Piłka nożna
Złodzieje marzeń [GŁOS FORUM]
Od 14 zgoła lat miałem marzenie, ale nie tylko ja je miałem mieli je wszyscy kibice GieKSy. Wygrane derby z Ruchem. Dnia 22 października bieżącego roku po 2 godzinach marzenie to legło w gruzach. Wypowiedzi na Forum są wypełnione złością, niedowierzaniem, frustracja, ale czy ktoś się może dziwić temu, bo ja nie.
cichy1964
wstyd kurwa
jak zwykle jest wazny mecz to oni to spierdolili.Czlowiek ma dosc powoli tego masochizmu ![]()
Michał1964
Zrozumcie jedno dopóki nie będzie nowego stadionu nie będzie awansu ponieważ miasto z ambicjami jakim są Katowice nie pozwoli sobie na granie w ex na komunistycznym relikwie Krupa woli się po lansować na TDP czy siatka w spodku. Piłkarze maja pozwolenie od miasta ze mogą nas jawnie sprzedawać i nie piszcie mi ze nie wytrzymują presji bo się kompromitujcie. Zbyt wiele mam lat aby nie widzieć tego ze nas jawnie sprzedali który to już raz i czarny huj im w dupę tego życzę z całego serca. Kurwa jak ja tych skurwysynow nienawidzę zaraz mnie rozpierdoli.
Arkan
Wypierdalac darmozjady
IRON
Zjebali pierwszą połowę koncertowo, od ok 70 minuty starali się przycisnąć smrodów co w efekcie zdobyliśmy bramkę. Spora nieskuteczność, głupie straty piłek. Niestety smrody pokonały nas swoim głównym atutem…mieli wychowanków którzy zapierdalali, brakami nadrabiali ambicją, a my ?, mamu grupę najemników, gwiazdeczek które przespały pierwszą część spotkania.Gonzo cień samego siebie… kurwa mać, oni powinni ich zjeść tam. Kurwa mać, w kolejnych derbach przypieczętujemy ich degradacje…
1500 luda do końca roku to będzie dobra frekwencja.. 1000-1200 przewiduję…
Picapao
Jest mi ich poprostu żal. Nawet nie ma co komentować tej kompromitacji. Jedna żółta kartka obrazuje to jak zapierdalali na dupach i robili wszystko by ten mecz „wygrać”. Frajerzy ograni przez juniorów. Wstyd.
tomzkat
Jak zwykle najważniejszy mecz i koncertowo przejebany przez piłkarzyków. To jest po prostu niemożliwe, nie wygralismy w ostatnich latach chyba żadnego ważnego meczu derbowego. Wstyd, chorzowscy z nami wygrali ambicją i wolą walki, widąć było zapierdalali i podbiegali pod naszych jak mieli piłkę. A my kurwa zajebista taktyka, rozgrywamy obrońcami i próbujemy wejść do bramki… Za ten mecz Mandrysz też ma swoje za uszami – wystawić Goncerza w 1 składzie w takim meczu? no kurwa
lukste
Pierwszy mecz na GieKSie mialem w 92r.
W tym czasie: raz lepiej,raz gorzej.
Bywało mega chujowo.Bywało nadspodziewanie dobrze.
Ponad polowa kibicowskiego zycia oczekiwania na te derby i…
Nie podaruje!!!
Majac wszystko co potrzeba”zawodowemu zespolowi” rodzą się: CIPY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!’!!!!!!!!!’!’!!!!!!!!’!!”!!’!!!!!!!!!!!!!!!!!
ZigiLaBlasta
Jak zwykle deja vu.
Gdy myślisz, że najgorsze już za drużyną, przychodzi mecz z wrogiem/dobrym rywalem. Kibice przyzwyczajeni do futbolowej szarości Katowic ponownie przybywają na estadio z nadzieją, że będzie wygrana. Dziś dodatkowo mecz z ruchem, największym rywalem po 14 latach przerwy. I co?
I zaś w pysk ????
Miały się posrać śmierdziele, posrali się nasi. Ruch był słaby, ale w tej ich całej ciulatej sytuacji organizacyjno-sportowej tworzy jakiś monolit. Widać, że te „no nejmy” chcą. A u nas jak u Pana Boga za piecem, tylko jakieś wymyślne taktyki na 1 Polska śmieszna ligę. Kolejny raz bramkarz ma na swoim koncie bramkę, kolejny raz ciągle do tyłu. Nie wiem czy w wygranych szpilach to się aż tak w oczy nie rzuca?
Nie wiem co chciał osiągnąć Mandrysz wystąpieniem Goncerza, ale qrwa to nie bajka i to że kiedyś groł w Ruchu nie spowoduje, że nagle 22.10.2017 odzysko celność i pewność gry, którą stracił jakiś rok temu. Kolejny raz zrobił mu tylko niedźwiedzią przysługę. Chciałoby się jeszcze coś napisać, ale to i tak nic nie zmieni. 14 lat czekania …. i w pysk.
19mózG64
Powiem tak, bywały momenty w meczu gdzie NA ŚRODKU BOISKA nie było nikogo, wszyscy byli na obrzeżach tj. albo w obronie (to zrozumiałe) albo wszyscy poustawiani na skrzydle.
Jakim cudem oni chcą strzelić gola ciągle biegając tym skrzydłem?!
Kiedyś moi znajomi grali w podstawówce w piłkę w różnych klubach i mieli lepsze zgranie i przyjęcie piłki niż oni.
Przecież takich rzeczy to dzieci uczyły się z brawo sport (przyjmuj jak Ronaldo, kiwaj jak Nedved itp itd…)
Oni dziś zagrali jak by to był kolejny zwykły mecz,
pracownicy klubu z Katowic vs ambitni piłkarze z chorzowa 1:2 ![]()
Wystawienie Goncerza na defensywnie ustawionych rywali. Pozdro dla trenera… ![]()
SylweK
Pierdolenie, że przerwanie szpilu pomogło przeciwnikowi. Ciągłe szukanie powodów kajś indziej. Spierdolony skład, paralitycy na boisku. Ciekawe co według Mandrysza pomogło smrodom gdy strzelali na 1 i 2:0. Na chuj wystawia Goncerza, który ostatnie pare meczy nie grał. Tragiczny trener, tragiczni piłkarze, a efekt tego dzisiaj wiedzieliśmy. Teraz nawet najlepsza promocja szpilów nie pomoże, skoro co derby/szansa na duży skok w tabeli to wpierdol.
Zajczak
Dla mnie to koniec tej niby drużyny, wszystko można było jakoś wybaczyć ale porażki że smrodami, w takim stylu nie wybaczę. Won
marcin GieKSa
Przykro to pisac ale poraz kolejny w waznym meczu(chyba najwazniejszym od lat)piłkarze Nas upokorzyli!i to ten bankrut , wyszydzany grajacy sciepami nas upokorzył u siebie na stadionie!juz nawet nie mam sił aby sie wkurwiac!poprostu trzeba zdac sobie z tego sprawe ze chuja z tego bedzie z tej druzyny(kolejny rok wegetacji w tej skurwiałej lidze)a i podejrzewam ze i miasto ma tez na wszystko wyjebane , tylko karmi naiwniakow swoimi opowiesciami bo sport na poziomie to ma byc w spodku.plakac sie chce!
Lars
Ja już po prostu nie mam siły na te porażki i upokorzenia. Jedyne co jest plusem, to te emocje przed meczem, oczekiwanie i unosząca się nad stadionem atmosfera derbów. Kordon cymbałów z ochrony przy wyjściu piłkarzy ruchu, pełny stadion, „pożar”, choćby dlatego warto było na to czekać. Żaden inny przeciwnik nigdy nie dostarczy takich emocji. Niestety obecne pokolenie piłkarzy nigdy tego nie zrozumie, jak prestiżowe jest rozpierdolenie największego wroga na boisku. Teraz to w Chorzowie jest wielkie święto, a my mamy ślad po kolejnym, tym razem największym liściu w ryj.
tommywie
I znowu… i znowu, i znowu, i znowu, i znowu, i znowu… znowu te zjebane piłkarskie spierdoliny plują nam w ryj, gdy zaczynamy wierzyć, że jesteśmy na dobrej drodze, że mamy szansę coś osiągnąć, gdy gramy mecz z najgorszym wrogiem… ja mam już dosyć, całe życie w mieście typowo niebieskim, gdzie 9/10 znajomych jest niebieskich, całe życie musieć walczyć o bycie GieKSiorzem, a te szmaty sobie wezmą gruby hajs za kolejny miesiąc i dzisiaj już sobie smacznie i spokojnie śpią… powinni kurwa za każdy uśmiechnięty ryj chorzowskiego dostać liścia, jak nie buta!
czy tam nie ma jednego kurwa człowieka, który by przed meczem im wytłumaczył czym są derby z chorzowskimi?! żeby im puścił kurwa spodek 98, wodospad na blaszoku, który by im przez miesiąc przed meczem codziennie powtarzał, że śmierdzele ruchają im matki, żeby kurwa wyszli na ten plac i chcieli ich zagryźć! tam powinny kurwa trzeszczeć kości, lać się krew, sypać się kartki, a tu kurwa jedna żółta – to pokazuje poziom agresji tych pizd w naszych koszulkach…
sorry, ja już rzygam tymi upokorzeniami, wypisuję się z tego, nara…
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Kibol
25 października 2017 at 06:56
Co wyscie zrobili z tego klubu mandrysz i kopacze odchodzcie wstydu oszczedzcie cała Polska z nas sie smieje a cały Śląsk i Zagłębie posrane po pachy z tego smiechu ludzie co za czasy tragedia i katastrofa w tych Katowicach
RUDA SLASKA
25 października 2017 at 14:36
z perspektywy juz terz widac co potrafia nasi kopacze!!?? nic!!! kibicow duzo oprava jako tako ambicji woli walki BRAK!!! jedeyny plus tych derbow to to ze po meczu 2 naszych piklarzy ruszylo do pajaca z ruchu kery za bardzo sie afiszofol i madrowol.
moral!!!!!
trener porazka!!!!!!!!
zawodnicy 99% porazka !!!!!!!!