Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Bez kibiców i bez zwycięstwa. Smutny wieczór przy Bukowej. Media po meczu GKS-Stomil

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mediów na temat meczu GKS Katowice – Stomil Olsztyn. W meczu padł remis 2:2 ( 1:1 ).

 

 

ekstraklasa.net – GieKSa dwa razy podnosiła się po bramkach Stomilu. Podział punktów przy Bukowej

 

[…] Cisza. Niemy krzyk dwóch tysięcy kibiców, których brakuje. „Dawaj!”, „plecy!”, „brawo!” – komendy zwykle ginące w ekspresji stadionowych przyśpiewek, dziś słyszane wyjątkowo wyraźnie. Przeraźliwie wyraźnie. Nie o takim akompaniamencie ligowego boju marzy zawodowy piłkarz. Ale służby czuwające nad bezpieczeństwem kibiców, również mają swoje marzenia.

Decyzja wojewody o zamknięciu stadionu przy ul. Bukowej na trzy spotkania zabolała wszystkich w klubie. Debiut Jerzego Brzęczka przed własną publicznością okazał się debiutem przed pustym i tęskniącym „Blaszokiem”.

W pierwszych minutach piłkarze obu drużyn musieli się przyzwyczaić do osieroconych krzesełek i hermetycznych warunków spotkania. Z każdą kolejną minutą odnosiło się wrażenie, że ta akomodacja przebiega nader sprawnie. Akcje zazębiały się coraz bardziej, a piłka buszowała to w jednym, to w drugim polu karnym.

[…] Trzydziestometrowe dokładne podanie Wełny do Kujawy, bramkarz Gieksy nie poradził sobie z dylematem wychodzić/nie wychodzić i były napastnik katowickiego klubu bez problemu przyjął piłkę i uderzył tuż przy słupku. Po dwóch minutach Kujawa ponownie znalazł się w świetnej sytuacji. Jego strzał z 16 metrów znów znalazł się w niedalekiej odległości odi słupka katowickiej bramki, jednak tym razem od jej zewnętrznej strony.

Kibice śląskiego klubu marznący przy bramach stadionu próbowali nie dać zapomnieć o sobie swoim pupilom. Co kilka minut docierali swoim krzykiem do piłkarzy Gieksy. Ci, lekko oszołomieni straconą bramką, wzięli się w garść. Bębenek został sfaulowany w polu karnym przez obrońców Stomilu, a król strzelców ubiegłego sezonu – Grzegorz Goncerz pewnie wykorzystał rzut karny. 1:1 i zabawę zaczynamy od nowa.

A zabawa trwała w najlepsze. Najpierw groźny strzał Meschii z rzutu wolnego zmusił Dobrolińskiego do wieczornej gimnastyki. Chwile potem gruziński rozgrywający spróbował uderzyć po ziemi i tym razem piłka zatrzepotała już w siatce.

Kilka podań później i dwie akcje dalej było już 2:2. Dośrodkowanie, zmieniającego się w bestię po przekroczeniu linii środkowej, Rafała Pietrzaka przytomnym strzałem na bramkę wyrównującą zamienił Paweł Szołtys. Gospodarze po raz drugi pozytywnie reagują na niepozytywne dla siebie wydarzenia boiskowe.

Piłkarze Gieksy do końca walczyli o zwycięstwo.

 

 

olsztyn.sport.pl – Stomil Olsztyn trafił dwukrotnie, ale z GKS-em nie wygrał

 

Piłkarze Stomilu Olsztyn dwukrotnie obejmowali prowadzenie w Katowicach, ale błędy w obronie sprawiły, że do domów wracają z jednym punktem.

[…] Początek sobotniego pojedynku był bardzo wyrównany. Podopieczni Jerzego Brzęczka, który stery w zespole z Katowic przejął pod koniec września (dwa miesiące wcześniej prowadził ekstraklasową Lechię Gdańsk), starali się rozgrywać piłkę w środku pola, powoli konstruując swoje akcje.

Natomiast goście od początku szturmowali bramkę gospodarzy. W 20. minucie spotkania z rzutu wolnego tuż przy linii pola karnego strzelał Irakli Meschia. Bramkarz Rafał Dobroliński nie bez problemów, ale jednak poradził sobie, ratując GKS przed utratą gola. Co więcej, także przy dobitce umiejętnie sparował futbolówkę na słupek.

Przyjezdni dopięli swego dziesięć minut później. Wszystko przez niezdecydowanie Dobrolińskiego, który najpierw zamarkował wyjście z bramki do podania zmierzającego w pole karne, ale w ostatniej chwili zmienił plany i się wycofał. W tej sytuacji najlepiej odnalazł się napastnik Stomilu Rafał Kujawa, który bez problemu trafił do siatki.

[…] Po przerwie duży apetyt na bramkę miał bardzo aktywny w sobotę Meschia. Ukraiński pomocnik Stomilu najpierw otrzymał żółtą kartkę za próbę symulowania faulu, a kilka minut później po uderzeniu z 18 metrów wyprowadził swój zespół na prowadzenie 2:1.

Niestety radość olsztynian nie trwała długo. W 63. minucie piłkę z własnej siatki musiał wyciągać Piotr Skiba. Precyzyjne podanie otrzymał Paweł Szołtys i po strzale lewą nogą, jak się potem okazało, ustalił wynik spotkania na 2:2.

Olsztynianie po drugim ciosie, jaki otrzymali od GKS-u, zamknęli się na własnej połowie. I nie zmieniła tego nawet czerwona kartka dla kapitana Ślązaków Rafała Pietrza, który został ukarany za faul na Januszu Bucholcu.

 

 

sportowefakty.wp.pl – Wymiana ciosów na remis

 

[…] Piłkarze obu drużyn stworzyli ciekawe i szybkie widowisko, a do pełni piłkarskiego święta zabrakło tylko jednego – kibiców na trybunach.

[…] Mimo braku dopingu obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko. Na początku meczu inicjatywę mieli olsztynianie, ale mimo przewagi nie potrafili swoich akcji zakończyć strzałem. Pierwszą groźną okazję na zdobycie bramki Stomil miał w 20. minucie. Na wysokości zadania stanął jednak Rafał Dobroliński. Golkiper GKS-u najpierw obronił uderzenie z rzutu wolnego Irakliego Meschii, a następnie strzał Arkadiusz Czarnecki odbił na słupek. Chwilę później to katowiczanie mogli zdobyć gola, lecz tym razem świetnie spisał się Piotr Skiba. Bramkarz Stomilu przeniósł piłkę nad poprzeczką po uderzeniu Macieja Bębeneka.

W 29. minucie Stomil dopiął swego. Piłkę pod własnym polem karnym przejęli olsztynianie, a następnie Tomasz Wełna zagrał długą piłkę do Rafała Kujawy, a ten nie dał szans Dobrolińskiemu. GKS starał się odrobić straty, lecz ekipa z Warmii groźnie kontrowała, a dwóch szans nie wykorzystał Łukasz Suchocki. Obrona Stomilu grała niemal bezbłędnie, czego nie można powiedzieć o katowickich defensorach, lecz popełniła jeden błąd. W 42. minucie Wełna sfaulował w polu karnym Bębenka, a jedenastkę na bramkę zamienił Grzegorz Goncerz.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Katowiczanie próbowali zaskoczyć rywali atakiem pozycyjnym, a olsztynianie nastawili się na szybkie kontrataki. Obie drużyny stwarzały groźne sytuacje, ale skuteczniejsi byli goście. W 54. minucie blisko pokonania Dobrolińskiego był Meschia, ale świetną paradą popisał się golkiper GKS-u. 6 minut później Gruzin dopiął swego i po szybkim ataku wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Riposta katowiczan była natychmiastowa. W 62. minucie Paweł Szołtys wykorzystał świetne dośrodkowanie Pietrzaka i uderzeniem z pierwszej piłki nie dał żadnych szans Skibie. Z każdą upływającą minutą zawodnicy obu drużyn utrzymywali wysokie tempo i co chwila stwarzali groźne sytuacje. Szybkie odrobienie strat dodało wiatru w żaglu katowiczanom, którzy zepchnęli rywali do defensywy, częściej atakowali, grali wysokim pressingiem, lecz gracze Stomilu byli czujni w obronie. Wynik nie uległ już zmianie, choć w ostatnich sekundach katowiczanie grali w dziesiątkę.

 

 

slask.sport.pl – Bez kibiców i bez zwycięstwa. Smutny wieczór przy Bukowej

 

Karygodne błędy w obronie sprawiły, że GKS Katowice na swoim stadionie znów nie wygrał. Stomil Olsztyn postawił gospodarzom trudne warunki, dwukrotnie obejmując prowadzenie.

[…] Spotkanie rozkręcało się powoli. Dość wspomnieć, że w pierwszym kwadransie ciekawie było ledwie raz – w dobrej sytuacji znalazł się Grzegorz Goncerz, ale uderzył wprost w Piotra Skibę. O okazjach dla gości właściwie nie było natomiast mowy, bo ci rozpoczęli mocno defensywnie. Około 20. minuty swoją taktykę jednak zmienili, co zresztą szybko przełożyło się na zagrożenie pod bramką Rafała Dobrolińskiego. I o ile strzał Karola Żwira golkiper GieKSy sparował jeszcze na słupek, o tyle pojedynek z Rafałem Kujawą już przegrał. Inna sprawa, że do owego pojedynku w ogóle by nie doszło, gdyby na wysokości zadania stanęła katowicka defensywa. A tak Kujawa wbił katowiczanom małą szpilę. Latem przy Bukowej pożegnano go przecież bez żalu.

Na przerwę drużyny schodziły jednak w podobnych nastrojach. Wszystko za sprawą akcji gospodarzy z 41. minuty, którą Tomasz Wełna przerwał – we własnej „szesnastce” – faulem na Macieju Bębenku. Sędzia Tomasz Radkiewicz – przy sporych protestach zawodników Stomilu – podyktował rzut karny. Takich okazji Goncerz zaś nie marnuje.

Na nieszczęście dla GKS-u, po zmianie stron rozegrał się Irakli Meschia. Urodzony w Gruzji obywatel Ukrainy udokumentował to w 59. minucie, kiedy pokonał Dobrolińskiego efektownym strzałem przy słupku. Tyle że znów kompletnie zawiodła defensywa gospodarzy!

[…] Jednak już chwilę później wiara w zwycięstwo katowiczan wróciła, bo piłkę do siatki skierował – zresztą naprawdę ładnym strzałem – Paweł Szołtys. Zanosiło się na emocjonującą końcówkę i… nic z tego. Nie sposób co prawda napisać, że podział punktów którąś ze stron zadowalał, ale pomysłu na to, jak zmienić wynik, wyraźnie brakowało.

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Misiek

    11 października 2015 at 13:42

    Już dość gwiazdorzenia i Brzeczkowania… Warto dołożyć przyśpiewke „Jeśli dzisiaj nie wygracie to po meczu wpierd… macie”…

  2. Avatar photo

    Paweł

    11 października 2015 at 14:24

    A co się dzieję z Ciechańskim czego nie gra?

  3. Avatar photo

    Jarecki

    11 października 2015 at 16:16

    Misiek wez sie od Brzeczka odstosunkuj co

  4. Avatar photo

    Misiek

    11 października 2015 at 18:09

    Jarecki co go tak bronisz… Mieli dużo szczęścia i wynik lepszy od gry…

  5. Avatar photo

    uchodzca

    11 października 2015 at 23:11

    Wpisy na poziomie przedszkola Misiek jestes idiota

  6. Avatar photo

    lukasz

    11 października 2015 at 23:36

    Misie sam wypierdalaj !!

  7. Avatar photo

    misiek

    12 października 2015 at 15:21

    Cwaniaczku oderwany siłą od pługa sam wypierdalaj…

  8. Avatar photo

    kibic

    12 października 2015 at 16:30

    tylko zwady miedzy kibicami,a ci tak zwani pilkarzyki maja nass gdzies,a jak graja to widac po efektach punktowych,ktos w klubie robi nas jawnie za idiotow,na chwile obecna mamy strate 9 punktow do lidera to malo i jest latwo to odrobic tylko trzeba pogonic ich do roboty a jesli maja to gdzies to roztac sie z polowa druzyny po rundzie jesiennej ,ciekawe gdzie znajda kluby i za ile,tylko prezes musi miec jaja i postawic im warunki a nie przeciepywac odpowiedzialnosc na inne osoby,zreszta sami pomyslcie jesli prezes w innym klubie by powiedzial ze za rok bedziemy o cos walczyc a ten sezon mam w dupie to by go pogonili po 1 takiej wypowiedzi a co jest u nas przytulek dla kolesi,kiedy to sie wreszcie zmieni,nasze miejsce jest w ekstraklasie a nie w 1 lidze i granie z wiochami

  9. Avatar photo

    Jarecki

    13 października 2015 at 11:54

    Misiek litosci po meczach masz juz pretensje do Brzeczka? Czy yy sie dobrze czujesz? To sa dopiero 2 necze pod jego wodza jasne ze moglo byc 6pkt a nie 4 ale rownie dobrze moglo byc 0pkt a nie 4

  10. Avatar photo

    Misiek

    13 października 2015 at 14:09

    Pretensje można mieć o ciąg dalszy burdelu który mamy na Bukowej… Przy tak słabej lidze jak w tym roku przy tym składzie powinniśmy być liderami i każdy inny wynik od zwycięstwa to kpina… Ani jedna bramka stracona nie była po jakiejś genialnej akcji przeciwnika, a wynikała z odlewania powrotu i krycia… Akcji zaś które spierdolily te cioty wykonczyliby juniorzy… Kibice natomiast powinni być WYMAGAJĄCĄ jednością, bo jak dalej się będziemy na to godzić to kolejne dekady tego syfu Nas czekają… „Jeśli dzisiaj nie wygracie to po meczu wpierdol macie”

  11. Avatar photo

    Juliet

    16 października 2015 at 02:08

    The film to be made next was thee same title as its 1963 penned novel, On Her Majesty’s Secret Service.
    Nearly half of Magnetic Island is a national park and is a habitat of rock wallabies, bats  and brush tail possums.
    These devices take advantage of magnetism in order to generate electricity.

    Feel free to surf tto my web-site: total money magnetism (Cooper)

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli.

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga