Felietony Kibice Piłka nożna
[FELIETON KIBICA] Lipcowy przegląd kibicowskiej Polski
Jesteśmy chwilę po mistrzostwach świata w Rosji, ledwo Francja zdążyła podnieść 6-kilogramowy Puchar Świata, a polskie trybuny już zagrzewają się do nowego sezonu.
Superpuchar Polski
Arka Gdynia — Legia Warszawa
Mecz o Superpuchar był rozgrywany nietypowo, w trakcie mistrzostw świata, jednak polska liga nigdy nie przestanie zaskakiwać. Mecz był rozgrywany na Łazienkowskiej, jednak na papierze Arka była gospodarzem. Niestety tym razem nie mogli piłkarze MZKS-u liczyć na wsparcie swoich kibiców, ze względu na swoje zachowanie w meczu o Puchar Polski, gdzie nie szczędzili pirotechniki, która finalnie lądowała na murawie. Za te wybryki, Arka została wyjątkowo surowo potraktowana, klub dostał 200.000 zł kary, a kibice Arki do końca sezonu nie będą mogli wesprzeć swoich grajków w Pucharze Polski, nawet gdyby Arka po raz 3 z rzędu awansowała.
Na meczu ponad 20.000 widzów, legioniści nie zaprezentowali żadnej oprawy. W tym dniu, oprócz standardowego oflagowania, zawisł transparent „11 lipca 1943 Wołyń pamiętaMy”. Od strony piłkarskiej, warto wspomnieć, że Legia 6. raz z rzędu, przegrała mecz o Superpuchar. Pomimo faktu, że warszawiacy od kilku lat dominują w polskiej piłce czy to liga, czy Puchar Polski, nie mogą wygrać meczu otwierający nowy sezon. Powinni rozegrać 7. mecz z rzędu, jednak w 2011 roku, mecz z krakowską Wisłą, nie doszedł do skutku, ze względu na negatywny wniosek policji, dotyczący zabezpieczenia meczu.
Europejskie puchary
Cork City — Legia Warszawa
Samo losowanie, czyli 1 runda eliminacji do Ligi Mistrzów, jest odzwierciedleniem, w jakim miejscu znalazła się polska liga. Kibiców CWKS-u do Irlandii zawitało około 250. Ze względu na mały sektor i brak płotu, flagi musieli trzymać w rękach. Nie zabrakło transparentu, wspierającego młynowego Kolejorza — Klimy, który odsiaduje areszt za rzekome podpuszczanie fanów Lecha Poznań, aby przerwali ostatni mecz sezonu, w którym Legia świętowała mistrzostwo polski na Bułgarskiej. W trakcie spotkania sporo miejscowej Polonii próbowało się przypucować do legionistów, jednak Legia wszystkich skutecznie odsyłała, przez co mieli problem ze znalezieniem miejsca wśród miejscowych fanów. Po stronie gospodarzy spory młyn grupy „Commando ’84” jak na ich możliwości. Była wśród nich polska flaga „Polish Fans Cork”, jednak w trakcie spotkania, ślad po niej zaginął.
Legia Warszawa — Cork City
Mecz rewanżowy, miał być jedynie formalnością, po wygraniu Legii w Irlandii 1:0. Na meczu około 12.000 widzów, z czego kilkudziesięciu fanów z Irlandii wspierało Cork, które uległo 0:3. Legia awansowała do drugiej rundy.
Legia Warszawa — Spartak Trnava
Następnym rywalem w walce o Ligę Mistrzów dla mistrzów Polski, był mistrz Słowacji, Spartak Trnava. Ekipa z Trnavy jest nam dobrze znana, ponieważ byli dawniej zgodą Banika i przy tej okazji, łączył nas z nimi układ chuligański. Zdarzało się, że Spartak odwiedził Bukową, a nawet wsparł nas na wyjeździe. Po zerwaniu zgody Banika ze Spartakiem nasze kontakty poszły w zapomnienie, jednak Spartak po kilkunastu latach, doczekał się nowych polskich znajomości, w postaci kibiców Korony Kielce, z którymi mają coraz lepsze relacje. Spartak w Warszawie zameldował się w sile 500 głów i wraz z nimi do klatki w 15. minucie dołączyła Korona Kielce (YBH ’01) w 50 osób. Legia przed meczem, myślami była już w III rundzie, dowiadując się, że ich rywalem w kolejnej rundzie będzie Crvena Zvezda Belgrad, jednak boisko zweryfikowało (0:2), że prawdopodobnie Korona będzie miała okazję wesprzeć swoich znajomych w Serbii.
Spartak Trnava — Legia Warszawa
Patrząc, co pokazali piłkarze Legii w pierwszym meczu ze Spartakiem na boisku, tylko najwięksi optymiści byli pełni nadziei, że wyjazd do Belgradu wypali. Do Trnavy, wybrało się 1000 kibiców Legii, którzy wybrali transport samochodowy. Miejscowi z prostą, ale ładną kartoniadą, uzupełnioną transparentem „Ultras Spartak Trnava”. Legia również zaprezentowała oprawę, w postaci sektorówki, na której widniała śmierć z kosą z napisem „Ultras Legia Warszawa”, a dopełnieniem była spora ilość rac. Legia wygrała jedną bramką, jednak ich droga została już obrana do Ligi Europy, gdzie nie będzie im dane wspierać piłkarzy, bo dostali zakaz wyjazdowy i sporą karę finansową za pirotechnikę.
Górnik Zabrze — Zaria Balti
Po 23 latach europejskie puchary znów zawitały do Zabrza. Górnik wylosował zespół z Mołdawii — Zaria Balti, która nikomu nic nie mówiła, ale głód kibiców do obejrzenia Torcidy w pucharach, sprawił, że na trybunach zasiadło blisko 20.000 widzów. Górnik z konkretnie nabitym młynem dobrze dopingował swoich piłkarzy, którzy rzutem na taśmę wymęczyli zwycięstwo 1:0, co dawało nadzieję na rewanż, aby przygoda w pucharach nie zakończyła się w lipcu. Fanów z Mołdawii nie stwierdzono.
Zaria Balti — Górnik Zabrze
W Kiszyniowie, gdzie rozgrywany był mecz, zasiadło +/- 60 fanów Górnika, w tym delegacja GieKSy i Wisłoki Dębica. Główna grupa, ponad 260-osobowa, wspierana przez Hajduk Split i ROW Rybnik, ze względu na zbyt długie przetrzymywanie na granicy rumuńsko-mołdawskiej, nie dotarła na mecz. Kilkadziesiąt minut później, wszyscy w asyście rac świętowali awans Górnika do kolejnej rundy.
Lech Poznań — Gandzasar Kapan
Mecz bez historii. Kolejorz pomimo faktu, że grał w europejskich pucharach, nie mógł liczyć na obecność kibiców, ze względu na karę od wojewody, za ostatni mecz z Legią Warszawa, gdzie mecz przerwano.
Gandzasar Kapan — Lech Poznań
Na daleki wyjazd do Armenii, wybrało się 55 fanatyków Kolejorza. Mecz rozegrany w Erywaniu.
Jagiellonia Białystok — Rio Ave
Jaga, od strony piłkarskiej, trafiła najgorzej z polskich klubów, trafiając na Portugalczyków. Na trybunach ponad 13.000 widzów z dobrze oflagowanym i dopingującym młynem, który w tym dniu skupił się jedynie na dopingu, co pomogło pokonać Rio Ave w „wodnym meczu”. Gości nie stwierdzono.
Szachtior Soligorsk — Lech Poznań
W losowaniu rywali, pod względem atrakcyjności, jak i warunków dojazdu, Lech nie ma dobrego rozdania w koszyku UEFA. Po Armenii, tym razem los Pyrusów pokierował do Białorusi. Kolejorza stawiło się 170 osób, z czego około 40 kibiców, stanowił zaprzyjaźniony Spartak Moskwa. Mecz bez historii.
Górnik Zabrze — AS Trencin
Kolejnym rywalem zabrzańskiego Górnika byli Słowacy. Górnik zaprezentował tym razem efektowną oprawę „Piękne chwile w Zabrzu mamy, do pucharów powracamy” wraz ze sporą ilością rac. Gości w sektorze 63 osoby. Zabrzanie mecz przegrali 0:1, przez co ich potencjalny, prestiżowy rywal — Feyenoord Rotterdam, oddalił się.
***
Odnośnie europejskich pucharów, warto wspomnieć o kibicach Śląska Wrocław, którzy starają się, jak mogą, uprzykrzać życie fanom FC Sevilla z grupy Biris Norte (za stracone flagi). W dniu, kiedy Sevilla rozgrywała mecz eliminacji do Ligi Europy na Węgrzech z Ujpestem Budapeszt, WKS wraz ze Ślezsky Opava i Ferencvaros Budapeszt, szukali po mieście Andaluzyjczyków w około 100 osób, bezskutecznie.
Ekstraklasa, 1. kolejka
Górnik Zabrze — Korona Kielce
Górnicy już wcześniej rozpoczęli sezon, grając w europejskich pucharach, dostając liczne wsparcie swoich kibiców. Nie inaczej było tym razem. Na stadionie ponad 16.000 widzów, z czego 300 kibiców zawitało z Kielc.
Jagiellonia Białystok — Lechia Gdańsk
Fanatyków z Gdańska zawitało 228 w inauguracyjną kolejkę.
Legia Warszawa — Zagłębie Lubin
Legia, podobnie jak KSG, już wcześniej ruszyła z sezonem, ze względu na rywalizację w europejskich pucharach. Na meczu ponad 12.000 widzów. Z Lubina zawitało 315 kibiców MKS-u, jednak z początku spotkania nie dopingowali swoich piłkarzy, ze względu na śmierć swojego kibica, wobec czego ułożyli się w krzyż na sektorze. Legia uszanowała żałobę Zagłębia i solidarnie wstrzymała do 15 minuty doping.
Miedź Legnica — Pogoń Szczecin
Portowcy na pierwszy wyjazd wyruszyli w bardzo dobrej liczbie. W Legnicy zameldowali się w 557 osób, odpalając pirotechnikę. Miedź z kompletem na trybunach i mocno nabitym młynem. Tego dnia spora wymiana bluzgów.
Śląsk Wrocław — Cracovia Kraków
Cracovia po zawieszeniu bojkotu postanowiła się mocno zmobilizować i do Wrocławia zawitała w 587 głów.
Wisła Płock — Lech Poznań
Kolejorz pomimo zakazu, pojechał do Płocka w 772 osoby.
***
W Krakowie (Wisła), kibiców Arki zabrakło, ze względu na zakaz wyjazdowy. W Sosnowcu powrót Zagłębia do Ekstraklasy po 10 latach, jednak Piast nie zawitał, utrzymując bojkot ze swoim zarządem.
I liga
Na zapleczu ekstraklasy wiele się nie wydarzyło. W Opolu 200 fanów GKS-u Tychy wspierało swoich piłkarzy. W Głogowie, po powrocie po latach do zaplecza, Łódzki Klub Sportowy przyjechał w 230 osób. Na meczu sporo wbit, przez kontakty Chrobrego z RTS-em. Stal Mielec miała okazję pokazać się w 80 osób na stadionie Wisły, gdzie Garbarnia ma okazję rozgrywać swe mecze domowe.
Niższe ligi
W Rybniku Stalówka wraz ze swoim układowiczem z Jastrzębia pojawiła się w 220 osób. Ruch Chorzów na swój historyczny mecz w II lidze zajechał do Tarnobrzega w 685 osób. Olimpia Elbląg na swój pierwszy i najatrakcyjniejszy wyjazd do Łodzi przyjechała w 305 osób, z czego ponad 200 to sama Legia Warszawa. Na meczu Widzew spalił niedawno zdobytą flagę legionistów — FC Skierniewice. GKS Bełchatów w Siedlcach w 46 osób.
Ekstraklasa 2. kolejka
Arka Gdynia — Jagiellonia Białystok
Jaga, na swój pierwszy wyjazd w lidze, pojawiła się w 135 osób. Arka zaprezentowała ładną oprawę, nawiązującą do drugiego z rzędu, zdobytego Superpucharu Polski.
Górnik Zabrze — Wisła Płock
Nafciarze do Zabrza zawitali w 92 osoby. Na tym meczu, jak i w Płocku, spora ilość „pozdrowień”. Po stronie Górnika jedna flaga ZKS-u do góry kołami.
Korona Kielce — Legia Warszawa
Legioniści, mając z początku sezonu ciężki terminarz wyjazdowy, ze względu na dalekie eskapady w Europie, przyjechali do Kielc w 500 osób. Korona z dobrze nabitym młynem. Na meczu spora ilość wbit.
Lechia Gdańsk — Śląsk Wrocław
Zgodowe spotkanie, Śląsk wymieszany z Lechią, liczba WKS-u podana u nich samych, to 800 osób.
Wisła Kraków — Miedź Legnica
Miedź na swój pierwszy wyjazd w Ekstraklasie pojawiła się w 200 osób, dostając wsparcie od Śląska Wrocław, który równolegle grał swój mecz w Gdańsku. Mecz z wzajemną ilością „pozdrowień”.
Zagłębie Lubin — Zagłębie Sosnowiec
W obu obozach panowało spore ciśnienie tym meczem. MKS zorganizował zbiórkę na mieście, gdzie każda dzielnica mogła się wykazać, ruszając pochodem w około 1000 osób z flagą „Zagłębie fanatyków”. Sosnowiczanie na swój pierwszy ekstraklasowy wyjazd, po 10 latach, pojawili się w 550 głów.
***
Cracovia w Poznaniu nie pojawiła się, przez zamknięty stadion za wojewodę, Piast wciąż utrzymuje bojkot z zarządem, także odpuścili wyjazd.
I liga
W Bytowie, który jest FC Lechii, OKS pojawił się w 100 osób, dostając 20-osobowe wsparcie Lechii. Sandecja, po spadku z Ekstraklasy, pojechała na swój pierwszy wyjazd do Opola w 60 osób. Chojniczanki w Suwałkach 14 osób. Stal Mielec w Niepołomicach 100 osób z oprawą i racami. GKS Jastrzębie ze swoim układowiczem z Gliwic w Częstochowie w ponad 250 osób, Raków ze wsparciem Chemika, który jakiś czas temu miał z GKS-em zgodę. Chrobrego w Tychach 31 osób.
Niższe ligi
ROW do Wejherowa zawitał w 79 osób. Elanowcy w Pruszkowie 151 osób. Radomiak w Chorzowie 177 osób, ze sporą ilością wbit z niebieskimi. Resovia do niedawno zaprzyjaźnionej Stalowej Woli, przyjechała w 140 osób. Spora ilość wrzut i wypomnień z dawnych lat, kto z kim się kolegował lub ma aktualnie znajomości.
Eric Cantona
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Galeria Piłka nożna
Rollercoaster na Nowej Bukowej
GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.


Najnowsze komentarze