Dołącz do nas

Felietony

Kamyk, Poczobut – kolejni zdobywcy Pucharu Pepco!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Im bliżej nowego sezonu – „niestety” drugoligowego – tym bardziej nabieram przekonania, że… lepiej być nie może. Brzmi dziwnie? Może i tak. A jednak – czas emocjonalny już dawno się skończył i ustąpił miejsca czasowi racjonalnemu. A ten mówi, że wykonany krok w tył prawdopodobnie jest jedyną możliwością, żebyśmy w końcu mogli odbić się od dna. Gdyby GKS Katowice utrzymał się w pierwszej lidze, pozostalibyśmy może ligę wyżej, ale w tym samym bagnie, w którym taplaliśmy się całe lata. W bagnie, nazwijmy to – zgniłego katowickiego jaja.

Gdybyśmy się utrzymali, zostałby w GieKSie Janicki. Zostałby Bartnik. Zostałby Dudek. I to już by tak naprawdę przekreśliło szanse na jakikolwiek rozwój w tym klubie. Pogonieni zostali z hukiem wszyscy i przyznam, że to miód na moje zmaltretowane kibicowskie serce.

Dodatkowo odeszło kilku tzw. piłkarzy, problem polegał na tym, że kilku innych zostało. I choć gabinety i pokój trenerski były oczyszczone, to nadal w szatni mieliśmy element piłkarskiej patologii. Z symbolem wieloletniej katowickiej sportowej nieudolności – Mateuszem Kamińskim – na czele. I choć ten zawodnik do spadku akurat przyczynił się w najmniejszym stopniu, to trzy spektakularnie zawalone awanse już poszły na jego konto. Niezrozumiałe dla mnie było, jak z człowiekiem przyciągającym porażki jak magnes można podpisać nowy kontrakt. To jednak się stało. Przymknąłem oko. Wierząc znów naiwnie, że „tym razem będzie inaczej”.

Do tego słaby jak barszcz Poczobut, który błysnął wywiadem w Niecieczy, a potem nie potrafił z kolegami uratować naprawdę śmiesznej pierwszej ligi. Pozostał Adrian Frańczak, który jest sympatyczny i jako zapchajdziura ok, ale jednak bardzo przeciętnego poziomu nigdy nie przeskoczył.

Ci zawodnicy dalej mieli być w tej szatni, a przecież jako najbardziej doświadczeni – mieli być trzonem zespołu. Nie wyglądało to szczerze mówiąc najlepiej i tak naprawdę zapowiadało problemy w drugiej lidze, która wcale nie jest wiele słabsza od pierwszej i gadki, że GieKSa powinna w cuglach awansować są głoszone przez ludzi, którzy nie mają za sobie grosz zdolności do nauki oraz zdobywania doświadczenia z wielu, wielu lat…

Gdy zobaczyłem w poniedziałek, że klub rozwiązał kontrakty z Kamińskim, Poczobutem, Frańczakiem oraz Mączyńskim, pomyślałem, że to niedorzeczne, bo przecież dopiero co nowe kontrakty zostały podpisane. Gdy po chwili dowiedziałem się, z jakiego powodu klub rozstał się z tymi zawodnikami, dostałem kolejną porcję miodu na serce.

Nie wiem, jak bardzo można być bezczelnym, żeby po przewaleniu wszystkiego, co da się przewalić na boisku podczas kilku sezonów, bo skompromitowaniu tego klubu sportowo na całą Polskę, zrobieniu z niego pośmiewiska i to nie raz i nie dwa, a dostając ciągle i znowu tysięczną szansę na odkupienie win – zachować się w taki sposób. Czyli mówiąc wprost – schlać się podczas przygotowań do nowego sezonu, w miejscu zgrupowania przed rozgrywkami.

Nie potrafię sobie po prostu tego wyobrazić i nawet nie wiem, czy to wspomniana bezczelność czy po prostu bezdenna głupota tych ludzi. Tak samo, jak bezdenną głupotą były zakupy alkoholu na stacji benzynowej po kompromitacji z Ruchem u siebie.

I tak drodzy Państwo, przez te ostatnie lata mieliśmy do czynienia z takim piłkarskim gówniarstwem w naszej szatni. Skoro teraz chlali, wtedy chlali, nie ma powodu, żeby nie domniemać, że chlali przy wielu innych okazjach. Na przykład wtedy, kiedy powinni byli przygotowywać się do meczów z Sandecją, Górnikiem czy Kluczborkiem. Albo do rewanżu z Ruchem czy meczu z Tychami rok temu. Przed i po niezliczonej ilości przegranych derbów.

Oczywiście nie sądzę, że alkohol był przyczyną tych przegranych meczów, w takim sensie, że nietrzeźwi wychodzili na boisko. Mogli pić po, a nie przed, chociaż nie wierzę w ani jedno słowo z ust piłkarzy o jego dobrej woli. Zresztą nie trzeba wychodzić nawalonym na boisko. Wystarczy dwa dni przed meczem wypić trzy piwa i już to wpływa na przygotowania do samego meczu, a potem sam mecz. Ale przyczyn klęsk mimo wszystko dopatruję się gdzie indziej, choć również poza boiskiem. Niestety nie pojawił się nigdy jeden odważny, który by powiedział, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego GieKSa przegrała wygrane awanse. Nie pojawił się jeden odważny, na czele z selekcjonerem reprezentacji Polski. Chore do szpiku kości środowisko piłkarskie – ręka rękę myje i te sprawy…

Naprawdę przy tym jestem pod olbrzymim wrażeniem szybkiej, zdecydowanej i bez zbędnego pieprzenia się – decyzji obecnego sztabu szkoleniowego i nowego dyrektora. W poprzednich latach za różne wybryki, piłkarze nie ponosili praktycznie żadnych konsekwencji, tylko byli notorycznie chronieni przez prezesów. Zakład pracy chronionej – GKS Katowice. Pełnosprawni – niepełnosprawni w pracy i te sprawy… Ktoś coś tam bąknął o karze finansowej, ale sorry… co to jest?… Nawet po wspomnianej wizycie na stacji nie było zdecydowanych reakcji w postaci np. odsunięcia od zespołu.

Teraz wytoczono najcięższe działa, czyli po prostu pozbyto się tej piłkarskiej patologii z klubu. Od razu, mimo doświadczenia zawodników, mimo być może planów budowy zespołu wokół tych ludzi. To naprawdę się szanuje i można tylko głośno bić brawo trenerowi Górakowi i dyrektorowi Góralczykowi. W GieKSie nie powinno być miejsca dla braku profesjonalizmu. W żadnym momencie. Poluzować zawsze można, ale trzeba wiedzieć, co, gdzie i kiedy. I luzować można tylko ludziom odpowiedzialnym. Sportowym gówniarzom (niezależnie od wieku) takie luzu dać nie można, bo zaraz efekty są opłakane.

Problem w tym, że oprócz żenad na boisku, my przez lata byliśmy przez tych marnych aktorów przekonywani, że dawali z siebie wszystko, że wręcz gotowi byli umrzeć za ten klub i że byli w pełni profesjonalni. Wielce obrażeni Panowie Piłkarze za krytykę z naszej strony, jak choćby wspomniane pieniactwo Poczobuta, do którego teraz mam pytanie, a raczej stwierdzenie – panie Poczobut, miałeś udowodnić, że się mylimy i utrzymać klub w pierwszej lidze, a nie dość, że spuściłeś GieKSę do drugiej, to jeszcze zakpiłeś sobie z tegoż klubu podczas przygotowań. Ciekawe, co byś teraz powiedział w wywiadzie, podejrzewam, że coś w stylu, że cała ta afera to było tylko „sposób na radzenie sobie ze stresem i należy to zrozumieć”.

O Frańczaku i Mączyńskim jakoś bardziej rozpisywać się nie będę, bo poza boiskiem generalnie wcześniej nie miałem większych powodów, by się do nich przyczepić. Choć i Mączyński notował czasem tak żenujące mecze, że zęby bolały od samego patrzenia.

Po tym wszystkim tylko mogę powiedzieć do ww. panów – dziękuję! Dziękuję, że okazaliście się na tyle pozbawieni rozumu, że w momencie, kiedy klub nie umiał się was pozbyć (choć powinien), to wykluczyliście się z tej rozgrywki sami. Dziękuję i gratuluję, myślę, że w imieniu większości kibiców. Zasłużyliście na Puchar Pepco!

Kadra GieKSy została przetrzebiona i jeszcze w poniedziałek liczebnie wyglądała bardzo mizernie. Do klubu dochodzą coraz to nowi zawodnicy i absolutnie mi nie przeszkadza, że są to praktycznie w całości mniejsze lub większe „no-name’y”. Za dużo w Katowicach było zawodników z nazwiskami, którzy poza nazwiskiem nie mieli nic, włączając taką podstawową umiejętność, jak zdolność do gry w piłkę nożną. Teraz w Katowicach będzie zespół oparty o młodych piłkarzy, mam nadzieję, że dużo bardziej ambitnych niż ich poprzednicy w poprzednich latach. I że uda się z tego stworzyć naprawdę fajny zespół, który będziemy mogli oceniać już TYLKO I WYŁĄCZNIE poprzez pryzmat mniejszych lub większych umiejętności.

Co prawda w stopniu minimalnym pozostały jeszcze odpadki z pierwszej ligi, ale mam nadzieję, że jeszcze nie na tyle przesiąknięte chorobą piłkarską, żeby być zapowiedzią następnej klęski.

To co najgorsze – w konsekwencji spadku zostało odcięte od naszego klubu i możemy mieć nowe rozdanie.

Chyba wypada też ostatecznie podziękować Andrzejowi Witanowi, bo gdyby nie on, nie mielibyśmy tego ciągu zdarzeń i tak naprawdę dzisiaj nie byłoby o czym rozmawiać. Szykowalibyśmy się do kolejnej wegetacji w pierwszej lidze. Wegetacji przybliżającej nas do sportowej śmierci…

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    Solski

    5 lipca 2019 at 19:35

    Dokładnie takie samo odczucie jest u mnie.
    Frajerów już nie ma. Gdyby utrzymali ligę pewnie nadal by nam pluli w twarz, a tak?
    Ciesze się z podejścia klubu do młodych graczy. Może trochę zbyt wiele wypożyczeń, ale czuję że z tej mąki będzie chleb. Może nie teraz, może za rok lub 2, ale należy dać maksymalne wsparcie nasze, kibiców, dla tego co teraz się rozpoczęło, a mam nadzieję, że to początek nowej lepszej GieKSy.

  2. Avatar photo

    Kibic

    5 lipca 2019 at 19:38

    Ambicja ok. Ale potrzebne są również umiejętności. A patrząc przez pryzmat sparingów wyglądają słabo. Może się okazać, że znów wszystko będzie się opierać o Błąd, a ataku będzie Woźniak bo będzie lepszy niż nowi młodzi(o zgrozo). Pastwicie się nad Janickim, a być może Tauron odszedł razem z nim. A z Tauronem duża kasa na hokej. Ja nie jestem optymistą na ten sezon w żadnej dyscyplinie. Może dziewczyny….

  3. Avatar photo

    Solski

    5 lipca 2019 at 19:57

    Tauron to sponsor który inwestuje w dany klub, dyscypline max 2-3 lata. Nic więcej. Tak więc tutaj nie doszukiwałbym się roli Janickiego ani w ściągnięciu tego sponsora ani w jego odejściu.

  4. Avatar photo

    Irishman

    5 lipca 2019 at 20:23

    Powiem krótko – w sporcie umiejętności bez charakteru, bez pracy, a przede wszystkim bez samodyscypliny są niewiele warte!

    Fajnie Shellu, że wróciłeś! 🙂

  5. Avatar photo

    TVPinfo

    6 lipca 2019 at 08:20

    Ludzie co wy gazet nie czytacie? Tauron mial zle wyniki finansowe za ostatnie miesiace,wiec skonczyli sponsoring hokeja,nie beda ani sponsorem calej PHL ani Stadionu Śląskiego.

  6. Avatar photo

    Ab

    6 lipca 2019 at 09:52

    Co do karania pijaków to wszystkich i tak samo. Pisanie półprawdy to w dalszym ciągu pudrowanie sprawy. Czy to na pewno wszyscy uczestnicy libacji? Twardą ręką działa ale bardzo wybiórczo.

  7. Avatar photo

    Mecza

    6 lipca 2019 at 09:52

    Rzadko się zgadzam z Shellem ale w tym wypadku jakbym miał sam napisać taki artykuł to byłby dokładnie taki sam. Zgadzam się w 100%. Solski dobrze, że piszesz o może za rok, dwa. Niech każdy się przygotuje psychicznie na porażki. To będzie nowy, młody zespół i nie ma szans aby to dobrze funkcjonowało w pierwszej części sezonu. Mam nadzieję, że z trybun nie będą leciały k.. w połowie rundy.

  8. Avatar photo

    Ludzik

    6 lipca 2019 at 16:46

    @Ab to może napisz, kto tam jeszcze był (i w jakim stanie upojenia), skoro tak świetnie jesteś zorientowany?

  9. Avatar photo

    PH

    6 lipca 2019 at 20:23

    Shelu jak mozesz sie wypowiadac o sytuacji i stanie upojenia zawodnikow jesli Cie tam nie bylo?? po za tym bylo tam wiecej zawodnikow i tylko 4 zostalo wyrzuconych?dlaczego? ogladajac dziesiejszy sparing nie widze tej druzyny nie bylo pomyslu na gre.. Jastrzebie pokazalo jak sie gra w piłke widac bylo taktyke i pilkarzy ktorzy wykonali zalozenia trenera.. mieli stawiac na chlopakow z katowici ze slaska a wyjebali Marchewke i Małeckiego zaraz bedzie druga Elana Toruń… 🙁

  10. Avatar photo

    Mecza

    6 lipca 2019 at 21:02

    Mnie też tam nie było ale wszędzie czytałem, że była integracja a jeśli tak to musi być alkohol. Kto nie chce nie pije, kto chce to pije tyle Ile było powiedziane. Wypad z klubu dla tych co nie przestrzegają ustalonych zasad. Jeśli nie potrafią zrozumieć tak prostego przekazu po takiej kompromitacji są ułomami umysłowymi. Wstyd dla rodziny, ciekawe co żony powiedziały. Dobrze, że dzieci małe.

  11. Avatar photo

    Ludzik

    6 lipca 2019 at 21:19

    @pH czyli uważasz że Górak i Góralczyk popelnili bład i wyrzucili tych ktorzy im nie pasowali a nie tych co sa winni?

  12. Avatar photo

    As

    6 lipca 2019 at 23:53

    A co Ludzik, sugerujesz, że Marchewka i Małecki brali udział w libacji? Tak się składa, że oni akurat nie brali udziału w wypadzie na miasto. To starszyzna tak zaszalała i wpadła na kibiców, którzy się „ucieszyli” na ich widok. Resztę sobie dopowiedz.
    Pozbywają się młodych, którym nawet nie dali szansy grać. Ściągają innych młodych z Polski i skąd założenie, że będą lepsi.
    Według mnie kręcą jakieś lody z tymi wypożeczeniami.

  13. Avatar photo

    Irishman

    7 lipca 2019 at 04:14

    Nie wiem po co niektórym to ciągłe szukanie sensacji, drugiego dna itp?

    Co do alko, to może po prostu wylecieli ci, którzy najbardziej przegięli i tyle?

    Ta drużyna gra piach i jeszcze długo tak będzie. @Mecza, mam tylko nadzieje, że te k…y nie będą leciały już od początku. 🙂 Ludzie to by chcieli:
    1. Wszystkich wywalić
    2. Wziąć samych młodych, najlepiej z Katowic
    3. Wszyscy mają NATYCHMIAST się rozumieć i grać jak z nut.
    Niestety tak pięknie to nawet w baśniach Andersena nie było (dla młodszego pokolenia niech będzie, że w opowieściach o Harrym Potterze) 😉

    Ktoś mi na forum napisał – Jak to? Przecież dobrzy piłkarze, to powinni od razu dobrze grać.
    Po pierwsze, naprawdę dobrych piłkarzy nie ma zbyt wielu nawet w polskiej ekstraklasie, a co dopiero na III szczeblu ligowym. Poza tym, nawet gdyby stworzyć drużynę tylko z „dobrych” piłkarzy, to gdyby weszli do drużyny BUDOWANEJ PRAKTYCZNIE OD PODSTAW, to i tak potrzebowaliby tych kilku meczów w jednym zestawieniu żeby zacząć W MIARĘ dobrze grać. Tymczasem my jesteśmy dopiero na etapie selekcji zawodników na poszczególnych pozycjach, a niektórzy nowo pozyskani piłkarze nie zaliczyli nawet wspólnego obozu z drużyną. A gdzie tu w ogóle można mówić o jakimkolwiek zgraniu. no i to musi być widoczne np. na tle takiego poukładanego Jastrzębia.

    No więc moja rada, dla najbardziej niecierpliwych – zróbcie sobie długie wakacje od GieKSy, dla własnego zdrowia psychicznego. 🙂

  14. Avatar photo

    SKalpel

    9 lipca 2019 at 09:50

    Nic dodać , nic ująć , wszystko na tenat…

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga