Dołącz do nas

Felietony Kibice Piłka nożna

[FELIETON KIBICA] Lipcowy przegląd kibicowskiej Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jesteśmy chwilę po mistrzostwach świata w Rosji, ledwo Francja zdążyła podnieść 6-kilogramowy Puchar Świata, a polskie trybuny już zagrzewają się do nowego sezonu.

Superpuchar Polski

Arka Gdynia — Legia Warszawa

Mecz o Superpuchar był rozgrywany nietypowo, w trakcie mistrzostw świata, jednak polska liga nigdy nie przestanie zaskakiwać. Mecz był rozgrywany na Łazienkowskiej, jednak na papierze Arka była gospodarzem. Niestety tym razem nie mogli piłkarze MZKS-u liczyć na wsparcie swoich kibiców, ze względu na swoje zachowanie w meczu o Puchar Polski, gdzie nie szczędzili pirotechniki, która finalnie lądowała na murawie. Za te wybryki, Arka została wyjątkowo surowo potraktowana, klub dostał 200.000 zł kary, a kibice Arki do końca sezonu nie będą mogli wesprzeć swoich grajków w Pucharze Polski, nawet gdyby Arka po raz 3 z rzędu awansowała.

Na meczu ponad 20.000 widzów, legioniści nie zaprezentowali żadnej oprawy. W tym dniu, oprócz standardowego oflagowania, zawisł transparent „11 lipca 1943 Wołyń pamiętaMy”. Od strony piłkarskiej, warto wspomnieć, że Legia 6. raz z rzędu, przegrała mecz o Superpuchar. Pomimo faktu, że warszawiacy od kilku lat dominują w polskiej piłce czy to liga, czy Puchar Polski, nie mogą wygrać meczu otwierający nowy sezon. Powinni rozegrać 7. mecz z rzędu, jednak w 2011 roku, mecz z krakowską Wisłą, nie doszedł do skutku, ze względu na negatywny wniosek policji, dotyczący zabezpieczenia meczu.

Europejskie puchary

Cork City — Legia Warszawa

Samo losowanie, czyli 1 runda eliminacji do Ligi Mistrzów, jest odzwierciedleniem, w jakim miejscu znalazła się polska liga. Kibiców CWKS-u do Irlandii zawitało około 250. Ze względu na mały sektor i brak płotu, flagi musieli trzymać w rękach. Nie zabrakło transparentu, wspierającego młynowego Kolejorza — Klimy, który odsiaduje areszt za rzekome podpuszczanie fanów Lecha Poznań, aby przerwali ostatni mecz sezonu, w którym Legia świętowała mistrzostwo polski na Bułgarskiej. W trakcie spotkania sporo miejscowej Polonii próbowało się przypucować do legionistów, jednak Legia wszystkich skutecznie odsyłała, przez co mieli problem ze znalezieniem miejsca wśród miejscowych fanów. Po stronie gospodarzy spory młyn grupy „Commando ’84” jak na ich możliwości. Była wśród nich polska flaga „Polish Fans Cork”, jednak w trakcie spotkania, ślad po niej zaginął.

Legia Warszawa — Cork City

Mecz rewanżowy, miał być jedynie formalnością, po wygraniu Legii w Irlandii 1:0. Na meczu około 12.000 widzów, z czego kilkudziesięciu fanów z Irlandii wspierało Cork, które uległo 0:3. Legia awansowała do drugiej rundy.

Legia Warszawa — Spartak Trnava

Następnym rywalem w walce o Ligę Mistrzów dla mistrzów Polski, był mistrz Słowacji, Spartak Trnava. Ekipa z Trnavy jest nam dobrze znana, ponieważ byli dawniej zgodą Banika i przy tej okazji, łączył nas z nimi układ chuligański. Zdarzało się, że Spartak odwiedził Bukową, a nawet wsparł nas na wyjeździe. Po zerwaniu zgody Banika ze Spartakiem nasze kontakty poszły w zapomnienie, jednak Spartak po kilkunastu latach, doczekał się nowych polskich znajomości, w postaci kibiców Korony Kielce, z którymi mają coraz lepsze relacje. Spartak w Warszawie zameldował się w sile 500 głów i wraz z nimi do klatki w 15. minucie dołączyła Korona Kielce (YBH ’01) w 50 osób. Legia przed meczem, myślami była już w III rundzie, dowiadując się, że ich rywalem w kolejnej rundzie będzie Crvena Zvezda Belgrad, jednak boisko zweryfikowało (0:2), że prawdopodobnie Korona będzie miała okazję wesprzeć swoich znajomych w Serbii.

Spartak Trnava — Legia Warszawa

Patrząc, co pokazali piłkarze Legii w pierwszym meczu ze Spartakiem na boisku, tylko najwięksi optymiści byli pełni nadziei, że wyjazd do Belgradu wypali. Do Trnavy, wybrało się 1000 kibiców Legii, którzy wybrali transport samochodowy. Miejscowi z prostą, ale ładną kartoniadą, uzupełnioną transparentem „Ultras Spartak Trnava”. Legia również zaprezentowała oprawę, w postaci sektorówki, na której widniała śmierć z kosą z napisem „Ultras Legia Warszawa”, a dopełnieniem była spora ilość rac. Legia wygrała jedną bramką, jednak ich droga została już obrana do Ligi Europy, gdzie nie będzie im dane wspierać piłkarzy, bo dostali zakaz wyjazdowy i sporą karę finansową za pirotechnikę.

Górnik Zabrze — Zaria Balti

Po 23 latach europejskie puchary znów zawitały do Zabrza. Górnik wylosował zespół z Mołdawii — Zaria Balti, która nikomu nic nie mówiła, ale głód kibiców do obejrzenia Torcidy w pucharach, sprawił, że na trybunach zasiadło blisko 20.000 widzów. Górnik z konkretnie nabitym młynem dobrze dopingował swoich piłkarzy, którzy rzutem na taśmę wymęczyli zwycięstwo 1:0, co dawało nadzieję na rewanż, aby przygoda w pucharach nie zakończyła się w lipcu. Fanów z Mołdawii nie stwierdzono.

Zaria Balti — Górnik Zabrze

W Kiszyniowie, gdzie rozgrywany był mecz, zasiadło +/- 60 fanów Górnika, w tym delegacja GieKSy i Wisłoki Dębica. Główna grupa, ponad 260-osobowa, wspierana przez Hajduk Split i ROW Rybnik, ze względu na zbyt długie przetrzymywanie na granicy rumuńsko-mołdawskiej, nie dotarła na mecz. Kilkadziesiąt minut później, wszyscy w asyście rac świętowali awans Górnika do kolejnej rundy.

Lech Poznań — Gandzasar Kapan

Mecz bez historii. Kolejorz pomimo faktu, że grał w europejskich pucharach, nie mógł liczyć na obecność kibiców, ze względu na karę od wojewody, za ostatni mecz z Legią Warszawa, gdzie mecz przerwano.

Gandzasar Kapan — Lech Poznań

Na daleki wyjazd do Armenii, wybrało się 55 fanatyków Kolejorza. Mecz rozegrany w Erywaniu.

Jagiellonia Białystok — Rio Ave

Jaga, od strony piłkarskiej, trafiła najgorzej z polskich klubów, trafiając na Portugalczyków. Na trybunach ponad 13.000 widzów z dobrze oflagowanym i dopingującym młynem, który w tym dniu skupił się jedynie na dopingu, co pomogło pokonać Rio Ave w „wodnym meczu”. Gości nie stwierdzono.

Szachtior Soligorsk — Lech Poznań

W losowaniu rywali, pod względem atrakcyjności, jak i warunków dojazdu, Lech nie ma dobrego rozdania w koszyku UEFA. Po Armenii, tym razem los Pyrusów pokierował do Białorusi. Kolejorza stawiło się 170 osób, z czego około 40 kibiców, stanowił zaprzyjaźniony Spartak Moskwa. Mecz bez historii.

Górnik Zabrze — AS Trencin

Kolejnym rywalem zabrzańskiego Górnika byli Słowacy. Górnik zaprezentował tym razem efektowną oprawę „Piękne chwile w Zabrzu mamy, do pucharów powracamy” wraz ze sporą ilością rac. Gości w sektorze 63 osoby. Zabrzanie mecz przegrali 0:1, przez co ich potencjalny, prestiżowy rywal — Feyenoord Rotterdam, oddalił się.

***

Odnośnie europejskich pucharów, warto wspomnieć o kibicach Śląska Wrocław, którzy starają się, jak mogą, uprzykrzać życie fanom FC Sevilla z grupy Biris Norte (za stracone flagi). W dniu, kiedy Sevilla rozgrywała mecz eliminacji do Ligi Europy na Węgrzech z Ujpestem Budapeszt, WKS wraz ze Ślezsky Opava i Ferencvaros Budapeszt, szukali po mieście Andaluzyjczyków w około 100 osób, bezskutecznie.

Ekstraklasa, 1. kolejka

Górnik Zabrze — Korona Kielce

Górnicy już wcześniej rozpoczęli sezon, grając w europejskich pucharach, dostając liczne wsparcie swoich kibiców. Nie inaczej było tym razem. Na stadionie ponad 16.000 widzów, z czego 300 kibiców zawitało z Kielc.

Jagiellonia Białystok — Lechia Gdańsk

Fanatyków z Gdańska zawitało 228 w inauguracyjną kolejkę.

Legia Warszawa — Zagłębie Lubin

Legia, podobnie jak KSG, już wcześniej ruszyła z sezonem, ze względu na rywalizację w europejskich pucharach. Na meczu ponad 12.000 widzów. Z Lubina zawitało 315 kibiców MKS-u, jednak z początku spotkania nie dopingowali swoich piłkarzy, ze względu na śmierć swojego kibica, wobec czego ułożyli się w krzyż na sektorze. Legia uszanowała żałobę Zagłębia i solidarnie wstrzymała do 15 minuty doping.

Miedź Legnica — Pogoń Szczecin

Portowcy na pierwszy wyjazd wyruszyli w bardzo dobrej liczbie. W Legnicy zameldowali się w 557 osób, odpalając pirotechnikę. Miedź z kompletem na trybunach i mocno nabitym młynem. Tego dnia spora wymiana bluzgów.

Śląsk Wrocław — Cracovia Kraków

Cracovia po zawieszeniu bojkotu postanowiła się mocno zmobilizować i do Wrocławia zawitała w 587 głów.

Wisła Płock — Lech Poznań

Kolejorz pomimo zakazu, pojechał do Płocka w 772 osoby.

***

W Krakowie (Wisła), kibiców Arki zabrakło, ze względu na zakaz wyjazdowy. W Sosnowcu powrót Zagłębia do Ekstraklasy po 10 latach, jednak Piast nie zawitał, utrzymując bojkot ze swoim zarządem.

I liga

Na zapleczu ekstraklasy wiele się nie wydarzyło. W Opolu 200 fanów GKS-u Tychy wspierało swoich piłkarzy. W Głogowie, po powrocie po latach do zaplecza, Łódzki Klub Sportowy przyjechał w 230 osób. Na meczu sporo wbit, przez kontakty Chrobrego z RTS-em. Stal Mielec miała okazję pokazać się w 80 osób na stadionie Wisły, gdzie Garbarnia ma okazję rozgrywać swe mecze domowe.

Niższe ligi

W Rybniku Stalówka wraz ze swoim układowiczem z Jastrzębia pojawiła się w 220 osób. Ruch Chorzów na swój historyczny mecz w II lidze zajechał do Tarnobrzega w 685 osób. Olimpia Elbląg na swój pierwszy i najatrakcyjniejszy wyjazd do Łodzi przyjechała w 305 osób, z czego ponad 200 to sama Legia Warszawa. Na meczu Widzew spalił niedawno zdobytą flagę legionistów — FC Skierniewice. GKS Bełchatów w Siedlcach w 46 osób.

Ekstraklasa 2. kolejka

Arka Gdynia — Jagiellonia Białystok

Jaga, na swój pierwszy wyjazd w lidze, pojawiła się w 135 osób. Arka zaprezentowała ładną oprawę, nawiązującą do drugiego z rzędu, zdobytego Superpucharu Polski.

Górnik Zabrze — Wisła Płock

Nafciarze do Zabrza zawitali w 92 osoby. Na tym meczu, jak i w Płocku, spora ilość „pozdrowień”. Po stronie Górnika jedna flaga ZKS-u do góry kołami.

Korona Kielce — Legia Warszawa

Legioniści, mając z początku sezonu ciężki terminarz wyjazdowy, ze względu na dalekie eskapady w Europie, przyjechali do Kielc w 500 osób. Korona z dobrze nabitym młynem. Na meczu spora ilość wbit.

Lechia Gdańsk — Śląsk Wrocław

Zgodowe spotkanie, Śląsk wymieszany z Lechią, liczba WKS-u podana u nich samych, to 800 osób.

Wisła Kraków — Miedź Legnica

Miedź na swój pierwszy wyjazd w Ekstraklasie pojawiła się w 200 osób, dostając wsparcie od Śląska Wrocław, który równolegle grał swój mecz w Gdańsku. Mecz z wzajemną ilością „pozdrowień”.

Zagłębie Lubin — Zagłębie Sosnowiec

W obu obozach panowało spore ciśnienie tym meczem. MKS zorganizował zbiórkę na mieście, gdzie każda dzielnica mogła się wykazać, ruszając pochodem w około 1000 osób z flagą „Zagłębie fanatyków”. Sosnowiczanie na swój pierwszy ekstraklasowy wyjazd, po 10 latach, pojawili się w 550 głów.

***

Cracovia w Poznaniu nie pojawiła się, przez zamknięty stadion za wojewodę, Piast wciąż utrzymuje bojkot z zarządem, także odpuścili wyjazd.

I liga

W Bytowie, który jest FC Lechii, OKS pojawił się w 100 osób, dostając 20-osobowe wsparcie Lechii. Sandecja, po spadku z Ekstraklasy, pojechała na swój pierwszy wyjazd do Opola w 60 osób. Chojniczanki w Suwałkach 14 osób. Stal Mielec w Niepołomicach 100 osób z oprawą i racami. GKS Jastrzębie ze swoim układowiczem z Gliwic w Częstochowie w ponad 250 osób, Raków ze wsparciem Chemika, który jakiś czas temu miał z GKS-em zgodę. Chrobrego w Tychach 31 osób.

Niższe ligi

ROW do Wejherowa zawitał w 79 osób. Elanowcy w Pruszkowie 151 osób. Radomiak w Chorzowie 177 osób, ze sporą ilością wbit z niebieskimi. Resovia do niedawno zaprzyjaźnionej Stalowej Woli, przyjechała w 140 osób. Spora ilość wrzut i wypomnień z dawnych lat, kto z kim się kolegował lub ma aktualnie znajomości.

Eric Cantona

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga