła się pozbierać, mocno odczuwając starcie. Do piłki na jedenastym metrze podeszła Aleksandra Nieciąg, jednak bramkarka odczytała jej zamiary i rzuciła się w dobrym kierunku. Chwilę później po kilku „kółeczkach” w końcu pod bramkę przedostała się Julia Włodarczyk, nieco bezczelnie próbując podcinki z bardzo bliska – wcale tak dużo nie zabrakło do szczęścia. Po jej odbiorze na skrzydle przez krótką chwilę z bramki cieszyła się Patrycja Kozarzewska, dopóki nie ujrzała uniesionej w górę chorągiewki.
Strzelanie na bramkę w drugiej połowie rozpoczęła Julia Włodarczyk, wariantem siłowym nie sprawiając wiele problemów golkiperce. W 55. minucie znów indywidualnie błysnęła Klaudia Maciążka, Geletova z trudem sparowała piłkę w jakimkolwiek kierunku, byleby nie wpadła do siatki. Inicjatywę na kilka minut przejęły przyjezdne, choć Kinga Seweryn nadal nie musiała testować swoich rękawic. W 64. minucie Julia Włodarczyk krótko prowadząc piłkę i zagrywając na obieg z Katarzyną Nowak przedarła się pod samo pole bramkowe, tam jej wszystkie próby strzału zostały zablokowane i skończyło się na rzucie rożnym. W 69. minucie druga linia GieKSy nie doceniła możliwości motorycznych rywalek, dając im wyjść na kontrę 5 na 3 – Zajmi mimo świetnej okazji przegrała starcie z Kingą Seweryn. Odpowiedź po drugiej stronie Oliwi Malesy również zakończyła się wyblokiem, choć miała równie dużo miejsca na przedpolu. W 74. minucie po rajdzie huknęła Julia Włodarczyk, po rykoszecie zatrzepotała boczna siatka. Poprawiała Klaudia Maciążka, a po dośrodkowaniu Katarzyny Nowak w 76. minucie GieKSa podwyższyła prowadzenie. Aleksandra Nieciąg wywalczyła sobie pozycję w szesnastce, pokonując bezradną bramkarkę. Od razu powinno być już 3:0, jednak Klaudia Maciążka po minięciu wszystkich piłkarek niepotrzebnie oszczędziła na sile strzału. W 81. minucie dwójkowo błysnęły Włodarczyk z Nieciąg, ta pierwsza zmusiła bramkarkę do interwencji precyzyjnym uderzeniem. Cztery minuty później na wolne pole przy kontrze wychodziły Nieciąg i Amelia Bińkowska, podanie Klaudii Maciążki skończyło w rękach Geletovej. W końcówce regulaminowego czasu gry na wolne pole z pierwszej piłki i nad głowami defensorek podanie otrzymała od Nieciąg Maciążka, arbiter od razu uniosła jednak chorągiewkę. W 91. minucie Klaudia Maciążka jeszcze wykrzesał resztki sił na sprint, urwała się skrzydłem i wystawiła futbolówkę na pustą bramkę Amelii Binkowskiej.
Kolejny sezon na podium – gratulacje i dziękujemy!
GKS Katowice – AP 2010 Orlen Gdańsk 3:0
Bramki: Maciążka (11), Nieciąg (76), Binkowska (90).
GKS Katowice: Seweryn – Milovanović, Zawadzka, Nowak – Włodarczyk, Kozarzewska (90. Theodoraki), Vojtková (86. Kaláberová), Malesa – Maciążka, Brzęczek (62. Bińkowska), Nieciąg (90. Vuškāne).
AP Orlen Gdańsk: Geletova – Maskiewicz, Nowotny, Derus (86. Okoń), Fabova, Konat (86. Zimecka), Kołodziejek (58. Butlion), Siwińska (86. Myszk), Ostopinka, Jagodzińska, Charaszczak (46. Zajmi).
Kartki: Konat, Nowotny.
W 42. minucie Nieciąg nie wykorzystała rzutu karnego (Geletova obroniła).







































Irishman
24 kwietnia 2014 at 00:51
Cóż, bardzo trudno wygrać (na wyjeździe) z tak wymagającym przeciwnikiem jeśli gra się przez godzinę bez napastnika. Można jedynie dość szczęśliwie zremisować. Nie wiem też po co nam było ściągać Ciku, skoro on jedynie wzmacnia rezerwy, a latem pewnie odejdzie? No ale to trener ustala skład, a on ma przecież 1964% poparcia kibiców… tych „kumatych”. Więc wszystko jest OK teraz i w przyszłości… bez względu na wyniki GieKSy.
Bart
24 kwietnia 2014 at 08:30
Irishman trener ma nie tylko poparcie tych jak to określiłeś „kumatych” ale również wielu kibiców i sympatyków , którzy nie są zaangażowani w codzienne życie klubu. A jeżeli piszesz po co było ściąganie Ciku to przypomnij sobie na jakich zasadach przyszedł do nas Jurkowski w zeszłym roku. A jesli nie pamiętasz to Ci przypomnę, że przyszedł po rozpadzie ŁKS i nie zagrał bodajże ani minuty na wiosnę a jakoś został i jest teraz pewnym punktem naszej drużyny.
łykomska pyżalska
24 kwietnia 2014 at 11:45
wezcie ktoś w koncu pierd olnijcie tego irisha w ten jego inteligencki łeb. wszyscy mają dosyć czytania twoich zgredo-mądrosci. Jesli na siłę chcesz być taki kontrowersyjny i wszedzie miec swoje-odmienne od ogółu zdanie to zarejesrtruj sie na forum feministek i tam prowadz te durne dywagacje i wypisuj swoje madrąsci. tutaj kazdy ma Cie dosyc i twojego zajeban ego mądrzenia !!!
Irishman
24 kwietnia 2014 at 11:50
Bart, a ja mam wrażenie, że to poparcie jest robione na zasadzie – albo myślisz tak jak „kumaci”, którzy przecież są NIEOMYLNI, albo sp…
Ja nie widzą powodów, aby bezkrytycznie popierać tego co robi trener, a wręcz przeciwnie – widzę jego błąd za błędem.
Co do Jurkowskiego to oczywiście, że nie zagrał na wiosnę ani minuty, bo o ile pamiętam było to niemożliwe ze względów formalnych. On był po prostu od początku szykowany na jesień. Natomiast Ciku może grać już teraz i zastanawiam się dlaczego tak nie jest? Jeśli i tak odejdzie to po co go było ściągać? Co my jesteśmy szkółką piłkarska? Jeśli natomiast miałby zostać, to wypadałoby go sprawdzić w boju przeciw poważnym, I-ligowym przeciwnikom co jest wart.
Irishman
24 kwietnia 2014 at 11:58
@łykomska pyżalska – nie masz argumentów to atakujesz personalnie tego, kto myśli inaczej NIŻ WOLNO?
Bart
24 kwietnia 2014 at 12:33
Irish no to może posłuchasz czasem tych, których nazywasz „kumatymi” bo np Jurkowski spokojnie mógł grać na wiosnę i nawet były takie plany ale trenerzy postanowili inaczej. Jeżeli nie mógłby grać to dlaczego wystepował w meczach rezerw GieKSy ???
http://www.gkskatowice.eu/index.php?mode=n&idNews=25011171
A jeśli chodzi o trenera to po pierwsze nikt go nie popiera bezkrytycznie a po drugie wydaje mi się że w tym przypadku lepiej zmienić szatnie ( tym bardziej że większości kończą się kontrakty ) i dać pracować temu sztabowi trenerskiemu. Czy to wina Moskala że Wróbel podaje do przeciwnika i ten zdobywa bramkę, albo że Fonfara nie potrafi podać piłki.
A jeśli chodzi o poparcie dla trenera to zapewniam cię że nie jest tka jak mówisz. Chcesz pokazywać swoje zdanie to proszę bardzo nikt Ci tego nie zabrania
łykomska pyżalska
24 kwietnia 2014 at 12:39
irish przestan smucic zarówno tu jak i na forum, ty ” niekumaty zgredzie”
bonzo
24 kwietnia 2014 at 13:04
Irishman – 1964% poparcia dla tego co piszesz.
Jeśli ma się inne zdanie niż linia programowa możnych forum czy SK, to od razu jest się uznanym za 'niekumatego’.
Swoją drogą na tej samej zasadzie te wszystkie kosy i sztamy między klubami. Śmiech na sali, że ktoś mi będzie mówił kogo lubić, a kogo nie.
Irishman
24 kwietnia 2014 at 13:16
Bart, też uważam, że trzeba będzie w dużej wymienić szatnię, tylko nie wiem czy powinien to robić Moskal, który nie daje argumentów przemawiających za tym, że sobie poradzi w przyszłym sezonie. Bo to co zrobił pozytywnego na jesień, na wiosnę w banalny sposób, błyskawicznie stracił i dla mnie jest już na minusie. Z drugiej strony przykłady Podbeskidzia i bodajże Piasta pokazały, ze czasem warto dać drugą szansę trenerowi, któremu początkowo nie poszło.
Co do Jurkowskiego, to zdaje się, że nie mógł występować wiosną w I-szej drużynie, bo występował już wcześniej na poziomie I lidze w ŁKS. Ale tu mogę się mylić.
a
25 kwietnia 2014 at 09:48
Irishman popieram cie w 1964% a Cicku powinien zagrac w pierwszym skladzie bo umiejetnosci ma wieksze niz niejeden kopacz pierwszego skladu ale mamy trenera który stawia na tych samych zawodnikow pomimo ze graja fatalnie