Piłka nożna
Minusy po Zagłębiu
Mecz z Zagłębiem Sosnowiec był bardzo słaby w wykonaniu piłkarzy GKS Katowice. Zawsze – nawet w słabszych meczach – potrafiliśmy dostrzec jakieś pozytywy. Tym razem takowych nie było – wszystko, co złe skumulowało się na boisku przy Bukowej.
Minusy:
– Stawka ich przerosła – mimo że w wywiadach zawodnicy podkreślali rangę tego meczu, to nie udźwignęli tego ciężaru. Nie zarzucamy im braku chęci, ale wyglądało to tak, że po prostu presja ich totalnie zjadła i nie są w stanie kompletnie nic zrobić. Tym bardziej dziwi to, gdy ma się w składzie tylu doświadczonych zawodników.
– Brak pomysłu – to wszystko złożyło się na toporne i mozolne rozgrywanie piłki bez jakiegoś wydatnego celu. Gra wszerz boiska, brak dośrodkowań, tylko schodzenie do środka i przepychanie piłki. Ciężko było na to patrzeć.
– Brak sytuacji – bramka Gąsińskiego nie była zagrożona. Praktycznie nie stworzyliśmy sobie ani jednej klarownej sytuacji.
– Zagłębie rządziło na boisku – straszne jest, że w tak ważnym meczu przyjeżdża na Bukową rywal i to on gra dojrzałą, spokojną i skuteczną piłkę.
– Chaos komunikacyjny – to co, było przy utracie bramki. Nieporozumienie Leimonasa i Goncerza doprowadziło do utraty decydującego – bo jedynego – gola.
– Fatalna technika – brak pomysłu, powiązane nogi to jedno. Jednak tyle prostych technicznych błędów, które popełnili nasi zawodnicy nie ma prawa wydarzyć się nawet na placu.
– Beznadziejne skrzydła – zarówno u obrońców, jak i pomocników. Pietrzakowi nie wyszło absolutnie nic i walił z dośrodkowań w eter, podobnie jak Bębenek. W eter, czyli poza boisko. Frańczak przy jednym z dośrodkowań zamiast mocno wstrzelić piłkę, posłał balona. O Szołtysie nawet nie mówmy, bo na razie ten zawodnik zdecydowanie odstaje umiejętnościami (chyba że ma je gdzieś ukryte).
– Tragiczne stałe fragmenty – to co wyprawiał z wolnych i rożnych Pietrzak, wołało o pomstę do nieba. Wszystko leciało prosto w ręce Gąsińskiego.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Galeria Piłka nożna
Wesoły nam mecz dziś nastał
W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.


marius
9 sierpnia 2015 at 15:31
Nie moge sobie przypomniec gorszego meczu jak ten co odbyl sie wczoraj.moze ambicje mieli ale wtedy jak trzeba bylowyjsc na murawe a pozniej to juz wszyscy wiedza jak bylo.jak nam staduon zamkna to wtedy beda grac z werwa bo ich trema nie zje bo nikt nie bedzie pod presja ze kibice sa za plecami
lukasz
9 sierpnia 2015 at 16:06
Moze by tak ocena kibicow z sektora c ? tez by sie przydalo uderzyc w piers i ze smutkiem przyznac ze kibice niestety ale przyczynili sie do zjebania wczorajszego swieta … chcemy profesjonalizmu na boisku zadbajmy o profesjonalizm na trybunach. Mozna kogos zdyscyplinowac zeby darl ryja i kibicowal to i mozna bylo chociaz odciagnac najbardziej impulsynwych i zapobiec wyrwanym krzeselkom i rzucaniu rac …
marius
9 sierpnia 2015 at 16:11
Tak sie sklada ze ja bylem na sektorze C.zawsze tam chodze i nie ukrywam tego wiec nie zganiajcie na wszystkich z tego swktora tam tez sa normalni ludzie ktorzy dopinguja swoja druzyne do teraz mam zachrypniety glos.
BOLO
9 sierpnia 2015 at 16:58
To my wszyscy budujemy wizerunek GIEKSY.I od nas zależy czy będzie kasa i czy będzie nowy stadion.Od tych na boisku i od nas na trybunach.A tak naprawde kto rządzi tymi sportowcami w kominiarach ,skoro dochodzi do takiego sabotarzu .Powiem tak rzucać barwami to chańba i nasze barwy zostały zchańbione.A ci krewcy okazje do sprawdzenia mają na co dzień wystarczy przejechać się po dzielnicach i zobaczyć jak hasają śmierdziuchy.Ale wtedy niema już tylu wyrywnych.
rudi
9 sierpnia 2015 at 20:51
Bolo masz rację . Nie można też winić całego sektora C . Race rzucały na boisko i w stronę ZS raptem 4 -5 osoby , a w przepychankach brało udział około 30 osób . Rozumiem gdyby SZ sforsowali ogrodzenie i byli pod naszym sektorem , wtedy rozumiem że trzeba ruszyć – wszyscy . Ale to myśmy prowokowali zadymę . Jeśli ktoś chciał konfrontacji mógł przyjechać np do Mysłowic na Piosek i ruszyć na zagłębie . Tylko wtedy trzeba być odważnym , mięć mocno zaciśnięte pięści i twardy kark .
całe moje życie to GKS KATOWICE
marius
9 sierpnia 2015 at 22:10
A tak z innej beczki.co z tymi wzmocnieniami pod koniec tygodnia co dyrektor sportowy mowil.tu juz niedziela sie konczy a tu cisza?mialo jakies nazwisko grajka pasc.no chyba ze ten temat ma drugie dno i rozumiec ta wypowiec ze do konca tygodnia ale ktorego 🙂
Piotrek
9 sierpnia 2015 at 22:28
Od poniedziałku było pisane żeby nie dać się sprowokować i co kurwa zrobiliście szkoda słów teraz możemy stać pod płotem. Cała Polska to oglądała i pokazał sektor C na co ich stać . Na chuj nam nowy stadion żeby go rozjebać. Jak tu przyjść na mecz z rodzinną aż strach bo jeden z drugim baranem musi rzucić raca w łeb se jebni. A wracając do piłkarzy szkoda słów
Manfred
9 sierpnia 2015 at 22:52
Przykre. Nie wiem czy wiecie, ale wczoraj jednak strzeliliśmy jednego gola. Ale smrodom z cichej.
Podobno wycofali się z Mikołowa
http://niebieskimikolow.pl
😉
Był sobie bandycki mikołów, czy jak ta nic nie znacząca grupka się nazywała.
lukasz
9 sierpnia 2015 at 23:50
Marius oczywiscie to nie chodzi o normalnych kibicow tylko grupe 20-30 NIEPELNOSPRAWNYCH UMYSLOWO KRETYNOW ktorzy niszcza wizerunek klubu, doprowadza (na 95 % ) do zamkniecia Blachy albo i calego stadionu, zakaz wyjazdowy a przede wszystkim pokazjua miastu ze chyba jednak tego stadionu to za szybko nie bedzie … noz KURWA kibice sie staraja dmuchaja, zarzad tez mimo opini niektorych robi duzo ze pod wzgledem finansowo – marketingowym wyglada to naprawde dobrze a przez kilkunastu SKRETYNIALYCH DEBILI mozemy sie z tym pozegnac. To jest kurwa nie do pomyslenia i jeszcze sami zaczeli … rece opadaja mowie Wam tym debilom tylko spusic wpierdol i dozywotni zakaz na GieKSe, za samo bezczeszczenie naszych Barw
Świony
10 sierpnia 2015 at 01:27
Zjebali piłkarze ale i zjebali kibice na sektorze C. Trzeba być kretynem żeby rozpierdalać swój stadion.
marius
10 sierpnia 2015 at 06:55
Lukasz tak jak mowisz przez tych „bohaterow” musialem opuscic sektor przez pierdo….ny gaz bo juz nie odychac i za xo to komu wiemwiem wielu powie czemu tam stales itp itd. Tak jak gdzies przeczytalem czemu te NN nie pojda po za stadion i tam sie nie wyzyja aha wiem tam sie boja bo tyle obrony innych kibicow nie maja za plecami.tyle w temacie dziekuje.bylem jestem i zawsze bede kibicem na C
kibic
10 sierpnia 2015 at 09:15
no I mielismy probke I odpowiedz na pytanie dlaczego nie bedzie normalnie I dlaczego nigdy nie bedzie frekfencji po 15tys.
Ja osobiscie dziecka na stadion nie zabiore. Jak ktos tego nie rozumie to niech dalej sie cieszy ze jest 1.5 tys na meczu.
Tyle w temacie.
aha no I proponuje zrobic jakis protest aby nowy stadion byl na min 30 tys. :):):) 😉
lukasz
10 sierpnia 2015 at 10:46
szkoda tylko ze takie persony jak Shellu czy Junior nie wypowiedza sie w temacie zachowania „kibicow” z ochorona, proby sforsowana barier czy rzucaniem Herbem. Tematu wlasciwie nie ma uznaje sie ze atmosfera byla swietna i tyle. A gówno prawda ja siedzialem na 2 z rodzina i wielu ludzi patrzylo z niedowierzaniem i niesmakiem ze kilkunastu idiotow niweczy trud normalnych kibicow ktorzy przyszli pokibicowac. Ale nie ma nawet zadnej reakcji po prostu nic, huj z tym ze kare na nas naloza huj z tym ze nie bedzie wyjazdow huj z tym ze zamkna stadion – wazne ze bylo swieto bo DEBILE wyrwali troche kszeselek i bylo swietowanie. Tak jak napisal kibic – nie bedzie normalnie nigdy bo taki mecz jak z Zaglebiem powinien byc co kolejke – przynajmniej jesli chodzi o liczbe ludzi na trybunach. To powinno byc swieto a nie mozliwosc do pokazania hamstwa i skurwysynstwa na stadionie. Pamietam jak sie pisalo o tym ze stadion na min 25 tys bo przeciez beda przychodzic cale rodziny itp. itd. Gowno prawda !!! Jesli raz na kilkadziesiat spotkan na mecz idzie 7 tys ludzi i nie potrafia sie zachowac to co dopiero marzyc o tym zeby zapelniac taki stadion co kolejke … Normalnych Kibicow i ludzi nie oszukamy w ten sposob. Fakty sa przeciwko nam …
n.k.w.d.
10 sierpnia 2015 at 11:13
Przed nami jeszcze dużo meczy do wygrania ! Jedna minimalna porażka w 2-giej kolejce nie moze miec wpływu na końcowy wynik , którym wiadomo co jest 🙂
ADI
10 sierpnia 2015 at 15:50
Porażka piłkarsko porażka kibicowsko brak mi słów
TAUZEN
10 sierpnia 2015 at 23:03
ZAPEŁNILISMY STADION ! GRAJKI POKAZAŁY SWOJE ! ZARZAD BRAWO ZA WZMOCNIENIA (SMIECH).
kibic
10 sierpnia 2015 at 23:47
do Tauzen ty jako jedyny zauwazyles nasze wzmocnienia bo kolesie mieniacymi sie kibicami a biora kase z klubu bronia Cygana Prokse zarzad a to ich wina za taki wstyd,gdzie jest reakcja zarzadu za taka chanbe,chyba dalej licza kase z miasta bo nic innego nie robia,jesli nic sie nie zmieni to taka chanbe jeszcze nie raz przezyjemy w tym sezonie broniac sie przed spadkiem,Proksa gdzie sa te konkretne wzmocnienia oprucz tych udacznikow co sami przyszli do nas robisz cos bo jak nie to ze cie szanujemy ale musisz odejsc
Gieksiarz
11 sierpnia 2015 at 11:16
Pietrzak jest z Sosnowca i „grał” tak jak by był ich 1 12 zawodnikiem 🙂