Piłka nożna
Balon pękł
8.08.2015 Katowice
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 0:1
Bramki: Budek (24)
GKS: Dobroliński – Czerwiński, Kamiński, Jurkowski, Pietrzak – Bębenek (46. Frańczak), Leimonas (82. Trochim), Pielorz, Burkhardt, Szołtys (62. Ciechański) – Goncerz.
Zagłębie: Gąsiński – Ninković, Sierczyński, Fidziukiewicz (82. Arak), Markowski, Rundak, Dudek (84. Fonfara), Pribula, Mizgała (72. Margol), Matusiak, Budek.
Ż.kartki:
Cz.kartki:
Sędzia: Tomasz Radkiewicz (Łódź).
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Karlik
8 sierpnia 2015 at 18:54
Brawo poziom A-klasy!
A
8 sierpnia 2015 at 20:02
Wstyd!!! Zero walki!!!
Berol
8 sierpnia 2015 at 20:22
wynik jest wynik ok mozna przegrać ale to co dzis piłkarze pokazali na boisku pod wzgledem walki i zaangazowania to strzał w ryj dla nas kibiców GKS masakra zero walki zero składnych akcji zero ambicji dno totalne jest mobilizacja kibiców mecz transmitowany jest okazja sie pokazac a tu znów takie cos…… nie wiem czy oni maja honor czy sa az tak słabi na ich miejscu nie goliłbym sie pare tyg bo by mi było wstyd w lustro spojrzec…..masakra mozna przegrac ale w takim meczu waznym dla kibiców taka bezjajecznosc bardzo boli wstyd nam za piłkarzy przynajmniej mi za klubem jestem ponad 25 lat i przykro mi to pisac uszy w dół z wstydu za naszych grajków ps to samo wpisałem na 90 min pl
adams1972
8 sierpnia 2015 at 20:24
Wszyscy, no może poza bramkarzem, przeszli obok meczu. Dla mnie z taką grą będą mieli problem z utrzymaniem. Niestety to co dzisiaj zaprezentowały pseudopiłkarzyki bardzo źle wróży na kolejne mecze…
Larry
8 sierpnia 2015 at 20:32
Qrwa żeby nawet żółtej kartki nie było
Berol
8 sierpnia 2015 at 20:36
Trochim zrobił dobra zmiane w nim jeszcze było widac jakas ambicje chec walki ale to juz koncówka meczu i w tej bezjajecznosci naszych cos tam sie wyrózniał bo choc było w nim widac ze chce walczyc ale koniec szpilu wiec trudno o obiektywna ocene tu w sumie w tym marazmie kazdego mozna by wyróznic jak tylko miał cokolwiek checi do gry on choc miał ….. ale jako całosc to tragedia wystep w tak waznym dla nas meczu
WNC emigracja
8 sierpnia 2015 at 20:37
Chyba będzie potrzebna „rozmowa motywacyjna” z piłkarkami.
fanclub dortmund
8 sierpnia 2015 at 20:39
kurrwwaaaaa dramat……1000 km mobilizacja oczekiwania a tu….doping slaby gra pilkarzy beznadziejna oflagowanie nieporozumienie…napinaka dziecakow na Blaszoku zenujaca jak by Zaglebie wyparzylo to by po was przelecieli tylko stadion nie wyprzedany!!!!wolne miejsca byly doping beznadziejny gorole prez 50 min nas obrazaja ida na wojne a my jakies pioseneczki dla grzecznych dzieci…chyba gniazdowy sie nie doladowal odpowiednio
Mariusz
8 sierpnia 2015 at 20:45
Kolejna kompramitacja.Brak zaangarzowania honoru ambicji.Nogi zwiazane ,brak pomyslu na mecz.Kolejny sezon o utrzymanie.Orzech zagon tych nieudacznikow do roboty,maja w koncu wiedziec ze to GKS i zapierdalac.
Berol
8 sierpnia 2015 at 20:49
Za msc bede miał 42 lata pamietam dobre i złe dzieje tego klubu kocham go i bede mu wierny moje najwieksze marzenie by znów nie przynosił mi wstydu smiechu kolegów bym znów mógł byc dumny z wyników a nie tylko jak od lat wiecznie sie wstydzic ze nas leja jakies janki z pipidówy w pucharach w lidze…… chce dozyc jeszcze jak ten klub bedzie grał dobrze i bede z niego dumny barw nie zdradze az do smierci ale chce choc minimum radosci jeszcze z wyników kiedys od tego klubu nie tylko wiecznego wstydu i upokorzen to mi sie marzy ….
rysiek z klanu
8 sierpnia 2015 at 20:52
wstyd i hańba, rozumiem przegrać mecz bo jest się słabszym albo pech tak chciał, ni chuja nie rozumiem jak można mecz oddać bez walki, wyczłapać tylko swoje i mieć wyjebane. gorole przyjeżdżają, grają na obcym boisku, grają w tych samych cięzkich warunkach i od początku walczą i śmieją nam się w pysk
zarząd i prasa teraz zajmą się tematem zastępczym czyli kibicami, a nasze piłkarzyny powiedza ze walczyli i dali z siebie wszystko, przy okazji jebną focha na kibiców, zarzucą żelik i pójdą na imprezkę się wyszaleć
i jeszcze ten kurwa ułomny żałosny spiker co każe podziękować naszym piłkarzom za walkę… chłopie co ty ćpasz?
pytam się gdzie ten śląski charakter, śląski duch walki no kurwa gdzie? jak się komuś nie chce zapierdalać to niech wypierdala jest jeszcze na to czas
jest mi mega żal ale jeszcze bardziej wstyd ze te dwunożne stworzenia noszą bezkarnie herb GieKSy i człapią jakby byli z babą na spacerze w parku
marianoItaliano
8 sierpnia 2015 at 21:00
japier…. ale tragedia myślałem że wszystko wróciło do normy ale tu widze tragedia .
fanclub dortmund
8 sierpnia 2015 at 21:43
i jeszcze gratulacje za golasa na sektorze zaglebia na stadionowych oprawcach reklama jak po huju dla napinaczy z Blaszoka
LupusInFabula
8 sierpnia 2015 at 21:49
Co tu pisać, taki mecz …takie oczekiwania…dla wielu mieszkańców tego miasta to miało być nawiązanie do przeszłości , rywalizacja z gorolami z za brynicy zawsze była wpisana w historię naszych miast. Co dostali w zamian ? Piłkarską miernotę i co gorsze brak ambicji. Nie wspominając o debiliźmie niektórych osobników z C !!! Ręcę opadają.
Misiek
8 sierpnia 2015 at 22:10
A nie mówiłem… Tylko gdzie się podziali Ci wszyscy od nic się nie stało…
zet
8 sierpnia 2015 at 22:16
tylko ZAGŁĘBIE!!!!
Widmo
8 sierpnia 2015 at 22:19
Spadła zasłona dymna. Z Wigrami szczęśliwe zwycięstwo, teraz nie udało się przetrwać. Co zaś nie weszli w mecz ? To niech nie wychodzą !!
Nie ma już GieKSy 🙁 to tylko grajki za kasę…..
arek
8 sierpnia 2015 at 22:57
Znowu zrobili z nas pośmiewisko , i to jescze w telewizji Polsat . Dobrze że,duża częśc Polaków nie zna naszych podziałów bo by dopiero się śmiali.
OLO64
9 sierpnia 2015 at 00:34
To byl wstyd co dzis pokazali,tak jak by nie chcieli wygrac badz nawet po straconej bramce zremisowac.Tak sie nie robi,dobrze wiedzieli jaki to wazny dla nas kibicow mecz.Teraz pozostaje Wigry i Arka zakonczyc zwyciesko inaczej ciezko bedzie odbudowac zaufanie.
ddd
9 sierpnia 2015 at 01:39
sprzedali mecz albo są ostatnimi cieniasami
mick
9 sierpnia 2015 at 01:55
Mi tez panowie ,,kibicowscy komentatorzy,, jest wstyd za dzisiejszy mecz. Jakbyscie kiedykolwiek grali PROFESJONALNIE w pilke to mielibyscie przynajmniej blade pojecie o tej dyscyplinie sportu. Zobacz sobie jeden z drugim w slowniku znaczenie slowa kibic,sympatyk,fan a nie oszolom. Najpierw trzeba zaczac od siebie,a potem… madrowac(patrz komentarz: fanclub dortmund-pozdro) Ino GieKSa!!!
Kibic777
9 sierpnia 2015 at 09:36
Panowie prawda jest taka, że grupka ludzi dopchała się do stolika i bawi się w prowadzenie klubu piłkarskiego. Niestety w rzeczywistości jest to amatorszczyzna i klika wzajemnej adoracji. Przecież ta drużyna nie zagrała ani jednego dobrego meczu w tym sezonie. Z Rozwojem wygrali, bo przeciwnik zagrał kiepsko, a Wigry zdecydowanie lepiej się prezentowały. Napompowano balonik żeby nabić sobie kasy za bilety od prawdziwych kibiców, a za którą bawi się towarzystwo wzajemnej adoracji i ich poplecznicy zapraszani na mecze za darmo.
rudi
9 sierpnia 2015 at 12:58
Grupka ludzi bawi się w prowadzenie klub ??? Jesteś w błędzie . Klub od 12 lat nie stał tak dobrze finansowo , be długów .Na jego czele nie stoją oszołomy typu Pan K. Jako kibic (43 lata) mam do nich pełne zaufanie . Trzeba zwiększyć budżet klubu a to w dzisiejszych czasach nie jest takie proste . Może jeden z drugim krytyków dowie się ile kosztuje klasowy zawodnik i sfinansuje go . Jak Polonia Warszawa miała sternika i sponsora w postaci Pana Wojciechowskiego, część kibiców zajmowała się tylko krytyką jego osoby, nie znając się kompletnie na tym . Wojciechowski się wkórw.. sprzedał klub i … klubu niema .
Kibic777
9 sierpnia 2015 at 13:35
Wielkie osiągnięcie dysponować kasą pompowaną przez miasto… nie masz pojęcia o prowadzeniu i zarządzaniu przedsiębiorstwem kolego. Zainteresuj się ile osób wchodzi na mecze bez biletów, jak to wszystko funkcjonuje… A potem się odzywaj… Pan W. to naprawdę ogromny autorytet właścicielski. Każdy klub stający się folwarkiem grupy osób upadnie… nie wystarczy łożyć kasę, trzeba umieć bilansować, przewidywać… ale co tutaj mówić z kimś dla kogo jest tylko ile kosztuje zawodnik i ile siana wpada.. krotkowzroczność
damianeri zs
9 sierpnia 2015 at 14:40
haha słynna gieksa kibice sukcesu a tu takie lanie od nas Zagłebiaków i jeszcze te zachowanie na trybunach to poprostu buractwo i hańba waszego klubu no i ten golas u nas na trybunie gości siara na całą polskę z taką grą to nawet Arka was zje na śniadanie brawo Zs gra poprostu koncertowa aż serce się raduje a pikarczyk niech weżnie znikersa bo strasznie gwiazdorzy 🙂
Gieksiarz
10 sierpnia 2015 at 09:23
… do Berol – do twojego komentarza dodał bym tylko jeszcze swój podpis – niestety z bólem serca