Dołącz do nas

Siatkówka

Zrewanżować się beniaminkowi za domową porażkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

ALURON VIRTU WARTA ZAWIERCIE – GKS KATOWICE 19 marca (poniedziałek) godz. 18.00

 

{RZECZYWISTOŚĆ}

Po meczach z dwoma najlepszymi zespołami PlusLigi, przyszła pora na rewanżowe spotkanie z beniaminkiem z Zawiercia.

GKS po wygranej i euforii towarzyszącej po spotkaniu z ZAKSĄ, został szybko sprowadzony na ziemię przegrywając w trzech partiach z bełchatowską Skrą. Oczywiście ktoś może czuć się zawiedziony takim obrotem sprawy, bo przecież wygrana nad mistrzem Polski i to na jego terenie nie zdarza się często. Natomiast te dwa mecze pokazały dobitnie, jak sporo brakuje naszej drużynie, aby utrzymać się w ścisłej czołówce PlusLigi. Stabilizacja formy (na wysokim poziomie) to podstawa, a i skład osobowy zespołu, też musi prezentować określony poziom sportowy. Osoby zarządzające naszą drużyną, muszą na bieżąco wyciągać wnioski z tej lekcji, jeśli faktycznie siatkarska GieKSa ma robić systematyczne postępy. Po meczu w Kędzierzynie nie należało się spodziewać zmian w wyjściowej szóstce, natomiast po kolejnej porażce w Spodku tych zmian można by się domagać wszędzie, no może oprócz środkowych, którzy zagrali solidnie, ale i tak bez jakichś rewelacji z ich strony. Bardzo słabo zaprezentował się u nas atak, a Karol Butryn zagrał jedno z najsłabszych spotkań w tym sezonie. Z kolei przyjmujący zagrali solidnie na przyjęciu, ale mało dali drużynie w ataku. Jak do tych faktów odniesie się Piotr Gruszka? Przekonamy się na zawierciańskim parkiecie.

Warta jak na beniaminka ligi spisuje się nadzwyczaj dobrze i jest zewsząd chwalona za ambitną grę do samego końca. Liczba dziesięciu tie-breaków mówi sama za siebie, aczkolwiek zawiercianie mają spore problemy z wygrywaniem tych pięciosetówek. Czy jest to kwestia związana z przygotowaniem fizycznym zespołu czy bardziej jednak mentalnym? Na te pytanie muszą już sobie odpowiedzieć włodarze Warty. Aby skutecznie nawiązać walkę z tym zespołem trzeba szczególną uwagę skierować na trójkę graczy, Grzegorza Boćka, Davida Smitha oraz Hugo de Leona Guimaraesa. To głównie dzięki ich grze, zespół Warty nie jest łatwym przeciwnikiem dla nikogo, co znalazło potwierdzenie w ostatniej kolejce gdy zawiercianie urwali punkt na wyjeździe zespołowi ONICO Warszawa. Nie można zapomnieć również o libero z Zawiercia. Japończyk Taichiro Koga wyprawia cuda w obronie i nie bez przyczyny uznawany jest obecnie za jednego z najlepszych graczy na tej pozycji w lidze (jeśli nie – najlepszy!). Trzeba również wziąć pod uwagę specyfikę hali w której przyjdzie nam zagrać. Mały obiekt z jedną stałą trybuną oraz dwiema mobilnymi i naprzeciw… wielka oszklona ściana, to niecodzienny obrazek z hal PlusLigowych. Dodatkowo swoje trzy grosze dorzucają żywiołowo prowadzący doping oraz reagujący kibice, robiąc w hali niesamowity tumult, co na pewno nie ułatwi koncentracji na grze oraz komunikacji pomiędzy siatkarzami.

Tak więc czeka nasz zespół mecz na trudnym terenie – już dziś wiemy, że po raz 13 w tym sezonie hala w Zawierciu zapełni się do ostatniego miejsca! My oczekujemy mimo wszystko udanego rewanżu za porażkę z pierwszej rundy, a optymizmem napawa fakt naszej lepszej gry w spotkaniach wyjazdowych niż u siebie, więc… do boju GieKSo! Trzy punkty będą nasze!

 

Przewidywane wyjściowe szóstki:

GKS: Komenda, Butryn, Pietraszko, Kohut, Kapelus, Quiroga, Mariański (libero).
Warta: Pająk, Bociek, Smith, Swodczyk, Guimaraes, Patak, Koga (libero).

 

{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}

aluronvirtu.pl – Meczowe abecadło (II) – GKS Katowice

Klub ze stolicy Górnego Śląska będzie rywalem Jurajskich Rycerzy w poniedziałkowy wieczór. Zanim zabrzmi pierwszy gwizdek sędziego zapoznajcie się bliżej z rywalami Aluronu Virtu Warta Zawiercie. Zapraszamy na meczowe ABeCadło GKS Katowice.

G JAK GRUSZKA Wybitny reprezentant Polski, Piotr Gruszka jest szkoleniowcem GKS Katowice. To już drugi sezon dla tego szkoleniowca w Katowicach. Przed podpisaniem kontraktu w stolicy Górnego Śląska, Piotr Gruszka prowadził BBTS Bielsko-Biała.

M JAK MECZE Aluron Virtu Warta Zawiercie zmierzył się dotychczas trzykrotnie w oficjalnych meczach z GKS Katowice. Dwa pierwsze spotkania miały miejsce w I lidze. Pierwsze spotkanie zakończyło się zwycięstwem Aluronu Virtu, drugie zwycięstwem katowiczan. Tamte mecze pamiętają z dzisiejszego składu Łukasz Swodczyk, Łukasz Kaczorowski i Kamil Długosz. Trzecie spotkanie miało miejsce w listopadzie ubiegłego roku i Jurajscy Rycerze pokonali na hali w Szopienicach GKS 3:0.

S JAK SPODEK Legendarna hala w Katowicach, mekka polskiej siatkówki. To na niej Polacy świętowali Mistrzostwo Świata w 2014 roku. GKS rozgrywa tam spotkania z wybranymi zespołami PlusLigi.

W JAK WITCZAK Dominik Witczak atakujący oraz kapitan GKS Katowice. Zawodnik GKS trzy lata temu związany był z Zawierciem, a dokładnie z siatkówką plażową. Razem z Łukaszem Kaczmarkiem reprezentował barwy plażowego Virtu Aluron Team.

aluronvirtu.pl – As GKS Katowice – Karol Butryn

Odpowiada za atak w drużynie GKS Katowice. Związany z klubem ze stolicy Górnego Śląska od trzech sezonów. Nie boi się rywalizacji. Poznajcie bliżej atakującego katowickiej drużyny, Karola Butryna.

Zanim Butryn trafił do GKS Katowice pierwsze siatkarskie kroki stawiał w Cisowie Nałęczów. Stamtąd przeniósł się do Avii Świdnik, by następnie trafić do Młodej PlusLigi ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Ostatni sezon jaki w niej spędził może zaliczyć do udanych. Zdobywając 476 punktów w 26 meczach Butryn został najlepszym atakującym i punktującym Młodej Ligi. Jednak nie przebił się do pierwszej drużyny ZAKSY i w 2014 roku zasilił szeregi I-ligowego KPS Siedlce. Po rocznej grze w barwach siedleckiej drużyny przeniósł się na Górny Śląsk. Dobry kierunek – Pierwszy sezon w Katowicach to rywalizacja z Janem Królem. Przez większość sezonu to właśnie Król odpowiadał za atak, jednak Butryn dostał szansę w ostatnim spotkaniu sezonu. W wielkim finale I ligi przeciwko SMS PZPS Spała poprowadził katowiczan do zwycięstwa, czym potwierdził swój talent i zapracował sobie na angaż na kolejny sezon. W pierwszym sezonie PlusLigi rywalizował z reprezentantem Belgii Gertem Van Walle. Dzięki dobrej grze w sparingach i absencji Belga w przygotowaniach Butryn w poprzednim sezonie był przez większość spotkań podstawowym atakującym GKS Katowice. W tym sezonie potwierdza swoją wysoką dyspozycję. W dotychczasowych spotkaniach zdobył 349 punktów. O sile Butryna najdotkliwiej dowiedziały się drużyny z Będzina (26pkt) oraz Lubina (25pkt).

 

{HALA SPORTOWA}

Zespół Warty nie jest łatwo pokonać w swej specyficznej hali OSiR II w Zawierciu. W zeszłym sezonie pierwszoligowym zawiercianie na własnym parkiecie mieli bilans 12 wygranych przy 2 porażkach, przegrywając tylko dwukrotnie ze Ślepskiem Suwałki! W obecnej kampanii Warta osiągnęła następujące wyniki: z ZAKSĄ 1:3, z Treflem 0:3, z Jastrzębskim 0:3, z AZS-em Olsztyn 3:2, z Czarnymi 2:3, z ONICO 2:3, z MKS-em Będzin 3:1, z Dafi Społem 3:1, ze Skrą 3:0, z Resovią 0:3, z Cuprum 2:3 i z Łuczniczką 3:0.

GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3, następnie zwyciężyła Trefla Gdańsk 3:0, potem pokonała Espadon Szczecin 3:2 i BBTS Bielsko-Biała 3:1, by wreszcie przegrać ze Skrą 0:3 i z Jastrzębskim 1:3 oraz z AZS-em Olsztyn 2:3. W nowym roku GieKSa przegrała z Łuczniczką 1:3 oraz pokonała MKS Będzin 3:2 i Dafi Społem 3:0 oraz sensacyjnie ZAKSĘ 3;1.

 

{HISTORIA}

Z racji awansu Warty do PlusLigi, co zrozumiałe, są to pierwsze starcia obu tych drużyn w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Jak łatwo się domyśleć GKS już miał okazję zagrać przeciwko zawiercianom, a miało to miejsce w rozgrywkach 1 ligi w sezonie 2015/16.
Pierwsze spotkanie odbyło się dnia 14 listopada 2015 roku w Zawierciu, w którym to wygrała Warta 3:1 (25:20, 25:20, 19:25, 27:25). Rewanż odbył się w hali Kolejarza na Wełnowcu 13 lutego 2016 roku i tym razem wygrała GieKSa 3:2 (29:27, 23:25, 19:25, 29:27, 15:9).
„Dodatkowy” mecz pomiędzy tymi drużynami odbył się 9 grudnia 2015 roku w ramach rozgrywek o Puchar Polski (VI runda). Mecz odbył się również w hali na Wełnowcu i zakończył się pewnym zwycięstwem GKS-u 3:0 (25:17, 25:17, 25;19).

Pierwszy mecz w tej rywalizacji w PlusLidze bieżącego sezonu odbył się dnia 25 listopada 2017 roku w Szopienicach, gdzie GieKSa niespodziewanie przegrała dość gładko 0:3 (10:25, 23;25, 21:25).

 

{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – WARTA}

[Bilans meczów] – 0:1
[Bilans punktów] – 0:3
[Bilans setów] – 0:3
[Bilans małych punktów] – 54:75

[Rozegrane mecze – 1] – GKS: 1- Krulicki, Stańczak, Witczak, Komenda, Butryn, Kapelus, Pietraszko, Fijałek, Kohut, Mariański, Sobański, Quiroga,
Warta: 1- Swodczyk, Żuk, Guimaraes, Bociek, Pająk, Smith, Koga,

[Rozegrane sety – 3] – GKS: 3- Komenda, Butryn, Kapelus, Kohut, Mariański, Sobański, Quiroga, 2- Krulicki, Stańczak, Witczak, Pietraszko, Fijałek,
Warta: 3- Swodczyk, Żuk, Guimaraes, Bociek, Pająk, Smith, Koga,

[Czas trwania spotkań] – 78:0
[Widzów] – 800:0
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 14 – Warta 20

[Ilość zdobytych punktów] – GKS 40 – Warta 55
GKS – Butryn 16, Kapelus 6, Kohut 5, Krulicki 4, Quiroga 3, Komenda 2, Pietraszko 2, Witczak 1, Sobański 1,
Warta – Guimaraes 16, Bociek 13, Smith 8, Swodczyk 7, Pająk 7, Żuk 4,

[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 13 – Warta 27
GKS – Butryn 7, Komenda 2, Kohut 2, Krulicki 1, Witczak 1,
Warta – Bociek 9, Pająk 6, Swodczyk 4, Guimaraes 4, Smith 3, Żuk 1,

[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 27 – Warta 28
GKS – Butryn 9, Kapelus 6, Krulicki 3, Kohut 3, Quiroga 3, Pietraszko 2, Sobański 1,
Warta – Guimaraes 12, Smith 5, Bociek 4, Swodczyk 3, Żuk 3, Pająk 1,

[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 2 – Warta 34
GKS – Butryn 10, Kohut 4, Krulicki 3, Komenda 1, Pietraszko -1, Kapelus -2, Mariański -2, Sobański -5, Quiroga -6,
Warta – Guimaraes 10, Bociek 10, Swodczyk 5, Pająk 5, Smith 5, Żuk -1,

[Ilość zagrywek] – GKS 55 – Warta 74
GKS – Butryn 15, Kapelus 7, Komenda 6, Pietraszko 6, Kohut 6, Quiroga 5, Krulicki 4, Witczak 3, Sobański 3,
Warta – Bociek 17, Swodczyk 15, Pająk 14, Smith 13, Guimaraes 9, Żuk 6,

[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 11 – Warta 10
GKS – Butryn 2, Pietraszko 2, Quiroga 2, Witczak 1, Komenda 1, Kapelus 1, Kohut 1, Sobański 1,
Warta – Guimaraes 4, Bociek 2, Pająk 2, Swodczyk 1, Smith 1,

[Ilość asów serwisowych] – GKS 5 – Warta 14
GKS – Butryn 2, Krulicki 1, Witczak 1, Kohut 1,
Warta – Pająk 4, Bociek 3, Swodczyk 2, Guimaraes 2, Smith 2, Żuk 1,

[Ilość przyjęć] – GKS 64 – Warta 44
GKS – Quiroga 19, Kapelus 18, Mariański 11, Sobański 11, Butryn 2, Kohut 2, Krulicki 1,
Warta – Koga 15, Żuk 14, Guimaraes 12, Smith 2, Bociek 1,

[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 14 – Warta 5
GKS – Kapelus 4, Quiroga 4, Sobański 3, Mariański 2, Krulicki 1,
Warta – Żuk 3, Guimaraes 1, Smith 1,

[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 41% – Warta 50%
GKS – Butryn 50%, Kapelus 50%, Mariański 45%, Sobański 45%, Quiroga 32%, Krulicki 0%, Kohut 0%,
Warta – Koga 73%, Guimaraes 50%, Żuk 36%, Bociek 0%, Smith 0%,

[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 28% – Warta 34%
GKS – Butryn 50%, Sobański 36%, Kapelus 33%, Quiroga 26%, Mariański 18%, Krulicki 0%, Kohut 0%,
Warta – Koga 67%, Guimaraes 33%, Żuk 7%, Bociek 0%, Smith 0%,

[Ilość ataków] – GKS 72 – Warta 71
GKS – Butryn 24, Kapelus 16, Quiroga 13, Kohut 6, Krulicki 4, Pietraszko 3, Sobański 3, Witczak 2, Komenda 1,
Warta – Guimaraes 22, Bociek 22, Żuk 11, Smith 8, Swodczyk 6, Pająk 2,

[Ilość błędów w ataku] – GKS 9 – Warta 3
GKS – Butryn 4, Quiroga 3, Kapelus 1, Sobański 1,
Warta – Swodczyk 1, Żuk 1, Smith 1,

[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 4 – Warta 3
GKS – Kapelus 2, Pietraszko 1, Sobański 1,
Warta – Żuk 1, Guimaraes 1, Bociek 1,

[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 32 – Warta 37
GKS – Butryn 14, Kapelus 6, Krulicki 3, Kohut 3, Quiroga 3, Pietraszko 2, Sobański 1,
Warta – Guimaraes 14, Bociek 9, Smith 6, Swodczyk 4, Żuk 3, Pająk 1,

[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 44% – Warta 52%
GKS – Krulicki 75%, Pietraszko 67%, Butryn 58%, Kohut 50%, Kapelus 38%, Sobański 33%, Quiroga 23%, Witczak 0%, Komenda 0%,
Warta – Smith 75%, Swodczyk 67%, Guimaraes 64%, Pająk 50%, Bociek 41%, Żuk 27%,

[Ilość bloków punktowych] – GKS 3 – Warta 4
GKS – Komenda 2, Kohut 1,
Warta – Pająk 2, Swodczyk 1, Bociek 1,

[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 0 – Warta 1
[MVP] – Warta 1: Koga 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga