Dołącz do nas

Piłka nożna

Złodzieje marzeń [GŁOS FORUM]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od 14 zgoła lat miałem marzenie, ale nie tylko ja je miałem mieli je wszyscy kibice GieKSy. Wygrane derby z Ruchem. Dnia 22 października bieżącego roku po 2 godzinach marzenie to legło w gruzach. Wypowiedzi na Forum są wypełnione złością, niedowierzaniem, frustracja, ale czy ktoś się może dziwić temu, bo ja nie.

cichy1964

wstyd kurwa

jak zwykle jest wazny mecz to oni to spierdolili.Czlowiek ma dosc powoli tego masochizmu  :rebacz:

Michał1964

Zrozumcie jedno dopóki nie będzie nowego stadionu nie będzie awansu ponieważ miasto z ambicjami jakim są Katowice nie pozwoli sobie na granie w ex na komunistycznym relikwie Krupa woli się po lansować na TDP czy siatka w spodku. Piłkarze maja pozwolenie od miasta ze mogą nas jawnie sprzedawać i nie piszcie mi ze nie wytrzymują presji bo się kompromitujcie. Zbyt wiele mam lat aby nie widzieć tego ze nas jawnie sprzedali który to już raz i czarny huj im w dupę tego życzę z całego serca. Kurwa jak ja tych skurwysynow nienawidzę zaraz mnie rozpierdoli.

Arkan

Wypierdalac darmozjady

IRON

Zjebali pierwszą połowę koncertowo, od ok 70 minuty starali się przycisnąć smrodów co w efekcie zdobyliśmy bramkę. Spora nieskuteczność, głupie straty piłek. Niestety smrody pokonały nas swoim głównym atutem…mieli wychowanków którzy zapierdalali, brakami nadrabiali ambicją, a my ?, mamu grupę najemników, gwiazdeczek które przespały pierwszą część spotkania.Gonzo cień samego siebie… kurwa mać, oni powinni ich zjeść tam. Kurwa mać, w kolejnych derbach przypieczętujemy ich degradacje…

1500 luda do końca roku to będzie dobra frekwencja.. 1000-1200 przewiduję…

Picapao

Jest mi ich poprostu żal. Nawet nie ma co komentować tej kompromitacji. Jedna żółta kartka obrazuje to jak zapierdalali na dupach i robili wszystko by ten mecz „wygrać”. Frajerzy ograni przez juniorów. Wstyd.

tomzkat

Jak zwykle najważniejszy mecz  i koncertowo przejebany przez piłkarzyków. To jest po prostu niemożliwe, nie wygralismy w ostatnich latach chyba żadnego ważnego meczu derbowego.  Wstyd, chorzowscy z nami wygrali ambicją i wolą walki, widąć było zapierdalali i podbiegali pod naszych jak mieli piłkę. A my kurwa zajebista taktyka, rozgrywamy obrońcami i próbujemy wejść do bramki…  Za ten mecz Mandrysz też ma swoje za uszami – wystawić Goncerza w 1 składzie w takim meczu? no kurwa

lukste

Pierwszy mecz na GieKSie mialem w 92r.
W tym czasie: raz lepiej,raz gorzej.
Bywało mega chujowo.Bywało nadspodziewanie dobrze.
Ponad polowa kibicowskiego zycia oczekiwania na te derby i…
Nie podaruje!!!
Majac wszystko co potrzeba”zawodowemu zespolowi” rodzą się: CIPY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!’!!!!!!!!!’!’!!!!!!!!’!!”!!’!!!!!!!!!!!!!!!!!

ZigiLaBlasta

Jak zwykle deja vu.
Gdy myślisz, że najgorsze już za drużyną, przychodzi mecz z wrogiem/dobrym rywalem. Kibice przyzwyczajeni do futbolowej szarości Katowic ponownie przybywają na estadio z nadzieją, że będzie wygrana. Dziś dodatkowo mecz z ruchem, największym rywalem po 14 latach przerwy. I co?
I zaś w pysk ????
Miały się posrać śmierdziele, posrali się nasi. Ruch był słaby, ale w tej ich całej ciulatej sytuacji organizacyjno-sportowej tworzy jakiś monolit. Widać, że te „no nejmy” chcą. A u nas jak u Pana Boga za piecem, tylko jakieś wymyślne taktyki na 1 Polska śmieszna ligę. Kolejny raz bramkarz ma na swoim koncie bramkę, kolejny raz ciągle do tyłu. Nie wiem czy w wygranych szpilach to się aż tak w oczy nie rzuca?
Nie wiem co chciał osiągnąć Mandrysz wystąpieniem Goncerza, ale qrwa to nie bajka i to że kiedyś groł w Ruchu nie spowoduje, że nagle 22.10.2017 odzysko celność i pewność gry, którą stracił jakiś rok temu. Kolejny raz zrobił mu tylko niedźwiedzią przysługę. Chciałoby się jeszcze coś napisać, ale to i tak nic nie zmieni. 14 lat czekania …. i w pysk.

19mózG64

Powiem tak, bywały momenty w meczu gdzie NA ŚRODKU BOISKA nie było nikogo, wszyscy byli na obrzeżach tj. albo w obronie (to zrozumiałe) albo wszyscy poustawiani na skrzydle.

Jakim cudem oni chcą strzelić gola ciągle biegając tym skrzydłem?!

Kiedyś moi znajomi grali w podstawówce w piłkę w różnych klubach i mieli lepsze zgranie i przyjęcie piłki niż oni.

Przecież takich rzeczy to dzieci uczyły się z brawo sport (przyjmuj jak Ronaldo, kiwaj jak Nedved itp itd…)

Oni dziś zagrali jak by to był kolejny zwykły mecz,

pracownicy klubu z Katowic vs ambitni piłkarze z chorzowa 1:2  :dead:

Wystawienie Goncerza na defensywnie ustawionych rywali. Pozdro dla trenera…  :lol:

SylweK

Pierdolenie, że przerwanie szpilu pomogło przeciwnikowi. Ciągłe szukanie powodów kajś indziej. Spierdolony skład, paralitycy na boisku. Ciekawe co według Mandrysza pomogło smrodom gdy strzelali na 1 i 2:0. Na chuj wystawia Goncerza, który ostatnie pare meczy nie grał. Tragiczny trener, tragiczni piłkarze, a efekt tego dzisiaj wiedzieliśmy. Teraz nawet najlepsza promocja szpilów nie pomoże, skoro co derby/szansa na duży skok w tabeli to wpierdol.

Zajczak

Dla mnie to koniec tej niby drużyny, wszystko można było jakoś wybaczyć ale porażki że smrodami, w takim stylu nie wybaczę. Won

marcin GieKSa

Przykro to pisac ale poraz kolejny  w waznym meczu(chyba najwazniejszym od lat)piłkarze  Nas upokorzyli!i to ten bankrut , wyszydzany grajacy sciepami nas upokorzył u siebie na stadionie!juz nawet nie mam sił aby sie wkurwiac!poprostu trzeba zdac sobie z tego sprawe ze chuja z tego bedzie z tej druzyny(kolejny rok wegetacji w tej skurwiałej lidze)a i podejrzewam ze i miasto ma tez na wszystko wyjebane , tylko karmi naiwniakow swoimi opowiesciami bo sport na poziomie to ma byc w spodku.plakac sie chce!

Lars

Ja już po prostu nie mam siły na te porażki i upokorzenia. Jedyne co jest plusem, to te emocje przed meczem, oczekiwanie i unosząca się nad stadionem atmosfera derbów. Kordon cymbałów z ochrony przy wyjściu piłkarzy ruchu, pełny stadion, „pożar”, choćby dlatego warto było na to czekać. Żaden inny przeciwnik nigdy nie dostarczy takich emocji. Niestety obecne pokolenie piłkarzy nigdy tego nie zrozumie, jak prestiżowe jest rozpierdolenie największego wroga na boisku. Teraz to w Chorzowie jest wielkie święto, a my mamy ślad po kolejnym, tym razem największym liściu w ryj.

tommywie

I znowu… i znowu, i znowu, i znowu, i znowu, i znowu… znowu te zjebane piłkarskie spierdoliny plują nam w ryj, gdy zaczynamy wierzyć, że jesteśmy na dobrej drodze, że mamy szansę coś osiągnąć, gdy gramy mecz z najgorszym wrogiem… ja mam już dosyć, całe życie w mieście typowo niebieskim, gdzie 9/10 znajomych jest niebieskich, całe życie musieć walczyć o bycie GieKSiorzem, a te szmaty sobie wezmą gruby hajs za kolejny miesiąc i dzisiaj już sobie smacznie i spokojnie śpią… powinni kurwa za każdy uśmiechnięty ryj chorzowskiego dostać liścia, jak nie buta!

czy tam nie ma jednego kurwa człowieka, który by przed meczem im wytłumaczył czym są derby z chorzowskimi?! żeby im puścił kurwa spodek 98, wodospad na blaszoku, który by im przez miesiąc przed meczem codziennie powtarzał, że śmierdzele ruchają im matki, żeby kurwa wyszli na ten plac i chcieli ich zagryźć! tam powinny kurwa trzeszczeć kości, lać się krew, sypać się kartki, a tu kurwa jedna żółta – to pokazuje poziom agresji tych pizd w naszych koszulkach…

sorry, ja już rzygam tymi upokorzeniami, wypisuję się z tego, nara…

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Kibol

    25 października 2017 at 06:56

    Co wyscie zrobili z tego klubu mandrysz i kopacze odchodzcie wstydu oszczedzcie cała Polska z nas sie smieje a cały Śląsk i Zagłębie posrane po pachy z tego smiechu ludzie co za czasy tragedia i katastrofa w tych Katowicach

  2. Avatar photo

    RUDA SLASKA

    25 października 2017 at 14:36

    z perspektywy juz terz widac co potrafia nasi kopacze!!?? nic!!! kibicow duzo oprava jako tako ambicji woli walki BRAK!!! jedeyny plus tych derbow to to ze po meczu 2 naszych piklarzy ruszylo do pajaca z ruchu kery za bardzo sie afiszofol i madrowol.
    moral!!!!!
    trener porazka!!!!!!!!
    zawodnicy 99% porazka !!!!!!!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga