Piłka nożna
Minusy po Zagłębiu
Mecz z Zagłębiem Sosnowiec był bardzo słaby w wykonaniu piłkarzy GKS Katowice. Zawsze – nawet w słabszych meczach – potrafiliśmy dostrzec jakieś pozytywy. Tym razem takowych nie było – wszystko, co złe skumulowało się na boisku przy Bukowej.
Minusy:
– Stawka ich przerosła – mimo że w wywiadach zawodnicy podkreślali rangę tego meczu, to nie udźwignęli tego ciężaru. Nie zarzucamy im braku chęci, ale wyglądało to tak, że po prostu presja ich totalnie zjadła i nie są w stanie kompletnie nic zrobić. Tym bardziej dziwi to, gdy ma się w składzie tylu doświadczonych zawodników.
– Brak pomysłu – to wszystko złożyło się na toporne i mozolne rozgrywanie piłki bez jakiegoś wydatnego celu. Gra wszerz boiska, brak dośrodkowań, tylko schodzenie do środka i przepychanie piłki. Ciężko było na to patrzeć.
– Brak sytuacji – bramka Gąsińskiego nie była zagrożona. Praktycznie nie stworzyliśmy sobie ani jednej klarownej sytuacji.
– Zagłębie rządziło na boisku – straszne jest, że w tak ważnym meczu przyjeżdża na Bukową rywal i to on gra dojrzałą, spokojną i skuteczną piłkę.
– Chaos komunikacyjny – to co, było przy utracie bramki. Nieporozumienie Leimonasa i Goncerza doprowadziło do utraty decydującego – bo jedynego – gola.
– Fatalna technika – brak pomysłu, powiązane nogi to jedno. Jednak tyle prostych technicznych błędów, które popełnili nasi zawodnicy nie ma prawa wydarzyć się nawet na placu.
– Beznadziejne skrzydła – zarówno u obrońców, jak i pomocników. Pietrzakowi nie wyszło absolutnie nic i walił z dośrodkowań w eter, podobnie jak Bębenek. W eter, czyli poza boisko. Frańczak przy jednym z dośrodkowań zamiast mocno wstrzelić piłkę, posłał balona. O Szołtysie nawet nie mówmy, bo na razie ten zawodnik zdecydowanie odstaje umiejętnościami (chyba że ma je gdzieś ukryte).
– Tragiczne stałe fragmenty – to co wyprawiał z wolnych i rożnych Pietrzak, wołało o pomstę do nieba. Wszystko leciało prosto w ręce Gąsińskiego.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

marius
9 sierpnia 2015 at 15:31
Nie moge sobie przypomniec gorszego meczu jak ten co odbyl sie wczoraj.moze ambicje mieli ale wtedy jak trzeba bylowyjsc na murawe a pozniej to juz wszyscy wiedza jak bylo.jak nam staduon zamkna to wtedy beda grac z werwa bo ich trema nie zje bo nikt nie bedzie pod presja ze kibice sa za plecami
lukasz
9 sierpnia 2015 at 16:06
Moze by tak ocena kibicow z sektora c ? tez by sie przydalo uderzyc w piers i ze smutkiem przyznac ze kibice niestety ale przyczynili sie do zjebania wczorajszego swieta … chcemy profesjonalizmu na boisku zadbajmy o profesjonalizm na trybunach. Mozna kogos zdyscyplinowac zeby darl ryja i kibicowal to i mozna bylo chociaz odciagnac najbardziej impulsynwych i zapobiec wyrwanym krzeselkom i rzucaniu rac …
marius
9 sierpnia 2015 at 16:11
Tak sie sklada ze ja bylem na sektorze C.zawsze tam chodze i nie ukrywam tego wiec nie zganiajcie na wszystkich z tego swktora tam tez sa normalni ludzie ktorzy dopinguja swoja druzyne do teraz mam zachrypniety glos.
BOLO
9 sierpnia 2015 at 16:58
To my wszyscy budujemy wizerunek GIEKSY.I od nas zależy czy będzie kasa i czy będzie nowy stadion.Od tych na boisku i od nas na trybunach.A tak naprawde kto rządzi tymi sportowcami w kominiarach ,skoro dochodzi do takiego sabotarzu .Powiem tak rzucać barwami to chańba i nasze barwy zostały zchańbione.A ci krewcy okazje do sprawdzenia mają na co dzień wystarczy przejechać się po dzielnicach i zobaczyć jak hasają śmierdziuchy.Ale wtedy niema już tylu wyrywnych.
rudi
9 sierpnia 2015 at 20:51
Bolo masz rację . Nie można też winić całego sektora C . Race rzucały na boisko i w stronę ZS raptem 4 -5 osoby , a w przepychankach brało udział około 30 osób . Rozumiem gdyby SZ sforsowali ogrodzenie i byli pod naszym sektorem , wtedy rozumiem że trzeba ruszyć – wszyscy . Ale to myśmy prowokowali zadymę . Jeśli ktoś chciał konfrontacji mógł przyjechać np do Mysłowic na Piosek i ruszyć na zagłębie . Tylko wtedy trzeba być odważnym , mięć mocno zaciśnięte pięści i twardy kark .
całe moje życie to GKS KATOWICE
marius
9 sierpnia 2015 at 22:10
A tak z innej beczki.co z tymi wzmocnieniami pod koniec tygodnia co dyrektor sportowy mowil.tu juz niedziela sie konczy a tu cisza?mialo jakies nazwisko grajka pasc.no chyba ze ten temat ma drugie dno i rozumiec ta wypowiec ze do konca tygodnia ale ktorego 🙂
Piotrek
9 sierpnia 2015 at 22:28
Od poniedziałku było pisane żeby nie dać się sprowokować i co kurwa zrobiliście szkoda słów teraz możemy stać pod płotem. Cała Polska to oglądała i pokazał sektor C na co ich stać . Na chuj nam nowy stadion żeby go rozjebać. Jak tu przyjść na mecz z rodzinną aż strach bo jeden z drugim baranem musi rzucić raca w łeb se jebni. A wracając do piłkarzy szkoda słów
Manfred
9 sierpnia 2015 at 22:52
Przykre. Nie wiem czy wiecie, ale wczoraj jednak strzeliliśmy jednego gola. Ale smrodom z cichej.
Podobno wycofali się z Mikołowa
http://niebieskimikolow.pl
😉
Był sobie bandycki mikołów, czy jak ta nic nie znacząca grupka się nazywała.
lukasz
9 sierpnia 2015 at 23:50
Marius oczywiscie to nie chodzi o normalnych kibicow tylko grupe 20-30 NIEPELNOSPRAWNYCH UMYSLOWO KRETYNOW ktorzy niszcza wizerunek klubu, doprowadza (na 95 % ) do zamkniecia Blachy albo i calego stadionu, zakaz wyjazdowy a przede wszystkim pokazjua miastu ze chyba jednak tego stadionu to za szybko nie bedzie … noz KURWA kibice sie staraja dmuchaja, zarzad tez mimo opini niektorych robi duzo ze pod wzgledem finansowo – marketingowym wyglada to naprawde dobrze a przez kilkunastu SKRETYNIALYCH DEBILI mozemy sie z tym pozegnac. To jest kurwa nie do pomyslenia i jeszcze sami zaczeli … rece opadaja mowie Wam tym debilom tylko spusic wpierdol i dozywotni zakaz na GieKSe, za samo bezczeszczenie naszych Barw
Świony
10 sierpnia 2015 at 01:27
Zjebali piłkarze ale i zjebali kibice na sektorze C. Trzeba być kretynem żeby rozpierdalać swój stadion.
marius
10 sierpnia 2015 at 06:55
Lukasz tak jak mowisz przez tych „bohaterow” musialem opuscic sektor przez pierdo….ny gaz bo juz nie odychac i za xo to komu wiemwiem wielu powie czemu tam stales itp itd. Tak jak gdzies przeczytalem czemu te NN nie pojda po za stadion i tam sie nie wyzyja aha wiem tam sie boja bo tyle obrony innych kibicow nie maja za plecami.tyle w temacie dziekuje.bylem jestem i zawsze bede kibicem na C
kibic
10 sierpnia 2015 at 09:15
no I mielismy probke I odpowiedz na pytanie dlaczego nie bedzie normalnie I dlaczego nigdy nie bedzie frekfencji po 15tys.
Ja osobiscie dziecka na stadion nie zabiore. Jak ktos tego nie rozumie to niech dalej sie cieszy ze jest 1.5 tys na meczu.
Tyle w temacie.
aha no I proponuje zrobic jakis protest aby nowy stadion byl na min 30 tys. :):):) 😉
lukasz
10 sierpnia 2015 at 10:46
szkoda tylko ze takie persony jak Shellu czy Junior nie wypowiedza sie w temacie zachowania „kibicow” z ochorona, proby sforsowana barier czy rzucaniem Herbem. Tematu wlasciwie nie ma uznaje sie ze atmosfera byla swietna i tyle. A gówno prawda ja siedzialem na 2 z rodzina i wielu ludzi patrzylo z niedowierzaniem i niesmakiem ze kilkunastu idiotow niweczy trud normalnych kibicow ktorzy przyszli pokibicowac. Ale nie ma nawet zadnej reakcji po prostu nic, huj z tym ze kare na nas naloza huj z tym ze nie bedzie wyjazdow huj z tym ze zamkna stadion – wazne ze bylo swieto bo DEBILE wyrwali troche kszeselek i bylo swietowanie. Tak jak napisal kibic – nie bedzie normalnie nigdy bo taki mecz jak z Zaglebiem powinien byc co kolejke – przynajmniej jesli chodzi o liczbe ludzi na trybunach. To powinno byc swieto a nie mozliwosc do pokazania hamstwa i skurwysynstwa na stadionie. Pamietam jak sie pisalo o tym ze stadion na min 25 tys bo przeciez beda przychodzic cale rodziny itp. itd. Gowno prawda !!! Jesli raz na kilkadziesiat spotkan na mecz idzie 7 tys ludzi i nie potrafia sie zachowac to co dopiero marzyc o tym zeby zapelniac taki stadion co kolejke … Normalnych Kibicow i ludzi nie oszukamy w ten sposob. Fakty sa przeciwko nam …
n.k.w.d.
10 sierpnia 2015 at 11:13
Przed nami jeszcze dużo meczy do wygrania ! Jedna minimalna porażka w 2-giej kolejce nie moze miec wpływu na końcowy wynik , którym wiadomo co jest 🙂
ADI
10 sierpnia 2015 at 15:50
Porażka piłkarsko porażka kibicowsko brak mi słów
TAUZEN
10 sierpnia 2015 at 23:03
ZAPEŁNILISMY STADION ! GRAJKI POKAZAŁY SWOJE ! ZARZAD BRAWO ZA WZMOCNIENIA (SMIECH).
kibic
10 sierpnia 2015 at 23:47
do Tauzen ty jako jedyny zauwazyles nasze wzmocnienia bo kolesie mieniacymi sie kibicami a biora kase z klubu bronia Cygana Prokse zarzad a to ich wina za taki wstyd,gdzie jest reakcja zarzadu za taka chanbe,chyba dalej licza kase z miasta bo nic innego nie robia,jesli nic sie nie zmieni to taka chanbe jeszcze nie raz przezyjemy w tym sezonie broniac sie przed spadkiem,Proksa gdzie sa te konkretne wzmocnienia oprucz tych udacznikow co sami przyszli do nas robisz cos bo jak nie to ze cie szanujemy ale musisz odejsc
Gieksiarz
11 sierpnia 2015 at 11:16
Pietrzak jest z Sosnowca i „grał” tak jak by był ich 1 12 zawodnikiem 🙂